środa, 19 października 2011

Yaqin MS-34D, chiński wzmacniacz na lampach EL34

Od dawna nosiłem się z zamiarem kupna lampowego wzmacniacza zintegrowanego, ponieważ technika amplifikacji dźwięku za pomocą lamp elektronowych ma dla mnie dużo sentymentalnej tajemniczości, specyficzny magiczny charakter oraz jest, w pewnym sensie, archaiczną genezą współczesnych urządzeń tranzystorowych.

Zainspirowany  pochlebnymi recenzjami na wielu forach audio polskich i zagranicznych postanowiłem zamówić chiński lampowiec jako początek drogi przygód z lampą . Ostatecznie stanęło na firmie Yaqin i modelu MS-34D, który zakupiłem w sklepie internetowym w Hong-Kongu. Po około tygodniu przesyłka z wzmacniaczem dotarła do mojego domu. Koszt zakupu sprzętu, przesyłka oraz podatki to mniej niż 2000zł.



Pierwsze wrażenia
Paczka ważyła nieomal 30 kg - kurier z dużym trudem wtaszczył ją do mojego mieszkania. Po otwarciu kartonu pod wierzchnią warstwą papieru pojawia się gruba otulina z gąbki, w której bezpiecznie spoczywał wzmacniacz. Sposób zapakowania w zasadzie eliminuje jakiekolwiek uszkodzenia podczas transportu. W komplecie znajduje się instrukcja, kabel sieciowy, śrubokręt do regulacji BIAS oraz kapturki zabezpieczające gniazda RCA. Na samym dnie kartonu w osobnej komorze umieszczone zostały twarde plastikowe cztery tuby z lampami pakowane po dwie. Każda z lamp owinięta została dodatkowo piankową folią. Lampy są ponumerowane i zgodnie z oznaczeniami osadza się je na ceramicznych podstawkach wzmacniacza - czynność ta jest nieskomplikowana. Dodatkowo, już po umieszczeniu lamp w podstawkach warto zmierzyć prąd spoczynkowy – BIAS. W instrukcji zawarte są wskazówki jak to zrobić i jaką wartość prądu spoczynkowego powinno się uzyskać.

Budowa
Yaqin MS-34D jest już kilka lat w ofercie producenta. Design wzmacniacza może być uznany za dość kontrowersyjny lub awangardowy, lecz na tle innych wyrobów chińskiego przemysłu jest całkiem, całkiem wyważony. Urządzenie sprawia wrażenie dużej solidności wykonania, a swym ciężarem budzi zdecydowanie duże zaufanie. Masa urządzenia to 24 kg, a za jej większą część odpowiedzialne są trzy duże zasilacze umieszczone na wierzchu - dodatkowo przykryte metalowymi pokrywami. Wierzchnia płyta Yaqina wykonana została z grubej płyty szczotkowanej stali pomalowanej na czarno. W niej wycięto otwory na lampy oraz osadzono aluminiową płytkę z pokrętłem potencjometru (także aluminiowym) z niebieskim podświetleniem od dołu. Front zbudowany jest ze szczotkowanego aluminium, na którym centralnie umieszczono duży czerwony cyfrowy wyświetlacz pokazujący wybrane źródło od „1” do „4”. Po prawej stronie znajduje się gniazdo słuchawkowe na dużego jacka (producent zaleca słuchawki o impedancji 32 Ohm). Zaraz obok mamy przełączniki trybu pracy wzmacniacza – do wyboru jest tryb triodowy lub ultralinearny, który jest wypadkową funkcji triodowej i pentodowej. Dany tryb pracy sygnalizowany jest światłem czerwonej diody. Po prawej stronie płyty czołowej znajdują się cztery przyciski wyboru źródła. Tylni panel wyposażono w wysokiej jakości gniazda głośnikowe, które przyjmują zarówno goły kabel jak i wtyki tzw. bananowe. Obok znajdują się cztery pary złoconych gniazd RCA – te aktualnie nieużywane można zakryć plastikowymi zatyczkami, (które znajdują się w zestawie). Yaqin spoczywa bezpiecznie na czterech dużych nóżkach wykonanych z miękkiej gumy.

