S

S

MA

Planeta Dźwięku

Premium Sound

Polpak

środa, 9 lipca 2014

Słuchawki Final Audio Design Pandora Hope VI





Wstęp
Mój pierwszy kontakt ze słuchawkami marki Final Audio Design miał miejsce podczas tegorocznej audiofilskiej majówki w gdańskim salonie Premium Sound, gdzie zetknąłem się z modelami Piano Forte VIII oraz Pandora Hope VI, a te ostatnie wywarły na mnie kolosalnie pozytywne wrażenie. To wówczas postanowiłem, że za wszelką cenę muszę „dorwać” Pandora Hope VI na testy. Traf sprawił, że tuż po spotkaniu w Premium Sound odezwał się do mnie polski dystrybutor Final Audio Design – firma Fonnex z Nadarzyna k. Warszawy z propozycją dostarczenia słuchawek do recenzji. Nie urywam, że ta oferta bardzo mnie ucieszyła – od razu poprosiłem o użyczenie modelu Pandora Hope VI. Niestety, ten akurat przebywał „na testach”, więc Fonnex zaproponował wypożyczenie serii Adagio. Otrzymałem do testów egzemplarze douszne: Adagio II, III i V, co w zasadzie było mi na rękę, bo akurat wyjeżdżałem na krótki urlop, zatem zabrałem je ze sobą w podróż. Podczas tygodniowego wypoczynku miałem sposobność dokładnie zapoznać się z dźwiękiem Adagio (rezultat opisałem TUTAJ). Natomiast zaraz po powrocie do kraju, napisałem list do Fonnex, z pytaniem o dostępność Pandora Hope VI. Otrzymałem odpowiedź: „tak, ten model jest już dostępny – wysyłamy go do pana”. I w ten oto sposób, od końca czerwca, mam miłą sposobność cieszyć się wybornym dźwiękiem Pandora Hope VI.

Final Audio Design
Myślę, że nie ma sensu szczegółowo opisywać dziejów i historii przedsiębiorstwa Final Audio Design, bowiem uczyniłem to dość wyczerpująco dwa tygodnie temu podczas testu słuchawek dokanałowych Adagio, z którym Szanowny Czytelnik może zapoznać się TUTAJ. Przypomnę dziś tylko najważniejsze fakty.

Final Audio Design to firma stricte japońska. Została założona dokładnie 40 lat temu – w 1974 roku przez pana Kenomori Takai, dziś prezydenta przedsiębiorstwa. Przedsiębiorstwo położone jest w dzielnicy Tokio o nazwie Shinagawa. Obecny profil działalności obejmuje nieomal wyłącznie produkcję słuchawek, jedynym wyjątkiem jest wytwarzanie podstaw antywibracyjnych opartych o łożyska kulkowe. W planach jest wprowadzenie na rynek wkładki gramofonowej MC.

Słuchawkowe portfolio składa się z kilku serii – są to douszne Adagio, Heaven, Piano Forte oraz nauszne Pandora Hope. W sumie jest tu kilkanaście różnych modeli, a w przygotowaniu są kolejne – między innymi flagowe Pandora Hope X oraz galanteryjne Lab 1. Notabene Pandora Hope X będą kosztować w Polsce około 15 000 PLN (!).

Już sama nazwa przedsiębiorstwa „Final Audio Design” wskazuje, że projekt (design) ma bardzo istotne znaczenie dla każdego produktu. Firma współpracuje w tej dziedzinie z uznanymi projektantami sztuki użytkowej – w tym z panem Kazuhige Miake z tokijskiego Tama Art Universitety. Wzornictwo Final Audio Design wyznacza nowe standardy w dziedzinie słuchawek i trudno z tym twierdzeniem nie zgodzić się, patrząc na dopracowane firmowe projekty, czego seria Pandora Hope jest najlepszym przykładem. To pogranicze wyrobów jubilerskich oraz użytkowych – po prostu artyzm w czystej postaci.

