S

S

MA

MIP

Polpak

niedziela, 23 lutego 2020

Interkonekty analogowe RCA M&B Audio Cable Black Pearl - zapowiedź testu



Kilka dni temu otrzymałem do posłuchania nowe polskie interkonekty analogowe na wtykach RCA. Są to M&B Audio Cable Black Pearl (zobacz TUTAJ) o długości 1 metra, zakończone wtykami RCA australijskiej firmy KLE Innovations (Keith Louis Eichmann Innovations), czyli tzw. bulletami (zobacz TUTAJ). Przewodnikiem jest tu srebro monokrystaliczne wraz z miedzią monokrystaliczną. Jako izolator przewodników zastosowano teflon. Długości standardowe kabli to 0,5 metra oraz 1 metr, zaś inne długości dostępne są na indywidualne zamówienie.

Dla porządku rzeczy przypomnę, że w zeszłym roku opisywałem dwa inne przewody firmy M&B Audio Cable. Były to interkonekty M&B Audio Cable Diamond RCA 1 m. (zobacz TUTAJ), a także przewód USB M&B Audio Cable Diamond USB 1 m. (zobacz TUTAJ).













sobota, 22 lutego 2020

Przedwzmacniacz gramofonowy Fezz Audio Gaia MM



Trzy zdjęcia ze strony Fezz Audio


Wstęp
Na początek trochę wspomnień. Moja znajomość z załogą Fezz Audio rozpoczęła się jeszcze na warszawskim Audio Show w 2015 roku, czyli prawie 4,5 roku temu. Wkrótce potem miałem przyjemność, jako jeden z pierwszych recenzentów, dokonywać testu premierowego wówczas wzmacniacza lampowego Fezz Audio Silver Luna (czytaj recenzję TUTAJ). Ten wzmacniacz okazał się być na tyle fenomenalny, że wciąż jest w ofercie Fezz Audio silną pozycją.

Niedługo po modelu Silver Luna na warsztat wziąłem następny produkt Fezz Audio, tym razem wzmacniacz Titania (czytaj TUTAJ) na lampach KT88. Zaś półtora roku temu odsłuchiwałem mały, ale wydajny wzmacniacz lampowy Fezz Audio Alfa Lupi (czytaj TUTAJ).

Przy okazji osobistego wypożyczania modelu Alfa Lupi zostałem zaproszony do zwiedzenia siedziby i zakładów produkcyjnych Fezz Audio w Księżynie pod Białymstokiem. Pokazano mi też fundamenty właśnie stawianych nowych zakładów w nieodległym Juchnowcu Kościelnym. Dziś nowe hale produkcyjne już stoją, a w nich doświadczeni ludzie i nowoczesne maszyny wytwarzają nowe generacje wzmacniaczy Fezz Audio.

Fezz Audio (i spowinowacona z nią firma Toroidy.pl) nie przestaje zadziwiać i po mistrzowskich aplikacjach transformatorów toroidalnych dla potrzeb amplifikacji lampowych zabrała się za konstruowanie przedwzmacniaczy gramofonowych na tychże toroidach. Co jest zresztą naturalną konsekwencją wcześniejszych konstrukcji. Jak ma być po analogowemu, to pełną gębą! Ale chowając te nieładne docinki. Uważam i z przyjemnością konstatuję, iż przedwzmacniacze gramofonowe to jest strzał w dziesiątkę. W czasach rosnącej ponownie popularności winyli i służących do ich odtwarzania gramofonów, produkcja przedwzmacniaczy gramofonowych po prostu nie nadąża. Gramofonów na rynku jest multum, zaś dobrych phono-stage - niezbyt niewiele. A tych o racjonalnych cenach - jeszcze mniej. I w tym miejscu pojawia się Fezz Audio ze swoimi przedwzmacniaczami gramofonowymi.

Aktualnie Fezz Audio oferuje kilka modeli przedwzmacniaczy gramofonowych, wszystkie oparte na wzmacniaczach Burson Audio i z zastosowaniem transformatorów toroidalnych Toroidy.pl (brak tu lamp elektronowych!). Najtańszy i najprostszy to Gaia MM Mini za 1 099 PLN, potem jest model Gaia MM wyceniany na 1 599 PLN, zaś kolekcję kończy rozbudowany Gratia MM-MC kosztujący 2 499 PLN. Jak widać, ceny są rozsądne.

