S

S

MA

MIP

Polpak

sobota, 18 sierpnia 2018

Słuchawki bezprzewodowe Bluedio F2 (Faith 2)



Trzy zdjęcia słuchawek Faith 2 ze strony Bluedio


Wstęp
Wstyd się przyznać, ale jeszcze dwa miesiące temu w ogóle nie słyszałem o marce Bluedio. Nic o niej nie wiedziałem, dopóki mojej błogiej nieświadomości nie przerwał list od polskiego dystrybutora zawierający pytanie, czy nie chciałbym przesłuchać jakiegoś produktu Bluedio. Na szczęście w liście znajdował się bezpośredni link na stronę Bluedio Polska, a tam prędko zorientowałem się, że Bluedio to przede wszystkim konsumenckie słuchawki o bardzo racjonalnej proporcji jakość/cena, ale także różne głośniki bezprzewodowe i kable. Szybko również dowiedziałem się, że marka Bluedio jest szeroko opisywana w Internecie. Pełno tam ich recenzji, testów i opisów, a wszystkie one są więcej niż pozytywne. Co więcej, mimo że Bluedio jest firmą natywnie chińską (w Chinach projektująca i produkująca), to jej produkty odznaczają się wielką dbałością o estetykę, design i wykonanie. Żadnej wizualnej tanizny.

W rezultacie powyższego, pod koniec czerwca, dotarła do mnie paczka zawierająca nowy model słuchawek Bluedio F2 (pisany czasem także jako Faith 2 - zobacz TUTAJ). To słuchawki bezprzewodowe Bluetooth z systemem ANC (Active Noise Cancelling) oraz z VFT (Vector Flow Technology). Co ciekawe, Model F2 poza technologią aktywnej redukcji szumów umożliwia podłączenie dwóch telefonów. Z kolei dzięki Bluetooth w wersji 4.2 model F2 wytrzymuje jeszcze dłużnej na baterii. Producent podaje, iż maksymalny czas pracy bezprzewodowej to około 16 godzin. Istotnym jest, że wystarcza około 1,5 godziny ładowania dla około 650 godzin czuwania. Jest to rewelacyjny wynik. Od siebie dodam, że F2 prezentują się znakomicie - ładne białe wykończenie, solidna budowa i przyjemne w dotyku materiały. A to wszystko za znacznie mniej niż 250 PLN. To tyle tytułem wstępu, czas na bardziej szczegółowy opis F2.

Wrażenia ogólne i budowa
Faith 2 dostarczane są w bardzo przyzwoitym opakowaniu - schludnym i estetycznym. Nie ma sie do czego przyczepić. Kolorowa zewnętrzna obwoluta, do której wsunięty jest kartonik z odchylaną przednią klapką zapinaną na rzep. Wewnątrz, po uchyleniu wieczka, można zobaczyć czarne, owalne etui zapinane dookoła na czerwony (!) zamek błyskawiczny i zaopatrzone w karabińczyk służący do przytroczenia np. do paska spodni. Na wewnętrznej stronie wieka przyklejona jest koperta, a w niej znajduje się instrukcja obsługi oraz gwarancja producenta.

W etui znajduje się to, co najważniejsze, czyli słuchawki wraz z akcesoriami. Słuchawki spoczywają z muszlami rozłożonymi na płasko. Pomiędzy nimi ułożona jest materiałowa sakiewka, a w niej dwa komplety przewodów: USB do ładowania akumulatora słuchawek oraz słuchawkowy do przewodowego połączenia. Kabel o tyle jest oryginalny, że zamiast wtyka jack (jak to ma zazwyczaj miejsce) wpinanego do słuchawek, zainstalowany ma wtyk USB. Jednakże F2 w muszli mają wyłącznie gniazdo USB, które służy równolegle do ładowania wewnętrznych baterii oraz podpięcia kabla słuchawkowego. Bardzo to pomysłowe rozwiązanie.

Warto pokreślić, że jak na niewygórowaną cenę F2, nabywca otrzymuje wysokogatunkowy produkt: rzetelnie zaprojektowany, solidnie wykonany oraz, też istotne, o całkiem niezłym designie. Słuchawki nie wyglądają ani na tanie, ani na toporne (jak to ma miejsce w wielu budżetowych produktach). A przecież F2 to są słuchawki bezprzewodowe z aktywną redukcją szumów. Konkurencja za coś takiego winszuje sobie co najmniej dwa razy więcej, o ile nie drożej.

Najprecyzyjniej byłoby napisać, iż słuchawki prezentują się przyjaźnie dla oczu. Przyjemne połączenie metalizowanego plastiku (na muszlach), koloru białego ( zewnętrzne części muszli), metalu ( uchwyt muszli oraz regulator długości pałąka) z jasnym brązem padów, obszycia pałąka i gąbki od spodu pałąka. Naprawdę dobrze to wygląda. Uroku dodają również srebrzyste napisy „Bluedio” na zewnętrznych białych płytkach muszli oraz stylizowany duży napis „FAITH” na górnej części pałąka. Wzornictwo zasługuje na duże uznanie, gorzej z poszczególnymi detalami, bo po bliższym kontakcie ze słuchawkami można przyczepić się do kilku szczegółów wykonawczych.

