czwartek, 31 grudnia 2015

Wzmacniacz zintegrowany Pioneer A-70DA



Trzy powyższe zdjęcia z japońskiej strony Pioneer, na którą warto zajrzeć  



Wstęp
Tytuł niniejszego tekstu brzmi „Wzmacniacz zintegrowany Pioneer A-70DA”, ale od razu warto dopowiedzieć, że jest to nazwa niepełna. Albowiem A-70DA ma na pokładzie zainstalowany także pełnoprawny przetwornik cyfrowo-analogowy – i to nie byle jaki, bo ESS SABRE ES9016S dzięki czemu przetwarza nawet sygnały o najwyższej rozdzielczości takie jak Quad DSD do 11,2 MHz i pliki PCM w formacie WAV lub FLAC do 384 kHz i 32 bitów. Jest wyposażony również w zaawansowany wzmacniacz słuchawkowy. Warto podkreślić, że DAC i wzmacniacz słuchawkowy zamontowane w Pioneer A-70DA bazują na znakomitej konstrukcji Pioneer U-05 (czytaj recenzję TUTAJ), co jest niezłą rekomendacją. Ponadto sprzęt jest wyposażony w przedwzmacniacz gramofonowy i to zarówno dla wkładek typu MM, jak i MC. Takie to z tego Pioneera wszechstronne i interdyscyplinarne urządzenie.

Bardzo cieszy, że ta japońska firma po latach koncentrowania się głównie na segmencie tzw. kina domowego, ponownie powróciła do pełnoprawnego stereo hi-fi (zobacz TUTAJ). Pioneer bardzo zainwestował w konstrukcje nowych wzmacniaczy, odtwarzaczy sieciowych, SACD, DAC, ale także w takie komponenty jak słuchawki, czy przenośne odtwarzacze stereo. Ale tymi sprzętami zajmę się innym razem.

Pioneer A-70DA pojawiał się na rynku jakiś miesiąc temu. Na początku grudnia przyjechał do mnie na testy prosto od polskiego dystrybutora marki – firmy DSV z Gdyni. Dziś, ostatniego dnia roku 2015, publikuję recenzję.

Wrażenie ogólne i budowa
Pioneer A-70DA po wyjęciu z kartonu prezentuje się lepiej niż bardzo dobrze, bo pierwszorzędnie. Kapitalne wrażenie wywiera aluminiowy, anodowany na czarno, czołowy panel urządzenia - estetyczny i z logicznie umieszczonymi pokrętłami, przyciskami i diodami. Prawdziwie japońska robota z lekkim nawiązaniem do stylu vintage. Na froncie dominuje duża metalowa gałka wzmocnienia. Po boku ma spore nacięcie, które informuje o poziomie głośności. Oprócz niej, po dwóch stronach, umieszczono cztery kolejne gałki, lecz już znacznie mniejsze. Trzy po lewej stronie służą do regulacji basów, sopranów i balansu, a samotna po prawej stronie to selektor źródeł. Nad nią umieszczono (w dwóch rzędach) dziewięć niebieskich diod. Górny rząd sześciu diod sygnalizuje aktywne wejście analogowe, a dolne trzy – cyfrowe (optyczne, elektryczne i USB). Doprawdy, bogactwo wejść jest fantastyczne.

Wracając do przedniego panelu. Oprócz pokręteł, znajdują się na nim też liczne przyciski. Dwa z nich (na górze) to wybór sekcji kolumn (A, B lub A+B), a trzeci obok służy do aktywacji funkcji loudness. Kolejne przyciski to uruchamianie trybu Direct, przyciszenia, aktywacja końcówek mocy (i wyłączenie sekcji przedwzmacniacza) oraz wybór rodzaju przedwzmacniacza gramofonowego – MM lub MC. Wszystkie przyciski po wciśnięciu zapalają niebieskie diody umieszczone w ich korpusach (oprócz przełącznika MM/MC). Na lewym boku zamontowano przycisk sieciowy. Kiedy Pioneer gra – dioda przycisku świeci się na niebiesko, po wyłączeniu – na czerwono. Co ciekawe, po kilkunastu minutach braku sygnału doprowadzanego do A-70DA, sprzęt wyłącza się automatycznie. Na froncie zamontowano także pełnowymiarowe wyjście słuchawkowe 6,3 mm.

