S

S

MA

Planeta Dźwięku

Premium Sound

Polpak

wtorek, 17 stycznia 2012

Wzmacniacz zintegrowany Hegel H200




Wstęp
Norwegia Polakowi kojarzy się prawdopodobnie najczęściej z fiordami, łososiem oraz z ropą naftową. Niektórym, być może jeszcze z Telemarkiem i Narvikiem. Audiofilom natomiast, Norwegia kojarzyła się (lub nadal kojarzy się) z kultową marką Tandberg – do niedawna producentem wielu referencyjnych i niezniszczalnych wprost urządzeń audio, które do dziś na giełdach osiągają wysokie ceny i są zazwyczaj obiektem westchnień dla wieku miłośników vintage. Obecnie Tandberg to firma będąca częścią amerykańskiej Cisco Systems i działająca w innym segmencie niż audio, bo głównie komputerowo-informatycznym. Jako, że przyroda nie znosi próżni, potencjał intelektualny inżynierów firmy Tandberg pracujących przy projektowaniu sprzętów stereo został w części zagospodarowany przez inną norweską markę – a mianowicie Hegel. Właściciel oraz główny konstruktor tej firmy – pan Bent Holter w latach 90-tych obronił tytuł magistra-inżyniera pracą na temat sprzężenia zwrotnego wzmacniaczy, a przy okazji  magisterium zbudował kilka wzmacniaczy estradowych, a wcześniej (i jednocześnie) także grał w studenckim zespole rockowym o nazwie …Hegel. Stąd wzięła się późniejsza marka przedwsięzięcia, którego rynkowy start datuje się na 1994 rok, kiedy to światło dzienne ujrzał pierwszy produkt manufaktury – odtwarzacz płyt CD. W tym czasie raczkujący biznes pana Holtera solennie zasilił koronami potentat norweskiej branży telekomunikacyjnej – Telenor. Oczywiście, nie charytatywnie, lecz w zamian za stosowny udział, który w roku 2000 Bent odkupił i rozpoczął powolny, acz stanowczy oraz konsekwentny kurs na innowację i nowe projekty. I tak, przez ostatnie lata po cichu, powolutku i niepostrzeżenie Hegel zaistniał na wszystkich rynkach, a jego urządzenia zaczęły seryjnie i lawinowo zdobywać nagrody czasopism hi-fi, że aż co niektórzy, bardziej podejrzliwi audiofile zaczęli odbierać ten sukces jako spisek i nachalny marketing, bo otworzywszy strony jakiegoś branżowego magazynu audio trudno nie natknąć się było na firmowe logo…

Wzmacniacz został wypożyczony do testów z salonu audio Premium Sound w Gdańsku.





Wrażenia ogólne
Pod względem wzornictwa Hegel H200 reprezentuje typowy skandynawski styl: surowy, ascetyczny, lecz praktyczny i solidny. Logiczny. H200 to duża muskularna bryła z pięknie anodyzowanego na czarno aluminium. Wzmacniacz jest bardzo ciężki – ma aż 25 kg, ale wizualnie sprawia wrażenie lekkiego. Bardzo podoba mi się minimalizm i prostota przedniej płyty: tylko dwa wielkie pokrętła i jeden duży sieciowy przycisk plus nieduży niebieski wyświetlacz, na którym pojawiają się informacje wyłącznie o sile wzmocnienia oraz wybranym źródle.  Żadnych niepotrzebnych fajerwerków czy świecidełek. Klasa! Niestety, z tyłu Hegla także panuje skromność. Moje zastrzeżenia dotyczą zbyt małej ilości wejść, bo 2 pary RCA i jedno XLR to stanowczo za mało, by móc uczynić ze wzmacniacza prawdziwe centrum dowodzenia muzyką w salonie odsłuchowym. Ponadto, gniazda RCA są ciut za płytkie – niektóre wtyki trudno nasadzić przez to do końca. Niepodoba mi się również to, że po włączeniu urządzenia przyciskiem sieciowym wzmacniacz od razu ustawia się na domyślny poziom głośności „+30”, nawet jeżeli przed wyłączeniem słuchany był na innym (niższym lub wyższym) – niby drobiazg, ale czasami denerwujący, a szczególnie wieczorem, kiedy chce się pewne czynności wykonywać ciszej, dyskretniej. Dodatkowo, po włączeniu urządzenia zawsze rozpoczyna działanie od pozycji „balanced” - trzeba ręcznie przełączyć na żądany tryb pracy – naprawdę, nie wiem po co Norwedzy skomplikowali tę czynność? Wszystkie moje sprzęty audio czy to Accuphase, czy Rotel, czy nawet SABA lub Yamaha zawsze po słuchaniu np. tunera, następnie wyłączeniu wzmacniacza i po ponownym włączeniu, ustawiają tryb pracy na ostatnio słuchany, czyli w tym przypadku na tuner – a w Heglu jest inaczej.
Dobrym i pożytecznym jest obecność wejść „home cinema” – za pomocą, których można łatwo wpiąć H200 do systemu kina domowego i uczynić ze wzmacniacza mocną końcówkę mocy napędzającą przednie głośniki stereo. Stopki, na których stoi urządzenie są wysokie na około 3 cm, zbudowane z twardego plastiku, a nie z gumy. Konieczne jest więc podłożenie pod nie miękkich podkładek, aby zapobiec ewentualnemu negatywnemu wpływowi zewnętrznych drgań. Nie mając aktualnie żadnych innych zastosowałem gumowe podkładki kupione kiedyś w Castoramie za około …10 zł (oryginalnie przeznaczone pod pralkę dla wyeliminowania przekazywania na podłoże jej wibracji). Sprawdziły się wybornie! Co prawda wcześniej napisałem, że producent uniknął montażu niepotrzebnych świecidełek w postaci np. diody sieciowej, ale Hegel H200 nocą świeci – roztacza się wokół niego lekka poświata pochodząca z białych diod zamontowanych w układzie elektronicznym w środku, a na zewnątrz ich światło wydobywa się poprzez nacięcia górnej pokrywy. Przypomina to trochę aurę wokoło lamp elektronowych – bardzo przyjemne zjawisko, być może nieprzypadkowe, o czym napiszę w dalszej części.





