S

S

MA

Premium Sound

MIP

Polpak

piątek, 30 grudnia 2011

Audio-Technica AT-F3/III - wkładka gramofonowa MC





Wstęp
Ponieważ wkładka Clearaudio Aurum Classic Wood w moim gramofonie Clearaudio Emotion w ciągu ostatniego roku przejechała po winylach kilka, a może nawet kilkanaście kilometrów, dlatego postanowiłem ją wymienić. Jest to przetwornik oparty na mechanizmie MM, (czyli ang. Moving Magnes – ruchomy magnes) gdzie drgania igły prowadzonej w rowku płyty poruszają przytwierdzony do jej konstrukcji magnes, który z kolei porusza się wewnątrz, umieszczonej w środku, cewki elektrycznej. Z prostych praw fizyki wynika, że układ ten produkuje prąd elektryczny, który poprzez kabelki wyprowadzany jest przez ramię gramofonu na zewnątrz. Natomiast wkładka typu MC (ang. Moving Coil – nieruchomy magnes, ruchoma cewka), którą zainteresowałem się jako nową do mojego gramofonu, ma odmienną zasadę działania od MM - igła połączona jest na sztywno z cewką. Drgania igły przenoszone są cewkę, (ang. Coil) która porusza się w polu magnesu stałego i w ten sposób generuje sygnał elektryczny. Tego typu konstrukcja jest bardziej zaawansowana technicznie, trudniejsza w produkcji i oczywiście – droższa. Jednak parametry wkładki MC są na tyle dobre, że warta jest bliższej znajomości i godna polecenia każdemu winylo-maniakowi. Mianowicie, typowe parametry dla MC charakteryzują się między innymi niską impedancją wyjściową oraz niskim napięciem wyjściowym, co przekłada się na konieczność posiadania specjalnego przedwzmacniacza gramofonowego, ale skutkuje też polepszeniem dźwięku w wielu jego aspektach, o czym będę pisał w dalszej części.

Dlaczego Audio-Technica AT-F3/III?
Moje główne rozterki przy wyborze nowej wkładki dotyczyły kwestii: 1. czy nowa wkładka będzie pasować do ramienia gramofonu pod względem wszystkich parametrów? 2. ile pieniędzy na nią wydać, tak by proporcja cena wkładki/cena gramofonu była zdrowa i optymalna? Na początku, jak już pisałem, odrzuciłem wersję zakupu wersji MM – wybrałem MC, jako przypuszczalną ewolucję dla ogólnego dźwięku gramofonu. Po przeczytaniu wielu publikacji dotyczących teorii doboru wkładek do ramienia (i gramofonu) uznałem, że Audio-Technica AT-F3 będzie należycie konweniować z ramieniem Clearaudio Satisfy Aluminium Emotion mojego gramofonu.

Jest bardzo wiele parametrów fizycznych i mechanicznych określających dobór wkładki oraz igły do konkretnego ramienia (układ ramię – wkładka), a także ich wspólną kalibrację. Ich mnogość i czasami komplikacja może przyprawić laika o zawrót głowy. Wymienię na razie tylko niektóre: masa efektywna ramienia oraz masa wkładki i ściśle związane z nimi podatność igły. Masa efektywna ramienia to ciężar ramienia minus masa wkładki, czyli w uproszczeniu - bezwładność ramienia. Częstotliwość rezonansowa tego układu decyduje o zachowaniu wkładki w zakresie odtwarzania tonów niskich i powinna wynosić 8-15 Hz, a jeśli jest inna to powoduje niechciane rezonanse, które na ogół pogarszają jakość dźwięku. W przypadku ramienia Satisfy masa efektywna wynosi 9 gram, czyli z tabeli-kalkulatora (TUTAJ) wynika, że częstotliwość rezonansowa dobieranej wkładki powinna mieścić się w granicach 9-12 Hz, choć samo ramię nie jest zbytnio podatne na dobór właściwej częstotliwości rezonansowej (jak pisze na swojej stronie firma Clearaudio). Kolejnym elementem tej układanki jest masa wkładki. Obowiązuje ogólna reguła mówiąca, że ciężkie wkładki montuje się do ciężkich ramion, a lekkie – do lekkich. Ramię Satisfy waży 215 gram przy długości efektywnej 9 cali – wg. zaleceń producenta „przyjmuje” ono wkładki w zakresie od 2,5 do 17 gram, ze wskazaniem na środek tego zakresu, czyli od 4 do 8 gram. Wkładka Audio-Technica AT- F3/III waży 5 gram, czyli prawie idealnie.

Audio-Technica produkuje także bliźniaczą wkładkę AT-F7, która ma identyczne parametry techniczne, a różni się jedynie jednym elementem konstrukcyjnym – wersja F7 posiada drut (zawieszenie przewodu) z czystej stali mocujący statecznik pionowy cewki, a w modelu F3/III mocowanie to jest wykonane z tworzywa. Natomiast cena modelu F7 jest około 500zł wyższa od F3. Produkcja odbywa się w Japonii - całe okablowanie wewnątrz, a także piny terminalu wyprodukowane są z miedzi krystalicznej PCOCC. Poniżej kilka zdjęć firmowej instrukcji oraz specyfikacji.





Instalacja i kalibracja
Przed przystąpieniem do wymiany wkładek wskazane jest przygotować niezbędne narzędzia i przedmioty typu śrubokręt (a w zasadzie – śrubokręcik), odpowiednie klucze oraz materiałową rękawiczkę do trzymania wkładek. Konieczna może okazać się również lampka. Najpierw trzeba zdemontować starą wkładkę - u mnie to Clearaudio Aurum Classic Wood. W tym celu należy odkręcić ostrożnie śrubki śrubokrętem, a drugą ręką przytrzymywać wkładkę z założoną plastikową ochroną na igłę. Potem, po odkręceniu od ramienia (a w zasadzie od główki - ang. headschell) rozłącza się od pinów 4. kabelki, które są bardzo delikatne, a końcówki mają zaopatrzone w mini-zaciski (konektory). Nie polecam ciągnąć za kabelki lub zaciski, bo można w ten sposób łatwo przerwać kabelek lub urwać zacisk – najlepiej posłużyć się końcówką śrubokręta (lub pincetką) i lekko podważyć zaciski na pinach – zacisk powinien ustąpić i dać się łatwo zdjąć. Uff, wkładka zdemontowana. 

Teraz, w odwrotnej kolejności, można przystąpić do montażu nowej wkładki. Model Audio-Technica F3/III przykręca się śrubkami nie od góry, jak w Clearaudio, ale od dołu – czyli zakrętki znajdują się na górze. Fabrycznie producent Audio-Technica załącza 3. różne długości śrubek mocujących, wystarczy, więc dobrać optymalne i je przykręcić, dość mocno, tak, aby wkładka i ramię stanowiły jeden sztywny układ, ale też nie za mocno, by nie uszkodzić główki ramienia. Następnie zaś wpiąć kabelki z konektorami do pinów – co ważne, nie powinno dotykać się przewodów gołą ręką – lepiej to wykonać w materiałowej rękawiczce lub przy użyciu manipulatora np. pincety. To była prostsza część operacji, bo w dalszej kolejności czeka użytkownika gramofonu proces kalibracji.






Ponieważ fabryczna igła ma tu szlif eliptyczny, bardzo ważna jest precyzyjne ustawienie wielu parametrów – w przeciwnym przypadku można szybko niesamowicie ostrym diamentowym końcem zniszczyć rowki winyli. Ponadto właściwy montaż pozwala cieszyć się pełnią dźwięku oraz wydłużyć żywot wkładki i igły. Pierwsze z najważniejszych cech to geometria ustawienia VTA, w skrócie mówiąc - w płaszczyźnie prostopadłej do osi wkładki igła powinna być prostopadła do płyty.

Kolejny ważny parametr to kąt, pod jakim prowadzona jest wkładka po łuku od zewnątrz do wewnątrz płyty (ang. Tangency). Igła powinna być prowadzona po stycznej względem rowków, ale w praktyce tylko w dwóch punktach klasyczne ramię gramofonu pozwala na uzyskanie idealnej stycznej. Kąt prowadzenia ustawia się za pomocą protaktora, czyli specjalnego szablonu w postaci wycinka koła, na którym zaznaczone są odpowiednie punkty, w które powinna trafiać opuszczana igła oraz linie, do których równolegle (lub prostopadle, w zależności od sposobu patrzenia) trzeba ustawić przedni rant wkładki. Gramofon Clearaudio Emotion wyposażony jest fabrycznie w odpowiedni protaktor, więc jedynie co należy zrobić to ustawić wkładkę w takim położeniu, aby na szablonie opuszczona igła trafiała prosto w specjalny punkt. Ta regulacja wymaga pokręcenia kilkoma śrubkami, ale zapewniam, że to nic trudnego. Poniżej zdjęcie protaktora Clearaudio.





Następny etap to kalibracja nacisku wkładki (ang. Tracking Force). Najpraktyczniej jest zaopatrzyć się w elektroniczną wagę jubilerską, która ma wystarczającą dokładność pomiaru. Wagę ustawia się na talerzu gramofonu, a następnie zniża się ramię w ten sposób, aby krawędź wkładki opuszczała się na szalę wagi, a igła nie stykała się z powierzchnią wagi. Niektórzy opuszczają wkładkę z nagą igłą na szalkę wagi, jednak ja preferuję zasadę nie kaleczenia igły bez potrzeby, więc wolę ustawiać nacisk bez fizycznego kontaktu igły z wagą (poniżej zdjęcie obrazujące proces). Przy pomocy śruby przeciwwagi ustawia się zalecany nacisk na 2 gramy. Zbyt niski nacisk powoduje niestabilne zachowanie się igły w rowku i związane z tym niedokładne odtwarzanie nagrań oraz zwiększone zużycie płyty, a w ekstremalnych sytuacjach ramię może oderwać się od powierzchni płyty i wyrządzić duże szkody przy niekontrolowanym „lądowaniu” na płycie – zarówno w winylu jak i konstrukcji igły oraz wkładki. Z kolei, zbyt duży nacisk powoduje zbyt szybkie ścieranie się igły oraz „spiłowywanie” rowków płyty, ale jest zazwyczaj mniej groźne niż niedociążenie.




