S

S

MA

MIP

Polpak

niedziela, 8 października 2017

Słuchawki Pioneer SE-Monitor5

Zdjęcie ze strony Pioneer

Wstęp
W drugiej połowie września br., od gdyńskiego dystrybutora DSV Sp. z o.o., odebrałem nareszcie nowe japońskie słuchawki Pioneer SE-Monitor5 (zobacz
TUTAJ i TUTAJ), których byłem niezmiernie ciekaw. Miałem je otrzymać do testów jeszcze przed wakacjami, ale pierwsza dostawa do Polski rozeszła się dosłownie "na pniu". No cóż, nie było rady, trzeba było czekać długie trzy miesiące. Oczywiście, SE-Monitor5 to słuchawki silnie nawiązujące do referencyjnych Pioneer SE-Master1 (czytaj test TUTAJ), albowiem wiele rozwiązań weń zastosowanych wykorzystanych zostało po raz pierwszy właśnie w tym topowym modelu. Następnie zbliżony patent użyto w średnich Pioneer SE-MHR5 (czytaj test TUTAJ). Nie ukrywam, że SE-Master1 zauroczyły mnie kompletnie, nawet chciałem je dla siebie nabyć, ale cena zaczynająca się powyżej 10 000 PLN znacząco studziła moje apetyty. A dodatkowo przecież pochodzę z Poznania…

Wrażenia ogólne i budowa
Na początek tego rozdziału napiszę, że firma Pioneer idzie jak burza. Po zrealizowaniu fuzji pod koniec 2015 r. z Onkyo i po strategicznym sprzymierzeniu z Gibson Brands/TEAC (połączonym ze wzajemnym nabyciem udziałów), uzupełnione o know-how siostrzanego TAD Labs (zobacz TUTAJ), bardzo szybko nabiera audiofilskiego wiatru w żagle. W zeszłym roku zaprezentowano flagowe słuchawki Pioneer SE-Master1, a także czerpiące z ich rozwiązań (i o wiele tańsze) Pioneer SE-MHR5 z przewodem zbalansowanym. W tym roku, jak już pisałem we wstępie, zaoferowano model średni Pioneer - SE-Monitor5 - konstrukcyjnie także mocno umocowany w referencyjnym.

Słuchawki dostarczane są w sporym kartonie, w którym znajduje się tekturowa szkatuła. Wewnątrz, w gąbkowej formie wyciętej misternie w obrys słuchawek, bezpiecznie spoczywają SE-Monitor5. Co istotne, w komplecie dostępne są aż trzy różne przewody słuchawkowe: dwa niesymetryczne (o długości 1,6 m i 3 m), podwójne, ze standardowymi złączami stereo 3,5 mm oraz jeden przewód  (1,6 m) z wtykiem stereo 4-biegunowym, 2,5 mm, pasujący do kompatybilnych odtwarzaczy DAP. W zestawie znajdują się też dwa komplety padów skórzane (założone już na muszle) oraz welurowe (w pudle). Ich piankowe poduszki na uszy zapamiętują kształt, mają regulowane zawieszki, które zapewniają stabilne dopasowanie. Oprócz powyższego, w opakowaniu jest też welurowy woreczek transportowy, przejściówka na duży jack, instrukcja obsługi i gwarancja.

Trudno Pioneer SE-Monitor5 nazwać zupełnie podobnymi do SE-Master1. Oprócz samych muszli (i to w zasadzie ich rozmiarów, zewnętrznych pierścieni i padów), pozostałe części są inaczej wykonane, choć utrzymane w analogicznej stylistyce. Design i fizjonomia to najwyższy poziom słuchawkowego wyrafinowania. Okrągłe muszle są szerokie i głębokie (10 x 4 cm), wewnątrz zaopatrzone w grube klinowe pady z "inteligentną" gąbką zapamiętującą kształt czaszki użytkownika. W komplecie są dwie pary padów (welurowe i skórzane). Muszle w całości wykonane są z metali - boczne pierścienie to duraluminium (od góry wywierconych jest tam po pięć otworów wentylacyjnych); zewnętrzne pokrywy to stop aluminium z magnezem, powierzchniowo anodowane na czarny mat. Zaś centralne pierścienie muszli pokryte są czystą miedzią - bardzo efektownie to wygląda (miedzią pokryte są także wszystkie tuleje wtyków słuchawkowych). W połowie powierzchni muszli słuchawki są "trzymane" przez szerokie duraluminiowe widełki wieszaków łączące się w sztywne szyny, które są jednocześnie suwakami do regulacji obwodu pałąka. Szyny te suwają się w dwóch trzpieniach umieszczonych po dwóch stronach pałąka. Wykonane są z czarnego, twardego tworzywa sztucznego (w SE-Master1 to wysokogatunkowe duraluminium). Bo bokach mają umieszczone tabliczki z logo "Pioneer". Szyna pałąka jest rozdwojona, w całości powleczona skórką, od spodu z dodatkową gąbką.