Jak sam mechanizm regulacji obwodu pałąka jest dość precyzyjny i w miarę wygodny (9-stopniowa regulacja po obu stronach), tak sposób mocowania widełek muszli do pałąka juz nie. Obraca się w z wyraźnym oporem i denerwującymi zgrzytami metal o metal. Trzeba użyć nieco siły, aby poobracać muszle celem ich dopasowania do krzywizny czaszki. Same z siebie czynią to trudno, nie można wiec napisać, ze mechanizm jest samodopasowujący się, bo nie jest. Daje to tez taki skutek, ze muszle czasem należy samemu poprawić na głowie. Na szczęście, pady i muszle na tyle dobrze przylegają do czaszki, ze powyższe nie ma większego znaczenia akustycznego. Ma jedynie użytkowe.

Kolejną cechą ujemną (o ile można tak napisać), jest fakt, ze F2 okrutnie klekoczą/grzechoczą. Jak jakiś stary kuchenny rupieć albo przyrząd do odganiania natrętnych ptaków w ogrodzie. Nieprzyjemny dźwięk klekotania powoduje uderzanie metalowych widełek o plastik muszli. Niestety, nie ma sposobu na jego amortyzację, trzeba się doń przyzwyczaić. Podobnie rzecz przedstawia się z przyciskami umieszczonymi na prawej muszli. Są wykonane z tworzywa sztucznego i działają mało galanteryjnie. Maja wyraźny klik, który jest mało subtelny. Jest toporny.

Zaraz pewnie Czytelnik zarzuci mi, że czepiam się szczegółów w słuchawkach za 220 PLN, zamiast skupić się na ogóle. Dlatego podkreślę, iż F2 w ujęciu całościowym zasługują na pochwałę, lecz maja tez kilka mniej przyjemnych stron i detali. Maja tez gorsze spasowanie poszczególnych elementów niż to jest w droższych słuchawkach. Trzeba o tym wiedzieć.

Ergonomia i użytkowanie
Nieco o ergonomii napisałem już przy okazji opisu ogólnego. Mechanizm regulacji pałąka jest użyteczny (9-stopniowa skala dopasowania), choć niezbyt łatwo chodzący. Słuchawki na uszach i czaszce leża dość wygodnie, lecz nie jest to stuprocentowy komfort. Pady są małe, niektóre uszy mogą się w nich nie zmieścić. (Warto jednak podkreślić, że pady doskonale tłumią odgłosy zewnętrzne). Ponadto F2 sa ciężkawe (315 gram) i po pewnym czasie mogą uwierać i ciążyć. Nie mniej jednak Bluedio należy uznać za wygodne i komfortowe, chociaż trudno je też nazwać super ergonomicznymi. Mi podczas letnich odsłuchów najbardziej doskwierał brak wentylacji padów, które ponadto wykonane zostały ze sztucznej skóry, która która grzeje jak diabeł. Zapocenie uszu gwarantowane po kilkunastu minutach odsłuchów (szczególnie w temperaturze powyżej 25 st. C). Nie jest to przyjemne zjawisko.

Oczywiście, nie piszę nic o bezsprzecznej wygodzie użytkowania jako słuchawek przewodowych, albowiem głównym przeznaczeniem F2 jest ich funkcja przesyłu bezprzewodowego Bluetooth, a ten sam w sobie jest bezdyskusyjnie komfortowy, bo eliminowane są wszelkie kable plączące sie i wijące się wokół szyi użytkownika. Z kolei samo parowanie Bluetooth i stabilność połączenia są fantastyczne. Zaś po sparowaniu z urządzeniem peryferyjnym nie słychać żadnych szumów tła. Niestety, w moim egzemplarzu testowym informacje (o włączeniu/wyłączeniu słuchawek, sparowaniu, etc) podawane były przez miły kobiecy głos, ale mówiący po chińsku... Być może jest opcja angielska, ale nie udało mi się jej aktywować.

Sterowanie jest raczej trudne niż intuicyjne - nie ułatwiają tego zadania nawet przyciski umiejscowione wspólnie na prawej muszli. Chodzą opornie i są mało wrażliwe na delikatny ucisk, reagują dopiero po użyciu większej siły w palcach. Podobnie suwak aktywujący tłumienie hałasu - przesuwa się z wyczuwalnym dużym oporem. Jak w radzieckiej zabawce. Trudno się przyzwyczaić.

Specyfikacja techniczna
- konstrukcja: wokółuszna, zamknięta
- przetworniki: dynamiczne, 57 mm
- pasmo przenoszenia: 15 Hz - 25 000 Hz
- impedancja: 16 Ω
- skuteczność: 116 dB
- interfejs: Bluetooth 4.2 z HFP, A2DP, AVRCP
- funkcje: obsługa rozmów, aktywne tłumienie hałasu, złącze USB typu C
- czas działania: do 16 godzin
- czas ładowania: około 1,5 godziny
- masa: 315 g




Świetny pokrowiec transportowy - płaski i twardy



Akcesoryjne przewody w poręcznym etui






Autobiografia Phila Collinsa pt. "Jeszcze nie umarłem" - polecam!