Kolejny ważny parametr to kompensacja siły poślizgu (ang. anti-skating). Siła ciągnąca ramię gramofonu (siła dośrodkowa) do środka płyty jest pochodną geometrii ramienia i powoduje nadmierne wycieranie się rowka, a niekiedy może nawet doprowadzać do przeskakiwania płyty. Powyższą siłę niweluje się przy użyciu mechanizmu „anti-skating”, który może przybierać różne formy w gramofonach. W gramofonie Clearaudio Emotion jest to osobna śruba na zewnątrz ramienia, tuż przy jego mocowaniu do plinty gramofonu. Kręcąc ową śrubą w lewo lub w prawo w łatwy sposób przykłada się siłę ciągnącą ramię w przeciwnym kierunku do poślizgu, czyli do tyłu. W najprostszy sposób można ustawić ten parametr za pomocą obserwacji podnoszonej i opuszczanej windy ramienia wraz z wkładką na powierzchnię płyty. Ramię podnoszone i opuszczane powinno „lądować” zawsze w tym samym miejscu płyty, a nie być ciągnione do środka. Najlepiej w tym celu wykorzystać początek płyty, czyli tzw. ścieżkę rozbiegową.

Oczywiście, o tak podstawowych sprawach jak optymalne wypoziomowanie gramofonu, utrzymywanie w czystości igły oraz winyli - nawet nie wspominam, bo to wiadoma rzecz.
Jest jeszcze kilkanaście innych zmiennych charakteryzujących ustawienie gramofonu np. azymut, czy wysokość położenia ramienia, etc - ale wydaje mi się, że one możliwe do aplikacji przez bardziej zaawansowane technicznie osoby niż ja, więc nie próbowałem nawet do nich się zabierać. Być może, z czasem do nich powrócę. Niemniej jednak, uważam, że ustawienia wkładki, których dokonałem, choć są podstawowe to całkowicie wystarczające do prawidłowej oraz właściwej eksploatacji gramofonu, tak by móc cieszyć się pełnią zrównoważonego dźwięku, przy jednoczesnej odpowiedniej żywotności płyt oraz wkładki wraz z igłą.

Wrażenia z odsłuchów
Wkładka AT F-3/III wygląda zupełnie jak wykwintne dzieło pracy jubilera, lecz prawdopodobnie dla wielu audiofilów ma o wiele większą bezwzględną wartość niż jakaś broszka lub kolczyki. Przynajmniej mi, bardziej podoba się takowy wytwór mechaniki precyzyjnej niż jakaś błyskotka, czy inne świecidełko.

Kiedy po raz pierwszy uruchomiłem gramofon Emotion po aplikacji i kalibracji nowej wkładki MC przeżyłem duże, można powiedzieć, objawienie soniczne. Nie spodziewałem się doprawdy, że tak malusi element konstrukcji całego mojego rozbudowanego toru audio może przynieść tak duże zmiany w dźwięku, bo przekaz reprodukowany przez głośniki stał się kolosalnie odmienny od generowanego przez poprzednią wkładkę - Clearaudio, która przecież też w swojej klasie MM wyznacza i reprezentuje wysoki standard. Przede wszystkim zyskała dynamika, która poszerzyła zakres o duży rozmiar – jej natężenie i amplituda ma wiele cech pozycjonujących przekaz jako typu „na żywo” - jak na koncercie. Kolejna przemiana dotyczyła struktury basów, a także ekspozycji detali. Bas zyskał na nasyceniu i skali, stał się pełniejszy, obszerniejszy i żywiołowy, o starannej i stabilnej kontroli, a także z większą żywotnością oraz sprężystością. Z kolei, do uszu zaczęło docierać o wiele więcej detali nagrań, przedtem również obecnych, ale ukrytych gdzieś na drugim, trzecim planie. Instrumenty stały się wyraźniej rysowane i wybrzmiewające z większą kulturą oraz powabem. Namacalnie i autentycznie.



Konkluzja nr 1
Wymiana wkładki MM na MC przynosi dużo korzystnych walorów dźwiękowych i pomimo, że model Audio-Technica AT-F3/III jest podstawowym MC w ofercie firmy, to oferuje dojrzały i analityczny dźwięk o wielu cechach predysponujących go do high-endu. Najprawdopodobniej w przyszłości będę starał się kupić jeszcze wyższy model, być może polecany przez wielu Audio-Technica AT-OC9/III, a także rozważę wymianę obecnego przedwzmacniacza gramofonowego Pro-Ject Phono-Box SE II na bardziej zaawansowany.

Konkluzja nr 2
Właściwa aplikacja nowej wkładki, choć nie prosta, to uważam, że jak najbardziej dostępna dla osób z umiarkowanym przygotowaniem technicznym i średnią sprawnością manualną. Kluczowym elementem w eksperymencie i paradygmacie metody naukowej jest jego odpowiednio zaplanowany początek oraz program kolejnych działań, a reszta, z Boską pomocą, przychodzi z reguły sama…

Dane techniczne
- pasmo przenoszenia: 15 Hz – 50 kHz
- separacja kanałów: 27 dB przy 1 kHz
- siła nacisku: 1,8 – 2,2 g (standardowo 2 g)
- znamionowa impedancja obciążenia: 12 Ohm
- napięcie wyjściowe: 0,35 mV przy 1 kHz, 5 cm/sek
- wysterowanie: 1,5 dB
- kształt igły: 0,2 x 1,7 mm (szlif eliptyczny)
- mocowanie: ½’’
- masa: 5,0 g


Link do opisywanego modelu: TUTAJ

Polecam skrypt - „Zrozumieć gramofon, czyli uproszczona budowa gramofonów” autorstwa dr inż. Macieja Tułodzieckiego: TU
Dużo praktycznych informacji, z których korzystałem przy pisaniu niniejszego tekstu zawartych jest: TU
Szablon do ustawienia kąta styczności (protaktor) do pobrania: TU

wtorek, 27 grudnia 2011

Serwer muzyczny Olive 04HD




Wstęp
W 1982 roku został zaprezentowany przez firmę Philips nowy (cyfrowy) format zapisu dźwięku – płyta Compact Disc, która przebojem zdominowała rynek nośników szybko spychając, dotychczas królujące, płyty winylowe oraz kasety magnetofonowe do marginesu. Płyta CD największe sukcesy pod względem popularności używania odnosiła na przełomie wieków XX i XXI, by następnie zostać powoli, lecz skutecznie wypierana przez pliki z Internetu oraz z nim związany zapis MP3, czyli przez tak zwaną muzykę z sieci, do której jej użytkownicy docierają sposobami zarówno legalnymi, jak i (niestety) nielegalnymi.

I choć z roku na rok, spada globalna sprzedaż srebrnych krążków, a SACD i DVD-Audio okazały się być ślepymi uliczkami, to format CD ciągle broni się powszechnością występowania w gospodarstwach domowych, łatwością obsługi, ciągłą mnogością produkcji wielu odtwarzaczy płyt oraz szaloną wciąż ilością nowych płyt edytowanych/publikowanych w tym formacie. Trwają nieustanne dyskusje, który sposób zapisu/odczytu i magazynowania dźwięku ostatecznie przejmie rynkową dominację w niedalekiej przyszłości - wszystko na to wskazuję, że będzie to prawdopodobnie jakaś hybryda odtwarzacza plikowego ze streamerem internetowym oraz czytnikiem płyt CD. Niestety, płyta CD najpewniej skazana jest na powolną eliminację, ale będzie to raczej długi okres, podczas którego jeszcze wiele niespodzianek technologicznych może się zdarzyć. Inną kwestią podnoszoną przez krytyków płyty CD jest ograniczony pod względem pojemności oraz jakości standard, ale to jest temat na osobny artykuł. Natomiast od kilku lat dynamicznie rozwijającym się segmentem przechowywania i odtwarzania dźwięku są tak zwane serwery muzyczne łączące w sobie między innymi - komputer, magazyn plików (twardy dysk HDD) oraz czytnik/napęd płyt CD/DVD/BluRay. Do powyższej grupy przynależy także Olive 04 HD.



Olive, czyli krótka historia innowacji
Dwaj panowie – Oliver Bergmann oraz Robert Altmann, czyli założyciele i twórcy firmy Olive pomysł na budowę firmy mieli dość prosty: zamknąć w jednym estetycznym pudełku kilka elementów fundamentalnych dla nowoczesnego i wiernego odtwarzania muzyki, czyli dysk twardy jako magazyn plików, wysokiej jakości napęd/nagrywarkę CD oraz swobodę i możliwość komunikowania się z Internetem - a do tego,  wszystko to musi być bardzo łatwe w obsłudze, nieskomplikowane i całkowicie intuicyjne w użytkowaniu.

