czwartek, 5 kwietnia 2018

Wzmacniacz zintegrowany Monrio MC207 MKII

Zdjęcie Monrio MC207 MKII zaczerpnięte z firmowej strony

Wstęp
W drugiej połowie marca br. z podpoznańskiej Manufaktury Smaku (zobacz TUTAJ) dojechał do mnie najnowszy włoski wzmacniacz zintegrowany Monrio MC207 MKII. To nowa wersja topowej firmowej integry, wyposażona w DAC USB (opcja) oraz w nieco zmienionej aluminiowej płycie czołowej - bardziej dopracowanej, ładniejszej niż poprzednie. Inne ważne zmiany to instalacja transformatora na 500 VA (zamiast wcześniejszych 350 VA) oraz zastąpienie tranzystorów Sano przez lepsze Sanken. Jak podaje producent, dzięki tym modyfikacjom nowy wzmacniacz wprowadza muzykalniejsze brzmienie z bardziej kontrolowanym basem oraz lepszą szczegółowość. Nowością jest też dodatek DAC USB (taką wersję otrzymałem) obsługujący pliki do rozdzielczości 32 bit/192 kHz (zobacz TUTAJ).

Cechą charakterystyczną wzmacniacza jest nietypowy kształt gałki głośności - to wydłużony stożek nazywany jako "Pinokio" przez analogię do nosa jej bajkowej postaci. W takie gałki wyposażane są jedynie topowe integry MC207 i trudno je pomylić z innymi.

Monrio
Jako że produkt Monrio pierwszy raz gości na łamach Stereo i Kolorowo, wypada napisać kilka słów o samej firmie. Monrio to niewielka włoska manufaktura z Calendasco (Piacenza), od około 30 lat prowadzona przez pana Giovanni Gazzolę. (Monrio powstało w 1991 roku - pełna historia TUTAJ). Nie jest to firma duża, ale przez lata wypracowała własny "sound", a przez to rzeszę oddanych zwolenników pośród melomanów z całego świata. Można napisać, iż Monrio z wyboru pozostaje poza głównym nurtem światowego rynku hi-fi, nie podąża za nowinkami, nie śpieszy się, powoli opracowuje i dopieszcza swoje produkty - co ma też związek z zaawansowanym wiekiem pana Gazzoli, który liczy już ponad 70 wiosen. W firmowym portfolio znajduje się cały wachlarz rozmaitych sprzętów począwszy od kilku odmian wzmacniaczy (w tym słuchawkowych), przedwzmacniaczy, końcówek mocy, odtwarzacze płyt CD, a skończywszy na dwóch ciekawych modelach gramofonów i przedwzmacniaczu gramofonowym. Jak widać, oferta jest zaskakująco bogata - jej całość do wglądu dostępna jest TUTAJ.

Polskim przedstawicielem Monrio jest podpoznańska Manufaktura Smaku, która w ofercie ma także kolumny głośnikowe marki Passione. Szef Manufaktury Smaku - pan Roman Gajewski - to również zapalony zwolennik wykwintnej kuchni, stąd pewnie taka, a nie inna, nazwa jego firmy.

Wrażenia ogólne i budowa
Pisałem już we wstępie, iż MC207 MKII to nowa wersja topowej firmowego wzmacniacza, wyposażona w DAC USB 32 bit/192 kHz (opcja) oraz w nieco zmienionej aluminiowej płycie czołowej - bardziej dopracowanej, ładniejszej niż poprzednie. Inne istotne zmiany to instalacja transformatora na 500 VA (zamiast wcześniejszych 350 VA) oraz zastąpienie tranzystorów firmy Sano przez lepsze bipolarne Sanken 2SC3519. Niestety, nie testowałem poprzedniej wersji MC207, więc nie wiem jak te zmiany przekładają się na dźwięk, lecz producent zapewnia, że "wprowadzają muzykalniejsze brzmienie z bardziej kontrolowanym basem oraz lepszą szczegółowość". Wypada wierzyć na słowo.

Wzmacniacz dostarczany jest w dość niewielkim pudle z białego kartonu. Wewnątrz, pośród piankowych unieruchamiających form, znajduje się wzmacniacz. W zestawie jest oczywiście przewód zasilający, niewielki pilot zdalnego sterowania z membranowymi przyciskami, instrukcja obsługi oraz gwarancja. Nie ma płytki instalacyjnej driverów DACa, albowiem przetwornik jest typu "Plug&Play" - dla wszystkich systemów operacyjnych.

