Polpak

EIC

Rafko

Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania olasonic, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania olasonic, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 października 2016

Głośniki komputerowe USB Olasonic TW-S9


Olasonic TW-S9 (zdjęcia z firmowej strony)

Wstęp
Tak, dziś na Stereo i Kolorowo opisuję głośniki komputerowe. W tej chwili pewnie niejeden audiofil złapał się za głowę. Jak to tak? Jak można zawracać sobie głowę jakimiś głośniczkami komputerowymi na blogu głównie adresowanym dojrzałym urządzeniom audio hi-fi? Otóż po stokroć zapewniam Czytelnika, że jak najbardziej głośniki Olasonic TW-S9 (zobacz TUTAJ) zasługują na osobną monografię, bo to nie są zwyczajne głośniki komputerowe, a konstrukcje innowacyjnej japońskiej firmy Olasonic/Towa. Grają jak złoto!

Głośniki TW-S9, póki co, nie są jeszcze dostępne w Europie, a jedynie w Japonii. Na pewno będą prezentowane na tegorocznym Audio Video Show w Warszawie. Oprócz modelu TW-S9 Olasonic produkuje też nieco mniejsze TW-S7 i TW-S5. Wszystkie one zasilane są z poziomu gniazda USB komputera. Są dostępne także głośniki rożne głośniki wykorzystujące łączność Bluetooth i kilka innych odmian (zobacz TUTAJ). 

Wrażenia ogólne i budowa
Myślę, że japońska marka Olasonic, będąca własnością firmy Towa Electronics z Tokio, jest już bardzo dobrze znana w Polsce. Kilkukrotnie opisywałem sprzęty serii Olasonic Nanocompo (czytaj TUTAJ). Bezsprzecznie są to urządzenia zasługujące na bliższą znajomość i duże uznanie. Wiele dobrego w tej sprawie czyni polski dystrybutor marki Olasonic (i równolegle słuchawek Final Audio), czyli podwarszawska firma Fonnex (zobacz TUTAJ). Nie inaczej jest w przypadku głośników komputerowych (zasilanych z poziomu portu USB komputera) Olasonic TW-S9. 

Głośniki dostarczane są w jednym, dość lekkim, niedużym pudełku. Wewnątrz, pośród kartonowych wytłoczyn, bezpiecznie spoczywają jajkowate głośniki oraz kilka przewodów. W komplecie znajduje się oczywiście instrukcja obsługi oraz gwarancja.

Olasonic TW-S9 to niewielkie głośniki, mają wysokość kilkunastu centymetrów (dokładne rozmiary to 113 x 162 x 117 mm) oraz masę 1,1 kg. Mają wydłużone, jajowate kształty. Krótko pisząc, prezentują się niczym czarne strusie jaja, od spodu posadowione na niewielkich podstawkach. Głośniki koaksjalne zajmują dużą część frontów, przykryte są metalową siateczką, która obejmuje sporą powierzchnię „jaj”. Umożliwia to szeroką propagację dźwięku. Z tyłu głośniki mają powycinane specjalne otwory wentylujące głośniki. Powietrze bardzo aktywnie z nich uchodzi.

Przekrój TW-S9

Zasada działania Super Charged Drive System


Monitorki Olasonic zawierają nowatorskie rozwiązanie wzmocnienia „Super Charged Drive System” (SCDS). Pisząc w skrócie, system ten można przyrównać do zasady działania układu napędowego silnika hybrydowego (spalinowo-elektrycznego). Ładunek elektryczny z magistrali USB jest magazynowany w kondensatorze wysokiej mocy w okresach niskiego zapotrzebowania na prąd, a uwalniany w czasie podwyższonego w celu uzyskania większej mocy i dynamiki w sposób ciągły. Olasonic nazywa ten system także jako ACDCS (Automatic Current Detection Conversion System). Stąd też TW-S9 dysponują zadziwiającą mocą 2 x 12,5 Wat. Zasilane są z poziomu portu USB komputera, lecz ładunek elektryczny jest przechowywany i stopniowany, przyrasta niczym niewielki strumień za tamą, a energia uwalniana jest gwałtownie, z dużą siłą i mocą. Leje się jak wodospad. To oczywiście jedynie kolokwialne porównanie, ale dobrze opisujące zagadnienie.

Podsumowując, Olasonic TW-S9 do pracy potrzebują być jedynie podłączone do magistrali USB komputera. Oczywiście muszą być połączone wspólnym przewodem. Po przyłączeniu do komputera, ten automatycznie je rozpoznaje, konfiguruje i przestawia system audio na TW-S9. Na prawym głośniku znajduje się biała dioda. Zapalona sygnalizuje gotowość głośników do pracy. Regulacji głośności dokonuje się za pomocą pokrętła umieszczonego na prawym głośniku. Do Olasonic można też dostarczyć zewnętrzny sygnał analogowy (do gniazda audio-in 3,5 mm). Co istotne, TW-S9 są głośnikami „Hi-Res”, czyli odczytują sygnał PCM do częstotliwości 96 kHz/24 bit. Są łatwe w obsłudze, a do tego estetyczne. Po prostu rewelacja w skali mikro.



















Wrażenia dźwiękowe
Pierwsze wrażenia, po podłączeniu głośników do komputera, pisząc wprost, są znakomite. Owszem, to na pewno nie jest liga stricte audiofilska, ale Olasonic TW-S9 wykraczają znacząco daleko poza zwykłe określenie "głośniki komputerowe". Brzmienie jest pełne, obfite i bardzo nasycone. Potrafią bez zniekształceń zagrać bardzo głośno. Aż dziw bierze, że grają takie małe głośniczki, a nie duże monitory... To spektakularna energia, sprężyste basy, gęsta średnica. Można napisać, że TW-S9 grają całym ciałem, całą swoją powierzchnią i strukturą, dźwięk zdaje się wydobywać nie tylko z frontowych membran i tylnych bass-reflexów, ale również z każdego fragmentu korpusu. Zadziwiające zjawisko.

