poniedziałek, 20 maja 2013

Słuchawki Beyerdynamic T70






Wstęp
Miło mi przybliżyć Wam jeden z dwóch najnowszych modeli słuchawek firmy Beyerdynamic – model T70. Są to po flagowcu oznaczonym jako T1 oraz „przenośnym flagowcu” T5p trzecie wokółuszne słuchawki Beyerdynamic z nowym przetwornikiem Tesla. Warto wspomnieć, ze na rynku są także T90 – wersja otwarta. Katalogowo T70 i T90 zostały wycenione na 499 EURO. W Polsce jak to często bywa jest trochę inaczej - nominalna cena T70 to 1699 PLN natomiast T90 1999 PLN. Słuchawki sprzedawane są w 2 odmianach – „normalnej” z 3 metrowym kablem oraz „portable” z kablem o długości 1.2 metra. Domowa wersja ma impedancję 250 Ohm natomiast wersja portable 32 Ohm. Ja opiszę wersję domową z normalnym kablem, bez dodatkowej literki „p”. Różnice brzmieniowe między wersją T70 z literką „p” i bez opiszę później. O ile balans tonalny jest praktycznie taki sam w jednych i drugich słuchawkach, zmienia się kilka rzeczy mających bezpośredni wpływ na brzmienie.

W ramach wstępu chcę gorąco wskazać na pewien truizm, który czasem jednak w ferworze audiofilskiej dysputy przestaje być oczywisty. Wszystkie przedstawione tutaj przeze mnie opinie i odczucia są oczywiście subiektywne. Odnosząc się do terminów takich jak neutralność będę referował do niczego innego jak swojego własnego wyobrażenia o neutralnym brzmieniu, które to wykształciło się na przestrzeni lat, poprzez różnej maści audiofilskie i mniej audiofilskie odsłuchy oraz kontakt z żywą a także syntetyczną muzyką. Dobrze, wstępne truizmy mamy za sobą - więc do rzeczy.

Budowa, ergonomia i właściwości
Jako punkt odniesienia postanowiłem wybrać słuchawki grające w podobny sposób a ujmując sprawę ściślej – eksponujące podobne atrybuty brzmieniowe. Będą to przede wszystkim AKG K701, K702, Q701 jako jedna grupa, Shure SRH940 oraz oczywiście Beyerdynamic DT880 (Pro) i na końcu co może początkowo być pewnym zaskoczeniem AKG K550. Cała grupa to według mnie najbliższe szkołą brzmienia słuchawki do T70.

Co dostajemy w komplecie? Standardowe pudełko Beyera wraz z pokrowcem do przenoszenia i chowania słuchawek oraz przelotkę na dużego jacka. Wyposażenie raczej ascetyczne chociaż podobnie jak w przypadku starej linii Premium Beyera – dostajemy bardzo poręczny pokrowiec. Dla mnie jest to istotna sprawa gdyż często przenoszę słuchawki np. do biura. Niestety czegoś takiego nie uświadczymy w przypadku K701 i K550 za to dostaniemy wraz z Shure SRH940 i to nawet lepszej jakości.

Warto zaznaczyć, że same słuchawki są troszkę cięższe niż DT880 (T70 – 330g vs DT880 – 290g) natomiast wyraźnie cięższe niż AKG K701 (230g). Bliżej masy T70 są K550 (305g) oraz Shure SRH940 (320g). Nacisk pałąka to 2.8N – czyli tyle samo ile w przypadku DT880, natomiast mniej niż w wypadku DT880 Pro (3.5N). Niestety, nie wiem jaka jest siła nacisku pałąków dla K550, K701 i SRH940 jednak na moje wyczucie w K701 jest podobnie, K550 maja siłę nacisku troszkę mniejszą podczas gdy SRH940 większą.  Sam pałąk należy do kategorii wygodnych. Nie ma żadnych wrzynających się po dłuższych sesjach odsłuchowych wypustek tak jak w przypadku K701 i SRH940. Ogólnie można go porównać do starego pałąka serii Premium Beyera jednakże jest wykonany z zupełnie innego materiału. W tym wypadku jest to mikro welur. Z tego samego materiału wykonane są też pady, oczywiście od strony ucha. Jaka jest różnica między starym welurem używanym przez Beyera a mikro welurem? Ano taka, ze sam materiał jest znacznie bardziej gęsty – tak jak w nazwie - „mikro”. Jeżeli ktoś miał kiedyś na uszach Sennheisery HD800 – to właśnie ich pady wytworzone są z bardzo podobnego materiału, w wypadku Sennheisera uścislając jest to mikrofibra. Generalnie pady i obszycie pałąka z mikro weluru jest bardzo wygodne. Muszę zaznaczyć, że jestem zdecydowanym zwolennikiem weluru zamiast skóry – gdyż to właśnie welur odbieram jako bardziej komfortowy. Jedyne skórzane pady, które były w pełni tolerowane przez moją własną skórę to pady z Ultrasone Edition 9. Tamte pady były jednak wykonane ze skóry etiopskich owiec – myślę, że można śmiało założyć, iż na pewno jest to słuchawkowo-padowa nisza.

