S

S

MA

Premium Sound

MIP

Polpak

środa, 27 listopada 2013

Przetwornik c/a Schiit Bifrost - zapowiedź

Śpieszę poinformować Szanownego Czytelnika, iż testuję właśnie ciekawy przetwornik cyfrowo-analogowy o jakże intrygującej nazwie Schiit Bifrost. Niedawno TUTAJ opisywałem wzmacniacze słuchawkowe tej amerykańskiej firmy, dlatego teraz przypomnę jedynie, że właściciel i konstruktor Schiit - pan Jason Stoddard to człowiek wielce dowcipny - stąd taka, a nie inna nazwa przedsiębiorstwa. A że z pochodzenia jest Norwegiem, dlatego swoje urządzenia przyozdabia w różne imiona i nazwy zaczerpnięte z mitologii nordyckiej - więc opisywany DAC Bifrost swój źródłosłów ma w moście-tęczy łączącej świat śmiertelników (Midgard) ze światem bogów (Asgard).

Co istotne, Schiit Bifrost ma zamontowany wewnątrz świetną 32-bitową kość przetwornika japońskiej Asahi Kasei Microdevices:  AKM4399. Jest ona często montowana w konstrukcjach o wiele droższych - na przykład w Bryston BDA-2, AURALIC ATK MX+, czy w sprzętach Esoteric. Warto w tym momencie wspomnieć, że DACiem Bifrost zauroczył się sam Srajan Ebaen z portalu 6moons - TUTAJ.

Na razie podłączyłem Schiit Bifrost kablem optycznym do serwera muzycznego CocktailAudio X30, analogowe przewody na RCA połączyłem ze wzmacniaczem Hegel H100. Mówiąc szczerze, bardzo ładnie ten zestaw gra: szeroko, z dużą głębią i fascynującą dźwięcznością. Sygnał jest czysty i wyraźny, występuje duża selektywność, a przekaz nie jest męczący, czy wyostrzony. Zapowiada się bardzo ciekawie.

Zapraszam za około 10 - 14 dni na dokładny opis przetwornika c/a Schiit Bifrost.




niedziela, 24 listopada 2013

Arcade Fire „Reflektor” - 2 x LP + download











Wstęp
Kilkanaście dni temu na rynku ukazał się nowy album kanadyjskiej grupy Arcade Fire zatytułowany „Reflektor”. Zespół powoli wyrasta na prawdziwą super-gwiazdę współczesnej muzyki. Dlaczego? Bowiem oprócz łatwości tworzenia melodyjnych rytmów, czerpania garściami cytatów muzycznych i rytmicznych z nieomal całego świata, widać, że jego członkowie niosą w sobie głęboką misję opowiadania prawdy o obecnym świecie: relacjach międzyludzkich i niemożności spełnienia się człowieka, jego uczuciach oraz namiętności, a także samotności i śmierci. Arcade Fire realizuje albumy koncepcyjne, które od początku do końca mają logiczny sens zarówno muzyczny, jak i tekstowy. Treści piosenek są niejednoznaczne, zawierają dużo porównań, odniesień literackich, wymagają sporej erudycji – są poetyckie, a może nawet mistyczne.

Znaczenie tekstów - idea powstania płyty 
Dla zrozumienia idei twórczej powstania albumu „Reflektor” niezbędna wydaje się znajomość greckiego mitu o Orfeuszu i Eurydyce. Bowiem zespół wyraźnie naprowadza odbiorcę w tę stronę, umieszczając na okładce płyty reprodukcję rzeźby autorstwa  Augusta Rodina zatytułowaną właśnie „Orfeusz i Eurydyka” (TUTAJ). W skrócie opowieść ta opisuje dzieje pary kochanków, których miłość została zaburzona gwałtowną śmiercią Eurydyki. Orfeusz schodzi do Hadesu (za zgodą Bogów) aby odzyskać ukochaną. Tam śpiewem i grą na lutni uwodzi bogów Hadesu, którzy zgadzają się by wyprowadził Eurydykę na ziemię, lecz stawiają warunek – podczas drogi powrotnej Orfeusz nie może ani razu na nią spojrzeć. Orfeusz tuż przed końcem drogi odwraca się do Eurydyki – ta natychmiast zamienia się w skałę. Orfeusz popada w obłęd  - potem umiera rozszarpany przez Menady.

Nie inaczej odbieram przesłanie albumu „Reflektor” – miłość jest ulotna, krótkotrwała, niemożliwa do stałego utrzymania. Ponieważ człowiek jest poddawany w obecnym świecie ogłupiającemu naporowi mediów (w tym Internetu), które kaleczą i wypaczają klasyczne pojęcie związku dwojga ludzi i szerzej – relacje społeczne. Płyta inspirowana jest także dziełami duńskiego filozofa Sorena Kierkegaarda, jak w jednym z wywiadów ujawnił lider zespołu Win Butler. Kierkegaard jest zaś jednym z prekursorów filozofii egzystencjalnej, która stoi w opozycji do rozważań Hegla. Stąd duński filozof broni praw jednostki – proponuje podróż do wewnątrz człowieka, jego indywidualnego bytu i świadomości. Rozważa typy i etapy rozwoju duchowego człowieka – jego potrzeb, najpierw egzystencjalnych, potem etycznych i z upływem życia - religijnych.

Arcade Fire zdają się iść identyczną drogą – zadają pytania dotyczące sensu istnienia człowieka na ziemi, jego pragnień, bytu i istnienia, akceptacji i miłości. Poczucia nieuchronności końca życia, śmierci. Niestety, droga to niełatwa – stąd ciągłe rozczarowania zarówno sobą jak i innymi, miraże, poczucia niespełnienia i izolacji pogłębiane przez wszechobecną Technikę. W następstwie tego, pojawia się potrzeba zagłębienia się we własną duszę, zajrzenia w jej zakamarki – rozważenia o bycie i życiu; to zaś wytwarza nastrój introwertyczny, powoduje alienację, niezrozumienie przez otoczenie, bliskich, czy ukochaną/ukochanego.

Oczywiście, są to pewnego rodzaju uproszczenia i skróty, niezbędne jednak dla dotarcia artystów i ich przekazu do szerszego grona odbiorców.

Powyższe tezy doskonale ilustrują słowa pierwszego utworu „Reflektor” (i tytułowego) albumu, które są myślą przewodnią całej płyty:  

"Reflektor" (feat. David Bowie)
Uwięziony w wiązce
W wiązce światła
Samotny w ciemności
Ciemności bieli
Zakochaliśmy się w sobie
Samotnie na scenie
W wieku refleksji

Pomiędzy nocą, nocą a świtem
Pomiędzy światełkami, żyjącymi i umarłymi

Jeśli to niebo
Nie wiem po co istnieje
Jeśli nie mogę Cię tam znaleźć
Nie obchodzi mnie to

Myślałem, że odnalazłem drogę aby wejść do środka
To tylko Reflektor (to tylko Reflektor)
Myślałem, że odnalazłem łącznik
To tylko Reflektor (to tylko Reflektor)

Sygnały które wysłaliśmy 
Znowu są odbijane
Ciągle jesteśmy połączeni
Ale czy jesteśmy chociaż przyjaciółmi?