Kiedy ustawić TW-S9 na biurku, po obu stronach laptopa i uruchomić je, do uszu dociera dookólny dźwięk. Żarliwy i dynamiczny, bardzo wyraźny. Głośniki rozlewają przed słuchaczem niejako obszerną muzyczną plamę, w której fizycznie istnieją poszczególne instrumenty, wokale, etc. Są bliskie, precyzyjnie umieszczone, mają kapitalną stereofonię. Ludzkie głosy są esencjonalne i barwne, mają swoje indywidualne, bogate wybrzmienia. Z kolei instrumenty są zaskakująco dźwięczne i stosunkowo duże. Przestrzeń odsłuchowa jest bardzo szeroka i wysoka, Olasonic nie mają żadnych problemów, aby zbudować rzeczywistą panoramę i scenę, choć oczywiście nie jest ona tak dokładna i zorganizowana jak umieją to uczynić duże kolumny podłogowe, czy nawet monitory. Niemniej jednak TW-S9 czynią to z przekonaniem, aktywnie i plastycznie. Nie nudno.

Sposób gry głośników Olasonic najlepiej przyrównać do mini-monitorów aktywnych, czyli z wbudowanymi własnymi wzmacniaczami. W skali mikro TW-S9 brzmią doskonale - to prawdziwe komputerowe high-fidelity. W ich dźwięku nic nie uwiera, niczego nie brakuje – brzmienie wydaje się być całościowo pierwszorzędnie zgrane i dopełnione. Proporcjonalne.

Polecam odsłuchy Olasonic TW-S9, bo może okazać się, że zagrają one lepiej niż nie jedne większe monitory pasywne. I to stwierdzenie wcale nie jest absurdalne.

Cena w Polsce nieustalona. Cena w Japonii - 23 500 JPY.

Wykorzystywałem trzy laptopy: MacBook Apple Pro, Acer Aspire ES13 i Dell Latitude E6440. Muzyka w większości pochodziła z serwisu Tidal Hi-Fi (FLAC 16 bit/44,1 kHz).



środa, 24 lutego 2016

Olasonic Nano NA-BH1 – zbalansowany adapter słuchawkowy



Wstęp
Fonnex, czyli polski przedstawiciel japońskich marek Olasonic i Final Inc., przesłał mi  kilka tygodni temu bardzo ciekawe i nowatorskie urządzenie. To zbalansowany adapter słuchawek Olasonic Nanocompo NA-BH1 (zobacz TUTAJ). Wraz z nim przyjechał również wzmacniacz Olasonic Nano-UA1, który wcześniej już testowałem TUTAJ. Tym razem otrzymałem Olasonic Nano-UA1 jako element kompletu dla Nanocompo NA-BH1, albowiem ten jako adapter słuchawek wymaga podłączenia do wyjść głośnikowych wzmacniacza, a Nano-UA1 takowe oczywiście ma, choć jest także wzmacniaczem słuchawkowym i DACiem. Niemniej jednak wyjścia głośnikowe wzmacniacza mogą zapewnić znacznie wyższej klasy dźwięk niż niejeden dobry wzmacniacz słuchawkowy, o czym za chwilę.

Co to jest za urządzenie?
Ideą konstrukcji NA-BH1 jest dostarczyć w pełni zbalansowany sygnał stereo (czyli niejako osobnym torem lewy mono i osobnym prawy mono) od samego początku do końca dla odwzorowania najlepszej słuchawkowej sceny i precyzyjnej lokalizacji źródła dźwięków. We wzmacniaczu zintegrowanym obie te ścieżki są rozdzielone i wychodzą na zewnątrz terminalami głośnikowymi, zamiast „mieszać się” w układzie wzmacniacza słuchawkowego. Natomiast przez adapter są transformowane do sygnału (nadal symetrycznego) do osobnych wyjść słuchawkowych i dalej prowadzone są niezależnymi przewodami do lewego i prawego przetwornika słuchawek. (Dlatego NA-BH1 nie obsługuje tradycyjnych wtyków typu jack 3-częściowy stereo). Można rzec, iż dopiero w uszach słuchacza (a w zasadzie w jego głowie) łączą się ostatecznie w stereo. Dodatkowo wzmacniacze Olasonic zaopatrywane są w firmowe innowacyjne rozwiązanie SCDS (Super Charged Drive System), które można porównać do zasady działania układu napędowego silnika hybrydowego (spalinowo-elektrycznego), co zapewnia bardzo wysoką wydajność amplifikacji, która potem zostaje optymalnie przeniesiona na słuchawki (za pośrednictwem adaptera). To tak w skrócie, w przybliżeniu i ogólnie, bo zagadnienie owo jest o wiele bardziej złożone.

Nanocompo NA-BH1 wymaga podłączenia do terminali głośnikowych wzmacniacza zintegrowanego, a że zapewnia sygnał symetryczny (zbalansowany), warto więc do niego przyłączyć słuchawki z przewodem symetrycznym XLR trzy- lub cztero-pinowym (do testu używam Audeze LCD-3). Naturalnie do NA-BH1 można przyłączyć także słuchawki z przewodem zakończonym wtykiem typu mini-jack, ale albo jednym cztero-częściowym stereo 2,5 mm lub dwoma dwu-częściowymi mono 3,5 mm. Przy czym do gniazda 2,5 mm stereo muszą być podłączone specjalne czteroczęściowe jacki 2,5 mm, a nie takie, które mają też cztery części (np. do telefonów Nokia lub Apple), bo te mają inną budowę (kanał lewy, kanał prawy, uziemienie i mikrofon). Nie nadają się więc dla Olasonic. Tu musi być zastosowany przewód zbalansowany (na przykład TAKI albo TAKI), opisywany jako zakończony wtykiem 2,5mm-4. Słuchawki Final Sonorus również można zaopatrzyć w stosowny przewód symetryczny zakończony wtykiem 2,5mm-4 lub 2 x XLR (zobacz TUTAJ).


