Polpak

EIC

Rafko

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xavian XN 125 ES. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Xavian XN 125 ES. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 stycznia 2012

Wzmacniacz Ibuki-Amplifier firmy Musica




Wstęp
Nigdy nie przypuszczałem, że będzie mi dane pisać o tak nietypowym urządzeniu jak Ibuki-Amplifier. Jego gabaryty są niezwykle małe - wygląda najwyżej na przedwzmacniacz gramofonowy lub ewentualnie mały DAC. Na pewno nie ma prezencji prawdziwego, normalnego wzmacniacza, a zabaweczki. Moja pierwsza myśl, po wyjęciu go z pudełka to - o, jaki ładny - szkoda malucha, bo zaraz polegnie z kretesem w konfrontacji z Heglem H200, którego właśnie testowałem oraz, że, po wpięciu do niego kolumn podłogowych Vienna Acoustic Mozart Grand „udusi się” biedaczek nimi. Nic bardziej mylnego, proszę Państwa! Ale od początku.





Musica Corporation
Ibuki jest produkowany przez japońską firmę Musica Corporation, która, jak do tej pory, mało znana jest w Polsce, a posiadająca w swojej ofercie dużo sprzętu hi-fi. Ibuki-Amplifier przynależy do serii, do której zaliczają się także przedwzmacniacz gramofonowy oraz DAC zamknięte w takich samych małych obudowach jak Ibuki. Oprócz tego w Musica produkowanych jest wiele innych sprzętów audio o bardziej klasycznych rozmiarach, a zdobionych japońską symboliką. Główna siedziba przedsiębiorstwa mieści się w Sekigahara, będący częścią miasta Ogaki (prefektura Gifu) - niedaleko wysokich gór oraz malowniczego szczytu o nazwie …Ibuki o wysokości 1 377 m n.p.m.



Budowa - kilka słów 
Jak napisałem we wstępie, Ibuki jest śliczny. Przypomina dużą podłużną czarną kostkę wykonaną z czystej laki. Na górnej pokrywie znajdują się złocone malunki (przypominające inkrustacje)  kwiatków, listków oraz nazwa wzmacniacza i kilka japońskich symboli. Na froncie umieszczono pokrętło potencjometru zamontowane na drewnianej płytce z widocznym usłojeniem. W tejże płytce wkomponowano mały hebelkowy selektor dwóch wejść oraz włącznik sieciowy w jednym. Z tyłu jest bardzo mało miejsca, ale konstruktorom udało się tam umieścić dwie pary bardzo porządnych metalowych terminali głośnikowych, dwie pary złoconych gniazd RCA oraz wtyk sieciowy (zakręcany) zewnętrznego zasilacza. Do wzmacniacza dołączana jest podkładka z czarnego polerowanego marmuru ze złotym grawerunkiem. Piękna rzecz.

Ibuki-Amplifier, jak pisze producent, to wzmacniacz o czysto analogowej budowie – bez procesu wzmacniania cyfrowego. Osobny zewnętrzny zasilacz ma odseparowywać urządzenie od szumów cyfrowych. Deklarowana moc wzmacniacza to 2 x 20W.





Dźwięk
Maciupeńki, niezbyt silny wzmacniacz i duże kolumny podłogowe Vienna Acoustic Mozart Grand – czy to może dobrze zagrać? Otóż może! Po podłączeniu interkonektami odtwarzacza płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO (i głośników, oczywiście), a następnie po przełączeniu mikroskopijnego hebelka na właściwe ustawienie do uszu dociera bardzo pełny dźwięk, wielce nasycony nutami, gęsty i harmonijny, z nieprawdopodobnie dużym i obfitym basem. Szlachetny. Czary, czy co? Po większym odkręceniu potencjometru dźwięk nadal zachowuje się nadzwyczaj poprawnie – nic nie buczy, wzmacniacz trzyma całkowitą kontrolę nad kolumnami. Bardzo zwraca uwagę prawdziwość odwzorowywania basu, kontrabas brzmi jak prawdziwy kontrabas, struny drgają i przekazują niskie tony powietrzu. Dawno nie słyszałem tak wiernego „double bassu”.

Dźwięk jest bardzo przyjazny i miły, bez skrępowania budujący szeroką scenę – z rozmachem i odpowiednią detalicznością. Bardzo ładnie, niczym dobra lampa 300B, filtruje średnicę od innych podzakresów i ładnie wypycha ją trochę do przodu, przez co wokale odbierane blisko i czysto, z właściwymi emocjami i prawdziwą słodyczą - choć, w związku z tym, z lekko zaburzoną naturalnością. Co istotne, cały dźwięk jest bardzo kulturalny, o wysokiej jakości – charakterystyczny dla urządzeń zbliżonych do sfer high-endu. Czarujący.