Do mnie premierowy przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek typu MM (i ewentualnie dla MC HO - High Output). To Fezz Audio Gaia (zobacz TUTAJ). Do testów zamówiłem egzemplarz w kolorze obudowy soczystej czerwieni. Co ciekawe, Fezz Audio w swoich nowych produktach montuje podświetlaną płytkę z logo firmy. Nie inaczej jest w Gaia - pierwszorzędnie to wygląda. Na Gaia MM słucham już od ponad miesiąca, dziś publikuję recenzję.

Wrażenia ogólne i budowa
Gaia MM dostarczana jest w niedużym, podłużnym kartonie, bo obudowa przedwzmacniacza właśnie taka jest - niezbyt szeroka, ale wydłużona. W pudle "pre" jest unieruchomiony dwiema pianowymi formami i dodatkowo owinięty w czarny woreczek z logo Fezz Audio. W zestawie znajduje się niezbędny kabel zasilający oraz instrukcja obsługi oraz gwarancja producenta.

Fezz Audio przyzwyczaił swych użytkowników do niebanalnego designu, który można opisać jako "vintage ligth", czyli lekkie i niezobowiązujące nawiązanie do dawnego wzornictwa, ale w całkowicie nowoczesnym wykonaniu i przy zastosowaniu współczesnych materiałów. Cechą wyróżniającą produkty Fezz Audio jest też obudowa, która najczęściej jest dostępna w kilku kolorach: burgund, czerwień, czarny i biały. Nie inaczej jest w Gaia MM. Cztery kolory obudowy do wyboru, ale jeśli chodzi o front, to tu nastąpiła pewna intrygująca modyfikacja.

Gaia MM to prostopadła, wydłużona obudowa z chropowatą powierzchnią - cała pomalowana na krwistoczerwony kolor. Jednakże front (także czerwony) ma już gładziusieńką, błyszczącą powierzchnię i dodatkowo w miejscu dawnej metalowej tabliczki z logo "Fezz Audio" ma zamontowaną podświetlaną na biało wstawkę wyciętą na kształt logo "Fezz Audio". Po włączeniu do zasilania przedwzmacniacza owe logo podświetla się subtelnym białym światłem. Rewelacyjnie to wygląda i jednocześnie wizualnie pozycjonuje nową Gaia MM jako sprzęt z wyższej półki. Wyrafinowanej półki.

Szczerze pisząc, to nie wiem jak to Fezz Audio fizycznie zrobił (i skalkulował cenowo), ale z pewnością Gaia MM nie prezentuje się jak tzw. budżetówka (do której by można ją zakwalifikować patrząc jedynie na cenę urządzenia). Przecież tak schludnie wykonana i precyzyjnie pomalowana obudowa, z dodatkowym "bajerem" w postaci podświetlanego okienka na froncie musi swoje kosztować! Pewnie zadecydowała tu produkcja seryjna, a także minimalna marża. Bez żadnych oporów napiszę, że gdyby ktoś mi powiedział, że Gaia MM kosztuje jakieś 3 000 PLN, to przyjął bym to za pewnik. Ale wracając do opisu przedwzmacniacza.

Na prawym boku obudowy zamontowano hebelkowy włącznik sieciowy (i dobrze, że w tym miejscu, a nie z tyłu!). Na tylnym panelu umieszczono pełnoprawne gniazdo sieciowe IEC, co jest oczywistą pochodną faktu, że wewnątrz obudowy znajduje się klasyczny transformator toroidalny (pochodzący z Toroidy.pl). I to jest kolejny mocny punkt (po peanach na cześć obudowy i designu) przedwzmacniacza Gaia MM. Żadnych zewnętrznych zasilaczy impulsowych, a możliwość przyłączenia klasycznego przewodu na 230 V.