W zestawie znajduje się pilot zdalnego sterowania. Służy do obsługi wszystkich funkcji A-70DA, a także firmowego odtwarzacza SACD, sieciowego i być może innych urządzeń Pioneer. Pilot ma bardzo wydłużony kształt, górna pokrywa wykonana jest z aluminium anodowanego na czarno (podobnie jak przyciski głośności). Pozostałe części to czarne tworzywo sztuczne (dolna część pilota i pozostałe przyciski).

Z tyłu umieszczono podwójne, solidne terminale głośnikowe o jakości wręcz ekskluzywnej. To duże złocone, metalowe terminale dodatkowo zaślepione plastikowymi wkładkami. Po lewej stronie umieszczono sekcję gniazd wejściowych i wyjściowych pogrupowane w kilka grup. Są też symetryczne XLR dodatkowo z przełącznikiem fazy. Skrajny lewy bok zajmuje para gniazd RCA wejścia do przedwzmacniacza gramofonowego MM/MC. Mają zamontowane eleganckie zaślepki. Wyboru trybu MM/MC dokonuje się z poziomu panelu frontowego (tamże znajduje się specjalny przycisk). Pod gniazdami gramofonowymi umieszczono zacisk uziemienia. Po przeciwległej stronie znajduje się gniazdo sieciowe IEC (z dwoma bolcami) i dwa gniazda mini-jack do służące do integracji sprzętu z innymi firmowymi.

Na firmowej stronie tak można przeczytać o Pioneer A-70DA:
"Składające się z trzech części, dwuwarstwowe chassis skutecznie ekranuje zasilacz, wzmacniacz wstępny i stopień mocy i zapobiega wzajemnym zakłóceniom. Wzmacniacz wstępny w pełnym układzie symetrycznym oraz symetryczne wejścia Neutrik-XLR osiągają najwyższy możliwy odstęp od zakłóceń. Połączenia XLR są standardem w technice studyjnej i są o wiele mniej podatne na zakłócenia wszelkiego typu.

Ważący ponad 17 kilogramów A-70DA to nie tylko masa, ale przede wszystkim klasa: oddzielne transformatory sieciowe dla sektorów stopnia wejściowego i wyjściowego dają nie tylko wagę, ale i optymalne warunki pracy bez zakłóceń dla układów scalonych audio – szczególnie gdy, jak w tym przypadku, są one pojedynczo zalane i osłonięte. W przypadku A-70DA opłaca się to podwójnie, gdyż jego stopień wejściowy jest w całości symetryczny. Do symetrycznego wejścia XLR wbudowano nawet oddzielną regulację głośności minimalizującą straty. Dzięki wejściom cyfrowym, A-70DA jest przystosowany do wszystkich nowoczesnych formatów muzycznych. Za pośrednictwem USB obsługiwane są także formaty o najwyższych rozdzielczościach, jak Quad-DSD (11,2 MHz) lub PCM z 384 kHz i 32bit. Odpowiednikiem tych wysokich rozdzielczości w świecie analogowym są ekskluzywne adaptery MC, które dzięki przełączalnemu elementowi gramofonowemu zaopatrują urządzenie z taką samą precyzją, co rozpowszechnione systemy MM.
Sam wzmacniacz jest konstrukcją symetryczną MOSFET klasy D; dysponuje mocą 2 x 90 W (20 Hz-20 kHz, THD > 0.5 %, 4 Ohm) i 2 x 65 W (20 Hz-20 kHz, THD > 0.5 %, 8 Ohm)”.




Pioneer A-70DA w czarnej wersji


Więcej niż solidna obudowa

Aluminiowy panel frontowy anodowany na czarno



Pioneer to także niezły wzmacniacz słuchawkowy; tu słuchawki Oppo PM-3

Po lewej stronie - od góry: wzmacniacz Fezz Audio Siver Luna, Audia Flight FL Three S, Dayens Ecstasy III i Cayin CS-55A

