niedziela, 26 lutego 2012

Hegel H70, wzmacniacz zintegrowany






Wstęp
Klika tygodni temu gościłem u siebie w domu wzmacniacz Hegel H200 (recenzja TU), który wywarł na mnie piekielnie korzystne wrażenie – napisałem nawet w recenzji, że do kwoty 30 000 zł ten model nie ma realnej konkurencji. I podtrzymuję tę opinię. Kiedy więc, przystąpiłem do testów najniższego wzmacniacza w ofercie Hegel – H70 obawiałem się, że mając w świeżej pamięci wspaniały dźwięk H200, niechybnie rozczaruję się jego mniejszym bratem.  Od razu mogę uspokoić Czytelnika, że nic takiego nie nastąpiło.

Hegel H70 został wypożyczony do testów z salonu audio Premium Sound w Gdańsku

Budowa i wrażenia ogólne
Nie chcę koncentrować się na wszystkich elementach budowy, bo łatwo o nich poczytać w sieci, napiszę jedynie o ogólnych odczuciach własnych oraz bardziej interesujących szczegółach.
Wzmacniacz, wbrew pozorom, nie jest wcale mały ani lekki. To jest porządny kawał sprzętu – waży 17 kg, a to nie mało jak na najniższy model serii. Podobnie jak i Hegel H200, wywiera korzystne wrażenie estetyczne – chłodny i surowy design, lecz jednocześnie schludny i uporządkowany. Ergonomia na wysokim poziomie – włącznik sieciowy to duży okrągły przycisk, nad nim umieszczono niebieską diodę zaświadczającą o pracy. Po prawej części frontu zamontowano gałkę potencjometru. Niestety, tym razem bez podświetlenia diodą (jak w H200). Po lewej stronie znajduje się selektor źródeł (z diodą sygnalizującą dane źródło) – to duża gała, którą można wybrać jedno spośród 6. dostępnych do przyłączenia źródeł z tyłu urządzenia: 4. analogowych (3. pary RCA i 1. symetryczne XLR) oraz 2. cyfrowe – USB i przełączane osobnym hebelkiem wejście koaksialne na Toslink lub elektryczne. Czyli w sumie H70 ma aż 7. wejść - prawdziwy multimedialny raj! Nie muszę dodawać, że te 3. wejścia cyfrowe doprowadzają zewnętrzny sygnał do wewnętrznego DACa.




Łyżką dziegciu, w beczce miodu jest (analogicznie jak w H200) brak pamięci ostatniego wybranego źródła w selektorze wejść, bo po włączeniu urządzenia automatycznie ustawiane jest na wejścia XLR. Mnie to drażni, bo lubię włączyć rano sprzęt w taki sposób, aby od razu słuchać radio, a w Heglu potrzebne są dodatkowe manipulacje gałką (lub pilotem), bo trudno podłączać radioodbiornik do gniazd zbalansowanych. Ot, takie to moje starokawalerskie przyzwyczajenie i kwękanie. Przepraszam za dygresję.

Wzmacniacz stoi na 3. wysokich oraz twardych metalowych nóżkach – i tak jak w H200, bez miękkiego spodu. Konieczne jest więc użycie jakichś podkładek. Użyłem stóp antywibracyjnych BW40 firmy Rogoz-Audio, zresztą świetnych i kosztujących bardzo umiarkowane pieniądze – polecam. Innym zalecanym rozwiązaniem jest ustawienie sprzętu na platformie antywibracyjnej – u mnie to podstawa Rogoz-Audio 3SG40 (recenzja TU), która przynosi dużą poprawę w strukturze dźwięku.





Nie wiem, czy ktoś już opisywał fakt, że Hegel do swoich urządzeń proponuje jedynie dwie możliwe wersje pilotów zdalnego sterowania? Każdy z nich wyposażony jest w wiele funkcji niezbędnych do właściwej obsługi. Najmniejszy z nich to RC3, który jest minimalistyczny, a można nim sterować wszystkimi Heglami. Co istotne, kosztuje tylko …50zł. Niespotykana często rzecz, bo np. taki Accuphase za pilot RC-200 winszuje sobie około 1000zł.




