S

S

MA

Premium Sound

Polpak

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Pioneer P1-K – kompaktowy zestaw hi-fi




Wstęp
Wbrew pozorom, rozsądny wybór budżetowej miniwieży hi-fi nie jest ani łatwy, ani prosty. Oferta rynkowa minisystemów jest przeolbrzymia, dostępność rozmaitych marek – różnorodna, zaś design i wykonanie – często zwodnicze. Trudno racjonalnie wybrać dobry system hi-fi w dobrej cenie, o dużej funkcjonalności, a przede wszystkim z dobrym dźwiękiem.  Kilka lat temu przebojem na rynek wdarła się wieża Yamaha Pianocraft, miałem jeden z jej modeli, a mianowicie Yamaha Pianocraft E810. Dziś natomiast chciałbym opisać jej groźnego konkurenta, także o japońskiej proweniencji – Pioneer P1-K, który pod względem zaawansowanego dźwięku oraz nadzwyczaj solidnego wykonania warty jest szczerej rekomendacji, a nawet więcej.

Szerzej o firmie Pioneer pisałem niedawno przy okazji testu gramofonu Pionner PL-30-K. Czytelnika zainteresowanego tymże tematem odsyłam TUTAJ.

Pioneer P1-K pochodzi od polskiego dystrybutora – firmy DSV Sp. z o.o. sp. k. z Gdyni.

Wrażenia ogólne i budowa
Miniwieża Pioneer P1 jest nieco uboższą wersją systemu Pioneer P2, którą wyposażono dodatkowo w serwer muzyczny, łączność bezprzewodową Bluetooth, WiFi oraz AirPlay. (Niedawno ukazała się Pioneer P2DAB z tunerem radiowym DAB). P1 jest zaopatrzona w odtwarzacz płyt CD. Symbole „K”, „S” i „W” na końcach nazw miniwież oznaczają nic innego jak wersję kolorystyczną jednostek centralnych lub kolumn. I tak, Pioneer Px-K to wersja czarna, a Pioneer Px-S – srebrna jednostek centralnych i czarnych kolumn, a Px-W to srebrne jednostki centralne i białe kolumny. Do mnie dotarła miniwieża P1-K, czyli cała w kolorze czarnym.

Wieża jest dostarczana w dwóch osobnych sporych kartonach wyłożonych od środka finezyjnie kształtowanym styropianem pod formy poszczególnych komponentów. W jednym pudle znajdują się dwa głośniki, w drugim – dwa elementy jednostki centralnej, czyli wzmacniacz zintegrowany i odtwarzacz płyt CD. To klasyczny zestaw stereo, bez żadnych sieciowych, czy bezprzewodowych ekstrawagancji. W kartonie z jednostkami centralnymi znajdują się też rozmaite akcesoria. A pośród nich: pilot zdalnego starowania, dwie baterie, kabel połączeniowy do synchronizacji obu elementów wieży, przewód 2 x RCA, kabel antenowy, gumowe podkładki pod monitory, kabel cyfrowy koaksjalny, dwa przewody sieciowe zakończone tzw. ósemką, dwa przewody głośnikowe (bardzo solidne!), a także instrukcje obsługi, płyta CD i gwarancje.

Napiszę bez żadnej przesady: zarówno wzmacniacz i odtwarzacz, a także kolumny prezentują się wręcz rewelacyjnie – to piękny design oraz podobne wykonawstwo. Pyty czołowe jednostek centralnych wykonane są z aluminiowych płyt anodowanych na czarno, zaś obudowy ze stali. Projekt zapożyczony jest w całości z pełnowymiarowych komponentów hi-fi Pioneera; to identyczne aluminiowe przyciski, w tym przyciski sieciowe wraz z niebieskimi diodami wewnątrz, efektowne stalowe gałki wzmocnienia i selektora źródeł i inne. Identyczna jest także cichobieżna wysuwana tacka odtwarzacza CD. 

Każdy element jest starannie dopracowany i spasowany, to wspaniała robota. Co więcej, nie tylko zewnętrzne elementy wieży nawiązują do dużych systemów Pioneera, ale także komponenty wewnętrzne, które w większości są po prostu z nich przeniesione. Tak samo sprawa ma się z kolumnami. Wykonanie jest przednie. Skrzynki wykonane są z grubej płyty MDF, pomalowane na wysoki połysk czarnym lakierem o wysokim połysku (tzw. lakier fortepianowy). Zastosowane głośniki to miękka jedwabna, nasączana kopułka wysokotonowa. Z kolei przetwornik nisko-średniotonowy posiada membranę wykonaną z włókien szklanych i miękkie, gumowe zawieszenie górne. Ponadto, skrzynki głośników posiadają solidne metalowe, zakręcane terminale głośnikowe. Kolumny Pioneera nie wyglądają na znacznie droższe niż w rzeczywistości są, tym bardziej jeżeli przyjrzeć się ich solidnej i rzetelnej budowie wewnętrznej (zdjęcia do znalezienia w Sieci).

