wtorek, 30 grudnia 2014

Słuchawki Polk Audio Hinge







Wstęp
Amerykańska Polk Audio należy do elitarnego grona największych firm audio na świecie (wspólnie z Definitive Technology tworzy jedno przedsiębiorstwo). Marka ta stosunkowo niedawno oficjalnie pojawiła się w Polsce. Kilka miesięcy temu białostocka firma Rafko stała się jej krajowym dystrybutorem. Na ostatnim warszawskim Audio Show (listopad br.) można było zapoznać się z całym asortymentem Polk Audio. Firma koncentruje się na budowie rozmaitych kolumn i głośników (głośniki zewnętrzne, jachtowe, samochodowe, komputerowe, etc.), w ofercie jest kilkadziesiąt, o ile nie kilkaset pozycji katalogowych. Poza tym Polk Audio to także sounbary, systemy bezprzewodowe, ale również słuchawki. Tych w porfolio jest kilkanaście (zobacz TUTAJ), podzielone są na kilka grup: nauszne, douszne, sportowe i dla graczy. Do mnie zaś kilka tygodni temu przyjechały słuchawki Polk Audio Hinge, które reprezentują średni poziom cenowy (w Polsce to 825 PLN).

Czytelnika zainteresowanego szerszym opisem firmy Polk Audio, jej rysem historycznym, ofertą, itp., zapraszam TUTAJ, gdzie przy okazji testu dużych kolumn podłogowych Polk Audio TSx550T zawarłem więcej informacji na te tematy.

Wrażenia ogólne i budowa
Słuchawki dostarczane są w niewielkim, estetycznym, brązowym kartoniku z wysuwaną zeń tekturową szufladką. W niej, w zwykłym foliowym woreczku znajdują się Hinge. Kartonik wewnątrz nie ma żadnych gąbek, zabezpieczeń, itp. Słuchawki leżą złożone na dnie szufladki. Jedyną ochroną jest filcowy woreczek, który jest etui transportowym. Ale bez obawy – złożone słuchawki leżą na tyle stabilnie w opakowaniu, że nic im nie powinno się stać. Sam zewnętrzny karton jest dość solidny i twardy – dobrze chroni wnętrze. W komplecie z Polk Audio Hinge znajduje się (oprócz wspomnianego woreczka podróżnego) wpinany przewód słuchawkowy, odpowiednie gwarancje, certyfikaty i instrukcje obsługi w kilku językach. Nie ma dodatkowego przewodu, brak adaptera na duży jack.

Czego by tu nie napisać, amerykańskie słuchawki prezentują się nad wyraz korzystnie. Po pierwsze, design jest stylizowany na vintage – muszle są obłe, przypominają takie, jakie produkowano w latach 60-tych i 70-tych XX wieku, choć oczywiście jakość materiałów jest już całkowicie współczesna. Prezencji dodaje także (to będzie już po drugie) obszycie pałąka naturalną skórą w czarnym kolorze, jak i aluminiowe wstawki przy mechanizmie regulacji pałąka, jego końcu oraz dookoła muszli. Kontrast czarnej skóry i aluminium wygląda nad wyraz dobrze. Ponadto, spód pałąka obszyty jest kremową skórą (pod nią są miękkie poduszeczki) co jeszcze zwiększa korzystny wygląd słuchawek – czarna barwa pałąka i muszli ma swój kontrapunkt w jasnym kolorze spodu pałąka. Muszle mają niewielkie średnice, są owalne, wydłużone pionowo. Doczepione są do pałąka za pomocą trzpienia, który jest osadzony w półkolistym łożysku – dzięki temu muszle można regulować na wszystkie strony (do pewnych granic). Miękkie poduszeczki padów powodują, że Hinge na uszach dobrze się układają, nie cisną zanadto, a jednocześnie optymalnie leżą na małżowinach, odcinając zewnętrzne hałasy. Słuchawki mają konstrukcję zamkniętą. Producent podaje, że izolacja padów i muszli wykonana jest w firmowej technologii Polk Audio o nazwie „Passive Sound Isolation”.

Do prawej muszli doprowadzony jest przewód słuchawkowy, wpina się go do gniazda za pośrednictwem małego jacka. Przewód z drugiej strony zakończony jest czteroczęściowym mini jackiem. Na górnej części kabla umieszczono trzy-przyciskowy regulator wraz z zintegrowanym mikrofonem. Hinge umożliwiają sterowanie wszelkim sprzętem marki Apple – iPad, iPhone, iPod. Nawigacja jest intuicyjna i prosta. Jednym palcem można obsłużyć wiele funkcji telefonu. Nie ma o czym pisać.

Ergonomia może nie stoi na tak wysokim poziomie jak np. w dużych słuchawkach Beyerdynamic, lecz z uwagi na zastosowanie miękkich poduszek, elastyczny pałąk oraz niezbyt dużą masę słuchawek, wygoda noszenia na głowie i uszach Hinge jest niewątpliwie wysoka. Nie męczą, nie uwierają, po prostu dobrze leżą na uszach. Nie rewelacyjnie, a właśnie dobrze, poprawnie.

Szczegółowe dane techniczne dostępne są TUTAJ.


