S

S

MA

Premium Sound

MIP

Polpak

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Słuchawki Bluetooth V-Mode Crossfade 2 Wireless - zapowiedź testu



Warszawski Audiomagic.pl dopiero co przesłał mi nowe słuchawki V-Moda Crossfade 2 Wireless (zobacz TUTAJ). Są to słuchawki bezprzewodowe wykorzystujące łączność Bluetooth. Mają wbudowany akumulator umożliwiający aż do 14 godzin odsłuchów non-stop. Zaś 30-minutowe doładowanie pozwala na kolejne 3 godziny użytkowania. Niezły wynik. V-Moda to marka amerykańska produkująca całkiem pokaźną rodzinę słuchawek, ale także głośniki bezprzewodowe oraz różne akcesoria. Jej partnerem strategicznym jest firma Roland, znana głównie na rynku profesjonalnym. V-Moda to segment luksusowy lub około-luksusowy; design i wykonanie wszelkich produktów z jej logo to najwyższy poziom jakościowy.

Słuchawki zabieram na dwutygodniowe wakacje. Będę je "napędzać" za pomocą iPhone 6S oraz iPad Air 2. Źródło to serwis streamingowy Tidal HiFi. Zapraszam do lektury testu w lutym br.

* * *

Kilka słów od producenta. V-Mode Crossfade 2 Wireless to mistrzowsko wykonane materiały - doskonałe lekkie komponenty metalowe, pianka pamięciowa BLISS i ponad 5-letnie doświadczenie w zakresie badań i rozwoju komfortu. Certyfikacja Hi-Res Audio (tryb przewodowy) - obsługa częstotliwości powyżej 40 kHz ze źródłami muzycznymi Hi-Res certyfikowana przez Japan Audio Society (JAS).

50-milimetrowy, dwu-membranowy przetwornik objęty wnioskiem patentowym - wewnętrzna i zewnętrzna część membrany odseparowuje bas od pozostałych pasm i sprawia, że nie "zalewa" on tonów średnich i wysokich. Jego jakość testowana jest na sześciu częstotliwościach, co owocuje ściślejszą konsystencją od konkurencji, często o rząd wielkości. Micro VAMP - technologia z legendarnego AMP/DACa V-Moda VAMP została skondensowana i zamknięta w obudowach Crossfade Wireless.

Analogowe, purystyczne zero opóźnienia - brak cyfrowego EQ kolorującego dźwięk, który zanieczyszcza dźwięk i powoduje niedopuszczalne opóźnienia w filmach, grach i podczas DJingu lub występów muzycznych.  Do 14 godzin bezprzewodowej muzyki, 30 minut szybkiego ładowania dla kolejnych 3 godzin bezprzewodowych odsłuchów i nieograniczony niczym czas przewodowych odsłuchów z analogowym przewodem zapewniającym praktycznie nierozróżnialny dźwięk. "Go the Distance" - sparuj słuchawki ze swoim urządzeniem Bluetooth i ciesz się odsłuchami w odległości do 10 metrów.

Przewodowo-bezprzewodowa hybryda - ciesz się największymi zaletami obu rozwiązań: bezprzewodowością kiedy potrzebujesz wolności, przewodem gdy padnie bateria, gdy potrzebujesz analogowej, zerowej latencji w grach, filmach czy podczas występów na żywo, lub gdy masz ochotę podłączyć słuchawki do zewnętrznego wzmacniacza. Pasywna izolacja akustyczna - naturalne odcięcie się od niepożądanych hałasów z zewnątrz bez syczenia aktywnej redukcji szumów (ANC). Zawias CliqFold - objęty wnioskiem patentowym, luksusowy mechanizm zawiasowy, który pozwala precyzyjnie złożyć słuchawki, by zmieściły się do swojej nieprawdopodobnie małej obudowy egzoszkieletowej.

"Mind the Gap" - Elegancki design oprawia naturalne linie rysów twarzy i minimalizuje nieestetyczną lukę. Ponad 5 lat badań i rozwoju w zakresie ergonomii, wynikiem których jest ergonomiczny pałąk i heksagonalny kształt obudów i nauszników, który w sposób naturalny dopasowuje się do linii rysów twarzy i minimalizuje przerwy. Opcjonalne zestawy personalizowanych tarcz "Custom Shield" - wydrukujemy 3D lub wygrawerujemy laserowo Twoje logo lub emblemat, zmień materiał i kolor swoich tarcz.