Porównanie z DACiem Audio Analogue Vivace


Odsłuchy z gramofonu Nottingham Analogue Horizon z wkładką Ortofon 2M Black


Na górze przedwzmacniacz gramofonowy Egg-Shell Prestige PS5




Kilka ujęć systemu odsłuchowego


Wrażenia dźwiękowe
Do Pioneer A-70DA przyłączałem cztery pary kolumn: podłogowe AudioSolutions Overture O203F, Pylon Diamond 25 i Vienna Acoustics Mozart Grand oraz podstawkowe Studio 16 Hertz Canto Three SE. Wzmacniacze porównawcze to tranzystorowe Hegel H160, Audia Flight FL Three S, Dayens Ecstasy III oraz lampowe Cayin CS-55A oraz Fezz Audio Silver Luna. Przewody to Perkune Audiophile Cables oraz dodatkowo sieciowe Vein Audio Indigo na zmianę z KBL Sound Fluid. Gramofony to Clearaudio z wkładką MC Goldring Legacy i Notthingham Analogue Horizon z MM Ortofon 2M Black. Dokładna lista sprzętu towarzyszącego dostępna jest na końcu niniejszego tekstu.

Niekiedy można przeczytać w periodykach audio, że istnieje coś takiego jak narodowa „szkoła dźwięku”. Można wyróżnić tzw. brytyjską, amerykańską, francuską lub japońską szkołę dźwięku (i kilka innych). Na przykład brytyjska opisywana jest jako posiadająca rozbudowaną średnicę, z mocnym energetycznym basem oraz lekkim ociepleniem; amerykańska to przede wszystkim energia i spektakularność, czyli „ściana dźwięku”, zaś japońska to preferowanie naturalności, czystości i klarowności dźwięku podparte wysoką selektywnością. Owszem, to duże uproszczenie i pewien skrót logiczny, sporo audiofilów nie godzi się na takie podziały, ale moim zdaniem ziarno prawdy w takim opisie jest. Tak, czy inaczej, Pioneer budując model A-70DA niewątpliwie dobrze wpisał się w powyższą klasyfikację. Albowiem opisywany wzmacniacz przede wszystkim stawia właśnie na typowo japońskie cechy jak: transparentność i neutralność grania, ponadprzeciętna detaliczność i wysoka rozdzielczość, podbudowane dużą masywnością oraz namacalnością brzmienia. Z całą odpowiedzialnością mogę napisać, że w analogicznej stylistyce dźwięku lokują się także japońskie firmy typu Accuphase, czy Luxman. To podobna bezpośredniość i szybkość przekazu, wyborna krystaliczność i dźwięczność plus naturalna fizjologiczność, lecz bez oznak agresji czy śladów nadpobudliwości. Wyłącznie elegancka neutralność i gładkość - nasycenie i spójność.

Pioneer A-70DA dysponuje i zarządza dużą dynamiką i energią, buduje realny spektakl muzyczny bez symptomów zmęczenia i zadyszki sprzętu; nawet bardzo głośne partie muzyczne gra równo i czysto - na wysokich obrotach, lecz wciąż naturalnie i harmonijnie. Wzmacniacz zapewnia stu procentowe poczucie mocy i temperamentu, werwy i entuzjazmu. Co ważne, A-70DA pomimo, że ma bardzo ekspansywny charakter brzmienia (włączając w to selektywne soprany), to nie faworyzuje żadnego z pasm – basy są silne i sprężyste, pięknie elastyczne i nisko schodzące; wysokie są doświetlone i wyraziste, ale nie prześwietlone i nie wyostrzone; z kolei średnica jest dogęszczona i plastyczna, aczkolwiek proporcjonalna i autentyczna. Instrumenty rozmieszczone są przestrzennie i szeroko, panorama stereo jest kapitalnie rozciągnięta, a głębia – namacalna i daleka. Scena maluje się trójwymiarową gamą dźwięków – barwnych i soczystych. Wybrzmienia odbierane są jako rzeczywiste, otrzymują sowite wypełnienie, a nuty sporą dźwięczność (długą i kolorową). Ogólny przekaz należy nazwać jako wierny i rasowy, stricte bezpretensjonalny. To zaawansowany dźwięk w stylu wyższej klasy hi-fi. Super!