Zestawienie z kolumnami
Wzmacniacz podłączałem do różnych kolumn – zarówno monitorów, jak i podłogówek. Na przykład z podstawkowymi Klipsch Synergy B2 było całkiem nieźle, ale to nie była ta wysoka jakość i pełnia dźwięku jak w zastawieniu z Viennami. Z innymi monitorami – Usher S520 było już znacznie lepiej, choć dalej nie do końca przekonująco. Myślę, że szkoda „psuć” Ibuki mezaliansem głośników z niższych sfer, bo on, jako arystokrata, zasługuje wyłącznie na towarzystwo klasy wyższej. Z dużymi kolumnami Harpia Acoustics  300B Mini lub Vienna Acoustics Mozart Grand – było wspaniale i detalicznie, z rozmachem i z precyzją, spektakularnie, lecz czuć, że te głośniki stać by było na jeszcze więcej (z innym wzmacniaczem). Bardzo dobrze Ibuki zagrał także z monitorami Xavian XN 125SE (recenzja TU), które mają bardzo dojrzałe i rozbudowane brzmienie, a są wymagające – wzmacniacz z wielką klasą je wysterował i opanował, przekaz okazał się być bardzo obszerny i spójny, z dużym basem i nisko schodzącym, czasami jedynie przy wyższych poziomach dźwięku czasami tracący z lekka kontrolę.  Podsumowując, uważam, że warto próbować podłączać Ibuki do dużych kolumn, a niekoniecznie do monitorów, które paradoksalnie najczęściej do prawidłowego odwzorowania dźwięku potrzebują dużo prądu, dopiero wówczas ukazują cały swój potencjał. Inaczej jest w przypadku podłogówek, które wyposażone są w głośniki niskotonowe o dużej średnicy – aby uzyskać z nich odpowiednie nasycenie i zejście basu wcale nie trzeba dużo mocy i co istotne, nawet przy niewielkim poziomie głośności można uzyskać pełnozakresowy dźwięk. To, co piszę, to nie herezja, a obserwacje własne poparte tezami pana Koji Okazaki – głównego konstruktora kolumn Soavo firmy Yamaha. I choć, stoi to w sprzeczności z powyższymi uwagami, to ostatecznie najbardziej do gustu przypadło mi połączenie Ibuki plus Xavian XN 125 SE, a następnie Vienna Acoustics Mozart Grand oraz Harpia Acoustics 300B Mini.




Konfrontacji z kolumnami Harpia Acoustics 300B Mini oraz Xavian XN 125SE dokonałem dzięki uprzejmości salonu audio Premium Sound w Gdańsku. 

David kontra Goliat
Tak, jak napisałem w zapowiedzi testu, postanowiłem porównać ze sobą bezpośrednio wzmacniacze Ibuki i Hegel H200 (recenzja TU). Zestawienie, z pozoru całkowicie nieuprawnione to przyniosło bardzo pozytywne niespodzianki. Hegel gra bardzo mocno, muskularnie, lecz nie agresywnie, z polotem i detalicznością, z dużą masą i mnóstwem dźwiękiem, ale przy okazji bardzo przyjemnie. To trudny zawodnik do pokonania, więc Ibuki-Amplifier nie miał łatwego zadania. Ale w tym porównaniu „japończyk” poradził sobie nadzwyczaj dobrze – jego sposób budowania sceny - niesłychanie obszernej i głębokiej oraz perfekcyjnie zorganizowanej, wyznaczył bardzo wysoki pułap jakościowy. Warto zwrócić uwagę, że Ibuki ma tak wciągający i angażujący emocjonalnie dźwięk, że wprost trudno się od niego uwolnić, tak jest hipnotyzujący. Ach, te namacalne basy i nieprawdopodobnie dźwięczne tony! Rewelacja w każdym względzie. Ibuki gra bardzo przymilnie – jak świetna lampa, ciepło, ale i z olbrzymią ilością szczegółów. Niestety, Hegel H200 swą wysokim poziomem i kulturą gry z lekka „przykrył” malucha, a powyżej pewnych poziomów głośności – zostawiał w tyle mięsistością i realizmem barw. Podsumowując, Ibuki to czysta przyjemność odsłuchów, dojrzałość i pełna scena, a Hegel wielka moc, niesamowita precyzja i szczegółowość. Trzeba ponadto mieć na uwadze, że Ibuki-Amplifier kosztuje około 4 000 zł, a Hegel – 15 000 zł.