Estetyczne opakowanie

Design muszli w stylu vintage

Mechanizm regulacji pałąka z aluminiowymi elementami

Od spody pady mają miękką skórę w kolorze kremowym

Wyciśnięte logo Polk na skórze pokrywającej pałąk

Pady wykonane są z miękkiej skórki, wewnątrz niespodzianka - firmowe logo, czyli serce


Smartfon Sony Xperia M3 i wzmacniacz słuchawkowy Cayin C6


Smartfon Sony Xperia M3 i iFi micro iDSD

Źródło sygnału to MacBook Pro Apple, wzmacniacz słuchawkowy Olasonic Nanocompo Nano-UA1, słuchawki (z tyłu) Audeze LCD-XC

Po lewej stronie komputera, niewielki wzmacniacz słuchawkowy (i USB DAC) Cayin C6

Porównanie ze słuchawkami AKG K545 i konfrontacja z Audeze LCD-XC

Albumy w WiMP HiFi słuchane podczas testu



Wrażenia odsłuchowe
Słuchawki przede wszystkim wpinałem do smartfonów, bo takie jest ich podstawowe przeznaczenie. Źródłem za każdym razem był serwis streamingowy WiMP HiFi (strumieniowanie FLAC 16 bit/44,1 kHz). Dodatkowo używałem wzmacniacze słuchawkowe przenośne: Cayin C6 i iFi micro iDSD, stacjonarne Musical Fidelity X-Can v.3 (wraz z zasilaczem ULPS firmy Tomanek), Ming Da MC66-AE oraz Olasonic Nano UP-1, a także odtwarzacze cyfrowe iBasso DX50 oraz FiiO X5. Słuchawki porównawcze to głównie AKG K545 i Harman Kardon CL, sporadycznie Senneiser HD438, czasem Audeze LCD-XC.

Do tej pory nie znałem dźwięku żadnych słuchawek marki Polk Audio (odsłuchiwałem tylko kolumny głośnikowe), trudno mi więc było sobie wyobrazić jak brzmią. Człowiek ma jakieś projekcje i imaginacje na temat ogólnego firmowego soundu Beyerdynamic, Sennheiser, AKG, czy nawet Grado i Audeze, ale nie à popos Polk Audio, bo i skąd. No chyba jedynie czerpiąc je z Internetu. Tymczasem zaraz po nałożeniu słuchawek na uszy, okazało się, że Hinge bardzo przyjemnie grają! Mają głęboki i sprężysty bas, rytmiczny i punktowy, nadspodziewanie mocny jak na mały rozmiar nauszników. Jednak spory wymiar niskich tonów nie przykrywa pozostałych zakresów. Średnica jawi się jako gęsta, soczysta i realistyczna. Zawarta w nich jest potęga i obfitość firmowego brzmienia, którym charakteryzują się kolumny głośnikowe Polk Audio. Równo i miarowo przekazują każdy gatunek muzyki, zarówno na niskich, średnich, czy wysokich poziomach głośności. Wszelkie tony są namacalne, wiarygodne i sugestywne. Bliskie i jednorodne. Nie ma tu jednakowoż żadnej przesady, czy przeskalowania brzmienia – jest odpowiednia harmonia i proporcjonalność. Można napisać: kultura. 

Owszem, Hinge nie potrafią (tak, jak to czynią droższe słuchawki) ujawnić wszelkich niuansów i subtelności nagań, czy perfekcyjnie i holistycznie odtworzyć scenę odsłuchową, ale nie należy oczekiwać cudów od słuchawek za circa 800 PLN. Mniejsze detale są gdzieś schowane, nie odciskają się w tle, nie słychać wszelkich pogłosów, a przestrzeń nie jest zbyt rozległa. Niemniej jednak, ogólny charakter Polk Audio Hinge czyni z nich słuchawki energiczne i dynamiczne, z dużą ochotą na granie, słychać na nich tylko pozytywne dźwięki. Nie kaleczą uszu sybilantami, nie ranią ostrymi nutami, nie atakują nadmiarem sopranów. Można rzec, że mają bardzo dobrze skonstruowany dźwięk. Tu i ówdzie przycięty, nie nazbyt analityczny, lecz proporcjonalny i żywy - trochę kierujący się w stronę funu, aczkolwiek przyozdobiony dużą dozą elegancji. 

Polk Audio Hinge dobrze grają muzykę! Można z nimi bezproblemowo ruszać w miasto i cieszyć się dobrym dźwiękiem, niezłą ergonomią, a także wyróżniać się niebanalnym designem słuchawek.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Hegel H100 (test TU), Ming Da MC88-C (test TU), Cayin MT-35 S, NuForce DDA-100 (test TU), Taga Harmony HTA-700B (test TU) oraz Dayens Ampino (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Guru Audio Junior, Polk Audio TSx550T (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU), Amphion Ion+ (test TU), Pylon Topaz 15 i Studio 16 Hertz Canto Two (test TU)
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, NuForce Air DAC (test TU), Audinst HUD-mx2 (test TU) oraz M2Tech Young DAC z zasilaczem akumulatorowym M2Tech Palmer Power Station (test TU), a także iFi iDSD.
Komputery: McBook Apple i Toshiba Satellite S75.
Gramofon: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nagaoka MP-110 (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Pro-Ject Phono Box RS, Arrow 1ARC (test TU) i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Słuchawki: Audeze LCD-XC, Harman Kardon CL (test TU), Final Audio Design Adagio V (test TU), HiFMan HE-300 (test TU), Sennheiser HD438, Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream (test TU), AKG K545 (test TU), Sennheiser PX100 i Koss PortaPro (test TU), a także douszne EarPods Apple.
Wzmacniacze słuchawkowe: Musical Fidelity X-Can v.3 (test TU) z zasilaczem ULPS Tomanek (test TU), Olasonic Nanocompo Nano-UA1, Taga Harmony HTA-700B, iFi micro iDSD i Ming Da MC66-AE (test TU).
Okablowanie: Xindak serii Silver (test TU), Audiomica Laboratory, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Komplet okablowania i listwy zasilające Furutech.
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Kondycjoner pasywny ISOL-8 MiniSub Wave (test TU).




poniedziałek, 29 grudnia 2014

Przewody zasilające Furutech: FP-314Ag II, FP-3TS762 i FP-α3



Wstęp
Proszę traktować niniejszy tekst jako dalszy ciąg opowieści o akcesoriach zasilających marki Furutech. Kilkanaście dni temu TUTAJ opisywałem dwa terminale zasilające: Furutech e-TP60E oraz f-TP615E. Wówczas zapowiedziałem, iż niebawem powrócę do opisu trzech przewodów sieciowych, na które wtedy zabrakło mi czasu. Dziś to niedociągnięcie oraz uchybienie naprawiam.