Wojskowa wytrzymałość. Praktycznie niezniszczalny pałąk STEELFLEX pokryty wegańską skórą, który pozwala użytkownikowi regulować siłę docisku i zapewnia znacznie większą wytrzymałość od zwykłych, plastikowych pałąków. Stalowa rama. Etui w formie egzoszkieletu. Są odporne na wysokie i niskie temperatury, wilgotność, mgłę solną i promienie UV.

Specyfikacja
Typ: zamknięte, wokółuszne
Przetwornik: dynamiczny, dwu-membranowy, 50 mm
Moduł Bluetooth: Energooszczędny chipset Qualcomm CSR
Pojemność baterii: 430 mAh
Czas pracy w trybie bezprzewodowym: do 14 h
Latencja w trybie przewodowym: 0 ms
Pasmo przenoszenia: 5 - 40 000 Hz
Czułość: 100 dB @ 1 kHz 1 mW
Czułość mikrofonu: -42 dB @ 1 kHz
Pasywna izolacja akustyczna: -15 dB
Impedancja: 32 Ohm
Masa: 309 g








niedziela, 14 stycznia 2018

Sieciowy amplituner stereo Pioneer SX-N30AE

Pioneer SX-N30AE w wersji srebrnej


Pioneer SX-N30AE w wersjach srebrnej  i czarnej (zdjęcia ze strony Pioneer)

Wstęp
Pod sam koniec roku 2017 od gdyńskiego dystrybutora DSV Sp. z o.o. Sp. k. odebrałem najnowszy sieciowy amplituner stereo Pioneer SX-N30AE (zobacz TUTAJ). To jak określa go producent: "odbiornik sieciowy Pure Audio 2 x 110 W, z zintegrowanym dwupasmowym WiFi, Spotify, Tidal, Deezer, TuneIn, zintegrowaną technologią Chromecast, DTS Play-Fi, optycznym wejściem cyfrowym, wejściami Phono i Line, łącznością Bluetooth", czyli innymi słowy, jest to wzmacniacz zintegrowany stereo z rozbudowanymi funkcjami streamingu i tunerem. Dodatkowo urządzenie ma też wbudowany wewnętrzny DAC (PCM i DSD). Nieźle jak na urządzenie kosztujące mniej niż 2 500 PLN. Lecz do takiej multifunkcjonalności od kilku lat melomani są już dobrze przyzwyczajeni (vide takie marki jak Onkyo, Yamaha, Denon, czy właśnie Pioneer). Ciekawe więc jak tytułowy amplituner poradzi sobie na tle tak gęstej konkurencji?

Wrażenia ogólne i budowa
Tradycyjnie zacznę od opisu opakowania. Pioneer bardzo solidnie pakuje swoje urządzenia w duże kartony, większe niźli by nakazywała logika. Ma to znaczenie dla bezpiecznego transportu. Tym bardziej, że w kartonie zawsze znajduje się dużo ochronnych gąbek, styropianów, pianek, etc. Nie inaczej jest w przypadku SX-N30AE. Spoczywa unieruchomiony pośród czterech styropianowych form. W komplecie znajduje się pilot zdalnego sterowania (wraz z bateryjkami), dwie anteny, instrukcja obsługi i gwarancja. Przewód sieciowy jest przymocowany na stałe do obudowy.

