Przez ostanie 15. lat na blogu Stereo i Kolorowo przesłuchałem / przetestowałem dobrych kilkadziesiąt różnych przetworników cyfrowo-analogowych. Tańsze, droższe, bardzo drogie. Lampowe, tranzystorowe, oparte na rozmaitych kościach, rezystorowe (R-2R) (drabinkowe), delta-sigma (ΔΣ) etc. I choć zawsze starałem się wypożyczać na testy DAC-i, które godne są większej uwagi i bliższego zainteresowania, to nie wszystkie mi się podobały, przypadły do gustu. Przeżyłem kilkanaście ekscytacji, ale też kilka rozczarowań. Bo pomimo, że w zasadzie optymalny schemat przetwornika cyfrowo-analogowego powszechnie znany jest od kilkudziesięciu lat, to nie każdy producent umie tak zbudować DAC, aby rzeczywiście dobrze brzmiał. Zapewniał głęboki i muzykalny dźwięk o przykładnej rozdzielczości. Miał analogową duszę i wielkie serce do grania. To wcale nie jest takie proste i oczywiste.
Moim pierwszym DAC-iem był brytyjski Musical Fidelity X-DAC, który kupiłem w 2007 roku, czyli nieomal 20. lat temu. Bardzo go lubiłem, bo po prostu dobrze grał - oferował organiczne brzmienie o nadzwyczaj przyjemnej sygnaturze. Grał gładko, swobodnie i namacalnie, przynosił wspaniałą naturalność wokali i instrumentów, zapewniał pożądaną plastyczność i wypełnienie. Był precyzyjny i dokładny. Może i nieco go idealizuję, ale przez długi czas X-DAC był dla mnie wzorcem audiofilskiej muzykalności, której potem wciąż poszukiwałem w przetwornikach. Nie podobały mi się DAC-i ultra-rozdzielcze, przesadnie analityczne - wychłodzone, ale dokładne. Zawsze oczekiwałem tej magicznej "analogowości", ludzkiego pierwiastka dźwięku, wzmożonych emocji i zaangażowania.
Dlatego kiedy w rozmowie telefonicznej z dystrybutorem Audiophase dowiedziałem się, że ma w ofercie norweskie przetworniki Henry Audio, od razu poprosiłem o wypożyczenie egzemplarza na testy. Albowiem te DAC-i są w internetowym piśmiennictwie charakteryzowane właśnie tak, jak wcześniej napisałem. Są określane jako wyjątkowo muzykalne, powodujące realną "obecność" odtwarzanych nagrań, budujące wierny i nasycony obraz. Proszę Państwa! - oto premierowy przetwornik cyfrowo-analogowy Henry Audio DA 256! (zobacz TUTAJ i TUTAJ). Norweski projekt, niemieckie wykonanie. 100% muzyki w muzyce.
Konstruktorem Henry Audio DA 256 jest pan Borge Strand-Bergesen, norweski inżynier-elektronik, który postawił sobie za cel opracowanie niedrogiego przetwornika cyfrowo-analogowego dla audiofilów, którzy chcieliby w pełni wykorzystać możliwości strumieniowego przesyłania muzyki cyfrowej. I który przebije niektóre modele z najwyższej półki dostępne na rynku. Cel dość ambitny, można nawet napisać, że nierealistyczny - a jednak! Cuda czasami się zdarzają - i właśnie konwerter DA 256 jest opisywany przez branżową prasę audio jako "cud". Nie pozostaje mi nic innego, niż samodzielnie się o tym przekonać. Bez zbędnej zwłoki, od razu, przystępuję do testów i odsłuchów "cudownego Heńka"!
Sygnał analogowy, z całą swoją głębią i emocjami, rodzi się w przetworniku cyfrowo-analogowym. Ale transformacji podlega nie tylko sam sygnał. Przekształcane są również Twoje wrażenia i sposób słuchania muzyki.
Nie ma znaczenia, czy wypróbowałeś już kilka przetworników DAC i chcesz podnieść jakość i wygodę. Nie ma znaczenia, czy masz system całkowicie analogowy i chcesz się bawić źródłami cyfrowymi.
Tak czy inaczej, doświadczysz transformacji. Dzięki Henry Audio niezapomniana jakość dźwięku jest teraz dostępna. I jest to łatwiejsze, niż mógłbyś sobie wyobrazić.
(Cytat za Henry Audio).






.jpg)
.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarz będzie oczekiwać na moderację