środa, 13 kwietnia 2016

Słuchawki Pioneer SE-MHR5




Wstęp
Mój pierwszy kontakt ze słuchawkami Pioneer miał miejsce jakieś miesiąc temu i od razu było to „wysokie C”. Albowiem od polskiego dystrybutora – firmy DSV z Gdyni, otrzymałem do testów flagowe słuchawki Pioneer SE-Master1. Nie ukrywam, że model ze wszech miar przypadł mi do gustu i uważam je za wybitne słuchawki zarówno pod względem designu, jakości wykonania oraz oczywiście – referencyjnego dźwięku. Czytelnika zainteresowanego opisem SE-Master1 zapraszam TUTAJ na wcześniejsze strony Stereo i Kolorowo.

Równolegle z premierą topowych SE-Master1 zbiegło się wprowadzenie nowych słuchawek Pioneer SE-MHR5, przy czym te pierwsze zostały wycenione na 11 000 PLN, a drugie 10 x mniej, czyli na 1 100 PLN. Jest to spora różnica, ale oczywiście nie ma mowy o tym, aby jedne od drugich były 10 x lepsze, czy gorsze. W audio taka prosta proporcja nie obowiązuje. Dlatego podczas testu słuchawek SE-Master1 dystrybutor DSV „podrzucił” mi parę SE-MHR5 do porównań, tym bardziej że jednocześnie przeprowadzałem odsłuchy przenośnego wzmacniacza i streamera Pioneer XDP-100R. To tyle w kwestii wstępu, czyli wyjaśnienia istoty testu.

Kilka słów o słuchawkach Pioneer
Jak wiadomo japońska firma Pioneer konstruuje słuchawki nieprzerwanie od 1960 roku, czyli dobrze ponad 50 lat. Ma w tej materii olbrzymie doświadczenie i know-how; zaliczyła dużo rynkowych przebojów (chociażby doskonale przyjęte SE-700 w 1974 roku), budowała nawet elektrostaty (SE-100 w 1971 roku i SE-1000 w 1979 roku) i słuchawki high-end (Master-1G w 1980 roku). Obecnie, po kilkunastu latach głównej koncentracji na ofercie tzw. kina domowego, Pioneer z impetem powraca do nausznego świata stereo (choć nigdy go nie porzucił). A jest o czym pisać, bo w portfolio znajduje się aż około 30 modeli (!) słuchawek dostępnych w różnych wersjach kolorystycznych, co czyni z japońskiego przedsiębiorstwa bardzo mocnego gracza w tym segmencie (zobacz TUTAJ). 

W ofercie można wyróżnić kilka grup: słuchawki do urządzeń przenośnych (np. ciekawe SE-MX9, SE-MX8 i SE-MX7), bezprzewodowe, redukujące hałas, adresowane do domowego audio lub uprawiania sportów oraz oczywiście słuchawki referencyjne. Niedawno zaś zadebiutował  tytułowy model SE-MHR5, który wyznacza nowy firmowy standard, o czym za chwilę.

Wrażenie ogólne i budowa
Na początek zaznaczę, iż Pioneer zaszeregowuje SE-MHR5 do tej samej serii co model SE-Master1, czyli do Pure Audio, co może dać wiele do myślenia.

SE-MHR5 są na tyle premierowe, że podczas pisania niniejszego tekstu (koniec marca/początek kwietnia br.) nie dysponowałem szczegółowymi informacjami na temat ich budowy, poza zdawkowymi tekstami w Internecie. Ba! Słuchawki nie miały jeszcze nawet swojego miejsca na stronie Pioneer. Dlatego opiszę tylko to, co wiadome i widoczne.

Pioneer dostarczane są w szykownym kartoniku, w który wsunięty jest kolejny. Ten, po otwarciu, ujawnia leżący pośród czarnej powycinanej gąbki równie czarny, materiałowy futerał transportowy w kształcie półksiężyca. Wewnątrz znajdują się złożone SE-MHR5, a w niewielkim woreczku dwa przewody słuchawkowe. Pierwszy to tradycyjny kabel z wtykiem 3,5 mm z jednej strony i specjalnie ukształtowanym wtykiem (wpinanym do lewej muszli) z zatrzaskiem z drugiego końca. Następny kabel to przewód zbalansowany z czterema żyłami i wtykami 4P (cztery styki). Końcowy wtyk to tzw. 2,5 mm 4P, czyli adresowany do specjalnych wzmacniaczy o budowie symetrycznej. Niedawno opisywałem jeden z takich (a w zasadzie adapter słuchawkowy) Olasonic Nano NA-BH1 (czytaj test TUTAJ). Zapotrzebowanie na takie słuchawki z kablami zbalansowanymi szybko rośnie, cieszy więc, że Pioneer podąża za wymaganiami światowych audiofilów. Tym bardziej, że przewody takie kupowane osobno, póki co, mogą kosztować i z 1 000 PLN.