Design amplitunera jest typowy dla stylistyki Pioneer kilku ostatnich lat. Prosty, lecz elegancki i efektowny aluminiowy front (anodyzowany na czarno), a na nim spory wyświetlacz. Zaś dookoła niego w kilku osobnych grupach - pokrętła i przyciski. Wyświetlacz LED jest multifunkcyjny. Wyświetlane są na nim wszelkie informacje o poziomie głośności, aktywnych źródle, stacji radiowej, trybie pracy, tytuły utworów i albumów podczas streamingu, etc. W dolną ramę wyświetlacza wkomponowano aż siedem przycisków funkcyjnych służących m.in. do obsługi tunera, programowania, ustawiania wyświetlacza, itp. Po prawej stronie ekranu wyświetlacza zainstalowano duże pokrętło głośności, a zaraz obok sześć małych przycisków do nastawów tunera. Na dole znajdują się trzy pokrętła ustawione w rzędzie. Są to kolejno regulatory sopranów, basów i balansu. Po lewej stronie panelu frontowego zamontowano przycisk sieciowy wraz z diodą. Obok jest druga dioda świecąca w trybie czuwania urządzenia. W bezpośrednim sąsiedztwie umieszczono przycisk "Direct" służący do ominięcia regulacji barwy dźwięku i balansu. Włączony świeci na niebiesko. Niedaleko zainstalowano pokrętło selektora źródeł (wewnętrzny tuner, streaming, kilka analogowych, dwa cyfrowe, bezprzewodowy Bluetooth). Oprócz powyższych regulatorów na płycie czołowej znajduje się dwa gniazda: USB dla przyłączenia zewnętrznego urządzenia przenośnego oraz słuchawkowe na duży jack 6,3 mm.

Z tyłu znajdują się podwójne terminale głośnikowe (po dwa dla lewej i prawej strefy), dwa rzędu ośmiu par gniazd RCA (w tym jedna para przedwzmacniacza gramofonowego MM i para wyjściowych Line-Out). Jest też gniazdo RCA adresowane dla podłączenia dodatkowego subwoofera. Po lewej stronie znajdują się (osobno wydzielone) dwa gniazda cyfrowe S/PDIF: optyczne Toslink i współosiowe (brak wejścia cyfrowego USB). Obok znajdują się gniazda LAN i USB dla zewnętrznej pamięci, a tuż pod nimi gniazda antenowe. Z tyłu są jeszcze dwie anteny (Wi-Fi i Bluetooth). Jak widać, tytułowy Pioneer wyposażony jest doskonale, bo ponadstandardowo.

O obsłudze nie ma co zbytnio się rozpisywać. Amplituner stereo to dość prosta rzecz pod tym względem. Jeśli chodzi zaś o obsługę streamingu, to sprawa też jest nieskomplikowana. Wystarczy podpiąć amplituner pod domową sieć WiFi i wprowadzić (via pilot zdalnego sterowania) hasła do np. Tidal i już - można grać. Podobnie z Bluetooth - nastawić źródło w amplitunerze na Bluetooth i sprawować urządzenie z drugim, a następnie na nim odwarzać muzykę. Pod względem komfortu i zasobów rozmaitych funkcji Pioneer SX-N30AE jest wręcz doskonały!

Kilka słów od producenta. SX-N30AE to najnowszy amplituner stereo od Pioneer. Nowe urządzenie wyposażono w mocne wzmacniacze Direct Energy, które osiągają doskonałą transmisję sygnału i wysoki stosunek sygnał/szum poprzez optymalizację obwodów i odpowiednie rozmieszczenie części. Dzięki temu urządzenie osiąga moc aż 135 Wat na kanał. Amplituner wyposażono w łączność bezprzewodową Bluetooth oraz Wi-Fi, tym samym do dyspozycji mamy możliwość stworzenia systemu multi-room FireConnect oraz korzystanie z DTS Play-Fi i wbudowanego Chromecasta. SX-N30AE posiada sześć wejść analogowych: jedno phono dla wkładek MM, dwa cyfrowe zarówno optyczne jak i koaksjalne oraz jedno wyjście line-out i jedno do podłączenia subwoofera. Ponadto dwa gniazda USB dają możliwość podłączenia dodatkowych źródeł cyfrowych. Najnowszy model oferuje również wsparcie dla bezprzewodowego odtwarzania muzyki z komputera PC lub serwera NAS podłączonego do sieci Wi-Fi. 

Wspierane są pliki MP3, WMA, AAC, 192 kHz High Res WAV/AIFF/FLAC, Apple Lossless oraz bezpośrednie odtwarzanie DSD 5.6/2.8 MHz. Można także korzystać z zasobów muzycznych serwisów takich jak: Spotify, TIDAL czy Deezer. SX-N30AE jest także kompatybilny z AirPlay, dzięki czemu łatwo odtworzymy muzykę bezprzewodowo z iPhone'a lub iPad'a. Wbudowany Chromecast pozwala na streamowanie ulubionych utworów, radio czy podcastów z urządzeń mobilnych wprost do głośników. Odtwarzaniem można sterować z dowolnego miejsca w domu, za pośrednictwem aplikacji kompatybilnych z Chromecast na iPhone, iPadzie, smartfonach Android, tabletach oraz komputerze Mac lub PC. SX-N30AE pozwala na odtwarzanie cyfrowego radia DAB dzięki dołączonemu adapterowi AS-DB100. Cyfrowe radio zapewnia znacznie lepszą jakość dźwięku oraz wyświetlanie np. autora utworu i dodatkowych informacji (zależne od nadawcy).