Oczywiście wszelkie formy weluru czy mikrofibry w stosunku do padów skórzanych mają też zasadniczą wadę – skórę wystarczy przetrzeć i wraca „czystość” – w przypadku weluru i mikrofibry nie jest to już takie proste i pad należy wyprać. Podobnie jak w przypadku mikrofibry w Sennheiserach HD800 – kolejna wadą mikro weluru w T70 jest to, że w większym stopniu niż zwykły welur zbiera kurz. Jeżeli słuchawki będą zostawione „na luzie” przez kilka dni – zbierze się szary osad. Warto zaznaczyć, że materiał, z którego wykonane są pady T90 jest trochę inny niż użyty do padów dla T70. Jako przeciwwaga do opisanych welurowych mankamentów w moim odczuciu mikro welur i mikrofibra daje większy niż welur i wyraźnie większy niż skóra komfort. Nie jestem specjalistą od materiałów ale odczuwam wyraźnie – podobnie jak w przypadku padów od Sennheiser HD800 iż potliwość skóry pod mikro welurem i mikrofibrą jest mniejsza niż w przypadku weluru, nie mówiąc o skórze czy najgorzej – materiałach skóropodobnych.

Muszle T70 są troszkę mniejsze niż w K550 i K701 – ten sam rozmiar co w starych DT880. Są natomiast wyraźnie większe niż w wypadku SRH940. Mam raczej większe niż średnie uszy i zarówno w przypadku DT880 jak i T70 nie odczuwam związanego z tym dyskomfortu. Podczas dłuższej (wielogodzinnej) sesji z SRH940 wielkość muszli dawała mi się jednak we znaki. Z kolei w K701 mamy wentylację gdyż muszla jest otwarta, jednak konstrukcja pałąka (wypustki) oraz jego zaledwie średni maksymalny rozstaw w porównaniu do K550, DT880 i T70 nie czynią z nich najwygodniejszych słuchawek z naszej puli. Jeżeli miałbym zrobić listę od najwygodniejszych do najmniej wygodnych na pierwszym miejscu byłyby prawie razem DT880 i T70 (z małą różnicą na korzyść T70 z racji lepszego materiału padów i pałąka) zaraz za nimi znalazłyby się K550, później K701 a na końcu SRH940. Muszę dodać, ze SRH940 nie są jakoś specjalnie niewygodne. Wszystkie słuchawki, które tutaj omawiam są względnie wygodne. Znam wiele zdecydowanie mniej komfortowaych imadeł nausznych niż SRH940. Wystarczy wspomnieć Grado mniejsze niż GS1000/PS1000. Przy gąbce do prania zamiast padów i konstrukcji takiej jak SR325is lub RS1 czy RS2 naprawdę trudno mi było wytrzymać dłużej niż 1.5h. Żeby oddać honor brooklyńskiej manufakturze – sprawa ma się diametralnie inaczej w przypadku GS1000. To są jedne z najwygodniejszych słuchawek jakie miałem na głowie. PS1000 są już cięższe niż w pełni drewniane GSy i co za tym idzie mniej wygodne, jednak mimo wszystko są to lata świetlne przed sluchawkami z oferty Grado poniżej modelu GS1000.

Kabel prowadzony jest do lewej słuchawki – nie mamy żadnego trójnika. Z racji wygody preferuje takie właśnie rozwiązanie chociaż zdaje sobie sprawę, że jest to rozwiązanie na pewnym audiofilskim poziomie niedopuszczalne. Sam kabel nie ma wielu żył jak okazałe grube, nowe kable Grado. Jest bardzo podobny gabarytowo do starego kabla Beyera z serii Premium oraz kabla dla K701 czy SRH940. Ważne, że nie ma wagi klasy „high-end” i nie mamy do czynienia z przeklętym trójnikiem Grado, który po pewnym czasie użytkowania był w stanie zniszczyć kabel.

Co do jakości wykonania – słuchawki są wykonane na poziomie jakościowym DT880. Solidna Beyerowska konstrukcja. Praktycznie zero słabych punktów. Zero nadmiarowych części jak w przypadku SRH940, których projekt jest po prostu przedobrzony – szczególnie pałąk. Na takim samym poziomie są wykonane K550 i razem z T70 i DT880 to najlepiej wykonane słuchawki z omawianej puli. O ile jednak w przypadku K550 zdarzają się niedociągnięcia w produkcji padów o tyle w T70, które składane są w Niemczech jest sehr gut. Także bardzo dobrze, ale mimo wszystko nie na tym poziomie zrobione są K701. Jest w nich więcej zbędnych części, które sprawiają wrażenie, iż z czasem mogą się zepsuć. Wszystko jest od początku do końca plastikowe. Najgorzej wypadają SRH940. Ich wykonanie jest po prostu tandetne. Często pękają zupełnie bez winy użytkownika, co nie musi ale może prowadzić do poważnych szkód. Całe szczęście serwis nie robi problemów.