Wracając do clou opisu. SE-MHR5 reprezentują nowoczesne, wysoce estetyczne wzornictwo. Wykonanie jest perfekcyjne, bez zarzutu. Niezbyt duże muszle zbudowane są z lekkich tworzyw sztucznych, pokryte warstwą przypominającą aluminium (ale to nie jest aluminium), zaś zewnętrzne części muszli to płaskie płytki prezentujące się niczym stal, choć w rzeczywistości to także plastik, lecz trzeba przyznać, że wysokiej jakości. W centralnych miejscach owych płytek umieszczono połyskujące metaliczne napisy „Pioneer”. Pady są dość grube, bardzo miękkie, uszyte z ekologicznej skóry. W obu muszlach, od dołu, umieszczono płaskie ujścia „bass-reflexów”. Ujścia otoczone są miedzianymi otoczkami. Do lewej muszli doprowadzany jest przewód słuchawkowy, mocowany wtykiem (część chwytna pokryta miedzią) z dwoma zatrzaskami.

Pałąk to wygięty stalowy elastyczny pasek, w centralnej części obciągnięty ekologiczną skórą. Od dołu, w miejscu styku ze sklepieniem czaszki, wszyta została niewielka płaska poduszeczka. Pozostałe części pałąka z lewej i prawej strony wsunięte są w plastikowe szyny, które zawierają mechanizmy regulacji objętości pałąka względem czaszki. Regulacja jest precyzyjna i stabilna. Końcówki pałąka (z ozdobną miedzianą wstawką) łączą się z  półokrągłymi widełkami obejmującymi muszle, a w stanie spoczynku całkowicie do nich przylegające. Z tej przyczyny, po złożeniu słuchawek, ich transport jest bezpieczny.

Jak można przeczytać na firmowej stronie: „Słuchawki wyposażone są w 40-milimetrowe przetworniki, zapewniające szerokie pasmo przenoszenia w zakresie od 7 kH do 50 kHz. Dzięki temu osiągnięto głębokie i dynamiczne brzmienie basów oraz krystalicznie czystą reprodukcję wyższych tonów”. Co istotne, przetworniki wykonane są z materiału CCAW (Copper Clad Aluminium Wire), dzięki czemu cewki o dużej mocy zapewniają szeroką odpowiedź od 7 Hz do 50 kHz, dostarczając dokładne osiągi w całym zakresie częstotliwości. Każdy driver umieszczony jest w jego własnej osobnej obudowie sterownika, w związku z czym basy mają naturalny oddech i wykorzystują powietrze zewnętrzne w celu zwiększenia wydajności. Budowa podwójnej komory pomaga zwiększyć izolację - zarówno dla użytkownika, jak i ze światem zewnętrznym.

Ergonomia
Komfort użytkowania SE-MHR5 oceniam na wzorowy. Stanu tego nie czyni tego w pojedynkę bardzo elastyczny, a jednocześnie stabilny pałąk, który nie przygniata za bardzo uszu, a dopiero połączenie jego przymiotów z zaletami miękkich (bo wykonanych z inteligentnej gąbki) padów dodatkowo obszytych miłą w dotyku sztuczną skórą. Pady nie ściskają zanadto małżowin usznych, do których precyzyjnie przylegają dzięki zaawansowanemu mechanizmowi regulacji pionowej i poziomej. Samych słuchawek nieomal nie czuć na głowie, albowiem ważą jedynie 240 gram (bez przewodu). Z kolei oba przewody słuchawkowe (wpinane do lewej muszli) nie mają tendencji do mikrofonowania, nie wzbudzają nieprzyjemnych dźwięków podczas ocierania o odzież. Podsumowując akapit, jedne z wygodniejszych słuchawek, z jakimi miałem do czynienia.