Czytelnika zainteresowanego dokładniejszym opisem firmy Furutech oraz aktualnej jej oferty odsyłam do mojego wcześniejszego opisu (link kilka wersów powyżej) lub do tegorocznego katalogu TUTAJ. Nie tracąc czasu, od razu przystępuję do opisu trzech tytułowych przewodów zasilających.

Kable zasilające zostały udostępnione przez polskiego dilera marki Furutech, firmę Vinyl Goldmine z Bielska-Białej.

Przewody sieciowe Furutech
Na początek napiszę, że przewody zasilające marki Furutech można nabyć albo w konfekcji montowanej firmowo (są to tzw. przewody gotowe – zobacz TUTAJ) lub w konfekcji montowanej do konkretnego przewodu ciętego ze szpuli (zobacz TUTAJ). Te ostatnie można zaopatrzyć w rozmaitą kombinację firmowych wtyków Furutech IEC (zobacz TUTAJ). Jak łatwo policzyć, ewentualnych wariacji jest co najmniej kilkanaście, o ile nie kilkadziesiąt. Kupując dany przewód zasilający cięty ze szpuli, nabywca może dokonać samodzielnego wyboru konfekcji wtyków – oczywiście od najtańszych do najdroższych, czyli rozmaitej jakości i klasy dopasowanej do przewodu, możliwości finansowych oraz gustu słuchacza. Wszystkie powyższe kombinacje oferuje polski diler marki Furutech, firma Vinyl Goldmine z Bielska-Białej. Otrzymałem od niego FP-314Ag, FP-3TS762 oraz FP-α3 (nie dostałem jedynie FP-3TS20). Wszystkie przewody Furutech (nie tylko zasilające) wykonywane są z bardzo czystej miedzi μ-OFC lub miedzi monokrystalicznej PCOCC i poddawane procesowi α (alfa). Jest to proces stopniowej kriogenizacji w niskich temperaturach (-196 do – 250 st. C) w środowisku ciekłego azotu i helu, a następnie demagnetyzacji. W ten sposób potraktowane metale faktycznie zmieniają wewnętrzną strukturę molekularną, co zapobiega i zwalcza stres wewnętrzny danego przewodnika. Atomy metalów są ze sobą silniej związane, ogólna struktura staje się bardziej stabilna. Poprawia to przewodność elektryczną oraz transfer mocy i sygnału (czytaj więcej TUTAJ).

Wykonanie przewodników stoi na najwyższym poziomie nie tylko technologicznym, ale i jakościowym. To precyzyjna produkcja. Zaś wtyki bardziej przypominają jubilerskie dzieła, a nie wyroby fabryczne. To konfekcja wysokiej próby. "Furutech Made in Japan" po prostu.

Generalnie rzecz biorąc, informacje o przewodnikach zawarte na firmowej stronie są raczej skąpe, by nie napisać – niepełne. Poniżej publikuję garść wiadomości, jakie udało mi się stamtąd pozyskać. Mam świadomość, że można by było napisać więcej, ale co robić – Japończycy dość niechętnie dzielą się swoimi tajemnicami…

Furutech FP-314Ag II z wtykami FI-E11-N1(G) i FI-11-N1(G)
Wtyk schuko Furutech FI-E11-N1(G) to nowość w firmowej ofercie. Główne elementy przewodzące wykonano z fosfobrązu powlekanego 24-karatowym złotem. Części metalowe zostały poddane procesowi kriogeniczno-demagnetyzacyjnemu α. Przednia część wtyku wykonana jest z włókna szklanego, zaś tylna z polikarbonatu. W serii N1 zastosowano zmodyfikowany element blokujący przewód. Wykonany został z wyprofilowanego metalu, co pozwoliło na jeszcze lepsze tłumienie drgań. Wtyk akceptuje przewody o średnicy zewnętrznej 6,6 – 18 mm.

Przewód FP-314g II jest podstawową pozycją w katalogu kabli zasilających Furutech (tych ciętych ze szpuli). Składa się z trzech żył, dwie z nich wykonane są ze skrętki 37 nitek posrebrzanej miedzi μ-OFC poddawanej procesowi α, a trzecia (neutralna) też z 37 nitek, ale z miedzi nieposrebrzanej. Izolacja żył wykonana jest z polietylenu. Wewnętrzna powłoka to PCV. Ekran to plecionka z miedzi OFC 9 x 24 0,12 mm. Całość powleczona jest brązowym elastycznym PCV.

W takiej konfekcji 1,5 metra kosztuje około 860 PLN.