Pudło typowe dla Pioneer - duże i solidne


Bezpieczny sposób pakowania; wyposażenie standardowe

Pilot zdalnego sterowania

Klasyczny design Pionner - skromny, ale estetyczny

Dużo regulatorów

Po prawej - duża gałka regulacji głośności



Wyjątkowo duży wyświetlacz


Tył urządzenia - podwójne terminale głośnikowe, wejścia cyfrowe, multum wejść analogowych RCA, w tym phono, wyjścia z przedwzmacniacza, wyjście na subwoofer, gniazda antenowe i sieciowe, dwie anteny (WiFi i Bluetooth), itd.


Pioneer SX-N30AE stoi na wzmacniaczu Cayin CS-120A


Spojrzenie na cały system odsłuchowy

Wrażenia dźwiękowe
Amplituner testowałem w połączeniu z kolumnami podłogowymi Living Voice Auditorium R3 oraz podstawkowymi Resonus Studio. Serwis streamingowy to Tidal HiFi/Master; odtwarzacz sieciowy to Auralic Aries Mini wraz z DAC Pioneer U-05. Całość sprzętu towarzyszącego wymieniona jest na końcu niniejszego tekstu.

Do Pioneer SX-N30AE doprowadziłem sygnał z Tidal HiFi. Słuchałem też radia analogowego (PR3 Trójka). O dziwo (jak na niską cenę urządzenia), dźwięk okazał się być żywy, energetyczny i harmonijny. Dobrze ułożony, uporządkowany i czysty, a do tego sprężysty i soczysty. Może nie jest to poziom brzmienia urządzeń referencyjnych (co oczywiste), ale w dźwięku nic nie wadzi, nie przeszkadza, nie drażni. Sygnał jest dość transparentny i naturalny. Nie czuć zanadto ani większych podbarwień, ani głębszych pogrubień, czy retuszów. Dźwięk jest tak skonstruowany, aby był odbierany jako kształtny, pełny, żyzny i atrakcyjny. To brzmienie nasycone, obszerne oraz plastyczne, lecz bez większej rozdzielczości, audiofilskiej wyrazistości, jak i bez stuprocentowo naturalnej barwy. Dźwięk jest głównie nastawiony na średnicę, jej kształt i wymiar, choć oczywiście basy i soprany też współistnieją, choć nie są już tak zróżnicowane. Chcę jednak podkreślić że wolumen i kontent brzmienia SX-N30AE bardzo dobrze oddają istotę i sens muzyki, choć jest to pewnego przybliżenie i rysunek, a nie wierna fotografia lub kopia. Odsłuchy są przyjemne i nie męczące. A to już coś.

Scena budowana przez tytułowy amplituner Pioneer jest zaskakująco szeroka i rozłożysta, co w przypadku budżetowych urządzeń wcale nie jest takie oczywiste. Podobnie sprawa ma się ze stereo. Przestrzeń ładnie rozkłada się na boki ukazując dużą scenę muzyczną z dobrze poukładanymi nań poszczególnymi instrumentami (od jednej do drugiej strony). Jednakże całość zdarzeń odbywa się głównie na froncie, głębia jest umiarkowanie zaznaczona, zaś tło nie jest doskonale czarne. Pierwszy plan przynosi najwięcej informacji o nagraniach, to tu rozgrywa się większa część spektaklu. Jest to spektakl autentyczny - z dużymi (ale proporcjonalnymi) instrumentami, które mają sowitą masę i niezły obrys, z kolei wokale mają prawidłową ekspozycję i ciepławą barwę sprzyjającą każdemu gatunkowi muzycznymi, włączając w to nawet opery i oratoria. Pioneer potrafi grać. Brawo.