Gniazdo zasilania IEC 230 V zintegrowane jest z komorą bezpiecznika. Po prawej stronie tylnego panelu znajdują się dwie pary gniazd RCA - wyjściowych i wejściowych wraz z przynależnym im bolcem uziemienia. Obudowa spoczywa na czterech estetycznych i solidnych stopach antywibracyjnych.

Cytuję za Fezz Audio: "Przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek typu MM. Wykonany w oparciu o najwyższej klasy elementy jak wzmacniacz operacyjny Burson V5i czy transformator audio Toroidy.pl. Gaia MM swoim designem nawiązuje do dotychczasowej stylistyki Fezz Audio. Z powodzeniem może być stosowana do pracy ze wzmacniaczami tranzystorowymi i lampowymi. Brzmieniowo przede wszystkim oczaruje bogatą średnicą. Jest szybka, dynamiczna i nadzwyczaj transparentna. „Czarnym tłem” i szeroką sceną zdecydowanie wykracza poza ograniczenia preampów dostępnych do tej pory na rynku". Koniec cytatu.

Specyfikacja techniczna
- Obsługiwane typy wkładek: MM, MC HO
- Krzywa: RIAA
- Pobór mocy: 10 W
- Układ wzmocnienia: Burson Audio Supreme V5i
- Tor zasilania: stabilizowany + transformator toroidalny Audio Grade Toroidy.pl - Wzmocnienie: 53 dB
- Zniekształcenia THD (20 Hz - 20 000 Hz): <0,005%
- Przesłuch między kanałami: > 95 dB
- Stosunek sygnał/szum MM: > 92 dB
- Impedancja wejściowa MM: 47 kΩ
- Wymiary szer. x gł. x wys. : 163 x 320 x 65 mm
- Masa 1,95 kg



Niezbyt duży, podłużny karton

Gaia unieruchomiona jest dwiema piankowymi formami

Karta gwarancyjna i instrukcja obsługi

Przedwzmacniacz zapakowany jest w bawełnianą torbę, którą można wykorzystać jako np. torbę na zakupy - bo ma parę uszu



Powłoka lakiernicza klasy lux

Na front położony został błyszczący lakier (w przeciwieństwie do obudowy, gdzie jest matowy)

Metalowa tabliczka (podświetlana!) z logo firmy


Włącznik sieciowy znajduje się na prawym boku

Do gniazda IEC można przyłączyć nawet największy i najgrubszy kabel sieciowy

Wejścia i wyjścia RCA oraz zacisk uziemienia

Przedwzmacniacz wyłączony - przednie logo "FEZZ" nie jest podświetlone

Po włączeniu urządzenia logo "FEZZ" podświetlane jest subtelnym białym światłem


Porównanie z przedwzmacniaczem gramofonowym zainstalowanym wewnątrz wzmacniacza Naim Supernait 3



Gramofon to Nottingham Analogue Horizon wraz z wkładką Ortofon 2M Black


Wzmacniacz Musical Fidelity M5si


Dwa spojrzenia na cały system odsłuchowy


Wrażenia dźwiękowe
W czasie odsłuchów używałem swój gramofon Nottingham Analogue Horizon wraz z wkładką typu MM Ortofon 2M Black. Przedwzmacniacze gramofonowe porównawcze to Chord Huei, Musical Fidelity MX-VYNL i Audiokultura Iskra 1, a także przedwzmacniacz gramofonowy wbudowany we wzmacniacz Naim Supernait 3. Przewody połączeniowe pomiędzy pre a wzmacniaczem to za każdym razem Luna Cables Gris. Pełna lista sprzętu towarzyszącego wymieniona jest na końcu niniejszego tekstu.

Jak już wspominałem we wstępie, przedwzmacniacz Gaia nie ma wewnątrz zainstalowanych żadnych lamp elektronowych (ani jednej!) - i to pomimo faktu, że przecież Fezz Audio od kliku lat słynie właśnie z konstrukcji wzmacniaczy lampowych. Jednakże taki wybór, czyli świadoma rezygnacja z lamp elektronowych we wszystkich firmowych przedwzmacniaczach gramofonowych, ma głębszy sens. Fezz Audio najpewniej zakłada, że duża liczba jego phono-stage będzie zestawiana z jego własnymi wzmacniaczami lampowymi (na EL34, KT88, B300, etc). A za dużo "lampy" w torze audio często zamiast pomagać dźwiękowi, może mu "szkodzić". Już wyjaśniam, o co mi chodzi.