Przy okazji trzeba zauważyć, że nazwa „Pandora Hope” wywodzi się wprost ze starożytnej mitologii greckiej, gdzie Pandora była pierwszą kobietą (i wyjątkowo urodziwą) zesłaną przez Zeusa na ziemię jako kara dla ludzi za wykradzenie przez Prometeusza ognia z Olimpu. Później w posagu otrzymała słynna puszkę (puszka Pandory), która nieopatrznie przez nią otwarta uwolniła nieszczęścia i plagi na ziemi, a jednocześnie ludziom została dana nadzieja – stąd nadzieja Pandory, czyli tytułowa „Pandora Hope”. Przyjemna nomenklatura.

Wrażenia ogólne i budowa
Mówią krótko - tak perfekcyjnie wykonanych słuchawek jeszcze nie widziałem i nie ma w tym stwierdzeniu krzty przesady. Dlaczego? – najpewniej Drogi Czytelnik zapyta. Bowiem Pandora Hope VI to bardzo wysoka liga projektowo-wykonawcza. Wszystko w tych słuchawkach jest perfekcyjnie zaprojektowane i dopracowane z dużą dbałością o detale. Począwszy od sposobu pakowania, poprzez same słuchawki i ich ergonomię, aż to takich elementów jak wtyki, przewód słuchawkowy oraz mechanizmy mocowania wtyków w muszlach, o czym za chwilę, bo należy zacząć od początku, czyli od opakowania zewnętrznego.

Pandora Hope VI zapakowane są w nietypowe pudełko – jest to sześciokątne etui z czarnego, twardego tworzywa sztucznego (lub kartonu?). Otwiera się je poprzez rozchylenie trzech górnych skrzydeł owego sześciokąta. Bardzo pomysłowe rozwiązanie. Wewnątrz, pośród długich i gęstych czarnych, sztucznych „włosów”, umieszczone są słuchawki – a w zasadzie bezpiecznie spoczywają na quasi-stojaku. W środku pudełka osobno leży zwinięty przewód słuchawkowy; jest także instrukcja użytkowania i gwarancja.

Przewód słuchawkowy ma długość 1,5 metra – zakończony z jednej strony jest wtykiem typu mały jack (złoconym) umieszczonym w stalowej tulei, a z drugiej – dwoma wtykami 3,5 mm z specjalnymi mocowaniami. Mocowania te zamykane są (kotwiczone) w muszlach poprzez przekręcenie wtyków o 90 stopni. Wtyki zakończone są stalowymi elementami. Przewód w miejscu rozgałęzienia na dwa biegnące do muszli zabezpieczony jest stalowym splitem z wygrawerowanym logo „Final”. Sam przewód jest niezwykle giętki, nie powoduje mikrofonowania podczas otarć o ubranie, czy jakieś inne przedmioty, etc. Przewód wykonany jest doskonale i nie ma się tu czego czepiać. Pewne zastrzeżenie budzi natomiast fakt, że producent dostarcza tylko jeden przewód o długości 1,5 metra, który dobrze sprawdza się przy użytkowaniu przenośnego sprzętu audio, ale nie domowych wzmacniaczy słuchawkowych, bo przy takim rozwiązaniu jest po prostu za krótki. Co więcej, skomplikowany i oryginalny sposób mocowania przewodów w muszlach wyklucza zastosowanie innych (nie firmowych). Mam nadzieję, że Final Audio Design wkrótce zaproponuje wybór kilku różnych przewodów, tak jak to czynią inni renomowani producenci (jest już informacja, że ma to nastąpić niebawem).

Muszle wykonane są ze stali i chropowatego tworzywa sztucznego ABS (kopolimer akrylonitrylo-butadinenowo-styrenowy), charakteryzującego się wysoką twardością, odpornością na zarysowania i temperaturę, a także dużą jakością powierzchni. Ciekawostką jest to, iż ABS jest rutynowo używany do wytwarzania ...klocków Lego, bowiem jest to materiał wyjątkowo oporny na uszkodzenia i pęknięcia, zresztą ten kopolimer został opracowany przez Duńczyków. 