Zastosowane lampy to lampy chińskiej firmy Shuguang będące kopią lamp Mullard.




Pilot zdalnego sterowania zbudowany jest dwóch skręconych fragmentów grubej szczotkowanej aluminiowej płyty. Jest dość pokaźnych rozmiarów i ciężki. Wyposażony jest w podstawowe funkcje takie jak regulacja głośności oraz wybór źródła. Co ciekawe, przyciski wyboru źródła umieszczono w kolejności odwrotnej do wskazówek zegara.


Wzmacniacz wykonano z solidnych i trwałych elementów wysokiej jakości. Wszystko jest porządnie poskręcane, nie ma szpar, czy prześwitów. Aż dziw, że takie urządzenie może kosztować poniżej 2000zł!

Wrażenia z odsłuchu
Pierwsze doświadczenia z odsłuchu są niesamowicie zaskakujące i wręcz niewiarygodnie przyjemne. Nie spodziewałem się, aż tak dojrzałego i realistycznego dźwięku z tego dość jednak relatywnie taniego urządzenia. Efekt soniczny przerósł moje najśmielsze wyobrażenia, bo jest on po prostu bardzo dobry! Po podłączeniu  do Yaqina kolumn Vienna Acoustics Mozart Grand oraz odtwarzacza płyt CD Rotel RC-06 (plus Musical Fidelity X-DAC) do uszu dochodzi pełny i całkowicie zharmonizowany przekaz. Dźwięk ma duży wolumen silnie osadzony na basie – bezpośredni i mocny. Model MS-34D charakteryzuje bardzo dźwięczne i dokładne odwzorowywanie instrumentów, temperamentna gitara basowa i kontrabas - dokładne i bliskie struny gitar, mocno wibrujące i wybrzmiewające, wokale wspaniale nasycone, ale i wypchnięte do przodu – wyraziste i mocne, na źle zrealizowanych nagraniach nieco sybilizujące, stereofonia nieomal holograficzna i bardzo szeroka.  Dźwięk swobodnie wypełnia przestrzeń za głośnikami i nawet daleko poza ich obrys - rzecz niespotykana często w sprzęcie audio! Scena dość głęboka i bardzo dokładnie poukładana, umiejscowienie instrumentów i głosów precyzyjne oraz dość szczegółowe – słuchacz nie ma problemów z identyfikacją układu muzyków na scenie. Przy czym ta „szczegółowość” jest tu pojęciem innym niż „tranzystorowa” – muzycy i instrumenty na scenie malowani są jakby grubym pacnięciem farby, a nie cienkopisem. Przy czym „paleta barw” stosowana  w lampie jest bardzo zróżnicowana i bogata oraz o dużej skali kolorystyki i faktur.

Dźwięk można scharakteryzować takimi przymiotnikami jak: żywiołowy, dobitny,  barkowy, pulchny, nasycony o wyraźnej lampowej proweniencji – muzykalnie plastyczny z ociepleniem niektórych pasm – szczególnie, co oczywiste, średnicy, ale także i basu, który jest fizjologiczny, przyjemny oraz, mogę użyć tego sformułowania, koncertowy (estradowy?), czyli taki, jaki słyszymy na salach podczas występów na żywo - szczególne uprzywilejowanie średnich tonów i średnio-wysokiego basu. Bas ma przyjemną sprężystą naturę o pogłębionej strukturze – swobodnie wypełnia 30 m2 pomieszczenia odsłuchowego. Myślę, że to celowe lekkie "pokręcenie" dźwięku przez inżynierów Yaqin  ma swój niezaprzeczalny i logiczny sens, ponieważ w tańszym urządzeniu trzeba było dokonać jakichś kompromisów dźwiękowych, a taki wydaje się najbardziej uzasadniony i jednocześnie korzystny dla słuchacza.