Włoscy konstruktorzy sprzętów ho-fi przyzwyczaili światowych odbiorców do bardzo wyrafinowanego designu, tymczasem MC207 MKII tymże nie zabija, pisząc oględnie. Wzmacniacz prezentuje się dość ascetycznie - wykonany jest bez zarzutu, ale skromnie. Prosta obudowa z jasnego aluminium i takaż płyta czołowa - bez żadnych stylistycznych szaleństw. Jedyną ekstrawagancją jest wydłużona w charakterystyczny sposób gałka głośności zwana jako "Pinokio". Jest umieszczona centralnie na panelu czołowym i stanowi niejako tło dla pozostałych elementów sterujących. Po lewej stronie gałki zamontowano sześć miniaturowych przycisków selekcjonujących źródła (3 liniowe, magnetofonowe, USB i AV) wraz z przypisanymi im niebieskimi diodami. Po prawej stronie zamontowano guzik włącznika sieciowego wraz z niebieską diodą, "oko" podczerwieni, a powyżej wymalowano czarną stylizowaną literę "M", czyli logo Monrio.

Z tyłu centralną część zajmują dwie pary solidnych terminali głośnikowych WBT. Po prawej stronie znajduje się długi rząd aż siedmiu par gniazd RCA. Po kolei są to: 1) wyjście z przedwzmacniacza dla subwoofera, 2) wyjście pętli magnetofonowej, 3) wejście AUX1, 4) wejście AUX2, 5) wejście CD, 6) wejście DVD i 7) wejście AV dla instalacji kina domowego. Powyżej tych gniazd zamontowano pojedyncze cyfrowe wejście USB. Na skrajnej lewej części tylnego panelu znajduje się gniazdo sieciowe IEC, nad nim zaś wkręcany bezpiecznik. Na panelu umieszczono także nazwę urządzenia wraz z dopiskiem "Made in Italy".

Dane techniczne
Moc wyjściowa: 140 W na kanał przy 8 Ω, 250 W na kanał przy 4 Ω
Pasmo przenoszenia: 10 Hz - 100 kHz (- 0,01 dB)
Zniekształcenia THD: 0,03 % (1 kHz, 8 Ω)
Pobór mocy (bieg jałowy): 41 W
Wejścia: 4 liniowe RCA, wejście na końcówkę mocy (AV direct in)
Wejście USB dostępne tylko w opcji
Wyjścia: głośnikowe (para), pre-out, tape out
Czułość wejściowa/impedancja: 500 mV/20 kΩ
Wymiary (wys. x szer. x gł.): 94 x 438 x 377,5 mm
Masa: 15 kg



Oszczędna, ale estetyczna stylistyka


Wydłużona gałka głośności zwana jako "Pinokio"

Aluminiowa obudowa

Te niewielkie przyciski pełnią rolę selektorów źródeł


Solidne gniazda głośnikowe, sporo gniazd wejściowych i wyjściowych RCA



Wzmacniacz w towarzystwie sprzętu porównawczego


iPad Air 2

Białe Quadral Platinium+ Nine



Czerwone kolumny Quadral Aurum Rodan 9

Wrażenia dźwiękowe
Do Monrio MC207 MKII podłączyłem kolumny Quadral Platinium+ Nine za pośrednictwem przewodów głośnikowych Black Rhodium Quickstep (na zmianę z Kimber Kable BiFocal X). Potem podpiąłem moje Living Voice Auditorium R3, następnie betonowe monitory Intrustial Acoustic Concrete 01, a na koniec krwisto-czerwone Quadral Aurum Rodan 9. Dokładna lista sprzętu towarzyszącego dostępna jest na końcu niniejszego tekstu.

