S

S

MIP Sp. z o.o.

Polpak

sobota, 21 grudnia 2019

Wharfedale Linton 85th, duże monitory plus podstawki




Głośniki Wharfedale Linton przyjechały do mnie z pabianickiej firmy Q21 (zobacz TUTAJ); powyższe zdjęcia ze strony Wharfedale


Wstęp
Życie recenzenta sprzętów hi-fi wciąż nie przestaje mnie zadziwiać. Myślałem, że mało już mnie co zaskoczy - przecież tyle się tego słyszało, tyle widziało, tyle u siebie miało na testach. Jednak okazuje się, że inwencja ludzka jest na tyle duża, iż tych "zaskoczeń" w audiostereo wystarczy do końca życia. Moje aktualne "zaskoczenie" to oczywiście tytułowe Wharfedale Linon. Zaraz to wyjaśnię. Moda na urządzenia tzw. vintage albo retro trwa już od dobrych klika lat. Duże wzięcie mają stare, ale ładnie odrestaurowane wzmacniacze, radioodbiorniki, gramofony, czy magnetofony (sam na Stereo i Kolorowo dużo tych sprzętów poopisywałem).

Co więcej, część producentów zaczęła te aktualnie produkowane urządzenia (czyli de facto nowe) stylizować na dawne (m.in. Yamaha, Technics, czy Luxman), ale również przywracać do życia dawne serie swoich urządzeń high-fidelity. Tak czyni na przykład amerykański Klipsch z kolumnami serii Heritage - Heresey III czy Forte III, które są jakby żywcem wzięte z lat 60-tych XX wieku, choć są obecnie produkowane, a nie przed laty. Podobnie robi brytyjski Tannoy z kolumnami serii Prestige, choć tu zdaje się, że w tym przypadku zachowano kilkudziesięcioletnią ciągłość produkcji, a nie dokonano reanimacji dawnych modeli. Podobne zjawiska można zaobserwować w firmach ATC, JBL czy Technics.

A teraz wracając do początku tekstu. Dużą dla mnie niespodzianką była informacja, że brytyjska firma Wharfedale (aktualnie wchodząca w skład dalekowschodniej grupy IAG) postanowiła przywrócić produkcję reprezentantów serii Heritage, której geneza sięga aż roku 1965... Zaś początki firmy Wharfedale sięgają jeszcze dalej - została założona w roku 1932 przez pana Gilberta Briggsa. Nota bene nazwa Wharfedale pochodzi od potocznej nazwy rzeczki przepływającej nieopodal pierwszego warsztatu pana Briggsa położonego w Idle, w dystrykcie miasta Bradford, w West Yorkshire. Bardzo sympatyczne. To tak, jakby nazwać jakąś polską firmę np. Chylonia (dzielnica Gdyni z nazwą pochodzącą od rzeczki Chylonka) albo Wrzeszcz (dzielnica Gdańska, nazwa pochodząca od średniowiecznych "wrzost" albo "vriezst", czyli wrzosu).

W rezultacie powyższych zdarzeń Wharfedale niedawno zaprezentował trzy nowo-stare modele głośników serii Heritage: Denton 80, Denton 85 (oparte na dawnym modelu Denton 3) oraz Linton. Co istotne, wszystkie te głośniki zaproponowano w cenach więcej niż przystępnych. Dwie sztuki Linton wraz z podstawkami to koszt niecałych 5 800 PLN (bolduję w związku z wieloma pytaniami o cenę). Nie jest to dużo.

Wrażenia ogólne i budowa
Warto wiedzieć, że Wharfedale Linton to jeden z najbardziej kultowych modeli w długiej historii głośników Wharfedale. Model ten ucieleśnia pionierskie badania Wharfedale w latach 60-tch, 70-tych i 80-tych, z linią sięgającą roku 1965 r. Linton zawsze był produkowany zgodnie z zasadami Wharfedale dotyczącymi jakości i stosunku jakości do ceny. Jak podaje producent, nowy model Wharfedale Linton A.D. 2019 stanowi kolejny przykład tych dwóch zasad, równoważąc kunszt wykonania, naturalną jakość dźwięku i przystępność cenową w pięknie proporcjonalnym głośniku, który był kupowany w nakładach milionów egzemplarzy na całym świecie dzięki różnym wcieleniom. Oryginalny Linton był znany przede wszystkiego ze swojego ciepłego, bogatego i naturalnego brzmienia, a nowy Wharfedale Linton wg. zapewnień producenta ma zachowywać tę charakterystykę, ale dodatkowo nasycać ją otwartym, szczegółowym brzmieniem.

