S

S

MA

Planeta Dźwięku

Premium Sound

Polpak

niedziela, 23 października 2011

Wzmacniacz słuchawkowy Matrix M-Stage


- chiński klon wzmacniacza LehmannAudio Black Cube Linear.



Wstęp
Podczas poszukiwań optymalnego wzmacniacza do słuchawek Sennheiser HD650 moją uwagę przykuł wzmacniacz Lehmannaudio Black Cube Linear, który to, na podstawie wielu ocen jest rekomendowany przez recenzentów do tego typu słuchawek. Uznałem, że wzmacniacz o liniowej charakterystyce, pracujący w klasie A, będzie odpowiednim towarzyszem do słuchawek HD650, w których to najbardziej lubię słuchać wszelkie gatunki muzyki i najbardziej przekonują mnie swoją charakterystyką dźwięku. W trakcie zapoznawania się z wieloma opisami wzmacniaczy firmy Lehmannaudio, okazało się, że model Black Cube Linear  posiada liczne swoje "generyki" - jest, zdaje się, najczęściej klonowanym słuchawkowcem co najprawdopodobniej doskonale świadczy o jego budowie jak i brzmieniu. Po namyśle, zdecydowałem kupić chińską kopię o nazwie Matrix M-Stage, ponieważ mam już od niedawna inne urządzenie tej firmy – Matrix mini-i, a te swoją konstrukcją, wykonaniem i przede wszystkim dźwiękiem wprawiło mnie w wielkie pozytywne osłupienie, by nie użyć słowa „euforia”.
Matrix M-Stage kupiłem via Internet bezpośrednio u przedstawiciela producenta w Hong Kongu – koszt przedmiotu razem z przesyłką wyniósł około 800 zł, czyli około 3 - 4 razy mniej niż by wyniósł zakup niemieckiego oryginału.

Budowa


Pozwolę sobie nie skupiać się tu za bardzo nad elementami budowy wzmacniacza ponieważ są one łatwe do odnalezienia w sieci i są bardzo dokładne. Urządzenie prezentuje się bardzo schludnie i solidnie – nie jest to już niczym zaskakującym w chińskich produkcjach, ich poziom i jakość powoli dogania standardy zachodnie, a nawet, czasami je przewyższa. Warto wspomnieć, że producent oferuje dwie wersje kolorystyczne: ze srebrnym panelem frontowym wykonanym ze szczotkowanego aluminium oraz z czarnym. Do wzmacniacza można podłączyć dwa niezależne źródła np. odtwarzacz płyt kompaktowych oraz DAC – funkcja ta zasługuje na duże uznanie i nie jest zbyt częstą praktyką wśród innych producentów - a szkoda ponieważ tu za pomocą małego przełącznika hebelkowego umieszczonego na przodzie można łatwo i wygodnie wybierać rodzaj źródła, który chcemy aktualnie słuchać. Potencjometr regulujący wzmocnienie nie jest zbyt imponujących rozmiarów, jest jednak produkcji firmy Alps, a jego gałka wykonana z tłoczonego metalu obraca się z lekkim, dostojnym oporem. Przy okazji warto także wspomnieć o tym, że w odróżnieniu od oryginału, gdzie znajdują się dwa gniazda słuchawkowe (na duży jack), tu mamy tylko jedno. Lampka sieciowa świeci niebieskim światłem, na szczęście niezbyt intensywnym. Wnętrze zawiera wysokiej jakości komponenty, które w łatwy sposób można dodatkowo modować. Myślę, że warto nadmienić, że podczas pracy sprzętu jego metalowa obudowa nagrzewa się dość intensywnie (jest raczej mocno ciepła, niż gorąca), co jest oczywistym indykatorem pracy amplifikacji w klasie A.