Patrząc na dość ascetyczną powłokę cielesną Monrio MC207 MKII i jego niezbyt wyszukaną stylistykę, można by oczekiwać podobnego dźwięku - oszczędnego, nieco zdystansowanego, może nieco nawet nieco zamazanego (?). Tymczasem tytułowy wzmacniacz gra wręcz bajecznie! Naprawdę, mnie przecież dość osłuchanego testera z różnymi sprzętami, nieczęsto aż tak coś zaskakuje jak MC207 MKII. Po przyłączeniu kolumn Quadral, wstępnych rozruchach, podłączeniu źródła, itp - nastąpił totalny odjazd. Jak to się pisze "opad szczęki", "rozdziawienie japy", czy "wytrzeszczenie gał". Monrio okazał się grać wprost fantastycznie - zdałem sobie sprawę, że mam do czynienia z nieprzeciętną konstrukcją.

To brzmienie bardzo obfite i soczyste - tonalnie wysycone aż po same brzegi. A do tego masywne i atletyczne oraz (uwaga!) równolegle delikatne, lekkie i swobodne, zjawiskowo przestrzenne oraz wybornie plastyczne. Tak, jakby w tym przypadku nie obowiązywały zwykłe prawa fizyki. Namacalność, przejrzystość, wiarygodność oraz motoryka grania są fascynujące. To wszystko uzupełnione jest jeszcze piękną barwą, zaprawione daleką szczegółowością oraz przyprawione zaawansowanym "analogowym" brzmieniem. Przekaz jest neutralny i analogowy w odbiorze, lecz jednocześnie jest jakoś tak kształtny, dotykalny i organiczny - w stu procentach sensualny. Czy mam pisać dalej?

Owszem, Monrio mógłby mieć bardziej obszerny bas, bardziej spektakularny i bardziej żyzny, mógłby być bardziej selektywny i wreszcie - mógłby być bardziej dokładny tonalnie. Wiele konkurencyjnych konstrukcji takie cechy ma na stanie. Ale siła i przewaga MC207 MKII leżą gdzie indziej. Wielkim atutem wzmacniacza jest łatwość ukazywania prawdziwej muzyki, jej realnego istnienia, wielowymiarowości i złożoności. Innymi słowy, dźwięk reprodukowany przez Monrio jest bliski żywego, nacechowany wigorem i werwą, w pełni sugestywny, efektowny i przekonujący. I to zarówno w całej swojej masie, jak i w poszczególnych szczegółach - nawet tych najmniejszych.

Podczas odsłuchów w pomieszczeniu wszędzie obecny był autentyczny dźwięk - kształtny, wyraźny i soczysty. Co więcej, brzmienie to, można napisać, jest kompletne, bo nie tylko jest dopełnione i mięsiste, lecz również pięknie cyzelowane, obrobione koronkami, dopieszczone, miłe w odbiorze. Poziom wyrafinowania dźwięku stoi na najwyższym poziomie. To wielce rasowe, pełnokrwiste brzmienie charakterystyczne dla high-endu. (Tak, wiem - wzmacniacz MC207 MKII kosztuje około 15 000 PLN, a nie 150 000 PLN, więc trudno go będzie nazwać typowo high-endowym, ale na pewno Monrio jest znacznie bliżej tej magicznej granicy niż cała masa konkurencji).

Kilka słów o scenie. Już wcześniej napisałem, że włoski wzmacniacz "gra zjawiskowo przestrzennie". Wypada więc tę myśl nieco rozwinąć. Przede wszystkim Monrio ma umiejętność łatwego kreowania sceny rozłożonej wręcz dookolnie, niczym system 5.0. Kiedy podłączyć kolumny (nawet nie jakieś najdroższe) przestrzeń tak się układa i rozciąga, że tworzy szeroki półpierścień przed uszami słuchacza. Scena pochłania słuchacza do swojego wnętrza, a równolegle wyraźnie zaznacza poszczególne plany - i te dalsze, i te bliższe. Te bliższe chce się wręcz dotknąć opuszkami palców, albowiem są świetnie namacalne i bliskie. Z kolei te dalszej z głębi i ze śródpola tworzą wielce autentyczny i precyzyjny konglomerat fizyczności i dźwięczności.

Wzmacniacz bardzo dokładnie przypisuje miejsca w przestrzeni poszczególnym instrumentom i wokalom, pilnując przy tym wyraźnego obrysu, substancjalnego wypełnienia, jak i akustycznej poświaty osadzonej na konturach dźwięków (pojedynczych i zespołowych). Na przykład wibracje strun gitar są obrazowane na kilka sposobów - najpierw ujawniane są dźwięki szarpnięcia strun, potem płynie ich rezonans, drgające powietrze, świst i syk wibracji, dalsze wybrzmienia, a na końcu powolne gaśnięcie i ostateczny koniec. To wszystko zaś jest perfekcyjnie zogniskowane w przestrzeni 3D - pierwszorzędnie zlokalizowane, dookreślone i jednoznaczne. Zjawiska przestrzenne obrazowane są fantastycznie.