Wykaz wtyków, jakie akceptuje adapter Olasonic

Schemat różnych możliwych podłączeń do NA-BH1


Wrażenia ogólne i budowa
NA-BH1 zapakowany jest tradycyjnie dla Olasonic, czyli w nieduże, płaskie pudełko z białej, błyszczącej tektury. W środku, w kartonowych formach, znajduje się adapter. Producent dołącza jeszcze instrukcję obsługi - i to wszystko. Nieco dziwi brak przewodów głośnikowych, bo przecież adapter NA-BH1 należy podłączyć do terminali głośnikowych wzmacniacza, a zastosowanie tradycyjnych, długich kabli utrudnia życie i odsłuchy. Przydałyby się jakieś specjalne przewody przygotowane przez Olasonic o długości 20-30 cm (zobacz TUTAJ), bo przecież najczęściej adapter będzie używany przez użytkowników firmowych sprzętów Olasonic.

NA-BH1 to element serii Nanocompo, a więc jego wymiary i design są identyczne. Obudowa wykonana jest z perlistego, białego aluminium. Perfekcyjnie wycięta na obrabiarkach numerycznych CNC. Rozmiary obudowy odpowiadają trzem okładkom płyt typu Compact Disc - 149  x 46 x 149 mm (S x W x G). Masa 980 gram.

Na froncie dominują gniazda słuchawkowe – jest ich aż siedem. Po środku symetryczne XLR 4-pinowe oraz 2,5 mm dla wtyku typu jack, ale 4-częściowego symetrycznego, a nie tradycyjnego 3-częściowego. Po lewej i prawej stronie umieszczono po jednym symetrycznym gnieździe XLR 3-pinowym (dwa razy mono), a także dwa 3,5 mm dla wtyków jack 2-częściowych (mono). Jest jeszcze specjalne gniazdo 4-pinowe, które producent określa jako kątowe, LR zintegrowane (nie znam takiego wtyku).

Z tyłu przymocowano cztery pary solidnych terminali głośnikowych: dwie wejściowe (prawe i lewe) oraz dwie wyjściowe. Pomiędzy nimi umieszczono przełącznik aktywacji wyjść głośnikowych „pass-through". Wyłączony „nie puszcza sygnału” do wyjść głośnikowych, w tym trybie możliwe jest wyłącznie korzystanie z gniazd słuchawkowych. Aktywowany umożliwia odsłuchy na kolumnach (o ile są przyłączone odpowiednimi przewodami do terminali NA-BH1).

Urządzenie zostało w całości wyprodukowane w Japonii.



Z lewej wzmacniacz/DAC Olasonic Nano-UA1; z prawej adapter Nano NA-BH1

Zbliżenie na gniazda słuchawkowe


Obudowy wycięte są w aluminium precyzyjnymi obrabiarkami numerycznymi CNC



Zestaw Olasonic Nano-UA1 i Olasonic Nano NA-BH1


Terminale wejściowe i wyjściowe


Podłączone przewody głośnikowe łączą terminale głośnikowe wyjściowe wzmacniacza i wejściowe adaptera


Po środku przełącznik „pass-through"; po lewej terminale głośnikowe wyjściowe



Zamontowany słuchawkowy wtyk symetryczny XLR 4-PIN




W roli głównej słuchawki Audeze LCD-3


Wrażenia dźwiękowe
Podczas odsłuchów miałem do dyspozycji jedynie słuchawki Audeze LCD-3 (czytaj test TUTAJ) z kablem symetrycznym pasującym do opisywanego Nanocompo. Owszem, tylko jedna para słuchawek, ale za to konkretna. Miałem możność porównać brzmienie wyjścia słuchawkowego wzmacniacza Olasonic Nano-UA1, a także tego samego wzmacniacza z wprowadzonym sygnałem na terminale głośnikowe i dalej – do adaptera NA-BH1. Niestety, polski dystrybutor marek Olasonic i Final Inc., czyli Fonnex, nie sprowadził jeszcze do Polski przewodów zbalansowanych adresowanych dla słuchawek Sonorus i pasujących wtykami do NA-BH1 (czyli z tzw. wtykiem 2,5 mm-4). Ma to nastąpić niebawem, wówczas poszerzę opis odsłuchów.

Dla ścisłości opisu. Sekcja wzmacniacza mocy Nano-UA1 korzysta z tranzystorów klasy D Texas Instruments TPA3118, a wzmacniacz słuchawkowy wykorzystuje podwójny opamp Burr-Brown OPA2132. Amplifikacja sygnału odbywa się na nowatorskiej firmowej zasadzie SCDS (Super Charged Drive System). Można go porównać do zasady działania układu napędowego silnika hybrydowego (spalinowo-elektrycznego). Zewnętrzny ładunek elektryczny jest magazynowany w kondensatorze wysokiej mocy w okresach niskiego zapotrzebowania na prąd, a uwalniany w czasie podwyższonego w celu uzyskania większej mocy i dynamiki w sposób ciągły. Połączenie wzmacniacza cyfrowego wysokiej wydajności i dużej pojemności kondensatorów pozwala uzyskiwać zaskakująco wysoką wydajność – szczytowa moc dynamiczna jest znacznie wyższa niż by wskazywały parametry techniczne Nano-UA1: 2 x 13 Wat dla obciążenia 8 Ohm i 2 x 26 Wat dla 4 Ohm. W taki sposób maksymalna wydajność wzmacniacza oraz wysoki potencjał sygnału, po wyprowadzeniu sygnału na terminale głośnikowe, są bezpośrednio i symetrycznie przenoszone (po odpowiedniej transformacji w zewnętrznym adapterze Olasonic) na przetworniki słuchawek.