Wartym podkreślenia jest fakt, iż SE-Monitor5 dostarczane są z aż trzema (!) zestawami wymiennych kabli audio - 1,6 m i 3 m dla konwencjonalnych, niesymetrycznych wyjść audio (z użyciem 3-biegunowych złączy 3,5 mm), a także 1,6-metrowa wersja przewodu specjalnie do zbalansowanego dźwięku   (4-biegunowe, złącze 2,5 mm). Przewody są pojedyncze, splecione na całej długości. Wszystkie kable (z drutu OFC Litz) są pokryte czarnym tkanym oplotem w celu zapobiegania zakłóceniom elektromagnetycznym. Wykonanie przewodów jest rewelacyjne. Wtyki zaopatrzone są miedziane tuleje. Konektory są oczywiście złocone.

Pioneer informuje, że w SE-Monitor5 zaimplementowano najnowszy przetwornik z organicznych nanowłókien celulozowych (konstrukcja cross-free), co jest połączeniem światów biologii i technologii. Podstawą tego przetwornika (o przedziale częstotliwości 5 - 85 000 Hz i średnicy 55 mm) jest pulpa drewniana przetworzona do nanoskali, zaś sam sterownik stworzono w celu zapewnienia pełnej wierności przy słuchaniu muzyki. W słuchawkach zastosowano innowacyjne technologie i rozwiązania, a także specjalnie dobrane materiały - np. użyto technologię dyfuzora, jak i płynną strukturę zawieszenia, co ma całkowicie eliminować zniekształcenia. Do konstrukcji muszli zamiast tworzywa sztucznego zastosowano bardzo sztywny materiał ze stopu magnezu - ma to zwalczać rezonanse. Główne komory wyposażono w wyprofilowane dyfuzory, których zadaniem jest rozpraszać ciśnienie akustyczne na podłączone "podkomory", w których znajdują się ujścia. Taka budowa ma obniżać ciśnienie akustyczne za sterownikiem, zapewniając naprężony, czysty i dobrze zdefiniowany bas. Opatentowana aranżacja komory Double Headphone Chamber obejmuje także powiększoną komorę główną z wentylowanymi podkomorami (zapewniając zwarty bas), podczas gdy kosze przetworników o konstrukcji „Full Basket” ze stopów magnezowych (przy użyciu śrub, a nie kleju) zapewniają stabilne mocowanie przetworników w słuchawkach.

Ergonomia
Słuchawki nie są lekkie, ich masa zahacza o pół kilograma, a dokładnie to 480 gram (bez kabla). Tyle mniej więcej ważą magnetostaty, ale Pioneer to konstrukcje stricte dynamiczne. Od razu napiszę więc, że duża masa SE-Master5 nie jest żadnym problemem użytkowym. Dzieje się tak dźwięki inteligentnej konstrukcji zarówno pałąka, jak i padów. Pady są wycięte na kształt klinów, na całej swej powierzchni osiadają zatem na kościach czaszki (dookoła uszu) tym samym równomiernie rozkładając ciężar. Trzecim punktem podparcia są miękkie poduszeczki pałąka, które z kolei przenoszą ciężar na sklepienie czerepu czaszki. W taki sposób w każdym punkcie styczności nacisk jest więcej niż umiarkowany. Oczywiście, samej masy 480 gram to nie znosi, ale w dużym stopniu przenosi ją z czaszki na stawy i mięśnie szyi. A to jest do zniesienia nawet na dłuższy dystans czasowy. W rezultacie słuchawki nie cisną, nie uwierają, nie ciążą. Komfort użytkowania oceniam na stopień doskonały (ale jeszcze nie na celujący).