Ale wracając do budowy. Obudowa muszli zbudowana jest ze stali nierdzewnej, precyzyjnie wyciętej na obrabiarkach numerycznych (CNC), a następnie polerowana – ma kształt nieczynnego, zapadniętego stożka wulkanu (tak mi się to kojarzy). Wewnątrz muszli zainstalowano dwa przetworniki: 50 mm dynamiczny oraz armaturowy (z kotwicą zrównoważoną) – oba firmowej produkcji Final Audio Design. Tak więc, Pandora Hope VI jest konstrukcją hybrydową. Przetwornik armaturowy odpowiada za wytwarzanie wysokich tonów, a dynamiczny za zakres średnio-niskotonowy.

Pady mają dość sporą średnicę, wykonane są z miękkiego tworzywa przypominającego skórę, którym obszyte są bardzo elastyczne i sprężyste poduszeczki. Pałąk zbudowany jest ze stali, na górze obszyty jest identycznym materiałem jak pady, od spodu ma miękką poduszkę. Z boku pałąka, po obu stronach przykręcone są niewielkie wstawki z ABS, na którym przytwierdzone są stalowe płytki z logo „Final”. Mocowanie pałąka do muszli dokonane jest za pomocą półkolistego trzpienia (także z kopolimeru ABS) – analogicznie jak ma to miejsce w stawie kostnym ramiennym lub biodrowym człowieka, gdzie występują podobne kuliste wypukłe główki i wklęsłe panewki łączące się w staw. Z tej przyczyny muszle swobodnie poruszają się w wielu płaszczyznach i osiach – zarówno pionowej, jak i poziomej, można nimi także obracać (do pewnego stopnia) dookoła. Bardzo dobre rozwiązanie i bardzo ergonomiczne, bo słuchawki dzięki temu dopasowują się do uszu i kości czaszki perfekcyjnie. Ergonomia stoi na bardzo wysokim poziomie. Pałąk nie ma stopniowej regulacji rozmiaru, ta jest płynna i dokonuje się jej za pomocą przesuwania końcówki stalowego pałąka zakotwiczonego w mechanizmie łączącym go z muszlą. Bardzo to jest łatwe w użytkowaniu, wręcz przyjacielskie, choć czasami zaciski samoistnie ulegają niechcianemu poluzowaniu.

Słuchawki nie są lekkie, bo mają masę około 480 gram (Sennheiser HD650 – 260 gram, a Audeze LCD-X – 600 gram), ale nie czuć tego na głowie. Ciężar rozkłada się na czaszce i uszach równomiernie, słuchawki nie ciążą. Leżą wyjątkowo stabilnie, nie ściskają głowy, nie napierają zbyt silnie na uszy, a jednocześnie nie ma się poczucia, że spadną przy gwałtowniejszym poruszeniu głową. Ergonomię oceniam na stopień wzorowy. Pandora Hope VI to jedne z najwygodniejszych słuchawek, z którymi miałem do czynienia. To wysoka klasa godna trudnych do pobicia pod tym względem niemieckich topowych modeli Beyerdynamic.

Warto wspomnieć, że słuchawki mają bardzo niską impedancję 8 Ohm, a przy tym wysoką skuteczność 105 dB. Te parametry czynią je idealnymi do wszelkiego przenośnego sprzętu audio, włączając w to smartfony, iPody, tablety, etc. Łatwo je napędzić, łatwo wysterować. Pandora Hope VI jest konstrukcją zamkniętą, więc można zabrać je na spacer, bez narażania się na dobiegające dźwięki zewnętrzne. Zresztą producent tworząc ten model, miał najpewniej takie zastosowanie (przenośne) jako główne. Prawdopodobnie w warunkach japońskich jest normą nosić na ulicy tak efektowne i drogie słuchawki na głowie, ale w Polsce, póki co, trudno mi sobie to wyobrazić – no może w pociągu typu Intercity lub w samolocie.