Jak ta powyższa zasada przekłada się na rzeczywiste wrażenia dźwiękowe przy zastosowaniu słuchawek? Muszę szczerze przyznać, że różnica pomiędzy dźwiękiem wyjścia słuchawkowego samego Olasonic Nano-UA1 a wyjściem XLR 4-PIN podłączonego doń adaptera jest duża i niepodważalna. Nie jest to jedynie jakaś subtelna, czy nieduża zmiana. Dźwięk z Olasonic NA-BH1 jest nie tylko silniejszy, żywszy i bardziej bezpośredni, ale również lepiej określony, mocniej narysowany, dobitniej odczuwalny. Jakby prawdziwszy, bardziej przestrzenny oraz rozbudowany. W stu procentach stereo. Pojawia się poczucie szerszej i głębszej sceny, instrumenty otrzymują większy ciężar, są mocniej wysycone, lepiej zorganizowane, mają dokładniejszą strukturę oraz wymiar. Podobna uwaga dotyczy wokali, stają się bliższe, bardziej kolorowe, mają szerszą skalę. Słychać piękną gładkość bez wypłukania, czyste brzmienie pozbawione szorstkości, pewnego rodzaju finezję i delikatność. Z kolei kontury dźwięków są rysowane pewniej i plastycznej, pojedyncze tony mają solidniejsze wypełnienie, otrzymują pewniejsze brzmienie, są bardziej zróżnicowane. Korzystniej zorganizowane.

Konkluzja
Można napisać, że adapter Olasonic przenosi słuchawki Audeze LCD-3 na wyższy poziom dźwięku, pozwala usłyszeć więcej, dalej i głębiej. Po prostu lepiej. Brzmienie to zaś jest pełnowymiarowe, wyraźniejsze, bardziej zdecydowane. Dopełnione, bo pozbawione wcześniejszych ograniczeń.

Na pewno każdy meloman zada sobie pytanie, czy dodatek kolejnego elementu jakim jest adapter słuchawkowy do wzmacniacza Olasonic Nano-UA1 ma ekonomiczny sens. Albowiem sam wzmacniacz kosztuje 3 000 PLN, zaś adapter kolejne 3 500 PLN. Do tego dochodzą jeszcze słuchawki koniecznie zaopatrzone w dodatkowy przewód symetryczny, też przecież nie tani. Czy taka inwestycja jest opłacalna? Z pewnością przyrost jakości dźwięku w takim układzie jest wysoki i nie podważalny, więc każdy musi sam sobie odpowiedzieć na powyższe pytanie. Moim zdaniem, prawdziwy słuchawkowy zwolennik powinien, a nawet ma obowiązek posłuchać nowy adapter Olasonic NA-BH1, bo jest to fascynujące urządzenie. 

Cena w Polsce - 3 490 PLN.

System odsłuchowy
Wzmacniacz zintegrowany, słuchawkowy i DAC: Olasonic Nano-UA1 (test TU).
Słuchawki: Audeze LCD-3 (test TU) zaopatrzone w przewód symetryczny zakończony wtykiem XLR 4-PIN.
Źródła: komputer Apple MacBook Pro, odtwarzacz płyt kompaktowych Musical Fidelity A1 CD-PRO i przetwornik cyfrowo-analogowy Musical Fidelity MX-DAC (test TU).
Przewody głośnikowe Hama o przekroju 2 x 2,5 mm, o długości 2 metry zakończone wtykami bananowymi Hama.
Interkonekty XLO UltraPLUS UP-1A-1M.

Dodatkowy zestaw porównawczy
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Audeze Deckard (test TU), Cayin C6 DAC (test TU), Taga Harmony THDA-500T (test TU) i Divaldi AMP-01 (test TU).


niedziela, 4 stycznia 2015

Wzmacniacz z DAC - Olasonic Nanocompo Nano-UA1



Nano-CD1 i Nano-UA1 na firmowej podstawce (zdjęcie ze strony Olasonic)



Wstęp
Jak już kiedyś pisałem, nomenklatura współczesnych urządzeń audio-stereo jest coraz to bardziej kłopotliwa, bo rzadko który sprzęt jest aktualnie przeznaczony jedynie do obsługi pojedynczej strefy użytkowej. Coraz częściej pojawiają się rozmaite kombajny łączące w sobie wiele funkcji i umiejętności (np. ostatni Hegel H160 to jednocześnie wzmacniacz zintegrowany, słuchawkowy i DAC). Olasonic Nano UA-1 jest równolegle wzmacniaczem zintegrowanym i słuchawkowym, a także pełnoprawnym przetwornikiem cyfrowo-analogowym, nie wystarczy więc napisać o nim jedynie „wzmacniacz zintegrowany”, bo to informacja niepełna. Dlatego tytuł niniejszego tekstu jest taki, a nie inny.

Polskim dystrybutorem marki Olasonic jest firma Fonex z Warszawy, doskonale już znana melomanom ze słuchawek Final Audio Design.

Olasonic
Olasonic to marka należąca to większego japońskiego przedsiębiorstwa Towa Electronic Co. Ltd., (zobacz TUTAJ), które od lat zajmuje się projektowaniem oraz wytwarzaniem zaawansowanych płytek i układów elektronicznych, a także całościowymi rozwiązaniami w dziedzinach oprogramowania i budowy układów. Kwatera Olasonic mieści się w Tokio, w dzielnicy Shinagawa, czyli tam, gdzie swoje siedziby ma wiele japońskich i międzynarodowych firm z dziedziny high-tech.