Dodatkowo ergonomię użytkowania zwiększają aż trzy różne wymienne kable o długościach 1,6 m i 3 m. Ich struktura, budowa oraz zewnętrzna tkana powłoka są bardzo przyjazne. Ani nie plączą się, ani nie mikrofonują podczas "szurania" po odzieży.  Jedyne, do czego można się przyczepić, to brak przewodu zakończonego dużym jackiem 6,3 mm. Wszystkie zaopatrzone są fabrycznie we wtyki 3,5 mm, dodano doń jedynie adapter 3,5 mm - 6,3 mm. Ten brak uważam za minus.

Specyfikacja techniczna
• Przetworniki: Dynamiczne
• Konstrukcja obudowy: Zamknięte
• Impedancja: 40 Ohm
• Skuteczność: 99 dB
• Pasmo przenoszenia: 5 - 85 000 Hz
• Jakość kabla: OFC Litz
• Długość przewodu:   
- 1.6 m
- 3 m
• Typ wtyku:    
- 3.5 mm mini jack
- 2.5 mm
• Typ wtyku: Prosty
• Rozmiar przetwornika: 50 mm
• Opatentowana aranżacja komory Double Headphone Chamber
• Poduszki z pianki 3D z pamięcią kształtu


Opakowanie

Efektowna szkatuła

Bezpieczny sposób pakowania

Ponadstandardowe wyposażenie

Trzy komplety przewodów słuchawkowych, w tym jeden zbalansowany



Piękna robota!

Doskonały przewód słuchawkowy 1.6 m

Wieszak i szyna wykonane są z lekkiego duraluminium




Duraluminium, stop magnezu, stal i miedź...

Pady wycięte w kształt klina

Na górze obu muszli widoczne jest po pięć otworów wentylacyjnych

Luksusowe wykonanie, perfekcyjny design

Mój ulubiony wzmacniacz słuchawkowy/DAC Pioneer U-05


Divaldi AMP-02


S.M.S.L. M7


Zestaw odsłuchowy

Wrażenia dźwiękowe
Podczas odsłuchów miałem szczęście być zaopatrzony w dużą liczbę różnorodnych wzmacniaczy słuchawkowych. Były to: Pioneer U-05 (czytaj test TU), S.M.S.L. M7 i Divaldi AMP-02 oraz wyjścia słuchawkowe we wzmacniaczach Hegel H160 i Hegel Rost. Używałem również iPhone 6S oraz iPad Air2. Jako źródła posłużyły przede wszystkim dwa streamery: Pioneer N-70AE i Auralic Aries Mini. Słuchawki porównawcze to: Fostex TH-610, Final Audio Design Pandora Hope VI i Meze 99 Neo. Muzyka w 99 % pochodziła z serwisu streamingowego Tidal HiFi/Master.

Od razu trzeba napisać, że japoński Pioneer w swoich topowych modelach SE-Master1 i SE-Monitor5 postawił na nieco odmienną charakterystykę dźwięku niż to ma miejsce w wielu innych światowych konstrukcjach słuchawkowych. To przede wszystkim ultra-czystość, daleka wierność, zaawansowana transparentność, referencyjna rozdzielczość oraz ponad-zwyczajna przestrzenność i plastyczność brzmienia. Punkt ciężkości przekazu jest lekko przesunięty do góry, lecz jest to brzmienie wspaniale płynne i laminarne. Wydaje się, że, poszukiwacze podkręconej (podbitej) mięsistości, jak i tzw. basoluby i zwolennicy wybujałej średnicy mogą sobie odpuścić dalszą lekturę recenzji, bo najpewniej tytułowe słuchawki nie trafią w ich gust. Mnie taka specyfika i orientacja dźwięku bardzo przekonuje. Ujemną stroną powyższego stylu gry, może być fakt, iż te słuchawki bywają wymagające, a nawet bezlitosne, bezkompromisowe dla gorzej zrealizowanego materiału muzycznego... Mogą, ale nie muszą - o czym dalej.

