S

S

MA

Planeta Dźwięku

Premium Sound

Polpak

poniedziałek, 3 września 2012

Kolumny Pylon Sapphire






Komentarz od redakcji
Tytułem wyjaśnienia. Kolumny do testów otrzymałem już 22 czerwca (TU), jednak na prośbę Prezesa Zarządu firmy Pylon Audio - pana Mateusza Jujki, znacznie opóźniłem publikację niniejszego opisu. A stało się to z prostej przyczyny - równolegle testował te kolumny (nie te same, co ja, a inne egzemplarze, ma się rozumieć) pan Wojciech Pacuła z  High Fidelity.pl dla amerykańskiego czasopisma internetowego Enjoy the Music.com, gdzie poproszono z kolei o recenzję premierową Pylon Sapphire. Po opublikowaniu owej recenzji (dostępnej TUTAJ) pana Wojciecha, wklejam teraz moją, ale napisaną już jakiś czas temu…

Wstęp
Pylon Sapphire zostały po raz pierwszy publicznie zaprezentowane w listopadzie 2011 roku na warszawskiej wystawie „Audio Show”. Wzbudziły wówczas spore zainteresowanie zwiedzających, z których spora część z trudem przyjmowała do wiadomości, że polskie kolumny, z mało jeszcze wówczas znanej wytwórni, mogą tak inspirująco zagrać, a przy tym nie kosztować majątku (bo, około 3000 zł).

Opisywane kolumny pochodzą bezpośrednio od producenta – firmy Pylon Audio.

Budowa i wrażenia ogólne
Otrzymałem list z Pylon Audio następującej treści, a opisujący główne cechy kolumn.

„W modelu Sapphire warto zwrócić uwagę na ścięcia frontu zmniejszające szkodliwe dyfrakcje sekcji średnio-wysokotonowej, a także na solidną obudowę wykonaną z płyt MDF o grubości 18 mm z ukośną przegrodą oddzielającą sekcję średnio-wysokotonową. Przegroda ta pełni funkcję wzmocnienia, wydziela optymalną objętość dla głośnika niskotonowego oraz minimalizuje niekorzystne zjawiska związane z powstawaniem fal stojących wewnątrz konstrukcji. Kolumny wyposażone są w trzy rodzaje głośników. Głośnik wysokotonowy (25 mm) ma tekstylną (jedwabną) kopułkę oraz wzmocniony układ magnetyczny wyposażony w pierścienie Faradaya redukujące zniekształcenia harmoniczne. Z kolei głośnik średniotonowy (14 cm) wyposażony jest membranę celulozową oraz analogiczny, jak poprzednio układ magnetyczny z pierścieniami Faradaya, a także wentylowany kosz. Natomiast głośnik niskotonowy (22 cm) także posiada membranę z celulozy, a wentylowany kosz głośnika pod dolnym zawieszeniem, co redukuje zjawisko kompresji przy większych wychyleniach. Zwrotnica montowana jest metodą „point to point” bez zbędnego wydłużania ścieżek sygnałowych wewnątrz kolumny, a okablowanie wewnętrzne wykonane jest przy użyciu linki z miedzi beztlenowej. Kolumny wyposażone są w wysokiej klasy terminale głośnikowe, akceptujące dowolne wtyki kabli, jak i nagie przewody. Cały zestaw zoptymalizowano pod kątem zespolenia fazowego przetworników i naturalności”.

Od siebie dodam, że okleina choć z folii winylowej, a nie z naturalnego drewna, to wywierające przyjemne wrażenie estetyczne. Jest ładnie położona - czysto, równo i bez szpar na krawędziach. Jak się dowiedziałem, niebawem producent będzie oferował także wersję kolumn z okleiną drewnianą, choć oczywiście będzie ona nieco droższa od podstawowej. Doskonale prezentuje się kontrast pomiędzy czarnym, matowym frontem, a pozostałą częścią skrzynek w okleinie drewnopodobnej. Taki zabieg nadaje Sapphire intrygującej dostojności i monumentalności. Trzeba przy okazji dodać, że kolumny nie są małe, a wręcz odwrotnie, w związku z czym, trudno je będzie wstawić do pomieszczenia mniejszego niż 20 – 25 m2, a optymalnie, co najmniej 30 m2 – u mnie właśnie na takiej powierzchni grały. W komplecie znajdują się bardzo solidne i wysokie (około 4 cm) metalowe kolce, niestety – bez podkładek.