Wrażenia z odsłuchu
Moim zdaniem, idealne urządzenie grające to takie, z którego słuchacz odbiera wszelkie dźwięki w sposób naturalny, bez wysiłku słyszy to co pragnie usłyszeć, nie musi analizować jego brzmienia lub niepotrzebnie zagłębiać się w strukturę nagrań oraz nie śledzi mimowolnie pulsu basów zamiast skupiać się np. na partiach wokalnych. W Matrix M-Stage jego twórcom zdaje się, że udało przybliżyć się do powyższego wzorca- wzmacniacz zaskakuje homogenicznością dźwięku, jego średnica, bas i góra są ze sobą spójnie powiązane, ale nie brakuje im precyzji przy operowaniu mikro-szczegółami. Średnica ma pod dostatkiem nasycenia i otwartości – jest więcej niż poprawna, rewelacyjnie oddaje barwę poszczególnych instrumentów oraz głosy ludzkie. Na płycie Clarie Martin „Perfect Alibi” – (Linn) głos wokalistki jest doskonale przyporządkowany na scenie, wybornie zogniskowany oraz przepięknie pełny o dużym i jasnym temperamencie. Zespół towarzyszący jest więcej niż prawidłowo zlokalizowany w przestrzeni odsłuchowej i również odpowiednio wyrażany barwami, dynamiką oraz właściwą „muskulaturą” dla poszczególnych instrumentów. Matrix M-Stage ma wybitną cechę reprodukcji nagrań w sposób żywy i zwinny, bardzo dynamiczny oraz spektakularny - lecz nigdy nie ma tendencji bycia nadmiernie surowym czy zbyt agresywnym. Kolejnym pozytywnym aspektem opisywanego wzmacniacza jest jego sposób budowania sceny, która to jest prawdziwie wielopłaszczyznowa, wielowarstwowa o doskonałej i głębokiej panoramie stereofonicznej. Drugie plany są czytelne i wyraźnie obecne, lecz nigdy nie dominujące, nie przykrywające frontów. Szerokość i głębia muzycznego przekazu naprawdę imponuje, na scenie instrumenty „oddychają”, są świetnie zlokalizowane oraz poumieszczane, co niewątpliwie wyróżnia opisywany sprzęt na tle urządzeń w pułapie do 1000zł lub nawet o wiele wyższym.

W porównaniu do Musical Fidelity X-Can v.3 Matrix M-Stage demonstruje nieco inną sygnaturę dźwięku. X-Can v.3 jest wzmacniaczem opartym na amplifikacji lampowej, a ta jak wiadomo, ma swą indywidualną specyfikę– dotyczy to szczególnie basów, które „w lampie” są nieco głębsze, czasami bardziej nasycone, ale także niekiedy wolniejsze, bardziej zaokrąglone i mniej dokładne. Często ulegałem wrażeniu, że Matrix lepiej sobie radzi z wydobywaniem szczegółów nagrań i z następnie z umieszczeniem ich w obszarze odsłuchowym, poza tym zwykle były one bardziej namacalne, zogniskowane. Nie chcę wcale przez to powiedzieć, że Musical Fidelity jest gorszym wzmacniaczem, nie – on ma po prostu innego typu specyfikę i umiejętność odtwarzania muzyki.


Wyjście słuchawkowe Matrix mini-i także ma bardzo poprawną charakterystykę dźwięku i jedynie co je odróżnia od „dużego” Matrix’a to mniej spektakularny dźwięk z trochę mniejszą ilością słyszalnych szczegółów, lecz nadal grający swobodnie i z dużym polotem.
Płyta zespołu The Derek Truck Band „Already Free”– (Victor Records) słuchana na Matrix M-Stage oraz słuchawkach Sennheiser HD650 zapewnia dużą dosłowność muzyczną, wielką selektywność instrumentów (ich umiejscowienie oraz separację), bardzo dobitny i szybki bas, słychać niezwykle wyraźne uderzenia pałeczek o bębny i czynele perkusji– dźwięk jest niezwykle imponujący i mocny, ze skłonnością do rozciągania się na boki– nie jest jednak zbyt agresywny, czy nachalny, raczej można użyć definicji: „efektowne i otwarte brzmienie podawane z werwą i dynamiką, lecz bez śladów kompresji, przesterowań, niepotrzebnie rażącej ostrości– z pełną kulturą, nic na siłę”. Wzmacniacz nie ma tendencji do spowalniania dźwięku (jak to czasami czyni lampa), świetnie radzi sobie z basem, co jest jego niewątpliwą silną stroną, czaruje klasową potęgą dźwięku. Każdy rodzaj muzyki jest oferowany realistycznie i rzetelnie– bez zbędnych pogłębionych analiz nagrań, czy podkolorowań– jedynie sporadycznie wyczuwa się lekkie „podkręcenie” wyższej średnicy, ale słuchacz odbiera to całkowicie naturalnie, fizjologicznie.