Zakochaliśmy się, kiedy miałem dziewiętnaście lat
I byłem wpatrzony w ekran

Pomiędzy nocą, nocą a świtem
Pomiędzy światełkami, żyjącymi i umarłymi

Jeśli to niebo
To potrzebuję czegoś więcej
Tylko miejsca, w którym mógłbym być sam
Bo jesteś moim domem

Myślałem, że odnalazłem drogę aby wejść do środka
To tylko Reflektor (to tylko Reflektor)
Myślałem, że odnalazłem łącznik
To tylko Reflektor (to tylko Reflektor)

To tylko odbicie odbicia
Odbicia odbicia

Czy zobaczę Cię po drugiej stronie?
Wszyscy mamy coś do ukrycia

To tylko odbicie odbicia
Odbicie odbicia

Czy zobaczę Cię po drugiej stronie?
Wszyscy mamy coś do ukrycia

W porządku, cofnijmy się

Nasza piosenka ucieka, 
Na świecących srebrnych płytach
Nasza miłość jest plastikowa, 
Złamiemy ją w kawałki

Chcę się uwolnić, 
Ale czy oni mnie złamią?
W dół, dół, dół
Nie wygłupiaj się

Myślałem, że odnalazłem drogę aby wejść do środka
To tylko Reflektor (to tylko Reflektor)
Myślałem, że odnalazłem łącznik
To tylko Reflektor (to tylko Reflektor)

Myślałem, że przyprowadzisz mnie do wskrzeszającego
Okazuje się, że to tylko Reflektor (to tylko Reflektor)
Myślałem, że przyprowadzisz mnie do wskrzeszającego
Okazuje się, że to tylko Reflektor (to tylko Reflektor)
Myślałem, że przyprowadzisz mnie do wskrzeszającego
Okazuje się, że to tylko Reflektor (to tylko Reflektor)

To Reflektor
To tylko Reflektor
Tylko Reflektor
Czy zobaczę Cię po drugiej stronie?
To tylko Reflektor
Czy zobaczę Cię po drugiej stronie?
Wszyscy mamy coś do ukrycia
To tylko Reflektor
Czy zobaczę Cię po drugiej stronie?

Inspiracje muzyczne
Tak jak inspiracją dla warstwy tekstowej jest mit o Orfeuszu i Eurydyce oraz rozważania filozoficzne Sorena Kierkegaarda, tak dla muzyki – przede wszystkim rytm i melodie karaibskiej wyspy Haiti, skąd pochodzą rodzice wokalistki Arcade Fire Regine Chassagne (a prywatnie żony lidera Wina Butlera). W związku z tym, na płycie słychać zarówno dźwięki rumby i calypso („Here Comes the Night Times”), pobrzękują hawajskie gitary, grają kreolskie steel drums pochodzące z Trynidadu i Tobago, śpiewają haitańskie dziewczyny - zresztą duża część materiału została nagrana w studio na Jamajce. Naturalnie, Arcade Fire nie zawężają się muzycznie wyłącznie do regionu Karaibów, a swobodnie podróżują po dźwiękach całego świata – bujnie czerpią z różnych stylów: od klasycznego rocka, poprzez indie, dub, ska, połamane rytmy typu Talking Heads, aż do fascynacji późnymi The Beatles i Davidem Bowiem. Ten ostatni artysta zresztą śpiewa osobiście (w chórkach) w tytułowym utworze „Reflektor”. Wygląda to tak, jakby stygmatyzował zespół i namaszczał go – mówiąc: „podoba mi się to co robicie – jesteście wielcy – uważam Was za moich artystycznych spadkobierców”. Zresztą Bowie w jednym z wywiadów rzeczywiście wypowiedział się w ten sposób (mniej więcej) o Arcade Fire.

Aby jeszcze bardziej rozbudować, a może i zagmatwać (?) kompozycje i styl, zespół zdecydował się na współpracę z Jamesem Murphy’m z …LCD Soundsystem, pod którego nadzorem przebiegała cała sesja nagraniowa. W rezultacie, osoba guru muzyki klubowej i tanecznej jakim jest Murphy przyniosła urozmaicenie w formie żywiołowości niektórych utworów lub ich fragmentów, bo wiele piosenek na płycie ma zmienne tempo i rytm. Ponadto, nowojorski muzyk wprowadził więcej instrumentów elektronicznych, podkręcenie rytmu i swoisty trans.

Z powyższej mieszanki rytmów, sosu kulturalnego, czy melanżu, zamiast niespójnego i niestrawnego muzycznie materiału (jakby się mogło wydawać z pozoru) powstał zaskakująco dojrzały i rozbudowany (zaawansowany) stylistycznie album, który od początku do końca trzyma bardzo wysoki poziom artystyczny, choć mienią się w nim różnorodne style i rytmy. Większość utworów  spośród 13. na płycie trwa od 5 do 7 minut (są i dłuższe, bo jest także 11 minutowy) – każdy z nich ma indywidualny pomysł, niezwykłą melodię, która jest niby prosta, a jednocześnie skomplikowana – przewiercająca mózg słuchacza, zapadająca głęboko w świadomość i podświadomość. Kompozycje są finezyjnie rozbudowane, wielopoziomowe i ze zmiennym rytmem. Na przykład w utwór „Reflektor” trwa powyżej 7 minut, są na nim zawarte zarówno długa partia gitarowa, jak i fortepianowa oraz …symfoniczna. Trzeba jednak przyznać, że Arcade Fire ani razu nie przekraczają progu barokowej śmieszności, przeładownia stylistycznego – ich muzyka jest niepowtarzalna i oryginalna, pomimo, że słychać w niej cytaty i odniesienia do wielu innych artystów, stylistyk jak i do własnych wcześniejszych dokonań. Ta różnorodność w wykonaniu kanadyjskiej grupy jest spójna, bo zespół wyznacza swój nowy i niezależny od innych gatunek muzyczny, który po prostu nazywa się Arcade Fire.

„Reflektor” to wielka płyta. Moim zdaniem, wyznacza niezwykle wysoki poziom artystyczny i zapisuje się jako kamień milowy we współczesnej muzyce. To jedna z ważniejszych płyt tego roku, a może i dekady?

Kilka słów o edycji winylowej „Reflektor” 
To, co szczególnie zwraca uwagę, to bardzo estetyczna okładka płyt – pokryta jest mieniącą się farbą, która w zależności od kąta padania światła, zmienia kolor. W związku z tym uzyskano efekt refleksyjności, a nawet - trójwymiarowości. Stąd na pierwszej stronie, fotografia rzeźby Augusta Rodina „Orfeusz i Eurydyka” , zdaje się unosić ponad płaszczyzną okładki.

Wewnątrz znajduje się indywidualny kod umożliwiający pobranie płyty z Internetu - w jakości MP3, oczywiście.

Winyle mają masę 180 gram, wsunięte są w miękkie papierowe koperty (bardzo ładne) – wewnątrz jednak bez folii antystatycznej. Warto od razu umieścić płyty w takowych, bo bez nich bardzo elektryzują się oraz rysują podczas wkładania i wyjmowania z papierowych obwolut.