Wzmacniacz i odtwarzacz na płycie frontowej zainstalowane mają stosunkowo duże niebieskie wyświetlacze (pięcioliniowe). Można je przyciemnić lub wyłączyć z poziomu pilota zdalnego sterowania. Co istotne, wzmacniacz jest wyposażony w funkcję „Direct”, czyli omijania regulatorów niskich i wysokich tonów. Tył wzmacniacza jest zaskakująco tłoczny, jak na minisystem. Warto zwrócić uwagę na solidne terminale głośnikowe, raczej nie spotykane w tym przedziale cenowym. Po prawej stronie znajduje sią wtyk sieciowy (tzw. ósemka). Zaś lewa strona zawiera parę gniazd wejściowych RCA (CD i Network) oraz dwa wejściowe cyfrowe (optyczne i elektryczne) do wewnętrznego DACa. Przetwornik jest opisywany w materiałach producenta jako 192 kHz/32-bitowy, lecz w praktyce akceptuje sygnał do 16 bit/96 kHz. Tak, czy inaczej, wzmacniacz P1 ma aż cztery wejścia sygnałowe, co jest naprawdę przyzwoitą ilością. Można podłączyć sygnał cyfrowy z telewizora lub z tunera TV kablowej, etc. Wracając do gniazd. Na panelu tylnym zainstalowano także gniazdo anteny FM 75 Ohm dla tunera radiowego, a także pojedyncze wyjściowe gniazdo RCA służące do ewentualnego podłączenia subwoofera. Zaś na lewym skraju umieszczono dwa gniazda typu mini-jack dla komunikacji z poszczególnymi elementami miniwieży.

Odtwarzacz płyt CD ma na froncie ma zainstalowane gniazdo USB służące do odczytu plików audio z przenośnej pamięci w formatach MP3, WMA oraz WAV. Można tu także podłączyć urządzenia Apple (iPhone, iPad, itd.) i z nich bezpośrednio odtwarzać muzykę. Oczywiście, nadrzędną funkcją opisywanego urządzenia jest odczyt płyt kompaktowych. Odtwarzacz bazuje na wysokiej klasy przetworniku cyfrowo-analogowym 192 kHz/24 bit. Z odtwarzacza można wyprowadzić sygnał analogowy (do wzmacniacza miniwieży) lub cyfrowy elektryczny (do wzmacniacza lub zewnętrznego przetwornika cyfrowo-analogowego).

Pilot zdalnego sterowania jest wspólny dla obsługi obu jednostek centralnych miniwieży. Zawiera bardzo rozbudowane funkcje i jest dość skomplikowany. Mało czytelny. Przydałby się w zestawie drugi, mniejszy, lecz posiadający jedynie najważniejsze aplikacje.

Edycja (dodano 2 lipca). Jako, że opisywana miniwieża nie jest wyposażona w łączność bezprzewodową, dokupiłem do niej adapter sygnału Bluetooth Philips AEA2000/12 (czytaj TUTAJ). Niewielki wydatek rzędu 100 PLN, a funkcjonalność ogromna.

Dane techniczne
Odtwarza
• iPod, iPhone przez USB
• CD, pliki MP3 / WMA • WAV, MP3 / WMA przez USB • Radio FM 
• Impedancja: 4 Ohm
• Maksymalna moc wejściowa: 75 W
• 1 x cyfrowe wejście współosiowe (pozłacane)
• 1 x cyfrowe wejście optyczne
• 1 x wejście antenowe tunera radiowego FM
• 2 x zakręcane, pozłacane zaciski głośnikowe 
• 1 x wyjście słuchawkowe 3.5mm z przodu (pozłacane)
• 1 x wyjście subwoofer pre-out 
• 1 x wejście / wyjście dla sygnałów sterujących 


Odtwarzacz (PD-P01)
• 1 x wejście USB/iPod/iPhone (front)
• 1 x analogowe wyjście RCA 
• 1 x cyfrowe wyjście współosiowe (pozłacane)
• 1 x wejście na sygnał zdalnego sterowania
• Czarne głośniki w wysokim połysku
• Odtwarzacz CD: 285 x 88 x 257.5 mm
• Głośniki: 156 x 266 x 258 mm
• Odtwarzacz CD: 3.1 kg
• Głośniki: 2 x 4.3 kg
• Odtwarzacz CD: 28 W / 0.3 W (stand-by)


Głośniki
• 2-drożne głośniki bass-reflex

Gniazda
Wzmacniacz (SX-P01)
• 2 x wejście analogowe RCA (CD, Network)
Wyświetlacz
Wyświetlacz LCD z 4 poziomami jasności i funkcją & sleep i wake-up

Wykończenie
• Aluminiowy panel przedni, pokrętła

Wymiary (szer. x wys. x głęb.)
• Odbiornik: 285 x 88 x 287 mm

Masa netto
• Odbiornik: 4.1 kg

Zużycie prądu: praca/czuwanie
• Odbiornik: 48 W / 0.25 W (stand-by)
Zasilanie AC 220 / 230V, 50 Hz


W dwóch kartonach znajduje się Pioneer P1-K (osobno jednostki centralne, osobno kolumny), a w trzecim DAC Pioneer U-05 (testowany równolegle)

Komponenty systemu są bardzo dobrze zabezpieczone w kartonach

P1-K i liczne akcesoria

Akcesoria

Wyjątkowo solidne przewody głośnikowe

Na przedzie pilot zdalnego sterowania

Fronty wykonane są z aluminium anodowanego na czarno

Wyświetlacze są bardzo kontrastowe

Design przednich płyt zaczerpnięty jest z pełnowymiarowych systemów Pioneera; na zdjęciu detal przycisku sieciowego