Konkluzja
Ibuki-Amplifier gra naprawdę nieźle, a uwzględniając jego mikroskopijne rozmiary – wspaniale. Bezkompleksowo przekazuje całą paletę dźwięków, gęsto, dobitnie i namacalnie. Posiada referencyjną barwę przekazu, kapitalnie ukazuje przestrzenność nagrań. Bardzo ładnie rysuje bas – sprężyście i wiernie, świetnie oddaje wokale – w sposób wiarygodny i emocjonalny, z ciepłem i z wysublimowaniem. Zasłużona rekomendacja!

Najlepiej zestawić go z dużymi kolumnami podłogowymi, (ale nie z za dużymi – optymalne to kompaktowe rozmiary) - o ile pomieszczenie odsłuchowe to nie będzie hala w lofcie, a normalny pokój około 25-30 m2.

Ibuki-Amplifier z porównania z norweskim gigantem Hegel H200 wyszedł obronną ręką i bez wstydu, choć ten drugi okazał się być bardziej naturalny i przejrzysty, lecz słodycz i przyjemność odsłuchów to na pewno duża i niezaprzeczalna zaleta całościowo wspaniałego Ibuki.  

System testowy
Źródła: odtwarzacz płyt CD – Musical Fiedlity A1 CD-PRO, serwer muzyczny – Olive 04HD, gramofon – Clearaudio Emotion
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Harpia Acoustics 300B Mini, Xavian XN 125 SE, Usher S-520 i Klipsch Synergy B2
Wzmacniacze: Accuphase E-213, Hegel H200 i Yaqin MC-100B
Kable: różne

piątek, 6 stycznia 2012

Wzmacniacz zintegrowany Adagio Amp Pi




Wstęp
Po raz pierwszy mam sposobność opisywać coś tak wyjątkowego i nietypowego jak wzmacniacz Adagio Amp Pi, bo geneza jego powstawania, parametry techniczne, a także sposób gry czynią go niepowtarzalnym…, ale po kolei.
Urządzenie jest zbudowane przez konstruktora z Gdyni - pana Piotra Żurawskiego, który jest z wykształcenia elektronikiem, ale wiele lat spędził pracując jako specjalista od nagłośnienia oraz akustyki w wielu studiach nagraniowych i scenach w Wielkiej Brytanii. Jednocześnie rozwijał i ciągle udoskonalał program budowy różnych wzmacniaczy (oraz kolumn) przeznaczonych do celów estradowych i profesjonalnych. Adagio Amp Pi jest pierwszym urządzaniem jego manufaktury asygnowanym do użytku domowego. Publiczna premiera miała miejsce podczas ubiegłorocznej, listopadowej wystawy Audio Show w Warszawie.


Informacja ze strony producenta
Pozwalam sobie wkleić poniżej tekst z firmowego materiału reklamowego, w którym producent - "Adagio Sound" dokładnie pisze o projekcie, budowie i idei całego przedsięwzięcia:

 „Wzmacniacz Adagio Amp Pi powstał w wyniku poszukiwania bezkompromisowego toru odsłuchowego w studio nagraniowym „Adagio Sound”. W toku kilkuletnich prób przesłuchaliśmy wiele urządzeń audiofilskich oraz zawodowych, jednak dopiero własne konstrukcje, w których zastosowaliśmy bezkompromisowe podejście do jakości i sposobu aplikacji elementów, pozwoliły usłyszeć dźwięk o oczekiwanej wierności przekazu.



W trakcie realizacji nagrań, słuchając surowego nieskompresowanego dźwięku, potrzebny jest duży zapas mocy, toteż oprócz przezroczystości sonorystycznej równie ważna jest prawie nieograniczona wydajności prądowa. Niskoszumny transformator toroidalny wraz z szybkimi diodami i kondensatorami klasy militarnej, tworzą solidny zasilacz. Całkowicie symetryczna konstrukcja oraz praca w trybie mostkowym zapewnia znakomicie niski poziom szumów oraz odporność na zakłócenia zewnętrzne.  Bloki mocy wykonane są techniką point-to-point, wykorzystując przewodniki o przekroju do 12mm2, co 10 krotnie zmniejsza oporności montażowe niż jest to osiągalne z cienką warstewką folii miedzianej obwodu drukowanego. Aby dodatkowo zminimalizować kompresje mocy transjentów muzycznych, wprowadziliśmy przewód sieciowy bezpośrednio, pomijając wtyk i gniazdo EiC. Dzięki wystudiowanej koncepcji zasilacza,  wzmacniacz Adagio Amp Pi jest niepodatny na zmiany rodzaju przewodu sieciowego (pod warunkiem zachowania właściwego przekroju przewodników).