Firma Olive powstała w San Francisco w USA w 2005 roku i dziś produkuje 4. modele urządzeń, które dość szybko szturmem podbiły i przeorganizowały konserwatywny świat audiofili i melomanów. Trzy z nich to serwery muzyczne: podstawowy 03 HD z dyskiem HDD o pojemności 0,5 TB, średni 04 HD z dyskiem HDD 2 TB i z możliwością podłączenia do wbudowanego DACa zewnętrznego źródła oraz flagowy - 06 HD z dużym wyświetlaczem, z symetrycznym układem wewnętrznym oraz ze wzmacniaczem słuchawkowym. Wszystkie powyższe modele serwerów posiadają inteligentne ekrany dotykowe, możliwość zdalnego sterowania iPhonem, iPadem, etc, obsługę plików wysokiej rozdzielczości do 24 bitów przy 192 kHz oraz naturalnie - prostotę obsługi i konfigurację „plug and play”. Każdy z modeli Olive ma być, w zamyśle autorów, przyjaznym domowym multimedialnym centrum obsługi muzyki o wysokiej jakości hi-fi.

Opisywany egzemplarz pochodzi z salonu audio Premium Sound w Gdańsku.

Budowa i ergonomia
Olive 04 HD ma bardzo wysmakowane wzornictwo przywodzące na myśl formy najlepszych projektantów sztuki użytkowej: czarny (jest dostępna też wersja srebrna) gruby panel z anodyzowanego aluminium pokryty na górze wieloma wklęsłymi napisami przedstawiającymi różnorodne gatunki muzyczne – nieprawdopodobne i nie codzienne zjawisko, ale wielce korzystne dla wyglądu urządzenia. 04 HD zresztą mało wyglądem przypomina klasyczne urządzenia audio, które zazwyczaj mają dokręcany do korpusu metalowy front w postaci metalowej płyty. Tu górna pokrywa i front stanowią jedność, ponieważ górna metalowa płyta „spływa” na front przykrywając go pod kątem około 45 stopni. Bardzo futurystycznie i nowocześnie to się prezentuje – jednorodna bryła z metalu wraz z miejscem na mały wyświetlacz oraz szczelinę napędu CD z przodu. Na ściętym froncie znajduje się także kilka podstawowych klawiszy do zarządzania urządzeniem, bo większością funkcji można zawiadywać przy pomocy ekranu dotykowego lub z pilota. Wszelkie gniazda ukryte są z tyłu: wyjścia cyfrowe Toslink oraz koaksjalne, HDMI, Ethernet, USB, gniazda dla anteny Wi-Fi (załączona w komplecie), a także wejście cyfrowe umożliwiające przyłączenie zewnętrznego źródła do DACa Olive. Z prawej strony tylniego panelu umieszczono wtyk IEC oraz wyłącznik sieciowy.



Nie będę rozpisywał się o możliwościach i szczegółach technicznych serwera, bo są one łatwe do znalezienia w sieci. Zwrócę uwagę jedynie na kilka rzeczy. Wbudowany dysk HDD ma pojemność 2 TB, co pozwala zapisać na nim około 3000 płyt CD w formacie bezstratnym np. FLAC, a dodatkowe dyski można przyłączać jako sprzęt peryferyjny.  Co ważne, brak w środku jest jakichkolwiek wentylatorów wiatraczkowych – chłodzenie odbywa się wyłącznie pasywne, a dysk HDD wygłuszony 8. warstwową izolacją akustyczna, przez co Olive 04 HD jest bardzo cichy podczas pracy. Dodatkowo, gruba i sztywna aluminiowa obudowa eliminuje jakiekolwiek wibracje czy hałasy wewnętrzne. Moje zastrzeżenia budzi jedynie pewien szkopuł - trzeba mieć bardzo szczupłe palce, a najlepiej takie jak krasnoludek, by swobodnie posługiwać się dotykową klawiaturą alfanumeryczną wyświetlaną na ekranie. Myślę, że najsensowniej podłączyć sobie na stałe osobną klawiaturę lub korzystać z iPada jako sterownika, by rozwiązać ten problem, choć po kilku błędnych próbach wstukania odpowiedniej litery, w końcu udawało mi się wprowadzić tę właściwą. Na szczęście z klawiatury alfanumerycznej w trakcie normalnego użytkowania rzadko się korzysta. Olive 04 HD ma polską wersję menu.

Producent fabrycznie wyposaża sprzęt w antenę Wi-Fi, która jest dość długa – około 10 cm i wystaje poza obrys bryły, ale za to ma bezproblemowy zasięg do 30 metrów. Do urządzenia można przyłączyć (a w zasadzie to do jego DACa) zewnętrzne źródło przez gniazdo coaxial – np. odtwarzacz płyt CD. Zastosowana kość DAC to Texas Instruments Burr-Brown 192kHz/24-bit PCM 1792A. Olive jest wyposażony w gapless, czyli w system sprawiający, że pomiędzy poszczególnymi utworami na zapisanym albumie odtwarzacz nie robi automatycznych przerw, jeżeli ich tam oryginalnie nie ma (np. jak na płycie „The Wall” zespołu Pink Floyd).

Tworzenie biblioteki muzycznej
Do Olive 04 HD producent dołącza instrukcję obsługi, ale proszę mi wierzyć - nie była ona mi ani razu potrzebna. Bo, choć na początku obawiałem się, że serwer będzie trudny w konfiguracji i przygotowaniu do grania, to ostatecznie obsługa okazała się niewiarygodnie prosta, a nawet dziecinnie łatwa, ponieważ intuicyjna i inteligentna. Po podłączeniu odpowiednich kabli (i Internetu), a następnie uruchomieniu sprzętu i odczekaniu kilkudziesięciu sekund, urządzenie sygnalizuje na ekranie gotowość do pracy. Wystarczy wsunąć płytę CD do napędu, a na ekranie - po chwili, pojawia się od razu informacja o tytule i artyście, a także wyświetlana jest okładka płyty! System automatycznie ściąga je z Internetu. Olive pyta się, co ma następnie wykonać: odtworzyć płytę, zripować ją, czy nic nie robić? Po wciśnięciu wyświetlanego na ekranie klawisza „rip” następuje proces przepisywania płyty na dysk HDD, proces ten trwa około 5-9 minut w zależności od długości nagrania. W tym czasie można bezproblemowo słuchać muzyki zgranej wcześniej na dysk lub słuchać radio internetowe.

Po zakończeniu kopiowania płyta automatycznie wysuwana jest ze szczeliny. Nie spotkałem się dotychczas z tak przyjaznym sposobem przegrywania płyt, a niedawno rozpracowywałem inny serwer muzyczny – CocktailAudio X10 (recenzja TU), w którym ten proces jest także łatwy, ale nie aż tak bardzo jak powyższy. Zgranie około 30 płyt CD na dysk HDD w formacie FLAC zajęło mi niecały jeden wieczór. Warto zwrócić uwagę, że podczas odtwarzania pliku FLAC danego albumu łatwo można wypalić jego kopię w formie płyty CD-R. Wystarczy wcisnąć klawisz „wypal album” na wyświetlaczu, włożyć czystą płytkę i po kilku minutach ze szczelny wysunie się nagrana płyta CD, którą można później słuchać np. w samochodzie. Jakie to przyjemne..

Dźwięk
Obecnie mam na stanie w domu odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-Pro, który wiele osób uważa już za taki z krainy high-endu lub bliski jej granicy. Posiada on fenomenalny napęd Philipsa CD PRO-2LE - jest, więc top-loaderem. I choć są oczywiście lepsze odtwarzacze CD na świecie, to powyższy posłużył w testach jako godne źródło porównawcze dla Olive 04 HD. Wszystkie pliki na serwerze były odtwarzane w formacie bezstratnym FLAC.

Nie lubię stereotypów zakładających, że np. kolumny podstawkowe nie mogą zagrać lepiej niż podłogowe (bo mogą) czy też, że tańsze konstrukcje nie dostarczą większej przyjemności z odsłuchów (bo zdarza się to), więc i tezę mówiącą, że odtwarzacz plikowy nigdy nie dogoni dźwiękowo płyty CD – z góry, przed testem, odrzuciłem.



W wielu aspektach dźwięk Olive ściśle koreluje z jego budową – jest mocny i dynamiczny, lecz i wyjątkowo elegancki. W zasadzie pierwsze, co zaskakuje w jego brzmieniu to jest właśnie zakres dynamiki, bo imponująco szeroki, a sama dynamika charakteryzuje się wielką ekspresją. Dominuje tu, przez powyższe, zjawisko lub uczucie całkowitego zanurzania się w dźwięku płynącego z kolumn - słuchacz wręcz płynie w muzyce, która naciera niczym energetyczny strumień nacierający z każdej strony. Być może, nieco koloryzuję tym opisem, lecz pragnę podkreślić, że plastyka nagrań jest wyrażana nadzwyczajnie dobrze – koncertowo i popisowo. Co więcej, ten specyficzny strumień dźwięków nie męczy, ale na pewno ekstremalnie absorbuje w spektakl.

Gdzieś przeczytałem, że Olive 04 HD przypomina swą sygnaturą soniczną brzmienie gramofonu – muszę zgodzić się z tym twierdzeniem, ponieważ rozpiętość dynamiki podobna jest do gramofonowej, a sam dźwięk znamionuje jego analogowość, bez oznak nalotu cyfrowego, co jest pewnego rodzaju paradoksem w tej sytuacji. Każdy gatunek muzyki odtwarzanej na serwerze brzmi doskonale - nawet płyty gorzej zrealizowane np. Bruce Springstinteen „Born to Run” (Columbia 1975 r.) po przepisaniu na dysk HDD i następnie zagraniu z Olive brzmią wiarygodnie i plastycznie – tak jakby dokonywała się jakaś cudowna interpolacja pokrywająca miejsca kiepskiego oryginalnego zapisu. Nie wiem jak to zjawisko racjonalnie wytłumaczyć, ale one z pewnością występuje na wielu innych płytach z marną technicznie wcześniejszą rejestracją nagrań.

