Wstęp
Długo przyszło czekać w Polsce na nowy model Yaqina, bo
MC-13S miał być już dostępny w marcu br. Niestety, procedury związane z
importem z Chin wydłużyły się o ponad trzy miesiące, więc dopiero pod koniec
czerwca kontener z dostawą dopłynął do portu w Gdyni. Niewątpliwie, jest wiele
osób w naszym kraju, którzy równie niecierpliwie jak ja czekało na nowego
Yaqina – wiem, bo otrzymałem wiele listów w tej sprawie od P.T. Czytelników.
Miałem już przyjemność wcześniej opisywać kilka urządzeń
Yaqina. A były to (w kolejności chronologicznej): Yaqin MS-34D, Yaqin
MS-12B, Yaqin MC-100B oraz Yaqin MS-20L. Nie ukrywam, że bardzo lubię firmową
sygnaturę dźwięku, a także strategię przedsiębiorstwa zakładającą produkcję
urządzeń audio-stereo reprezentujących wysokiej klasy dźwięk w rozsądnej i
przystępnej cenie. Nikt tu nie udaje i nie ukrywa, że dany produkt pochodzi z
dalekich Chin, gdzie jest od początku projektowany, konstruowany oraz
wytwarzany przez Chińczyków w chińskiej manufakturze. I bardzo dobrze, że tak
jest, bo przynajmniej konsument wie, co kupuje, a ostatni geometryczny rozwój myśli
technicznej i jakości wykonawstwa w Państwie Środka pozwala pozytywnie patrzeć na światowy progres
rynku audio i jego postępującą dostępność dla coraz szerszego grona odbiorców.
Opisywany egzemplarz został wypożyczony na czas testu od
dystrybutora Yaqin Polska.
Budowa i wrażenia ogólne
Generalnie, bezpośrednim następcą modelu MC-10L jest
wzmacniacz MC-10T, gdzie oprócz zastosowania innych lamp sterujących (z
czterech 6N1 na cztery 12AT7) dopracowano liczne szczegóły wewnętrzne oraz
zmieniono nieco design zewnętrzny, głównie płyty frontowej. Natomiast MC-13S jako
taki nie miał poprzednika, choć pewne analogie w budowie z egzeplarzami MC-10L
i MC-10T, oczywiście są i to nie małe.
I rzeczywiście, kiedy przyjrzeć się modelowi MC-13S
nasuwające skojarzenia z innym wzmacniaczem firmy Yaqin – MC-10L (a także nowym
MC-6N5P, ale o nim innym razem) - są nieuniknione ze względu na spore ich
wizualne podobieństwa. Od razu więc napiszę, że MC-13S to jest inna konstrukcja
jakby to wynikało z ich pozornie wspólnych cech. Na pewno jednakowe są w
stopniu końcowym lampy EL34, a w zasadzie ich chińskie odpowiedniki o symbolu
6CA7T. Jednak oba wzmacniacze dysponują już całkiem odmienną mocą, bo pierwszy ma
2 x 52 Wat, a drugi 2 x 40 Wat.
Na panelu frontowym MC-13S (z anodyzowanej na czarno stali)
umieszczono chromowaną płytkę, w którą wkomponowano wychyłowy wskaźnik mocy VU,
a po jego obu stronach dwie, pieknie toczone w metalu, gałki. Pierwsza
odpowiedzialna jest za selekcje źródeł, a druga za wzmocnienie. Po lewej zaś
stronie frontu zamontowano duży okrągły, metalowy przycisk włącznika/wyłącznika
sieciowego, a nad nim podświetlane logo „Yaqin” sygnalizujące pracę urządzenia.
W tym miejscu należy dodać, że w przeciwieństwie do tego jak, to się miało we
wcześniejszej linii wzmacniaczy Yaqina, tu iluminacja znaku firmowego jest
wyjątkowo estetyczna, a światło z niego wydobywające nie jest (na szczęście)
zbyt intensywne i nie razi oczu nawet w ciemnościach.