Napis "FAITH" na pałąku


Muszla po zdjęciu pada

Pad przypinany jest do muszli za pośrednictwem czterech zatrzasków

Miękki pad



Blueadio F2 to estetyczne słuchawki








Kilka próbek słuchanej muzyki


Wrażenia dźwiękowe
Faith 2 zabrałem na dwutygodniowe wakacje, gdzie miałem dużo czasu na odsłuchy w różnych warunkach (włączając w to loty samolotem). Słuchawki porównawcze to bezprzewodowe MEE Audio Matrix 2 i przewodowe Koss PortaPro oraz Final Audio Design Adagio V. Źródło to iPhone 6S i iPad Air 2. Muzyka we wszystkich przypadkach była strumienowana via Tidal HiFi/Masters (ze dwa razy słuchałem też radio internetowe).

Tytułowym Bluedio dostało się nieco ode mnie w rozdziale poświęconym wykonaniu i ergonomii. No, cóż uczciwie należy napisać, że w cenie 220 PLN nie można oczekiwać tak precyzyjnego wykończenia i doskonałego komfortu użytkowania jaki oferują słuchawki dwa razy droższe (np. MEE Audio Matrix 2), a tym bardziej luksusowe jak Bose, etc. Tu nie ma co oczekiwać cudów, bo nie da się w cenie Faith 2 zaproponować czegoś niemożliwego. Jakiś kompromis musi być. Na szczęście ów kompromis wykonawczy nie dotyczy brzmienia Bluedio. To zupełnie inna bajka.

Faith 2 można brzmieniowo rozpatrywać na trzech płaszczyznach: jako klasyczne słuchawki przewodowe, bezprzewodowe Bluetooth oraz z właczoną funkcja aktywnego tłumienia hałasu ANC. Od razu napiszę, że w ogóle nie korzystałem z F2 jako słuchawek przewodowych. Ich zasadniczym przeznaczeniem jest granie bezprzewodowe, a przewodowe jest jedynie pomocniczym w przypadku rozładowania baterii. Myślę więc, że nie ma co się tym trybem zajmować. Skupiłem się przede wszystkim na odsłuchach via Bluetooth i następnie na beprzewodowym z ANC.

Po założeniu Faith 2 na uszy i nastawieniu muzyki poprzez Bluetooth z Tidal HiFi słuchawki przeistaczają się z lekko wizualnie ociężałych i wykonawczo topornych w lekkie i sprawne “dobre duszki” oferujące zaskakująco wysokiej jakości dźwięk, który najprościej streścić słowami: obfity, nasycony, masywny i gęsty - lekko przyciemniony, ciut pogrubiony, z ofensywnym basem. To granie żywiołowe i koncertowe, ale nie pozbawione selektywności i harmonii. Nie ma tu mowy o jakimś tanim zabiegu ogólnego podrasowania dźwięku jakimś tłustym basem i chamskim (za przeproszeniem) wypchnięciem średnicy do przodu celem jej sztucznego przybliżenia do słuchacza. Nic z tych rzeczy. Brzmienie, pomimo lekkiego dopełniania niskich tonów, całościowo jest proporcjonalne i symetryczne. Wysokokaloryczne, lecz łatwostrawne. Dajace bardzo właściwy obraz muzyki, szczególnie tej z rozrywkowych gatunków - rock, elektronika, blues, etc.

Po pewnym czasie odsłuchów staje się oczywiste, iż inżynierowie Bluedio mając do wykorzystania założony budżet na skonstruowanie F2, tak zaprojektowali ich dźwięk, aby był przyjemny w odbiorze, dość wierny, a przede wszystkim - umożliwiający długie odsłuchy bez zmęczenia narządu słuchu. W tym celu uprzywilejowali średnicę dając jej dużo swobody i muzyczna dominację, ale bez jej pompowania. Postawiono na naturalność z lekkim dystansem, a nawet oddaleniem przynoszącym wiarygodność i niezła rozdzielczość pozbawiona przykrej nachalności. Jednocześnie zadbano o solidną podstawę basowa dostarczając jej żyzność, plastyczność i wyjątkowo niskie zejście, które jednak jest dobrze kontrolowane i szybkie. Z kapitalnym atakiem. Bez żadnego rozlewania się na boki, czy ciągnięcia się po kątach muszli. Na pewno w tym zjawisku ma swój korzystny udział firmowy system VFT (Vector Flow Technology). Z kolei soprany są ciut zmiękczone i zaokrąglone. Nie dają pełnego wglądu w nagrania, ale równolegle nie kaleczą uszu nadmiarem. Równolegle wysokie są optymalnie zsynchronizowane z pozostałymi zakresami dobrze tym samym wpisując się zdystansowanie dźwiękowe F2.