Wrażenia dźwiękowe
To jak właściwie one brzmią? Zacznę od tego, ze zdecydowanie nie są to słuchawki dla każdego. O ile pisałem już tak o K701, o SRH940 mógłbym powiedzieć to samo tyle, ze atrybut „nie dla każdego” jest silniejszy niż w przypadku K701, to w wypadku T70 ma jeszcze większą siłę. O ile K701 mają dla mnie bliski neutralnemu balans tonalny (bliski ponieważ jest trochę za mało basu oraz górna średnica jest za bardzo podbita bym nazwał je neutralnymi w kontekście oceny tylko przez pryzmat balansu tonalnego). Q701 natomiast mają poprawione wyżej wymienione „wady” względem K701. Podobne do nich, lecz wyraźnie bardziej wymagające względem samej charakterystyki dźwiękowej grania źródła są Shure SRH940 (są bardziej szczegółowe, szybsze, bardziej rozdzielcze). T70 natomiast mają balans tonalny bardziej niż AKG i Shure ułożony w „U”. Na samym starcie dostajemy już dalszą od neutralnej niż w przypadku K701 czy SRH940 charakterystykę pasma przenoszenia. 

Teraz jedno ważne zastrzeżenie – o ile jest tutaj mowa o odejściu od neutralnej charakterystyki pasma przenoszenia względem K701/Q701 o tyle trzeba sobie zdać sprawę z tego jak duże jest to odejście. Otóż jest na tyle „duże”, że paradoksalnie przybliża charakterystykę T70 do… AKG K550. Co tu dużo mówić – dostajemy w zasadzie tyle samo ilościowo basu co w K550, dostajemy średnicę na bardzo podobnym poziomie głośności (wliczając w to wycofaną górną średnicę – tak jak w K550, w przypadku K701 i SRH940 nie ma mowy o wycofaniu) oraz na sam koniec dostajemy wyraźnie bardziej odczuwalną niż w wypadku K550 ilość góry. Myślę, że można śmiało pokusić się biorąc pod uwagę głośność góry, jej czas wygaszania i inne aspekty, – że robiąc średnią z omawianej puli T70 to słuchawki, w których obecność góry pasma jest najbardziej wyraźista, są najjaśniejsze. Tak, należy to traktować jako przestrogę.

Skoro podstawy balansu tonalnego mamy omówione to przejdę teraz do konkretniejszych opisów. Na pierwszy ogień zacznę od góry. Jaka jest góra w T70? Myślę, że po przesłuchaniu także innych słuchawek ze stajni Beyera mogę śmiało pokusić się o wysunięcie pewnej tezy. Zauważyłem specyfikę wszystkich nowych modeli Beyera z przetwornikiem Tesla (piszę o wokółusznych nie o tych malutkich gdyż słabo je znam), może poza wyjątkiem T5p gdzie być może celowo góra została w jakiś sposób ułożona tak by przejawiać cechy, które zaraz przybliżę - w mniejszym stopniu. Otóż wszystkie te słuchawki łączy pewna charakterystyczna cecha prezentacji wysokich tonów. Jeżeli ktoś ma audiofilskie doświadczenie z lampami to najbardziej adekwatne będzie porównanie do prezentacji góry przez lampy rodziny E88CC/E188CC/CCa/E288CC produkcji Siemensa. Często określa się to jako „szklistość”. Czasem spotykam się także z określeniem „metaliczność” jednak dla mnie ten ostatni to jednak inny trochę inny rodzaj grania.  Ewidentnie pasuje mi tutaj właśnie analogia do Siemensów oraz określenie „szklistość”. Co tu dużo mówić – trzeba to lubić. Albo się to lubi albo nie. Dodatkowo góry jest sporo – podobnie jak w DT880. Na pewno nie są to słuchawki z „bezpieczną” ilością wysokich tonów jak powiedzmy HD600 czy D5000/D2000. Dodatkowo T70 stawiają na wyższą górę niż w wypadku K701 i DT880 – dokładnie tak jak SRH940 i K550. W K701 i DT880 zakres od 5 do 7 kHz jest podbity względem T70, SRH940 i K550. Podbicie tego fragmentu pociąga za sobą czasem przykre konsekwencje. Odbieram to jako syczenie – zwłaszcza słyszalne w wokalizie. 