Dane techniczne
Typ: Nauszne słuchawki zamknięte
Pasmo przenoszenia: 7 – 50 000 Hz
Impedancja: 45 Ω
Maks. moc wejściowa: 1000 mW
Skuteczność: 102 dB
Wymiary przetwornika: 40 mm
Wtyk: φ 3.5 mm stereo mini-wtyk (pozłacany)
Przewód: 1.2 m (OFC Litz)
Składana konstrukcja
Masa bez przewodu: 240 g
Akcesoria w zestawie:
Zbalansowany przewód 1.2nm φ2.5 4P
Torba transportowa

Efektowne opakowanie SE-MHR5

Dostawa równoległa z Pioneer SE-Master1


Poręczne etui transportowe

Nowoczesny design

Inteligentna regulacja muszli

Wstawka pokryta miedzią

Napis "Pioneer" na zewnętrznej stronie muszli

Zbliżenie na bok muszli i padu


Pioneer w całej okazałości


Po prawej widać pokryty miedzią wtyk wetknięty do lewej muszli


Miękkie pady pokryte sztuczną skórą

Wtyk

Przewód zbalansowany z wtykiem 2,5 mm 4P


Wrażenia odsłuchowe
Słuchawki przyłączałem do dwóch urządzeń przenośnych: odtwarzacza/streamera Pioneer XDP-100R oraz wzmacniacza/DACa Cayin C5 DAC; do wzmacniaczy słuchawkowych stacjonarnych: Divaldi AMP-01 i S.M.L.S. sAp-8; ponadto do kilku smartfonów. Słuchawki porównawcze to Pioneer SE-Master1, Final Audio Design Pandora Hope VI, Final Sonorous II, Oppo PM-3 i AKG K545. Muzyka w 90 % pochodziła z Tidal HiFi (FLAC 16 bit/44,1 kHz). Dokładna lista sprzętu towarzyszącego dostępna jest na końcu niniejszego tekstu.

Jak już wspominałem, SE-MHR5 kosztują 1 100 PLN, czyli 10 x mniej niż referencyjne SE-Master1 - oczywiście nie brzmią od nich tyle razy „gorzej”. Aczkolwiek te tańsze mają jakby definicję dźwięku wpisaną w swoich droższych braci. Został w nich zaimplementowany ich ogólny sound, zasiane ziarno high-endu, umocowany i przetransferowany styl gry. Co zrozumiałe, dokonano tego w przybliżeniu, nadano kierunek, podkreślono styl, a nie przeniesiono toczka w toczkę brzmienia SE-Master1, bo to niemożliwe. Dominuje więc harmonia, odpowiednie proporcje, istnieje duża głębia tonalna, występuje zaawansowana precyzja i holografia. Słychać bardzo dużo i bardzo dobrze - słuchawki potrafią ukazać złożoność dźwięków, dalekie subtelności. Nie mają problemów by pokazać rozdzielczość i selektywność mniej i bardziej gęstych zapisów (np. plików DSD). Owszem, nie czynią to w tak doskonały sposób jak SE-Master1, ale i tak, na ich tle, jest co najmniej nieźle. Natomiast porównawcze Final Audio Design Pandora Hope VI są znacznie bardziej detaliczne i selektywne, z kolei magnetoplanarne Oppo PM-3 czarują większą masą dźwięku, wyższym stanem namacalności instrumentów.

Dużym plusem japończyków jest spójność tonalna – można napisać, iż ułożenie i energia dźwięku są doskonałe. Czuć rasowość i finezję przekazu, siłę i moc powietrza. To dobrze skrojone brzmienie, obliczone na ujawnianie piękna muzyki i jej złożoności, ale nie tanie efekciarstwo przykrej bezpośredniości, nadęcia basów i sztucznego dogęszczenia średnicy. Nowe Pioneer to słuchawki stworzone ze znawstwem, przeznaczone dla świadomego słuchacza - aczkolwiek raczej dla tego ze smartfonem lub przenośnym odtwarzaczem, ewentualnie z nabiurkowym i przy komputerowym wzmacniaczo-DACiem, a nie dla takiego siedzącego w fotelu przy stacjonarnym domowym wzmacniaczu słuchawkowym z cygarem w zębach i szklaneczką whisky w ręku. Przesadzam, ale coś w tym jest – Pioneer są świeże i zdrowe. Nie ociężałe. Powabne.

