S

S

MA

MIP

Polpak

poniedziałek, 29 lipca 2019

Przewody głośnikowe Luna Cables Gris

Oferta kabli Luna Cables

Gotowe przewody głośnikowe (oba powyższe zdjęcia z facebookowej strony Luna Cables)


Wstęp
Nigdy do tej pory na Stereo i Kolorowo nie pojawiały się przewody kanadyjskiej firmy Luna Cables. Niedawno od polskiego dystrybutora Audio Atelier przyjechały do mnie na testy przewody głośnikowe Luna Cables Gris (zobacz TUTAJ). Przedsiębiorstwo Luna Cables mieści się w kanadyjskim Quebecu, w Austin. Choć może nazwa "przedsiębiorstwo" w przypadku Luna Cables to eufemizm. Bardziej trafnym określeniem będzie manufaktura, albowiem mieści się ona w ...starej stodole zaadaptowanej na potrzeby warsztatu kablarskiego. Szefem firmy jest pan Danny Labrecque.

Nie było w powyższej informacji nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że produkty Luna Cables okazały się być nie lada sensacją w audiofilskim świecie. Zdaje się, że pan Danny posiadł jakąś tajną formułę produkcji high-endowych przewodów w ekonomicznych kwotach. Dany nie stosuje do produkcji swoich kabli żadnej futurystycznej technologii a po prostu mozolnie, wielokrotnie, metodą prób i błędów, wciąż i wciąż je odsłuchuje dopracowując w ten sposób ich ostateczny "dźwięk". Wydaje się to niemożliwe w dzisiejszych ultra-industrialnych i cyfrowo-komputerowych czasach, a jednak słuch człowieka i jego wiedza mają decydujące znaczenie. Mistrzowskie dzieła niekiedy powstają na peryferiach świata, zaś w przypadku Luna Cables jest to wspomniana odludna XIX-wieczna stodoła na obrzeżach Quebecu...

Luna Cables
O tym, że szefem firmy Luna Cables jest pan Danny Labrecque i że mieści się ona w starej stodole w Quebecu - już napisałem. Napisałem także, iż przewody Luna Cables wywołały w świecie audio nie lada sensację, no bo, jak to tak - ktoś bez "kosmicznego" zaplecza technologicznego, polegający wyłącznie na swoim słuchu może wykonywać kapitalnie "grające" kable? Okazuje się, że jak najbardziej może. I to jeszcze jak!

Warto wspomnieć, iż nazwa "Luna Cables" nie pochodzi bezpośrednio od Księżyca (jak by się wydawało), a od ...ćmy księżycowej, która powszechnie występuje w Kanadzie. To ona zdobi logo przedsiębiorstwa, zaś po łacinie owa ćma nazywa się Acitas luna. Zagadka rozwiązana. Nota bene ćma księżycowa prezentuje się niczym przybysz z obcej planety. Bardzo nietypowy nocny motyl. Proszę sprawdzić w Internecie.

W ofercie Luna Cables (zobacz TUTAJ) wyróżnianych jest pięć "kolorowych" serii: podstawowa Gris (czyli szara), średnie Orange i Mauve (pomarańczowa i fiołkowa), wyższa Rouge (czerwona) i referencyjna Noir (czarna). W danych kolorach nazw seryjnych występują oploty konkretnych kabli. Bardzo pomysłowe i systematyczne.

Oprócz "kolorowych" jest też seria PRO skierowana oczywiście na rynek profesjonalny. W każdej z serii dostępne są w zasadzie wszystkie odmiany przewodów tzn. głośnikowe, jumpery, zasilające, interkonekty cyfrowe i analogowe, kable USB. Brak jedynie przewodów optycznych. (Wyjątkiem jest seria referencyjna Noir, gdzie nie ma przewodów zasilających i USB). Dodatkowo w serii Orange można znaleźć urządzenie o nazwie SUT (zobacz TUTAJ). To transformator dla wkładek gramofonowych typu Moving Coil.

Wrażenia ogólne i budowa
Przewody dostarczane są w ekologicznym opakowaniu, bo po prostu w płóciennym woreczku zamykanym na zamek błyskawiczny. Woreczek ma nadrukowane duże czarne logo z ćmą księżycową, zaś u góry ma doszyte uszy. Po wyjęciu z niego kabli z powodzeniem może być używany jako worek na zakupy. To się nazwa recykling!

