piątek, 12 kwietnia 2013

Monitory Canto Two i Canto Three firmy Studio 16 Hertz










Wstęp
Z firmą Studio 16 Hertz spotykam się podczas domowych odsłuchów już po raz trzeci. Pierwszy kontakt był związany z testem wspaniałych kolumn podłogowych Minas Anor IIIs, które opisałem TUTAJ. Następnie, pół roku późnej miałem przyjemność (jako pierwszy w Polsce) recenzować TUTAJ rewelacyjne monitory z nowej serii Canto – Canto One.

Nie wiem jak konstruktor (i właściciel) Studio 16 Hertz - pan Grzegorz Rogala to robi, ale każde kolumny spod jego ręki odznaczają się nieprawdopodobnie wybornym dźwiękiem. Nieomal referencyjnym. Na przykład model Minas Anor IIIs ma pośród użytkowników tych głośników status marki kultowej i ja z tym określeniem zgadzam się całkowicie. Pan Grzegorz Rogala ma niezaprzeczalny dar tworzenia prawdziwych dzieł sztuki w dziedzinie kolumn głośnikowych. Każda z nich gra nie jak pospolity zestaw membran umieszczony w skrzynce z drewna, ale jak rasowy instrument muzyczny, jak cudowny przyrząd akustyczny. A kiedy do pięknego dźwięku dodać jeszcze imponujące pod względem estetycznym zewnętrze wykończenia kolumn, to trudno nie wpaść w zachwyt, a nawet w egzaltację, co i mi się przydarzyło. Ale od początku.

Monitory Canto Two oraz Canto Three zostały wypożyczone bezpośrednio od producenta - firmy Studio 16 Hertz z Tych.

Kilka słów od producenta
Otrzymałem od pana Grzegorza Rogali list á propos budowy modeli Canto Two i Canto Three. Przytaczam go poniżej w całości.

„Z kolumnami serii Canto można było po raz pierwszy zetknąć się na wystawie Audio Show 2012 w hotelu Sobieski . Prezentowane obecnie kolumny to konstrukcje monitorowe zbudowane w oparciu o przetworniki skandynawskie i skandynawsko-pochodne, jak to ma miejsce w większości naszych kolumn.

Canto Two posiada nisko-średnio tonowy głośnik wyprodukowany przez duńskiego Peerlessa, ma membranę z formowanego wtryskowo polipropylenu IMG o dużym +/-5 mm skoku membrany, cewkę 1 calową i magnes 80 mm. Rolę zakresu wysokotonowego przejmuje kopułka Morela z linii Classic z aluminiowym frontem i membraną 28 mm w uzwojeniu miedzianym drutem o przekroju sześciokątnym, która korzystniej wypełnia szczelinę magnetyczną. Na materiał skrzynek posłużył MDF grubości 19 mm, a front ma podwójną grubość. Wykończenie to fornir egzotyczny – heban. Lakier to zaś półmat odkryto porowy. Front lakierowany na czarno w zabarwieniu półmat w wykończeniu młotkowym.
Wewnątrz znajduje się wieniec usztywniający.  Zwrotnica elektryczna obejmuje I rząd filtru w zakresie sekcji nisko-średnio tonowej i II rząd w sekcji wysokotonowej. Elementy filtrów to cewki powietrzne na drucie 1, 4mm2 oraz kondensatory polipropylenowe Audyn Cap QS niemieckiego Intetechnika.