Początkowo wzmacniacz Adagio Amp Pi posiadał tylko symetryczne wejście XLR do współpracy z urządzeniami studyjnymi. Aby rozszerzyć jego uniwersalność dołożyliśmy sekcję regulatora głośności działającego na wejściu niezbalansowanym RCA. Dzięki temu obecnie wzmacniacz może współpracować z dowolnym źródłem sygnału. 

Podobnie jak z samochodem wyścigowym, który może być źródłem przyjemności, ale również kłopotów – tak i tutaj potrzeba rozwagi. Dla zmniejszenia możliwości uszkodzenia głośników nieprzystosowanych do przyjęcia 3kW transjentów, zastosowaliśmy tłumik sygnału działający na wejściu RCA. Posiadając odpowiedniej mocy zestawy głośnikowe, można go wyłączyć, czego jednak nie zalecamy dla standardowych kolumn domowego użytku, zwłaszcza tych o efektywnościach poniżej 88dB i małych głośnikach niskotonowych. Można by się zastanawiać, po co zatem tak wielki zapas mocy, której być może nigdy nie użyjemy? Otóż dzięki temu zapasowi Adagio Lamp Pi operując mocą p.n. około 200W Rams, gra niezwykle swobodnie i całkowicie ‘na luzie’, cały czas będąc gotowym do oddania transjentów 600W/8 Ohm aż do 1000W/Ohm. Dzięki tej rezerwie zachowana jest pełna kontrola nad każdym aspektem przedstawienia muzycznego: bas, soliści, transjenty oraz gęsta faktura współbrzmień instrumentów wraz z pogłosami sali, wszystko jest doskonale czytelne i spójne w obrazie dźwiękowym. Granice jakości tego spektaklu wyznacza jakość źródła sygnału i rzetelność realizacji nagrania”.

Budowa
Pierwsze, co zwraca uwagę, to niepospolita waga 35 kg – trzeba, więc mieć trochę krzepy, aby podnieść, przenieść wzmacniacz i następnie ustawić go na półce! Duża masa i zdecydowany, groźny wygląd od razu sugerują, że Adagio Pi nie opowiada bajek, a służy do mocnego grania i nie zna słowa – kompromis, co do sposobu i poziomu wysterowania głośników.  Forma i wykończenie wzmacniacza są bardzo surowe, ascetyczne wręcz, ale schludne i logiczne. Na panelu przednim przykuwa wzrok wielki napis z nazwą modelu, a nad nim umieszczona duża gała potencjometru z małą zieloną diodą sygnalizującą aktywny tryb pracy. Moim zdaniem, te dwie sprawy są konieczne do poprawienia. Niepotrzebnie jest wymalowany aż tak wielki napis - o wiele lepiej komponowałaby się niewielka tabliczka z grawerunkiem lub sam grawerunek na przedniej płycie.  Podobna uwaga dotyczy gałki potencjometru – zastosowanie bardziej estetycznej bardzo by poprawiło design, w końcu przecież sprzętu do domowego użytku, a nie do studyjnego.
Po bokach urządzenia przykręcono wielkie radiatory, – jeżeli osiągną temperaturę wyższą niż 40 st. C, automatycznie włącza się wentylator zamontowany z tyłu. Wentylator może być włączony także ręcznie za pomocą odpowiedniego włącznika.



Jak już wspominałem, pierwotnie wzmacniacz został zaprojektowany, jako urządzenie studyjne, a w zasadzie, jako silna końcówka mocy do wykorzystywania profesjonalnego, a dopiero po pewnym czasie konstruktor dostosował sprzęt do użytku domowego. Pierwsze wersje nie miały możliwości wzmacniania siły głosu oraz nie było wyjść RCA - Adagio Pi posiada już te usprawnienia. Cały tor wewnątrz jest w pełni symetryczny – sygnał można doprowadzić albo poprzez gniazda XLR lub RCA – z tyłu znajduje się przełącznik. Warto zwrócić uwagę na to, że kabel sieciowy (pięcio żyłowy Lapp z wtykiem Bals) zamontowany jest na stałe – nie ma możliwości samodzielnej wymiany sieciówki.

