czwartek, 29 grudnia 2016

Przewody zasilające Hiend-Audio Ziggy: Cheetah i PeaceMaker


Zdjęcia przewodu PeaceMaker otrzymane od konstruktora

Wstęp
Kilka tygodni temu zwrócił się do mnie z zapytaniem pewien konstruktor-hobbysta z Warszawy, czy nie chciałbym posłuchać jego przewodów zasilających. Początkowo pomyślałem, że to najpewniej jakieś kolejne domorosłe DIY, jakich dookoła wiele. Ale po obejrzeniu przesłanych zdjęć, zapoznaniu się z ogólną specyfikacją oraz opisem konstrukcji przewodów IEC uznałem, że są jak najbardziej warte uwagi. Dlaczego? Ponieważ mają bardzo nietypową budowę (jak na przewody zasilające), super solidną konstrukcję oraz, co też istotne, niezwykle intrygującą prezencję.

Póki co, pan Ziggy (na razie konstruktor pragnie zachować anonimowość, stąd pseudonim Ziggy), sprzedaje i dystrybuuje swoje kable wśród znajomych i ich znajomych, ale w planach jest założenie własnej firmy. Przewody to autorska, oryginalna produkcja i procesy samodzielnie opracowane przez pana Ziggy'iego W liście do mnie napisał, że jego przewody, gdyby je wprowadzić na rynek, powinny kosztować około 8 000 - 10 000 PLN za sztukę.

Kilka wrażeń ogólnych
Do testów otrzymałem trzy różne konstrukcje kabli IEC: dwa pojedyncze zintegrowane kable wielożyłowe
- Hiend-Audio Ziggy Cheetah (nazwa sugerująca szybkość)
- Hiend-Audio Ziggy PeaceMaker (nazwa sugerująca spokój) oraz 
- konstrukcję na bazie pojedynczego kabla wielożyłowego (bez nazwy).

Hiend-Audio Ziggy "Cheetah" to skrętka dwóch niezależnych przewodów, każdy wewnątrz swojego niezależnego czarnego poliestrowego oplotu. Na te dwa grube, skręcone przewody nałożone są na wierzchu (na oba przewody razem) i rozłożone równomiernie względem długości, trzy duże rdzenie ferrytowe. Po jednym tuż przy każdej z wtyczek, a trzeci w pośrodku długości kabla. Wtyki wyglądają na kopie Oyaide.

Hiend-Audio Ziggy "PeaceMaker" prezentuje się jak gruba skrętka dwóch niezależnych przewodów, każdy wewnątrz swojego niezależnego czarnego poliestrowego oplotu. W  tym kablu pod poliestrowym oplotem, przy każdej z wtyczek, znajdują się cztery rdzenie. Te rdzenie są nawleczone na indywidualne przewody. Czyli w sumie są tu aż cztery rdzenie: na każdym z dwóch przewodów, przy każdej z wtyczek. Te cztery rdzenie są schowane pod oplotem, ale są łatwo widoczne z racji na lokalne zgrubienia, jakie pod oplotem się tworzą w tych miejscach. Wygląda to trochę jak wąż trawiący swoje cztery ofiary połknięte w równych odcinkach czasowych. Wtyki to kopie Oyaide.

I na koniec konstrukcja na bazie pojedynczego kabla wielożyłowego. To pojedynczy zintegrowany kabel wielożyłowy, w pojedynczym oplocie. Jest to starsza produkcja pana Ziggiego, przysłana do mnie jako porównanie/punkt odniesienia dla dwóch pozostałych przewodów. Nie opisuję jego brzmienia, a traktuję jako tło.





Hiend-Audio Ziggy Cheetah





Hiend-Audio Ziggy PeaceMaker


Hiend-Audio Ziggy - przewód IEC "jednożyłowy"

Spojrzenie na system odsłuchowy

Wrażenia dźwiękowe
Ze wstydem i pokorą muszę przyznać, że jeszcze jakieś siedem, czy osiem lat temu negowałem wpływ przewodów audio na brzmienie systemu hi-fi, a przynajmniej poddawałem to w wątpliwość. Wraz z upływem czasu związanym z bezustannym prowadzeniem niniejszego bloga, ciągłych odsłuchów i porównań sprzętowych, a także nieustannych zmian przewodów, powoli zacząłem zauważać, że kable mają dość istotne znaczenie na ostateczny dźwięk. Dziś nie mam względem tego żadnych wątpliwości. Owszem, nie wszystkie zmiany są istotnie słyszalne, nie zawsze są możliwe do jednoznacznego scharakteryzowania, czy opisania, ale na ogół „coś” w dźwięku (po wymianie jednych przewodów na drugie) dzieje się, dochodzi do skutku, następuje. Kilka razy zdarzyło mi się usłyszeć naprawdę tak duże różnice w brzmieniu, że aby uwierzyć własnym uszom, musiałem kilka razy dokonywać porównań. Podsumowując. Wielokrotnie (bo jednak nie zawsze) wpływ przewodów na brzmienie muzyki w systemie hi-fi jest niewątpliwy – i to niezależnie od rodzaju kabla. Czy jest to przewód głośnikowy, interkonekt, czy sieciowy.
   