Konkluzja
Pioneer SX-N30AE to bezpieczny i optymalny (oraz niedrogi!) wybór dla melomana, który pragnie cieszyć się rzetelnym dźwiękiem o przyjaznej barwie, a równolegle dla melomana, który nie gardzi nowymi technologiami steramingowymi oraz bezprzewodowym przesyłem sygnału. Multum funkcji zaaplikowanych w Pioneer SX-N30AE wręcz poraża rozmaitością (streaming, łączność Bluetooth i WiFi, DAC PMC i DSD, phono, etc), co czyni go niezwykle konkurencyjnym na tle innych. A do tego dysponuje więcej niż dobrym dźwiękiem - rozległym, masywnym i bogatym, choć trudno nazwać go stricte audiofilskim. W ogólnym rozrachunku mocne pięć gwiazdek.

Cena w Polsce - 2 199 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Yaqin MS-650B (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU), Taga Harmony HTA-1200 (test TU), Cayin CS-120A i NuPrime STA-9 (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU), Resonus Studio (test TU) i Guru Audio Junior (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.
Odtwarzacz sieciowy: Auralic Aries Mini (test TU).
DACi: Pioneer U-05 (test TU), S.M.S.L. M7 (test TU), Resonus Dictum (test TU), NuPrime DAC-9 (test TU), iFi nano iOne (test TU) oraz Encore mDSD (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Dell Latitude E6440.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładka gramofonowa: Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU) i 1ARC Arrow SE (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Tivoli Model One (test TU).
Magnetofony kasetowe: Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU) i Marantz 5020 (test TU).
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH-610 (test TU), Meze 99 Neo (test TU), MEE Audio Matrix 2 (test TU), Audictus Achiever (test TU) i Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Pioneer U-05 (test TU) i S.M.S.L. M7 (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU), mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU) i krążek dociskowy do gramofonu Clearaudio Clever Clamp (test TU). Kondycjoner masy dla głośników QAR Dynamit (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper.
Przewody audio rozmaite, ale głównie Perkune Audiophile Cables.
 

sobota, 13 stycznia 2018

Słuchawki planarne Acoustic Research AR-H1 - zapowiedź testu


Słuchawki Acoustic Research AR-H1 (zdjęcia z firmowej strony)


Kilka dni temu od białostockiego dystrybutora Rafko przyjechały do mnie ciekawe słuchawki. To Acoustic Research AR-H1 (zobacz TUTAJ). To modele planarne, zwane także jako magnetoplanarne lub ortodynamiczne. Zamiast przetworników dynamicznych mają zainstalowane cienkie metalowe wstęgi, które pobudzane są w polu magnetycznym sygnałem elektrycznym tym samym drgając a przez to jednocześnie generując falę akustyczną, czyli dźwięk. Co ciekawe, pomimo tak zaawansowanej konstrukcji i niemałych rozmiarów, słuchawki te przewidziane są przede wszystkim do zastosowań mobilnych takich jak przenośne odtwarzacze, a nawet zwykłe smatrfony (sic!). Świadczy o tym także krótki fabryczny przewód słuchawkowy (1,2 m), mały jack 3,5 mm, jak i niska impedancja 33 Ohm.

Oczywiście, Acoustic Research (zobacz TUTAJ) to amerykańska firma bardzo zasłużona dla sprawy audio hi-fi, szczycąca się ponad 60-cio letnią historią. Do niedawna koncentrowano się wyłącznie na tradycyjnych komponentach audio (m.in. głośniki, kolumny, gramofony), zaś kilka lat temu powstał dział produkcji słuchawek oraz adresowanych doń odtwarzaczy przenośnych. 

Kilka słów od producenta. Acoustic Research AR-H1 to hiendowe słuchawki planarne o ciepłym, miękkim i niezwykle gładkim brzmieniu. Dzięki zastosowaniu planarnego przetwornika impedancja jest zawsze niezmienna - w całym paśmie  przenoszenia. To minimalizuje straty energii i sprawia, że słuchawki pracują wydajnie w pełnym paśmie - szczególnie w najwyższym paśmie, gdzie w przypadku klasycznych przetworników dynamicznych impedancja rośnie co utrudnia skuteczne oddawanie dźwięku. Otwarta obudowa pozwala na wielogodzinny odsłuch w komfortowych warunkach i znacząco podnosi przestrzenność brzmienia. 