Furutech FP-3TS762 z wtykami FI-E38(R) i FI-E28(R)
Kabel ma średnicę 15,5 mm. Przewodniki wykonane są z miedzi μ-OFC poddawanej firmowemu procesowi α (kilkustopniowej kriogenizacji i demagnetyzacji). Trzy żyły o średnicy wykonane są z siedmiu skrętek 35 nitek 0,16 mm. Żyły powleczone są wewnętrzną osłoną z czarnego PCV. Ekran to skrętka z miedzi 0,12 mm. Zewnętrzny płaszcz to PCV w kolorze niebiesko-szarym.

W powyższym zestawieniu 1,5 metrowy kabel kosztuje 1 725 PLN.

Furutech PF-α3 z wtykami FI-E38(R) i FI-E28(R)
To najwyższej klasy firmowy przewód zasilający cięty z metra. Jest szczególnie ulubiony przez rzesze audiofilów, szczególnie tych parających się DIY. Ma doskonałe parametry techniczne, perfekcyjne wykonanie oraz stosunkowo atrakcyjną cenę (jak na standardy hi-fi). Trzy żyły skręcone są z 49 nitek 0,32 mm miedzi PCOCC poddawanej procesowi α, czyli kilkustopniowemu wymrażaniu w ultra-niskich temperaturach, a następnie demagnetyzacji. Izolacja wykonana jest ze spienionego teflonu. Przewód nie ma ekranu. Zewnętrzny płaszcz to elastyczny PCV o ciemnozielonej barwie.

Cena w firmowej konfekcji wtyków IEC - 2 025 PLN.



Przewody dostarczane są w płaskich kartonach

Na dole, terminal zasilający Furutech e-TP60E

Po lewej: Furutech FP-314Ag; po prawej: Furutech FP-α3


Furutech FP-314Ag II z wtykami FI-E11-N1(G) i FI-11-N1(G)




Furutech PF-α3 z wtykami FI-E38(R) i FI-E28(R)





Furutech FP-3TS762 z wtykami FI-E38(R) i FI-E28(R)

Furutech FP-3TS762

System odsłuchowy



Wrażenia odsłuchowe
Nie jest łatwo opisywać jaki wpływ na dźwięk dużego systemu audio mają przewody zasilające, a tym bardziej kiedy są to trzy różne kable (z różnych przedziałów cenowych) mimo, że jednego producenta. Aby zbytnio nie rozdrabniać się, postanowiłem używać testowe przewody wyłącznie jako kable sieciowe do dwóch wzmacniaczy: tranzystorowego Hegel H160 oraz lampowego Cayin MT-35 S. Sieciówki porównawcze to ISOL-8 IsoLink 2, Audiomica Laboratory Volcano Transparent i Jasper Reference, a także tani DC-Components na kablu Belden. Kondycjonery i listwy to: ISOL-8 MiniSub Wave, Furutech e-TP60E i Furutech f-TP615E.

Wpinając już najtańszy kabel z trzech testowych, czyli Furutech FP-314Ag II, zauważyłem, że jest dobrze, krótko mówiąc. Dźwięk nabrał lekkiego rozjaśnienia, pokazał całą paletę kolorów, które były wyraźnie narysowane, z doskonałą ostrością oraz czystością i głębią. Oczywiście, były to zmiany dyskretne i subtelne, lecz na tyle istotne, że łatwe do uchwycenia. Furutech ma tę cechę charakterystyczną, że przy jego zastosowaniu w systemie, wokale nabierają wyższą jakość oraz płynność. Skutkuje to lekkim przybliżeniem ich do słuchacza, wykrojeniem ich z przestrzeni. Ponadto FP-314Ag II ma łatwość temperowania niskich tonów – nie żeby jakoś je ograniczał, hamował, bardziej pasuje tu określenie „nadawanie właściwego rytmu i tempa”.

Konkludując, Furutech FP-314Ag II to przewód, który choć jeden z tańszych w firmowej ofercie, to korzystnie wpływający na dźwięk. Jest nieźle transparentny, nie narzuca swojego charakteru, a pomaga ujawnić pozytywne cechy dźwięku. Choć czyni to w sposób subtelny i do pewnego zakresu ograniczony, co potwierdzają dwa kolejne odsłuchy przewodów Furutech, które bezwzględnego dobra przyniosły jeszcze więcej.

Furutech FP-3TS762 ma nieco odmienny sznyt niż FP-314Ag II, choć są też cechy wspólne jak lekkie rozjaśnienie kolorów przekazu, co powoduje lepszą czytelność barw i tonów. Przy czym, tak jak tamten skupiał się głównie na ujawnieniu średnicy, ten idzie dalej – oprócz tonów średnich lekko otwiera też górę. Przynosi to więcej szczegółów nagrań, daje więcej informacji o muzyce, sprzyja powietrzu dookoła instrumentów. Można to odczuć także w postaci wyraźniejszych konturów dźwięku, wypełnieniu i dociążeniu tonów. Dodatkowo, lekko otwiera się przestrzeń – staje się nieco głębsza, sięga dalej. FP-3TS762 ma miłą barwę – lekko pastelową, nienachalną. Sprzyja to muzyce, która jest przez przewód silniej eksponowana, a jednocześnie nie ma cech niechcianej krzykliwości.

Furutech FP-α3 to mój faworyt niniejszego porównania. Okazał się być najbardziej muzykalny i najlepiej artykułujący barwę instrumentów spośród testowej trójki. Nie dziwota, że jest to jeden z ulubionych przez melomanów przewód (włączając w to segment DIY). Dźwięk otrzymał dużo melodyjności i wyrazistości. Przewód eksplikuje subtelności i niuanse, sprzyja ich wydobywaniu na zewnątrz. Posługuje się jednak tymi kompetencjami w sposób delikatny i harmonijny – podczas wydobywania mikroelementów tonalnych równolegle nie zapomina o doświetlaniu całego pasma. Opisywany przewód (spośród trzech opisywanych) najlepiej kreśli kontury dźwięków, wypełnia i dopełnia je, nadaje puls i rytm, przynosi otwartość i wyrazistość. Można napisać, że jego wpływ na czystość brzmienia jest największa oraz najbardziej spektakularna. Przynosi moc, energię a jednocześnie kulturę i spokój. Elegancję i naturalność brzmienia.