Odsłuch
Nie mam pojęcia jak konstruktorzy Hegla to robią, ale mogę napisać, że ich wszystkie wzmacniacze grają w bardzo podobnej sygnaturze – mają swój oryginalny sznyt. Po pierwsze dźwięk jest nieprawdopodobnie przyjemny w odbiorze – nic nie syczy, nie buczy, nie rozwarstwia się. Pod względem jakości brzmienia Hegel reprezentuje najwyższą półkę. Po drugie, ulega się wrażeniu nieprawdopodobnej obfitości i pełności dźwięku, jest go bardzo dużo i jest gęsty, bardzo angażujący kolumny do maksymalnej pracy, jak i słuchacza do odbioru. Trudno mi nawet tę monumentalność dźwięku przyrównać do jakiś innych marek audio. Jeśli już to z bardzo wysokiego pułapu cenowego, bo tu w Heglu słychać wyjątkową dojrzałość i rasowość. Po trzecie, stereofonia jest bardzo dokładna i szeroka, przez co wszelkie zjawiska przestrzenne oddawane są z dużo wiernością i namacalnością. Bardzo porządnie i mocno. Te 3. powyższe cechy dotyczą wszystkich 3. modeli Hegla: H70, H100 i H200.

Czym różni się w dźwięku model H70 od H200?
Pierwsza dobra wiadomość jest taka, że (jak już napisałem wcześniej) ogólny charakter dźwięku tych dwóch wzmacniaczy jest jednakowy – różnice występują w szczegółach i w sposobie wysterowania kolumn. Druga dobra wiadomość to fakt, że te różnice są niewielkie, choć istotne, o czym w dalszej części tekstu. Podłączając H200 o mocy 2 x 200W do kolumn wiedziałem, że jest to mocny sprzęt i najprawdopodobniej "bezwysiłkowo" ujarzmi kolumny – i tak było w rzeczywistości. Natomiast przyłączając do głośników H70 o mocy 2 x 70W tej pewności już nie miałem, bo wiele silniejszych wzmacniaczy o większej mocy na moich Vienna Acoustics Mozart Grand poległo, gdyż są one bardzo prądolubne. A tu niespodzianka – H70 bez problemu i sposób pełny opanował Vienny, narzucił im swój bezwzględny rytm i zaangażował całkowicie do pracy na rzecz reprodukcji muzyki. Pojawił się mocny i sprężysty bas, lecz nieco mniej fakturowany niż w H200 i czasami trudniej zapuszczający się w najniższe rejony, ale nadal wysokiej próby. 

Norweski wzmacniacz wytwarza wielki dźwięk o dużym nasyceniu muzyką, wypełnieniu i namacalności, o pięknej analogowej stylistyce (barwie) i dużej pełności (obecności) w głośnikach. Ale jednocześnie szczegółowość, wgląd w nagrania jest obiektywnie gorsza niż w H200. Nie ma tu tej szczególnej i wybujałej analityczności i rozkładu poszczególnych tonów na części. Nie jest to w żadnym wypadku wadą i jest odbierane naturalnie, bez problemu i bez straty dla ogólnego przekazu. Dzięki temu zabiegowi wszystkie nagrania – zarówno akustyczne jak i rockowe, czy elektroniczne odbierane są w sposób harmonijny i po prostu sympatyczny. Co ważne, słuchacz nie ma wrażenia jakiegoś napompowania dźwięku, podkolorowania, czy sztuczności. Nie. Tu wszystko jest odbierane autentycznie, zgodnie z rzeczywistością nagrań na płycie (lub innym nośniku). Nigdy męcząco dla uszu.

Podsumowując niniejszy rozdział, wypada napisać, że H70 posiada styl i charakter brzmienia modelu H200, ale w mniejszej i szczuplejszej wersji.

ABC dźwięku Hegel H70
Można określić w skrócie firmowy sound integry H70 kilkoma zdaniami. Bardzo bezpośredni dźwięk - dosadny, obfity, ale nienachalny. Plastyczny, lejący się wręcz - lepki, substancjonalny. Ze wspaniałymi niskimi tonami – wielowarstwowymi. Czysty, zdystansowany, ale nie chłodny. Wolny od krzyku. Łagodny i muzykalny. Miękki, podobny do lampowego. Niekoncentrujący się na szczegółach, niepotrzebnej analizie.