Olasonic na szersze wody wypłynęło stosunkowo niedawno, bo w roku 2011, kiedy zaprezentowano głośniki o symbolu TW-S7 i TW-S5. (zobacz TUTAJ). Są zasilane i sterowane przez wyjście USB komputera, zawierają nowatorskie wzmocnienie „Super Charged Drive System”. W skrócie system ten można przyrównać do zasady działania układu napędowego silnika hybrydowego (spalinowo-elektrycznego). Ładunek elektryczny z magistrali USB jest magazynowany w kondensatorze wysokiej mocy w okresach niskiego zapotrzebowania na prąd, a uwalniany w czasie podwyższonego w celu uzyskania większej mocy i dynamiki w sposób ciągły. Połączenie wzmacniacza cyfrowego wysokiej wydajności i dużej pojemności pozwala uzyskiwać zaskakująco wysoką wydajność w porównaniu z innymi głośnikami zasilanymi przez port USB. Dzięki temu głośniki TW-S7 mogą osiągnąć dynamiczną moc szczytową 2 x 10 Wat, zamiast 2 x 2,5 Wat, jak to dzieje się w tradycyjnych głośnikach USB.  Proszę zapamiętać tę nazwę „Super Charged Drive System”, bo pojawi się ona także przy wzmacniaczo-DACu Nano-UA1.

W maju roku 2013 Olasonic wprowadziło na rynek serię Nanocompo. Składa się ona z kilku komponentów: transportu CD Nano-CD1, przetwornika c/a i wzmacniacza słuchawkowego Nano-D1 oraz tytułowego Nano-UA1, czyli wzmacniacza i DACa w jednym. Wszystkie wersje oferowane są w kolorach białego aluminium lub czarnym. Jest jeszcze urządzenie sieciowe Nano-NP1 (zobacz TUTAJ), dostępne jednak wyłącznie w Kraju Kwitnącej Wiśni. Tylko tam można nabyć również specjalne podstawki i przewody, jak i firmowe słuchawki dokanałowe do Olasonic. Pod koniec listopada 2014 r. w Japonii zaprezentowano nowe wersje Nanocompo (zobacz TUTAJ): Nano-UA1a i Nano-DA1 zawierające możliwość dekodowania sygnałów DSD (Nano-UA1a) oraz obsługę plików hi-res przez wejście USB. Jak widać, Olasonic nie zasypia gruszek w popiele, tempo rozwoju ma imponujące.

Wrażenia ogólne i budowa
Nanocompo zapakowane jest typowo po japońsku, czyli schludnie, czytelnie i estetycznie. Biały kartonik skrywa urządzenie opatulone w powycinany twardy styropian oraz zasilacz impulsowy wraz przewodem zasilającym (w osobnym kartoniku). Oprócz tego jest pilot zdalnego sterowania, gwarancja oraz instrukcja użytkowania. Brak dodatkowych przewodów, adapterów, etc.

Jak sama nazwa serii (Nano) mówi, urządzenie nie jest zbyt duże, jest małe, a w zasadzie – malutkie. Ma gabaryty jak jakiś niewielki DAC lub przedwzmacniacz gramofonowy, a to przecież jest wzmacniacz zintegrowany! Ach, ta miniaturyzacja. Rozmiary 149 x 33 x 149 mm i masa 890 gram (bez zasilacza) mówią same za siebie. Położona na górną pokrywę okładka płyty kompaktowej niemalże całą ją przykrywa. Warto zwrócić uwagę, iż obudowa wykonana jest z czystego aluminium w kolorze perłowo-platynowej bieli. Bardzo efektownie to wygląda. Obudowa została odlana z aluminium - precyzja odlewu i jakość wykonania są klasy premium. Kostka Olasonic prezentuje się rewelacyjnie.

Na aluminiowym froncie, z prawej strony zamontowano niewielkie pokrętło głośności, zaraz przy nim białą diodę. Kiedy sterować wzmocnieniem z poziomu pilota zdalnego sterowania (zaraz do niego wrócę), dioda miga białym światłem sygnalizując przybierający lub spadający poziom głośności. Z kolei, jeżeli sterować wzmocnieniem za pomocą gałki, biała dioda jest nieaktywna. Inteligentne rozwiązanie. Zaraz obok białej diody, umieszczono dwie czerwone – pierwsza odpowiedzialna jest za sygnalizowanie trybu „Mute” (dostępny z panelu frontowego lub z pilota) lub wzmocnienie basów „Bass Boost” (dostępne tylko z pilota). Na środku płyty czołowej znajduje się gniazdo słuchawkowe 3,5 mm. Po lewej skrajnej stronie zamontowano włącznik/wyłącznik sieciowy (kiedy sprzęt jest wyłączony świeci się czerwona dioda nad włącznikiem). Tuż przy przycisku zasilania umieszczono klawisz wyboru źródła. Aktywne wejście źródła sygnalizowane jest kolejną odpowiednią białą diodą (są cztery wejścia, więc i cztery diody – trzy wejścia cyfrowe: USB, S/PDIF elektryczne i optyczne oraz jedno analogowe na mały jack).

Pilot zdanego sterowania to mała plastikowa płytka z membranowymi przyciskami. Wspólny jest dla wszystkich urządzeń Olasonic. Ma sekcję obsługi dla odtwarzacza CD i wzmacniacza. Obsługuje wszystkie ich funkcje. Wzmocnienie basów „Bass Boost” możliwe jest wyłącznie z poziomu sterownika zdalnego sterowania.