Na koniec jedno istotne pytanie. Jakie głośniki najbardziej pasują do Moinro? Często wychwalam na blogu moje dyżurne kolumny Living Voice Auditorium R3, ponieważ, między innymi, w związku ze swoją wysoką skutecznością 94 dB są wyjątkowo łatwe do optymalnego napędzenia i w zasadzie zadowalają się "byle czym", jednocześnie zapewniając eufoniczny, bogaty i wielowymiarowy dźwięk typowy dla rasowego high-fidelity. Oczywiście, z Moinro również doskonale się zgrały i nie mogę nie napisać, aby doń nie pasowały. Lecz prawdziwy dźwięk usłyszałem dopiero w przypadku równolegle testowanych skrzyń Quadral Platinium+ Nine oraz Quadral Aurum Rodan 9. Włoski wzmacniacz bardzo porządnie nakarmił je prądem, w rezultacie czego pokazały pełny i kompletny dźwięk o fenomenalnej strukturze i holograficznej przestrzeni. Co ciekawe, Quadral Aurum Rodan 9 pomimo, że znacząco tańsze od Platinium+ Nine (20 000 PLN vs. 10 000 PLN) to zagrały obiektywnie ...lepiej. Z większym drivem, z lepszą rozdzielczością - szybciej, mocniej i szczegłółowiej. Bardziej przekonująco. I bądź tu człowieku mądry i pisz wiersze.

Wewnętrzny DAC USB 32 bit/192 kHz (zobacz TUTAJ) proponowany przez konstruktora nie jest jedynie jakimś zwykłym dodatkiem, nieważnym i nie istotnym. To urządzenie ogólnie dobrze grające - zapewniające porządny dźwięk z komputera. Harmonijny, muzykalny i zdrowy. Jednakże w porównaniu do wybitnego brzmienia wzmacniacza można go określić jedynie jako poprawny lub dobry. DAC jako opcja za dodatkowych 1 000 PLN wydaje się być uczciwa i rozsądna.

Konkluzja
Monrio MC207 MKII to absolutnie wybitna konstrukcja! Fantastyczny dźwięk - pełny, żywy i nasycony, a do tego nieprawdopodobnie przestrzenny i plastyczny. Z organiczną barwą i wysoką kulturą grania. Dla mnie Monrio MC207 MKII reprezentuje poziom dźwięku, który bez wahania można nazwać high-endem!!!

Cena w Polsce (wersja z USB DAC) - 15 500 PLN. Sam wzmacniacz (bez DAC) - 14 500 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Cayin CS-120A (test TU), Haiku-Audio Bright MK4 (test TU), Taga Harmony HTA-800, Synthesis Roma 37DC i Pathos Classic One MKIII (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU), Quadral Platinium+ Nine (test TU), Industrial Acoustic Concrete 01, Quadral Aurum Rodan 9, Martin Logan 35XT (test TU) i Guru Audio Junior (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.
Odtwarzacz sieciowy: Auralic Aries Mini (test TU).
DACi: Pioneer U-05 (test TU), Audio-gd NFB-7.77 (test TUoraz Encore mDSD (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Dell Latitude E6440.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładka gramofonowa: Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU), Audion Premier 2 Box Line Phono (test TU), Musical Fidelity Nu-Vista Vinyl i 1ARC Arrow SE (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900, Sansui TU-70 (test TU) i Tivoli Model One (test TU).
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH-610 (test TU), Fostex T60RP (test TU), Meze 99 Neo (test TU), MEE Audio Matrix 2 (test TU), Audictus Achiever (test TU) i Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU), mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU) i krążek dociskowy do gramofonu Clearaudio Clever Clamp (test TU). Kondycjoner masy dla głośników QAR Dynamit (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper.
Przewody audio rozmaite, ale głównie Black Rhodium, a potem Perkune Audiophile Cables. Głośnikowe to przede wszystkim Kimber Kable BiFocal X.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz będzie oczekiwać na moderację