Monitory wykonane są lepiej niż solidnie; wykończenie w czarnym lakierze fortepianowym

Metalowe terminale głośnikowe; ujście bass-reflexu

Duża ilość wejść i wyjść na panelach tylnych


Pionner P1-K w towarzystwie DACa i wzmacniacza słuchawkowego Pioneer U-05 (na dole)

Dodatek do Pioneer P1-K DACa Pioneer U-05 zdecydowanie poprawia detaliczność i precyzję grania


Warto ustawić monitory Pioneer na solidnych podstawach głośnikowych; na zdjęciach szwedzkie Solid Tech


Wrażenia dźwiękowe
Pomimo niewielkich rozmiarowo głośników, system gra zaskakująco mocno i dynamicznie, energetycznie i obszernie. W ogóle nie ma się wrażenia, że gra niewielki minisystem, a nie pełnowymiarowy (oczywiście, do pewnego stopnia). Czuć, że japońscy konstruktorzy Pioneera dużo wysiłku włożyli w perfekcyjne zharmonizowanie kolumn i wzmacniacza (który dysponuje całkiem sporą mocą 2 x 75 Wat). Poszczególne elementy systemu spasowane są ze sobą doskonale, brzmią jak całość. Przynosi to efekt w postaci dużego i rozbudowanego dźwięk, który jest klarowny i soczysty, a równolegle plastyczny i emocjonujący. Rytmiczny i żywy. Niemniej jednak w dźwięku P1-K nie ma żadnego efekciarstwa, nadrabiania niedostatków większą głośnością, czy zbytnim podbiciem tonalnym. Pioneer gra równo i rzetelnie, czysto i czytelnie. Niemęcząco. W przedziale cenowym, który reprezentuje P1-K rzadko się zdarza, aby średnie tony były aż tak melodyjne i były pozbawione słyszalnych podkolorowań jak ma miniwieża Pioneer. Być może średnica nie są idealna, ale na pewno jest wiarygodna i w pełni homogeniczna. Co istotne, podzakresy są dobrze ze sobą pozszywane, nie zachodzą na siebie, nie rezonują wzajemnie

Scena jest budowana poprawnie, choć jest bardziej szeroka niż głęboka, ale za to zapewnia dobrą lokalizację instrumentów i jednoznaczne osadzenie wokali na siatce 3D. Zaś głosy ludzkie brzmią powabnie i atrakcyjnie. Naturalnie i barwnie. Wysokie tony są rozbudowane i wyraziste, ale nie zawsze są delikatne i wyrafinowane, lecz bez przykrych dla uszu „syknięć”. Z kolei niskie tony, co zrozumiałe, są typowo monitorowe, czyli nie tak masywne i obfite jak w dużych kolumnach podłogowych, niemniej jednak głośniki Pioneera i tak nie mają się czego wstydzić, bowiem ich bas, brzmi naprawdę dobrze – jest silny i skupiony, prężny i sprężysty. Jako że, nie jest zbyt obszerny, nie odwraca uwagi od czystej i powabnej średnicy, która jest wybornie wielokolorowa. Zresztą jeżeli komuś niskich tonów będzie za mało, to zawsze jako opcja pozostaje dodatek subwoofera. Jednakowoż kiedy grałem z Pioneer P1-K w pomieszczeniu o powierzchni około 20 m2 nie odczuwałem deficytu basu.

Eksperymentalnie podłączyłem do miniwieży Pioneera inne kolumny niż firmowe. Zacząłem od monitorów Taga Harmony Platinium One, aby potem przyłączyć Guru Junior i Studio 16 Hertz Canto Two. Odsłuchy zakończyłem na małych kolumnach podstawkowych Cayin SP20-PU (od miniwieży Cayin MM-3). Najpewniej nie będzie dla Czytelnika zbytnim zaskoczeniem, jeżeli napiszę, iż największą synergię grania wykazały firmowe kolumny Pioneera. Po prostu wyraźnie czuć, że te urządzenia były strojone pod siebie. W ich własnym towarzystwie bas jest obszerniejszy i niższy, jest również odczuwalny jako bardziej subtelny. Ponadto brzmienie jest jakby radośniejsze i bardziej organiczne; nie chcę napisać, że cieplejsze, a raczej więcej fizjologiczne. Lżejsze, ale i pełniejsze. Bardziej komplementarne. Podsumowując, Pioneer P1-K to doskonale współpracujący zestaw – ujawnia istotę i sens muzyki, lecz precyzja i pogłębiona analiza nie są dla niego priorytetem.

Konkluzja
Jeżeli ktoś poszukuje kompaktowego systemu typu amplituner i odtwarzacz CD z głośnikami, a pragnie nabyć urządzenie o pięknym designie i w pierwszorzędnym wykonaniu z wysokogatunkowych materiałów, a do tego chce cieszyć się pełnym i plastycznym dźwiękiem o dużej energii i kulturze, to powinien w pierwszym rzędzie zainteresować się Pioneer P1-K. Albowiem to klasyczna miniwieża z CD, przeznaczona dla konserwatywnych melomanów, którzy doceniają piękno muzyki, a tej japoński minisystem dostarcza co niemiara i czyni to zawsze rewelacyjnie. Moja szczera rekomendacja!

Cena w Polsce - 2 500 PLN.