Na płycie Wesseltoft Schwartz „Duo” (Jazzland 2011r.) będącej w rzeczywistości duetem gry na fortepianie i komputerze objawia się fantastyczna mnogość płynących dźwięków – zarówno fortepianu, jak i elektroniki. Bas jest sprężysty i mocny, żywiołowy i pełny. Doskonały. Dźwięki klawiszy fortepianu, na którym gra Bugge Wesseltoft tworzą piękny popis możliwości tego wspaniałego instrumentu. Plastyczność i agogika są spójnie z sobą powiązane, koherentne – słuchacz nie ma problemów z prawidłowym rozpoznaniem nut. Struny uderzone młoteczkiem, kiedy trzeba drgają długo i z właściwym temperamentem, a kiedy są tłumione pedałem piano - szybko gasną w przestrzeni. Cała średnica definiowana jest sugestywnie i żywo. Elektroniczne dźwięki komputera drugiej płowy duetu – Henrika Schwartza, nadają nie tylko piękny nastrój na płycie, ale i wspaniałą sceną, która zatacza niemal cały krąg wokół uszu. Muzyka brzmi bardzo obrazowo i proporcjonalnie. Wiernie. Dodatkowo, szybkość brzmienia Olive to z pewnością duża zaleta, a jeżeli dodać do tego jeszcze nieprzeciętnie reprodukowaną barwę to może okazać się, że mamy do czynienia z urządzeniem klasy wysokiego hi-fi.




Wokal Donalda Fagena na płycie „Morph the Cat” (Reprice Records/Warner – 2006 r.) wypada przekonująco i dość blisko miejsca odsłuchowego, faktura głosu - zróżnicowana i pełna świeżości typowej dla wzmacniaczy lampowych - przejrzysta i wydestylowana z tła instrumentów. Być może, ta przejrzystość jest rezultatem rzetelnego i bezpretensjonalnego sposobu oddawania średnicy pozbawionego jakichkolwiek kompleksów. Gitara basowa odczuwana jest raczej koturnowo i stanowi osobne oraz indywidualne kryterium, które wyznacza głęboki i ekspresyjny fundament dla struktury nagrań. Zresztą bas ten mogę przyrównać do basu znanego mi ze słuchawek Sennheiser HD650, w których to jest on podawany w podobny sposób. Sprężyście i mocno. Zespół Donalda Fagena słyszalny jest na wszystkich planach, słuchacz nie ma najmniejszych problemów z lokalizacją muzyków, a ich instrumenty, choć brzmią w ściśle określonej przestrzennej lokalizacji i bardzo wyraźnie, to nie kłują w uszy, a wysokie soprany nie tną arogancko przysłowiową żyletą. Ale nie ma tu także wrażenia, że wysokie są jakoś specjalnie wyszlifowane – odbiera się ich nuty zgodnie z ich prawdziwą naturą, zgodną z charakterystyką zapisu.

Olive 04 HD versus odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-Pro
Czy te dwa źródła są równocenne? Czy serwer z plików FLAC może zagrać podobnie dobrze jak klasyczny odtwarzacz płyt CD z pułapu średniego? Odpowiedź brzmi – „tak, ale”. Ogólny charakter dźwięku tych dwóch urządzeń jest porównywalny – słychać zaawansowaną dojrzałość reprodukowanego dźwięku, jego przyrodzoną charyzmę i urzekający magnetyzm. Różnice uwydatniają się w zjawiskach dynamiki dźwięku, bo Olive ten zakres ma szerszy, przez co nagrania brzmią bardzo przekonywująco i, jak napisałem na początku poprzedniego akapitu, słuchacz ma poczucie „pływania w muzyce”, ponieważ dostarczany jest nieprawdopodobnie energetyczny i duży kwant dźwięku o mnogości informacji w nim zawartych. Jakkolwiek, Musical Fidelity A1 CD-Pro głębiej wnika w strukturę nagrania i więcej z niego wyciąga na wierzch, przez co może być uznany za bardziej analityczny, dokładny. Poza tym czasami ulegałem wrażeniu, że niektóre nuty z odtwarzacza CD roznoszą się dłużej i z większą dźwięcznością – uwaga ta odnosi się szczególnie do instrumentów strunowych i smyczkowych.


Przyszłość
Nie piszę w powyższej recenzji o odsłuchach z plików hi-res, bo choć Olive potrafi je odtwarzać do granicy 24 bit przy 192 kHz i robi to nadzwyczaj dobrze, to, moim zdaniem, pliki te stanowią na razie boczną linię trendu zapisu nagrań. Margines, który w przyszłości może wyewoluować w znaczący i popularny format dźwięku, lecz póki co nieważny i bez większego znaczenia w olbrzymiej substancji nagrań 16 bitowych, które we właściwy sposób zaaplikowane stanowią dźwięk nieomal doskonały, co nie oznacza, że zawsze idealny.

Moim zdaniem, plikowy bezstratny format zapisu dźwięku, o ile nie zostanie w przyszłości starty z powierzchni Ziemi przez wszechwładne MP3 i pochodne, ma szanse niebawem stać się dominującym w audiozbiorze melomana – audiofila, który dziś najczęściej posiada jeszcze bardzo bogate zbiory płyt CD. Ale jutro będzie miejsce wyłącznie dla magazynowania plików w formatach innych niż płyta CD (za wyjątkiem płyty winylowej, która będzie prawdopodobnie nadal niszowa, ale ciągle popularna). Natomiast twórcom Olive udało się swoimi wybornymi urządzeniami stworzyć przyszłość w teraźniejszości, a jeżeli ich firma będzie podążać dalej tym innowacyjnym szlakiem, to może w najbliższej przyszłości stworzyć nowy standard wśród wielofunkcyjnych i wieloformatowych aparatów typu muzyczny serwer wraz z nagrywarką.


Konkluzja
Niezależnie od materiału muzycznego, Olive 04 HD prezentuje jednorodny i spójny sposób spojrzenia w fakturę nagrań – każde są reprodukowane niesamowicie czysto, przejrzyście oraz bardzo przestrzennie. Konstrukcja wokali jest bliska i miła dla ucha – wolna od histerii. Basy mocne i sprężyste – skupione oraz jędrne. Zakres dynamiki bliski tej produkowanej przez najlepsze gramofony. Nie jest to źródło z wyżyn high-endu, ale oscylujące w pułapie dużej rzetelności oraz niepospolitej wierności przekazu, czyli w granicach trudno dostępnych dla zwyczajnych lub budżetowych źródeł. A to naprawdę wiele jak na urządzenie typu „all in one” w cenie do 10 000zł.

Ulegam silnemu wrażeniu, że Olive 04 HD zagości u mnie w salonie już na stałe…


Sprzęt użyty w teście
Źródła: serwer muzyczny CocktailAudio X10, odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-Pro, gramofon Clearaudio Emotion i tuner radiowy Rotel RT-1080
Wzmacniacze: Accuphase E-213 i Yaqin MC-100B
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Paradigm Mini Monitor v.7, Usher S-520 oraz Klipsch Synergy B2
Kable głośnikowe: Siltech Amsterdam
Kable IC: różne

Strona Olive zawierająca szczegółowe dane oraz wsparcie techniczne TU.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Kolumny Paradigm Mini Monitor v.7


Wstęp
Każdy z nas, melomanów zazwyczaj ma swój indywidualny preferowany typ dźwięku, jego barwę i styl. Każdy z elementów toru audio nadaje specyficzny i swoisty smak wrażeniu, którym jest ostateczny dźwięk wydobywający się z kolumn. Trwa dyskusja, który element toru w największym stopniu jest odpowiedzialny za generowany przekaz. Wiele osób uważa, że wzmacniacz amplifikując sygnał płynący ze źródła najbardziej kształtuje transmisję muzyki, a inni przekonani są, że są to kolumny, które reprodukując i odtwarzając dźwięk jako ostatni element toru audio nadają końcowy i decydujący styl. Kolumny są pudłami rezonansowymi, które, tak samo jak instrumenty muzyczne, dobrze zaprojektowane, a następnie wykonane i nastrojone finalnie decydują o dojrzałości i rasowości brzmienia wydobywającej się z nich muzyki. W związku z powyższą teorią, skala zaawansowania i solidności wykonania kolumn głośnikowych ma fundamentalne oraz decydujące znaczenie dla przyjemności i klasy odsłuchów. Należę do osób, które skłaniają się do podobnego zdania, a dodatkowo, preferuję dźwięk tzw. monitorowy, czyli taki o referencyjnej stereofonii, precyzyjnej scenie, bogatej średnicy i niekoniecznie obszernym basie. Na rynku dostępnych jest cała masa monitorów w przedziale cenowym 1 500-2 000 PLN, a większość z nich to konstrukcje bardzo dobre i oferujące porządny dźwięk. Jak więc spośród nich wybrać dla siebie te optymalne, skoro każde mają szansę zagrać co najmniej dobrze? Na szczęście, od czasu do czasu, pojawiają się egzemplarze wyróżniające się na tle innych, a do takich właśnie należą kolumny Paradigm Mini Monitor v.7…

Firma Paradigm
Firma Paradigm powstała 1982 roku w Kanadzie i jest obecnie jedną z największych niezależnych firm na świecie produkujących kolumny głośnikowe.

Duża rodzina nowych kolumn Monitor składa się z podłogówek Monitor 7, Monitor 9, Monitor 11 oraz monitorów Mini Monitor v.7, a także Atom Monitor v.7. Wcześniejsze wersje kolumn Paradigm, swoim technicznym wyglądem wyeksponowanych membran i jeszcze podkreślanych dodatkowo specjalną listwą, miały trochę niepokojący i groźny styl.  Najnowsza edycja serii Monitor jest rewolucyjną (jak na Paradigm) odmianą dotychczasowego designu, bo dominują tu proste i spokojne linie oraz klasyczne materiały wykończenia.