Na panelu tylnym umieszczono cztery wejścia (trzy cyfrowe i jedno analogowe mini jack). Wejścia cyfrowe S/PDIF elektryczne akceptuje rozdzielczość sygnału do 24-bit/192 kHz, a S/PDIF optyczne i USB do 24-bit/96 kHz. Dzięki temu w przyłączanym komputerze nie ma potrzeby instalowania dodatkowych sterowników. Po lewej stronie tylnej płyty zamontowano dwie pary terminali głośnikowych – są niewielkie, lecz bez problemu przyjmują wtyki bananowe. Sprzęt stoi na czterech gumowych nóżkach oprawionych w aluminiowe oprawki.

Wewnątrz z ważniejszych komponentów trzeba zwrócić uwagę na konwerter c/a. Jego kość to Burr-Brown PCM1792 w połączeniu z odbiornikiem Burr-Brown SRC4392 firmy Texas Instruments. Ponowne taktowanie odbywa się poprzez kompensację temperatury oscylatora kwarcowego o nazwie TXCO. Sekcja wzmacniacza mocy Nano-UA1 korzysta z tranzystorów klasy D Texas Instruments TPA3118, a wzmacniacz słuchawkowy wykorzystuje podwójny opamp Burr-Brown OPA2132. Amplifikacja sygnału odbywa się na firmowej zasadzie SCDS (Super Charged Drive System), o której pisałem już wcześniej. Przypomnę, iż można go porównać do zasady działania układu napędowego silnika hybrydowego (spalinowo-elektrycznego), zewnętrzny ładunek elektryczny jest magazynowany w kondensatorze wysokiej mocy w okresach niskiego zapotrzebowania na prąd, a uwalniany w czasie podwyższonego w celu uzyskania większej mocy i dynamiki w sposób ciągły. Połączenie wzmacniacza cyfrowego wysokiej wydajności i dużej pojemności kondensatorów pozwala uzyskiwać zaskakująco wysoką wydajność – szczytowa moc dynamiczna jest znacznie wyższa niż by wskazywały parametry techniczne Nano-UA1: 2 x 13 Wat dla obciążenia 8 Ohm i 2 x 26 Wat dla 4 Ohm. Tyle mówi teoria, teraz trzeba sprawdzić to w praktyce – pora na odsłuch!



Opakowanie jest schludne i solidne

Olasonic Nano-UA1 wykonany jest z efektownego aluminium z połyskiem perłowo-platynowym


Pilot zdalnego sterowania

Estetyczne wytłoczenia na górnej pokrywie

Rozmiar górnej obudowy jest nieznacznie większy od opakowania płyty kompaktowej

Włącznik/wyłącznik sieciowy


Selektor źródeł i białe diody sygnalizujące aktywne wejście

Funkcja Bass Boost, aktywować ją można wyłącznie z poziomu pilota zdalenego sterowania

Pokrętło głośności; kiedy sterować wzmocnieniem z pilota, aktywuje się biała dioda, która miga podczas wzmacniania

Trzy wejścia cyfrowe i jedno analogowe

Terminale głośnikowe

Nakrętkę można odkręcić; jak widać, terminal akceptuje nawet dość grube przewody

Wnętrze, zdjęcie ze strony Olasonic

Rysunek obrazujący zasadę działania amplifikacji „Super Charged Drive System”

Od góry, do dołu: słuchawki (widoczny fragment) Audeze LCD-XC, Olasonic, Hegel H160, tuner Yamaha T-550, Hegel H100 i kondycjoner ISOL-8 MiniSub Wave; po lewej (fragment) Cayin MT-35 S

Mały Olasonic Nano-UA1 i wielki Hegel H160

Mały Olasonic zasila duży system; kolumny to Vienna Acoustics Mozart Grand i Guru Audio Junior

Źródło to odtwarzacz plikowy iBasso DX50 - sygnał wyprowadzany jest kablem cyfrowym elektrycznym do wewnętrznego DACa Nano-UA1


Kolumny Amphion Ion+


Kolumny Taga Harmony Platinium One


Kolumny Guru Audio Junior

Porównanie ze wzmacniaczem cyfrowym NuForce DDA-100

MacBook Pro Apple i Olasonic to zestaw "Plug and Play"

Po przyłączeniu Nano-UA1 do komputera, w ustawieniach należy wybrać odpowiednie wyjście

Z tyłu: słuchawki Audeze LCD-XC; na przedzie: Polk Audio Hinge i AKG K545


AKG H545 i Polk Audio Hinge


Po lewej stronie komputera - wzmacniacz słuchawkowy i DAC Cayin C6

Odsłuchy na Audeze LCD-XC i Hegel H160



Wrażenie odsłuchowe
Do Olasonic Nano-UA1 podłączałem cztery pary kolumn: trzy podstawkowe Guru Audio Junior, Amphion Ion+ oraz Taga Harmony Platinium One i parę podłogowych Vienna Acoustics Mozart Grand. Słuchawki to: Audeze LCD-XC, Sennheiser HD650, AKG K545, Polk Audio Hinge oraz Harman Kardon CL. Wzmacniacze zintegrowane to: NuForce DDA-100, Taga Harmony THA-700B oraz Cayin MT-35 T, a także Hegel H160. Wzmacniacze słuchawkowe to: Musical Fidelity X-Can v.3 (wraz z zasilaczem ULPS firmy Tomanek), iFi micro iDSC oraz Cayin C6, jak i również Hegel H160. Komputer to MacBook Pro, serwis streamingowy - WiMP HiFi. Pełna lista urządzeń towarzyszących dostępna jest na końcu niniejszego tekstu.