W Canto Three zaaplikowany jest głośnik 14 cm - jest to produkcja OEM Vify, posiadający membranę z powlekanej celulozy.  W centrum membrany znajduje się kopułka tekstylna dla rozszerzenia pasma przenoszonych częstotliwości; kosz wykonany jest z twardego tworzywa. Skok membrany to +/- 4 mm. Cewka ma rozmiar 25 mm, a masa całego układu drgającego zaledwie 8 gram. W torze wysokotonowym mamy kopułkę ScanSpeak D2604/8300, znaną także pod logiem Vifa DX25TG09/04. To pierścieniowo kopułkowy przetwornik o gładkim paśmie przetwarzania, posiadający bardzo niski rezonans 700 Hz, nadaje się do pracy ustaleniem relatywnie niskiej częstotliwości podziału filtrów. Zwrotnica to dwa razy II rząd nachylenia zboczy filtrów na oktawę. Cewki powietrzne I.T.; kondensatory polipropylenowe Jantzen Z-standard, a rezystory metalizowane. Skrzynka tym razem to także MDF, w całości obudowy ma grubość 19 mm. Wszystkie krawędzie są tutaj zaokrąglone. Wykończenie to lakier „high gloss white piano”, czyli na wysoki połysk. Możliwe lakierowanie na dowolny kolor z palety RAL.

Obie konstrukcje to system bass-reflex, otwór wyprowadzony do tyłu ma średnicę 44 mm przy wlocie i 50 mm przy wylocie tunelu z wyprofilowanym zakończeniem. Terminal przyłączeniowy pojedynczy złocony, akceptujący gołe kable do średnicy 6 mm, jak i wtyki bananowe i widełki”.

Wrażenia ogólne
Pan Grzegorz Rogala przesłał mi na odsłuchy dwie pary kolumn: Canto Two i Canto Three, ale nic nie wspomniał, nie pochwalił się wcześniej, że owe monitory reprezentują światową ligę wykonawczą! Kiedy rozpakowałem dwa spore kartony, oczom ukazał się nieprawdopodobny widok – te głośniki są nieziemsko piękne. Wspaniale i dokładnie wykonane. Czysto, równo i precyzyjnie. Canto Two oklejone są efektownym półmatowym fornirem z hebanu, ułożonym na bocznych ściankach przeciwstawnie do górnej i tylnej. Taki wzór to jest niejako znak firmowy Studio 16 Hertz, ale okleina może być położona w dowolnie inny sposób (i wybrana z obszernego wzornika). Front Canto Two jest w kolorze czarnym. Całość, tak jak napisałem, wywiera bardzo wysokie wrażenia estetyczne – kolumny wyglądają na 2-3 razy droższe (bez żadnej przesady), a jeżeli przyjąć, że użyte głośniki pochodzą od izraelskiego Morela i duńskiego Peerleesa, to można przyjąć ich polską cenę za dumpingową.

Podobnie rzecz ma się z Canto Three. A nawet bardziej. Bo tak wyborne wykończenie na biały wysoki połysk „high gloss” lakieru fortepianowego ostatnio widziałem na edycji specjalnej austriackich kolumn Vienna Acoustics w luksusowej serii „white”. Canto Three to najwyższej klasy robota. Wszystko równiusieńkie i pięknie błyszczące; rogi i krawędzie kolumn zaokrąglone, powierzchnie niezwykle gładko wypolerowane – jak na białym fortepianie koncertowym firmy Yamaha. Najprawdopodobniej każda kobieta zapragnie Canto Three mieć w salonie, a może nawet i w sypialni (?). Warto dodać, że wybarwienie obudowy możliwe jest do wyboru z bogatej palety RAL – na przykład krwisto-czerwone…

Na górze zastosowano głośnik ScanSpeak/Vifa, na dole OEM Vifa.

















Wrażenia odsłuchowe
Monitory Canto Two i Canto Three przyłączałem do kilku wzmacniaczy: Hegel H100 (test TU) o mocy 2 x 120 Wat przy 8 Ohm, Cyrus 6a (test TU) o mocy 2 x 40 Wat oraz Dayens Ampino (test TU) o mocy 2 x 25 Wat. Kolumny grały w dwóch pomieszczeniach – o powierzchni 20 m2 i 30 m2.

Zarówno Canto Two, jak i Canto Three zaskakują dźwiękiem, bo ten jest znacznie większy (spektakularny), niż na to wskazywałyby wymiary skrzynek, a te są przecież niewielkie. Tymczasem Canto pompują dźwięk aż miło – grają ofensywnie i mocno, żywo i wspaniale dynamicznie.  Ekspresyjnie i ekspansywnie. Szybko i bez słyszalnych ograniczeń. Kiedy zamknąć oczy, wydaje się, że grają spore podłogówki. Warto jednak podkreślić, że nie jest to dźwięk efekciarski, sztucznie podrasowany. Przekaz jest silnie skupiony (muskularny), sprężysty i energetyczny, ale w całości proporcjonalny, z dużą harmonią tonalną i regularnymi zakresami. Wysokiej klasy. Kulturalny.