Głośniki do testu zostały wypożyczone od polskiego dystrybutora marki Paradigm firmy Polpak Poland z Warszawy.

Pierwsze wrażenia
Kolumny producent nazwał Mini Monitor, ale nie są one wcale takie mini, ponieważ ich rozmiary 34.3  x 19.4  x 26.5 cm sygnalizują gabarytową klasę średnią wśród monitorów. Jak już napisałem wcześniej, w nowej wersji monitory Paradigm dominują spokojne, lecz kunsztowne i proporcjonalne kształty.  Kolumny są bardzo eleganckie pod względem wykończenia – skrzynki oklejono porządną, choć winylową okleiną dobrze udającą drewno wiśniowe. Przednie płyty pokryte są zaś czarnym matowym tworzywem przyjemnym w dotyku oraz wywierającym korzystne wrażenia estetyczne. Czerń frontów wyśmienicie kontrastuje z bielą membran głośników nisko-średniotonowych, które wytworzone są z czystego aluminium dodatkowo anodyzowane satyną. Nieprawdopodobna rzecz! Wysokotonowy głośnik także wykonany jest z czystego aluminium, dodatkowo chroniony kopułką z metalowej czarnej siateczki. Warto zwrócić uwagę na drobny, ale miły element - mianowicie maskownice przyczepiane są do przodu kolumn przy pomocy magnesów, przez co front nie jest „podziurawiony” zaciskami, a stanowi jedną gładką płaszczyznę. Na dole zaś znajduje się metalowe logo z nazwą firmy, nadające monitorom dodatkowego sznytu. Z tyłu skrzynek zamontowano pojedynczą parę zakręcanych zacisków głośnikowych (z zaślepką), a zakrętki wykonane są z przezroczystego tworzywa sztucznego.


Podsumowując, Paadigm Mini Monitor v.7 wyróżniają się ciekawym i estetycznym stylem projektu oraz solidnym wykonaniem z wysokiej jakości zastosowanych materiałów uwzględniając w tym zaawansowane technologicznie głośniki z membranami na bazie czystego aluminium.

Odsłuch
Poprzednie wersje Paradigm 7 znane są z obszernego, potężnego basu oraz z dynamicznego, lecz uporządkowanego grania przy wysokiej skuteczności ( ≥ 90 dB). Czy nowa wersja Mini Monitor również zagra w tej firmowej sygnaturze?



Po podłączeniu monitorów do wzmacniacza od razu słychać, że są to głośniki z ambicjami, bo sposób ich prezentacji w mgnieniu oka uwodzi słuchacza – całkowicie i nadzwyczaj skutecznie. Po pierwsze, urzekająca jest swoboda z jaką grają, a czynią to lekko i zupełnie bezwysiłkowo – naturalnie. Z wielką harmonią typową dla dobrych konstrukcji oraz z dużą, mięsistą dynamiką. Po drugie, czarująca jest spójność przekazu, bo tu występuje pełnia kohezji głośników wysoko- i nisko-tonowych, są one ze sobą przepięknie zszyte, bez żadnych dziur. Słuchacz nie odczuwa żadnych ubytków pomiędzy pasmem, które jest wyrażane spoiście - dokładnie i namacalnie. Po trzecie, bardzo do mojego gustu przemawiają zjawiska stereofoniczne. Głośniki całkowicie „znikają” w pokoju odsłuchowym, dźwięk totalnie „odrywa się” od ścianek monitorów, dźwięk jest bardzo rozległy i nieomal dookolny. Wokół słuchacza pojawia się rozległa scena dźwiękowa z dużą ilością detali, precyzyjnie porozkładanych. Lekkim minusem, jest poczucie zbyt dominującej góry (wysokich tonów) i tendencja do sybilizowania niektórych nagrań. Uczucie to pojawia się od czasu do czasu, szczególnie na płytach nagranych w gorszy sposób (na gorzej zrealizowanym materiale). Z drugiej strony, jest duża szansa, że w miarę upływu czasu, czyli po porządnym "wygrzaniu" kolumn, zjawisko to zmniejszy się lub całkowicie ustąpi.

Na płycie Omara Sosa „AcrosThe Divide” (Half Note Records – 2009) fortepian kubańskiego pianisty urzeka szczegółowością wydobywanych detali oraz barwą i plastyką dźwięku. Bardzo ładnie i przekonująco zabrzmiała szczególnie gra prawej ręki – dźwięcznie i powabnie. Instrumenty muzyków zespołu Omara słychać bardzo proporcjonalnie do ich rzeczywistej wielkości i znaczenia. Można pochwalić konstruktorów Mini Monitor v.7 za sposób prezentacji dźwięku, za jego kontrolę oraz dociążenie basu, bo ten pomimo, że typowo monitorowy, to z dobrym i głębokim „zejściem” w dół, choć tego typu podkolorowanie nie każdemu audiofilowi - puryście może przypaść do gustu, to moim zdaniem, zabieg jest korzystny dla całościowego charakteru opisywanych głośników i pozwalający cieszyć się pełnią dźwięku z tak niewielkich przecież skrzynek.



Płyta PJ Harvey „Let England Shake” (Universal Island Records – 2010) głośno odtwarzana ze wzmacniacza Accuphase E-213 kusi skalą ekspresji głosu wokalistki oraz czaruje emocjami zawartymi na tej fantastycznej, nomen omen, płycie. Co istotne, przy głośniejszych odsłuchach głośniki nie buntują się, lecz swobodnie i bez trudności reprodukują zadany przez wzmacniacz materiał muzyczny. Kolumny budują przy tym trójwymiarową rzeczywistą scenę z właściwie umiejscowionymi źródłami pozornymi, chociaż niekiedy jej wysokość i głębokość wydają się subtelnie ograniczone. Rockowe granie i wysokie poziomy głośności nie są przeszkodą dla Paradigmów, aż chce się przekręcić gałę potencjometru jeszcze bardziej w prawo…



Lampowa synergia
Jako, że głośniki te mają wysoką skuteczność jak na monitory, bo aż 90dB uznałem za wskazane i pożądane przyłączyć je do wzmacniacza lampowego (tu Yaqin MC-100B). Zastosowałem triodowy tryb pracy lamp KT88, co daje 32W mocy na jeden kanał przy oporności kolumn 8 Ohm.

Nie jest łatwo dobrać optymalne głośniki do "lampy”, ponieważ tego typu amplifikacja rządzi się nieco innymi prawidłami niż tranzystorowa. Znam wiele naprawdę dobrych kolumn, które po podłączeniu do wzmacniacza lampowego stają się przeciętne i nijakie. Można powiedzieć, że lampa jest ostatecznym i rzetelnym (trudnym) testerem dla konstrukcji kolumn. Paradigm Mini Monitor v.7 test ten przeszły bez szwanku, a nawet lepiej. Duet Yaqin MC-100B oraz Paradigm świetnie się ze sobą rozumieją i współpracują. Grają synergistycznie, czyli lepiej niż każdy z nich osobna – eksplikują własne zalety, przy jednoczesnym ukrywaniu wad. Paradigmy otrzymują od lamp KT88 głęboki i nasycony bas, wyraźną i ocieploną średnicę skrzącą się licznymi detalami tła i żarliwymi/namiętnymi wokalami. Z kolei w Paradigmach zanika lekka szklistość góry, która dalej jest rzetelna i wyraźna, ale już bez tendencji do delikatnej sybilizacji. Czynele francuskiego perkusisty Manu Katche na płycie „Third Rund” (ECM - 2010) słuchacz odbiera dźwięcznie, holograficznie, a także jako przyjemnie brzmiące, bez niemiłego kłucia w uszy. Naturalnie. Stopa perkusji jest definiowana kompletnie, z mocnym bitem i właściwą teksturą dla tego instrumentu. Bas obfituje w żywe i dynamiczne wybrzmienia, jest mocny, lecz nie natarczywy, soczysty i dobrze kontrolowany – bez snującego się po pokoju pogłosu, rozlazłości. Ciekawie reprodukowane są gitary – ich struny drgają z soczystą częstotliwością z dużą ilością powietrza wokół instrumentu oraz z wzorowym gradientem natężenia dźwięku.