Dźwięk jest dość jasny, nieco chropawy, ale daleko mu do „garażowego”. W związku z tym, że album nagrany jest bardzo gęsto, tzn. zawiera bardzo bogate instrumentarium, średnica wydaje się nieco wypchnięta do przodu – wokale brzmią bliżej od pozostałych dźwięków. Niskie tony są masywne i mocne, ale nie buczą, nie wibrują – jak to miało miejsce kiedy odsłuchiwałem powyższy materiał na Spotify w strumieniowaniu jakości 320 bit/sekundę. 

Ogólnie, jakość dźwięku mogę określić jako 4/5. Szkoda, że realizacja nie jest na poziomie audiofilskim, bo materiał artystyczny albumu „Reflektor” zasługuje na to.

Epilog
Dla wytrwałego i zainteresowanego Czytelnika stroną tekstową, wklejam poniżej symptomatyczny utwór dla płyty, jej ogólnego przesłania - "It's Never Over (Hey Orpheus) oraz mówiący o śmierci "Afterlife".

It’s Never Over (Hey Orpheus)
Orfeuszu!
Jestem za tobą
Nie oglądaj się za siebie
Odnajdę cię

Poczekaj do końca
Poczekaj, póki to trwa
I jeśli cię wezwę
Och, Orfeuszu
Śpiewaj dla mnie przez całą noc
Poczekamy do końca
Poczekamy, póki to trwa

Mówisz, że to nie ja, to ty

Hej, Orfeuszu
Po drugiej stronie wody
Jak echo
Tylko poczekaj do końca
Poczekaj, póki to trwa

I jeśli cię wezwę
Nigdy się nie wahaj
Nie oglądaj się zbyt wcześnie
Poczekaj do końca
Poczekaj, póki to trwa

Zdaje się to tak ważne
Ale przetrwasz
Zdaje się to tak ważne
Ale przetrwasz
A kiedy to przebolejesz
Kiedy się zestarzejesz
Wtedy przypomnisz sobie
Dlaczego to było tak istotne

Wydaje się być ogromną sprawą
Ale przetrwasz
Wydaje się być ogromną sprawą teraz
Ale przetrwasz
A kiedy to przebolejesz
Kiedy się zestarzejesz
Wtedy odkryjesz
Że to nie kończy się nigdy

Eurydyko!
Czy możesz mnie dostrzec
Wyśpiewam twoje imię
Aż zbiorą cię mdłości
Poczekaj do końca
Poczekaj, aż przetrwamy

Ale jeśli mnie wezwiesz
To zamarznięte morze
Stopnieje pode mną
Poczekaj do końca
Poczekaj, aż przetrwamy

Wydaje się być ogromną sprawą
Ale przetrwasz
Wydaje się być ogromną sprawą teraz
Ale przetrwasz
A kiedy to przebolejesz
Kiedy się zestarzejesz
Wtedy przypomnisz sobie...

Wyznał ci, że zbudzi cię
Kiedy nadszedł koniec
Wyznał ci, że zbudzi cię
Kiedy nadszedł koniec
Koniec jest teraz
Teraz, kiedy jesteś starszy
Odkryjesz
To nie kończy się nigdy

To nie kończy się nigdy

Kiedyś
Kiedyś
Chłopcze, oni pożrą cię żywcem
Ale nie stanie się to teraz
Zrozumiemy to

Kiedyś
Kiedyś
Chłopcze, oni pożrą cię żywcem
Ale nie stanie się to teraz
Zrozumiemy to

Ponieważ nie skończy się to nigdy
To nie kończy się nigdy

Przystanęliśmy
Nad zamarzniętym morzem
Ujrzałem Cię
Przede mną
Odbite światło
Och Orfeuszu, Eurydyko
To skończyło się zbyt wcześnie



"Afterlife"
Życie po śmierci, o mój Boże, cóż za straszny zwrot
Po tych wszystkich oddechach, brudzie, wypalonym ogniu
Po całym tym czasie, gdy wszystkie karetki już odjadą
Gdy wszyscy przestaną się kurczowo trzymać martwych świateł
Blasku poblasku 

A ja muszę wiedzieć

Czy możemy to naprawić?
Wrzeszczmy i krzyczmy, aż tego nie naprawimy
Po prostu to naprawić?
Wrzeszczeć i krzyczeć, aż tego nie naprawimy?
Aż tego nie naprawimy, aż tego nie naprawimy
Aż tego nie naprawimy, aż tego nie naprawimy

Życie po życiu, chyba wiem co następne jest
Mignęłaś mi tam, jakbym wyglądał przez okno
Albo płytkie morze
Widziałaś mnie stamtąd?
Po całym tym czasie
Nic takiego wcześniej nie doświadczyliśmy
Gdy wszyscy przestaną się kurczowo trzymać martwych świateł
Blasku poblasku 

A ja muszę wiedzieć

Czy możemy to naprawić?
Możemy wrzeszczeć i krzyczeć, aż tego nie naprawimy
Po prostu to naprawić?
Wrzeszczeć i krzyczeć, aż tego nie naprawimy?

Ale ty się pytasz
Oh
Kiedy miłość umiera
Gdzie trafia?
A ty się pytasz
Kiedy miłość umiera
Gdzie trafia?
I gdzie my trafimy?
Gdzie trafimy?
Gdzie trafimy?
Gdzie trafimy?

I po tym wszystkim
Czy przetrzyma kolejną noc?
Po tych wszystkich nietrafionych radach,
którego nie miały nic wspólnego z życiem

A ja muszę wiedzieć

Czy możemy to naprawić?
Możemy wrzeszczeć i krzyczeć, aż tego nie naprawimy
Po prostu to naprawić?
Wrzeszczeć i krzyczeć, aż tego nie naprawimy?

Ale ty się pytasz
Oh
Kiedy miłość umiera
Gdzie trafia?
A ty się pytasz
Kiedy miłość umiera
Gdzie trafia?
I gdzie my trafimy?
Gdzie trafimy?
Gdzie trafimy?
Gdzie trafimy?

To tylko życie po śmierci
To tylko życie po śmierci
Z tobą, to tylko życie po śmierci
Tylko życie po śmierci

Polskie tłumaczenia pochodzą z portalu tekstowo.pl.

środa, 20 listopada 2013

Odtwarzacz plikowy/DAC FiiO X3






Wstęp
Opisywałem już kilka sprzętów firmy FiiO (czytaj TUTAJ). Muszę szczerze przyznać, że to, co i jak proponuje owe przedsiębiorstwo może zafascynować nie jednego melomana.  Dlaczego? Bowiem jej produkty są świetnie zaprojektowane, charakteryzują się wybornym dźwiękiem, są bardzo ergonomiczne, solidnie wykonane, a przy tym są estetyczne oraz, co najważniejsze – oferowane w przystępnej cenie. Są przede wszystkim projektowane z myślą o użytkownikach, bo to przecież oni ostatecznie decydują o powodzeniu danej konstrukcji.