Linton Heritage to konstrukcja trójdrożna z 8-calowym (200 mm) głośnikiem niskotonowym z kevlaru, 5-calowym (135 mm) średniotonowym z kevlaru i 1-calowym (25 mm) głośnikiem wysokotonowym z miękkiej tkaniny. Te głośniki zostały zaprojektowane wyłącznie dla Linton Heritage, żaden inny głośnik Wharfedale ich nie używa. Na tylnym panelu znajdują się dwa duże porty basowe i wysokiej jakości zaciski głośnikowe. Każda skrzynka ma wymiary 565 x 300 x 330 mm i ma sporą masę 18,4 kg.

Całość została pokryta naturalnym fornirem w kolorach orzech lub różany. Frontowe płyty MDF pomalowane są na czarny mat. Fornir został położony czysto i równo. To bardzo rzetelna robota, a całość prezentuje się wspaniale. W swojej cenie referencyjnie. Trudno uwierzyć, że pojedyncza skrzynka jest wyceniana na nieco powyżej 2 200 PLN, bo wygląda na co najmniej 2-3 razy droższą konstrukcję. Nawiasem pisząc, Lintony wizualnie bardzo przypominają Spendory SP1/2R2, a to przecież bardzo dobry adres...

Producent podaje, iż impedancja głośników jest oceniana na 6 Ohmów, ale obniża się do minimum 3,5 Omów, Linton Heritage więc powinien być używany ze wzmacniaczami zaprojektowanymi do współpracy z głośnikami o niskiej impedancji. W zestawie znajdują się specjalne maskownice. Na uwagę zwraca fakt, iż stelaż maskownic pokryty jest specjalną gąbką, która ma znaczenie akustyczne. Dlatego Lintony z założoną maskownicą mają szansę zagrać nawet lepiej niż bez niej. Uwaga! Kolumny są parowane, tzn. że producent z góry określa, która kolumna jest lewa, a która prawa. Odpowiednie oznaczenia znajdują się na skrzynkach.

Stalowe stojaki głośnikowe (z wbudowanymi weń drewnianymi półkami na płyty winylowe!!!) doskonale uzupełniają wygląd Lintonów. 17-calowe (432 mm) mocowania mogą wygodnie pomieścić około 50 płyt LP. Bardzo ciekawe i użyteczne rozwiązanie. Standy wykonane są bardzo solidnie i rzetelnie. Do ich budowy użyto stali i drewna. Spoczywają na wysokich pozłacanych kolcach (które stoją z kolei na podstawkach / talerzykach). Głośniki na górnej powierzchni standów można postawić albo na filcowych podkładkach, albo na silikonowych stopkach (dystansach). To drugie rozwiązanie jest rekomendowane przez Wharfedale.

Specyfikacja techniczna
- typ: 3-drożny bass reflex
- głośnik niskotonowy: 8" (200 mm) Kevlar®
- głośnik średniotonowy: 5" (135 mm) Kevlar®
- głośnik wysokotonowy: 1" (25 mm) miękka kopułka
- czułość (2,0 V @ 1 m): 90 dB
- zalecana moc wzmacniacza: 25 - 200 W
- szczytowy SPL: 110 dB
- impedancja nominalna: 6 Ω
- minimalna impedancja: 3,5 Ω
- pasmo przenoszenia (± 3 dB): 40 Hz ~ 20 000 Hz
- przedłużenie basów (- 6 dB): 35 Hz
- częstotliwość podziału: 630 Hz i 2,4 kHz
- wymiary: 565 x 300 x (330+30) mm
- masa jednej sztuki (bez podstawy): 18,4 kg


Dostawa z pabianickiego Q21; całość dotarła na tzw. palecie



Szerokie podstawki pod kolce

Podstawa to bardzo solidna konstrukcja

Podstawy gotowe do ustawienia monitorów


Kolumna lewa i prawa są osobno zaznaczone

Wysoki poziom stolarki




Materiałowa maskownica; producent zaleca odsłuchy z zamontowanymi maskownicami, które stanowią dodatkowy regulator akustyczny

Standy Wharfedale wydają się być konieczne dla optymalnego ustawienia monitorów




Wspaniałe wykończenie, przykładne położenie drewnianego forniru (orzech)


Dolną przestrzeń standów z powodzeniem można wykorzystać jako stojak na winyle

Gram ze wzmacniacza Shanling A3.2

Porównanie z litewskimi kolumnami AudioSolutions Figaro M


Wzmacniacz to hybrydowy Pathos Classic One MKIII

Wzmacniacz to lampowy Haiku-Audio Origami 6550 SE


Wrażenia dźwiękowe
Jako głośniki porównawcze używałem: AudioSolutions Figaro M, Pylon Diamond 30, Triangle Borea BR08 oraz Living Voice Auditorium R3. Wzmacniacze to: tranzystorowy Shanling A3.2, hybrydowy Pathos Classic One MKIII i lampowy Haiku-Audio Origami 6550 SE. Przewody głośnikowe to Luna Cables Gris. Pełna lista sprzętu towarzyszącego wymieniona jest na końcu niniejszego tekstu.