W porównaniu z Accuphase E-213 
Trudno mi o tym pisać, ale muszę przyznać, że dźwiękowo (i subiektywnie) w wielu aspektach Hegel H70 jest obiektywnie lepszy od Accuphase E-213! Pod względem rozciągnięcia basu, ogólnej plastyczności muzyki, lokalizacji muzyków na scenie, stopnia nasycenia wokali, punktualności oraz integralności poszczególnych dźwięków, masy i substancji, etc… Accuphase dominuje natomiast estetyką i wzornictwem (szczególnie hipnotyzującymi wskaźnikami wychyłowymi) i ewentualnie większą ilością funkcji (bo może pracować jako końcówka mocy, ma więcej wejść analogowych – w tym znakomitą pętlę magnetofonową, dobry wzmacniacz słuchawkowy, możliwość rozbudowy opcjonalną wsuwaną płytką, etc). Ponadto Accuphase E-213 stoi po stronie naturalności i precyzji dźwięku, co nie zawsze musi się podobać - bo często prawda nie jest łaskawa dla wielu sposobów realizacji płyt.





Konfiguracje
Po kolei testowałem wzmacniacz z różnymi źródłami. Na początek przyłączyłem (kablem analogowym) odtwarzacz płyt CD – Musical Fidelity A1 CD-PRO i mówiąc krótko – w tym zestawieniu wszystko zagrało najlepiej. Z największą ilością szczegółów, mikro-wybrzmień i dźwięcznością instrumentów - z namacalnością i wypełnieniem, a także z dobrą aurą wokoło źródeł pozornych. Kiedy wypróbowywałem wewnętrzny DAC norweskiej integry (ze wszystkich wejść cyfrowych) scena nieco zawężała się i spłycała – nie był to wielki poziom, ale zauważalny. Ponadto klasa dźwięku trochę, aczkolwiek w pełni namacalnie, obniżała się o kilka punktów. Nie chcę przez to napisać, że zaimplementowany DAC jest zły, bo wręcz odwrotnie – jest całkiem niezły i porównywalny jakością z moim Matrix mini-i (opis TU), ale to Musical Fidelity A1 CD-PRO wyznacza i narzuca bezpretensjonalnie wysoki poziom gry.

Do wejść cyfrowych Hegla przyłączałem: odtwarzacz płyt CD - Rotel RCD-06 (kablem koaksjalnym), CocktailAudio X10 (kablem optycznym), MacBook Apple (USB), tuner telewizji cyfrowej (kablem optycznym), odtwarzacz płyt DVD (kablem cyfrowym) oraz dla porównania odtwarzacz Musical Fidelity A1 CD-PRO (kablem koaksjalnym i optycznym).

Nie zauważyłem różnicy dźwiękowej pomiędzy połączeniem kablem optycznym a koaksjalnym. Oba były niezłe. USB było ciut jakby skompresowane, z delikatnym nalotem cyfrowym, ale to zjawisko obserwowałem tylko czasami i na granicy percepcji. Do wejścia USB przyłączałem MacBook Apple.

Bardzo podobał mi się dźwięk CocktailAudio X10 (recenzja TU) połączony Toslinkiem z H70, a także ich skoordynowana i synergiczna współpraca. Wydaje się, że te dwa urządzenia sprzyjają sobie wzajemnie jakością dźwięku i sposobem jego artykulacji. Muzyka brzmiała tu swobodnie, z polotem i świetną artykulacją. Dodam jeszcze, że kiedy przyłączyłem monitory Usher S-520 lub Pylon Pearl Monitor do powyższego zestawu to nastąpiła już pełna symbioza i nieomal skończona. Mówiąc lakonicznie i prosto – z takim zestawem mógłbym bez żalu zostać na bardzo długo, bez odczuwalnej straty po droższych zestawach audio i bez tęsknoty za nimi, a dużą przyjemnością z odbieranej muzyki, choć ze świadomością pewnych i oczywistych jej ograniczeń, bo high-end to z pewnością nie jest.






Konkluzja
1. Najniższy model wzmacniacza serii H, o typowej dla Hegla manierze dźwiękowej: obfitości i pełności przekazu, z dużym nasyceniem muzyką; grający angażująco i z dużą energią, lecz nie nachalnie, bez odczuwalnego napompowania. Naturalnie i poczuciem wierności. Brzmiący w lampowej sygnaturze, ale z tranzystorową szybkością

2. Od H200 odróżniający się mniejszą kolorystyką basu, który jest jednak wciąż mocny i sprężysty. H70 mniej skupia się na szczegółach, a bardziej na plastyczności i przejrzystości przekazu, jego gatunkowości, jakości sceny i pozycjonowaniu instrumentów oraz barwie. O połowę tańszy od H200.