Można powiedzieć ekspozycja energii akustycznej sybilantów jest większa w wypadku DT880, K701 niż w T70, SRH940 i K550. Sybilanty największą część swojej energii mają w paśmie 4 do 10 kHz – zależnie od głoski. Ja najbardziej czuły jestem na te z pierwszej połowy, wiem, że ta czułość jest odmienna w przypadku różnych ludzi i na pewno zależy od budowy anatomicznej kanału słuchowego oraz małżowiny. Działa ona jak naturalny equalizer podbijając częstotliwości związane z ludzką mową – naturalny dorobek ewolucyjny naszego gatunku. Nie ma natomiast wątpliwości, że w przypadku K701 i DT880 ta ekspozycja jest po prostu szersza. Shure SRH940 i T70 natomiast przekazują głośniej dalszą część górnego pasma, mianowicie zakres 7 do 10 kHz. Jaki daje to efekt – na pewno subiektywne odczucie audiofilskiego powietrza, pozornej szczegółowości, przestrzeni między instrumentami. 

W tym momencie warto poruszyć także inną sprawę. Z reguły każdy z nas słucha na różnej głośności. Wraz z jej narastaniem zmienia się nasza wrażliwość na poszczególne częstotliwości a co za tym idzie nasza percepcja pasma przenoszenia. Badaniem tych zjawisk zajmowali się tacy panowie jak Fletcher, Munson, Robinson czy Dadson. Nie będę teraz wchodził w rozległy opis tych zjawisk – wystarczy, że weźmiemy pod uwagę to, iż aby uzyskać wrażenie niezmienności percepcji pasma przenoszenia względem zmiany głośności należy głównie regulować głośność w częstotliwościach odpowiedzialnych za bas (od niskiego do wyższego) oraz za górę (od wyższej do niższej). Wynika z tego to, że jeżeli słuchawki maja bardziej liniową charakterystykę pasma przenoszenia wtedy nadają się bardziej do słuchania na wyższych poziomach głośności i wówczas nasza percepcja pasma przenoszenia będzie równa, natomiast słuchawki, które maja charakterystykę idącą bardziej w loudness zapewnią wrażenie percepcji równego pasma na mniejszym poziomie głośności (wcześniej). Z kolei przy wyższych poziomach głośności percepcja charakterystyki będzie coraz bardziej wypaczona. Słuchawki takie mniej nadają się dla osób słuchających faktycznie głośno. Chcę jeszcze raz przypomnieć, że nie mówimy tutaj o loudnessie takim jak powiedzmy w wyższych modelach Grado. Ten loudness w T70 jest na poziomie K550 – czyli mały. 

Teraz bardziej audiofilsko – jaka jest właściwie ta góra w T70? Wiemy już, że jest szklista ale co to właściwie znaczy? Nie jest tak łagodna i gładka jak w Shure SRH940. Ma znacznie ostrzejszą i dokładniejszą fakturę. Można to porównać do teksturowania – tekstura w T70 jest wyższej rozdzielczości niż w SRH940, K701 i DT880 nie mówiąc już o K550, – które w tym względzie wypadają wyraźnie najsłabiej. Niestety muszę stwierdzić, że różnica cenowa przekłada się dobrze na skok rozdzielczości, różnicowania górnego pasma w porównaniu T70 do reszty słuchawek ze stawki. Każdy kij ma jednak dwa końce. Jestem pewien, że nie wszyscy będą z takiego obrotu spraw zadowoleni. Dla niektórych te słuchawki w zasadzie wykluczają przyjemność odsłuchu na wysokich poziomach głośności oraz stawiają - co tu dużo mówić - wyraźnie większe wymagania względem systemu niż SRH940 i DT880 czy K701 nie wspominając o K550, które ze stawki są „najprostsze”. Nie chcę Was zamęczać baśniowymi opisami tego jak ta góra brzmi… no dobrze, przyznaję się – po prostu nie umiałbym takiej bajki stworzyć – jak ktoś ma ochotę na baśń to wiadomo na gdzie szukać. Man nadzieję, że to czego się spodziewać po prezentacji wysokich tonów przez T70 jest już dość klarowne. Przypomnę tylko, że wrażenie „wysunięcia” góry pasma, jej dominacji jest z omawianych słuchawek najbardziej obecne.