Potężny, 86-milimetrowy przetwornik napędzany magnesami neodymowymi osiąga nietypowo wysoką dla słuchawek planarnych skuteczność na poziomie aż 100 decybeli. Realne, zmierzone pasmo przenoszenia sięga aż 70 000 Hz, zaś bas schodzi do 10 Hz, co jest wartością większą, niż potrzeba. A to wszystko przy impedancji 33 Ohm, która pozwala na swobodny odsłuch ze smartonu lub jeszcze lepiej - z firmowego odtwarzacza przenośnego. Tyle od producenta.

Dane techniczne
Przetworniki Magnetostatyczne (wstęgowe)
Konstrukcja obudowy otwarta
Skuteczność 100 dB
Impedancja 33 Ohm
Zniekształcenia THD < 1 %
Pasmo przenoszenia 10 - 70 000 Hz
Długość przewodu 1,2 m
Typ wtyku 3,5 mm mini jack
Rozmiar przetwornika 86 mm
Masa (bez kabla) 390 gram

Tytułowe słuchawki planuję zabrać na dwutygodniowe wakacje. Źródłem będzie zwykły iPhone 6S (na przemian z iPad Air 2) zaopatrzony we wzmacniacz słuchawkowy/DAC Encore mDSD, zaś muzyka będzie pochodziła z serwisu Tidal HiFi. Zapraszam do lektury testu w lutym br.











wtorek, 9 stycznia 2018

Słuchawki Audictus: Dreamer i Creator


Creator

Dreamer (zdjęcia ze strony Audictus)

Wstęp
Niedawno opisywałem nowe słuchawki Audictus Achiever (czytaj test TUTAJ), które otrzymałem od młodej polskiej firmy spod Poznania. Słuchawki te zaimponowały mi bezpretensjonalnym i muzykalnym brzmieniem o bogatej średnicy i doświetlonymi sopranami. Ponadto Achiever są nieźle zbudowane i pierwszorzędnie wyposażone (solidne etui, odłączany przewód słuchawkowy, metalowe elementy wykończenia, itp) - i to wszystko w konkurencyjnej cenie około 200 PLN! To więcej niż okazja. Dziś czas przyjrzeć się bliżej tańszym "braciom" Achiever, czyli modelom Dreamer (zobacz TUTAJ) i Creator (zobacz TUTAJ). Dreamer kosztuje około 150 PLN, zaś Creator około 100 PLN. Niewiele to jak za słuchawki klasy hi-fi, ciekawe więc czy Dreamer i Creator mogą w jakimś stopniu dorównać wyższym Achiever? A jeżeli tak, to o jaki poziom?

Wrażenia ogólne i budowa
Dreamer i Creator, analogicznie jak Achiever, dostarczane są w solidnym, tekturowym pudełku z błyszczącego kartonu i z przymocowanym doń plastikowym wieszakiem. Po otwarciu pudełka ukazują się złożone słuchawki wciśnięte w ochronne formy z cienkiego tworzywa sztucznego. Brak tu etui ochronnego, tak przeze mnie chwalonego w Achiever. To pierwszy minus (a w zasadzie minusik, bo przecież pokrowiec nie jest obowiązkowy). Przewody są zwinięte i włożone pod spód formy. Niestety, przewody nie są odłączane - drugi minusik. W komplecie znajduje się wyłącznie gwarancja i mini-instrukcja obsługi. To wszystko. (O trzecim minusie napiszę w dalszym tekście).

Jeśli chodzi o design i wykonanie. Creator to słuchawki o porównywalnych rozmiarach jak Achiever. Zbudowane są prawie w całości z tworzywa sztucznego ABS, zaś poduszki padów i pod pałąkiem wykonane są z ekologicznej skóry (perforowanej). Pałąk jest składany i regulowany (do pewnego zakresu). Kapsle muszli zbudowane są z plastiku pokrytego farbą udającą aluminium (dość słabo udającego, należy dopisać). Pozostała część muszli to czarny matowy plastik. Słuchawki są zbudowane ze skręcanych, a nie klejonych elementów (duży plus!). Przewód słuchawkowy doprowadzany jest do lewej muszli. Przewód pokryty jest materiałowym oplotem, nieźle to wygląda. Na przewodzie zainstalowano regulator (z mikrofonem) obsługujący rozmowy telefoniczne oraz funkcje typu "ciszej - głośniej".