Podsumowanie
Paradigm Mini Monitor v.7 pomimo, że gabarytowo niewielkie, to mają duże serce do grania. Serce to bije bardzo rytmicznie i mocno. Dynamicznie. Moje początkowe obawy, że aluminiowe membrany głośników będą reprodukować „metaliczny” dźwięk okazały się przypuszczeniem naiwnym, by nie powiedzieć – śmiesznym, bo głośniki grają rasowym i pełnym dźwiękiem o dużej kulturze i powabie, któremu nijak do metaliczności. Kolumny oferują rzetelny dźwięk z dużym basem, a poprawnie skonfigurowane z odpowiednim rodzajem wzmacniacza odwdzięczają się klasą przekazu charakterystyczną dla konstrukcji z wyższego pułapu cenowego. Bardzo dobra relacja współczynnika jakość/cena! A jeżeli do powyższych cech i zalet dodać jeszcze niepospolity i elegancki design, przypominający najlepsze światowe konstrukcje monitorów, to czegóż więcej potrzeba do pełni  szczęścia? No może, jedynie szklaneczki canadian whisky w dłoni wieczorową porą podczas celebry odsłuchów nowych Paradigm Mini Monitor…

Specyfikacja techniczna ze strony producenta
Konstrukcja 2-głośnikowa, 2-drożna bass reflex, podstawkowa
Zwrotnica drugiego rzędu, elektro-akustyczna przy 2.0 kHz
Przetwornik wysoko-tonowy 25-mm (1 in) PAL™ kopułka z czystego aluminium, chłodzona i tłumiona ferro-fluidem
Przetwornik średnio/nisko-tonowy 65-mm (6-1/2 in) S-PAL™ anodyzowana satyną membrana z czystego aluminium, cewka 25mm odporna na wysokie temperatury, duże ceramiczne/ferrytowe magnesy chassis wykonany z GRIP™
Zasięg basu 42 Hz
Pasmo przenoszenia:
na osi ±2 dB 75 Hz – 22 kHz
30° poza osią ±2 dB 75 Hz – 18 kHz
Efektywność – pokój / komora bezechowa 90 dB / 87 dB
Zalecana moc wzmacniacza 5 – 100 watt
Maksymalna moc wejściowa 80 watt
Impedancja 8 ohm
Wymiary (W x S x G) 34.3 cm x 19.4 cm x 26.5 cm
Waga netto 15.4 kg / para
Stojaki Paradigm (sprzedawane osobno) S-26, J-29

Sprzęt użyty podczas testu
Źródła: serwer muzyczny Olive 04HD, odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-Pro, gramofon Clearaudio Emotion i tuner radiowy Rotel RT-1080
Wzmacniacze: Accuphase E-213 i Yaqin MC-100B
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Usher S-520, Pylon Pearl, Koda Harmony K-2000B oraz Klipsch Synergy B2
Kable głośnikowe: Siltech Amsterdam
Kable IC: różne.

środa, 14 grudnia 2011

Krótkie porównanie: słuchawki Sennheiser PX100 vs. Koss Porta Pro

Postanowiłem napisać kilka słów porównania tych bardzo popularnych słuchawek, ponieważ tygodniowy wyjazd na wakacje oraz ciągłe obcowanie z nimi przyniosło kilka, być może, interesujących obserwacji.

Dane techniczne
Impedancja 32 Ohm
Połączenie Jack 3,3 mm stereo
Pasmo przenoszenia 15 – 27000Hz
Zniekształcenia harmoniczne <0,1%
Przetworniki dynamiczne, otwarte
Nauszniki nauszne
Długość kabla 1,4 m
Masa 60 g


Impedancja 60 Ohm
Pasmo przenoszenia 15 – 25000 Hz
Zniekształcenia harmoniczne <0,2%
Skuteczność  101 dB SPL/1mW
Długość kabla 1,2 m



Słuchawki te należą do bardzo znanych modeli, więc nie będę ich szczegółowo opisywał, a skupię się tylko na bezpośrednim porównaniu – głównie dźwięku. Źródło to iPod nano 4 generacji zakupiony w USA.  Wszystkie pliki to zripowane płyty CD do standardu Apple. Czas obserwacji – 1 tydzień.

Słuchałem na zmianę raz jednych, a raz drugich słuchawek. PX100 kupiłem tuż przed wyjazdem na wakacje, aby zapewnić sobie większy komfort słuchania, ponieważ Kossy do tej pory uważałem za słuchawki dość niewygodne przy dłuższym użytkowaniu.

Brzmienie Sennheiser PX100 mogę scharakteryzować jako przyjemne i dojrzałe z dużą ilością niskich tonów, bardzo koherentne, bez sybilizacji, z plastycznym malowaniem dźwięków, ale również z ograniczeniem niższego basu oraz niezbyt dużą sceną. PX100 nie porażają szczegółowością, ale i tak bardzo dobrze oddają charakter (specyfikę) nagrań. Nie można ich nazwać „żywymi” ani „żwawymi” - raczej ich dynamika oscyluje w granicach jędrności. Słuchawki wykonane są bardzo przyzwoicie, z solidnego jakościowo plastiku. Dobrze układające się na głowie i uszach, komfortowe w użytkowaniu – nie męczą ani uszu ani głowy. Choć jak dla mnie nieco zbyt słabo przylegające do uszu – wydaje się, że przez to „ucieka” niepotrzebnie do atmosfery nieco za dużo dźwięków. Generalnie słuchawki bardzo poprawne i wybitne w swej cenie predestynujące nawet do klasy nieco wyższej związku ze swym naturalnym i spójnym charakterem dźwięku. Zaletą jest możliwość ich łatwego złożenia i schowania w poręcznym pudełeczku, które chroni przed uszkodzeniem podczas transportu.

Koss Porta Pro to dźwięk nieprawdopodobnie dynamiczny z pięknym dużym (obfitym) i głębokim basem, w którym dodatkowo słychać kilka warstw. Kossy budują większą scenę niż PX100 są przez to bardziej prawdziwe w oddawaniu dźwięku dookolnego. Sound jest świeży i całkiem szczegółowy – słychać więcej szczegółów nagrań niż z PX100. Swoboda przekazu i duża muzykalność to cechy pozytywnie wyróżniające te niedrogie słuchawki wśród innych. Moim zdaniem zdecydowanie lepsze dźwiękowo niż Sennheisery – nawet pół klasy wyżej – brzmią od nich czyściej i bardziej rozdzielczo, a linia melodyczna nagrań wysuwa się na pierwszy plan. Kossy leżą na głowie poprawnie, na uszach dociskają się w małżowinach, przez co dźwięk wydaje się być jeszcze bardziej dosadny i bezpośredni. Niestety, Kossy nie są zbyt wygodne przy dłuższych odsłuchach – męczą dość silnym naciskiem na uszy, a metalowy pałąk dosłownie wrzyna się w głowę. Trudno je nosić na szyi – mogą „zadusić”, ponieważ pałąk ma tendencję do ściskania (składa się sam). Nie można ich łatwo przenosić w torbie, bo system ich składania nie jest dobrze opracowany – rozkładają się same, przez co potencjalnie są bardziej narażone na uszkodzenie podczas transportu niż PX100.

Zdjęcie autora bloga

Konkluzja
Koss Porta Pro to „dojrzałe” słuchawki z pełnym basem i dobrą przestrzenią (czuć w nich „wypełnienie”) zapewniające duże i pozytywne doznania muzyczne. Jakość ich wykonania jest dobra, ale wygoda i komfort użytkowania – niezadowalające. KPP są krótko mówiąc niewygodne. Uszy poddawane „torturom” przez konstrukcję słuchawek przy dłuższych odsłuchach. Wyższa klasa dźwięku niż cena na to by wskazywała.

Sennheiser PX100 to wyrównane pasmo i plastyczne dźwięki, naturalne i przyjemne granie charakterystyczne dla niektórych wyższych modeli Sennheisera ograniczone tu jedynie mniejszą ilością szczegółów i gorszym (odchudzonym) basem oraz mniejszą (węższą) sceną. Komfort użytkowania – wzorcowy!

Sennheiser PX100 czy Koss Porta Pro?
Ostatecznie to jednak trudny wybór. I Kossy są wybitne w swej zharmonizowanej przestrzeni i doskonałej dynamice oraz Sennheisery w świetnym oddaniu barw i naturalności dźwięku. Stawiam jednak na Koss Porta Pro pomimo ich niekomfortowości dłuższego noszenia na uszach - dziś użytkuję już ich kolejną (trzecią) parę… Dlaczego? Bo są po prostu w każdym względzie, poza niekompletną wygodą użytkowania, wspaniałe!

Zdjęcia pochodzą ze strony Flickr, a także w własnych zasobów autora.

niedziela, 11 grudnia 2011

Myjka Knosti do płyt winylowych



Wstęp
Ponownie rosnąca popularność słuchania muzyki z płyt winylowych po latach regresu stawia przed ich nowymi użytkownikami nieznane do tej pory utrudnienia i przeszkody. Aby odsłuchać płytę CD wystarczy wyjąć ją z plastikowego lub papierowego opakowania, włożyć/położyć do szuflady lub napędu i następnie wcisnąć klawisz „play” odtwarzacza - to wszystko jest łatwe i nieskomplikowane. Natomiast, winylowa płyta analogowa wymaga więcej zabiegów oraz troski dla prawidłowego jej odczytu przez igłę gramofonu. Szczególnie przykrym zjawiskiem jest łatwość elektryzowania się czarnej płyty, a przez to przyciąganie kurzu i innych mikro-drobinek fruwających w naszym pokoju odsłuchowym (w tym i cząsteczek tłuszczu). Te zabrudzenia z czasem tworzą nawet spory nalot na płycie, wnikają głęboko w jej rowki, zestalają się i utwardzają przyczyniając się do gorszych parametrów odsłuchiwanego dźwięku, powodują trzaski i przeskoki płyty. Brud ten często jest nie do usunięcia przy pomocy prostych zabiegów typu przecieranie warstwy płyty ścierką lub specjalną szczoteczką z welurowym włosiem. Bardzo praktycznym i łatwym sposobem usuwania zanieczyszczeń z płyty winylowej oraz jednocześnie zabezpieczeniem  przed zjawiskami statyczności elektrycznej jest jej kąpiel w myjce Knosti.

Parę słów o myjce Knosti
Myjka Knosti jest produkowana nieprzerwanie w Niemczech od 1978 roku,  a obecnie jest już dostępnych na rynku wiele jej mutacji, odmian. To, co wyróżnia Knosti, to jej umiarkowana cena około 200 zł oraz solidna i przemyślana ergonomiczna budowa z twardego tworzywa sztucznego. Myjka składa się z głębokiej, lecz wąskiej wanienki o półkolistym kształcie, w której umieszczone są pionowo z dwóch stron szczotki z koziego włosia, pomiędzy którymi przesuwa się płyta. Na górze wanienki znajdują się dwa wgłębienia, w które wkłada się trzpienie zakręcanego kółka mocującego winyl. W zestawie producent dołącza również suszarkę/stojak na umyte płyty, litr płynu myjącego oraz lejek z filtrami. Każdą część myjki można nabyć osobno - szczotki, kółko z trzpieniami, etc.