FiiO to przedsiębiorstwo natywnie chińskie i nieudające, że jest amerykańskie, kanadyjskie, czy holenderskie. I bardzo dobrze, że tak dzieje się, bowiem takie stawiane sprawy jest uczciwe i jasne. Chiny są obecnie fabryką świata – to przecież tam produkowane są urządzenia Apple, HiFiMan, Cambridge Audio, KEF, czy wiele, wiele innych. Nie ulega żadnej wątpliwości, że Państwo Środka ma bardzo wiele do zaoferowania światu pod względem technologicznym - każdy miesiąc, tydzień, a nawet każdy dzień przynosi kolejny postęp i progres dla nowoczesności i innowacyjności chińskich urządzeń audio (i nie tylko audio). Dlatego w ofercie FiiO co chwila pojawia się nowy produkt, zmodernizowane oprogramowanie, etc. Niedawno, bo późną wiosną bieżącego roku FiiO zaprezentowało swój premierowy odtwarzacz plikowy o symbolu X3, natomiast w listopadzie pojawił się na rynku nowy wzmacniacz słuchawkowy (i USB DAC) o nazwie Kunlun E18 - zaś firma informuje, że już niebawem światło dzienne ujrzy kolejny odtwarzacz plikowy – X5. Tempo premier doprawdy imponujące.

Do mnie na testy przybył odtwarzacz plikowy i przetwornik cyfrowo-analogowy USB o nazwie FiiO X3. Jego polska premiera miała miejsce jakieś 2-3 miesiące. Można więc napisać, że jest to nowość. Sprzęt został użyczony przez firmę Audiomagic.pl.

Wrażenia ogólne, budowa i ergonomia
FiiO X3 utrzymany jest w stylistyce wzmacniacza słuchawkowego FiiO E12 – to także minimalistyczna metalowa obudowa wykonana z anodowanego na czarno aluminium. Bardzo efektownie to wygląda, choć i oszczędnie, jednocześnie. Warto pokreślić, że X3 cały zamknięty jest w metalowej powłoce - poza wyświetlaczem, który zajmuje więcej niż połowę frontu. Prawie jego 2/3. Nie jest dotykowy, nie jest zbytnio rozdzielczy (320 x 240 pikseli). Ale swoje funkcje informacyjne wypełnia poprawnie – bo jest kolorowy, wyraźny i dobrze kontrastowy. Oczywiście, filmu HD tu nie obejrzy się – to nie jest retina firmy Apple. Jednakowoż, nie uczciwe byłoby czepianie się wyświetlacza na siłę – jest w porządku. 
Ogólnie, cały X3 wykonany jest niezwykle solidnie i starannie – nie jest to klasa luksusowa, lecz premium już tak.

Nie chcę opisywać wszystkich funkcji odtwarzacza, możliwości, przeznaczenia poszczególnych przycisków, czy gniazd, bo są one szeroko dostępne w Sieci – skupię się na odczuciach własnych. Nawigacja w X3 jest prosta i intuicyjna, wymaga jednak nieco przyzwyczajenia, ponieważ jest inaczej pomyślana (zaimplementowana) niż na przykład w sprzęcie Apple. Trzeba po prostu przestawić się na odmienną klawiaturę, choć większość jej funkcji jest identyczna, odmienna jest jedynie aplikacja. I tak klawisze „ciszej – głośniej” i „wybór ścieżki, funkcji” umieszczone są na skos, zaś przycisk (jeden przycisk obsługujący wiele funkcji) „return” i „włącz, wyłącz, play, pause” po bokach – naprzeciwlegle. Trudno nawigować tylko na początku potem, wraz z obyciem się z X3, jest już łatwo i bezproblemowo (choć dalej zupełnie inaczej niż w iPodzie…).

Co istotne, oprócz stałej wewnętrznej pamięci 8 GB, X3 ma możliwość przyłączenia pamięci wymiennej – poprzez slot kart microSD, która daje kolejne 64 GB, co w zasadzie umożliwia nieograniczone rozszerzenie bazy muzycznej. iPody tego nie mają! FiiO niedawno udoskonaliło oprogramowanie w ten sposób, że X3 funkcjonuje także jako pełnoprawny DAC USB. Oznacza to, że podłącza się go do komputera, stamtąd cyfrowy sygnał muzyczny jest wyprowadzany („po USB”) do FiiO, a ten obrabia go wewnętrznym przetwornikiem c/a do sygnału analogowego i przekazuje do wewnętrznego wzmacniacza słuchawkowego, a dalej do słuchawek. Na pewno Szanowny Czytelnik to wie, lecz piszę te słowa wyłącznie dla systematyki opisu.
A propos wewnętrznego przetwornika c/a, warto wspomnieć, że jest to chipset Wolfson WM8740, czyli zaawansowany DAC obsługujący bezstratne formaty do 24-bit/192 kHz.  Natomiast zastosowany wzmacniacz operacyjny to Analog Devices AD8397. Naprawdę nieźle!

Z istotniejszych informacji wypada nadmienić, że wzmacniacz słuchawkowy ma moc wystarczającą do poprawnego wysterowania większości słuchawek dostępnych na rynku (Moc wyjściowa: >540 mW@16Ω ;  >270 mW@32Ω ; >30 mW@300Ω). To moc kilkanaście większa niż u innych, „zwykłych” odtwarzaczy. Brawo FiiO.

W zestawie znajduje się silikonowe etui ochronne, które po założeniu na odtwarzacz wygląda dość nieciekawie – niech bystry Czytelnik sam domyśli się co, w czym to przypomina… Nietrudno zresztą zgadnąć – spłaszczoną kaszankę w kiszce. W moim przekonaniu, warto dokupić porządny dedykowany X3 skórzany ochraniacz – TAKI. O wiele dostojniej i estetyczniej sprzęt będzie prezentować się. Jak ma być prawdziwy szyk, to warto wydać te dodatkowe 99 zł. Z drugiej strony, lepsze silikonowe etui, niż żadne.

Producent jako zestaw startowy proponuje kod do HDtracks - bezpłatnie można pobrać płytę z zasobu Chesky Records binaural "Dr. Chesky Sensational, Fantastic, And Simply Amazing Binaural Sound Show" (TU). 

Na koniec tej części dodam, iż zamontowana wewnętrzna bateria litowo-polimerowa pozwala na 10 godzin pracy. Mój iPhone 5 pada po 5-6 godzinach odtwarzania, więc w FiiO nie jest źle.



W zestawie jest kabel USB, ale także przejściówka mini-jack - wejście koaksjalne 

Silikonowy ochraniacz - jak wygląda, każdy widzi... 

FiiO X3 mieści się w dłoni

Kolorowy wyświetlacz - rozdzielczość na przyzwoitym poziomie

Klawisze nawigacyjne mają odmienną logikę od klasycznej

Ładny korpus - obudowa to aluminium anodowane na czarno


Slot kart microSD pozwala rozszerzyć pamięć wewnętrzną (8 GB) o kolejne 64 GB 

Gniazdo micro USB i wyjście liniowe 

Wyjście słuchawkowe tzw. mini jack, obok schowany przycisk resetu, po prawej stronie wyjście cyfrowe 

Częstotliwość próbkowania wyświetlana jest na ekranie


FiiO X3 oraz słuchawki Marshall Black Major


X3 plus słuchawki HiFiMan HE-300

FiiO X3 - porównanie z NuForce Icon DAC

Wrażenia dźwiękowe
Pierwsze wrażenie z odsłuchów jest takie, że X3 gra po prostu …dobrze. Tu jest harmonia, jest porządek, odpowiedni szyk tonalny i niezła perspektywa sceny jak na urządzenie za kwotę 990 zł. Owszem, nie jest to poziom np. Astell&Kern AK100 (czytaj TU), ale plastyczność dźwięku, jego rozciągnięcie i masa są doskonałe. Niezłe są także niskie tony wyraźnie pulsujące, mocno skupione i sprężyste (a nawet – za przeproszeniem – mlaskające). Bardzo przyjemny styl grania – dobrze skomponowany. Kompletny w odbiorze. 