Z tyłu zamontowano porządne (i ładne) pojedyncze metalowe terminale głośnikowe, których jakość przypomina mi te stosowane w brytyjskich Spendor. Ładna rzecz! Galanteryjna. Nie opisuję dokładnie zastosowanych głośników w kolumnach, bo są one przytoczone w liście od Pylon Audio, dodam jedynie, że zostały wykonane na zamówienie i wg. własnego projektu w firmie STX Soundstation.

Po bokach frontów, na górnym i dolnym ich skraju, kolumny są nieco ścięte, co trochę upodabnia je do brył kolumn typu Avalon Time, lecz jest to oczywiście dalekie skojarzenie, analogia, ale coś na rzeczy jest. Naturalnie, owe ścięcia mają na celu lepszą propagację dźwięku, łatwiejsze jego odrywanie się od powierzchni obudowy skrzynek i zapobieganie szkodliwym rezonansom.














Warunki testu i używany sprzęt
W związku, z tym, że test bardzo „przedłużył się” (szczegóły na początku tekstu) i ostatecznie gościłem kolumny w domu nieomal dwa miesiące, miałem sposobność przyłączać je do dość pokaźnej rzeszy wzmacniaczy i porównywać je z zastępem różnorodnych kolumn.

Wzmacniacze:
- Hegel H100 (test TU),
- Dayens Ampino (test TU),
- Atoll IN30 (test TU),
- Yaqin MC-13S (test TU),
- Ming Da MC34-A (test TU) oraz
- Ming Da MC84-A (test TU).

Kolumny:
- Vienna Acoustics Mozart Grand,
- Spendor A5 (test TU),
- Pylon Topaz (test TU),
- Usher S-520,
- Koda K-2000B (test TU),
- Pylon Amber (test TU),
- Pylon Pearl Monitor (test TU),
- Klipsch Synergy B2 oraz
- Divine Acoustics Electra 2 (test TU).

Jako źródła wykorzystywane były:
- gramofon Clearaudio Emotion,
- odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO,
- modyfikowany przez Ear Stream odtwarzacz płyt DVD Harman/Kardon DVD-20 (test TU),
- komputer MacBook Apple,
- magnetofon kasetowy Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU),
- przetwornik c/a N-Audio DAC-3 Plus (test TU),
- DAC Hegel HD11 (test TU) oraz
- Muse Audio Mini TDA1543 DAC (test TU).

Zastosowane kable to:
- głośnikowe Audiomica Laboratory Celes Excellence (test TU), Dolomit Reference i Diamond Gold oraz Siltech Amsterdam,
- interkonekty Audiomica Laboratory Erys Excellence (test TU), Rhod Reference i Mica Transparent GLD, a także  Ear Stream Signature (test TU),
- sieciowe Audiomica Laboratory Ness Excellence (test TU) oraz Jasper Reference i Volcano Transparent (test TU).

Akcesoria:
- panele akustyczne (10. sztuk) Vicoustic Wave Wood (test TU),
- platforma antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU) pod gramofonem i stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40 (test TU) pod wzmacniaczem Hegel H100,
- stoliki audio – Ostoja T3 oraz VAP (test TU).

Pomieszczenie odsłuchowe o powierzchni około 30 m2, otwarte na korytarz z jednej strony. Ogólnie słabo wytłumione. Podłoga drewniana, na niej dywan wełniany IKEA 2x3m. Mało mebli, dużo okien - 7. sztuk.