Średnica w T70 również nie należy do liniowych, więc co za tym idzie nie nazwałbym jej neutralną – oczywiście w sensie samej charakterystyki pasma przenoszenia bo o innych atrybutach brzmienia będzie później. Głównie charakteryzuje ją to, ze kompletnie brak jest podbicia górnej części. Ba – góra średnicy jest nawet wycofana w stosunku do jej dolnej części. Nie będzie, więc elektryzującej damskiej wokalizy a’la K701 czy SRH940. Balans średnicy jest podobny do tego z  K550. Można nazwać go bezpiecznym gdyż nigdy nie będzie się ona wżynać w uszy. Podobnie jednak jak w przypadku góry dostajemy znów większą dokładność i rozdzielczość. Różnicowanie samej średnicy jest odczuwalnie większe niż w K550 i K701 oraz DT880. Na pewno nie jest ona tak barwna jak na K701, tak gładka i aksamitna a zarazem nasycona barwowo (uwypuklone transienty i glośny sustain) jak na SRH940 natomiast myślę ze jest swoistą hybrydą pomiędzy sposobem podawania tonów średnich przez DT880 i K550. Mamy ciepło i tembr podobny do DT880 a balans tonalny zbliżony do K550, lecz wszystko to zbudowane na podstawie większej szczegółowości, dokładniejszego różnicowania. Nie ma co liczyć na ekscytujący gitarowy drive czy eteryczną średnicę rodem z SRH940 czy K701. Wokale nie będą tak intymne jak na K701 zwłaszcza. Będzie bardziej powściągliwie – podobnie do K550. Nie wiem, który sposób podawania średnicy bym wolał – jeden i drugi ma swoje wady i zalety. Na pewno wole większą dokładność i różnicowanie, chociaż też do pewnego poziomu – nie dysponuję na tyle hi-endowym sprzętem by sięgać po słuchawki z najwyższej półki.  Sam tembr średnich tonów nie jest idealnie taki jak w K550 i bliżej jest tutaj do szkoły Beyerowskiej znanej z DT880. Przy czym większa rozdzielczość i szczegółowość może spowodować, ze brzmienie w bardzo prosty sposób może stać się zbyt suche, zbyt mało kolorowe, chude po prostu karykaturalne. DT880 i K701 oraz SRH940 są mniej czułe na zmiany systemu. 

Co zostało z DT880? Ciepło. Średnica  jak i całe pasmo w T70 – jest ciepła. Słuchawki są ogólnie definitywnie jasne i ciepłe. Co rzuca się w uszy od razu? Klarowność, czystość, precyzja, jasność, ciepło. Dodam, że ciepło jest tutaj bardziej obecne niż w przypadku DT880 równocześnie większa jest klarowność i szczegółowość. Dobranie odpowiedniego toru nie będzie, więc łatwym orzechem do zgryzienia i może przerodzić się w wyzwanie. O ile K701 potrafią być sporym wyzwaniem, SRH940 potrafią wysoko postawić poprzeczkę wobec źródła, to T70 stawiają ją naprawdę wysoko i wobec źródła i wobec wzmacniacza – do tego jeszcze wrócę.

Teraz pora na bas. Zacznę od strony bardziej technicznej. Mamy tutaj do czynienia z podobną sytuacją jak w przypadku Sennheiserów HD800 oraz Beyerów T1. Najpierw odwołam się do HD800, które o ile nominalną impedancję mają określoną na poziomie 300 Ohm to mają rozległą górkę w okolicy basu gdzie impedancja sięga 600 Ohm. Co ciekawe w przypadku T70 będzie to jeszcze więcej – ponad 700 Ohm. Natomiast o ile w przypadku T1 nominalna impedancja to 600 Ohm – górka impedancyjna na basie sięga ponad 1400 Ohm. Co to oznacza w praktyce? Oznacza to, że słuchawki będą czułe na impedancję wyjściową wzmacniacza i będą słyszalnie reagować jeżeli będzie ona zbyt duża. Ponieważ impedancja nie jest liniowa zakres częstotliwości w górce będzie zdegradowany jeżeli wyjściowa impedancja wzmacniacza będzie zbyt duża. Dobrej klasy tranzystorowe wzmacniacze oczywiście mają ją jak najmniejszą, jednak nie mało jest urządzeń po prostu słabych konstrukcyjnie. Zwyczajowo powinno się do tego podchodzić tak, że impedancja wyjściowa wzmacniacza powinna być nie większa niż 1/8 impedancji słuchawek. Dla T70 mamy tutaj ~30 Ohm, jednak z racji skoku impedancji słuchawek aż o ponad 100% w częstotliwościach basu słuchawki ten zakres dostanie mniej prądu. Oczywiście sytuacja jest lepsza niż w przypadku słuchawek o niższej impedancji z podobną górką. 