PS. Pioneer P1-K zostaje ze mną na stałe jako nagłośnienie gabinetu.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Taga Harmony HTA-2000B, Burson Timekeeper, Cayin MT-35 S (test TU), Taga Harmony HTA-700B (test TU) oraz Dayens Ampino (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Pylon Sapphire 25 (test TU), Guru Audio Junior (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU) i Studio 16 Hertz Canto Two (test TU)
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, Pioneer U-05 i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) oraz Pioneer PL-30-K z wkładkami Audio-Technica AT3600 L i Goldring 1042.
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU) i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Słuchawki: Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3, Denon AH-MM400, Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream (test TU) i AKG K545 (test TU), a także RHA MA750.
Wzmacniacze słuchawkowe: iFi nano iDSD, Burson Conductor Virtuoso, Audio-gd Precision 1, Opoo HA-2, Marantz HD-DAC1, Musical Fidelity X-Can v.3 (test TU) z zasilaczem ULPS Tomanek (test TU) i Taga Harmony HTA-700B (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker.
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU).





czwartek, 25 czerwca 2015

The Rolling Stones "Sticky Fingers" (Promotone B.V./Universal) - 2 x 180 g LP, reedycja 2015 r.

Przełom lat 60-tych i 70-tych XX wieku to jeden z najlepszych okresów muzycznych dla twórczości brytyjskiego zespołu The Rolling Stones. Takie albumy jak "Let it Bleed" (1969 r.), "Sticky Fingers" (1971 r.) i "Exile on Main St." (1972 r.) należą do najistotniejszych w ich dyskografii. W tych latach Glimmer Twins wspięli się na wyżyny kunsztu kompozytorskiego, Mick nigdy lepiej nie śpiewał, Keith sypał riffami jak z karabinu, zaś zespół w tym czasie miał w składzie jednego z najzdolniejszych gitarzystów rockowych - Micka Taylora. The Rolling Stones przeżywali swoje apogeum twórcze, co nie oznacza, że później było źle, a jedynie, iż na przełomie lat 60/70 zespół świecił najjaśniejszą barwą, artystycznie kwitł, rozwinął muzyczne skrzydła.

Dlatego nie lada gratką dla miłośników The Rolling Stones jest wydana kilka dni temu, bo 9 czerwca, reedycja albumu "Sticky Fingers", z którego pochodzą takie utwory jak "Brown Sugar", "Wild Horses", "You Gotta Move" i "Moonlight Mile", czy skomponowany wspólnie z Marianne Faithfull "Sister Morphine" (mój ulubiony to "Can't You Hear Me Knocking" z kapitalnymi partiami gitar oraz saksofonu, a przede wszystkim z wokalem Jaggera brzmiącym niczym Janis Joplin). Dodatkowo, na rynku ukazały się dwie edycje winylowe oraz stricte kolekcjonerska (3 x CD, 2 x LP i DVD). Do mnie dotarła reedycja dwupłytowa (a są dostępne dwie: jedno- i dwu-płytowa). Płyty wydała wytwórnia Promotone B.V./Universal. W edycji tej okładkę zaprojektowaną przez Andy Warhola zdobi prawdziwy zamek błyskawiczny wszyty w ...rozporek męskich spodni jeansowych. Zupełnie jak w oryginalnej edycji z 1971 roku. Pierwszy winyl (180 gram) to reedycja albumu "Sticky Fingers", zaś drugi winyl (też 180 gram) zawiera alternatywne nagrania tych z pierwszej płyty, w tym z Ericiem Claptonem i inne koncertowe.

Poligrafia albumu stoi na bardzo wysokim poziomie. Wkładki są estetyczne i pięknie wykonane. Tłoczenia zaś są precyzyjne i czyste, płyty wytłoczono w Czechach. Niestety, koperty nie są zaopatrzone w folie antystatyczne. Warto włożyć winyle w takowe zaraz po rozpakowaniu albumu z fabrycznej folii, aby zabezpieczyć je przed porysowaniem. Użyłem kopert wraz z foliami antystatycznymi firmy Goldring.

Dźwięk jest wyjątkowo żywy, obszerny i dynamiczny - czysty i harmonijny. Nie zepsuty remasteringiem. O muzyce zawartej na "Lepkich palcach" nic nie napiszę, bo to poziom artystyczny 10/10. Innymi słowy, pozycja obowiązkowa.

LP1 - A
1 Brown Sugar  
2 Sway  
3 Wild Horses  
4 Can't You Hear Me Knocking  
5 You Gotta Move  

LP1 - B
6 Bitch  
7 I Got The Blues  
8 Sister Morphine  
9 Dead Flowers  
10 Moonlight Mile  

LP2 - A
1 Brown Sugar (Alternate Version with Eric Clapton)  
2 Wild Horses (Acoustic Version)  
3 Can't You Hear Me Knocking (Alternate Version)  
4 Bitch (Extended Version)  
5 Dead Flowers (Alternate Version)  

LP2 - B
6 Live With Me (Live at The Roundhouse , 1971)  
7 Stray Cat Blues (Live at The Roundhouse , 1971)  
8 Love In Vain (Live at The Roundhouse, 1971)  
9 Honky Tonk Women (Live at The Roundhouse, 1971)










środa, 24 czerwca 2015

Kabel zasilający KBL Sound Fluid - zapowiedź testu

Śpieszę poinformować Czytelnika, że właśnie odebrałem przewód zasilający KBL Sound Fluid. KBL Sound to polska firma audio, z Warszawy. Ma kilkudziesięciu staż w wytwarzaniu kabli do użytku audio. KBL Sound głównie koncentruje się wokół produkcji kabli audio-stereo, lecz w ofercie ma także zaawansowaną listwę sieciową oraz absorbery drgań. Zaś przewód zasilający KBL Fluid to zupełnie nowa pozycja w katalogu firmy. Ma następującą specyfikację techniczną:

- przewodniki: miedź srebrzona, kriogeniczna,
- zakończenia: wysokiej klasy wtyczki IEC i AC schuko ze złoconymi elementami stykowymi, nylonowy korpus,
- standardowe długości: 1.5m, 2m.