Z kolei Dreamer mają nieco lżejszą konstrukcję niż Creator, są też mniejsze - mają mniejsze muszle i węższy pałąk. To jakby wypadkowa modeli Creator i Achiever. Wizualnie prezentują się naprawdę nieźle. Przy czym wykonane są także nieomal w całości z tworzyw sztucznych ABS (pałąk, muszle, a pady z ekologicznej skóry) poza jednym wyjątkiem. Kapsle muszli mają nakładki na prawdziwej skóry lakierowanej na czarno i na brzegach przeszytej nićmi. Bardzo dobrze to wygląda. Tak jak Creator, słuchawki są zbudowane ze skręcanych, a nie klejonych elementów. Przewód jest doprowadzony do lewej muszli, jest nieodłączalny. Ma zainstalowany wielofunkcyjny regulator z mikrofonem. Niestety, nie wiadomo dlaczego producent nie zdecydował się pokryć przewodu (analogicznie jak w Creator) materiałowym, tkanym oplotem, a zwykłym gumowym.

Mój zachwyt a'propos wykonania Craeaor i Dreamer jest nieco mniejszy niż w przypadku Achiever. Pomijam już fakt braku pokrowca transportowego i nieodłączalnego przewodu słuchawkowego, bo bez tego można żyć. Sam design i konstrukcja są również bez zarzutu. Słuchawki są skręcane, a nie zwyczajnie klejone. W cenie słuchawek to i tak mistrzostwo świata. Mój zarzut dotyczy niezbyt starannego wykonania. Na przykład spod skórki naklejonej na kapsle muszli Dreamer leciutko wyziera mała plama kleju, srebrne kapsle muszli po bokach mają widoczne nieobrobione ślady wytłoczeń. Z kolei pady mogłyby być precyzyjniej (równiej) uszyte. To są oczywiście drobiazgi, ale istotnie wpływające na ogólną ocenę wizualną. (I to jest właśnie ten trzeci minus, o którym pisałem wcześniej). Naturalnie, w cenie słuchawek oscylującej pomiędzy 100 a 150 PLN byłoby nieuczciwością oczekiwać czegoś więcej, ale dla porządku rzeczy musiałem o tych lekkich niedoróbkach wspomnieć.

Ergonomia
Ergonomia to mocna strona słuchawek Audictus. Są lekkie - Dreamer 130 gram, Creator 168 gram. Dobrze leżą na małżowinach usznych i czaszce, nie cisną, nie uwierają. Układają się komfortowo i wygodnie. Miękkie i dość grube pady dobrze przywierają do powierzchni małżowin. Swobodnie można słuchać muzyki nawet przez długie godziny - i to bez większego zmęczenia. Creator mają większy stopień regulacji objętości pałąka niż Dreamer. Dreamer na duże głowy mogą okazać się po prostu za małe.

Ergonomię psują nieco przewody, które nie są odłączane, ale to szczegół nie wpływający na generalną wygodę noszenia Craetor i Dreamer. Samo tłumienie od warunków zewnętrznych stoi na przyzwoitym poziomie. Podobnie w drugą stronę - dźwięk "nie ucieka" ze słuchawek do otoczenia. Brawo.

Dane techniczne
Dreamer
Średnica przetworników 40 mm
Typ głośnika Neodymowy
Impedancja 32 Ω
Dynamika 103 dB +/-3 dB
Pasmo przenoszenia 20 Hz - 20 kHz
Masa 130 gram

Creator
Średnica przetworników 40 mm
Typ głośnika Neodymowy
Impedancja 32 Ω
Dynamika 102 dB +/-3 dB
Pasmo przenoszenia 20 Hz - 20 kHz
Masa 168 gram 

Solidne i estetyczne opakowania



Plastikowe formy zapewniają unieruchomienie słuchawek



Bardzo przyzwoity design i wykonanie Creator

Uwagę zwracają perforacje skóry padów



Kapsle z tworzywa ABS pomalowanego na "aluminiowo"

Przewód słuchawek Creator - materiałowy oplot


Dreamer to bardzo ładne słuchaweczki

Naturalna skóra na kapslach muszli





Piątka za design!