Odsłuch
Proszę mi wierzyć, że kiedy po raz pierwszy podłączałem pod ten olbrzymi wzmacniacz dysponujący gigantyczną mocą (2 x 600W przy 8 Ohm oraz 2 x 800W przy 4 Ohm) do moich, co prawda dość wymagających prądowo, kolumn Vienna Acoustics Mozart Grand, robiłem to z dużą obawą i niepewnością co do skutków eksperymentu. Bo Vienny, owszem - są bardzo łase na prąd, ale nigdy jeszcze aż tyle tego dobra im nie dostarczałem. Oczami wyobraźni już widziałem początkową scenę teledysku Micheala Jacksona „Black or White” (TUTAJ), gdzie Macaulay Culkin wystrzela na fotelu swojego zrzędzącego ojca w kosmos, kiedy podpiąwszy wielgachne kolumny pod mocny wzmacniacz odkręca potencjometr na maksimum, bierze elektryczną gitarę do ręki i… buuum! Zawsze marzyłem o podróży w kosmos, ale niekoniecznie w tak niekonwencjonalny sposób. Ale dość żartów.

Chociaż deklarowana moc wzmacniacza jest bardzo duża, to po jego uruchomieniu do uszu dociera całkowicie naturalny i pełny dźwięk - bez śladów brutalnej agresji czy nieprzyjemnej napastliwości, ale z dużą porcją dosadności i nieprawdopodobnie wspaniałej plastyczności. Zaskakująca jest także ilość szczegółów i detali ujawniających się w nagraniach – często wcześniej, na innych moich urządzeniach nie słyszalnych. Adagio Pi całkowicie i totalnie wysterował Mozarty – te głośniki nigdy tak jeszcze nie grały! Pełnią swoich możliwości, z olbrzymią sceną, silnym (muskularnym) basem oraz z dużą dozą rozdzielczości.




Testowałem dwa rodzaje wejść wzmacniacza: RCA oraz XLR. Sygnał na RCA był przekazywany prosto z odtwarzacza płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, a na XLR dźwięk pochodził z tego samego odtwarzacza, z którego kablem cyfrowym sygnał wyprowadzany był do Matrix mini-i. Matrix z kolei pełnił funkcję zewnętrznego DACa oraz przedwzmacniacza symetrycznego, skąd poprzez przewody XLR sygnał dochodził do wejść zbalansowanych Adagio. Aby móc słuchać z XLRów należy przełączyć wzmacniacz   w odpowiednią funkcję pracy (właściwy selektor umieszczony jest na tylniej płycie) – w ten sposób odcinana jest możliwość regulacji siły głosu, wzmacniacz staje się końcówką mocy. Nie jest to możliwe na wejściach RCA.

Kiedy włączyłem płytę Charpentera „Te Deum” – Les Arts Florissans, William Christie Harmonia Mundi (SACD 2003r.) wszystko zabrzmiało przepięknie, a jest to bardzo gęste nagranie – z dużą orkiestrą oraz wieloosobowymi chórami, na których wiele już wzmacniaczy poległo. Na pierwszy plan wysunęły się soczyste soprany, a potem także i tenory. Chór zaśpiewał w sposób namacalny, bardzo prawdziwy, wybitnie sproliferowany i ułożony zgodnie z rejestracją nagrań. Bardzo podobała mi się bliskość dźwięku, jego rzeczywista obecność i obszerność w pomieszczeniu – słuchałem dużo wzmacniaczy, ale tu ta ułuda uczestnictwa w prawdziwym koncercie jest, zdaje się, największa. Warto też dodać, że Adagio Pi gra zupełnie bezwysiłowo, na luzie oddaje to, co wiele urządzeń robi często dopiero „po prośbie” - za pomocą sporego odkręcania potencjometru w prawo.

Na płycie szwedzkiej wokalistki Idy Sand  - „The Gospel Truth” ACT Music (2011r) jej głos dał się usłyszeć bardzo zmysłowo i czarująco. Blisko. Powtórzę, co już w zasadzie napisałem wcześniej – muzyka zespołu i śpiew są obecne jakby były tu autentycznie, bo cała scena rozpościera się tuż przed słuchaczem – na wyciągnięcie ręki, a poszczególnych muzyków i wokalistów można bezproblemowo wskazać palcem. Można powiedzieć, że Adagio Pi totalnie wciąga słuchacza w wir muzycznych wydarzeń i robi to po mistrzowsku – odbiorca staje się częścią spektaklu, koncertu. Ekstrahuje z poszczególnych nagrań soczyste barwy oraz czystą, bez oznak szklistości i bez natarczywości, górę pasma.  Duży atut wzmacniacza to także umiejętność reprodukcji basu, który niezależnie od typu muzyki zawsze jest wierny i szczegółowy oraz szybki. Na płycie Idy Sand gitara basowa Thobiasa Gabrielssona wybrzmiewa dosadnie i dużą wnikliwością w istotę rytmu. Co istotne, cały przekaz jest spójny i całkowicie harmonijny, a tam gdzie emocje nagrań szczytują, gdzie temperatura i tempo wyraźnie podnoszą się wyraźnie słychać spory zapas mocy wzmacniacza, ponieważ bez skrępowania oraz bezwzględnie i stanowczo odtwarza pełne i wysokie skoki dynamiki, skrupulatnie pilnując przy tym precyzji rytmu oraz właściwej muzykalności, tak aby nie powstawał nieprzyjemny i niekontrolowany nieporządek, bałagan na scenie. 