Jak można przeczytać w materiałach informacyjnych KBL Sound: "Przewody, których używamy w procesie produkcji wykonane są z zastosowaniem najbardziej zaawansowanych współczesnych technologii metalurgicznych. Wyprodukowane są z miedzi lub srebra o najwyższych standardach czystości, poddawane obróbce kriogenicznej, a w niektórych przypadkach również innym procesom poprawiającym jednorodność struktury metalu na poziomie molekularnym. Podstawowym standardem w tym zakresie jest technologia OCC (Ohno Continous Cast), pozwalająca uzyskać monokrystaliczną strukturę metalu w przewodnikach. Charakteryzuje się ona gładkim i szczegółowym przekazem sygnału w bardzo szerokim zakresie pasma częstotliwości. Inne metody metalurgiczne z obszaru nanotechnologii, po które sięgamy również służą poprawie przepływu sygnału w całym jego torze, który przecież zaczyna się już w gniazdku sieciowym, do którego podłączone są urządzenia, a kończy w przetwornikach głośnikowych.

Nasze kable zakończone są w każdym przypadku bezkompromisowymi konektorami, wykonanymi z najlepiej przewodzących metali, w tym także specjalnego monokrystalicznego stopu złota i srebra. Wszystkie kable po etapie produkcji są z uwagą testowane, a następnie poddawane procesowi formowania profesjonalnym kondycjonerem. Oznacza to, że trafiając do klienta, są już w pełni "wygrzane" i nie wymagają wielomiesięcznego oczekiwania na ostateczne ułożenie się w systemie. Po krótkotrwałej adaptacji brzmią  pełnią swoich możliwości i ich działanie nie zmienia się."

Przyłączyłem już przewód sieciowy KBL Sound Fluid do mojego dyżurnego wzmacniacza zintegrowanego Hegel H160 - niech się trochę powygrzewa, bo otrzymałem egzemplarz fabrycznie nowy (choć producent informuje, że jego przewody są już wstępnie wygrzewane i formowane kondycjonerem). Myślę, że opublikuję test sieciówki w okolicach połowy lipca. Zapraszam.









niedziela, 21 czerwca 2015

Słuchawki dokanałowe RHA MA750




Wstęp
Napiszę wprost - nie jestem zbytnim zwolennikiem słuchawek dokanałowych, bo zazwyczaj drażnią mnie one swym napastliwym, bardzo bezpośrednim dźwiękiem podawanym prosto do uszu. Poza tym, dokanałówki najczęściej są mniej wygodne niż słuchawki nauszne. A kiedy dodać do tego fakt, że większość z nich ma balans tonalny przesunięty do góry, to może okazać się, że słuchawki dokanałowe budowane są przede wszystkim dla masochistów. Oczywiście przesadzam, ale wiele znajomych osób, które słuchają muzyki na rozmaitych słuchawkach, ma podobne odczucia. Dlatego, kiedy zatelefonował do mnie polski dystrybutor nowych na rynku słuchawek marki RHA z propozycją testu słuchawek dokanałowych, nie podskoczyłem z radości, a wręcz odwrotnie – powiedziałem: „nie lubię testować słuchawek dokanałowych”. Na szczęście dystrybutor nie odpuścił, zapewnił, że „słuchawki RHA brzmią zupełnie jak duże słuchawki nauszne”. Niezbyt mu uwierzyłem, ale w końcu zgodziłem się na test. I całe szczęście, bo słuchawki RHA MM750 okazały się być sporym pozytywnym zaskoczeniem na kilku liniach, w tym na brzmieniowej. Innymi słowy, RHA sprawiły, że musiałem przedefiniować myślenie o tym, co naprawdę potrafią zdziałać dobrzy projektanci słuchawek dokanałowych zarówno pod względem dźwięku jak i jakości wykonania. Ale zanim o tym, najpierw wypada skreślić kilka słów o firmie RHA.

RHA
Trudno znaleźć jakieś bardziej szczegółowe informacje o firmie RHA. Wiadomo, że główna jej kwatera mieści się w Szkocji (Wielka Brytania) w Glasgow i że produkuje słuchawki. Na swojej stronie o sobie tak pisze: „RHA jest specjalistyczną brytyjską firmą słuchawkową. Opowiadamy się za prawdziwym dźwiękiem wysokiej jakości i trwałością wykonania. Kierując się tymi wartościami pracujemy, aby dostarczyć Państwu najbardziej dokładne, komfortowe oraz najbardziej przyjemne w korzystaniu słuchawki, które sprawią, że możemy cieszyć się muzyką. Każdy produkt RHA jest rezultatem połączenia wysokiej klasy materiałów, precyzyjnej inżynierii oraz dobrego projektu”. I tyle. Wiadomo jeszcze, że RHA zdołała przekonać koncern Apple do swoich słuchawek i obecnie znajdują się one we wszystkich Apple Store. A to już naprawdę coś.