Canto Two i Canto Three mają identyczne wymiary, mogą mieć także takie same wykończenie, jednak ich dźwięk jest odmienny – nie jest to duża różnica, ale znacząca.

Canto Two brzmią bardziej „audiofilsko”, są bardziej wysmakowanej natury (od Canto Three) i eleganckie. Nastrojowe. Wspaniała jest w nich przestrzeń i rzetelne, realistyczne barwy. Postawione w pokoju, giną całkowicie z przestrzeni odsłuchowej – dźwięk odrywa się od nich lekko i bezproblemowo. Bardzo dobrze budują scenę – instrumenty są jednoznacznie na niej osadzone, mocno i wyraźnie. Tzw. powietrze wokół instrumentów jest dokładnie słyszalne (o ile nagranie na to pozwala), słychać bliższe i dalsze pogłosy, a także długie wybrzmienia. Co istotne, model Two ma korzystnie zaznaczone wysokie tony – są rozdzielcze i jednocześnie wysublimowane, a to nie łatwa sztuka. Tu konstruktorowi bezsprzecznie udało się połączyć te dwie rzeczy – soprany zadziwiają niuansami muzycznymi, a przy tym nie są wyostrzone. Można napisać, że Canto Two są bardzo analogowe, naturalnie gładkie (ale nie wygładzone). Wysublimowane, a komunikatywne.

Jak już pisałem, Canto Two (podobnie jak Three) grają obszernym, rozbudowanym dźwiękiem, a także niskim żywiołowym basem, który nie jest najbardziej rozciągnięty, ale odczuwalny jako pełny i naturalny. W Two rozległość przekazu jest bardziej zróżnicowana, pedantyczna lub malowana większą ilością barw. Canto Two są bardzo komfortowe - nawet przy bardzo długich sesjach odsłuchowych nie męczą.

Z kolei Canto Three mają przekaz mniej naturalny od Two, co objawia się lekkim uprzywilejowaniem średnich tonów, ich bogactwem, a szczególnie rozmiarami. Są bardzo wyraziste – można je nazwać silnie soczystymi. Grają mocno i sugestywnie. Blisko. Mają bardzo jędrny, spektakularny styl gry, ale nie są agresywne. Niskie tony są (w co trudno uwierzyć patrząc na wymiary monitorów) jak dynamit, pełne wyrazu i mocy. Świetnie się na nich słucha rocka i elektronikę - na przykład płyty Depeche Mode brzmią bajecznie. Canto Three posiadają rzadką zaletę pokazywania znakomitej ostrości lokalizacji instrumentów, bo te są doskonale wykrawane z przestrzeni, a ich dźwięk wybornie akcentowany.  Co istotne, monitory Studio 16 Hertz nie dają słuchaczowi odczuć, że preferują jeden z wielu elementów brzmienia, lekceważąc przy tym pozostałe – wszystkie zakresy (i podzakresy) są równo traktowane, tu panuje pełna harmonia korzystna dla stanu skupienia, nasycenia muzyką. Canto Three są pozornie szybsze od Two – świetnie oddają zmiany rytmu nagrań, tempa perkusji, a przy tym nie mają problemów z analizą zagęszczonych partii dźwiękowych. Choć to Canto Two lepiej (niż Three) i pełniej zagłębiają się w strukturę nagrań, bardziej penetrują ich substancję, niuanse, zróżnicowanie tonalne. Canto Three są za to bardziej ekspresyjne, jednak ta ekspresja jest proporcjonalna, ze zdrowym drivem, nieprzesadzonym.