Jak może się to objawiać dźwiękowo? Bas może być nabrzmiały, tracić masę i wypełnienie oraz przede wszystkim kontrolę. Generalnie mogą się zrobić kluchy oderwane od reszty pasma. Im gorsza kontrola tym równocześnie większe buczenie a mniejsze wypełnienie, impakt. Niestety w przypadku T70 jest to na tyle istotna sprawa, że należy mieć ją na uwadze. Nie jest to groźne zjawisko w przypadku K701 czy SRH940. Generalnie - Im lepszej jakości wzmacniacz tym lepiej, oczywiście sama impedancja wyjściowa wzmacniacza nie jest tu parametrem ostatecznym a jedynie punktem wyjścia. Często poleca się do słuchawek wysokoohmowych wzmacniacze lampowe OTL – czyli bez wyjścia na transformatorze. Mają one z reguły wyższą niż konstrukcje tranzystorowe impedancję wyjściową co wynika z samej technologii. 

Są ludzie, którzy lubią uzyskiwać dokładnie taki efekt jaki opisałem wyżej jednak w kontrolowanym zakresie (podbijać bas za pomocą większej impedancji wyjściowej urządzenia). Można dzięki temu np. powiększyć sobie sprzętowo ilość basu nie tracąc za bardzo kontroli – metodą prób i błędów. Wzmacniacz lampowy OTL ma wiele zalet nad hybrydowym – oczywiście w ujęciu ograniczonym budżetem - wynika to głównie z tego, iż konstrukcja dobrego wzmacniacza hybrydowego jest droższa, natomiast cena dobrego OTLowca z reguły będzie odczuwalnie niższa niż cena dobrego wzmacniacza hybrydowego – w dużym uogólnieniu - w przypadku T70 można pozwolić sobie na stosowanie wzmacniacza OTL. Z faktu 250 Ohm impedancji słuchawek są, audiofile którzy stwierdzą iż wręcz się o to prosi. Mi bardzo podobają się T70 właśnie ze wzmacniaczem lampowym OTL. Dobrze, zakładając, że mamy trafnie dobrany wzmacniacz – jaki ten bas jest? Najpierw ilościowo. Niskiego basu jest słyszalnie najwięcej z całej omawianej tutaj słuchawkowej puli. Natomiast poziom średniego i wysokiego basu jest zbliżony do reszty. Jest on natomiast – podobnie jak w przypadku góry i średnicy – lepiej kontrolowany, bardziej rozdzielczy, bardziej różnicowany oraz posiada mocniej oddaną fakturę niż K701, SRH940 i DT880 czy K550. 

Jako słuchawki najgorzej radzące sobie z oddaniem faktury i kontroli basu wskażę SRH940. Później umieściłbym K701, następnie DT880 a najlepiej K550. T70 – jeżeli tylko dobrze napędzone – mają jednak przewagę w kontroli, nadaniu faktury, impakcie. Koniecznie muszę zaznaczyć, że jest to raczej audiofilski rodzaj basu a nie taki, który będzie nadawał się do słuchania dubstepu. Bas jest trzymany w ryzach i powściągliwy. Można powiedzieć kulturalny. Wchodzi wtedy kiedy potrzeba. Nie przysłania czystości średnicy. Myślę, że użytkownicy lubiący mniej audiofilski bas będą bardziej zadowoleni z K550, natomiast Ci, którzy przedkładają samą jego obecność nad odwzorowanie będą szczęśliwsi z SRH940. K701 i DT880 są kompromisem, można powiedzieć w centrum. Kolejna uwaga – wszystkie opisywane słuchawki nie powodują odczucia obfitej obecności basu i daleko im do takich Denonów D5000 czy 7000 albo Sennheiserów HD650. Nic z tych rzeczy.

Co więc mamy do tej pory? Słuchawki technicznie lepsze niż wszystkie omawiane – jeżeli odnieść różnice w cenie pod względem techniki grania to jest ona uzasadniona. W przypadku charakteru samego grania sprawa jest bardziej skomplikowana. Myślę, że będzie on najtrudniejszy do zaakceptowania ze wszystkich omawianych. Mamy słuchawki grające analitycznie i technicznie. Dodatkowo nie ma czynnika „wow” albo „drive’u” z drapieżną średnicą taką jak w Grado czy K701 albo SRH940. Przekaz nie jest bezpośredni i ofensywny jak w SRH940 („monitorowy”) – jest znacznie mniej angażujący – sposób grania bliższy K550, jednak również mniej eteryczny. Słuchawki, więc „mało muzykalne”, wyraźnie bardziej niż reszta omawianych wrażliwe na niedoskonałości systemu. Wcale nie proste do prawidłowego wysterowania.