Dźwięk
Kolumny są duże i masywne, więc takim z pozoru wydaje się być i ich dźwięk – olbrzymi i potężny. Ale to tylko ułuda, złe przekonanie, bo przekaz Sapphire jest owszem – potoczysty, sprężysty i dynamiczny, ale nie zbyt masywny, czy bombastyczny. Gdy popatrzeć na wielki głośnik niskotonowy o średnicy 22 cm, to może się wydawać, że głośniki będą bardzo grały dołem, a tymczasem balans tonalny Pylonów jest wyrównany – spójny. Nie mają one żadnych zbyt forsownie wypchniętych pasm – są harmonijne, lecz i z dużą wyrazistością, zaangażowaniem. Z charakterem, który można określić jako silny, ale i realistyczny, bliski naturalności. Można jednak tu i ówdzie doszukać się lekkich podbarwień – szczególnie na przełomie wyższej średnicy i sopranów, co nie wpływa negatywnie na odbiór muzyki, bo dzięki temu zabiegowi wokale są komunikatywne i dobrze osadzone w przestrzeni odsłuchowej, choć też i lekko przez to z przypaloną głębią, bo trójwymiarowość przez to nieco traci – ale w granicach akceptacji. Pylony mają ładną barwę – dźwięk jest raczej czysty i słodki, niż wycofany i ciepły, ale ostateczna charakterystyka zawsze zależała od danej amplifikacji, o czym później. Niskie tony, jak już wspominałem, są ładnie sprężyste i mocno atletyczne, punktowe, ale w żadnym razie nie za bardzo rozbudowane, za obfite. Są porządne i potrafią uderzyć silnie, lecz bas jest dobrze kontrolowany, chodzący na uwięzi wzmacniacza, nawet jeżeli ten nie jest mocarny (myślę tu o Dayens Ampino, który był, o dziwo, świetny z połączeniu z Sapphire). Nie lubię nadmiaru basu, jego rozlewania się, jakiejś za przeproszeniem - „buły”. Pylony na szczęście pozbawione są tej nieprzyjemnej maniery. Niskie tony są szybkie, żywe i spontaniczne, choć też i z głębią, odczuwalnym istnieniem, jednak czasem przydałoby się im więcej kolorów, zróżnicowania w mikroskali.

Co do sopranów, to są śpiewne i z blaskiem, a co najważniejsze, bez tendencji do sybilizownaia. Są lekko ucięte od góry, przygaszone lub powściągliwe, jak kto woli. Ale coś, za coś – Pylony nie tną żyletkami po uszach, ale też nie charakteryzują się przez to referencyjną przejrzystością i ekspozycją wszelkich detali. Może tu, więc niektórym osobom brakować nieco blasku, czy powietrza wśród wysokich tonów, otwartości, ale ostatecznie przemawia do mnie taka konstrukcja dźwięku. Wolę prezentację typu lekkiego „przymazania” góry, dla większego komfortu niemęczących odsłuchów, szczególnie tych wielogodzinnych.

Co istotne, kolumny trzeba prawidłowo (precyzyjnie) ustawić w pomieszczeniu odsłuchowym. Ich duża masa i wysokość, a także wycięcia po bokach powodują, że należy trochę nimi poobracać wokół osi dla znalezienia optymalnego, pełnego dźwięku i wyrównanego basu. Mi najbardziej podobało się ustawienie z lekkim (około 20 stopni) skręceniem do środka. W takim położeniu scena miała najszersze parametry, a stereofonia – najlepszą panoramę.
















Konfiguracje
Kolumny mają aż 90 dB skuteczności (efektywności) parametr ten, więc bardzo je predysponuje do łączenia ze wzmacniaczami lampowymi, które zazwyczaj mają mniej mocy niż konstrukcje tranzystorowe. Dlatego też, przyłączałem Sapphire po kolei do następujących urządzeń lampowych: Ming Da MC34-A, Ming Da MC84-A oraz Yaqin MC-13S. Powyższe wzmacniacze bez najmniejszych problemów w pełni i z dużą swobodą wysterowały duże Pylony. Większość lamp ma raczej ekspansywny dźwięk, o gorącym temperamencie i dużej dozie słodyczy, emocji. Emfazie. Potrzebują, więc zazwyczaj raczej przezroczystych kolumn, pozbawionych własnych specyficznych ingrediencji, by ich wspólny przekaz nie był za gęsty, kleisty. Sapphire, choć mające swój własny charakter grania, to jednak jest on na tyle umiarkowany, że z „gorącym” dźwiękiem płynącym ze wzmacniaczy lampowych niebędący problemem, a uzupełnieniem. Komplementarnością i synergią. Bas zawsze był mocny, ale utemperowany. Szybki i klarowny. Niski. Średnica była oczywiście żarliwa i ciut wyoblona do przodu, to nigdy nie nachalna. Soczysta i wielokolorowa. Wysokie tony, wystarczająco rozdzielcze, ale bez słyszalnych niuansów w rozbudowanych składach instrumentalnych. Ale za to bez syczenia sybilantów. Kulturalnie i powabnie, lecz i z lekkim ograniczeniem od góry. Sapphire to bardzo dobre kolumny do średnio-budżetowych wzmacniaczy lampowych!