Ogólnie, muszę szczerze przyznać, że Yaqin MC-13S jest po
prostu ładny, reprezentuje typową konwencję lampowego piękna i szykowności.
Elegancką. Dobrze wpisuje się w tradycyjną linię takiego stylowego designu
takich modeli jak MC-100B czy MC-10T i jest to forma (bryła) odmienna od
awangardowych niektórych projektów wzmacniaczy Yaqina – na przykład MS-34D czy MS-845.
Ale wracając do budowy. Na panelu tylnym, pośrodku znajdują
się terminale głośnikowe a’la WBT. Solidne i akceptujące zarówno wtyki
bananowe, widełki oraz nagie przewody. Na szczęście przewidziano osobne odczepy
na 4 i 8 Ohmowych kolumn. Po prawej stronie zamontowano gniazdo sieciowe EIC
wraz ze zintegrowanym szklanym bezpiecznikiem, a tuż obok przełącznik zasilania
110V/230V. Po lewej stronie panelu umieszczono 4. pary terminali RCA,
złoconych. Dodatkowo z tyłu, pod odczepami głośnikowymi, znajduje się mocowanie
dwóch wkręcanych bezpieczników (5A).
Góra pokrywy została wykonana z grubej, chromowanej blachy
stalowej. Na niej umieszczono 3. czarne, metalowe puszki w kształcie walców, ukrywające
transformatory. Z przodu obudowy sterczy pionowo rząd 4. lamp 12AT7, a z tyłu,
po bokach, po dwie pary lamp EL34B, obok których umieszczono także gniazda do
pomiaru BIAS.
Brak klatki ochronnej na lampy elektronowe. Masa wzmacniacza to 21 kg, czyli sporo.
Niestety, nie rozkręciłem Yaqina, ponieważ górna pokrywa
przykręcona jest nietypowymi wkrętami, a nie dysponowałem odpowiednim
śrubokrętem.
Dźwięk
Ostatnio opisywałem sporo wzmacniaczy lampowych z pułapu tzw. średnio-budżetowego: kilka
Yaqinów, parę Xindaków, dwa Ming Da - mam więc jako takie osłuchanie z tego typu substancją. Najczęściej, każdy z nich miał własną specyficzną sygnaturę
dźwiękową, umożliwiającą odróżnienie jeden od drugiego, ale wszystkie one miały
cechę wspólną w dźwięku – płynny, jednorodny przekaz, z bogatą średnicą oraz
mocnymi, acz z lekka zaokrąglonymi basami. Nie inaczej jest i w przypadku Yaqin
MC-13S. W tym miejscu dodam jeszcze, że model Ming Da MC34-A (test TU) wyraźnie „odstawał
w górę” od pozostałych egzemplarzy, zarówno pod względem dojrzałości dźwięku,
jak i zaawansowanej budowy wewnętrznej, gdzie zastosowano montaż „point to
point” oraz eleganckiego zewnętrznego designu. Ale miało być o Yaqinie! OK, już wracam do
tematu.
W skrócie można napisać, że Yaqin MC-13S gra tak jak
wygląda, czyli wspaniale, choć ze swoimi
charakterystycznymi (endogennymi) cechami w dźwięku. Wzmacniacz zapewnia bardzo
rozbudowaną przestrzeń odsłuchową – zarówno tą horyzontalną, jak i wertykalną.
Panorama stereofoniczna jest niezwykle szeroka, nie ma tu najmniejszych problemów
z lokalizacją (umiejscowieniem) instrumentów na scenie, one są tam wyraźnie i
mocno sugestywnie słyszalne, choć należy też powiedzieć, że tak jak ich obraz
jest wiarygodny i zdecydowanie dźwięczny, tak i trudno tu znaleźć tę
specyficzną aurę dookoła, czy tzw. powietrze rezonansowe, zaświadczające o
wysokiej klasie urządzeń i przynależną do przedziału audio high-end. Nie ma
owego wygaszania ostatnich tonów, dalekiego pogłosu w nutach – czy kompletnego wypełnienia,
jeżeli tak by to nazwać. Niemniej jednak, ten brak w niczym nie przeszkadza w
odbiorze muzyki, która przez Yaqina jest reprodukowana w sposób spontaniczny,
żywiołowy – nieomal koncertowy, aż trudno uwierzyć, że ma się do czynienia z,
bądź co bądź, niezbyt silną lampą (2 x 40 Wat), a nie z mocarnym wzmacniaczem
tranzystorowym.