Mówiąc szczerze, przyłączając pierwszy raz kolumny do wzmacniacza, nie za bardzo wiedziałem jakiego brzmienia spodziewać się. W końcu te 2 x 13 Wat mocy (przy obciążeniu 8 Ohm) oraz mikre rozmiary Nano-UA1 napawały mało optymistycznie, choć wcześniejsze testy słuchawek Audeze LCD-XC (czytaj TUTAJ) przy jego użyciu mówiły coś wręcz odwrotnego, bo Olasonic wypadł tu bardzo dobrze. Ale jak poradzi sobie obciążeniem pełnowymiarowych głośników? Oczywiście, nie spodziewałem się huraganu dźwięku, ale rezultat okazał się być całkiem niezły. Nano-UA1 oferuje bardzo precyzyjne brzmienie, świetnie poukładaną przestrzeń, niezłe nasycenie tonalne, przyjemny, bo fizjologiczny dźwięk, a także wyraźne różnicowanie poszczególnych instrumentów i wokali, czyli selektywność. Takie przymioty mogą być nie lada zaskoczeniem, przy uwzględnieniu faktu, iż ma się do czynienia z urządzeniem kosztującym poniżej 3 000 PLN. Powtórzę, więc: precyzja i selektywność są zdecydowanie wysokiej próby - z typowym japońskim sznytem. Olasonic bardzo dobrze ujawnia niuanse i detale nagrań, a czyni to w sposób naturalny i bez wysiłku. Kiedy potrzeba przekazać więcej informacji o drgających strunach, czy powietrzu wokół perkusji, Nano-UA1 po prostu to robi. Owszem, nie ma tu takiej finezji, jaką mają znacznie droższe wzmacniacze, lecz i tak japoński maluch jest wielce dokładny. Ponadto dysponuje bardzo przyjemną, wręcz relaksacyjną barwą – jest organiczna, lekko ciepła, ale nie słodka. Kusząca pastelowymi kolorami.

Ważna uwaga. Wszelkie te powyższe zjawiska są obecne przede wszystkim w skali mikro, zaś w skali makro – mniej. A to z tej przyczyny, że Olasonic z racji niewielkiej mocy (nawet przy uwzględnieniu firmowego „Super Charged Drive System”) nie jest demonem wysokiej energii i eksplodującej dynamiki na wyższych poziomach głośności (słuchany z kolumn głośnikowych). Można dźwiękiem ze wzmacniacza nasycić optymalnie jakieś 15 – 20 m2 powierzchni odsłuchowej. Do poziomu głośności do połowy skali potencjometru wszystko jest OK, potem zaczynają się pojawiać lekkie kompresje. (BTW. Warto przyłączać do Nano-UA1 wysoko skuteczne kolumny > 90 dB, ja podczas testu takimi nie dysponowałem). Oczywiście, nikt rozsądny nie będzie małym Olasoniciem nagłaśniać dyskoteki, lecz warto mieć świadomość jego ograniczeń. Przy normalnych, codziennych odsłuchach zapasy mocy UA-1 są całkowicie wystarczające. Nie do jakiegoś tam „plumkania” w tle, ale do wiarygodnego słuchania muzyki na rozsądnym poziomie głośności. Dźwięk jest soczysty i żywy. Mi najbardziej przypadło do gustu połączenie Olasonic z kolumnami podstawkowymi Guru Monitor Junior oraz Amphion Ion+ używane jako monitory bliskiego pola. Było tu najwięcej synergii i symbiozy w brzmieniu. To plastyczny i spójny dźwięk, poparty niezłym basem oraz sugestywną sceną.

Wypada również napisać kilka słów o harmonii tonalnej. Poszczególne zakresy są proporcjonalne, żaden nie nachodzi na inny, są wiarygodnie kreślone i subiektywnie odczuwalne jako harmonijne. Owszem, niskie tony nie mają zbyt dużej mocy i dynamiki, ale są punktualne i szybkie. Krągłe i sprężyste. Można pokusić się o użycie funkcji „Bass Boost” we wzmacniaczu – wówczas wolumen i głębia niskich tonów są wyższe i obfitsze. Po prostu basy stają się lekko podkręcone, niemniej jednak jest to odbierane jako naturalne, nie czuć sztuczności, czy zbytniej cyfrowej ingerencji. W moim przekonaniu, lepiej jednak słuchać bez aktywowanego „Bass Boost”, bo wówczas dźwięk jest bardziej naturalny, regularny i kształtny. Tak, czy inaczej, producent ostateczny wybór pozostawia użytkownikowi, dobrze, więc, że wyposażył Nano-UA1 w taką funkcję – jest to spora wartość dodana sprzętu (na pewno „Bass Boost” lepiej sprawdza się przy słuchawkach, niż przy odsłuchach na kolumnach). A skoro wspomniałem już o słuchawkach, rozwinę ten temat w kolejnym akapicie.