W SE-MHR5 uwagę zwraca naturalny wyraz basu, nie pokolorowany i nie napompowany, bardzo fizjologiczny, aczkolwiek jeszcze nie monitorowy. To duża ulga, albowiem w wielu słuchawkach przedziału około 1 000 PLN adresowanych do urządzeń przenośnych i smartfonów (jak opisywane Pioneer) konstruktorzy tak stroją niskie tony, by były szkieletem, opoką, na której dopiero opierają się pozostałe zakresy. Stają się niejako poduchą (by nie napisać – watą), która wypełnia i dopełnia cały dźwięk .Owszem, taki zabieg przynosi poczucie pełni dźwięku, jego fundamentalnego (bo basowego) wymiaru, ale nie ma nic wspólnego z neutralnością. Otóż w opisywanych Pioneer jest zgoła inaczej. Japończycy podeszli do tej sprawy konstruktywnie i zapewnili specjalne tunele w muszlach dla basów, w wyniku czego niskie tony są bardzo solidne, głębokie i punktowe, ale nie dominują, nie przykrywają swym ciałem innych tonów; są strukturą jednorodną, ale doskonale ułożoną. To duży plus opisywanych słuchawek. Nawet długotrwałe odsłuchy wielce „przebasowionej” elektroniki nie meczą (patrz np. ostatni album Moderat „III”, czy M83 „Junk”).

Konkluzja
Słuchawki Pioneer SE-MHR5 to więcej niż solidne budowa i wykonanie – to wzorowy przykład jak powinny wyglądać i z jakich materiałów winny być zbudowane kompaktowe słuchawki średniego pułapu cenowego. Ergonomia na wysokim poziomie. Dodatkową zaletą jest obecność w komplecie zbalansowanego przewodu słuchawkowego zakończonego wtykiem 2,5 mm 4P, który obecnie robi furorę na salonach przenośnego audio hi-fi.

Pioneer charakteryzują się  przede wszystkim harmonią grania. Są zachowane odpowiednie proporcje tonalne, występuje zaawansowana precyzja i holografia. Słychać bardzo dużo i bardzo dobrze - słuchawki potrafią ukazać złożoność dźwięków, dalekie subtelności, a także melodyjność brzmienia. Uwaga! Słuchawki nie atakują nadmiernym basem. Tego jest w normie, a dodatkowo wysokiej próby.

Modelem SE-MHR5 japoński Pioneer potwierdza przynależność do elitarnego klubu słuchawkowego audio hi-fi wysokich lotów. To nie aspirant, a dojrzały członek rzeczywisty tego towarzystwa  - nadający styl, decydujący o trendach, wpływający na innych. W końcu ponad 55 lat słuchawkowej tradycji zobowiązuje.

Cena w Polsce – 1 100 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU), Audio Analogue Puccini Anniversary (test TU), Audia Flight FL Three S (test TU), Cayin CS-55 A (test TU) oraz Dayens Ecstasy III (test TU).
Kolumny: Avcon Avalanche Reference Monitor (test TU), Triangle Esprit Antal EZ (test TU), Audiovector Ki 3 Super, AudioSolutions Overture O203F (test TU), Zingali Zero Bookshelf (test TU), Guru Audio Junior (test TU) i Cabasse Surf (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, Musical Fidelity MX-DAC (test TU) i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro, Asus Pro P43E i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nottingham Analogue Horizon z Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Primare R32 (test TU), Musical Fidelity MX-VYNL (test TU), Trilogy 906 (test TU) i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Pioneer SE-Master1 (test TU), RHA MA750 (test TU), Audeze LCD-3 (test TU), Final Sonorous II, Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Pioneer XDP-100R (test TU), Cayin C5 DAC (test TU), S.M.S.L. sAp-8, Taga Harmony THDA-500T (test TU), Divaldi AMP-01 (test TU) i Olasonic Nano-UA1 (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewód zasilający KBL Sound Fluid (test TU). Kabel zasilający, przewody głośnikowe i interkonekty RCA Perkune Audiophile Cables. Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU), Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU) i Taga Harmony Platinium-18 (test TU). Seria XLO UltraPLUS.
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki Sevenrods Speaker Jumper.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz będzie oczekiwać na moderację