Odsłuch
Na początek nieskromnie napiszę, że jestem osobą dość dobrze osłuchaną ze sprzętem audio - wiele z nich „gościłem” u siebie w domu, kilka opisałem na niniejszym blogu, a olbrzymią ilość słuchałem bądź to u znajomych, bądź to w salonach audio. Po pewnym czasie człowiek uodparnia się już na ciągłe nowinki konstrukcyjne mające niby to polepszać dźwięk, a zapowiadane przez producentów jako rewolucja, przełom i nowa epoka w postępie techniki audio. Ponadto, obecna mnogość sprzętów w sklepach, a przez to ciągle ścieśniający się rynek i konkurencja wymusza na firmach redukcję kosztów budowy przy jednoczesnym zapewnieniu zadowalającego uszy audiofili dźwiękiem ich konstrukcji. Stąd najczęściej bezkompromisowe urządzenia kosztują krocie, a na wysoki standard przy optymalnym dźwięku stać jedynie najbogatsze i największe firmy, które mają odpowiednie środki oraz rozbudowany marketing by produkować i sprzedawać seryjnie. Taką firmą jest np. Yamaha – wytwarza cały wachlarz różnorodnych urządzeń audio, które są porządne i ładne, ale brak im najczęściej jednej rzeczy – ducha. Innymi słowy, są przeciętne i nudne, wysterylizowane oraz zaprogramowane dla mas, bo są bezpłciowo uniwersalne. Zgoła odmienną strategię przyjęła firma Hegel. Minimalizm pod względem wzornictwa użytkowego, ale dźwięk bogaty w każdym zakresie i podzakresie, do tego spektakularnie przejrzysty, wyróżniający się pod względem rozdzielczości i jej skali, obfity przekaz – nieomal koncertowy, ale nie nachalny, czy agresywny. Czy to jest właściwy sposób na rynkowy przebój? Moim zdaniem – tak. Norwegom udało się na przykładzie Hegel H200 stworzyć konstrukcję wybitną, choć nie uniwersalną, tuzinkową. Wymagającą trochę dobrej woli i odpowiedniego sprzętu, by odkryć wszystkie jego walory. Ale do rzeczy.





We wstępie opisałem kilka drażniących mnie cech użytkowych wzmacniacza jak zbyt małą ilość wejść, czy niepotrzebną komplikację selektora, ale po włączeniu sprzętu i wsłuchaniu się w jego barwę, powyższe drobiazgi przestają być ważne, maleją i wręcz zanikają w perspektywie wysokiej jakości gry wzmacniacza. Słuchałem wiele wzmacniaczy, ale zapewniam, że ten prawdziwie zadziwia – swym spektakularnym rozmachem i namacalnym sposobem gry wprowadza słuchacza w odmienny stan świadomości, w ekstazę powodującą przyśpieszenie rytmu serca i oddechu… Hegel nie wydestylowywuje emocji z nagrań jak czyni to np. Musical Fidelity, nie pokazuje ogólnej plastyczności muzyki jak stara się robić Yamaha w A-S2000, nie skupia się na szczegółach i detalach jak Accuphse. To nie jest ten styl. Hegel dokonuje całościowej analizy muzyki, jej transformację w angażujący i pełny spektakl w pokoju odsłuchowym, w ścianę dźwięku, w którym każdy detal jest równouprawniony i jednakowo ważny, pielęgnowany. Zwraca uwagę punktualny i świetnie zorganizowany bas – referencyjny w tempie i natężeniu ciśnienia akustycznego, które jest odbierane organicznie (jak pisze producent), a nawet, powiedziałbym - somatycznie, bo jest cieleśnie prawdziwe, z dużym wrażeniem rzeczywistości. Takie cudowne dociążenie basu słyszałem ostatnio we wzmacniaczu Adagio Amp Pi, który jednak kosztuje około 3. razy drożej. Muszę koniecznie dodać, że bas nie jest jakoś sztucznie napompowany powietrzem jak ponton, czy podobny do tego przeskalowanego w słuchawkach Creative Aurvana Live! lub nie daj Boże - Monster Beat by Dr. Dre. Nie, - bas z Hegla jest twardy i sprężysty, nisko schodzący, ale nie rozlazły. Fizjologiczny, a przy głośniejszych odsłuchach masujący brzuch słuchacza.