Gdybym posiadał lepsze kolumny usłyszałbym pewnie jeszcze więcej subtelności i smaczków zapisanych na płycie, a także można by uzyskać bardziej dobitny i spektakularny dźwięk. Niestety, moje Mozarty Grand, choć wspaniałe i bardzo je lubię, to jednak nie są high-endem, a i tak Adagio wyciska z nich wszystko to, co w nich najlepsze – koherencję, naturalne ciepło połączone z kulturalną energią wraz z wieloma niuansami i odcieniami brzmienia. Mój system ma swoje ograniczenia, więc nie wszystko z dostępnych dla wyższych zakresów hi-fi może wygenerować. Wiem co piszę, bo niedawno słuchałem omawiany wzmacniacz w salonie audio HiFi Ja i Ty w Gdańsku gdzie muzyka odtwarzana była w formacie FLAC z serwera Olive 06HD, a podłączone kolumny to 64 kilogramowe olbrzymy - Swans F2.2F. Dźwięk w salonie można określić jako wspaniale kolosalny i rzeczywisty, z dużym polotem i z olbrzymią szybkością, a także z niemęczącym, chociaż dosadnym charakterem. Z gigantyczną głębią oraz rozciągniętą sceną, ale zachowujący wszelkie przymioty sugestywnej naturalności. Adagio Amp Pi lubi duże kolumny, dopiero zestawiony z nimi pokazuje zakres i skalę swojego zawrotnego potencjału mocy oraz wysokiej kultury gry.

Konkluzja
Mocny wzmacniacz z wielką duszą do grania, który wprost zadziwia finezyjną naturalnością oraz precyzyjną grą. Świetnie reprodukuje charakterystyczne cechy głosu ludzkiego, a dodatkowo drobiazgowo i naturalistycznie oraz wybitnie namacalnie definiuje instrumenty muzyczne – z dużą rozdzielczością oraz szczegółowością. A jeżeli dodać do tego umiejętność budowania bajecznej holograficznej przestrzeni oraz nieprawdopodobną dynamikę w skali mikro i makro, to można uznać go za wybitny. Owszem, można przyczepić się na upartego do surowego (tu i ówdzie wymagającego poprawek) wyglądu Adagio Pi Amp, ale zapewniam, że po włączeniu do sieci ta jego wizualna agresywność staje się natychmiast nieważna, bo wzmacniacz przemienia się w cudowne monstrum, które godne jest zająć miejsce pośród najlepiej dopracowanych wzmacniaczy stereofonicznych klasy high-end.

Myślę, że Adagio Amp Pi zrodził się z pasji tworzenia oraz z miłości do muzyki…



Dane techniczne
- Moc wyjściowa ciągła: 2x600W/8R (27,8 dBW), 2x1000W/3R (30 dBW) przy h<0,1%
- Moc wyjściowa ciągła: 2x500W/8R (27 dBW), 2x900W/3R (29,5 dBW) przy h<0,01%
- Maksymalne szczytowe napięcie wyjściowe: 110V/8R (43 dBu), 90V/3R (41 dBu)
- Maksymalny krótkotrwały prąd wyjściowy: 50 A
- Wzmocnienie napięciowe (XLR/RCA/RCA tłum.): 21 dB/27 dB/19 dB
- Tłumik na wejściu RCA może być dostosowany do mocy docelowych zestawów głośnikowych oraz poziomu wyjścia źródła sygnału
- Pasmo przenoszenia: 5 Hz - 100 kHZ (-3 dB na krańcach przedziału)
- Odstęp od zakłóceń: 96 dBA odniesiony do 1 W@8W, (podstawa szumu @ 10 uV)
- Odstęp od szumów: 120 dBA odniesiony do pełnego wysterowania
- Prędkość narastania sygnału: 50 V/us
- Gabaryty: 444/220/440 mm (szer/wys/głęb)
- Waga: 35 kg

- Cena około 40 000zł

Informacje techniczne: Piotr Żurawski, Adagio Sound Gdynia, tel: 501-175-300,
Odsłuchy i dystrybucja w Polsce: „Hi-Fi Ja i Ty”, ul.Grunwaldzka 487A, Gdańsk Oliwa,
tel: 513-795-609

Strona producenta - Adagio Sound  na Facebook: TUTAJ

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Monitory Xavian XN 125 Evo Speciale