Konkluzja
Oczywiście, eksperymenty z przewodami zasilającymi mogą nigdy nie mieć końca, bo elementów zmiennych w audio-stereo jest nieskończona rzesza. Można wpinać kable zasilające do źródeł, wzmacniaczy, próbować wymieniać je w kondycjonerach i listwach, etc. Dużo tu miejsca na własne doświadczenia, porównania i kompozycje. Niemniej jednak podsumowując niniejszy tekst warto napisać, iż japoński Furutech wytwarza całościowo doskonałe przewody zasilające, które dodatkowo można „ubrać” w konfekcję wtyków, jaką się chce mieć. Przewody te zawsze powodują, że dźwięk „idzie w dobrym kierunku”. Harmonizują go. Sprzyjają czystości i transparentności brzmienia. Kable zasilające Furutech są naturalne i wiarygodne. Polecam, bo warto!

System testowy
Wzmacniacze: HegelH160 (test TU), Hegel H100 (test TU), Ming Da MC88-C (test TU), Cayin MT-35 S, NuForce DDA-100 (test TU), Taga Harmony HTA-700B (test TU) oraz Dayens Ampino (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Guru Audio Junior, Polk Audio TSx550T (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU), Amphion Ion+ (test TU), Pylon Topaz 15 i Studio 16 Hertz Canto Two (test TU)
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, NuForce Air DAC (test TU), Audinst HUD-mx2 (test TU) oraz M2Tech Young DAC z zasilaczem akumulatorowym M2Tech Palmer Power Station (test TU), a także iFi iDSD.
Komputery: McBook Apple i Toshiba Satellite S75.
Gramofon: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nagaoka MP-110 (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Pro-Ject Phono Box RS, Arrow 1ARC (test TU) i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Słuchawki: Audeze LCD-XC, Harman Kardon CL (test TU), Polk Audio Hinge, Final Audio Design Adagio V (test TU), HiFMan HE-300 (test TU), Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream (test TU), AKG K545 (test TU), Sennheiser PX100 i Koss PortaPro (test TU), a także douszne EarPods Apple.
Wzmacniacze słuchawkowe: Musical Fidelity X-Can v.3 (test TU) z zasilaczem ULPS Tomanek (test TU), Olasonic Nanocompo Nano UA-1, Taga Harmony HTA-700B, iFi micro iDSD i Ming Da MC66-AE (test TU).
Okablowanie: Xindak serii Silver (test TU), Audiomica Laboratory, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Komplet okablowania i listwy zasilające Furutech.
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Kondycjoner pasywny ISOL-8 MiniSub Wave (test TU).





sobota, 27 grudnia 2014

System bezprzewodowy Martin Logan Crescendo






Wstęp
Dźwięk nazwy Martin Logan najpewniej od razu u większości melomanów i audiofilów na myśl przywołuje duże kolumny elektrostatyczne, z których ta zacna amerykańska firma słynie od wielu lat. Tak, to jest jak najbardziej uprawnione skojarzenie, bowiem już od 1982 roku kolumny elektrostatyczne rozsławiają dobre imię Martin Logan, kiedy to po raz pierwszy zaprezentowano model Moonlight. Martin Logan to także flagowe elektrostaty Statement e2, potem Prodigy, które były inspiracją dla nowej generacji elektrostatycznych konstrukcji: Odyssey, Ascent, Aeon i Theater. To były lata 90-te XX wieku. Na początku XXI wieku wprowadzono kolejne modele elektrostatów, już bardziej przystępne cenowo, pod wspólną nazwą Design Series. Następnie wdrożono do produkcji serię ESL (modele Vista, Vantage, Descent, etc.).

Obecnie Martin Logan zatrudnia ponad 70 pracowników i jest wciąż intensywnie rozwijającym się przedsiębiorstwem branży audio. W ofercie można znaleźć cztery serie kolumn elektrostatycznych: Reserve ELS (modele CLX Art, Summit X, Ethos, Montis), ELS (Theos, EFX, Stage X, Motif X), ElectroMotion (ElectroMotion ESL, ElectroMotion C2, ElectroMotion FX) oraz bardzo rozbudowaną serię bardziej klasycznych kolumn Motion. Rodzina Motion to kolumny podłogowe 10, 20 i 40 i uzupełniający je głośnik centralny Motion 30, a także podstawkowe 15. Dostępne są również kolumny kompaktowe oznaczone kolejno numerami: Motion 2, 4 i 6 oraz kilka innych.

Oprócz elektrostatycznych i klasycznych kolumn głośnikowych, Martin Logan produkuje także całe mnóstwo subwooferów, głośników montażowych i instalacyjnych. Od niedawna Martin Logan to także producent słuchawek. Zaś kilka miesięcy temu przedsiębiorstwo wprowadziło na rynek system bezprzewodowy o nazwie Crescendo, który jest głównym bohaterem niniejszego tekstu. Czy taki system bezprzewodowy marki Martin Logan, bardzo renomowanego producenta zaawansowanych konstrukcji, ma szansę dobrze zagrać, zagrać po audiofilsku?