Oczywiście, Faith 2 nie maja żadnych ambicji, aby nazywać je słuchawkami audiofilskimi. Graja jak na swoja cenę więcej niż rzetelnie, bo graja autentycznie i naturalnie. I to jest ich największy atut. Zapewniają zdrowe, bezpretensjonalne i nasycone granie. A to bardzo dużo. Niestety, w ich przypadku scena dźwiękowa jest mocno ograniczona, dźwięk nie rozchodzi się łukami na boki, a tkwi w jednej linii. Stereo jednakże jest poprawne, co neutralizuje brak większej przestrzenności i holografii. Nie mniej jednak chcę podkreślić, że Faith 2 zasługują na duża pochwalę pod względem ich racjonalnego, choć przecież kompromisowego brzmienia.

Teraz czas na opis brzmienia z włączona funkcja aktywnego tłumienia hałasu ANC. Tu niestety, nie było tak pozytywnej niespodzianki jak przy odsłuchach bezprzewodowych Bluetooth. Tryb ANC wydaje się być jedynie czczym dodatkiem do słuchawek Bluedio. Nie tłumi zewnętrznych hałasów w sposób jednoznaczny i optymalny, a ścina cała niższa średnicę i niemożebnie spłaszcza basy. Dźwięk z ANC staje się odchudzony, płaski i ...nudny. Bez głębszej finezji, bez polotu i bez muzykalności. Jest odwrotnie proporcjonalny do brzmienia bez włączonego trybu ANC. System ANC testowany podczas podróży samolotem sprawdził się najlepiej, rzeczywiście tłumiąc i usuwając sporo szumu i hałasu silników, ale istota dźwięku nadal była płaska, a czasem wręcz nieprzyjemna (napastliwa). Trzeba uczciwie napisać, że droższe słuchawki z podobnym systemem sprawdzają się po prostu lepiej. Ale oczywiście i tak dobrze, że opisywane słuchawki są weń wyposażone. To na pewno ich cenna wartość dodana.

Konkluzja
Nowe Bluedio Faith 2 (F2) to słuchawki z budżetowego (lub prawidłowiej pisząc - z konsumenckiego) segmentu audio. Maja więcej niż solidna budowę oraz niezłej jakości zastosowane materiały. Wykończenie nieco skromne, zaś spasowanie zahaczające o toporność. Dużym plusem jest ponadstandardowe wyposażenie (super etui transportowe, dobrej jakości przewody, karabińczyk do przytroczenia). Ergonomia w okolicach stanów średnich, ale zdecydowanie przyzwoita. System aktywnej redukcji szumów ANC nie działa za dobrze, a w sposób podstawowy, choć może stanowić jakaś alternatywę podczas odsłuchów w trakcie uciążliwych podróży, głównie samolotowych.

Brzmieniowo Faith 2 stoją po lekko ciemnej stronie mocy. Dysponują żyznym i ofensywnym dźwiękiem lokującym się głównie w średnicy i mocno obecnym basem. Soprany nieco przytępione i mało zróżnicowane. Przestrzeń ograniczona. Ale całościowo Faith 2 zasługują na bardzo duże uznanie, albowiem oferują brzmienie plastyczne, naturalne i angażujące. Kapitalnie muzykalne i nasycone dźwiękiem aż po same brzegi. Bluedio F2 nie maja ambicji audiofilskich (i kosztują stosunkowo niewiele), ale przyłączone via Bluetooth do zwykłego smartfonu zaproponują wspaniały spektakl muzyczny - łatwo przyswajalny i niemęczący. Zdrowy i żywy. Bezpretensjonalny. Mnie to całkowicie przekonuje.

Cena w Polsce - 219 PLN.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Letnia przerwa urlopowa



Z przyjemnością zawiadamiam Czytelników, iż załoga Stereo i Kolorowo wyjechała na letnie wakacje na południe Europy, gdzie najbliższe prognozy pogody zapowiadają temperatury dochodzące do 50 st. Celsjusza. Ale nic to. Wracamy 19 sierpnia!

Jako przedmioty testowe zabrałem w podróż: słuchawki bezprzewodowe Bluedio Faith 2 (zobacz TUTAJ) oraz głośnik bezprzewodowy Olasonic IA-BT7 (zobacz TUTAJ). Źródłem będą dwa iPhone'y oraz iPad Air 2. Oprócz tego zabieram moje słuchawki Koss PortaPro, Final Audio Design Adagio V (test TUTAJ) oraz bezprzewodowe MEE Audio Matrix 2 (test TUTAJ). Muzykę będę strumieniować z Tidal HiFi/Masters.



niedziela, 5 sierpnia 2018

Odtwarzacz CD/SACD Pioneer PD-70AE



Trzy zdjęcia ze strony Pioneer Polska

Wstęp
Po kilku miesiącach oczekiwania, na początku lipca br. wreszcie otrzymałem nowy japoński odtwarzacz CD/SACD Pioneer PD-70AE (zobacz TUTAJ). Miałem go otrzymać do testów jeszcze w styczniu, ale jak wyjaśnił mi polski dystrybutor DSV Sp. z o.o. z Gdyni, fuzja Onkyo z Pioneer i związana z tym przeprowadzka europejskiej centrali z Holandii do Niemiec, spowodowała nieoczekiwane problemy logistyczne. Inna sprawa, że Pioneer PD-70AE odniósł spory sukces i lokalni dystrybutorzy pozamawiali takie ilości odtwarzaczy, że fabryki Pioneera nie nadążają z bieżącą produkcją. Czasami można stać się ofiarą własnego sukcesu, ale teraz wydaje się, że PD-70AE będzie już na bieżąco dostępny w salonach audio.