Nauczony powyższym doświadczeniem, najpierw przewody Hiend Audio Ziggy poddałem procesowi wygrzewania podłączywszy je do wzmacniacza, gramofonu oraz DACa. Do testów właściwych zabrałem się dopiero po kilkunastu dniach, kiedy dźwięk kabli już "dojrzał". Oto ich rezultat.

Hiend-Audio Ziggy Cheetah to, najprościej pisząc, brzmienie otwarte, doświetlone, bogate i żyzne. Cechą charakterystyczną jest krystaliczna wręcz przezroczystość! To przezierność, która nie ujmuje z dźwięku niczego autentycznego, niczego nie przeinacza. To równocześnie lupa powiększająca i filtr cząsteczkowy. Akcelerator i odkrywca brzmienia. Ujawniacz detali i rozjaśniacz barw. Wprowadza do przekazu równowagę tonalną i wysoką dynamikę, ale czyni to w sposób naturalny - bezwysiłkowy. Bez napięć i bez stresu. Lekko i transparentnie. Płynnie, równo, bez zawirowań i spowolnień.

Dodatkowo, nie daje się zaobserwować zjawisko powiększania, czy pomniejszania instrumentów. Panuje pełna proporcja i harmonia. Instrumenty mają mocno i gęsto wypełniony środek. Są dobrze odseparowane od siebie oraz rozproszone po całej przestrzeni. Plany są widoczne, gradacja zachowana, pasma mają wyraźne krawędzie. Barwa nasycona, a dźwięczność doskonała.

Wydaje się, iż przewód Hiend-Audio Ziggy Cheetah najlepiej sprawdzi się do źródeł oraz do wzmacniaczy lampowych i hybrydowych. U mnie świetnie wkomponował się do wzmacniacza hybrydowego Pathos Classics One MKIII i mam silne wrażenie, że pozostanie z nim już na stałe.

Teraz czas na opis drugiego przewodu, czyli Hiend-Audio Ziggy PeaceMaker, który, zgodnie z nazwą, ma być takim „wprowadzającym pokój”. W zamierzeniu konstruktora przeznaczony do zbyt jaskrawych, wyostrzonych systemów. Kabel do spokojnego słuchania na sofie przy wieczornej lampce wina. I rzeczywiście, powyższy przewód ma nieco odmienną charakterystykę niż „Cheetah”. 

To niejako „zmiękczacz” brzmienia wprowadzający łagodność, aksamit i lekkie ocieplenie. Brzmienie zbyt natarczywe może zostać uspokojone, zbyt ostre krawędzie przystrzyżone, a wybujałe natężenie – wyważone i wypoziomowane. Nie chcę przez to napisać, że PeaceMaker zaciera, czy zamazuje dźwięk, bo tego oczywiście nie robi. Jego dobroczynny wpływ na brzmienie gdzie indziej ma środek. To niejako pogłębienie, miękkie uderzenie i naturalna płynność podparte urozmaiconą plastycznością oraz organiczną emocjonalnością. Dzięki temu brzmienie otrzymuje bardzo fizjologiczny wymiar, wspaniale analogowy charakter, wysubtelniały klimat i nastrój. Owszem, jest nieco „wolniejszy” niż Cheetah, ma mniejsze pogłębienie basu oraz krótsze wydłużanie pogłosów, ale za to ogólnie jest przyjemniejszy w odbiorze. Nie siecze detalami, a pozwala im istnieć na ciemnym tle; lekko ubarwia dźwięk, ale czyni to nienachalnie. Naturalnie i melodyjnie.

PeaceMaker najlepiej sprawdził się jako przewód zasilający wzmacniacze tranzystorowe (w tym i przedwzmacniacze gramofonowe). Na przykład mój Hegel H160, zabrzmiał bardziej bezpośrednio i naturalnie, ale równolegle bardziej życiowo; bardziej poetycko i muzykalnie. W taki sposób, że nagrania uzyskały więcej nasączenia, wypełnienia i lepsze dookreślenie, przy jednoczesnym braku niechcianego dosłodzenia i utwardzenia.

Ważna uwaga. Oba przewody wytwarzane przez Hiend-Audio Ziggy są przewodami z przedziału referencyjnego high-fidelity. Jestem pod wrażeniem ich pełnokrwistości brzmienia!