Mycie płyt
Proces kąpieli płyt jest nieskomplikowany – po wyjęciu winylu z okładki nadziewa się go na trzpień kółka mocującego po czym dokręca się mocno drugą połową kółka – w ten sposób zakryte są papierowe labele analogu, które wrażliwe są na ciecz (bo może rozpuścić farbę labelu). Po ówczesnym nalaniu płynu do wanienki, umieszcza się plastikowe kółko na górze wanienki w specjalnych otworach. Następuje proces mycia – dla najlepszego efektu mycia warto obrócić płytą po około 20 razy w każdą stronę (np. najpierw 20 razy w lewo, a potem w prawo). Po tych czynnościach należy powoli wyjąć płytę z wanienki, odczekać kilkanaście sekund, aż większa część płynu spłynie z płyty, a potem umieścić ją na suszarce (niektórzy po wyjęciu płyty z cieczy wycierają ją do sucha miękką szmatką). Po kilku minutach można odkręcić pierścień, a płytę ponownie umieścić w suszarce – chodzi o to, by jak największa część płynu zdążyła spłynąć/odparować przed odkręceniem kółek, aby uchronić labele przed zamoczeniem. Teraz można zacząć kąpać kolejną płytę.




Płyn do mycia płyt
Załączony fabrycznie płyn do mycia płyt (1L) jest dobrej jakości, lecz wystarczający jedynie do efektywnego umycia około 30 płyt – potem staje się ciemnoszary, brudny. Przelewanie go przez system załączonych filtrów jedynie w małym stopniu pozwala na usunięcie tych rozpuszczonych zanieczyszczeń. Najlepiej po umyciu pierwszej partii płyt sporządzić we własnym zakresie nowy płyn – można, oczywiście kupić gotowy taki płyn, ale zakup 1 L oryginalnego płynu Knosti to wydatek około 80 zł, co czyni proces mycia kosztowną czynnością.

Istnieje kilka receptur płynu do mycia płyt winylowych. Najczęściej stosowana, głównie w sklepach z używanymi winylami, ale zalecana także przez między innymi Bibliotekę Kongresu USA, to roztwór wody destylowanej z kilkoma mililitrami surfaktantu, czyli w polskich warunkach np. detergentu - płynu do mycia naczyń Ludwik. Analog po umyciu jest dość czysty, ale surfaktant (tu płyn do mycia naczyń) nie ma wysokich właściwości antystatycznych przez to płyta nadal narażona jest na przyciąganie kurzu. Zaletą tej metody jest brak alkoholu nieobojętnego dla tworzywa sztucznego. Zarówno alkohol izopropylowy a zwłaszcza alkohol etylowy wypłukują substancje nadające elastyczność płycie, co powoduje wzrost jej sztywności i w dalszej perspektywie, zwiększoną podatność na mikro-urazy. Niemniej jednak, proces ten jest bardzo powolny i nie powinien przynosić bardziej obserwowalnych zjawisk na przestrzeni kilkudziesięciu lat. Wadą mieszaniny woda destylowana plus surfaktant jest brak alkoholu, który rozpuszcza i wypłukuje substancje nierozpuszczalne przez wodę…

W związku z powyższym, wiele osób rekomenduje sporządzenie następującego roztworu (w tym i użytkownicy forum audiostereo.pl):

Woda destylowana – 700ml
Alkohol izopropylowy – 300ml
Fotonal  – 5 ml



Fotonal to środek do płukania negatywu używany w fotografii tradycyjnej (kąpiel płucząco-zmiękczająca do negatywów czarno-białych). Zawiera środki powierzchniowo czynne wspomagające (zwilżające) proces suszenia negatywu, przez co znajduje także kapitalne zastosowanie do suszenia winyliWarto kupować wodę destylowaną o nazwie „Woda do wstrzykiwań - Baxter”. Jest do nabycia w aptekach w cenie 3 złote za 500 ml. Alkohol izopropylowy to inaczej propan-2-ol (wg. IUPAC) lub 2-propanol. Można go kupić w hurtowniach chemicznych.

Jakie korzyści przynosi mycie płyt?
Przede wszystkim, mycie płyt usuwa zabrudzenia z rowków oraz działa antystatycznie (zabezpiecza płytę przez elektryzowaniem się i przyciąganiem kurzu etc). Brudna płyta po umyciu w myjce brzmi znacznie czyściej i dokładniej – dźwięk staje się dokładniejszy, bo igła gramofonu swobodnie penetruje cały rowek. Odbiorca słyszy wyraźniej muzykę – pojawiają się szczegóły, przedtem nie zawsze słyszalne. Ponadto zmniejsza się ilość trzasków i przeskoków płyt.

Dodatkowo, by zmniejszyć ryzyko uszkodzenia płyt podczas wkładania/wyjmowania z obwoluty warto zaopatrzyć się także w folie antystatyczne, w których powinno się je przechowywać (czyli tzw. koszulki).

Konkluzja
Płyty winylowe w odpowiedni sposób przechowywane, a także poddawane okresowej konserwacji oraz we właściwy sposób użytkowane mogą zachować swoje wszystkie właściwości jako nośnik zapisu dźwięku przez wiele lat - nawet ponad 100!

Wiele informacji o myciu/czyszczeniu płyt winylowych zawarta jest TU.

środa, 7 grudnia 2011

Plan najbliższych recenzji - grudzień 2011r.

W najbliższym czasie mam w planie opisać kilka ciekawych urządzeń. Parę z nich to rynkowe nowości.

Na początek przygotowywane są monitory Paradigm Mini Monitor v.7, które właśnie rozpoczynam wygrzewać. Niebawem staną na standach i zostaną podłączone na kilka dni do sygnału płynącego ze wzmacniacza oraz radioodbiornika.



Powoli zabieram się do implementacji nowej wkładki gramofonowej MC - Audio-Technica AT-F3/III, która zastąpi wkładkę MM Clearaudio Aurum Classic Wood w gramofonie Clearaudio Emotion. Cały proces wymiany oraz zmiany w dźwięku obiecuję dokładnie udokumentować i opisać.



W międzyczasie mam zamiar napisać kilka zdań o myjce do płyt gramofonowych - Knosti, a także opisać słuchawki Sennheiser PX-100 oraz Koss PortaPro.

Mam nadzieję zakończyć grudzień recenzując serwer muzyczny Olive 04HD, ale nie wiem czy uda mi się dotrzymać terminu.



Zapraszam P.T. Czytelników do lektury!


poniedziałek, 5 grudnia 2011

Kolumny Pylon Pearl



Wstęp
W powszechnym przekonaniu utarł się pogląd, że to co tańsze jest zwykle gorsze od tego, co droższe. Reguła ta dotyczy także sprzętu audio-video. Codziennie epatowani jesteśmy opisami wspaniałych i kolorowych urządzeń klasy high-end za nieprawdopodobnie wielkie pieniądze, a ich twórcy pokazują nam „Panteon audio”, do którego powinniśmy powoli i nieustępliwie dążyć, jeżeli chcemy doświadczać prawdziwej „audio-nirwany”. Producenci z Chin ostatnimi czasy pokazali nam jednak, że dobry sprzęt hi-fi nie musi kosztować kolosalnych pieniędzy – świat został wręcz zalany ofertą chińskich urządzeń audio, z których to duża część reprezentuje wysoki poziom jakości budowy oraz generowanego dźwięku. Z drugiej strony, od czasu do czasu, pojawiają się na rynku solidne i ciekawe a tanie konstrukcje dostępne dla umiarkowanie majętnego użytkownika audio np. słuchawki Creative Aurvana Live!, gramofony Pro-Ject Debut, Rega RP-1, etc. Niedawno zaś zostaliśmy zaskoczeni mocnym i głośnym wejściem niedrogiego rodzimego produktu – głośnikami Pylon Pearl, które przebojem zdobyły kilka nagród i entuzjastycznych recenzji, ale zdołały także do czerwoności  rozgrzać dyskusję o nich w Internecie. Powodowany ciekawością oraz naturą eksperymentatora napisałem list do producenta – firmy Pylon S.A. z prośbą o wypożyczenie kolumn na potrzeby niniejszej recenzji – po kilku dniach głośniki stały już u mnie w salonie.




Kika słów o firmie Pylon S.A.
Do niedawna właściciele Pylon S.A. koncentrowali się na innych produktach niż kolumny i choć już od 10 lat zakład wytwarza obudowy głośnikowe, to dopiero w maju 2011r. oficjalnie powstała struktura produkująca całe kolumny głośnikowe. Dziś firma ma już w swojej ofercie kilka pozycji katalogowych uwzględniając w tym monitory, kolumny podłogowe, a także obudowy głośnikowe produkowane dla różnych firm w Polsce (między innymi dla Tonsil) i za granicą.  Pylon ma w swoich zasobach kadrowych bardzo zdolnych i utalentowanych konstruktorów kolumn z dużym doświadczeniem.  Cała linia montażowo-produkcyjna znajduje się w Polsce w jednym miejscu - w Przyborkach niedaleko Wrześni. Zakład jest w stanie wyprodukować 400 obudów dziennie.   Podczas ostatniej wystawy Audio Show 2011 w Warszawie zaprezentowane zostały po raz pierwszy nowe kolumny Pylon Sapphir.