Od polskiego dystrybutora dowiedziałem się, ze trzon firmy tworzy dwóch panów, rodowitych Szkotów, którzy założyli RHA kilka lat temu w Glasgow. Nazwa pochodzi od skrótów ich nazwisk. Jeden z nich jest inżynierem, absolwentem uczelni technicznej w Glasgow (nota bene, jednej z najstarszych na świecie), zaś drugi pan ukończył szkołę designu Glasgow School of Art. Warto wiedzieć, że Szkocja i Glasgow to jedne z najważniejszych miejsc na świecie, skąd pochodzi najwięcej innowacji technicznych i technologicznych. Szkotami byli tacy słynni ludzie jak Alexander Graham Bell (wynalazca telefonu), James Watt (silnik parowy), James Maxwell (elektromagnetyzm), Robert Stevenson (latarnie morskie), John Dunlop (opony samochodowe), Ian Wilmut (klonowanie ssaków, owca Dolly) i wielu innych. Ze Szkocji pochodzi też pewien znany napój wyskokowy produkowany z jęczmienia lub innych zbóż...

Wracając do tematu. RHA obecnie oferuje dwie główne linie słuchawek – podstawowe i średnie oznaczone symbolami MA oraz topowe T. Referencyjne to model T20, a trochę niższe to T11i. Z kolei serię MA tworzą cztery główne modele: MA350, MA450i, MA600 (i MA600i) oraz MA750 (i MA750i), gdzie literka „i” oznacza, że dany model wyposażany jest w pilot do sterowania iPhone’m. W najbliższych planach firma ma zamiar wprowadzić referencyjny model słuchawek, a później również przenośny wzmacniacz słuchawkowy wraz z DACiem.

Polskim dystrybutorem słuchawek RHA jest Linn Polska i to właśnie od niego pochodzą opisywane RHA MA750.

Wrażenia ogólne i budowa
RHA MA750 to „zwykłe” słuchawki, przeznaczone wyłącznie do słuchania muzyki, bez możliwości obsługi smartfonu, rozmów telefonicznych, etc. Dla osób pragnących takich funkcji przeznaczony jest bliźniaczy model MA750i, który takie możliwości zapewnia. Jest droższy od MA750 o zaledwie …30 PLN. Jako, że nie przepadam za sterowaniem smartfonem pilotem słuchawek, poprosiłem dystrybutora o klasyczne słuchawki, czyli właśnie tytułowe MA750.

Słuchawki dostarczane są w estetycznym kartoniku z otwieraną klapką, pod którą znajduje się przezroczyste plastikowe „okienko”, spod którego widoczne są unieruchomione MA750 wraz z kompletem wkładek dousznych. Jednakowoż, aby dostać się do wnętra pudełka konieczne jest jego otwarcie z boku i wysunięcie płaskiego drugiego kartonika. W nim, na tacce z szarego tworzywa sztucznego, ułożone są słuchawki (przewód schowany jest pod spodem tacki) oraz komplet silikonowych i piankowych wkładek dousznych (tipsów). Te zaś są osadzone na metalowym segregatorze. Co ważne, nie licząc wkładek zamontowanych na słuchawkach, na stojaku znajduje się dodatkowych 9. par wkładek, czyli łącznie jest ich aż 10. Dwie pary to wkładki piankowe, dostosowujące się do kształtu przewodów słuchowych, zaś pozostałe 8. to wkładki silikonowe (o podwójnej gęstości) w różnych rozmiarach i kształtach. Poza wkładkami, w komplecie użytkownik otrzymuje także klips do przypięcia przewodu słuchawkowego do ubrania oraz, oczywiście, instrukcję obsługi i gwarancję.

Wykonanie słuchawek, przewodu słuchawkowego, a także wtyku i takich detali jak splitter jest wprost doskonałe. Widziałem różne słuchawki dokanałowe, w tym i takie bardzo drogie, zaś RHA MA750 są wykonane pieczołowicie i precyzyjnie, z dużą dbałością o każdy element, a kosztują przecież stosunkowo niewiele. Szkoccy inżynierowie opracowujący słuchawki duży nacisk położyli na uzyskanie optymalnej formy samych słuchawek, wykorzystano unikalny kształt głowic, który nazwano aerofonicznym i opatentowano go. Zainspirowany został przepływem powietrza i właściwościami akustycznymi dzwonu (czarą) trąbki. MA750 zostały wykonane z indywidualnie obrabianej wytrzymałej stali nierdzewnej 303F, następnie polerowanej. Na zewnętrznych stronach obu głowic, wygrawerowano dyskretne duże litery „RHA”. Przetworniki 560.1 (czytaj TUTAJ) wykonywane są w stu procentach ręcznie; mają zapewniać precyzyjny, naturalny i zbalansowany dźwięk z wiernym oddaniem sceny dźwiękowej. 