Ceny w Polsce nieustalone. Kontakt do konstruktora: zjj_wwa@hiend-audio.com

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU), Cayin CS-55A (test TU) oraz Dayens Ecstasy III (test TU), a także Pioneer NS-50DAB (test TU).
Kolumny: Triangle Esprit Antal EZ (test TU), Klipsch RP-150M (test TU), Pylon Diamond 28 (test TU), Pioneer RM-05 (test TU), Living Voice Auditorium R3 (test TU) i Guru Audio Junior (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.

DAC: Cayin DAC11 (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro, Acer Aspire ES13 i Dell Latitude E6440.
Gramofony: Nottingham Analogue Horizon z wkładką Ortofon 2M Black (test TU) i Shape of Sound Skalar z wkładką Goldring 1042.
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi iPhono2 (test TU), Primare R32 (test TU), Pathos In The Groove i Musical Fidelity MX-VYNL (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Kenwood KT-7500 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH-610, Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Blue Mo-Fi (test TU), Moshi Avanti i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Cayin C5 DAC (test TU), Fostex HP-A4BL i Trilogy 931 (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper.

Przewody sieciowe odniesienia: KBL Sound Fluid, Audiomica Laboratory Jasper Reference, Audiomica Laboratory Volcano Transparent, Perkune Audiophile Cables, AirTech Evo i DC-Components.

5 komentarzy:

  1. Kable zasilające są jakąś magią w systemie grającym. Sam lekko uległem tej zabawie i jestem posiadaczem i użytkownikiem kabli Supry. Nie mniej zjawisko jest wybitnie ciekawe z jednego głównego powodu. Otóż od wytwórcy prądu poprzez dystrybucję mamy co mamy i tego nie jesteśmy w stanie zmienić. Z tego co widzę przez Pana okno mieszka Pan w apartamentowcu więc blokowisko - ja w domu wolnostojącym. Stosowane przewody przynajmniej w ścianach domów to najczęściej jednożyłowe kable masowej produkcji, często tanie - wiadomo oszczędności inwestorów, grunt byle spełniały normy - w przekrojach 3 lub więcej żyłowe x 2,5 mm2, ewentualnie więcej do zasilania głównego przedlicznikowego lub do kuchenek elektrycznych etc. Na to też nie mamy wpływu przecież nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie pruł tynków i kładł nowych specjalistycznych kabli i to zaledwie od skrzynki rozdzielczej w przedpokoju.
    Na zdrowy rozum to co już jest w ścianach pod i nad ziemią, jest i tego nie zmienimy. Zmieniamy ostatni metr łączówki i czarna magia. Działa. W zasilaczach sprzętu do trafo od złącza na ściance obudowy też cudów high-endowych nie ma. To co nawinie producent transformatora tam jest i tyle. A jednak działa. Jak wspomniałem sam uległem szaleństwu - szczęśliwe skończyłem na niedrogich Suprach za niewielkie pieniądze kupując 3x2,5 z metra plus chińskie wtyki za grosze (takie same na oko jak na zdjęciach za tysiące) i działa. A jednak .... Każdy musi sam znaleźć swój złoty środek. Pozdrawiam i Najlepszego na Nowy 2017 rok. Niech systemy grają jak najlepiej i tego się trzymajmy. Marek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę przyjąć, że taki kabel działa na zasadzie filtra, który prąd przed wejściem do urządzenia "stawia do pionu". "Zmieniamy ostatni metr łączówki i czarna magia. Działa" , lepiej gdy zmieniamy 1,5 metra.

      Usuń
  2. Dziękuję za opinie i wpis. Zgadzam się z Panem, ale proszę przeczytać mój tekst zaczynający się zaraz pod nazwą rozdziału "Wrażenia dźwiękowe".
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, przypadkiem trafiłem na Pana post sprzed 5 lat :

      "Pewnie, że tzw. sieciówki mają wpływ na brzmienie/przekaz dźwięku. Mniej więcej tak w 0,01%. Kto to słyszy, temu szczerze gratuluję słuchu nietoperza."

      http://audiohobby.pl/index.php?topic=6591.0

      Jest Pan najlepszym przykładem, że wystarczy do systemu hifi wpiąc u siebie w dumu kabel, aby szybko zmienić zdanie na temat ich wpływu na brzmienie.

      Usuń
    2. MegaDzolero,
      Racja. To mój wpis. Proszę jednak przeczytać powyższy tekst zaczynając od tytułu "Wrażenia dźwiękowe". Pokora uczy.
      Życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

      Usuń

Komentarz będzie oczekiwać na moderację