Dlaczego Pioneer PD-70AE stał się towarem deficytowym? O fuzji Onkyo i Pioneer i związanymi z tym problemami logistycznymi już napisałem. Rynek "wyssał" odtwarzacze PD-70AE albowiem wydaje się, że właśnie na taki produkt od dawna czekał. Na referencyjny odtwarzacz CD/SACD z funkcją DAC, o pełnej symetrycznej budowie, kapitalnych podzespołach wewnętrznych (w tym dual mono DAC ESS9026PRO), z aluminiowym blokiem napędu, oddzielnym zasilaniem sekcji cyfrowych i analogowych, etc. A to wszystko w wielce konkurencyjnej cenie około 11 000 PLN! Ale do rzeczy.

Wrażenia ogólne i budowa
Odtwarzacz dostarczany jest w gigantycznym pudle. I ciężkim pudle (dobrze ponad 20 kg!), należy dodać. Te dwie rzeczy już same mówią, że ma się do czynienia z wyjątkowym sprzętem. Pioneer PD-70AE to nie jest jakiś ułomek pośród odtwarzaczy, a prawdziwy kolos - ale o tym później. W kartonie, w styropianowych wytłoczynach, bezpiecznie spoczywa PD-70AE. W zestawie nabywca otrzymuje pilot zdalnego sterowania (w stosunku do pięknego designu odtwarzacza - taki sobie), kabel zasilający, instrukcję obsługi (jest też w języku polskim) i gwarancję. To wszystko. Przydałby się jeszcze jakiś przewód cyfrowy, czy 2 x RCA, ale ich nie ma.

Design odtwarzacza utrzymany jest w stylistyce typowej dla nowej serii urządzeń hi-fi japońskiego Pioneera. To, można napisać, kawał aluminiowej bryły z grubą płytą czołową ze szlifowanego aluminium lekko stylizowaną na vintage. PD-70AE wizualnie nawiązuje do innych topowych komponentów serii - odtwarzacza sieciowego N-70AE (czytaj test TUTAJ) i wzmacniacza A-70DA (czytaj TUTAJ). Choć, nawiasem mówiąc, wzmacniacz A-70DA pomimo identycznej stylistyki i oznaczenia "70" nieco odstaje w dół pod względem dźwięku w porównaniu do odtwarzaczy PD-70AE i N-70AE - przydałby się doń Pioneerowi wzmacniacz wyższej klasy. Jakiś A-90DA, czy coś podobnego. Ale wracając do tematu.

Front pomimo niewątpliwej wysokiej estetyki surowego aluminium jest dość oszczędny wizualnie. Znajduje się na nim jedynie kilka najpotrzebniejszych regulatorów (wszystkie z identycznego aluminium jak front, więc są mało widoczne) i nieduży wyświetlacz LCD. Po lewej stronie umieszczono okrągły guzik włącznika sieciowego z umieszczoną weń diodą, która świeci się na niebiesko w przypadku pracy odtwarzacza. Kiedy urządzenia jest w trybie stand-by świeci się czerwona dioda umieszczona tuż przy włączniku sieciowym. Zaraz obok znajdują się dwa przyciski - pierwszy wyboru odczytu warstwy płyt hybrydowych CD/SACD i drugi trybu pracy "Direct" omijającego wszelkie regulacje i filtry odtwarzacza. Nad tymi przyciskami zamontowano niebieskie diody. I tak, kiedy odtwarzacz odczytuje zapis SACD - niebieska dioda świeci się.

Po prawej stronie wyświetlacza LCD umieszczono kolejnych siedem małych przycisków. Jeden większy "Eject" i sześć malutkich. Odpowiadają za wszelkie funkcje obsługi odtwarzacza - w tym jeden przycisk służy do wyboru źródła - odtwarzacz CD/SACD lub tryb DAC, albowiem PD-70AE może pracować także jako przetwornik cyfrowo-analogowy, ale wyłącznie dla sygnału cyfrowego dostarczanego wejściem koaksjalnym (elektrycznym bądź optycznym) - brak wejścia USB. Ustawienia filtrów cyfrowych, wyjść cyfrowych, ustawienia zegara i innych dostępne są poziomu przycisku "Set-UP" lub z poziomu pilota zdalnego sterowania.

Centralne miejsce frontu zajmuje wysuwana szuflada napędy CD (cała wykonana z aluminium) praz nieduży, ale zaawansowany wyświetlacz LCD. Wyświetlacz pokazuje różne ustawione funkcje, wyświetla tytuły płyt i utworów, typy wybranych filtrów cyfrowych, czasy albumów i ścieżek, aktywne źródło, etc. Wyświetlacz jest bardzo kontrastowy, choć z odległości dalszej niż około 3 metry staje się mało czytelny. Jasność wyświetlacza można regulować przyciskiem "Dimmer" na pilocie lub całkowicie wygasić wyświetlacz.