Nawet nie wiem jak zabrać się za opis brzmienia tytułowych głośników - kosztują około 4 400 PLN (za dwie sztuki, bez podstaw), ale ich jakość i styl grania znacząco wykraczają poza te rejony cenowe. Co więcej, wykończenie i klasa stolarki to także znacznie wyższa liga (bo na pewno nie budżetowa!). Ale żeby nie było za prosto, muszę napisać, że charakterystyka brzmienia w dość duży sposób odbiega od tego, co my, współcześni audiofile, uznajemy za aktualny wzorzec dźwięku.

Otóż "nowe" Lintony zanurzone są po uszy w dawnym stylu gry kolumn głośnikowych - takich sprzed kilkudziesięciu laty. To brzmienie na wskroś muzykalne i melodyjne oraz równocześnie obszerne i kompletne. Uniwersalne, bo z szerokim zakresem tonalnym. Nakierowane przede wszystkim na średnicę, choć jest tu także obecna mocna podstawa basowa (o czym więcej w następnym akapicie). Ogólnie można stwierdzić, iż jest to granie nastrojowe i dźwięczne, acz podawane zupełnie bez wysiłku i bez odczuwalnych jakichkolwiek naprężeń czy sprzężeń. Tylko muzyka i muzyka - plastyczna, malownicza i klimatyczna. Wysoce wydajna i wprost analogowa. Harmonijnie rozciągnięta.

Można napisać, że Wharfedale grają mocno nasyconym dźwiękiem o delikatnie przyciemnionym i ciut ocieplonym charakterze, jednocześnie bez żadnych zmiękczeń. Ale w żadnym wypadku nie gubią rytmu ni równomierności, są stworzone do oddawania mocarnego, wręcz atletycznego bitu. Jest to rytm punktualny, świetnie kontrolowany, choć nie tak idealny jak to czynią głośniki z wyższego pułapu jakościowego. Lecz bez widocznych poluzowań lub interferencji.

Głośniki budują bardzo rzetelną podstawę basową. Bas schodzi zaskakująco nisko - i bas ten stoi w zdrowych proporcjach do reszty pasma. Tu pewnym ograniczeniem mogą być niedrogie membrany z kevlaru, ale jak na ich jakość, to struktura niskich tonów jest bardzo bogata i szeroka. Duży basowy dźwięk o solidnym uderzeniu i dobrej, bo naturalnej prezentacji. Napięty i nastrojony. Obfity w zawiłości, pomruki i subtony. Zapewnia to też m.in. duża skrzynka Lintonów, gdzie ograniczenia akustyczne są znacznie mniejsze niż ma to miejsce w standardowych słupkach dzisiejszych kolumn. Tu niskie mają się gdzie rozpędzić i ostatecznie ukształtować.

Scena jest szeroka i stosunkowo głęboka. Rozrośnięta acz realistyczna. Nie czuć żadnych spłaszczeń czy dwuwymiarowości. Przestrzeń jest odbierana jako w pełni trójwymiarowa - w każdym jej wymiarze dużo się dzieje i jest to kompleksowo słyszalne. W czasie, miejscu i przestrzeni. Precyzja obrazowania zjawisk pozornych na scenie muzycznej jest wysoka. Konstruktywna i staranna.

Wysokie tony są nieco zaokrąglone, stoją w lekkim dystansie do pozostałych pasm. Nie są schowane, ale ekspansywne również nie są. Można napisać, że są dyskretne. Z kolei rozdzielczość jest zapewniana na przyzwoitym, bezpiecznym poziomie. Może nie ma tu wysublimowanej analityczności czy selektywności klasy high-end, ale sam odbiór muzyki i jej różnorodności akustycznej jest bardzo wyrafinowany. Oszałamiający.