Same przewody Gris prezentują się dość skromnie, wręcz niepozornie. Ot, szary bawełniany oplot niczym zdjęty z dawnych przewodów telefonicznych albo żelazkowych. Wtyki też nie wyglądają na cud nowoczesnej technologii (to złocone wtyki BFA). Ale w tym jest znacznie głębszy sens. Konstruktor, pan Danny Labrecque, rozmyślnie stosuje tu rozwiązania używane w dawnych przewodach - bawełniane dielektryki, cynowaną miedź przewodów, etc. Wyłącznie naturalne materiały. Danny nazywa to technologią LNCV (Luna Cables Neo-Vintage). To właśnie m.in. miedź powlekana cyną, czyli klasyczny materiał, który można było znaleźć we wszystkich kablach vintage pochodzących z lat 30. i 40. XX wieku. Podobnie jak wspomniany bawełniany dielektryk, tu dodatkowo pokrywany woskiem. Tak mniej więcej wyglądają kable typu NOS np. kultowej firmy Western Electric.

Jak podaje strona Luna Cables: "Przewody Gris składają się z cynowanych miedzianych przewodów Luna Cables Neo-Vintage (LCNV) wybranych ze względu na ich wydajność i trwałość. Do kontroli rezonansu w naszych kablach sygnałowych stosuje się woskowany bawełniany dielektryk. Na przykład kabel zasilający AC zawiera 16 przewodów elektrycznych składających się z 26 żył cynowanej miedzi. Zewnętrzne kurtki wykonane są z bawełny ze względu na doskonałą elastyczność i minimalizujące rezonans właściwości. Kable Gris oferują naturalny, przezroczysty i organiczny dźwięk". Koniec cytatu.

Dla zainteresowanych przywołam polską cenę Luna Cables Gris w dwóch odcinkach po 2,5 m. - to 1 790 PLN, czyli jest to cena równa kanadyjskiej i amerykańskiej. Co także jest sporym ewenementem. Tak tanio jeszcze chyba nie było.


Dostawa kabli z Audio Atelier


To nie worek na zakupy, a opakowanie Luna Cables


Oplot to woskowana bawełna - zupełnie jak w kablach vintage


Przewody Gris, czyli po francusku szare




Spojrzenie na system odsłuchowy


Wrażenia dźwiękowe
Przewody Gris 2 x 2,5 m. testowałem przede wszystkim ze wzmacniaczem lampowym Yaqin MS-90B oraz kompletem przedwzmacniacz/końcówka mocy Exposure 3010S2 i głośnikami Unison Research Max Mini oraz Living Voice Auditorium R3. Pełna lista sprzętu towarzyszącego wymieniona jest na końcu niniejszego tekstu.

Na co dzień używam (też kanadyjskie) przewody głośnikowe XLO UltraPLUS U6-10 (czytaj recenzję TUTAJ). To od kilku lat moje ulubione. Wybrane do systemu hi-fi metodą licznych odsłuchowych prób i błędów. Parka kosztuje 3 000 PLN, nie są więc jakoś specjalnie drogie. Ale tytułowe Luna Cables to przecież jeszcze niższy koszt, bo niecałe 1 800 PLN. Pytanie. Czy tak "tanie" kable mogą więc optymalnie zgrać się ze znacznie droższą elektroniką? Głośniki za około 21 000 PLN (Living Voice Auditorium R3) i wzmacniacz za 12 000 PLN ("dzielonka" Exposure 3010S2). Odpowiedź jest bardzo krótka i konkretna - tak, mogą. Przewody Luna Cables Gris są wręcz genialne! To torpedy, nie kable.

Na pierwszy plan odczuć sonorycznych wysuwa się fascynująco gładka muzykalność przekazu. Ale to nie taka "zwykła", a bardzo zaawansowana muzykalność. Z soczystym podkładem, sowitym wypełnieniem i wielowymiarowością, zaprawiona eleganckim powabem analogu i podlana piękną barwą. Tu wszystko jest poukładane, zsynchronizowane i idealnie na swoim miejscu. Nic nie krzyczy, nic nie wystaje, nic nie świeci po oczach (a w zasadzie - po uszach). Ale równolegle jest żywe, obecne i bezpośrednie. Do uszu dochodzi gładko-aksamitny dźwięk o masywnej strukturze i kapitalnym dopełnieniu tonalnym. To, można napisać, brzmienie pierwszorzędnie skonstruowane: całościowo obejmujące kosmos muzyki, eksplikujące ją, zabiegające o harmonię, ale także i o wyraźność oraz obrazowanie przestrzeni (o czym więcej potem).

W brzmieniu kanadyjskich kabli czuć jakby ktoś posmarował specjalnym balsamem poszczególne nuty zmniejszając ich tarcie o siebie i o powierzchnię, ale zwiększając fizyczną przyczepność, uzupełniając wolne przestrzenie pomiędzy nimi, zalepiając dziury dźwiękowe. W rezultacie tego przekaz jawi się jako jednorodny, swobodny, nie napięty. Rozdrobniony na osobne muzyczne frakcje, lecz pierwszorzędnie spojony "w totalu". Kapitalnie wyraźny oraz masywny w odbiorze. Nie wiem jak to zjawisko lepiej opisać, bo nie często zdarza mi się tak nietypowy kabel jak Luna Gris. A on ma naturę dwoistą - rozdrabnia dźwięk na czynniki pierwsze, a jednocześnie wszystkie je konsoliduje, komunikuje, organizuje w jedność, koreluje.