Ważnym elementem brzmienia FiiO jest naturalność i harmonijność. Naturalność - bo słuchacz ma poczucie obcowania z prawdziwymi instrumentami i wokalami – jest to zjawisko o tyle ważne, że pokazujące, że odtwarzacz pomimo niskiej ceny (1000 zł) to posiada umiejętność budowania autentycznego dźwięku, czyli o odpowiedniej masie, strukturze i barwie. Z kolei harmonijność – ponieważ przekaz jest oddawany proporcjonalnie, to znaczy, że instrumenty mają właściwą skalę (rozmiar) oraz zdrowe zestrojenie wszystkich zakresów i podzakresów. Innymi słowy, żadne pasmo nie jest specjalnie uprzywilejowane, czy wypchnięte do przodu. Średnica pomimo, że należąca do typu kolorowych i gęstych, to trzymana jest przez FiiO na równi z pozostałymi składowymi. Nie czuć tu jej osłodzenia lub podkręcenia – z drugiej strony zwolennikom tzw. lampowego ciepełka i miłej gładkości (jak na przykład jest to w odtwarzaczach HiFiMan na kości TDA1543) może brakować tych przypraw. Wydaje się, że twórcy X3 postawili na prawdę o nagraniu, a nie na jego osładzanie. Zresztą sprzęt wyposażony jest w eqalizer, który pozwala nieco modelować dźwięk pod indywidualne preferencje. Mi najbardziej podobał się dźwięk czysty – in statu nascendi, można rzec.

Co do niskich tonów, to jak już napisałem wcześniej, są pulsujące, mocno skupione i sprężyste. Ich klasę mogę przyrównać do takich generowanych przez porządny wzmacniacz zintegrowany typu Rotel RA-10, Roksan Kandy, czy nawet Cyrus 6a. Ponieważ jest odczuwalna ich masa, dobry rytm oraz drive. I to niezależnie od przyłączanych słuchawek (do pewnego stopnia, oczywiście), bo wymiar basów i ich stan skupienia zawsze był constans. Różnice w poszczególnych słuchawkach dotyczyły najczęściej samej kontroli basu, jego nasycenia i rytmiczności. X3 nie jest urządzeniem, które może odczytać i pokazać pełen wymiar niskich tonów – ma swoje ograniczenia tonalne (szczególnie uwaga ta tyczy najniższych składowych i ukazywania głębszej struktury), więc słuchawki nie mogą pokazać tego, czego nie otrzymują ze źródła – no chyba, że same mają tendencję do koloryzowania. Generalnie, niskie tony są w FiiO w wystarczającym natężeniu i skupieniu. Przyjemnie słuchać zarówno elektroniki, rocka, jak i muzyki akustycznej.

Przestrzeń rysowana jest bardziej na boki, niż w głąb. Nie jest to zarzut, a stwierdzenie faktu, bowiem większość budżetowych konstrukcji tak ma. Niemniej jednak poziom panoramy stereofonicznej i osadzania na niej instrumentów i wokali stoi na wysokim poziomie jakościowym. Źródła pozorne są wyraźnie kreślone, mocno i z poczuciem ich realności. Wokale są klarownie wyodrębniane z przestrzeni, są wiarygodne. Brzmiące autentycznie. To jest duża zaleta FiiO X3 – słuchanie utworów wokalnych to prawdziwa radość.

Analityczność i selektywność są na przyzwoitym poziomie - odtwarzacz nie ma jednak zapędów badawczych, nie rozkłada dźwięków na mikroskopijne składowe, nie rozdrabnia tonów - nie jest lupę powiększającą. Pokazuje ogół muzyki, a nie jej najmniejsze niuanse.

Na zakończenie napiszę, że obcowanie z dźwiękiem X3 daje dużo satysfakcji i przyjemności. Tak, jak napisałem w początkowych akapitach – jego dźwięk jest świetnie skrojony, dobrze zaprojektowany. Użytkownik dzięki temu może, przez długie godziny bez zmęczenia uszu (i mózgu), słuchać na poziomie hi-fi muzyki proponowanej w sposób jednocześnie przekonywający i atrakcyjny. Jeżeli tak mają brzmieć nowoczesne odtwarzacze plikowe, to ja jestem bardzo za!

Podsumowanie
1. FiiO X3 to solidna konstrukcja – obudowa z aluminium anodowanego na czarno, przyciski, które trudno uszkodzić, precyzyjny montaż. W zestawie silikonowy ochraniacz transportowy.

2. Ergonomia nawigacji odmienna od klasycznego wzoru – wymaga przyzwyczajenia, choć jest logiczna i czytelna. Wyświetlacz (nie jest dotykowy) zajmuje niemal 2/3 frontu. Jest kolorowy, lecz niezbyt rozdzielczy – swoje funkcje spełnia jednak poprawnie.

3. Wewnątrz zamontowane zaawansowane układy: kość przetwornika c/a Wolfson WM8740 obsługujący bezstratne formaty do 24-bit/192 kHZ oraz wzmacniacz operacyjny Analog Devices AD8397. FiiO X3 może pracować jako pełnoprawny DAC USB. Duży plus.

4. FiiO X3 oferuje zrównoważone brzmienie, plastyczne i masywne. Ogólnie harmonijne, dobrze poukładane. Dźwięk charakteryzuje się dużą naturalnością przekazu – konstruktorzy postawili na prawdziwość brzmienia, a nie na jego dosładzanie i docieplanie, podrasowanie. Dlatego X3 to autentyczny, aczkolwiek atrakcyjny dźwięk, z prawdziwymi instrumentami i wokalami – dzięki temu słuchanie z odtwarzacza odznacza się wiarygodnością brzmienia, która decyduje o kulturze i rasowości przekazu. Tak brzmi prawdziwe hi-fi – mnie to przekonuje.

5. Za niecałe 1000 zł nabywca otrzymuje sprzęt, który oferuje rasowy dźwięk, potrafi napędzić większość słuchawek dostępnych na rynku, może zmagazynować nieograniczoną bazę muzyczną (wymienna karta microSD 64 GB), obsługuje pliki do 24-bit/192 kHz, jest pełnoprawnym DACiem USB, atrakcyjnie wygląda... Czego chcieć więcej?

Dane techniczne
Dostępne na stronie polskiego dystrybutora - firmy Audiomagic.pl TUTAJ.

Link na światową stonę FiiO: TUTAJ.