Przewód głośnikowy (135 cm) jest wykonany równie precyzyjne, co same słuchawki. Ma kolor szary, lekko brązowy. Jest gruby i wydaje się być wyjątkowo trwały - to nie jest przewód cienki jak żyłka, jak to proponuje wielu innych producentów. Wykonany jest z beztlenowej miedzi, dodatkowo jest wzmacniany stalą. Ma stalowy wtyk, pozłacany na części stycznej. Końcówka przewodu łącząca się z wtykiem dodatkowo zabezpieczona jest stalową sprężyną. Spliter także jest zbudowany ze stali. Końcówki przewodów (te, które dochodzą do słuchawek) są lekko zakręcone i w odległości około 5 cm od słuchawek przymocowane mają małe obciążniki. Zabieg ten ma ułatwiać układanie się przewodów słuchawkowych wokół uszu. Producent informuje, że MA750 posiadają kabel z pamięcią kształtu, co zapewnia odpowiednie dogięcie przewodu, kiedy ułożony jest wokół ucha. Dzięki temu można nosić słuchawki bez poczucia ciężaru, ma się pewniejsze ułożenie w uchu oraz odpowiednią izolację od szumu otoczenia. Istotnym jest fakt, że przewód słuchawkowy przy ocieraniu się o ubranie lub inne przedmioty nie powoduje efektu mikrofonowania.

Co istotne, firma RHA zapewnia pełną, trzyletnią opiekę gwarancyjną na wszystkie modele słuchawek. Dodatkowo, użytkownik w każdej chwili może w przystępnej cenie dokupić elementy (zobacz TUTAJ), które zużyły się lub o które pragnie uzupełnić swój model słuchawek. Nic dziwnego, że firma Apple wybrała spośród wielu marek słuchawkowych właśnie szkocką RHA, bo gwarantuje ona bardzo wysoki poziom nie tylko wykonawczy, ale także usługowy i serwisowy.

Warto podkreślić, iż pięć modeli słuchawek RHA otrzymało certyfikat High-Resolution Audio (w skrócie HRA). Wyróżnione słuchawki to modele MA 750, MA 750i, T10, T10i oraz T20. Certyfikat oznacza spełnianie norm przewidzianych przez Japan Audio Society (JAS). Poświadcza, że są one w stanie być elementem systemu odtwarzającego muzykę w wysokiej rozdzielczości, w szczególności zwracając uwagę na jakość brzmienia oraz szerokie pasmo przenoszenia.

Dane techniczne
Pasmo przenoszenia: 16 – 22 000 Hz
Impedancja: 16 omów
Długość kabla: 1,35 m
Sterowniki: ręcznie wykonany przetwornik dynamiczny 560.1
Masa: 1.27 oz./36 g

Polska strona RHA TUTAJ.


Estetyczne opakowanie

Po otwarciu klapki na opakowaniu, oczom ukazują się unieruchomione słuchawki umieszczone pod "szybką"

Końcówki kabli MA750 są fizjologicznie ukształtowane do budowy małżowin usznych 

Głowica wykonana ze stali nierdzewnej



RHA MA750 wykonane są solidnie i wyjątkowo precyzyjnie

Zasada działania aerofonicznego kształtu głowicy słuchawek RHA (grafika ze strony RHA)

Stalowe są nie tylko głowice słuchawek, ale także splitter, wtyk i segregator tipsów

Szyk i porządek

W komplecie znajduje się aż 8. par silikonowych końcówek oraz 2. pary piankowych

Poręczny portfel na słuchawki

Zbliżenie na stalową głowicę



RHA MA750 okazały się być wyśmienitymi kompanami dla wzmacniacza Oppo HA-2



Kilka próbek słuchanej muzyki z Tidal HiFi



Wrażenia dźwiękowe
Słuchawki podłączałem przede wszystkim do przenośnego wzmacniacza słuchawkowego (i DACa) Oppo HA-2, a poza tym do dwóch smatfonów (Sony Xperia i Samsung) z zainstalowanym serwisem streamingowym Tidal HiFi (16 bit/44,1 kHz). Słuchawki porównawcze to Final Audio Design Adagio V, Final Audio Design Pandora Hope VI, AKG K545, Oppo PM-3, a także Apple EarPods.

RHA MA750 kosztują w Polsce niecałe 400 PLN, czyli jak na standardy audiofilskie stosunkowo niedużo. Tak jak już napisałem we wstępie, nie jestem zwolennikiem słuchawek dokanałowych. Kiedy otrzymałem model testowy, podłączyłem go do wzmacniacza Oppo HA-2 i nastawiłem muzykę, ale nie założyłem jeszcze słuchawek do uszu. Postanowiłem nieco je powygrzewać, bo były zupełnie nowe. Zaplanowałem zabrać ten zestaw na kilkudniowy służbowy wyjazd na południe kraju i tam w hotelu wieczorami dokonywać właściwych odsłuchów. Dla „bezpieczeństwa” zabrałem także słuchawki magnetoplanare Oppo PM-3, gdyby dźwięk RHA okazał się być niesatysfakcjonujący lub nieprzekonujący. Jednakowoż szybko okazało się, że asekuracja w postaci Oppo PM-3 była zupełnie niepotrzebna, ale do rzeczy.