Wstęp
Postać pana Roberto Barletty – założyciela, głównego konstruktora oraz współwłaściciela firmy Xavian, budzi wielkie zainteresowanie mediów, ponieważ dużą wiedzą, charyzmą oraz sposobem opowiadania o swoich kolumnach wręcz hipnotyzuje czytelników oraz słuchaczy. Rzadko zdarza się, by mieć do czynienia z wizjonerem i pasjonatem, a także solidnym rzemieślnikiem w jednej osobie. Z pochodzenia jest Włochem, ale duszą, jak sam o sobie mówi – Czechem, bo siedziba firmy Xavian oraz zakład produkcyjny mieszczą się właśnie u naszych południowych sąsiadów. Nawiasem mówiąc, Czechy są liczącym się zawodnikiem w światowej lidze audio, by wspomnieć tylko takie marki jak Pro-Ject, KR Audio, czy opisywany niniejszym Xavian. Życzyłbym sobie, aby również i polskie produkty audio-strereo w ten sposób były zdolne do podboju uszu melomanów na całej Ziemi…

Ale wracając do Xaviana – początek istnienia datuje się na 1995 rok. Wszystkie kolumny składane są w zakładzie w Pradze - firma ma w swojej ofercie bardzo szerokie spektrum kolumn pogrupowane w pięciu kategoriach od najtańszej Suona, poprzez Orchestra i dalej - XN Series, aż do XC Series oraz subwooferów. Ponadto Xavian jest producentem standów głośnikowych, a w katalogu znalazło się także miejsce na przewody głośnikowe Mondiale. To, co wyróżnia kolumny czeskiej manufaktury, to nieprawdopodobna wręcz troska o estetykę, jakość wykonania stolarki i użytych materiałów oraz wysoką klasę zastosowanych głośników pochodzących z takich firm jak Morel, Peerles, Vifa, Scan-Speek oraz Eton, z których duża część jest wytwarzana na specjalne zamówienie Xaviana.

Xavian XN 125 ES zostały wypożyczone do testów z salonu audio Premium Sound w Gdańsku.

Budowa
Model ten jest już bardzo dokładnie opisany w licznych recenzjach, nie będę więc zanudzał P.T. Czytelnika szczegółami budowy, a umieszczę tu kilka własnych impresji dotyczących wyglądu kolumn. Po wyjęciu głośników z kartonu (zresztą bardzo masywnego i ciężkiego) w moim ciemnym przedpokoju i następnie postawieniu ich w salonie na wcześniej przygotowanych standach VAP przyjrzałem się im dokładnie w świetle. A jest na co patrzeć! Muszę szczerze przyznać, że rzadko ma się do czynienia z tak kunsztownym dziełem pod względem wykończenia stolarskiego. Słoje naturalnej okleiny drewnianej ułożone są symetrycznie i wyeksponowane w centralnych miejscach ścianek kolumn. Co więcej – słoje spływają równomiernie z górnej ścianki, poprzez ścięty rant dalej na front.  Naprawdę, cudowna rzecz i wymagająca wiele zachodu, ale efekt wzorniczy jest powalający. Ogólnie mówiąc, Xaviany wykonane są luksusowo - każdy użyty element, czy to piękne metalowe terminale głośnikowe WBT, czy skórzana tabliczka znamionowa, czy aluminiowe rury bass-refleksów jest wysokiego gatunku i cieszy oczy niczym piękna rzeźba z drewna. A jeżeli dodać do tej kompozycji jeszcze głośniki zamontowane w skrzynkach, czyli jedwabną kopułkę Morela oraz wspaniały nisko-średniotonowy 149mm Vifa-Peerless Premium Line z papieru, to trudno nie skwitować tej konstrukcji prostym i krótkim sformułowaniem – dzieło sztuki.




Odsłuch
Patrząc na wzornictwo kolumn, na ich harmonijny i piękny kształt, klasa dźwięku Xavianów nie była dla mnie żadnym zaskoczeniem. Grają bardzo rasowo i kompletnie, z dużą głębią sceny i referencyjną nieomal stereofonią. Może to zabrzmi dziwnie, ale tych głośników po prostu wcale nie słychać! Ma się rozumieć, nie słychać w tym sensie, że nie słychać skąd wydobywa się dźwięk podczas odsłuchów, ponieważ kolumny całkowicie nikną w pomieszczeniu – pozostaje wyłącznie muzyka przez nie grana. Dawno nie spotkałem się z taką bezwzględną holografią, umiejętnością budowania sceny, która przekracza to pojęcie.