3. Wielofunkcyjne i omnipotentne urządzenie z dużą ilością wejść zarówno analogowych (3. pary RCA i 1. XLR), jak i cyfrowych (optyczne, koaksjalne i USB) do wewnętrznego DACa, który jakością i strukturą dźwięku reprezentuje ponadprzeciętny poziom i jest wartością dodaną, istotą cenną samą w sobie. Wystarczy podpiąć zwykły budżetowy odtwarzacz lub komputer by otrzymać prawdziwie dojrzały dźwięk - nasycony i ze świetną przestrzenią. Wciągający i klasowy.

4. Zestaw Hegel H70 plus CocktailAudio X10 plus Pylon Pearl Monitor (lub zamiennie Usher S-520) okazał się być czarnym koniem pod względem jakość/cena zapewniający wspaniałą synergię, fascynującą barwę i dynamikę oraz nieskrępowaną przyjemność odsłuchów. Najwyższą natomiast jakość dźwięku zagwarantowała kompozycja z odtwarzaczem płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO i kolumnami Vienna Acoustics Mozart Grand.

5. Hegel H70 to wzmacniacz, który wiele potrafi i wiele może. W zasadzie w podobnym pułapie cenowym niemający realnej konkurencji. Nierujnujący kieszeni, bo o znakomitej proporcji jakość/cena. Bez wątpienia niezwykłe urządzenie w swojej cenie - pełna rekomendacja!


Dane techniczne
Moc wyjściowa: 2 x 70 W/8 Ohm
Rozdzielczość USB: 16 bitów/192 hHZ
Rozdzielczość S/PDIF: 24 bitów/192 hHz
Pasmo przenoszenia (wejścia analogowe): 1 Hz – 100 kHz
Stosunek sygnał-szum: > 100 dB
Całkowite zniekształcenia harmoniczne (THD): < 0,005 %/50 W/8 Ohm
Zniekształcenia intermodulacyjne: < 0,001 % (19 kHz + 20 kHZ)
Stopień wyjściowy: 4 x tranzystory bipolarne 15 A/150 W
Wymiary (HxWxD0: 80 x 430 x 415 mm
Masa: 12 kg.

Link na stronę producenta: TUTAJ

Sprzęt użyty podczas testu
Wzmacniacze: Accuphase E-213, Yaqin MC-100B oraz Xindak XA-6900 (wersja 2011r.)
Źródła: odtwarzacze płyt CD - Musical Fidelity A1 CD-PRO oraz Rotel RCD-06, serwer muzyczny - CocktailAudio X10, komputer - McBook Apple, DAC - Matrix mini-i, a także gramofon Clearaudio Emotion
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Usher S-520 oraz Pylon Pearl Monitor
Akcesoria antywibracyjne: platforma Rogoz-Audio 3SG40 oraz stopy Rogoz-Audio BW40
Kable: głośnikowe - Siltech Amsterdam, IC - Acrolink 6N-A2200II oraz Klotz AC100, cyfrowe - Belkin Pure AV i inne.




7 komentarzy:

  1. Od niedawna jestem posiadaczem wzmacniacza H70 polaczonego z kolumnami Monitor Audio GX50. Źródlem w tym zestawieniu jest stary odtwarzacz DVD Yamahy. który kwalifikuje się do wymiany.Zastanawiam się jednak nad dokupieniem DAC-a Hegel HD20 lub HD11 i jako transport np. odtwarzacz BD np. Arcam czy Cambridge oraz PC do plikow FLAC. Mam pytanie, czy taki DAC poprawi jakosc brzmienia w znaczacym stopniu w porownaniu z tym zaaplikowanym w H70. Czy do tego zestawu lepiej poszukac innego DAC-a.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie robił bym tego.Różnica pewnie nie odczuwalna.

      Usuń
    2. nie robił bym tego.Różnica pewnie nie odczuwalna.

      Usuń
  2. Witam, jestem na etapie poszukiwań wzmacniacza do moich Pylon Pearl 25 i zastanawiam się nad używanym Heglem H70 (okolice 2tys zł) lub dopłacając 1 tys kupić Hegla H80 - pytanie czy warto ? Czy może jednak w tych granicach budżetu jakiś inny wzmacniacz? (np Arcam SA 10)? Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Celowałbym w H70. No chyba, że jest potrzebny trochę lepszy DAC USB - to wtedy H80.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za odpowiedź. Czyli jak rozumiem różnica między wewnętrznymi DAC-ami nie jest warta dopłaty aż 1/3 ceny a jakość samego dźwięku obu wzmacniaczy jest zbliżona?

    OdpowiedzUsuń

Komentarz będzie oczekiwać na moderację