Dźwięk MA750 jest po prostu zaskakujący. Doprawdy, nie mam pojęcia jak ci Szkoci do tak małych słuchawek „wpakowali” aż tak duży dźwięk, który jest pełny, głęboki i nasycony, a do tego uderza solidnymi basami. Co za bit, co za energia i dynamika! Ponadto brzmienie jest kapitalnie wyważone, żaden zakres nie dominuje, nie przykrywa innych swym ciałem. Basy, choć mocarne i sprężyste, to nie wybijają się przed szereg. Są dobrze kontrolowane i masywne, choć zdaje się to przeczyć zasadom fizyki (no, bo jak można uzyskać pełne basy z tak małych przetworników? A jednak okazuje się, że można). Średnica jest bardzo soczysta i barwna, nieźle przestrzenna i rozbudowana, przekonująca tonalnie, a do tego precyzyjna i wiarygodna.

Instrumenty i głosy ludzkie brzmią jednoznacznie realistycznie i przestronnie, są dobrze zlokalizowane w przestrzeni, mają duży wymiar i sporą masę. Wyraźnie słychać ich barwę, głębię, rozległość i tło. Może nie zawsze jest to poziom high-fidelity, lecz i tak słuchawki RHA kapitalnie oddają nastrój oraz klimat wszelkich gatunków muzyki, a czynią to ekscytująco, żarliwie i z pełnym przekonaniem. Scena dźwiękowa jest szersza niż przeciętnie i daje niezłe poczucie przestrzeni. Niektóre niuanse są pomijane, a selektywność nie stoi na najwyższym poziomie (ale nic nie zlewa się!), lecz w ogóle nie przeszkadza to w satysfakcjonującym odbiorze muzyki. Muzyka brzmi rasowo, harmonijnie i kolorowo. Nie męcząco. Świetnie!

Kilka słów należy się wysokim tonom. Przesunięcie balansu dźwiękowego w stronę sopranów jest częstą bolączką słuchawek dokanałowych. Wiele znanych mi słuchawek typu IEM (In-Ear Monitors) gra jasno lub nawet bardzo jasno, dzięki temu soprany są czytelne i wyraźne, ale cierpią na tym niskie tony, których jest fizycznie mniej. Tu, w RHA MA750 czegoś takiego nie ma. Dźwięk jest równo rozciągnięty od pogłębionych basów, poprzez bogatą średnicę, aż do stosunkowo rozdzielczych sopranów. Całość brzmienia jest spójna i harmonijna. Soprany brzmią przejrzyście i czysto - bardzo przyjemnie. Nawet wysokie poziomy głośności nie drażnią, nie atakują uszu niechcianą ostrością.

W cenie do 400 PLN nawet trudno mi sobie wyobrazić konkurenta dla MA750. Porównawcze słuchawki (które bardzo lubię) Final Audio Design Adagio V to już koszt 650 PLN. Zaś dźwięk słuchawek Apple EarPods bezpośrednio zestawiony z MA750 wręcz woła o pomstę do nieba. Za dużo w nim syczenia, mało niskich tonów, a ponadto ma niedobór przestrzeni i deficyt muzykalności. Dodatkowo, słuchawki RHA zapewniają duży komfort odsłuchów, w uszach trzymają się pewnie i stabilnie, nie ciążą dzięki systemowi nawijania przewodu słuchawkowego na małżowiny uszne, a do tego duży wybór wkładek dousznych umożliwia optymalne dopasowanie do konkretnych przewodów słuchowych lub chwilowego zapotrzebowania. Mnie najbardziej przekonały tipsy piankowe. Kiedy je zrolować w palcach, a następnie wcisnąć do przewodów słuchowych, powoli zwiększają swoją objętość, dopasowując się tym samym do kształtu uszu i zapewniając doskonałą wygodę oraz izolację od zewnętrznych dźwięków.

Konkluzja
RHA MA750 są solidnie wykonane z wysokogatunkowych materiałów (stal nierdzewna głowic, rewelacyjny przewód słuchawkowy, stalowy wtyk, etc). Doprawdy, taka precyzja i perfekcja wykonawstwa w tym przedziale cenowym jest wręcz niespotykana. A kiedy do tego dołożyć jeszcze pierwszorzędny dźwięk, bo bardzo energetyczny i pełny, harmonijny i muzykalny, to okazuje się że MA750 są absolutnie bezkonkurencyjne. Słuchawki RHA MA750 to wybitne IEM, oferowane w wyjątkowo przystępnej cenie. Mnie całkowicie nie tylko przekonały, ale także zafascynowały. Polecam gorąco, bo w tej cenie to prawdziwa okazja.

Cena w Polsce – 399 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Taga Harmony HTA-2000B, Burson Timekeeper, Cayin MT-35 S (test TU), Taga Harmony HTA-700B (test TU) oraz Dayens Ampino (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Pylon Sapphire 25 (test TU), Guru Audio Junior (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU) i Studio 16 Hertz Canto Two (test TU)
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) oraz Pioneer PL-30-K z wkładkami Audio-Technica AT3600 L i Goldring 1042.
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU) i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Słuchawki: Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3, Denon AH-MM400, Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream (test TU) i AKG K545 (test TU), a także Apple EarPods.
Wzmacniacze słuchawkowe: iFi nano iDSD, Burson Conductor Virtuoso, Audio-gd Precision 1, Opoo HA-2, Marantz HD-DAC1, Schiit Valhalla 2 (test TU), Musical Fidelity X-Can v.3 (test TU) z zasilaczem ULPS Tomanek (test TU) i Taga Harmony HTA-700B (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Komplet okablowania i listwy zasilające Furutech.
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU).


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...