Z każdym rodzajem słuchawek wzmacniacz radzi sobie doskonale, świetnie je napędza wydobywając na wierzch ich konstytucyjne i specyficzne umiejętności reprodukcji dźwięku, zgodny z ich soniczną, firmową sygnaturą. Na Matrix M-Stage zabrzmiały dobrze (o dziwo) słuchawki Creative Aurvana Live!, które posiadają niezwykle podkolorowany, pulchny bas, a Matrix zamiast jeszcze bardziej go „pompować” jedynie bardziej go utwardził, lecz nie spłaszczył. Tonsil Sd-426 z racji faktu, że mają aż 600 Ohm impedancji wymagały trochę większego „przekręcenia” potencjometru w prawo, ale zagrały dostojnie oraz przekonująco. Dźwięk z Sennheiser HD598 wydaje się być bliższy, bardziej przybliżony niż ten produkowany prze inne słuchawki, słodszy i bardzo homogeniczny – uporządkowany.

Podsumowanie
Doskonały wzmacniacz dla każdych rodzajów słuchawek, pierwszorzędnie kreujący słuchawkową przestrzeń – realistycznie, szeroko i głęboko, nieomal holograficznie. Wytwarzający mocny, lecz zdyscyplinowany dźwięk z silnymi i z szybkimi, dobrze kontrolowanymi basami, emocjonującą i plastyczną średnicą oraz wspaniałymi wokalami. Przekaz bardzo bezpośredni, acz nie nachalny, z dużą kulturą i niepospolitą, wysublimowaną szlachetnością. Aż chce się na tym wzmacniaczu kontemplować muzykę długimi godzinami…

Kosztuje około 800 zł, a za tę cenę to prawdziwa okazja! Prawdopodobnie do 1000 zł nie uda się nabyć obiektywnie lepszego wzmacniacza niż ten tu opisywany, no chyba, że to będzie jakiś kolejny (inny) chiński klon.

Dane techniczne
·         Pasmo przenoszenia: 10 Hz (-0.3dB) ~ 35kHz (-1dB)
·         Odstęp sygnału od szumu: >95dB (0dB)
·         Zniekształcenia: <0.001% (6 mW/300 Ohm)
·         Impedancja wejścia: 47 kOhm
·         Impedancja wyjścia: Line-out 60 Ohm, Phone-out 5 Ohm
·         Moc: 200 mW/300 Ohm, 400 mW/60 Ohm
·         Źródło zasilania: AC 220-240V
·         Waga: 2 kg
·         Rozmiary: 110 x 250 x 42 mm (W x D x H)

System testowy:

Źródła:
Musical Fidelity A1 CD-PRO, Rotel RCD-06, Matrix mini-i DAC, Musical Fidelity X-DAC
Słuchawki:
Sennheiser HD650, Sennheiser HD598, Sennheiser HD438, Tonsil Sd-426, Grado SR-60, Creative Aurvana Live!
Okablowanie:
Acrolink 6N-A2200II jako IC oraz Van damme Clasic z wtykami PRO Neutrik jako przedłużacz słuchawkowy


7 komentarzy:

  1. Witam,
    Mam pytanie odnośnie Matrix Quattro, czy tam jest ten sam wzmacniacz słuchawkowy co w M-Stage?
    Może jakieś porównanie do Quatro?

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, nie wiem - nie miałem do czynienia z Matrix Quattro.

    OdpowiedzUsuń
  3. A czy M-Stage USB z DACiem ma ten sam wzmacniacz słuchawkowy?

    Jest w tej cenie coś lepszego do HD650?

    OdpowiedzUsuń
  4. 1. Niestety, nie wiem.
    2. Trzeba szukać :)
    Mi najbardziej do gustu (i do HD650) przypadł wzmacniacz słuchawkowy Musical Fidelity X-Can v.3 plus zasilacz Tomanek, choć są też oczywiście i inne, droższe konstrukcje. Lepsze dźwiękowo. Jednak czasem trzeba postawić kreskę odcięcia ciągłych poszukiwań.

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam, czy przypadkiem w impedancji wyjściowej dla słuchafonów nie powinno byc 5ohm a nie 50 :) ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Oczywiście :)
    Dzięki, poprawiłem.
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Violet ty i te twoje recki ehhh pięknie Ci powiem pieknie. Ja co prawda swoje rekablowane i lekko zmodowane HD-650 "męczę" z Cayin HA-1A ale znajomemu chcę polecić Matrix-a bo swojego czasu sam o nim myślałem. Myślę, że twoje słowa pomogą niedowiarkowi :) Pozdrawiam i oby nigdy nie zabrakło twojego słowa dla nieświadomych.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...