Przewody dbają o przestrzenną prezentację; efekty 3D są przez nie podkreślane, wyostrzane, oswabadzane - i to nie tylko w płaszczyźnie poziomej, ale i w pionowej. Dodają też dużą głębię, klarowną i spektakularną. Wydobywają na wierzch rozmaite smaczki i mikroelementy brzmieniowe, choć Gris nie należą na najbardziej analitycznych. Umieją jednak rozmyślnie pokazać coś, czego przedtem nie było słychać, a co jest bardzo istotne ze względów brzmieniowych. Pomijają przy tym ostrości, kanty i brudy. Umiejętnie je skrywają, lecz nie do końca eliminują (bo to niemożliwe). Pokazują namacalność instrumentów, oddają zaangażowanie emocjonalne wokalistów, przynosząc tym samym bardzo dużą przyjemność odsłuchów. I to pomimo faktu, że nie są do końca ani dokładne, ani całkowicie transparentne, bo równolegle genialnie operują barwą, nadają nasycenie, umuzykalniają cały przekaz.

Mnie w brzmieniu Gris najbardziej ujęła (i przekonała) niepospolita elegancja i wysoka kultura, z jaką traktują one każdy dźwięk prowadzony do kolumn ze wzmacniacza. Pojawia się piękny cyzelunek detali, głębokie nasycenie średnicy, galanteryjne uporządkowanie sceny, niesamowita gładkość i muzykalność, ultra-organiczność, pełna otwartość i niezwykła dźwięczność. To przecież są cechy kabli high-endowych, zaś Luna Cables w swoich kabelkach za niecałe 1 800 PLN właśnie "coś" takiego dostarcza brzmieniu. Niemożliwe? A jednak!

Konkluzja
Można napisać, że to w przewodach głośnikowych jak w soczewce skupiają się najważniejsze cechy brzmieniowe wzmacniacza i kolumn głośnikowych. Dlatego ich optymalny dobór ma fundamentalne znaczenie dla ostatecznego szlifu i polotu dźwięku całego systemu hi-fi. Można długo polerować dźwięk rozmaitymi kablami, wciąż szukać tych najlepszych, w pełni synergicznych. Te eksploracje często kończą się niepowodzeniem lub konstatacją że, aby uzyskać optimum należy "pójść w high-end". Tymczasem istnieją tańsze rozwiązania. Zapewniam, że przewody głośnikowe Luna Cables Gris, choć kosztują stosunkowo niewiele, dostarczają brzmieniu cudowny blask i eufonię. Po prostu umożliwiają swobodnie płynąć czystej muzyce in statu nascendi. To są genialne kable!

Cena w Polsce - 1 790 PLN (za dwa odcinki 2,5 m. zakończone wtykami BFA).

System odsłuchowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Exposure 3010S2 PRE/AMP, Yaqin MS-90B (test TU), Haiku-Audio Origami 6550 SE (test TU) i Pathos Classic One MKIII (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU),  Unison Research Max Mini (test TU), Paradigm Premier F700, Martin Logan Motion 35XT (test TU), Guru Audio Junior (test TU) i Studio 16 Hertz Canto One New SE (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.
Odtwarzacze sieciowe: Auralic Aries Mini (test TU), Auralic Vega G1 i Lumin D2.
DACi: NuPrime DAC-10H (test TU), iFi Pro iDSD (test TU), Chord Hugo TT 2 (test TU), RME ADI-2 DAC, Questyle CMA Twelve Standard (test TU), Topping DX3 Pro oraz Encore mDSD (test TU).
Komputer: MacBook Apple Pro.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładki gramofonowe: Ortofon 2M Black (test TU) i Sensitive Sound Splash X3 (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU) i Audiokultura Iskra 1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Tivoli Model One (test TU).
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH610 (test TU), Meze 99 Neo (test TU), Fostex TH909 (test TU), Pioneer DHJ-X10 C (test TU), MEE Audio Matrix 2 (test TU) i Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Listwy sieciowe: Solid Core Audio Power Supply (test TU) i ZiKE Labs Powerbox (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech Radius Stand, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU), mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU) i krążek dociskowy do gramofonu Clearaudio Clever Clamp (test TU). Kondycjoner masy dla głośników QAR Dynamit (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper oraz adaptery głośnikowe bi-wire Perkune Audiophile Cables (test TU).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...