Skręcane, a nie klejone elementy.

Przetwornik

Zdjęty pad z muszli

Wrażenie dźwiękowe
Dreamer i Creator przede wszystkim podłączałem do smartfona iPhone 6S, jak i tabletu iPad Air 2. Stosowałem mobilny wzmacniacz słuchawkowy/DAC Encore mDSD, czasami też wzmacniacze słuchawkowe S.M.S.L. M7 i Pioneer U-05. Słuchawki porównawcze to Encore RockMaster Live, Audictus Achiever, Koss PortaPro i Sennheiser PX100. Muzyka w stu procentach pochodziła z serwisu sreamingowego Tidal HiFi.

Najkrócej pisząc. Dreamer gra bardzo podobnie do modelu Achiever. To brzmienie zaskakująco (jak na cenę 149 PLN) harmonijne, równe i ułożone. Nie przedobrzone, można napisać. Słuchawki oferują dźwięk dobrze zbudowany, klarowny i rytmiczny, optymalnie nasączony muzyką, a równolegle nie podbity basami i zbytnio nie rozjaśniony. Granie typu przyjaznego, z mięsem, z drivem i całkiem niezłą szczegółowością (ale bez przesady). Niskie tony są żwawe i bujne, lecz nie natarczywe. Zbalansowane. Z kolei średnica nie dominuje, nie jest wypychana do przodu, a stanowi równoprawne pasmo. Instrumenty są wystarczająco dźwięczne, choć mają ciut mniejsze rozmiary niż zazwyczaj. Natomiast scena głównie rozciągnięta jest na boki, nie sięga w głąb. Poszczególne plany są ledwo wyczuwalne, całość spektaklu muzycznego odbywa się na przedzie.

Ogólnie rzecz biorąc, Dreamer w swojej umiarkowanej cenie, naprawdę dobrej budowie i przyzwoitym wykonaniu zasługują na pochwałę. I to pomimo kilku drobnych potknięć, o których pisałem ma początku (plama kleju przy skórze naklejonej na kapsel muszli, brak odłączanego kabla, czy etui).

Creator z racji faktu, że mają nieco inną budowę mechanizmu regulacji pałąka i muszli (niż Achiever i Dreamer) na mojej głowie i uszach gorzej się układały. Nie jest to wada, ale warto przed zakupem przymierzyć słuchawki. Ale idąc do dźwięku. No cóż, to już nie jest granie typowe dla Achiever i Dreamer. Dźwięk jest trochę gorszej kategorii, ale nadal co najmniej dobry. Atrakcyjny, bogaty i różnorodny. Mniej spektakularny niż modelach wyższych, lecz żyzny, soczysty i zaprawiony muzykalnością. Basy są większe i mocniejsze (co może spodobać się dużej grupie odbiorców), aczkolwiek przez to nie są już tak dobrze naturalne, bo z lekka rozdmuchane. Zresztą sprzyjają temu zjawisku znacznie większe rozmiary muszli i głębsze pady. Scena odsłuchowa podobna jest do tej w Dreamer. Nie jest zawężona, lecz poszerzona też nie jest. Jest przyzwoicie rozciągnięta na boki, z małym jedynie pogłębieniem. Całość muzyki koncentruje się na pierwszych planach. Ale gra ta muzyka że hej!

Podsumowując. Model Creator jest przyzwoicie zbudowany, starannie wykonany (poza małymi niedoróbkami w obróbce plastiku muszli), a co najistotniejsze - rzetelnie i ładnie grający. W cenie 99 PLN trudno oczekiwać cudów, a Creator i tak oferuje bardzo wiele.

Dla mnie oba modele Audictus, czyli Dreamer i Creator (a także trzeci - Achiever, wcześniej opisywany) to spore odkrycie i frajda, że polska firma porwała się na konstruowanie i brandowanie słuchawek własnym, krajowym szyldem. Należy życzyć Audictus powodzenia i kontynuacji tej szczególnjej misji, bo dostarcza naprawdę solidne produkty bardzo rozsądnie wyceniane. Czas teraz na jakiś model typowo high-fidelity.

Ceny w Polsce: Audictus Dreamer - 149 PLN, Audictus Creator - 99 PLN.



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...