Sześciokątne etui - opakowanie

Wewnątrz, na stojaku znajdują się słuchawki

Gęsty włos zabezpiecza przed uszkodzeniami

Opakowanie otwiera się niczym łazik księżycowy boczne klapy 


Perfekcyjny design i wykonanie


Mocowanie muszli do pałąka za pomocą mechanizmu przypominającego staw ramienny człowieka (główka i panewka)

Muszle wykonane są ze wysokojakościowej stali i kopolimeru ABS

Miękkie pady


Dopracowane detale

Wtyk słuchawkowy

Wtyk słuchawkowy i wtyki kotwiczące w muszlach

Rozgałęźnik Y przewodu słuchawkowego

Budowa wewnętrzna muszli - zdjęcie ze strony Fonnex.pl


W towarzystwie iFi iCAN Nano i iBasso DX50


Propozycja podania - iFi iCAN Nano i iPod Apple (mieście się taki zestaw w kieszeni koszuli)

Pandora Hope VI podpięte do wzmacniacza słuchawkowego Musical Fidelity X-Can v.3 (wraz z zasilaczem ULPS Tomanek)



Po lewej - wzmacniacz słuchawkowy Ming Da MC66-AE; po prawej, od góry - iFi iCAN Nano, Audinst HUD-mx2 i wzmacniacz NuForce DDA100



Sprzęt odsłuchowy
Słuchawki: HiFiMan HE-300 (test TU), Sennheiser HD650, Harman/Kardon CL (test TU) oraz Final Audio Design modele Adagio II, III i V (test TU).
Sprzęt przenośny: odtwarzacze HiFiMan HM-901 (test TU) i iBasso DX50 (test TU), ale także smartfon i tablet.
Wzmacniacze słuchawkowe: Musical Fidelity X-Can v.3 (wraz z dedykowanym zasilaczem ULPS firmy Tomanek) (test TU), iFi iCAN nano, Ming Da MC66-AE (test TU) oraz Audinst HUD-mx2 (test TU) (ten to także DAC).
Źródła: komputer typu laptop z serwisem streamingowym WiMP HiFi (test TU), odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO oraz przetwornik M2Tech Young DAC i zasilacz akumulatorowy  M2Tech Palmer Power Station (test TU). Pliki MP3 oraz FLAC o gęstości od 16-bit/44,1 kHz do 24-bit/192 kHz.

Wrażenia dźwiękowe
Pandora Hope VI pozytywnie zaskakują przede wszystkim rewelacyjną przestrzenią, bo scena zdaje się rozciągać aż po horyzont, jest zarówno dobrze rozłożona wszerz, jak i w głąb, co nie jest zbyt częstym zjawiskiem w słuchawkach. Większość modeli słuchawek koncentruje się na budowaniu dobrego stereo, lecz pozostała część sceny przesuwa się do przodu, w kierunku słuchacza. W Final Audio Design rozkład przestrzeni jest proporcjonalny, gradacja planów poprawna i pełna. Słuchacz ma poczucie przebywania w realnej scenie muzycznej, poszczególne instrumenty i wokale osadzone są jednoznacznie – mają swoje ściśle przypisane miejsce na siatce 3D, są wyraźnie określone i zakotwiczone. Przypominają pod tym względem słuchawki magnetoplanarne Audeze LCD-X, tym bardziej, że "nie grają w głowie”, a roztaczają przejrzystą i namacalną  półsferę przed słuchaczem. Zresztą podobnych analogii pomiędzy Pandora Hope VI a LCD-X jest więcej, o czym za chwilę.