Testowałem je już na dość zróżnicowanym sprzęcie – od tranzystorowych combo DACów przez systemy dzielone. Systemy ze studyjnym i audiofilskim rodowodem i z całą pewnością powiem, że jest to już audiofilska klasa średnia i wymaga przynajmniej średniego zaangażowania w dobór systemu oraz średniego poziomu osłuchania użytkownika by mógł je docenić. Dlaczego klasa średnia? Myślę, ze K701, DT880 czy SRH940 mogę śmiało zaklasyfikować jako audiofilski entry-level. Natomiast wysoka półka to np. T1 czy HD800 lub GS/PS1000. Co jest tutaj pozytywne – na pewno mid-end Beyerdynamica jest bardziej przystępny cenowo niż mid-end Sennheisera czy Denona. HD700 czy D5000 są wyraźnie droższe ale i prezentują zupełnie inne podejście do prezentacji brzmienia. Odnosząc HD700 do T70 - mamy zbalansowane brzmienie miedzy analitycznością a muzykalnością vs analityczność. Natomiast wspomniane wcześniej D5000 mogę określić w odniesieniu do T70 jako pójście w czystą muzykalność i przyjemność. W kwestii smaczków i różnicowania góra będą jednak T70 w obu przypadkach. Tak czy siak brak im wyrafinowania sposobu prezentacji czy smaczków na poziomie HD800 czy T1. Z drugiej strony nie są aż tak wybredne – coś za coś. Przypomniała mi się jeszcze ciekawostka: o ile flagowiec Beyera – T1 wypada gorzej w kwestii zniekształceń harmonicznych – oceniając piki – niż DT880, o tyle w T70 mamy w końcu postęp i te wypadają lepiej.  Niestety T70p wypadają w tej materii już słabej niż DT880 i T70. Nie wiem czy ktokolwiek jest w stanie to faktycznie usłyszeć – no ale sprawa ciekawa. Nie będę rozpisywał się nad porównaniami do T1 czy HD800 bo raczej ich użytkownicy nie będą zainteresowani „obniżeniem pułapu” jednakże wiem, że są przypadki kiedy T70 mogą być rozwiązaniem - jeżeli ktoś nie ma czasu ani chęci kompletować systemu pod HD800 lub T1 – co wcale nie jest proste.

Jakie są T70 w kontekście prezentacji przestrzeni? Ostatnio pojawiło się kilka nowych słuchawek zamkniętych, które nie są dotknięte przez typowe wady takich konstrukcji. „Granie z puszki”, rezonanse na średnicy i basie, słaba przestrzeń – chodzi mi oczywiście o K550 i SRH940, które nie posiadają kompletu typowych wad konstrukcji zamkniętych. T70 na pewno dołączają do tej grupy. Oczywiście wrażenie przestrzeni nie będzie takie jak w konstrukcjach otwartych lub pól-otwartych ale jak na słuchawki zamknięte jest więcej niż dobrze. Mamy czarne tło znane z K550, którego nie ma niestety w SRH940 i precyzję lokalizacji źródeł pozornych z SRH940. Nie ma jednak tego efektu super ogniskowania gdyż granie nie jest tak bezpośrednie jak w SRH940. Za to sam rysunek wydaje się być bardziej precyzyjny. Przestrzeń budowana jest w sposób cylindryczny. Ma to swoje zalety przy zastosowaniach nie tylko odsłuchów dla przyjemności czy monitoringu ale w miksowaniu na słuchawkach. Wgląd w panoramę jest naprawdę dobry. Jeżeli chodzi o bliskość pierwszego planu to będzie on dalej niż w SRH940. Przestrzeń jest też dość dobrze rysowana w głąb.  Ważna sprawa - separacja instrumentów jest na poziomie bardzo dobrym. Nawet w odniesieniu do wielu słuchawek z wyższej półki. Jeżeli dla kogoś ta właśnie cecha jest istotna a pasują mu inne tutaj omawiane – T70 powinny być naprawdę ciekawa propozycją.

Względem T70p - T70 na pewno wydają się grać bardziej gładko i czysto oraz trochę mniej ostro. Być może przekładają się na to lepsze warunki pracy przetwornika w wersji o większej impedancji. Jeżeli faktycznie nie jest potrzebna wersji nisko-ohmowa myślę, że nie ma co się zastanawiać którą wersję T70 wybrać. Tesla jest na tyle efektywna w kontekście głośności, że percepcję takiego samego poziomu natężenia (względem starszych niż Tesla przetworników) uzyskuję się na wcześniej odkręconej gałce wzmacniacza (SPL 104 dB dla T70 vs 97 dB dla DT880).

W kropelce: Mimo, ze bas jest głośniejszy niż w części omawianych tutaj słuchawek jest najlepiej kontrolowany ale równocześnie najbardziej trzymany w ryzach. Góra, nie tylko z racji charakterystyki pasma przenoszenia ale i przez szklistość i inne cechy sprawia wrażenie najbardziej obecnej, natomiast średnica jest raczej oddalona, na poziomie K550 (o ile można tu mówić o oddaleniu). Ogólnie percepcja tych słuchawek jest taka: dostajemy jasne, bardzo techniczne, analitycznie grające, bardzo dobrze różnicujące, z bardzo dobrze kontrolowanym, ale trzymanym w ryzach basie i o neutralnej (bez pazura, bez drive’u, bez eteryczności średnicy) granie na dobrze zdefiniowanej cylindrycznej przestrzeni i naprawdę dobra lokalizacją źródeł pozornych jak na słuchawki zamknięte.