Mam na myśli, że przy rzeczywiście dobrej konstrukcji wzmacniacza lampowego (a takimi są Fezz Audio) należy się dobrze zastanowić, czy warto do tego specyficznego ekosystemu dodawać kolejne lampy elektronowe, które, krótko pisząc, mogą ze sobą interferować, nie zgrywać się korzystnie. Osobiście zawsze unikam w torze obecności więcej niż jednego urządzenia lampowego. Czyli jak wzmacniacz lampowy to już nie DAC na lampach, a jak DAC na lampach to nie wzmacniacz lampowy. Jak lampowy przedwzmacniacz gramofonowy to już nie sam wzmacniacz lampowy, itd. Piszę herezje? Nie, po prostu takie mam obserwacje empiryczne (choć zdarzały się też chlubne wyjątki). Dlatego całkowicie rozumiem taką, a nie inną decyzję załogi Fezz Audio o rezygnacji lamp w przypadku ich przedwzmacniaczy gramofonowych. Tym bardziej, że dobry tranzystor też może brzmieć jak tzw. lampa...

Otóż nowy przedwzmacniacz Gaia brzmi przede wszystkim bardzo przyjemnie i angażująco! To energetyczny i dynamiczny, acz w pełni analogowy dźwięk o niezłej spójności, ze świetnie dopełnioną i transparentną średnicą oraz wyjątkowo dobrym różnicowaniem tonalnym. Płyty analogowe brzmią ciepło, dość gęsto, plastycznie i organicznie - w pełni przyjaźnie i emocjonalnie. Tony są leciutko zaokrąglane, ale mają wyraźną głębię, rozróżnialne warstwy oraz są przykładnie namacalne. Mają zdrową, bogatą i dobrze widzialną strukturę; są precyzyjnie teksturowane, a równolegle nie mają na swojej powierzchni żadnych ostrości. To jest zresztą immanentną cechą Gai, że wszelkie dźwięki są niejako "opiłowywane" z kantów, tonalnie polerowane do stanu krągłości, pozbawiane igieł, które mogłyby zakłóć w uszy. 

Dlatego muzyka odtwarzana z czarnych płyt zawsze brzmi z Fezz Audio łagodnie, analogowo, harmonijnie - nigdy nie zjadliwie. Choć oczywiście, kiedy potrzeba, dźwięk może przybierać wysokie poziomy energii, a nawet pokazać niezły pazur, uderzyć metaliczną nutą, itd. Poza tym Gaia ma miłą umiejętność wyciszania (wytłumiania) trzasków płyt analogowych. Nie żeby w ogólne nie było ich słychać (bo to niemożliwe), ale są wyraźnie cichsze niż zazwyczaj. To zdecydowanie spora zaleta, choć nie częsta w winylowym świecie.

Nie chcę przypisywać jakichś nadprzyrodzonych właściwości tytułowemu przedwzmacniaczowi, bo ten choć jest rzeczywiście wyjątkowo dobrze grający muzykę z wkładek typu MM, to ma swoje wewnętrzne ograniczenia, bo przecież musi je mieć. Nie chodzi jednak o to, by na siłę opisywać ujemne strony i znęcać się nad Gaią, a by podkreślić, iż ten phono-stage jako taki ma kapitalnie skomponowany dźwięk i jest to dźwięk pełnokrwisty i materialny, z pożądaną eufonią i tonalnością. Gęsty i barwny. Gdyby jednak chcieć poskrobać pod jego powierzchnią, to można by napisać, że nie jest to dźwięk do końca naturalny, bo przecież w jakiś sposób syntetycznie ocieplony. Poza tym można by było doczepić się niskich tonów, które są ciut za mało rozciągnięte i więcej skupione. Można też wytknąć scenie, że jest mniej otwarta niż np. porównawczym Chord Huei... Tylko po co to czynić? Generalnie Gaia za swoje pieniądze brzmi, można napisać, uczciwie i rzetelnie. Wręcz doskonale. To zaawansowany dźwięk reprezentujący spore umiejętności i celujący w klasę średnią, a nie w budżetową. Warto o tym pamiętać.