Yaqin nie jest wzmacniaczem idealnym – soprany nie charakteryzuje się wybujałą rozdzielczością, a bas, pomimo dobrej i mocnej dynamiki, można uznać za nieco pokolorowany i zmiękczony. Ale to jest dobry, uniwersalny i wszechstronny sprzęt audio, który całościowo radzi sobie z odtwarzanym repertuarem więcej niż poprawnie, a nawet wyśmienicie. Kontrast dynamiczny więcej niż perfekcyjny - dźwięk jest zawsze angażujący i radosny, dobitny oraz spektakularny. Chce się słuchać go godzinami, bo wręcz hipnotyzuje gorącym czarem i lampową słodyczą. A spontanicznością i muzykalną kulturą przekazu może zadziwić nie jeden sprzęt ze znacznie wyższego przedziału cenowego. Oferuje solidne, typowo lampowe brzmienie za relatywnie niewielkie pieniądze.

Płyty CD odtwarzane na Musical Fidelity A1 CD-Pro dostarczały więcej informacji, lepiej zfakturowanych o szerszej i głębszej przestrzeni oraz oferowały całościowo bardziej plastyczny, naturalny dźwięk.

Yaqin MS-34D versus Accuphase E-213
Pozwoliłem sobie (a, jakże!)  porównać dźwięk Yaqina ze sprzętem z „wyższej półki”, czyli z Accuphase E-213. Zastawnie to na pozór nieuprawnione, okazało się ostatecznie całkiem ciekawe. Pierwsze, co zwraca uwagę po przełączeniu wzmacniaczy to to, że subiektywna moc odczuwana ze wzmacniacza lampowego jest większa niż z tranzystora. Zaskakujące zjawisko dla osoby niezaznajomionej z techniką lampową - spodziewałem się mniej intensywnego i mniej dynamicznego dźwięku z Yaqina niż z Accuphase. Lampa w porównaniu do Accuphase zagrała przestrzenniej i (subiektywnie) z lepszą stereofonią. Przekaz lampowy jest odczuwalnie ocieplony i mniej dokładny, przezroczysty - o ile w E-213 jesteśmy w stanie precyzyjnie określić punktowe położenie muzyka na scenie to w Yaqinie jest to plama w przestrzeni, niemniej jednak ta „plama” jest świetnie zlokalizowana i dobrze narysowana – słyszymy realny i namacalny dźwięk. Ulegam wrażeniu, że Accuphase jest bardziej naturalnym wzmacniaczem o większej detaliczności i otwartej, nieskrępowanej swobodzie przekazu muzyki, która zawsze jest podawana niemęcząco, nie nachalnie – realistycznie i z wysublimowanym dopieszczeniem brzmienia.  Natomiast Yaqin nie jest wzmacniaczem całkiem naturalnym - proponuje wybitnie muzykalny dźwięk kapitalnie rysujący scenę barwami nasyconymi, ciepłymi o sporych zaokrągleniach i pulchnej poduszce basowej – zwartej i mocnej. Dużej i koherentnej dynamice sprzyjającej wszelkim rodzajom muzyki, którą przekazuje słuchaczowi bez zbędnych ceregieli - prosto i radośnie. Świetnie!

Nie mogę wskazać zwycięzcy porównania - oba wzmacniacze dostarczają wiele pozytywnych emocji podczas słuchania, a  reprezentują odmienną szkołę dźwięku. Poza tym, Accuphase przedstawia inną jakość wykończenia budowy, które można określić tylko jednym słowem – luksusowe, zaś produkcjom z Chin Ludowych, z wiadomych względów, na razie nie zdarza się tworzyć arcydzieł sztuki użytkowej pod względem designu. Dodatkowo, Accuphase oferuje mnogość dodatkowych funkcji takich jak gniazda XLR, pętlę magnetofonową, możliwość implementacji DAC, etc. Yaqin czaruje natomiast świecącymi lampami, co, szczególnie o zmroku, rewelacyjnie rozgrzewa serce i wytwarza nastrój do bardzo długich odsłuchów...