Sprzęt testowy
Źródła przenośne to iPhone 5 Apple, iPad 3 Apple (test TU) oraz iPod 4 Nano Apple. 
Natomiast zestaw słuchawkowy to odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, wzmacniacz słuchawkowy Musical Fidelity X-Can v.3 wraz z dedykowanym zasilaczem ULPS do Musical Fidelity X-Can v.3 firmy Tomanek (test TU).
Dodatkowe wzmacniacze słuchawkowe / DACi: NuForce Icon DAC (test TU) oraz iFi micro iDAC USB, iPower DAC i II Gemini USB (test TU).
Słuchawki: Sennheiser HD650 z przewodem Ear Stream (test TU), HiFiMan HE-300 (test TU), Marshall Major Black (test TU), Sennheiser HD438 (test TU), Sennheisser PX100 oraz Koss PortaPro (testy TU).


piątek, 15 listopada 2013

CocktailAudio X30 przybył na test

Z dużą przyjemnością zawiadamiam Szanownego Czytelnika, iż dzisiaj odebrałem przesyłkę zawierającą CocktailAudio X30 - jest to produkt koreańskiej firmy Novatron. Można go opisowo określić jako: wszechstronne centrum muzyczne "all in one". Jest to bowiem zaawansowany serwer muzyczny (z twardym dyskiem o pojemności do 4 TB!), kopiarka płyt CD i DVD, radio FM, radio internetowe, wzmacniacz cyfrowy 2 x 50 Wat (do którego można bezpośrednio przypiąć parę kolumn!), cyfrowy rejestrator dźwięku HD 44,1 kHz - 192 kHz, a także świetny przetwornik cyfrowo-analogowy na 24 bitowej kości Burr-Brown PCM1792a. W urządzeniu zamontowano gęstwinę wejść i wyjść - zarówno analogowych, jak i cyfrowych. Oczywiście, jest tu także łączność Wi-Fi.

Szczegóły użytkowania CocktailAudio X30 dostępne są TUTAJ.

Jako, że mam w swoich zasobach sprzętowych poprzedni model CocktailAudio X10, z którego zresztą jestem bardzo zadowolony, będę go porównywał bezpośrednio z X30. Zresztą po pobieżnym zapoznaniu się ze sprzętem, mogę stwierdzić, że nawigacja i obsługa X30 jest podobna do X10, czyli intuicyjna i logiczna. Bardzo prosta i przyjemna.

Niestety, dziś w Trójmieście jest cały dzień bardzo ciemno i pochmurno, w związku z tym zdjęcia CocktailAudio X30 wyszły ciemne i mało czytelne - niemniej jednak wklejam je, bo innych nie mam. Postaram się niebawem nadrobić tę niedogodność i tylko kiedy wyjdzie słońce, poddam X30 dokładnej sesji fotograficznej, bo to jest urządzenie wyjątkowej urody. Test zaś opublikuję za jakieś dwa tygodnie. Zapraszam.








środa, 13 listopada 2013

Przetwornik c/a iFi iDAC USB, zasilacz iFi iUSB Power i przewód iFi II Gemini USB



Trochę zdjęć w plenerze...







Wstęp
Za projektem iFi stoją dwaj panowie: Thorsten Loesch oraz Pat Wayne, szefowie brytyjskiej firmy Abbingdon Music Research, w której na co dzień zajmują się konstruowaniem bardzo zaawansowanych (i drogich, naturalnie) urządzeń audio. Sprzęt ze logo AMR uważany jest przez wielu jako referencyjny, cieszy się powszechnym szacunkiem wśród melomanów i uznaniem pośród branży recenzenckiej audio-stereo. Dlatego dla audiofilów sporym zaskoczeniem była decyzja zarządu Abbingdon Music Research o uruchomieniu spółki-córki, która będzie zajmowała się wyłącznie produkcją sprzętu audio segmentu budżetowego i, o zgrozo, dedykowanego także tzw. computer audio. Firmę tę nazwano dość niepozornie, bo iFi-audio, co ma jednak duże uzasadnienie patrząc na rozmiary produktów iFi, które mają niewielkie gabaryty, o czym dokładniej napiszę dalej.

iFi-audio
Szanowny Czytelnik już wie, że jest to wydzielona część brytyjskiej kultowej firmy Abbingdon Music Research - skrócie AMR Audio. Jednak przy projektowaniu urządzeń iFi-audio pracują ci sami ludzie, z tą samą olbrzymią wiedzą wykorzystywaną w topowych sprzętach AMR. Dlatego owe duże know-how  zastosowane przy budowie małych gabarytowo urządzeń iFi zaowocowało ciekawym efektem, czyli bardzo dobrym dźwiękiem w zamkniętym w maleńkiej obudowie. Co więcej, wszystkie iFi mają taki sam korpus, co potania koszta, natomiast produkowane są nie indziej jak w Chinach, co dodatkowo gwarantuje atrakcyjną cenę.

„Urządzonka” iFi-audio szybko stały się rynkowym przebojem - stały się głośne, można napisać. Zebrały serię pochwał krytyków branży audio, zdobyły zachwyt użytkowników i przy okazji zazdrość konkurencji.
W Polsce marka iFi-audio pojawiła się stosunkowo niedawno - jakieś pół roku temu, od czasu kiedy ma swojego dystrybutora, którym jest Moje Audio.pl z Wrocławia.

Seria małych urządzeń iFi-audio nazywa się iFi micro. Nazewnictwo ma podobne do sprzętów z nadgryzionym jabłuszkiem, czyli Apple, bo każdy zawiera także tę magiczną małą literę „i” przed danym wyrazem oznaczającym konkretne urządzenie, a ponadto podobnie są pakowane. I tak, przetwornik c/a i wzmacniacz słuchawkowy to iFi iDAC USB, dedykowany zasilacz to iFi iUSB Power, wzmacniacz słuchawkowy – iFi iCAN, przedwzmacniacz gramofonowy – iFi iPhono, konwerter USB-S/PDIF – iFi iLink USB, a bufor lampowy – oczywiście iFi iTube. Jest jeszcze specjalny, podwójny przewód USB nazwany dla odmiany iFi II Gemini USB.

Co istotne, iFi micro zawierają bardzo zaawansowane układy wewnętrzne typu chipset Sabre w iDAC USB, są pełne różnorodnych patentów, firmowych aplikacji i autorskich rozwiązań oraz koncepcji. W założeniu mają dostarczać rasowy dźwięk hi-fi, być produkowane w dużych seriach i mają niewiele kosztować (jak na standardy audio-stereo). Naturalnie, wszystkie mają traktować komputer jako pełnoprawny, a nawet nadrzędny element toru audio, stąd każdy iFi micro z nim współpracuje i ma instalowany wyłącznie port USB jako gniazdo wejściowe. Wyjątkiem jest tu przedwzmacniacz gramofonowy iPhono, co zrozumiałe. Sprzęty mają taką samą obudowę, co oznacza identyczne rozmiary. Dlatego, aby uprościć życie użytkownikom iFi, zaprojektowano specjalny mini-rack, który umożliwia umieszczenie wszystkich iFi w jednym miejscu. Rozsądne posunięcie.

Do mnie natomiast, od polskiego dystrybutora iFi-audio – firmy Moje Audio.pl, przyjechał komplet iFi iDAC USB, iFi iUSB Power wraz z przewodem iFi II Gemini USB.