Co istotne, średnica jest gładka i kremowa, a zarazem bardzo czytelna (i to pomimo głośnika z kevlaru) i dynamiczna. Zrozumiałość głosu jest wyjątkowa, a wyrazistość i pełność tonalna instrumentów jest fenomenalna. Nie jest co prawda poziom stricte audofilski, ale w swym wyrazie jest doskonały. Nie ślizga się jedynie po powierzchni, ale schodzi też niżej, w głąb. Ze średnicy promieniuje fizyczność i sensualność godna pochwały i uznania. Atmosfera i klimat studia nagrań w pokoju odsłuchowym jest zdecydowanie odzyskiwana przez "nowe" Lintony. Plastyczność nagrań jest odwzorowywana rzetelnie i wiernie. Muzyka nieco "klei się" i przyczepia do średnicy, ale generalnie nie mam tu żadnych większych uwag. Taka cecha nadaje brzmieniu nieco winadżowego sznytu - dźwięku jak za dawnych lat. To jest bardzo przyjemne odczucie.

Jaki wzmacniacz będzie optymalny dla Wharfedale Linton? Producent rekomenduje wzmacniacze z przedziału mocy 25 - 200 Watów, ale myślę, że przy skuteczności rzędu 90 dB można się pokusić i o amplifikację poniżej 25 Wat na kanał. Przypomnę, Lintony podłączałem kolejno do trzech wzmacniaczy: tranzystorowego Shanling A3.2 (o mocy 2 x 200 Wat przy 8 Ohm), hybrydowego Pathos Classic One MKIII (2 x 70 Ohm przy 8 Ohm) i lampowego Haiku-Audio Origami 6550 SE (15 Wat).

Swojego czasu bardzo zachwycałem się dalekowschodnim wzmacniaczem tranzystorowym Shanling A3.2. Uważam go za wybitny wzmacniacz w swojej cenie, gra zaskakująco rzetelnie. Bardzo, bardzo dojrzale. Niesamowicie soczyście i substancjalnie. Niestety, jego ogrom i potęga brzmieniowa nie za bardzo przystawała do wybujałej muzykalności Wharfedale Linton. Coś mi w ich wspólnym dźwięku nie pasowało, a czasem nawet przeszkadzało. Nie wiem czy to była zbytnia szybkość, czy za obfita nawała brzmienia.

Kolejny wzmacniacz, czyli hybrydowy Pathos Classic One MKIII, okazał się być przysłowiowym strzałem w dziesiątkę! Jego bogaty i harmonijny charakter brzmienia, który można nazwać eufonicznym, a także niepospolita barwność i spójność, okazały się być wspaniale synergiczne z tytułowymi skrzynkami Linton. Ogólny balans tonalny był lekko ciepławy, przy czym zaskakującą była równoległa niezwykła klarowność prezentacji, jak i ogólna wyborna plastyczność brzmienia. Wręcz zjawiskowa. Piękne i natchnione granie, od którego trudno się uwolnić, bo jest muzykalnie hipnotyczne.

Zresztą podobnie jak Pathos Classic One MKIII było z lampowym Haiku-Audio Origami 6550 SE. To przede wszystkim bardzo głęboka barwa, obfite nasycenie i zdrowa soczystość grania podparte subtelnością i finezja obszernej średnicy i zaraz potem niskich tonów. W brzmieniu daje o sobie znać gęsta i otwarta średnica zaprawiona taktowną rozdzielczością. Jednakże niezbyt mała moc wzmacniacza zestawiona z wymagającymi membranami z kevlaru przynosiły mniej namacalny fizycznie i czasem odchudzony emocjonalnie przekaz w porównaniu do tego, co umiał zaprezentować Pathos Classic One MKIII. Przy niskich i średnich natężeniach głośności było to bez znaczenia dla ogólnej poprawności dźwięku, lecz przy wyższych poziomach już tak. Trzeba mieć tego świadomość. Ale i tak uważam powyższe zestawienie za bardzo udane.

Na koniec napiszę, że pomimo faktu, iż Lintony nie są zbytnio wrażliwe na przewody głośnikowe, to warto dobierać im takie kable, które nie ocieplają i nie schładzają przekazu. Najlepiej przewody o organicznym i naturalnym brzmieniu. W moim przypadku optymalnie sprawdziły się kanadyjskie Luna Cables Gris. Są to przewody wytwarzane według klasycznych reguł high-fidelity, a więc takiego pochodzącego jeszcze z lat 40-tych i 50-tych XX wieku, kiedy dominowały wzmacniacze lampowe. I jako takie przewody Gris jak ulał pasują do "starodawnych" Wharfedale Linton.

Konkluzja
"Nowo-stare" Wharfedale Linton to są niepospolicie solidne i udane konstrukcje garściami czerpiące z dziedzictwa złotych lat brytyjskiej szkoły high-fidelity drugiej połowy XX wieku. Przy odpowiednim wzmacniaczu i starannej konfiguracji głośniki te zapewniają naprawdę wyjątkowy spektakl muzyczny - soczysty, przestrzenny, melodyjny, plastyczny i subtelny.