Yaqin MS-34D jako wzmacniacz słuchawkowy
Jako zwolennik dźwięku słuchawkowego nie mogłem odmówić sobie przyjemności wypróbowania trybu słuchawkowego wzmacniacza. Zastosowałem słuchawki o impedancji 32 Ohm (zgodnie z zaleceniami producenta) – Grado SR-60. Dźwięk jest nasycony ciepłą muzyką, ale nie szczegółami. Przekaz jest nieco zawoalowany, lecz spójny, bezpośredni i przyjemny. Przestrzeń wyraźnie zarysowana i dobrze określona. Bas nierozlewający się – mocny. Ciepły charakter lampy nie sprzyja uwypuklaniu szczegółów nagrań, co niekoniecznie jest wadą, a jedynie swoistym charakterem tego urządzenia.


Podsumowanie
Yaqin MS-34D to udana chińska konstrukcja bazująca na sprawdzonych schematach i renomowanych lampach. To esencja pojęcia „dźwięk lampowy” – słodki, wyrazisty z własnym charakterem, na pewno uwodzicielski i skłaniający do wielogodzinnych odsłuchów. Nasycenie  średnicy wybitne w tej kategorii cenowej, dla "tranzystora" o zbliżonej kwocie pieniędzy 2000 zł – wręcz nieosiągalne. Twórcy wzmacniacza za cenę poświęcenia niuansów i szczegółów przekazywanych z nagrań proponują wyrafinowaną oraz ciepłą przestrzeń o fantastycznym nasyceniu muzyką i koncertowym charakterze brzmienia. Warto dostarczyć dobry sygnał ze źródła, bo im lepszy tym dźwięk jest bardziej nasycony, sproliferowany. Moim zdaniem ze wszech miar udany model, który doskonale nadaje się na pierwszy krok w tajemniczy i ekscytujący świat magii oraz czaru lampy.

Dane techniczne
Moc: 2 x 42 W
Częstotliwość: 16 Hz - 35 kHz ± 2 dB
THD: 1,8 %
S/N: > 80 dB, Class A
Częstotliwość Wejścia: < 0.30 V, 1 kHz
Impedancja:  4 Ω, 8 Ω
Impedancja Wyj. Słuchawkowego: 32 Ω
Lampy: 4 x EL34B, 4 x 6J1
Zasilanie: 220-240  V / 50Hz
Wymiary - Szer. x Gł. x Wys.: 310 × 375 × 210 mm
Masa: 24 kg

Link do strony producenta: http://www.yaqin.cn/en/about.asp

Sprzęt testowy
Odtwarzacze płyt CD: Rotel RCD-06 + Musical Fidelity X-DAC i Musical Fidelity A1 CD-PRO
Wzmacniacz: Accuphase E-213
Wzmacniacz słuchawkowy: Musical Fidelity X-Can v.3
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand i Usher S-520
Magretofon: Nakamichi Cassette Deck 1
Kable głośnikowe: Siltech Amsterdam i IMG Stage Line
Interkonekty: Acrolink, Profigold i Hama
Słuchawki: Grado SR-60

2 komentarze:

  1. Noo...., ta recenzja jest nieco zbyt pochlebna dla tego nieciekawego wzmachola, którego kiedyś słuchałem. Natomiast opis jakości dźwięku,który cytuję poniżej, to czysty bełkot, bełkot audiofilski.

    Dźwięk ma duży wolumen silnie osadzony na basie – bezpośredni i mocny.
    ....
    Dźwięk można scharakteryzować takimi przymiotnikami jak: żywiołowy, dobitny, barkowy, pulchny, nasycony o wyraźnej lampowej proweniencji
    ..
    dźwięk jest zawsze angażujący i radosny, dobitny oraz spektakularny

    .............................

    ale także i basu, który jest fizjologiczny, przyjemny oraz, mogę użyć tego sformułowania, koncertowy (estradowy?).

    ............
    Bas ma przyjemną sprężystą naturę o pogłębionej strukturze
    ........

    soprany nie charakteryzuje się wybujałą rozdzielczością, a bas, pomimo dobrej i mocnej dynamiki, można uznać za nieco pokolorowany i zmiękczony

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulżyło po tym wpisie? Jeżeli tak, to gratuluję.

      PS. Zazwyczaj takie wpisy od razu wrzucam do spamu, bo są merytorycznie bezwartościowe, ale tym razem robię wyjątek. Dla przykładu jakie listy ludzie piszą.

      Usuń

Komentarz będzie oczekiwać na moderację