W podsumowaniu napiszę, że słyszałem zarówno u siebie w domu, jak i na odsłuchach w różnych miejscach w ostatnich kilku latach wiele monitorów, które reprezentowały różnorodny poziom jakościowy i cenowy. Kilka z nich niewątpliwie zasłużyło na bardzo wysokie noty, kilkanaście było poprawnych lub neutralnych, jak kto woli, a niektórym brakowało polotu, choć nie grały źle. Na tym tle kolumny Studio 16 Hertz wyróżniają się bardzo pozytywnie: nie są nijakie, mają swój styl, a nawet osobowość, duszę. Generują piękny, żywy dźwięk, który musi się podobać, a jednocześnie mają to, o co bardzo trudno w audio-stereo – umiejętność łączenia w jednym miejscu przebojowości, muzykalności i wielkiej kultury przekazu. Takie coś nazywa się rasowym graniem hi-fidelity.

Dla uczciwości opisu monitorów Studio 16 Hertz chciałem im coś wytknąć, przyczepić się do czegoś, zrugać je za ofensywność, ale trudno mi to uczynić, ponieważ zostałem nimi zaczarowany. Ich cudowny styl gry spowodował, że twarde pióro Waszego recenzenta zmiękło, a ostre zęby i pazury – stępiły się. Stąd mój powyższy zachwyt monitorami Canto, przechodzący czasem w egzaltację...

Konkluzja
1. Monitory Studio 16 Hertz to ponad zwyczajna jakość wykończenia, istnie światowy poziom. Istnieje możliwość zamówienia okleiny w dowolnym kolorze „high gloss” lub okleiny drewnianej, położonej wg. życzenia nabywcy. Wysokiej jakości zastosowane głośniki pochodzą od renomowanych producentów (Morel, Vifa, Peereless).

2. Canto Two to spora naturalność grania, lecz niezwykle przyjemna, fizjologiczna. Analogowa. Świetna stereofonia i rozdzielczość. Natomiast Canto Three to duża ekspresja połączona z kapitalną rytmiką i swobodą, a także uprzywilejowanie średnicy, która jest gęsta, aczkolwiek przejrzysta. Oba modele zapewniają czysty, dobrze zbalansowany dźwięk o świetnej kontroli i mocnym, przekonującym brzmieniu.

3. Zarówno Canto Two jak i Three generują znacznie większy (obszerniejszy) dźwięk niż by wskazywały ich gabaryty. Bez przesady można napisać, że grają jak podłogówki – żywym, energetycznym dźwiękiem, bez ograniczeń dynamicznych i sporym basem. Zadziwiające. Wielkie, małe kolumny!

4. Polska cena około 2 900 zł za model Canto Three i około 3 500 zł za Canto Two na tle zagranicznej (oraz sporej części polskiej) konkurencji jest ceną wielce okazyjną.

Sprzęt wykorzystywany podczas testu
Wzmacniacze: Hegel H100 (test TU), Cyrus 6 a (test TU) oraz Dayens Ampino (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand oraz Pylon Topaz 15 (test TU).
Źródło cyfrowe nr 1: odtwarzacz płyt Musical Fidelity A1 CD-PRO oraz NuForce DAC-100 (test TU).
Źródło cyfrowe nr 2: iPad 3 Apple (test TU) oraz NuForce Air DAC (test TU).
Źródło analogowe: gramofon Clearaudio Emotion oraz przedwzmacniacz Ri-Audio PH-1 (test TU).
Kable: różnorodne Audiomica Laboratory, interkonekt RCA Ear Stream SunRise, cyfrowy Ear Stream Digix3 (testy TU) oraz głośnikowe Equilibrum String, a także różne Belkin.
Akcesoria: panele akustyczne Vicoustic Wave Wood (10. sztuk) na ścianach, podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU) pod gramofonem, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40 (test TU) pod wzmacniaczem Hegel H100, rodowany bezpiecznik Padis (test TU) we wzmacniaczu Hegel H100 oraz zatyczki do gniazd RCA firmy Sevenrods (test TU).

Dane techniczne
Dostępne na stronie producenta Studio 16 Hertz TUTAJ.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz będzie oczekiwać na moderację