A teraz kilka słów o wewnętrznym DACu. Przypomnę, że konwerter c/a na kości SABRE ES9016S ma rozdzielczość Quad DSD do 11,2 MHz, a pliki PCM odczytuje w formacie WAV lub FLAC do 384 kHz i 32 bitów. To jest bardzo dobry wynik - wręcz wybitny, jak na urządzenie, które jest przecież wbudowane we wzmacniacz w cenie kształtującej się znacznie poniżej 10 000 PLN. Nie napiszę, że DAC cyzeluje każdy szczegół, obrabia go jak sprzęt znacznie droższy, czy ujawnia wszelkie niuanse nagrań, bo to nie ta klasa przetwornika. Niemniej jednak wbudowany konwerter naprawdę nie ma się czego wstydzić – jest wystarczająco selektywny, by pokazać różnicowanie poszczególnych skrzypiec ansamblu Boston Baroque („Monteverdi: Il ritorno d'Ulisse in patria”) lub strun kontrabasu Jeremy Browna (Claire Martin „Time & Place”) na plikach 24 bit/192 kHz z kolekcji Linn Records. Magiczny wokal Clarie Martin jawił się jako pełny i zróżnicowany, barwny i emocjonalny, a równolegle jako pierwszorzędnie osadzony na scenie pośród solidnego instrumentalnego tła. Czar i zmysłowość głosu zostały ukazane prawidłowo, a towarzyszący muzycy – precyzyjnie i autentycznie. Harmonijnie. Z kolei wspomniana orkiestra Boston Baroque otrzymała nie tylko odpowiednią dozę dynamiki i detaliczności, ale również skoordynowanie, dyscyplinę oraz optymalną konsystencję tonalną. Być może nie było niezwykle rozbudowanej przestrzeni, lecz na pewno DAC potrafił roztoczyć specyficzną i wielopłaszczyznową aurę dźwięków instrumentów barokowej orkiestry. Przetwornik c/a wydobył wysoką precyzję nagrań pod względem barwy i odwzorowania muzycznego.

I na koniec parę zdań o przedwzmacniaczu gramofonowym. Jak wiadomo, testowany egzemplarz Pioneer ma zainstalowane phono dla obu typów wkładek, czyli MM i MC, co jest dość sporym ewenementem, bowiem zdecydowana większość producentów jeżeli już montuje przedwzmacniacz, to jedynie dla MM. Wersja MC jest po prostu droższa. Przetestowałem wejście MM przy użyciu wkładki Ortofon 2M Black (koszt około 2 000 PLN) oraz MC z Goldring Legacy (około 4 000 PLN). Przedwzmacniacze odniesienia to iFi iPhono, Primare R32 i Egg-Shell Prestige PS5. Gramofon przede wszystkim Notthingham Analogue Horizon.

Można by spodziewać się w urządzeniu stricte cyfrowym, jakim przecież jest A-70DA (wzmacniacz D „cyfrowy” i DAC), że sekcja analogowa przedwzmacniacza gramofonowego będzie potraktowana po macoszemu, a tymczasem nic z tego! Okazuje się, iż Pioneer współpracuje tak samo dobrze z cyfrowymi formatami audio o wysokiej rozdzielczości, jak z klasycznymi analogowymi. Krótko mówiąc, wejście MM jest co najmniej dobre. Dysponuje całkiem niezłą kontrolą rytmu i basu oraz sporą detalicznością. Balans tonalny wydaje się być bardzo dobrze wyregulowany, dźwięk jest transparentny i niezabrudzony szumami. Instrumenty mają dość ostre kontury i solidne wypełnienie. Są poprawnie określone w przestrzeni. Z kolei wersja MC ma nieco więcej wyrafinowania niż MM. Przede wszystkim odczuwalna jest wyższa energia i masa dźwięku, jak i również większe jego zaangażowanie i różnorodność. Zamontowane phono przywodzi skojarzenia dźwiękowe z solidną, aczkolwiek budżetową konstrukcją typu Pro-Ject lub Thorens, czyli naprawdę nieźle.

Podsumowanie
Pioneer A-70DA to nie tylko wyjątkowo rzetelna japońska konstrukcja wzmacniacza zintegrowanego pracującego w klasie D. To również pełnoprawny, wysokorozdzielczy DAC odczytujący pliki DSD, a także przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek typu MM i MC. Całość zamknięta jest w podwójnej (!) obudowie i dodatkowo składa się z trzech osobnych chassis dla poszczególnych sekcji. Układ wewnętrzny jest symetryczny (gniazda XLR). Sprzęt izolowany jest od podłoża masywnymi stopami antywibracyjnymi z mosiądzu. Odczepy głośnikowe reprezentują standard luksusowy. 

Design utrzymany jest w stylistyce stricte japońskiej – oszczędny panel frontowy z grubego aluminium nawiązujący nieco do vintage.