Martin Logan Crescendo został użyczony do testu przez polskiego dystrybutora marki, firmę Polpak z Warszawy.

Wrażenie ogólne i budowa
Urządzenie prezentuje się znakomicie - wykonane jest luksusowo. Można ulec nawet wrażeniu, że ma się do czynienia z nowoczesnym dziełem sztuki, a nie sprzętem audio-stereo. Design stylizowany jest na lata 60-te; to fantazyjna geometryczna forma spłaszczonego półokręgu, odwróconego i postawionego na wymyślnych nóżkach z polerowanego metalu. Obudowa to gruba płyta MDF, na zewnątrz pokryta bardzo efektowną okleiną z naturalnego drewna orzecha włoskiego. Solidna płyta obudowy ma za zadanie dodatkowo wzmacniać i pogłębiać brzmienie niskich częstotliwości, przy jednoczesnej minimalizacji niepożądanych wibracji. Od spodu znajdują się dwa ujścia bas-refleksów. Unikalne wzornictwo poparte jest w tym przypadku również wysoką funkcjonalnością, bo sygnał zewnętrzny można doprowadzać na aż sześć sposobów (czytaj poniżej). Warto także podkreślić, że Crescendo wyposażony jest w pilot zdalnego sterowania, którym można obsługiwać wszelkie funkcje urządzenia, a także podłączonym zewnętrznym subwooferem, bo i taka opcja istnieje. Marin Logan zaprezentował bardzo ciekawe urządzenie, które całkowicie podąża z duchem czasu i za wciąż rosnącymi wymaganiami użytkowników: sprzęt ma być estetyczny, poręczny i łatwy w użytkowaniu. Oraz oczywiście ma równie dobrze grać - Crescendo wszystkie te kryteria wypełnia znakomicie, ale o dźwięku szerzej za chwilę.

Jak można przeczytać na firmowej stronie: "możliwych jest aż sześć metod na bezprzewodowe lub przewodowe połączenie Crescendo z dowolnym urządzeniem:

1. Wi-Fi – dołącz urządzenia zgodne z formatem AirPlay (iPhone, iPad, iPod, lub komputer  z zainstalowanym iTunes), aby przesyłać audio.
2. Bluetooth – dołącz urządzenia wyposażone w moduł Bluetooth. Bluetooth V4.0 wspiera formaty SBC, MP3, AAC, oraz apt-X®.
3. Przewodowy Ethernet – informacje audio mogą być przesłane poprzez LAN używając różnych protokołów (takich jak AirPlay lub DLNA)
4. USB – dołącz kompatybilne urządzenia Apple, używając Crescendo jako stację dokującą lub ładowarkę. Złącze USB zaprojektowano, aby umożliwić szybkie ładowanie różnych urządzeń.
5. Analogowe – dowolne urządzenie z analogowym wyjściem audio może był dołączone przez gniazdo AUX lub 3.5 mm gniazdo słuchawkowe.
6. Optyczne – dowolne urządzenie wyposażone w cyfrowe wyjście optyczne do cyfrowego wejścia poprzez załączony adapter optyczny mini-Toslink (analogowe i cyfrowe połączenia sa obsługiwane przez to samo wejście)."


Crescendo to bezprzewodowy system audio, który łączy w sobie zarówno wysokojakościowe głośniki szacownej marki Martin Logan, jak i doskonały 100 Watowy wzmacniacz klasy D w komplecie z przedwzmacniaczem opartym na kości 24 bit/48kHz DSP. Zastosowane głośniki wysokotonowe są identyczne jak w (między innymi) podstawkowych modelach Martin Logan Motion 15 (czytaj TUTAJ) - to przetworniki elektrostatyczne (wstęgowe) Folded Motion. Membrana Folded Motion to ultra-cienka błona złożona na wzór harmonijki akordeonu (jego składanej i rozkładanej części), która kiedy porusza się do tyłu i w przód (dzięki dostarczanym impulsom elektrycznym) i wypycha powietrze do przestrzeni odsłuchowej. Warto wiedzieć, że powierzchnia takiej membrany jest około 8 x większa od klasycznych kopułek. Dzięki zastosowaniu takiej technologii uzyskuje się błyskawiczną odpowiedź impulsową tweetera, a także zmniejsza się zakłócenia i jednocześnie zwiększa szerokość przestrzeni prawidłowego odsłuchu. Tweetery umieszczone są we dwóch wnękach akustycznych, skierowane lekko na zewnątrz, nie na wprost. Z kolei głośnik średnio-niskotonowy to owalna (spłaszczona w poziomie) membrana o wymiarach 12,7 x 17,8 cm z rozszerzonym wychyłem.

Warto podkreślić, że masa sprzętu to niecałe 7 kg. Rozmiary zaś raczej spore (jak na głośnik bezprzewodowy) – 20,5 x 63,3 x 17,5 cm. Niemniej jednak dzięki swoim wysokim walorom estetycznym, Crescendo nie jest przeznaczony do chowania go gdzieś po kątach, a do ekspozycji – na przykład w pokoju lub w kuchni, gdzie na pewno będzie dodatkowym elementem wystroju. Intrygującym i pięknym elementem, trzeba dodać! Tak, czy inaczej ergonomia owego sprzętu jest bardzo wysoka – wystarczy go postawić na komodzie, czy blacie, podłączyć do prądu i już. Całym sterowaniem można zawiadywać z poziomu pilota zdalnego sterowania lub smartfonu, itp.