Z tyłu znajduje się niezła ilość wejść i wyjść. Warto podkreślić, że wszystkie gniazda są bardzo wysokiej jakości. Przede wszystkim są dwie pary gniazd wyjściowych: symetryczne XLR i niesymetryczne RCA. Gniazda RCA można "wyłączyć" specjalnym przełącznikiem suwakowym znajdującym się tuż obok nich. W takim przypadku sygnał analogowy wychodzi jedynie gniazdami symetrycznymi. Pośrodku tylnego panelu umieszczono cztery gniazda cyfrowe - po dwa wejściowe i wyjściowe elektryczne i optyczne. Obok nich znajdują się dwa gniazda mini-jack dla podłączenia firmowego sterowania Pioneer. W prawym, górnym rogu zamontowano wejście zasilania IEC. Panel tylny przykręcony jest miedzianymi śrubami - bardzo solidnie to wygląda. Całości dopełniają solidne stopy antywibracyjne, na których posadowiony jest odtwarzacz. 

Myślę że nie ma co wyłamywać otwartych drzwi i w tej chwili po prostu oddam głos dystrybutorowi DSV Sp. z o.o. na temat budowy tytułowego odtwarzacza. "W przypadku PD-70AE zespół inżynierów Pioneer niczego nie pozostawił przypadkowi, lecz konsekwentnie realizował tylko jeden cel: optymalne odtwarzanie stereo z płyt CD i SACD. Tę konsekwencję wyczuwa się już przy pierwszym kontakcie z odtwarzaczem, który waży całe 18 kg i mieści płyty w szufladzie z masywnego aluminium. Konstrukcja obudowy z podwójnym dnem, trzema wewnętrznymi podzespołami i zamkniętym aluminiowym blokiem napędu tworzy perfekcyjny, wolny od drgań fundament dla mechaniki; oddzielne zasilacze dla cyfrowych i analogowych obszarów połączeń gwarantują niezwykle czyste napięcia zasilające. Od odczytu danych za pomocą własnego oprogramowania napędów Pioneer aż do mocnych wzmacniaczy wyjściowych, wszystkie obszary odpowiadają najnowszemu stanowi techniki i zostały starannie do siebie dopasowane podczas wielomiesięcznych sesji odsłuchowych w europejskich i japońskich zespołach. Jako przetwornik C/A służą dwa zastosowane w podwójnym trybie mono egzemplarze szlachetnego modelu ESS9026PRO, który jest uważany za jeden z najdokładniejszych, wykazujących najmniejsze zniekształcenia chipów DAC na rynku. Sekcja analogowa została zaprojektowana całkowicie symetrycznie i dostarcza sygnał muzyczny do wyboru poprzez symetryczne złącza XLR lub dołączane gniazda cinch, które dzięki masywnej konstrukcji zapewniają pewne mocowanie również ciężkich kabli. Dla kolejnych źródeł cyfrowych (np. odbiornika telewizji satelitarnej lub streamera) dostępne jest jedno optyczne i jedno koncentryczne wejście cyfrowe – w ten sposób ze znakomitego przetwarzania C/A modelu PD-70AE może korzystać jeszcze więcej źródeł muzyki.

Oprócz funkcji odtwarzacza SACD/CD, model PD-70AE pełni również funkcję przetwornika C/A dostarczając znakomitej jakości dźwięk. Starannie zaprojektowana jakość wykorzystuje pełen potencjał wysokowydajnego ESS DAC, pozwalając cieszyć się solidnym dźwiękiem pełnym bogatych szczegółów z podłączonych komponentów. Obwody cyfrowe i analogowe mają oddzielnie dyskretne zasilanie. Model PD-70AE został zaprojektowany z najkrótszym i najbardziej optymalnym stopniem zasilania oraz ze ścieżką sygnału audio, zapewniając czystą i bogatą reprodukcję dźwięku.

Napęd CD jest umieszczony w ekranowanej obudowie z pokrywą mechanizmu typu plaster miodu i powłoką lakierniczą zapobiegającą drganiom. Podstawa napędu jest solidnie przymocowana przez aluminiową ramę i umieszczona na pływającej konstrukcji z zastosowaniem amortyzującego materiału w formie masy. To pomaga zminimalizować drgania w obrębie i na zewnątrz napędu. Od konwersji C/A do wyjścia sygnału, cały proces analogowy został skonstruowany z całkowicie zbalansowanym obwodem z niezależnym lewym i prawym kanałem. To umożliwia uzyskanie wysokiej jakości transmisji audio poprzez obcięcie zakłóceń w formie szumów. Po podłączeniu do wzmacniacza ze zbalansowanym wyjściem można zminimalizować impedancję na transmisji, co poprawia separację kanału. Dostępna jest również funkcja włączania/wyłączania dla wyjścia RCA, oferując wysoki współczynnik sygnału do szumu oraz wysoką separację dla wyjścia XLR.