Budowa i wrażenia ogólne
Gdyby napisać, że iFi micro są małe, ale wyjątkowo ładne, to nie byłoby to zbyt odkrywcze. Jednak trudno nie użyć dla ich właściwego opisu innego sformułowania jak wyrażenie: nieduże, a śliczne. Obudowy iDAC USB i iUSB Power wykonane są wyjątkowo precyzyjnie i estetycznie. Aluminiowa pokrywa to klasa premium – jest gładka i lekko lśniąca, jakością przypomina sprzęt Apple. Trudno wyróżnić jednoznacznie przód i tył urządzeń, bo gniazda są rozmieszczone z dwóch stron, na dwóch panelach. Przy założeniu, że używa się firmowy rozdwojony przewód USB Gemini, wygodniej ustawić oba sprzęty (iDAC USB oraz iUSB Power) stronami z gniazdami USB, tak aby łatwiej je tym kablem spiąć. Można stawiać iFi jeden na drugim (ja tak robiłem), można też ustawiać je obok siebie.

iDAC USB to pełnozakresowy przetwornik cyfrowo-analogowy i pełnoprawny wzmacniacz słuchawkowy. Jak można przeczytać w materiałach informacyjnych producenta: "w pełni wysokorozdzielcze audio (Full High-Definition Audio) przez USB (24/192 i powyżej), krystalicznie czysta muzyka wysokiej rozdzielczości. Układ przetwornika światowej klasy ESS Sabre Hyperstream, niezrównana jakość dźwięku. Asynchroniczny przesył danych po USB z technologią Bit-Perfect, umożliwia najdokładniejszą reprodukcję dźwięku. Mocny wzmacniacz słuchawkowy, 150 mW, z technologią DirectDrive, można cieszyć się muzyką HD na każdych słuchawkach.

iDAC używa asynchronicznego/bezjitterowego interfejsu USB (technologia przejęta z urządzeń high-end AMR) aby przesył audio był nie tylko dobry, ale po prostu perfekcyjny. Trzy wewnętrzne zasilacze stanowią czyste środowisko dla tego przetwornika, aby odtwarzać dźwięk wysokiej rozdzielczości. Układ ESS Hyperstream – zazwyczaj stosowany w urządzeniach high-endowych – jeszcze polepsza reprodukcję dźwięku, który staje się wyjątkowo realistyczny".
iUSB Power to zaawansowany zasilacz dedykowany urządzeniom iFi, w tym iDAC USB. Cytat z firmowej strony: "technologia Super Regulatora pozwala na wielostopniowe i wielokrotne czyszczenie i filtrowanie prądu. Zrobiliśmy specjalny, audiofilski zasilacz USB. iUSB z dokładnością utrzymania napięcia rzędu 0,5% ma mniej zakłóceń niż bateria 9V. Aby oddać odpowiednią perspektywę, to gdyby napięcie stałe z iUSB Power było odpowiednikiem huku wielkiego działa odpalonego tuż obok was (boleśnie głośne, zazwyczaj około 140dB), to szum produkowany przez iUSB Power byłby absolutnie poniżej progu percepcji ludzkiego ucha".
Co ciekawe (i nietypowe) iUSB Power rozdziela sygnał dźwiękowy (a w zasadzie cyfrowy) od zasilania – do dwóch wyjść USB w zasilaczu przyłącza się specjalny kabel iFi II Gemini USB, który rozgałęzia oba te sygnały. I tak zasilanie biegnie jednym przewodem, a sygnał cyfrowy – drugim. Pierwsze gniazdo USB tylko dla zasilania, a drugie dla sygnału cyfrowego oraz ewentualnie zasilania, gdyby ktoś nie chciał używać rozdwojonego kabla USB, a klasyczny pojedynczy. Innymi słowy, do zasilacza iUSB Power przyłącza się źródło (komputer, iPad, etc), a z zasilacza rozgałęzia się go na dwa niezależne ścieżki sygnałowe. Do iDACa przyłącza się jeden wspólny wtyk USB: z zasilaniem i z sygnałem cyfrowym. Fascynująca koncepcja.
Zasilacz jest wyposażony w możliwość odseparowania masy – służy do tego specjalny przełącznik na panelu. Producent zaleca używać iUSB Power właśnie w stanie odseparowania masy, chyba że następowałyby jakieś problemy z dźwiękiem (np. słaby sygnał) – wówczas należy masę przyłączyć.
iUSB Power może okazać się niezbędny kiedy chcieć używać iPad Apple jako źródło sygnału dla iDAC USB. Kiedy podłączyć iPad bezpośrednio do DACa, wówczas urządzenie po prostu "nie widzi" go, bo sygnał zasilania jest za słaby - trzeba posłużyć się zasilaczem iFi. Przetestowałem taką okoliczność i rzeczywiście, sam iPad Apple podpięty do przetwornika iFi kablem USB mówiąc krótko - nie gra, natomiast przez zasilacz iUSB Power - jak najbardziej.

Aby unaocznić jak cichy jest zasilacz iUSB Power przedstawię trzy parametry. Zasilacz iFi ma na wyjściu poziom szumów o wartości 0,1 µV, bateria 9 V – 0,6 µV, a wyjście USB komputera szumi na poziomie 100 µV. Innymi słowy, iPower USB jest nieomal bezszumowy.
Kabel II Gemini USB zbudowany jest równie solidnie co pozostałe sprzęty iFi. Wtyki wykonane są z czystego aluminium, co zapewnia nieprzenikliwe ekranowanie. Styki są dodatkowo pozłacane. Specjalna geometria przewodów jest bliska specyfikacji 90 Ohm, co jest lepszym wynikiem niż w zwykłych kablach USB 2.0. Kabel Gemini wyposażony jest w trzy specjalne tłumiki wykonane z ceramiki i tlenków metali. Tłumiki te są przesuwane – działają jako filtry zakłóceń RF, co nie każdy producent uwzględnia przy konstruowaniu przewodów USB. iFi na szczęście tak.




iFi micro pakowane są podobnie jak ...iPody i iPhone'y Apple

iFi II Gemini USB - firmowy "dwugłowy" przewód USB


iFi micro bardzo dobrze współpracują z iPadem 3 Apple - to także podobna satynowo-perlista aluminiowa obudowa


Przewód iFi II Gemini USB łączy oba urządzenia: DAC i zasilacz

 Aluminiowe wtyki USB - bardzo solidne

Obudowy iFi micro mają identyczne wymiary 

Zasilacz zasilacza iFi iUSB Power - lepszy niż zwykły impulsowy


 iFi iDAC USB to także pełnoprawny wzmacniacz słuchawkowy

Słuchawki HiFiMan HE-300 kapitalnie zgrywają się z iFi iDAC USB - dźwięk jest pełny i soczysty

Trzy zielone diody iDAC USB - od prawej: odpowiedzialna za sygnalizację przyłączonego zasilania, następnie informująca o aktywowanym komputerze i ostatnia - wskazująca, że DAC przetwarza sygnał cyfrowy na analogowy