Co ważne i interesujące, dźwięk w swojej naturze bardzo podobny jest do lampowego w jego przyjaznej charakterystyce i ciepłej miękkości, a także obszerności przekazu, ale już szybkość i klarowność typowa jest jak dla dobrego tranzystora. Myślę, że określenie konstruktora, że tworzy urządzenia organiczne w tym przypadku jest jak najbardziej uprawnione, bo słuchacz odbiera bardzo dużo parzystych harmonicznych, a te nieparzyste pozostają w ukryciu - w tym sensie „lampowy” charakter i organiczność H200 decydują o charakterze barwy oraz jej rasowości oraz dojrzałości. Osobnego omówienia wymaga umiejętność budowania przestrzeni. To, że głośniki napędzane tym wzmacniaczem całkowicie „znikają” w pokoju to oczywistość w tym pułapie cenowym, ale skala rozciągnięcia dźwięku wszerz i w głąb wydaje się być zgoła nieprawdopodobna. Poza tym, można śmiało nakreślić (poczuć) rozchodzenie się sceny w górę i w dół – pełna holografia, trójwymiar, 3D! Kiedy słuchałem płyty Kyle Estwooda (nota bene, syn tego słynnego Clinta) „Metropolitain” (Candid, 2009) perkusja Manu Katche wydawała się grać u mnie w pokoju, a kiedy Till Bronner znienacka zagrał na trąbce, to aż podskoczyłem na kanapie z wrażenia rzeczywistości barwy i naturalności tonów tego instrumentu. Struny fortepianu są cudownie dźwięczne, przepięknie rozwibrowane, ze słyszalnymi mikrotonami i wszelkimi smaczkami. Hegel konstruuje świetnie zogniskowane plany i umiejscowienie poszczególnych muzyków, trudno mi ten niezwykle wierny stopień przyporządkowania nawet z jakimś innym urządzeniem porównywać – no, może z jakimś Brystonem lub Conradem Johnsonem.  Muzyka płynie bardzo swobodnie z głośników, wylewa się z nich równą falą, napełnia nutami cały pokój – bezproblemowo i skutecznie, a jednocześnie w niesłychanie naturalny sposób. Izotoniczny, można rzec. Wzmacniacz ma gruby dźwięk w sensie pełnej i niezawodnej umiejętności nasycania brzmieniem powierzchni odsłuchowej i jakości tego napełniania – muzykalnie i kulturalnie, ale nie pomijając subtelności, mikrowybrzmień. Myślę, że można nazwać to brzmienie Hegla atomowym nie tylko w rozumieniu jego siły i skali, ale także atomizacji, czyli rozbijaniu na poszczególne składowe zakresów dźwięku, które swobodnie i w całości penetrują przestrzeń odsłuchową docierając w każdy, nawet najmniejszy zakątek.




Konkluzja
Urządzenie ma kilka wad, a skupiają się one głównie w funkcjonalności selektora wejść, jego niepotrzebnej komplikacji. Niepokojąca jest też mała ilość wejść liniowych, bo są tylko trzy oraz płytkość gniazd RCA (całość moich zastrzeżeń opisałem w akapicie „wrażenia ogólne”).

Na szczęście żadne defekty nie dotyczą jakości dźwięku - Hegel H200 to jest z całą pewnością urządzenie klasy high-end i choć trudno, być może, wielu P.T. Czytelnikom będzie w to uwierzyć, to ostatnimi czasy nie słyszałem obiektywniej i całościowo lepiej grającego wzmacniacza do pułapu 25 000 - 30 000 zł – włączając w to również kultowe sprzęty typu Accuphase oraz McIntosh. Hegel jest uczciwy, pokazuje dźwięk takim jakim jest, amplifikuje emocje zawarte w nagraniach, w muzyce i czyni to w sposób bliski doskonałości, a jednocześnie daleki jest od zimnej kliniczności lub brutalności przekazu. Dodatkowy plus to rozsądna cena około 15 000 zł, proporcja jakość/cena – wręcz okazyjna.

Podsumowując, Hegel H200 to świetny przykład wzmacniacza zintegrowanego, który gra w taki sposób, w jaki wielu melomanów i audiofili marzyło – bezproblemowo osiąga klasę, skalę i natężenie dźwięku, któremu niedaleko bezwzględnego wzorca idealnego, jakim jest muzyka grana i słuchana na żywo. Hegel gra wiernie i rozdzielczo. Czysto i silnie jak nurt wody w norweskim potoku. Krystalicznie. 

Dane techniczne
Tutaj

System testowy
Wzmacniacze: Accuphase E-213, Yaqin MC-100B oraz Ibuki-Amplifier
Odtwarzacz płyt CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO
Gramofon: Clearaudio Emotion
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1
Radioodbiornik: Rotel RT-1080
Kolumny: Vienna Acoustic Mozart Grand oraz Usher S-520
Kable: różne

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...