Dźwięk proponowany przez wzmacniacz można określić takimi słowami jak: transparentność i neutralność grania, ponadprzeciętna detaliczność i wysoka rozdzielczość, podbudowane dużą masywnością oraz namacalnością brzmienia. To piękny i rasowy dźwięk w stricte japońskiej stylistyce. Plastyczny i wierny.

Wartością dodaną A-70DA jest obecność zaawansowanego DACa z funkcją odczytu DSD oraz niezłego przedwzmacniacza gramofonowego MM i MC.

Moim zdaniem, Pionneer A-70DA to urządzenie, które w swojej cenie oferuje bardzo, bardzo dużo - wyznacza wysoki pułap, który będzie bardzo trudno przebić konkurencji. Znakomita relacja jakość/cena. Jestem pod olbrzymim wrażeniem wysokich umiejętności japońskich konstruktorów i inżynierów z Pioneer Corporation.

Cena w Polsce – około 6 500 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Audia Flight FL Three S (test TU), Fezz Audio Silver Luna (test TU), Cayin CS-55 A (test TU), Dayens Ecstasy III (test TU), Audio Analogue Fortissimo (test TU) i Taga Harmony HTA-700B (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Polk Audio RTi A7 (test TU), AudioSolutions Overture O203F (test TU), Zingali Zero Bookshelf (test TU), Zingali Client Nano + Sub, Guru Audio Junior (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU) i Studio 16 Hertz Canto Three SE (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, odtwarzacz CD/DAC Audio Analogue Fortissimo, DAC Audio Analogue Vivace i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nottingham Analogue Horizon z Ortofon 2M Black.
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Primare R32 (test TU), Egg-Shell Prestige PS5 i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Cayin C6, Cayin C6 DAC (test TU), Divaldi AMP-01 (test TU) i Taga Harmony HTA-700B (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewód zasilający KBL Sound Fluid (test TU). Kabel zasilający, przewody głośnikowe i interkonekty RCA Perkune Audiophile Cables. Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU), Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU) i Taga Harmony Platinium-18 (test TU).
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods.


12 komentarzy:

  1. Witam. A jakie sa roznice pomiedzy A-50DA? Czy ten model rowniez posiada wzmaciacz sluchawkowy?

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie testowałem A-50DA, ale jak widzę po zdjęciach w necie, ma wyjście słuchawkowe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Potwierdzam bardzo dobry i klarowny dzwięk.Wzmacniacz u mnie gra z HECO celan gt502 i naprawde swietnie się zgrywa.Pytanie do pana Ludwika,dlaczego nie przetestował pan żadnych kolumn z seri celan marki heco bo uważam że oferują bardzo dobrą cene do jakości brzmienia i wykonania.Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzięki za opinię a propos Pioneer.

    Heco nie testowałem, bo nie mam (póki co) kontaktu z polskim dystrybutorem marki. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda bo bardzo dobrze czyta sie pana testy a heco w polsce jest troche niedoceniane przynajmniej serie celanów do góry.

      Usuń
  5. Jedna uwaga do recenzji,dac o tym pioneerze nie przetwarza dzwięku dolby digital czego moim skromnym zdanie zabrakłao w tym periodyku.Co nieprzeszkadza mi uzytkować oczywiscie ten wzmacniacz ale wzmianki moim zdanie zabrakło :).

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki za info i za opinię. Pozdrowienia, LH.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za test. A jak zagrał ten zestaw?: wzmacniacz z Pylon Diamond 25?

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za test. A jak zagrał ten zestaw?: wzmacniacz z Pylon Diamond 25?

    OdpowiedzUsuń
  9. O tak: http://stereoikolorowo.blogspot.de/2015/11/kolumny-podogowe-pylon-diamond-25.html

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo dziękuję za testy :)
    Mam takie pytanie, czy Rotel RA-06 gra lepiej względem testowanego A-70DA ? Pytam bo mam strumieniowca N-70AE oraz RA-06 i zastanawiam się czy przesiadka na A-70DA ma sens. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Nam bardziej odpowiada Pioneer A-70DA niż Rotel RA-06, zresztą ten pierwszy reprezentuje poziom wyższy o klasę, o ile nie o dwie. Co nie oznacza, że RA-06 jest zły, bo to naprawdę fajny wzmacniacz.

    OdpowiedzUsuń

Komentarz będzie oczekiwać na moderację