Oczywiście, cudów w fizyce nie ma, przy tańszych konstrukcjach ich projektanci muszą iść na oczywiste kompromisy, ale w przypadku Lintonów owe kompromisy nie są dźwiękowo słyszalne, a przynajmniej nie wysuwane na przód. Tu dominuje klasyczna muzykalność zaprawiona czarującym organicznym ciepłem oraz głęboko nasyconymi barwami.

Krótko pisząc, Wharfedale Linton to są fenomenalne głośniki ze wszech miar godne polecenia! Jestem nimi wielce zauroczony. Tak dojrzały dźwięk, w tak wyważonej cenie wydaje się być niemożliwy. Niewiarygodne? A jednak!

Ceny w Polsce: Wharfedale Linton - 4 398 PLN (za dwie sztuki); podstawki Wharfedale - 1 398 PLN (za dwie sztuki). Komplet dwóch głośników i dwóch podstaw to wydatek 5 794 PLN.

System odsłuchowy
Wzmacniacze: Haiku-Audio Origami 6550 SE (test TU), Shanling A3.2 (test TU) i Pathos Classic One MKIII (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU), Pylon Diamond 30 (test TU), AudioSolutions Figaro M (test TU), Triangle Borea BR08, Guru Audio Junior (test TU) i Studio 16 Hertz Canto One New SE (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.
Odtwarzacz sieciowy: Auralic Aries Mini (test TU).
DAC-i i wzmacniacze słuchawkowe: NuPrime DAC-10H (test TU), Lampizator Amber 3 DAC (test TU), SPL Phonitor se (test TU), S.M.SL. M500 (test TU), S.M.S.L. D1, Little Dot MKIV oraz Encore mDSD (test TU).
Komputery: Dell Latitude 7390 i MacBook Apple Pro.
Smartfon/tablet: iPhone XR i iPad Air 2.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładka gramofonowa: Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU), SPL Phonos i Audiokultura Iskra 1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Tivoli Model One (test TU).
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH610 (test TU), SoundMagic HP1000, Kennerton Magni, Meze 99 Neo (test TU) i MEE Audio Matrix 2 (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Listwy sieciowe: Solid Core Audio Power Supply (test TU) i ZiKE Labs Powerbox (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech Radius Stand, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU), mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU) i krążek dociskowy do gramofonu Clearaudio Clever Clamp (test TU). Kondycjoner masy dla głośników QAR Dynamit (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper oraz adaptery głośnikowe bi-wire Perkune Audiophile Cables (test TU).


11 komentarzy:

  1. Hmm, lepiej zagrały od Klipsch forte III, jak nie to w jakich aspektach słabiej?

    OdpowiedzUsuń
  2. Tytułowe skrzynki nie zagrały lepiej niż Klipsch Forte III, bo różni je cała klasa. Klipsch to klasa wyższa, zaś Wharfedale Linton - średnia. Grają wspaniale, ale mają swoje ograniczenia, których Klipsche nie mają. Chodzi tu przede wszystkim o głębię grania, cyzelunek tonalny czy holografię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno tutaj cokolwiek porównywać, to inna konstrukcja i inny pomysł na dźwięk. Klipsch Forte III nie ma sensu "męczyć" klasyką. Barwa i rozdzielczość produkowana przez taką aplikację horn-ów jest nie do zaakceptowania. Gubią się już w kameralistyce. Linton jest natomiast uniwersalny i choć ma swoje wady to za te pieniądze (jeżeli tylko akceptujemy "optycznie" vintage) to bardzo udane konstrukcje.

      Usuń
  3. dzień dobry . Zastanawiam się nad tym zestawem w połączeniu z Azur 851W , który jak dla mnie gra coś "ostro" rozważam też Heco Direkt . Niestety w Gdyni nigdzie nie mogę usłyszeć ich na żywo a więc mam problem z wyborem . Jazz, soul, blues itp....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli Azur 851W gra za "ostro", to może warto go zmienić a nie głośniki?

      Usuń
  4. A to już nie takie proste sprzedać i kupić.... 😜 Taniej i szybciej kupić "znaleźć" kolumny 🤨🙃😉

    OdpowiedzUsuń
  5. A może jakieś fajne propozycje w tym budżecie?

    OdpowiedzUsuń
  6. Czy te kolumny nadawały by się do pary z wzmacniaczem lampowym na el34 ( Line Magnetic LM-34ia)?

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...