Dużą zaletą opisywanych słuchawek jest ich pierwszorzędna dźwięczność, czyli coś, co wydaje się być rzeczą naturalną i oczywistą, bo jak sprzęt grający nie ma mieć takiej cechy, skoro jest ona niezwykle istotna dla właściwego odbioru dźwięku? Otóż warto napisać, że Pandora Hope VI mają wybitną dźwięczność – każdy ton ma swój ewidentny początek, pełne wybrzmienie oraz odpowiednio długie wygaszanie wraz z odczuwalnym pogłosem, a także perfekcyjnym odciśnięciem w przestrzeni. Brzmienie jest nasycone, wszystko jest podawane w sposób dociążony i wiarygodny, tym bardziej iż słuchawki mają balans lekko przesunięty w stronę górnej średnicy, czyli są bardziej jasne i otwarte od innych. Objawia się to tym, że pasma najbardziej uprzywilejowane to jest średnica oraz niższe soprany. To tu odbywa się najwięcej zdarzeń muzycznych oraz wydarzeń dźwiękowych. Owe pasma są esencjonalne i dobrze zagęszczone, niosą mnóstwo informacji o nagraniu; detale brzmią kontrastowo, zaś separacja źródeł jest perfekcyjna. Co więcej, powyższa kondensacja średnicy nie powoduje żadnej ciężkości dźwięku, czy jego przyciemnienia – nic z tego. Przekaz jest lekki i transparentny, wyjątkowo swobodny, a nawet (kiedy potrzeba) eteryczny i subtelny.

Pandora Hope VI, podobnie jak Audeze LCD-X, nie mają najmniejszych problemów, aby ujawniać dużą dyspersję dźwięku, zawiłości nagrań, czy pokazywać wiele warstw i odcieni brzmienia. Z drugiej strony, ta duża zaleta okupiona jest brakiem najniższych basów, bowiem te w japońskich słuchawkach są mniejsze niż na przykład w takich Sennheiser HD650 lub HiFiMan HE-300. Mają subtelniejszy stan skupienia materii niskich tonów – można zaryzykować twierdzenie, że są one bardziej płynne, niż ustalone, gdy podeprzeć się nomenklaturą stricte fizyczną. Mają dobrą sprężystość i niezłą soczystość, a także wysoką jakość strukturalną, ale też łagodniejszą ogólną obfitość i natężenie. Nie jest to wada, a immanentna cecha Pandora Hope VI – mi taka charakterystyka przypadła do gustu, bowiem nie lubię nadmiaru basów. Na taki profil (lub manierę) niskich tonów na szczęście jest niezłe remedium – wiele odtwarzaczy plikowych lub nawet wzmacniaczy słuchawkowych (patrz iFi iCAN lub FiiO) jest wyposażane w regulację poziomów ekspresji basów, można je uwypuklać za pomocą odpowiednich funkcji – na przykład w iFi jest to Xbass, czyli naturalne pogłębienie tego pasma. W tym miejscy należy zauważyć, że dynamika i jej skoki, energia grania oraz natężenie dźwięku są spójne i dobrze korespondują ze pozostałymi zakresami, zaś niskie tony dodatkowo wzmacniane są zwartym i masywnym przekazem, który jest komunikatywny, a nie jest w ogóle agresywny.

Uderzająca jest czystość brzmienia, duża jego transparentność i naturalność. Instrumenty i wokale dzięki temu są wybornie czytelne na scenie, są też wystarczająco jaskrawe aby słuchacz mógł zgłębić ich plastyczność i koloryt, a równocześnie nie są natarczywe, czy zbyt kaleczące uszy nawet przy ostrzejszym graniu (np. heavy-rock). Ogólnie Pandora Hope VI doskonale sprawdzają się w repertuarze akustycznym z uwagi na ich perfekcyjną dźwięczność, lecz w mocniejszym także nieźle sobie radzą, bo ich najwyższe soprany nie są natarczywe, a dynamika w skali makro jest optymalna dla oddania wszelkich typów nagrań.

Podsumowując ten rozdział muszę przyznać, że opisywane słuchawki bardzo trafiają w moje preferencje brzmieniowe - zapewniają wysoką kulturę dźwięku, rewelacyjną selektywność oraz wyborną przestrzeń. Ostatnio, aż tak bardzo jak powyższe, zachwyciły mnie magnetoplanarne Audeze LCD-X (czytaj TUTAJ).

Konfiguracje
Jak już napisałem poprzednio, budowa słuchawek (zamknięte), krótki przewód (1,5 m) zakończony mini-jackiem 3,5 mm oraz niska oporność pozycjonuje Pandora Hope VI jako słuchawki mobilne. Jednakże rasowy sznyt dźwięku, duża jego harmonia oraz wyborna selektywność nakazują również używać je do domowych, typowo audiofilskich odsłuchów, w czym może przeszkadzać jedynie za krótki w takiej konfiguracji przewód. Producent zapewnia, że niebawem dostarczy dłuższy przewód dedykowany serii Pandora Hope.