Obsługa sprzętu jest nieskomplikowana i całkowicie intuicyjna. Nie będę pisać, że na początek należy przyłączyć urządzenie do zasilania, bo to oczywiste. Niestety, producent nie wyposażył systemu w wewnętrzną baterię. Trochę skoda. Aby wybrać konkretny sposób bezprzewodowego przesyłu (AirPlay, Wi-Fi, Bluetooth, w tym kodek aptX) wystarczy przełączyć (pilotem lub specjalnym przyciskiem na korpusie) odpowiedni tryb pracy. Połączenie następuje błyskawicznie. Żadnych problemów z sygnałem, jego ciągłością. Dioda na panelu przednim w rytm opcjonalnie wybieranych trybów zmienia barwę – na przykład, kiedy wybrać Bluetooth aptX, świeci się na niebiesko. Crescendo bez problemu pracuje z urządzeniami Apple przyłączonymi przewodem USB; w tym celu należy wetknąć odpowiednie przewody w gniazdo USB (np. podłączając iPad, iPhone, etc.). Z tyłu sprzętu zamontowano również zwykłe gniazdo analogowe (mini jack) – tu można doprowadzić dowolny sygnał analogowy (tuner, gramofon, CD, itp.). To samo gniazdo jest także optycznym gniazdem cyfrowym (odpowiedni adapter jest w zestawie) wewnątrz zamontowany jest DAC. Co ciekawe, z tyłu umieszczono także gniazdo RCA służące do podłączenia subwoofera – przyłączony, automatycznie odcina najniższe częstotliwości głośnika niskotonowego Crescendo. 

Jak widać, Martin Logan w opisywanym modelu zainstalował moc rozmaitych funkcji, możliwości, a także komponenty bardzo wysokiej klasy. Jest nawet opcja podrasowania basu (dostępna z poziomu pilota zdalnego sterowania). Producent nie zapomniał także o użytkownikach Apple, a nawet zwolennikach analogu, bo i takie wejście zainstalował. Wypada, więc szybko przejść do następnego rozdziału - poświęconego dźwiękowi Crescendo.



Martin Logan Crescendo rewelacyjnie wpisuje się swoim niebanalnym designem do nowoczesnych wnętrz


Crescendo ma bryłę półksiężyca, postawionego na metalowej podstawce

Urządzenie wyposażone jest w pełnowymiarowy pilot zdalnego sterowania (wykonany z aluminium), obsługuje wszelkie funkcje Crescendo, a nawet więcej

Sprzęt ma ponad 63 cm szerokości


Crescendo stoi na efektownej podstawie z chromowanego metalu

Zbliżenie na metalową podstawę

Obudowa wykonana jest z grubej płyty MDF, na niej efektowna okleina z naturalnego drewna orzecha włoskiego


Pod maskownicą znajduje się duży owalny głośnik niskotonowy z powiększonym wychyłem membrany oraz dwa głośniki wysokotonowe Martin Logan


Głośniki wysokotonowe umieszczone są pod kątem w specjalnych zagłębieniach - dźwięk tweeterów kierowany jest więc lekko na boki

Tweetery to Martin Logan z membrany Folded Motion, czyli są to głośniki wstęgowe

Panel sterujący osadzony jest na aluminiowej płytce


Z tyłu zamontowano dużą ilość wejść i wyjść - jest wyjście na subwoofer, jest wejście analogowe, a także wejście cyfrowe (optyczne) i inne

W tle system odsłuchowo - porównawczy




Gra Martin Logan Crescendo!


Crescendo warto stawiać co najmniej metr od ziemi (stół, komoda, blat, etc) wówczas jego dźwięk jest najpełniejszy i najlepiej penetruje przestrzeń odsłuchową



Wrażenia dźwiękowe
Trudno oczekiwać, że kompaktowy bezprzewodowy głośnik zagra w stylu dużego zestawu hi-fi (dwie kolumny plus wzmacniacz), ale naprawdę - klasa dźwięku, jaki wydobywa się z czeluści Crescendo stoi na bardzo przyzwoitym poziomie. A nawet zaskakująco wysokim jak na tego typu konstrukcję. Brzmienie jest mocne, dynamiczne i wyraźne – szybko i dokładnie penetruje pokój odsłuchowy. Pomieszczenie (u mnie to 30 m2 i 40 m2) bezproblemowo napełniane jest soczystym dźwiękiem o całkiem sporym natężeniu, ale również z niezłą detalicznością oraz lokalizacją źródeł pozornych. Instrumenty kreślone są pewnie i jednoznacznie, a wokale brzmią jednorodnie i całkiem namacalnie. Dużo w tym jest zasługi wstęgowych głośników wysokotonowych Martin Logan Motion, których cechą jest wiarygodny, aczkolwiek proporcjonalny dźwięk o sporej kulturze i równoległym braku niepożądanej napastliwości. Tu, w Crescendo, owe przymioty również są obecne. Dodatkowo, głośnik średnio-niskotonowy jest na tyle wydajny, że ogólny dźwięk systemu odbierany jest jako soczysty, pełny i tonalnie przekonujący. Bas jest potoczysty, lecz równy. Nie przeszkadza, a tym bardziej nie razi, iż gra jedna komora akustyczna, a nie dwie (jak to jest w tradycyjnym zestawie stereo). Konstruktorom Martin Logan udało się zbudować taki system, iż przekaz jest całościowo autentyczny – dobrze poukładany, harmonijny. Obfity, lecz nieprzesadzony. Kształtny i foremny. Bezpretensjonalny. Na pewno można taki dźwięk nazwać zrównoważonym, o miłej prezencji tonalnej. Trzeba też zwrócić uwagę, na fakt, że opisywany system nie waha się dobrze i adekwatnie grać przy wyższych natężeniach głośności. Wewnętrzny wzmacniacz o łącznej mocy 100 Wat zapewnia dużo temperamentu, który łatwo spożytkować na siłę i energię przekazu.