Specjalny kondensator elektrolityczny dla wysokiej jakości sygnału audio został wybrany na drodze powtarzających się prób odsłuchu dźwięku z płyt SACD i CD. Kondensator wydobywa to, co najlepsze z płyt audio, pozwalając cieszyć się stabilną jakością mocnego i dynamicznego dźwięku. PD-70AE wykorzystuje sztywną dolną podstawę, wysokiej jakości technologię dźwięku firmy Pioneer dla komponentów 2-kanałowych, których zadaniem jest eliminowanie zewnętrznych drgań, zapewniając stabilną reprodukcję basów". Koniec cytatu.

Dane techniczne
- Podwójne konwertery to ESS ES9026 SABRE Pro 192kHz/32bit,
- Pliki obsługiwane to: MP3, WMA, AAC, ALAC, FLAC, AIFF, WAV do 192kHz/24bit oraz DSD (2,8/5,6/11,2MHz)
- Zewnętrzne źródła można podłączać wyłącznie optycznie lub koaksjalnie
- Wyjście analogowe - 2 x monofoniczne XLR oraz RCA
- Wszystkie typy gniazd pozłacane
- Dwa zasilacze - pierwszy dla obwodu cyfrowego, mechanizmów i wyświetlacza oraz drugi wyłącznie dla sekcji analogowej
- Kluczowe elementy obrabiane z litego aluminium, w tym niektóre pokryto pianką lub lakierem antywibracyjnym
- Stosunek S/N: 116 dB
- Zniekształcenia: < 0,002 %
- Pasmo CD: 2 do 20 000 Hz
- Pasmo SACD: 2 do 50 000 Hz
- Masa 18 kg

Duże pudło z odtwarzaczem

Solidny sposób pakowania

Piękny design!

Wyświetlacz jak z referencyjnego urządzenia typu Accuphase lub Esoteric

Pioneer PD-70AE to potężna maszyna - 18 kg żywej wagi!


Pilot zdalnego sterowania - wielofunkcyjny, ale w dużym dysonansie do świetnego designu samego odtwarzacza

Tacka na CD w całości wykonana jest z aluminium


Wspaniałe wykonanie tylnego panelu - wszystkie gniazda są bardzo wysokiej jakości

Płyty SACD brzmią fascynująco odtwarzane na PD-70AE

Po lewej wzmacniacz lampowy Unison Research Sinfonia, a pod nim tranzystorowy Hegel H160


Na pierwszym planie wzmacniacz lampowy Taga Harmony TTA-1000

Wzmacniacz to Unisor Research Sinfonia na zmianę z Hegel H160

Gram na wzmacniaczu Taga Harmony TTA-1000

Wrażenia dźwiękowe
Jako odtwarzacz CD porównawczy używałem mój ulubiony odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO oraz system odtwarzacz sieciowy plus DAC: Auralic Aries Mini i Pioneer U-05. Wzmacniacze to przede wszystkim Hegel H160, Unison Research Sinfonia, Haiku-Audio Bright MK4 i Taga Harmony TTA-1000. Kolumny głośnikowe Triangle Genese Quartet. Pozostała część sprzętu towarzyszącego wymieniona jest na końcu niniejszego tekstu.

Wielu audiofilskich proroków co jakiś czas wieszczy koniec ery płyty kompaktowej jako formatu niedoskonałego, przestarzałego i niewygodnego. Zapowiada rychłe zakończenie produkcji odtwarzaczy płyt kompaktowych przez światowe firmy audio hi-fi. Jednakże w przypadku odtwarzacza Pioneer PD-70AE wieszczenia te wydają się płonne i nieuprawnione. Dlaczego? A dlatego, że tytułowy odtwarzacz płyt po prostu gra wyśmienicie! "Wyciska" z płyt kompaktowych (i SACD) to, co w tym formacie najlepsze - rewelacyjną dynamikę i obszerność sceny, podparte doskonałą selektywnością oraz znakomitą plastycznością. Jednocześnie ogół dźwięku pozbawiony jest jakiejkolwiek sztuczności cyfrowej. Jest wybornie analogowy - niczym brzmienie referencyjnego gramofonu. Słuchając muzyki z PD-70AE można zapomnieć o tym, że gra płyta kompaktowa, a mieć wrażenie obcowania z muzyką na żywo. Dotykalną, fizyczną i organiczną. Ułuda dźwięku autentycznego jest fenomenalna.

Powyższe cechy zwielokrotniają się, kiedy nastawić płytę SACD. Namacalność i bezpośredniość stają się bliskie ideałowi znanemu z koncertów na żywo. Można usłyszeć i poczuć autentyczną naturę odbieranej muzyki - jej tonalność, kształt i żywość. Brzmienie jest przykładnie spójne, harmonijne i gładkie, bez osłabień w jakimkolwiek punkcie. Instrumenty są precyzyjnie wykrajane w przestrzeni, otrzymują realny oddech i wymiar, pogłos i nasycenie, powietrze i rezonans. Nabierają wigoru, witalności i krwi - są uplastyczniane oraz napełniane barwami. Brzmią naturalnie a jednocześnie autentycznie. Referencyjnie. Otrzymują zapach, smak i aromat, gdyby posłużyć się takim organoleptycznym porównaniem. Podsumowując akapit, PD-70AE pozwala na maksymalizację i optymalizację dźwięku zapisanego na płytach CD/SACD, które pomimo swych fizycznych ograniczeń okazują się wciąż wspaniałym medium dla pełnokrwistego przekazu muzyki.