Olasonic jako wzmacniacz słuchawkowy sprawdza się wprost pierwszorzędnie, przede wszystkim gra z większą odczuwalną energią  i efektywnością niż z kolumn. Gra żywiej i dynamiczniej nie tylko w skali mikro, ale także makro. Bardzo przyjemna jest tu naturalność brzmienia i aksamitna gładkość; barwy są lekko ciepłe, lecz niewątpliwie mieszczą się w marginesie prawdy. Nano-UA1 nie ma tendencji nadmiernego koloryzowania. Pokazuje barwy jako soczyste, dobrze doświetlone, a przy tym czyni to precyzyjnie i selektywnie. Obfitość tonalna jest fantastyczna. Przekaz jest lekki, ale nie odchudzony, bo instrumenty mają poprawne dociążenie, a równolegle nie są za ciężkie. Są proporcjonalne. Droższe wzmacniacze słuchawkowe oczywiście pokażą dokładniej drugi i trzeci rząd tonalny, zajrzą głębiej i bardziej analitycznie w strukturę nagrań, ujawnią więcej drgającego powietrza niż Olasonic, lecz prawdę mówiąc, pomimo, iż ten jest propozycją stricte budżetową, to należy przyznać, że ze swoich funkcji oferowania zdrowego i eufonicznego dźwięku z dużą dozą precyzji wywiązuje się doskonale. Tym bardziej, że poprawnie steruje wszelkimi słuchawkami: od testowych najtańszych Harman Kardon CL, poprzez Sennheiser HD650 i HiFiMan HE-300, aż do magnetoplanarnych Audeze LCD-XC. Te ostatnie zresztą nie są zbyt wymagające względem amplifikacji, lecz na pewno z Olasonic zagrały o wiele lepiej niż z przenośnych wzmacniaczy słuchawkowych (o smartfonach nie wspominając). Mogę zaryzykować nawet twierdzenie, że Audeze LCD-XC z Nano UA-1 ujawniają jakieś 90 – 95 % swojego potencjału brzmieniowego, a to naprawdę sporo. Niestety, podczas testu nie miałem na podorędziu słuchawek Final Audio Design Pandora Hope IV i VI, a jak wydaje się, te byłyby najlepszym kompanem dla Olasonic z racji równie małych (co Audeze) wymagań względem mocy amplifikacji popartych niską ich opornością 8 Ohm.

Podsumowanie
1. Olasonic Nanocompo Nano-UA1 to wzmacniacz zintegrowany i słuchawkowy, a także przetwornik cyfrowo-analogowy zamknięte w jednej, niewielkiej obudowie z czystego, odlewanego aluminium w kolorze białej perły (producent określa tą barwę jako "platynowa biel"). Design, konstrukcja oraz wykonanie reprezentują klasę premium. Japońską klasę.

2. Nano-UA1 jest częścią większej serii Nanocompo, do której należą także transport CD, osobny DAC oraz urządzenie sieciowe (dostępne póki co wyłącznie w Japonii). Nanocompo to także kilka par przewodów oraz podstawek (tylko w Japonii).

3. Nano-UA1 oferuje bardzo precyzyjne brzmienie, świetnie poukładaną przestrzeń, niezłe nasycenie tonalne, przyjemny, bo fizjologiczny dźwięk, a także dobre różnicowanie poszczególnych instrumentów i wokali, czyli selektywność. Przekaz jest aksamitny, wręcz gładki, doskonale ujawniający istotę muzyki.

4. Kiedy przyłączyć kolumny do Olasonic, najwięcej precyzji tonalnej można odnaleźć w skali mikro, zaś w skali makro jedynie do pewnego pułapu. Taka cecha świetnie sprawdza się, kiedy stosować Nano-UA1 jako nagłośnienie nabiurkowe lub w niezbyt dużym pokoju. W większych pomieszczeniach, dźwięk może wydawać się odchudzony (przy wyższych pułapach głośności). Z kolei Olasonic jako wzmacniacz słuchawkowy sprawdza się doskonale. Przede wszystkim gra z większą odczuwalną energią niż z kolumn. Gra żywiej i dynamiczniej nie tylko w skali mikro, ale także makro. Bardzo przyjemna jest tu naturalność brzmienia i aksamitna gładkość, barwy są lekko ciepłe, ale nie zbyt podgrzane, czy osłodzone. Są fizjologiczne, są precyzyjne. 

5. Japończycy z Olasonic zaoferowali urządzenie, które może stać się dużym przebojem rynkowym (w Japonii już jest), a to z racji kapitalnego wyglądu, multi-funkcjonalności oraz rasowego dźwięku z dużą selektywnością oraz piękną naturalną barwą. Mnie to całkowicie przekonuje. Szczerze polecam posłuchać!

6. Cena Nano-UA1 w Polsce w czasie pisania recenzji była jeszcze nieustalona. W USA to 800 USD (zakup możliwy tylko na terytorium USA).

Edycja z dnia 29 stycznia: polski internetowy sklep Olasonic jest już aktywny. Kliknij TUTAJ.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Hegel H100 (test TU), Ming Da MC88-C (test TU), Cayin MT-35 S, NuForce DDA-100 (test TU), Taga Harmony HTA-700B (test TU) oraz Dayens Ampino (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Guru Audio Junior, Polk Audio TSx550T (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU), Amphion Ion+ (test TU), Pylon Topaz 15 i Studio 16 Hertz Canto Two (test TU)
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, NuForce Air DAC (test TU), Audinst HUD-mx2 (test TU) oraz M2Tech Young DAC z zasilaczem akumulatorowym M2Tech Palmer Power Station (test TU), a także iFi iDSD.
Komputery: McBook Apple i Toshiba Satellite S75.
Gramofon: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nagaoka MP-110 (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Pro-Ject Phono Box RS, Arrow 1ARC (test TU) i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Słuchawki: Audeze LCD-XC, Polk Audio Hinge, Harman Kardon CL (test TU), Final Audio Design Adagio V (test TU), HiFMan HE-300 (test TU), Sennheiser HD438, Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream (test TU), AKG K545 (test TU), Sennheiser PX100 i Koss PortaPro (test TU), a także douszne EarPods Apple.
Wzmacniacze słuchawkowe: Musical Fidelity X-Can v.3 (test TU) z zasilaczem ULPS Tomanek (test TU), Olasonic Nanocompo Nano-UA1, Taga Harmony HTA-700B, iFi micro iDSD i Ming Da MC66-AE (test TU).
Okablowanie: Xindak serii Silver (test TU), Audiomica Laboratory, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Komplet okablowania i listwy zasilające Furutech.
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Kondycjoner pasywny ISOL-8 MiniSub Wave (test TU).