Bardzo do gustu przypadł mi styl odwzorowywania niskich
tonów – ich lekko zaokrąglona wspaniała sprężystość, namacalność oraz lampowa
specyficzna, lecz całkowicie fizjologiczna ciepłota. Nadają one słuchanej
muzyce wyjątkowo silną i fizyczną podstawę basową. Mocny szkielet, na którym
opierają się pozostałe zakresy i podzakresy. Z drugiej strony, pogłębiona
wielopłaszczyznowość basów Yaqina nie jest jego silną stroną, bo niskie tony, chociaż
penetrujące niziny skali dźwięku, to nie są zbytnio kolorowe, ale jednocześnie
dobrze skupione, o jędrnej i soczystej charakterystyce. Niebuczącej i nieprzeskalowanej
– dobrze wyważonej proporcji.
Kiedy by napisać, że średnica w Yaqinie MC-13S jest typowo
lampowa – gęsta, słodka i powabna, to będzie to truizm i uproszczenie, więc
postaram się napisać inaczej. Wzmacniacz buduje przede wszystkim czarujące
wokale, o dużej dozie energii, ale wysuwa je nieco do przodu, co nie wszystkim
„purystom” dźwięku przypadnie do gustu. Kolorystyka głosu ludzkiego jest bardzo
realistyczna, często ma się wrażenie, że wokaliści rzeczywiście przebywają w
pokoju odsłuchowym – mi taka prezentacja odpowiada, lubię ten styl, ale trzeba pamiętać,
że tego typu stylizacja jest podrasowana przy pomocy przesunięciu balansu
tonalnego w stronę górnej średnicy i wysokich tonów. Nie jest to zjawisko
naturalne, ale bardzo przyjemne w odsłuchach, bo pozbawione nachalności,
agresji i sprzyjające ukazywaniu wielu niuansów zawartych w esencji średniego
pasma, które przecież odpowiedzialne jest za dostarczanie/przenoszenie
największej ilości informacji o nagraniu, a także sprzyja ogólnej
przejrzystości (klarowności) brzmienia oraz jego nasyceniu. A Yaqin MC-13S,
właśnie taki ma charakter – pełny, obszerny dźwięk z rozbudowaną średnicą,
typowo lampowo zabarwioną słodkim żarem; ujmującą, ale na pewno nie mdłą.
Z kolei, detaliczność Yaqina to osobna sprawa, ponieważ
trudno nazwać go wyjątkowo szczegółowym. Ale zasadniczo, rozdzielczość jak na
tzw. lampę i tak stoi na całkiem wysokim poziomie - odpowiednim i
korespondującym z ogólną jakością jego dźwięku, więc nie jest to żaden problem.
Słuchacz nie ma poczucia niedoboru słyszalności szczegółów, niuansów w
nagraniach, bo wzmacniacz pokazuje całościowy harmonijny (spójny) dźwięk, który
jest dobrze poukładany i wystarczająco gęsty nawet do odbioru ekspansywnej symfoniki
lub bujnych i rozbudowanych scenicznie oper. Ale przy bezpośrednich
porównaniach ze wzmacniaczem Hegel H100 (test TU) daje się słyszeć jeszcze więcej
pierwiastków muzycznych, detali, które ostatecznie decydują o klasie dźwięku i jego
wysokiej kulturze.
Wypada też podkreślić, że wzmacniacz ten ma swój zdecydowany
temperament, który reprodukuje muzykę w podobny sposób – bardzo bezpośrednio,
blisko, ale nie agresywnie.