Dźwięk SE-Monitor5 można określić jako świeży i gładki, odkrywczy i szybki, energetyczny i nasycony. Rozdzielczość, selektywność i przestrzenność stoją na poziomie sub-referencyjnym. Japońskie słuchawki zapuszczają się w rejony często niedostępne dla innych konstrukcji. Wydobywają i ujawniają całą masę szczegółów nagrań, przy czym czynią to naturalnie i bez zbędnych ostrości. Ukazują też więcej kolorów, ich głębszą barwę i odcień - doświetlają pastele, dbają o substancję i wymiar nagrań. Monitorują muzykę niczym uważni badacze, konstytuują ją, opisują na swój "japoński" sposób, pierwszorzędnie utrwalają obraz w uszach - i dalej - w mózgu. Dużo w tym brzmieniu nie tylko analityczności, ale także holografii, soczystości, jak i niepospolitej czystości podszytej zaawansowaną detalicznością i miłą w odbiorze subtelnością. To rasowa namacalność z wiernością połączone z precyzją oraz scenicznością, a pozbawiona kliniczności i sterylności. Realne high-fidelity z bardzo wysokiego poziomu.

A basy? Co z basami? - zapyta niejeden Czytelnik. Spokojnie - są, są - odpowiadam. Owszem, soprany i średnica są z lekka uprzywilejowane, środek ciężkości brzmienia jest o kilka centymetrów przesunięty do góry, aczkolwiek definicja basów jest więcej niż zadowalająca. Jest ich ogólnie mniej niż w np. takich Fostex TH-610 i nie są tak "przepalone" i przyciemnione jak w Sennheiser HD650 (swojego czasu moje ulubione słuchawki), lecz i tak są bardzo wyraziste, sprężyste i masywne. Wystarczająco mocne, aby w pełni i poprawnie wyartykułować takie instrumenty jak kontrabasy, gitary basowe, duże bębny, itd. Niskich tonów jest w bród i wcale nie są "monitorowe". Są za to fizjologiczne, proporcjonalne i wyważone. Żadnego sztucznego przepychu, zbyt dużych rozmiarów, czy niepotrzebnego rozdęcia. Słuchawki Pioneer to nie rozdętobasowe Beats! Basy są zdrowe, rytmiczne i giętkie, ale całkowicie oscylujące w granicach norm audiologicznych. Można napisać, że niskie tony są somatyczne i endogenne. Komplementarne. Naturalne.

Kolejne pytanie. Jakie wzmacniacze, które źródło jest optymalne dla SE-Monitor5? Im lepsze, tym korzystniej dla dźwięku. Przy czym słuchawki Pioneer nie stawiają jakichś ograniczeń jakościowych. I z iPhone, i z wzmacniaczem budżetowym, i takim high-endowym zagrają na 100 % swoich możliwości. Przy czym efekt jej gry w każdym przypadku będzie inny. Muzyka na iPhone zabrzmi kompletnie i lekko, ale na pewno będzie pozbawiona rozbudowanej sceny i zaawansowanej żyzności. Aby odkryć cały potencjał słuchawek należy posługiwać się jakimś naprawdę dobrym źródłem. Takim powinien być np. opisywany przez mnie niedawno przenośny wzmacniacz/streamer Pioneer XDP-300R (czytaj test TUTAJ) dodatkowo zaopatrzony w wyjście symetryczne, w które można wpiąć symetryczny kabel SE-Monitor5 (przypominam, jest w komplecie). Poza tym, właściwym i suplementarnym wzmacniaczem będzie (i jest!) firmowy Pioneer U-05. Kapitalny wzmacniacz i DAC za rozsądne pieniądze. Nie chcę przez to napisać, że do sprzętu Pioneer pasuje jedynie Pioneer, ale trzeba wiedzieć, iż dużo tu rzeczywistej symbiozy i synergii. Oczywiście, pozostałe testowe wzmacniacze również sprawiały się znakomicie. Bez zadyszki, bez chropowatości, bez nadęcia, a zawsze z energią, z duszą i z ciałem.

Konkluzja
Podsumowanie będzie krótkie. Pioneer SE-Monitor5 to doskonale zaprojektowane, finezyjnie wykonane i pierwszorzędnie wyposażone słuchawki. Jakość dźwięku - referencja. Przy czym jest to wyrafinowana audiofilska referencja. Uwaga! Słuchawki są wymagające względem źródła. Całą swoją moc, magię i potencjał ujawnią dopiero z adekwatnym doń przyłączonym urządzeniem i z poprawnie zrealizowanym materiałem muzycznym. Stuprocentowa rekomendacja!

Cena w Polsce - 4 490 PLN.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...