Co istotnie, czeskie skrzynki są łatwe w ustawieniu – ot, wystarczy postawić je na porządnych stojakach (tu VAP ER-76) lekko skręcić do środka i już grają jak marzenie. Warto nadmienić, że nie są wysokie jak na monitory, bo mają zaledwie 28, 5cm, ale za to aż 27, 5cm głębokości. Wspominam o tym, ponieważ zazwyczaj małe podstawkowce mają tendencje do ścinania dźwięku w ten sposób, że staje się on mniej obszerny niż ten z podłogówek. Natomiast, w XN 125 SE tej cechy nie ma, bo pomimo kompaktowych wymiarów produkują dźwięk w bardzo obfitej ilości, imponujący wręcz – jego odbiorca ulega wrażeniu, że słucha z większych kolumn niż są w rzeczywistości. Być może decydującą rolę ogrywa w tym bas – z jednej strony jest bardzo rozbudowany i mocny, a z drugiej – wspaniale zdyscyplinowany i motoryczny, z fantastycznym dojrzałym drivem oraz z rozłożeniem akcentów na tempo i wigor.



Kiedy podkręcić nieco skalę potencjometru wzmacniacza w prawo łatwo zaobserwować amplitudę wychylania się membran nisko-średnio tonowych Peerlessa, głośniki drgają z dużym zaangażowaniem i w ten sam sposób podają dźwięki do uszu słuchacza. Zaskakująca jest także detaliczność, jaką oferują monitory – jest ona dobrze rozłożona i doświetlona w najmniejszych szczegółach, które są wyraźnie słyszalne, ale nigdy nie są za ostre, kłujące. Ani trochę, ani ciut nie ma tu najmniejszej szklistości wysokich tonów, nic nie sybilizuje – a, ponadto dźwięk jest imponująco misterny, o miłej miękkiej charakterystyce, lecz nie misiowatej/gąbczastej, a raczej o cechach szlachetnego aksamitu - swobodnie układającego się, błyszczącego, ale jednocześnie mocnego i jędrnego. Słuchając wokali, można z pewnością stwierdzić, że twórcom XN 125 SE chodziło o to, by przedstawić muzykę w sposób świeży i klarowny, bez jakiegokolwiek zawoalowania lub niedopowiedzenia, bo głosy ludzkie są odczuwane jako zaangażowane emocjonalnie, z dużym poziomem wyrafinowania i brzmieniem typowym dla kolumn z bardzo wysokiego poziomu klasowego. Podobnie jak wokale reprodukowane są instrumenty drewniane, dęte oraz strunowe. Dźwięcznie i nasycenie. Doniośle i gorąco. Żarliwie.

Konkluzja
Ups, czytając powyższy tekst, można natrafić na same superlatywy i zupełny brak krytyki. Pewnie wielu Czytelników to niepokoi i zastanawia, dlaczego skromny autor opisu nic nie pisze o wadach recenzowanego sprzętu? Mówiąc krótko – dlatego, że Xaviany ich nie mają, chociaż na upartego można by się przyczepić do braków w najniższych rejestrach lub ponarzekać na cenę. Tymczasem, Xaviany XN 125 ES z pewnością są solidnie zaprojektowane, pięknie wykonane oraz bajecznie dostrojone - jak najlepsze instrumenty muzyczne, jak dzieło lutnika, a nie jedynie mistrza stolarskiego. Owszem, zawsze można znaleźć lepsze monitory na świecie, ale te są wyjątkowe poprzez referencyjne zszycie i koegzystencję wszystkich tonów, wybitną średnicę z plastycznymi i ekspresyjnymi wokalami oraz żywy i mocny bas. Pełna i zasłużona rekomendacja – 10/10!



Dane techniczne
- Głośnik średnio-niskotonowy: 149 mm Vifa-Peerless Premium Line, membrana papierowa
- Głośnik wysokotonowy: 29 mm Morel, jedwabna kopułka
- Obudowa: 22 mm MDF, wytłumiona matami bitumicznymi
- Pasmo przenoszenia: 50 - 26 000 Hz
- Terminale pojedyncze
- Impedancja nominalna: 6 Ohm
- Częstotliwość podziału: 2 700 Hz
- Efektywność: 86 dB
- Rekomendowana moc wzmacniacza: 30 - 120 W
- Wymiary [Sz x W x Gł]: 18 x 28,5 x 27,7 cm
- Masa jednej sztuki: 8 kg

System testowy
Źródła: odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, gramofon Clearaudio Emotion
Wzmacniacze: Accuphase E-213, Adagio Amp Pi, Yaqin MC-100B
Kolumny: Vienna Acoustic Mozart Grand, Usher S-520
Kable: różne