Wysokie tony nie są aż tak wyrafinowane (jak w Hegel H100),
a instrumenty nie są rozdzielone od siebie, czasami gdzieś w przestrzeni
pojawia się sztuczny połysk, ukłucie wysokich. I to są jedyne większe niedoskonałości tego wspaniałego wzmacniacza!
Współpraca z kolumnami
Wzmacniacz podłączałem do 6. par kolumn:
Vienna
Acoustics Mozart Grand, Spendor A5, Pylon Sapphire, Pylon Topaz, Usher S-520
oraz Pylon Amber.
Od razu napiszę, że Yaqin potrzebuje raczej
wysokoskutecznych kolumn dlatego najlepiej, w moim przekonaniu, sprawdziło się
zestawienie z głośnikami Pylon Sapphire, które mają 90 db skuteczności przy 8
Ohmach. Tu objawił się pełen masywności przekaz, rozciągnięty od samego dołu,
aż do szczytów skali. Najwięcej było słyszalnego nasycenia tonów, ich
jędrności, a także fantastycznej harmonii dźwięku. Kolumny i wzmacniacz
doskonale uzupełniały się oraz maskowały swe ujemne strony. Yaqin zyskał na
detaliczności, a Pylony otrzymały piękne, rasowe lampowe basy – lekko zaokrąglone,
aczkolwiek skupione i żwawe.
Połączenie z Pylon Amber (test TU) (efektywność 93 dB/8 Ohm) zaowocowało dużym,
obszernym dźwiękiem o dużej sile i spektakularności, o wiele większej niż by to
wynikało z gabarytów monitorów. Przekaz zyskał sporo na detaliczności, bo
wysokotonowe kopułki umieszczone w hornach nadawały wysokim tonom akceleracji,
przyśpieszały je, przez co soprany często były odbierane jako dokładniejsze,
choć i też bliższe – a czasem dominujące.
Nie sprawdziło się zestawienie z mało efektywnymi brytyjskimi kolumnami Spendor A5 (test TU) – nie było odpowiedniego blasku w dźwięku,
który nawet zdawał się być przyćmiony, przygaszony. Nie polecam tej
konfiguracji, lecz trzeba uczciwie przyznać, że Spendory nie zostały
skonstruowane po to by je zestawiać z lampowym, a z tranzystorowym wzmacniaczem
o dużej mocy. Stąd i to ich gorsze granie, a ja przyłączyłem Spendory do Yaqina
wyłącznie w celach doświadczalno - eksperymentalnych.
Co do głośników Vienna Acoustics Mozart Grand, to pomimo ich
sporej skuteczności (90 dB/ 4 Ohm) to nastąpił tu kolejny nieudany mezalians. Vienny
to wspaniałe głośniki – zresztą moje ulubione. Grające z wielką kulturą, wspaniałą
plastycznością, ciepłem i obfitą przestrzenią. Po ich przyłączeniu do Yaqina
duża część tych powyższych zalet zniknęła, uciekła. Stała się niewidoczna, choć
sam przekaz dalej jakościowo był dobry, ale już nie tak wyśmienity jak w
połączeniu ze wzmacniaczem Hegel H100, który swoimi umiejętnościami zawsze
wydobywa na powierzchnię wszystkie walory Mozartów Grand. Yaqin nie potrafił
tego dokonać w pełni - choć bardzo się starał to zrobić, to często brakowało mu
odpowiedniej mocy, by efektywnie napędzić prądolubne wiedeńczyki.
Ku mojemu zdumieniu, Yaqin MC-13S bez większego problemu
wysterował polskie Pylony Topaz (test TU) na głośnikach Visaton, które nie porażają przecież
wysoką skutecznością (86 dB/ 8 Ohm). Ich współpraca okazała się na tyle dobra,
że bez wahania mogę polecić takie zestawienie każdemu, kto szuka optymalnego
dźwięku – dobrze poukładanego, dynamicznego, o szerokiej skali i bogatym
przekazie. Ekspansywnym - plastycznym i wielopłaszczyznowym. A także o zdrowym,
sprężystym basie. Zdecydowanie dobre i synergistyczne połączenie. Zresztą
Pylony Topaz swojego czasu, kiedy je szerzej opisywałem TUTAJ, zaskakiwały mnie
wielokrotnie swoją dojrzałością konstrukcji oraz rasowością generowanego
dźwięku.