Mini rack dedykowany urządzeniom iFi micro pozwala je ustawić razem

Kilka słów o obsłudze
Zanim zacząłem odsłuchy, konieczne okazało się zainstalowanie odpowiednich sterowników do komputerów. Są one dostępne TUTAJ na stronie producenta. Nie muszę dodawać, że instalacja jest szybka i bezproblemowa. W komputerze następnie należy wybrać właściwe funkcje w panelu sterowania. To wszystko.
Tak, jak już napisałem wcześniej, sam iDAC USB (bez towarzystwa zasilacza iUSB Power) nie współpracuje z iPadem 3 Apple  - poziom zasilania iPada jest za niski dla uruchomienia iDAC USB. Trzeba posiłkować się dedykowanym zasilaczem iFi – wówczas przetwornik (i wzmacniacz słuchawkowy, oczywiście) gra jak z nut.
Na górnej obudowie iDAC USB znajdują się trzy zielone diody. Zapalenie pierwszej zaświadcza o przyłączeniu zewnętrznego zasilania, druga informuje o aktywnym połączeniu z komputerem (lub na przykład z iPadem), natomiast trzecia informuje o odtwarzaniu/przetwarzaniu sygnału ze źródła.
Podobne diody są zamontowane na iUSB Power. Dwie pierwsze mają identyczne funkcje informacyjne jak w iDAC USB – sygnalizują przyłączenie zasilania (z zewnętrznego zasilacza impulsowego) i aktywny komputer. Trzecia (zapalona) zaś mówi wyłączeniu połączenia masowego pomiędzy komputerem, a zasilaczem, co pozwala uzyskać znacznie niższe szumy (nawet dziesięciokrotnie).
Wrażenia odsłuchowe
Na pewno P.T. Czytelnik czytał już inne opisy w Sieci urządzeń iFi. Wszystkie one w przeważającej większości połączone są wspólnym mianownikiem zachwytów recenzentów lub użytkowników. Moja osoba po kilku godzinach odsłuchów iFi może jedynie przyłączyć się do chóru admiratorów, bo urządzenia te, pisząc lapidarnie – świetnie grają. Naturalnie przy uwzględnieniu ich stosunkowo niewygórowanych cen: iDAC USB – 1350 zł, iUSB Power – 890 zł i II Gemini USB 0,5 m – 790 zł.
iDAC dysponuje pełnym, nasyconym i muskularnym dźwiękiem o pięknej barwie, o wspaniałym wypełnieniu substancją i wysokim ciężarze jakościowym muzyki. Tak wysoka klasa dźwięku w niedrogim urządzeniu jest zaskakująca. Przekaz jest ładnie rozciągnięty w przestrzeni – instrumenty i wokale świetnie są uporządkowane na scenie: precyzyjnie i jednoznacznie. Co ważne, nuty mają wyraźne bogactwo tekstury i są wypełnione dźwięcznością (mam nadzieję, że taka figura stylistyczna jest poprawna językowo) aż po brzegi, a nawet z meniskiem wypukłym. Każdy dźwięk ma swój wyraźny początek, solidne wybrzmienie i delikatny koniec. Słyszalne są także pogłosy (szczególnie podczas stosowania słuchawek). Ponadto bardzo przyjemna w odsłuchu jest proporcjonalność sceny i instrumentów na niej grających. Średnica jest po audiofilsku gęsta i soczysta – wręcz mięsista, kiedy użyć jedno z ulubionych recenzenckich określeń.
Po co wiec kupować droższe urządzenia skoro iFi są tak doskonałe? – pewnie pomyślał Czytelnik. Owszem – iFi grają kapitalnie, lecz dalej jest to poziom budżetowego audio. Jednak dźwięk jest tu tak doskonale zaprojektowany (lub skomponowany), że ogólny jego wyraz, czy maniera ma walory sprzętu hi-fi znacznie droższego. Przekaz jest na tyle angażujący i przekonujący, iż ma się wrażenie obcowania z bardzo zaawansowanym audio-stereo. Różnice dotyczą szczegółów takich jak braki subtelności, podkreślania niuansów, czy pokazywania dalekiej głębi. Ponadto, dźwięk iFi jest ciut ocieplony, lecz w granicach normy.
Dodatek zasilacza iUSB Power wraz z dedykowanym przewodem USB Gemini przynosi dużą poprawę dźwięku - i jest to zmiana wyraźna i jednoznaczna. Innymi słowy, różnica dźwiękowa jest oczywista i bezdyskusyjna. Największy postęp obejmuje selektywność instrumentów i lepsze (wyraźniejszego) ich rysowanie na scenie. Dźwięk nie tylko jest precyzyjniejszy (do uszu dociera więcej informacji), ale też jest bardziej jaskrawy, bogaty. Do tego przekaz wydaje się być subiektywnie głośniejszy i szybszy, co kłóci się z logiką i prawami fizyki, ale tak to zjawisko odbieram. Dodatek iUSB Power do przetwornika c/a dodaje około 25 % przyrostu klasy dźwięku i tyle samo kultury oraz elegancji. Naprawdę warto.

Jak widać, nie różnicuję opisu gęstych formatów typu 24 bit/192 hHz oraz niższych, bo wiadomo, że te pierwsze zawsze wypadną lepiej. Starałem się zobrazować w powyższym tekście całościowy styl gry urządzeń iFi - a ten jest zawsze taki sam, niezależnie od rozdzielczości formatu.
Podsumowanie
Jeżeli ktoś szuka dobrego, a niedrogiego zestawu do komputera: USB DAC, wzmacniacz słuchawkowy i dedykowany zasilacz (oraz ewentualnie kabel do kompletu), to może okazać się, że sprzęt iFi zaspokoi wszelkie jego wymogi lub nawet więcej. iFi dostarcza zarówno dojrzały dźwięk o rasowych cechach hi-fi, jak i dużą funkcjonalność oraz wyborną estetykę. A wszystko to w kompaktowych wymiarach oraz na rozsądnym pułapie cenowym.  

Ode mnie testowany komplet iFi micro otrzymuje pełną i zasłużoną rekomendację. Szczerze polecam posłuchać.
Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacze: Hegel H100 (test TU), Hegel H80 (test TU), Dayens Ampino (test TU), a także komplet przedwzmacniacza i dwóch monofonicznych końcówek mocy Rotel RC-03/Rotel RB-03/Rotel RB-03.
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Martin Logal Motion 15 (test TU), Studio16 Hertz Canto Two (test TU), Pylon Topaz 15 (test TU), Rega RS1 (test TU) i Usher S-520.
Źródła cyfrowe: odtwarzacz Musical Fidelity A1 CD-PRO, iPad 3 Apple (test TU) oraz NuForce Air DAC (test TU) i NuForce Icon DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple i Lenovo X230.
Gramofony: Clearaudio Emotion oraz Roksan Radius 5.2 (test TU).
Przedwzmacniacz gramofonowy: Ri-Audio PH-1 (test TU).
Wkładki gramofonowe: Audio-Technica AT-F3/III (test TU) oraz Clearaudio Aurum Classic Wood.
Słuchawki: Koss PortaPro (test TU), Creative Aurvana Live!, Marshall Major Black (test TU), HiFMan HE-300 (test TU) oraz Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream (test TU).
Wzmacniacz słuchawkowy: Musical Fidelity X-Can v.3 (test TU) z zasilaczem ULPS Tomanek (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory, DC-Components (test TU) i Nameless (test TU).
Akcesoria: stolik audio Solid Tech Radius Duo 3 (test TU), panele akustyczne Vicoustic Wave Wood (10. sztuk) na ścianach (test TU), podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU) pod gramofonem, stopy antywibracyjne BW40 Rogoz-Audio (test TU) pod wzmacniaczem oraz zatyczki do gniazd RCA Sevenrods Dust Caps RCA (test TU), a także reduktor zakłóceń sieci elektrycznej DC-Blocker DCB1 firmy Tomanek (test TU).

Polska strona iFi audio - TUTAJ, natomiast światowa strona - TU.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...