Polecam posłuchać przed zakupem. Amatorzy góry pasma mogą być zachwyceni, Ci, którzy szukają słuchawek dostarczających fun, radość czy granie, które można oceniać holistycznie ale i analizować równocześnie mogą być zawiedzeni. Do tego ostatniego lepiej nadają się K701 i SRH940. W T70 jest wyraźny krok w kierunku zimno-krwistej analizy. Amatorzy zdecydowanych wycieczek w stronę grania z drivem, pazurem czy eterycznego w ogóle powinni nie zaprzątać sobie nimi głowy. To kompletnie nie są słuchawki dla nich. 
















System testowy, materiał muzyczny i podsumowanie
Warto dodać na jakim materiale muzycznym oceniałem T70. Nie będę podawał, tacklisty bo nawet jej nie pamiętam ani opisywał na przykładzie konkretnych utworów – takie opisy jakoś nigdy do mnie nie przemawiały. Szufladkując słucham 3 grup muzyki (kolejność przypadkowa): jazz, elektronika i muzyka klasyczna. Szczególnie w muzyce akustycznej T70 sprawdzają się bardzo dobrze. Z jazzem bywa różnie – zależy jaki ten jazz. Czasem K701 i SRH940 ze swoją żywiołowością bardziej mnie wciągają a czasem wolę tą pięknie różnicowaną górę i świetne separowanie planów T70. Jeżeli komuś zależy na dociążeniu w klasyce powinien szukać gdzie indziej, jeżeli jednak na oddaniu niezabarwionego tembru i tekstury, separacji instrumentów – powinien być zadowolony.

Słuchawki ewidentnie nie ze środka spektrum słuchawkowych atrybutów. Zdecydowany charakter, można powiedzieć dążący do ekstremum. Nie dla każdego. Wymagania większe niż entry level w postaci K701 czy DT880. Trzeba się trochę napracować, lekko nie ma. Na pewno jednak mniej niż w wypadku T1 czy HD800 – większy margines błędu odnośnie systemu, jednakże chybić można równie łatwo. Dobra cena biorąc pod uwagę mid-end Sennheisera, Denona czy Grado ale i sposób prezentacji odmienny. Porównując do słuchawek z omawianej puli – latwiej uzyskać karykaturę, ale jeżeli jest się amatorem smaczków i różnicowania – mogą się pięknie odwdzięczyć za poświęcony czas. Potencjalne niedostatki w dociążeniu można kompensować na wiele sposobów. Są to jedne z nielicznych słuchawek, które wpadły w moje ręce, w jakich kontrola basu jest na tyle dobra, iż po podbiciu go na dobrym parametrycznym equalizerze zachowuje on impakt i różnicowanie a faktycznie zwiększa się jedynie wrażenie objętości. Jest to utopia na SRH940 i K701, – w których bas jest prowadzony na tyle słabo, że jego equalizacja powoduje raczej zwiększenie wrażenia buczenia niż samej obecności i impaktu. W T70 jest inaczej – jeżeli tylko umiemy się posługiwać equalizerem i/lub limiterem. Co tu dużo mówić – wiele słuchawek z grupy entry-level lub niżej ma po prostu bas na tyle przeciętny, że equalizacja częściej przynosi efekt w postaci uwypuklenia jego wad niż ten zamierzony przez użytkownika.

Jaki system wybrałbym dla T70? Jeżeli ma być bez szaleństw na pewno lepszej klasy neutralnie grający DAC (bez ostrości ale i zapewniający odpowiedni poziom różnicowania materiału by słuchawki mogły rozwinąć skrzydła) i wzmacniacz OTL.  Jeżeli budżet jest większy wtedy dobry wzmacniacz hybrydowy albo wysokiej klasy tranzystor. Obawiam się – oczywiście uogólniając, – że przeciętne tranzystorowe wzmacniacze tak wypiorą przekaz z barw, iż za mało zostanie dla bardzo dobrze różnicujących ten aspekt brzmienia słuchawek, iż przekaz będzie irytujący – sprawdzone empirycznie. Przeciętny OTL wypadnie moim zdaniem całościowo lepiej.

Konkludując: Słuchawki dla audiofila, który wie już czego chce, ale jest umiarkowany w swojej chorobie. Nie idzie w hi-end, ale znudził mu się już entry-level.

Dane techniczne
Dostępne na firmowej stronie Beyerdynamic TUTAJ.

Zdjęcia: Internet.
Wykresy: HeadRoom.

Test przeprowadził i opisał: Michał Kaczmarski/fallow


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz będzie oczekiwać na moderację