Konkluzja
Nie wiem, co w podsumowaniu recenzji napisać? Po prostu przedwzmacniacz Fezz Audio Gaia w swojej cenie 1 600 PLN reprezentuje zdecydowanie wyższy poziom niźli trzeba za niego zapłacić. Charakteryzuje się wyjątkowo rzetelną obudową oraz świetnym wykonaniem i designem (m.in. podświetlane na biało logo "FEZZ" na froncie), a także montażem transformatora toroidalnego. Podobnie rzecz ma się z dźwiękiem - jest doskonale harmonijny i organiczny. Tonalnie bogaty i nasączony barwami. Po stokroć analogowy. Pełna i zasłużona rekomendacja Stereo i Kolorowo!

Cena w Polsce - 1 599 PLN.

System odsłuchowy
Pomieszczenie: 30 m2 z częściową adaptacją akustyczną, ustroje Vicoustic Wave Wood - 10 sztuk.
Wzmacniacze: Haiku-Audio Origami 6550 SE (test TU), Naim Supernait 3 (test TU), dwie końcówki mocy SPL Performer m1000 (wraz z przedwzmacniaczem SPL Director Mk2) i Pathos Classic One MKIII (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU), Pylon Diamond 30 (test TU), Gato Audio FM-30, Fyne Audio F702, Martin Logan 35XTi, Guru Audio Junior (test TU) i Studio 16 Hertz Canto One New SE (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.
System strumieniowania sieciowego: Auralic Aries G2, Auralic Leo GX i Auralic Vega G2 (transport, generator zegara i DAC).
DAC-i i wzmacniacze słuchawkowe: NuPrime DAC-10H (test TU), Lampizator Amber 3 DAC (test TU), S.M.S.L. D1 (test TU), Little Dot MKIV oraz Encore mDSD (test TU).
Komputery: Dell Latitude 7390 i MacBook Apple Pro.
Smartfon/tablet: iPhone XR i iPad Air 2.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładka gramofonowa: Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU), Chord Huei (test TU) i Audiokultura Iskra 1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Tivoli Model One (test TU).
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH610 (test TU), HiFiMAN Ananda-BT, Kennerton Magni (test TU), Meze 99 Neo (test TU) i MEE Audio Matrix 2 (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Listwy sieciowe: Solid Core Audio Power Supply (test TU) i ZiKE Labs Powerbox (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech Radius Stand, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU), mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU) i krążek dociskowy do gramofonu Clearaudio Clever Clamp (test TU). Kondycjoner masy dla głośników QAR Dynamit (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper oraz adaptery głośnikowe bi-wire Perkune Audiophile Cables (test TU).


piątek, 21 lutego 2020

Wzmacniacz zintegrowany Musical Fidelity M5si - zapowiedź testu



Dziś zapowiadam recenzję nie najnowszego już wzmacniacza (bo ma już z dobrych kilka lat "na karku"), ale z całą pewnością wartego bliższej znajomości. To Musical Fidelity M5si (zobacz TUTAJ), a że jestem "Musical Fidelity-lubem", białostocki dystrybutor Rafko nie musiał mnie przekonywać, aby przygarnąć ten piecyk na testy. Tak - bardzo lubię produkty Musical Fidelity i jestem z tego dumy! Mają w sobie wysoką kulturę grania oraz jakąś taką szlachetną barwę, cudowną sensualność i plastyczność przekazu, którą trudno precyzyjnie zdefiniować, a która zaświadcza o wysokim wyrafinowaniu dźwiękowym.