Co do wzmacniaczy tranzystorowych, to nie było tak jednorodnie jak z lampami. Od razu napiszę, że nie przypadło mi zbytnio połączenie Hegel H100 plus Pylony. Ogólnie, grało to całkiem dobrze i nawet niekiedy przyjemnie (szczególnie przy cichszym słuchaniu), ale zdecydowany charakter Hegla powodował czasami lekki „bałaganik” w balansie tonalnym Sapphire. Hegel chciał dawać więcej mocy, niż Pylony były w stanie jednorazowo przyjąć. Takie odnosiłem wrażenie. Skutkowało to zjawisko skróceniem basu i jego rozwarstwianiem. Tu spotkały się dwa przeciwstawne osobowości, bez chęci współpracy lub czyniące to opornie. Trudno - i tak bywa. Nie każdy musi się lubić.

Ale aby uspokoić Szanownego Czytelnika, pozostałe używane w teście wzmacniacze tranzystorowe nie robiły już takich „fochów” jak niesforny norweg. Pylony w połączeniu ze wzmacniaczem Dayens Ampino oraz Atoll IN30 grały gładko i powabnie. Z pięknie skupioną na detalach średnicą, choć oczywiście były to większe detale, a nie te mikro. Bo te drugie, często uciekały uwadze Sapphire, a i wzmacniacze niespecjalnie obficie je im dostarczały. Bardzo, ale to bardzo podobało mi się towarzystwo maluśkiego Dayens (test TU) z gigantycznymi Pylonami – mając na uwadze duży kontrast ich gabarytów. Ale zapewniam, serbski maluch-zuch, wysterował Sapphire tak doskonale, że w zasadzie – uwag brak. Dobry, płynny i harmonijny przekaz, z namacalnym, fizycznie obecnym, dźwiękiem. Odpowiednio spulchnionym i rozdrobnionym. Swobodnym i pełnopasmowym. Malina, miód i słodycz. Oj, Wasz recenzent musi już kończyć opis, bo zaczyna pisać wierszem.

Podsumowanie
1. Pylon Sapphire to kolumny o solidnej konstrukcji, wykonaniu i prezencji. Masywne, ale nieprzytłaczające rozmiarami. Zamontowane przetworniki to projekt autorski, ale wykonanie firmy STX. Zastosowana okleina położona jest przednie, lecz nie jest to drewno, a winyl. W planach Pylon ma wprowadzić wersję w okleinie naturalnej, ale oczywiście cena takich egzemplarzy będzie wyższa.

2. Kolumny, choć duże to nieatakujące zbyt obszernym dźwiękiem. Bo ten jest odpowiednio spreparowany, harmonijny i spójny. Rzetelny i klasowy, choć nie referencyjny, oczywiście, ale bezproblemowo plasujący się w mocnym pułapie średnim. Uczciwym.

3. Bas dysponuje sporym potencjałem dynamicznym, jest odpowiednio skupiony, a także i soczysty, sprężysty, z pięknym brzmieniem. Kolorowym, ale nie z pogłębieniem, czy wielowarstwowością. Średnica – śpiewna, substancjalna i z bogactwem dźwiękowym. Góra nieco ścięta, ale w granicach normy - z korzyścią dla uspokojenia przekazu, większej subtelności i płynności tonów, które są potoczyste i wiarygodne, ale nie zawsze mocno szczegółowe, analityczne. Ogólnie, dźwięk Sapphire bliski jest pojęcia: muzykalny.

4. Pylon Sapphire przyłączone do wzmacniaczy lampowych z pułapu średnio-budżetowego okazały pełnię swoich, jak i lampowych towarzyszy, zalet. Dobra synergia, muzykalność na wysokim poziomie. Satysfakcja gwarantowana!

5. Bardzo dobra cena na tle konkurencji - kwota 3100 złotych za tak dojrzały dźwięk kolumn i solidną konstrukcję to nieomal dumping, a na pewno okazja dla klienta. Brawo, Pylon Audio! Tak trzymać!

Parametry techniczne
Dostępne na stronie firmy Pylon Audio TUTAJ.

1 komentarz:

  1. kupiłem te kolumny Pylon Audio Sapphire 31 StereoLife Edition chcem kupic do nich wzmacniacz rozwazam nad 356bee lub jakąś lampe sucham muzyki różnej zarówno klasycznej jak i pop dance .Co by mógł pan doradzić jak widział by pan ze swojego punktu ? obecnie man luxmana l 210

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...