Budowa
Na potrzeby niniejszego testu otrzymałem kolumny w specjalnym wybarwieniu obudowy: biały błyszczący. Pierwsze wrażenia po wyjęciu ich z kartonów są bardzo pozytywne – Perły prezentują się znakomicie.       Bardzo ładnie koresponduje biały głośnik niskotonowy z białą obudową. Same głośniki nie są zbyt ciężkie, bo jedna sztuka waży 11 kg, co wynika z faktu, że do produkcji ścianek użyto dość cienkiej 16 mm płyty MDF oraz płyty paździerzowej obłożonej folią winylową, która w białej edycji przypomina bardziej front mebli kuchennych niż prawdziwy lakier fortepianu koncertowego, ale ostatecznie ogólne odczucia estetyczne są dodatnie. Front kolumn budzi skojarzenia z produktami angielskiego Harbetha z uwagi na wystające do przodu ranty bocznych ścianek – uroczy detal nadający nieco wintadżowego charakteru. Zastosowane głośniki to niskotonowy Tonsil GDN 17/40 oraz wysokotonowy Tonsil DWK 10/80/26. Głośniki te cieszą się dobrą opinią wśród branżystów i spokojnie mogą być porównywane z innymi renomowanymi zachodnimi. Okablowanie wewnątrz skrzynek wykonano linką z miedzi OFC, skrzynki nie są wytłumione. Co ciekawe, Pearle w rzeczywistości są monitorami postawionymi na cokole, ponieważ na wysokości 2/3 wewnątrz obudowy znajduje się płyta odcinająca całkowicie górną komorę od dolnej. Na dole frontu umieszczono firmowe logo, muszę przyznać, że ciekawe i efektowne, budzące pozytywne konotacje. Na spodzie znajdziemy gwinty, w które można wkręcić złocone kolce (znajdujące się w komplecie) co dodatkowo podnosi walory estetyczne. Z tyłu (w połowie wysokości) zamontowano pojedyncze terminale głośnikowe w jakości wystarczającej, a pod nimi tabliczkę znamionową. Natomiast, ponad terminalami znajduje się nieco zaokrąglone wyjście rury bas refleksu.
Podsumowując, budowa kolumn jest dość surowa i prosta, ale dobrze pomyślana i estetyczna. Satysfakcjonująca.




Wrażenia z odsłuchów
Ponieważ otrzymałem głośniki „prosto z linii produkcyjnej” zanim przystąpiłem do właściwego testu, plumkały sobie w drugim pokoju podłączone do wzmacniacza i tunera analogowego i wygrzewały się przez kilka dni radiową Trójką.

Po tej wstępnej rozgrzewce Pylony po kolei podłączałem do następujących wzmacniaczy:
Accuphase E-213, Yaqin MC-100B oraz Rotel RC-03 (przedwzmacniacz) oraz 2x Rotel RB-03 (dwie monofoniczne końcówki mocy). Główne źródło to odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-Pro oraz gramofon Clearaudio Emotion. Jako kolumny odniesienia zastosowałem Vienna Acoustics Mozart Grand oraz Usher S-520.

Wiele razy podłączając do zestawu audio nowo nabyty jego element, przeżywam uczucie niepewności czy świeżo kupiony lub wypożyczony sprzęt „zgra się” z pozostałymi jego komponentami i czy nie będę nieprzyjemnie zaskoczony jakimś zgrzytem lub niechcianą zmianą w dźwięku. Ostatnio rozczarowałem się wypożyczając ze sklepu XYZ rewelacyjnie opisywany w periodykach audio pewien sławny DAC, który po podłączeniu i odsłuchu w  moim systemie nazajutrz czym prędzej, oddałem do sklepu, bo nie usłyszałem ani większej głębi i przestrzeni, ani szczegółowej proliferacji dźwięku tak zachwalanej w recenzjach.

W trakcie pierwszego podłączenia (i odsłuchu) Pylonów Pearl do wzmacniacza Accuphase E-213 oraz MF A1 CD-Pro przeżyłem duże zaskoczenie, ale całkowicie odmienne niż w powyższej sytuacji. Pierwsze, co pomyślałem, że, to niemożliwe, aby kolumny za niecałe 1000zł tak dobrze grały! A grają. Do uszu dobiega w pełni zharmonizowany dźwięk o dużym nasyceniu średnicy, wyraźnej górze oraz silnym, mięsistym basie o dużej dynamice. Brzmienie kolumn jest wyjątkowo dobrze skomponowane, czuć tu solidną robotę konstruktorską, bo dźwięk jest rasowy i dojrzały. Ciekawie rysowana jest przestrzeń i głębia, a także stereofonia – słuchacz ma rzeczywistą ułudę przebywania na koncercie albo wrażenie obecności muzyków w pokoju odsłuchowym. Piszę te słowa z całkowitym poczuciem za nie odpowiedzialności, bo naprawdę nie mam uwag, co do definiowania przez Pylony przestrzeni, bo ta jest więcej niż poprawna.

Ponadto, bardzo przyjemne dla uszu są reprodukowane wokale – bezpośrednie i odpowiednio nasycone muzyką. Struny gitar wyraźnie rozwibrowane i z odpowiednim gradientem natężenia dźwięku.  Na płycie Chrisa Rea „Santo Spirito Blues” (Rhino/Warner Music UK) charakterystyczny zachrypnięty głos Chrisa oraz jego Fender Stratocaster brzmią bardzo charyzmatycznie i przekonująco, a jednocześnie liniowo – bez przesadnego efekciarstwa czy nadmiernego uwypuklania najwyższych rejestrów. Niedostatki w dźwięku, jeżeli nawet pojawiają się, to są właściwie zamaskowane, bo dźwięk jest potoczysty, ale nie nachalny. Plastyczny i dobrze poukładany, bez przeskalowywania tak często znanego w tańszych konstrukcjach.

Bas na płycie zespołu Jaga Jazzist "The Stix” (Ninja Tune) odczuwany jest dobitnie i nieomal całopasmowo. Piszę „nieomal”, ponieważ Pearle jako monitory mają pewne niedyspozycje w produkowaniu najniższych rejestrów, ale słuchacz odczuwa to naturalnie i bez poczucia większych braków, ubytków. Bas nie schodzi nisko, ma jednak tak skonstruowaną barwę, że wydaje się być dokładny i wyśmienicie definiowany – ogólne wrażenie muzyczne sugeruje wyjątkową zwartość oraz elastyczność tego zakresu. Poszczególni muzycy dużego kolektywu Jaga Jazzist są wyraźnie „porozstawiani” na scenie – nie ma problemów z lokalizacją ich instrumentów, lecz o większej aurze wokół ich nie ma co myśleć – analogicznie ma się sprawa z subtelnościami tła i mini-wybrzmieniami, bo słabo je słychać (tak jak to się dzieje w kolumnach odniesienia Vienna Acoustics Mozart Grand). Rozdzielczość kolumn jest całkiem dobra, szczególnie, jeżeli wziąć pod uwagę umiejętności separacji instrumentów od siebie, a nie wydobywanie na wierzch mikrodetali. Barwa oddawana jest bez wnikania w niuanse, ale czysto i powabnie – z dużą kulturą wglądu w nagrania. Dźwięk wibrafonu szczególnie dobrze jest pokazywany przez opisywane głośniki – mocno i namacalnie, dźwięcznie i przestrzennie. Czysto i klasowo.




Podsumowanie
Pylony Pearl są dobrze zaprojektowane i solidnie wykonane. Oferują rasowy i dojrzały przekaz. Grają wyjątkowo dynamicznie (jak na tę klasę cenową), dość jasno, choć nie do końca detalicznie, ale bez nadmiernej krzykliwości lub szklistości. Mają mocny, zwarty i rytmiczny bas, lecz bez zapędzania się w jego najniższe rejestry. Na duże wyróżnienie zasługuje ich sposób i umiejętność budowania panoramy stereofonicznej oraz zjawisk przestrzennych. Udaje im się uzyskać brzmienie, które jest wiarygodne, ma odpowiednie proporcje – jest właściwie oraz proporcjonalnie rozciągnięte we wszystkich zakresach. Wokale brzmią zawsze naturalnie i plastycznie – słuchacz ma wrażenie słuchania ich „na żywo”, co jest zazwyczaj przymiotem konstrukcji o wiele droższych.

Muszę szczerze przyznać, że pierwotna wersja niniejszego testu była o wiele bardziej entuzjastyczna, bo „perły” bardzo przypadły mi do gustu, ostatecznie postanowiłem jednak nieco zrelatywizować opis po to by był bardziej obiektywny, a przez to, być może, bliższy prawdy. Słuchanie "perełek" to prawdziwa przyjemność, również dla kogoś, kto na co dzień słucha na kolumnach około 10 razy droższych, jak ja.


Relacja cena/jakość w tym przypadku jest wyjątkowo korzystna i trudna do pobicia nawet przez chińskie urządzenia. Świetne kolumny na początek przygody z audio, a także kapitalne głośniki do drugiego systemu nawet dla bardziej zaawansowanych audiofili.

Cieszy mnie, że w Polsce powstają takie przedwsięzięcia jak Pylon S.A., które udowodniają swoimi produktami, że polskie sprzęty audio, rozmyślnie zbudowane z rzetelnych i solidnych komponentów (uwzględniając w to głośniki Tonsil o dużym rynkowym potencjale), mogą stać się prawdziwą konkurencją dla zagranicznych, czego życzę z firmie z całego serca.



Specyfikacja techniczna
Impedancja: 6 Ohm
Pasmo przenoszenia: 43-23 000 Hz
Efektywność: 88 dB
Wymiary [W x H x D]: 200 x 900 x 250 mm
Waga: 11 kg
Głośnik niskotonowy: Tonsil GDN 17/40 4 Ohm
Głosnik wysokotonowy: Tonsil GDWK 10/80.26 8 Ohm

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...