Nie za bardzo chcę pisać o słabszych brzmieniowych stronach systemu, bowiem, jak sądzę, każdy Czytelnik doskonale zdaje sobie sprawę (o czym, już pisałem), że jednoczęściowy system nigdy nie zagra w taki sposób, jak grają dwie osobne kolumny. Cudów nie ma. Lecz Crescendo to jest dobra konstrukcja, która optymalizuje brzmienie stereo w jednym pudle rezonansowym i robi to nad wyraz dobrze. Jednym ograniczeniem, z którym konstruktorzy Martin Logan nie poradzili sobie (bo nie mogli tego zrobić ze względu na takie, a nie inne warunki akustyczne) to lekkie zawężenie sceny odsłuchowej na boki. Nie jest to aż tak bardzo odczuwalne przy normalnym, codziennym użytkowaniu Crescendo, lecz w bezpośrednim porównaniu nawet do mini-wieży stereo staje się to jasne i oczywiste. Nie jest to zarzut, a zrozumiała cecha powyższego systemu.

Konkluzja
1. Bezprzewodowy system (głośnik) audio Martin Logan Crescendo to produkt bez wątpienia luksusowy. Efektowny i designerski. To solidna konstrukcja obudowy z płyt MDF, oklejonych pięknym drewnem orzecha włoskiego. Wzornictwo stylizowane na lata 60-te XX wieku – półokrąg (półksiężyc?) stojący na finezyjnych metalowych nogach. Do tego należy dołożyć multi-funkcjonalność oraz solidne komponenty zastosowane do konstrukcji. Crescendo akceptuje aż sześć metod przyłączenia sygnału (po trzy bezprzewodowe i przewodowe). Jest tu też gniazdo na zewnętrzny subwoofer, Ethernet, elegancki pilot zdalnego sterowania, etc. Zastosowane głośniki wysokotonowe to dwa firmowe wstęgowe Martin Logan Motion. Niskotonowy to owalny głośnik z membraną o wymiarach 12,7 x 17,8 cm z rozszerzonym wychyłem.

2. Przekaz całościowo jest autentyczny – dobrze poukładany, harmonijny. Obfity, lecz nieprzesadzony. Kształtny i foremny. Na pewno można taki dźwięk nazwać zrównoważonym, o miłej prezencji tonalnej. Instrumenty kreślone są pewnie i jednoznacznie, a wokale brzmią jednorodnie i całkiem namacalnie. Dużo w tym zasługi wstęgowych głośników wysokotonowych Martin Logan Motion, których cechą jest wiarygodny, aczkolwiek proporcjonalny dźwięk o sporej kulturze i braku niepożądanej napastliwości. Scena dźwiękowa nie jest zbyt szeroka, można nawet napisać, iż jest nieco ograniczona – to jest jedyna słabsza strona Crescendo.

3. Jeżeli ktoś poszukuje systemu audio-stereo, który łączy w sobie piękne wzornictwo, wyrafinowane wykonanie oraz dużą użyteczność i ergonomię użytkowania, a także energiczny, aczkolwiek bezpretensjonalny i kulturalny dźwięk, to nie musi daleko szukać. Martin Logan Crescendo wszystkie te przymioty łączy w jednym urządzeniu. Crescendo to bezprzewodowa kolumna stereo, wzmacniacz o mocy 100 Wat, przetwornik cyfrowo-analogowy, pełne zdalne sterowanie, odbiornik Wi-Fi, AirPlay, Bluetooth, ale także ładowarka dla innych urządzeń audio. Ponadto Crescendo to system, który rewelacyjnie wygląda – to ozdoba każdego wnętrza, co w przypadku sprzętów audio wcale nie jest takie oczywiste.

4. Cena w Polsce – 3 900 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Hegel H100 (test TU), Ming Da MC88-C (test TU), Cayin MT-35 S, NuForce DDA-100 (test TU), Taga Harmony HTA-700B (test TU) oraz Dayens Ampino (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Guru Audio Junior, Polk Audio TSx550T (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU), Amphion Ion+ (test TU), Pylon Topaz 15 i Studio 16 Hertz Canto Two (test TU)
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, NuForce Air DAC (test TU), Audinst HUD-mx2 (test TU) oraz M2Tech Young DAC z zasilaczem akumulatorowym M2Tech Palmer Power Station (test TU), a także iFi iDSD.
Komputery: McBook Apple i Toshiba Satellite S75.
Gramofon: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nagaoka MP-110 (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Pro-Ject Phono Box RS, Arrow 1ARC (test TU) i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Słuchawki: Audeze LCD-XC, Harman Kardon CL (test TU), Final Audio Design Adagio V (test TU), HiFMan HE-300 (test TU), Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream (test TU), AKG K545 (test TU), Sennheiser PX100 i Koss PortaPro (test TU), a także douszne EarPods Apple.
Wzmacniacze słuchawkowe: Musical Fidelity X-Can v.3 (test TU) z zasilaczem ULPS Tomanek (test TU), Olasonic Nanocompo Nano UA-1, Taga Harmony HTA-700B, iFi micro iDSD i Ming Da MC66-AE (test TU).
Okablowanie: Xindak serii Silver (test TU), Audiomica Laboratory, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Komplet okablowania i listwy zasilające Furutech.
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Kondycjoner pasywny ISOL-8 MiniSub Wave.