Słuchawki rzeczywiście doskonale sprawdzają się w połączeniu z odtwarzaczami plikowymi (celowo pomijam opis smartfonów) takimi jak HiFiMan HE-901 czy iBasso DX 50, kiedy odsłuchiwać na nich gęste pliki FLAC. Dźwięk jest mocny i wyrany, ale także subtelny i doświetlony. Z kolei stacjonarne wzmacniacze słuchawkowe (tu Ming Da MC66-AE, Musical Fidelity X-Can v.3 i iFi iCAN Nano) przynoszą jeszcze większą pełnię przekazu, lepsze zobrazowanie detali oraz wyższą energię brzmienia. 

Jednym z moich faworytów to połączenie Pandora Hope VI z iFi iCAN Nano – wystąpiła tu pełna synergia grania, wyjątkowe dostrojenie charakterów urządzeń, obopólna współpraca dla muzykalności i kultury dźwięku. Tym bardziej, że iFi ma na pokładzie zainstalowaną funkcję Xbass, która pozwala zdopingować japońskie słuchawki do ujawnienia potencjału potęgi niskich tonów.

Podsumowanie
1. Słuchawki Final Audio Design Pandora Hope VI to to bardzo wysoka liga projektowo-wykonawcza. Wszystko tu jest perfekcyjnie opracowane i dopracowane z najwyższą dbałością o detale. Wzornictwo jest wyborne, zaś ergonomia (pomimo sporej masy 480 gram) przyjazna. W każdej muszli zamontowane są po dwa przetworniki: armaturowy i dynamiczny, stąd są to tzw. słuchawki hybrydowe.

2. Główne przeznaczenie japońskich słuchawek to słuchanie muzyki z przenośnych urządzeń z uwagi na budowę zamkniętą, krótki przewód (1,5 m) zakończony mini-jackiem 3,5 mm oraz niską oporność. Producent deklaruje niebawem dostarczyć na rynek odpowiedni przewód dedykowany odsłuchom typowo domowym.

3. Dźwięk jest nad wyraz przestrzenny, bardzo rozbudowany zarówno w szerz i w głąb; scena dźwiękowa rozciąga się pół-sferycznie przed słuchaczem rysując wiarygodny spektakl i ujawniając bogactwo detali nagrań. Średnica i niższe soprany są soczyste i gęste – niosą olbrzymią ilość informacji, a jednocześnie przekaz nie jest obciążony zbytną masą lub innymi słowy – jest lekki i powabny. Dzięki temu wszelkie instrumenty i wokale są czytelne na scenie - są wystarczająco jaskrawe, aby słuchacz mógł bez zbytniego wysiłku zgłębić ich właściwą plastyczność i koloryt. Niskie tony są wyważone, nie dominują, nie przykrywają sobą innych zakresów, choć w porównaniu z innymi słuchawkami, mają owych basów mniej. Jakość niskich tonów nie budzi zastrzeżeń – są żywe i jędrne, dobrze skupione i barwne, są mniej muskularne (niż w na przykład Sennheiser HD650).

4. W mojej subiektywnej ocenie Final Audio Design Pandora Hope VI to słuchawki trafiające prosto w prawdziwy sens muzyki, celujące w serce zaawansowanego brzmienia, które jest barwne, harmonijne i wyjątkowo dźwięczne. Polecam posłuchać, bo może okazać się, że japońskie słuchawki dla wielu melomanów staną się godnym ekwiwalentem kolumn głośnikowych.

5. Pandora Hope VI mają atrakcyjną polską cenę 3 000 PLN, co czyni je słuchawkami konkurencyjnymi na tle innych w podobnych ramach cenowych.

Link na stronę polskiego dystrybutora marki Final Audio Design - firmy Fonnex: TUTAJ.
Link na japońska stronę Final Audio Design: TUTAJ.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...