Odtwarzacz lekko i swobodnie radzi sobie z ukazywaniem złożoności tonalnych, ujawnieniem subtelności nagrań, pokazywaniem toni i głębi różnorodności muzycznych, czy rozkładaniem szerokiej sceny. Dzieje się tak, bo Pioneer ma zaletę wysokiej selektywności i przykładnej rozdzielczości, które powodują, że każde nagranie ma szansę zaprezentować się z dobrej strony. Z wdziękiem, powabem i pełnią tonalną. Można słuchać nawet najbardziej rozbudowanych składów orkiestrowych, czy skomplikowanych miksów, bez ryzyka utraty nawet grama dźwięku. Wszelkie detale zostaną odkryte i wycyzelowane, każdy instrument będzie miał szansę zabrzmieć indywidualnie na tle innych. Odtwarzacz pozwala na kontemplację nagrań i na zwracanie uwagi nawet na aspekty kompozycyjne. Muzyka organizowana jest jako wydarzenie "na żywo"  - proponowana jest z precyzyjną i naturalną skalą, która umożliwia bez żadnego wysiłku przegląd całej zawartości nagrania, a równolegle daje uderzająco szczegółowy wgląd w poszczególne warstwy muzyczne. Pozwala śledzić wierny rytm, wyprofilowany balans i bogatą melodię. Można napisać, że Pioneer pokazuje instrumenty niczym malarz kładzie warstwy farby na obraz - barwnie, ciepło i z polotem. Artystycznie i finezyjnie.

Kolejną dużą zaletą japońskiego odtwarzacza jest jego zaawansowana umiejętność budowania prawdziwie trójwymiarowej sceny, wręcz referencyjnej. Głębia sceny jest znakomita - jest swobodna i niewymuszona. Zupełnie jak gramofonach analogowych jest ona konstruowana wielopłaszczyznowo - horyzontalnie i wertykalnie. Składa się na nią wiele czynników i elementów, które widać i słychać na siatce 3D. Najprościej napisać, iż scena jest substancjalna i masywna - wyraźna do sześcianu. Wręcz fizyczna. Pozwala na bezproblemowy wgląd w nagrania, czyli w to, jak i gdzie znajdują się instrumenty i wokale, bez specjalnego wyostrzania, niepotrzebnego doświetlania i rozbierania muzyki na części pierwsze, na szorstkie atomy i kwanty. Dawno nie słyszałem tak holograficznej przestrzeni generowanej przez cyfrowe źródło!

Konkluzja
Najnowszy japoński Pioneer PD-70AE nie jest ani najlepszym, ani typowo high-endowym odtwarzaczem CD/SACD. Lecz jest niezwykle rzetelnie zaprojektowany i skonstruowany - zbudowany z wysokiej jakości komponentów, solidnie i przykładnie wykonany. I to bezsprzecznie słychać. Jego brzmienie z powodzeniem można nazwać stricte analogowym:  przestrzennym, nasyconym, pełnym i selektywnym - ze wspaniałą przestrzennością oraz fascynującą plastycznością. Po prostu PD-70AE gra jak rasowy gramofon, którego dźwięk ociera się o wysoką referencję. W czasie jego testu w ogóle nie miałem pokusy słychać płyt winylowych, albowiem odtwarzacz po prostu grał zdecydowanie lepiej niż mój gramofon! Odtwarzacz Pioneer PD-70AE to sprzęt, który przywraca wiarę w format CD/SACD. Brawo, brawo, brawo!

Cena w Polsce - 10 990 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Cayin CS-120A (test TU), Unison Research Sinfonia (test TU), Haiku-Audio Bright MK4 (test TU), Taga Harmony TTA-1000 i Pathos Classic One MKIII (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU), Tringle Genese Quartet (test TU), Pylon Ruby 25 (test TU), Martin Logan 35XT (test TU) i Guru Audio Junior (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.
Odtwarzacz sieciowy: Auralic Aries Mini (test TU).
DACi: Pioneer U-05 (test TUoraz Encore mDSD (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Dell Latitude E6440.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładki gramofonowe: Ortofon 2M Black (test TU) i Goldring 2500.
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU), Audio Analogue AAphono (test TU) i 1ARC Arrow SE (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Tivoli Model One (test TU).
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH-610 (test TU), Meze 99 Neo (test TU), MEE Audio Matrix 2 (test TU), Audictus Achiever (test TU) i Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU), mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU) i krążek dociskowy do gramofonu Clearaudio Clever Clamp (test TU). Kondycjoner masy dla głośników QAR Dynamit (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper.



LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...