* * *

Nowe wzmacniacze Musical Fidelity z oznaczeniami MSi to jak dotychczas dwa modele, które zyskały sobie bardzo dużą przychylność użytkowników i recenzentów. M3si oraz M6si to spadkobiercy ponad 30-letniego doświadczenia firmy w produkcji najwyższej klasy sprzętu audio. Oba wzmacniacze dzieli dość duża przepaść w kwestii mocy, jaką dysponowały: 85 W M3si wobec potężnego 220 W M6si. Aby zapełnić tę lukę powstał nowy model M5si o mocy 150 W.

Konstrukcyjnie M5si składa się z dwóch niezależnych monobloków z oddzielnym przedwzmacniaczem. Wszystko zmontowane jest na jednej płycie PCB. Duże znaczenie ma fakt, że M5si był zaprojektowany zaraz po wprowadzeniu do sprzedaży serii Nu-Vista 800. W konsekwencji niektóre rozwiązania montażowe zastosowane w najwyższych, topowych urządzeniach firmy zostały wykorzystane również w M5si. Masa M5Si to 15 kilogramów, zaś maksymalne zużycie prądu może sięgnąć nawet 450 Watów.

Nie oznacza to jednak, że M5si to tylko analog. Wejścia analogowe uzupełnia asynchroniczne wejście USB-B zdolne obsłużyć sygnał w jakości do 24-bit/96 kHz. Przy dzisiejszych możliwościach technicznych, gdzie aplikacje strumieniowe – jak TIDAL – oferują znakomitej klasy brzmienie, takie rozwiązanie jest całkowicie zrozumiałe. Dzięki temu M5si jest sprzętem uniwersalnym, przygotowanym na współczesne wyzwania.

Minimalistyczna budowa. Solidna, metalowa obudowa z dużym potencjometrem regulującym poziom głośności na środku frontowego panelu. Oprócz tego włącznik, 6 przycisków wyboru źródła oraz dioda podczerwieni. W M5si nie znajdziemy nic niepotrzebnego.

Tradycja i współczesność. Na tylnym panelu zainstalowano w przeważającej większości złącza analogowe – 4 pary wejść RCA, jedno wyjście liniowe oraz wyjście przedwzmacniacza, pracującego w klasie A. Po drugiej stronie znajdziemy owoc zamiłowania do winylu, którego nie kryje założyciel firmy. Każdy topowy wzmacniacz Musical Fidelity wyposażony jest w przedwzmacniacz gramofonowy oparty o podzespoły super popularnego przedwzmacniacza gramofonowego serii V90.

Doskonałe brzmienie. M5si oferuje brzmienie zbliżone do M6si, tzn o dojrzałej, szlachetnej barwie i stonowanym, neutralnym charakterze przy zachowaniu dużego zapasu mocy, który skutkuje dynamiką i zejściem basu we właściwych momentach. Szczególną uwagę przykuwa niezwykle szlachetna góra pasma – rozdzielcza bez grama ostrości, nawet w przypadku odsłuchu na kolumnach o wyraźnie wzmocnionych wysokich tonach. Majstersztykiem, jak zawsze w przypadku wzmacniaczy Musical Fidelity pozostaje średnica – bliska, detaliczna, ocieplona, gęsta i doskonale wypełniona. Stąd M5si w dalszym ciągu wpisuje się w nadrzędną maksymę marki: wierny muzykalności. Całość przekazu jest bardzo bliska i wyśmienicie kontrolowana, dzięki bardzo wydajnej sekcji zasilającej.

Specyfikacja techniczna:
- Moc wyjściowa: 150 W na kanał przy 8 Ohm
- Stosunek sygnał/szum: >100 dB ‘A’
- Pasmo przenoszenia: +0, –0,1 dB, 10 Hz do 20 kHz
- Wejścia:
4x RCA
1x USB typ B asynchroniczne do 24-bit/96 kHz
1 x MM phono
- Trigger in
- Czułość: 3 mV nominal (MM)
- Impedancja wejściowa: 50 kOhms (MM)
- Pasmo przenoszenia: RIAA/IEC ±0,5 dB 20 Hz - 20 kHz
Wyjścia:
- Trigger out
- Fixed, line level output
- Regulowane wyjście przedwzmacniacza
- Wymiary: W x H x D (mm): 440 x 100 x 405
- Masa: 14.6 kg














LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...