Połączenie Yaqina MC-13S z monitorkami Usher S-520 to dobra
kompozycja. O pięknej stereofonii, ciepłej, lecz wielobarwnej średnicy – lekko
osłodzonej, ale nie słodkiej. Ushery S-520 szczególnie dobrze reprodukowały wokale,
tu czuć było ich odpowiednią skalę, ale też i właściwe nasycenie,
proporcjonalne do pozostałych podzakresów. Bas, co zrozumiałe, nie miał tak
wielkiej potęgi jak w podłogówkach, ale na pewno był napełniony emocjami i
dynamiką, lecz był ucięty od dołu. Mam słabość do brzmienia Usher S-520, więc
to zestawienie z Yaqinem bardzo przypadło mi do gustu, komuś innemu – być może
nie. Mi taka monitorowa gra, z naturalną artykulacją i ludzką skalą, bardzo
odpowiada.
Konkluzja
1. Yaqin
MC-13S to rozwinięcie (choć nie bezpośrednie) udanego i przebojowego modelu
MC-10L.
2. Piękny
efektowny design („nie-chiński”, można rzec), wspaniała konstrukcja - dobre, rzetelne wykonanie i montaż.
3. Wzmacniacz
z typowo lampowym dźwiękiem – lekko osłodzonym, ale nieprzygaszonym. Wspaniała
wielo-strukturalna, bogato nasycona średnica. Basy lekko „lampowo”
podkręcone, ale trzymane w ryzach, nierozlewające się – soczyste. Yaqin ma
bardzo dynamiczny styl gry, nieomal koncertowy. O dużej skali.
4. Co
istotne, zastosowane lampy elektronowe są powszechnie dostępne i
stosunkowo tanie. Istnieje także łatwa możliwość, przez ich wymianę na
inne, wpływania na dźwięk i jego barwę. Modowania wzmacniacza.
5. Yaqin
MC-13S najwięcej swych zalet ujawnia w połączeniu z dużymi kolumnami
podłogowymi o wysokiej skuteczności. W powyższym teście najlepiej
zaprezentował się w towarzystwie polskich kolumn Pylon Sapphire.
6. Wzmacniacz
bez audiofilskich aspiracji, ale oferujący zdrowy i rasowy dźwięk, który
zapewnia dużo niekłamanej przyjemności z odsłuchów, daje możliwość wspaniałej
peregrynacji w świat muzyki, z dużą dozą emocji i pozytywnego afektu - z
ekscytacją, którą zapewnia żar lamp elektronowych.
7. Polska cena
wzmacniacza około 2500 zł wydaje się być wręcz dumpingowa, kiedy popatrzeć
na jakość wykonania i wysokie umiejętności reprodukcji dźwięku. Nie znam
żadnego urządzenia tranzystorowego, który w porównywalnej cenie dysponowałby
analogicznymi kompetencjami.
8. Krótko
i węzłowato - Yaqin MC-13S to rzeczywisty "The Best Buy"!
Sprzęt i akcesoria użyte podczas testu
Kolumny:
Vienna Acoustics Mozart Grand, Pylon Sapphire, Spendor A5 (test TU), Pylon Topaz (test TU), Pylon Amber (test TU) oraz Usher S-520.
Akcesoria: panele akustyczne Vicoustic Wave Wood (test TU), akcesoria antywibracyjne Rogoz-Audio - platforma 3SG 40 pod gramofonem (test TU) oraz stopy antywibracyjne BW40 pod wzmacniaczem Hegel H100 (test TU), Eichmann Toppers na
wzmacniaczu Hegel H100, a także Rezonator Schumanna Tomanek (test TU).
Dane techniczne
























