Polpak

EIC

Rafko

środa, 16 stycznia 2013

David Bowie & Friends „Live in NYC – Birthday Celebration” – 3 x LP



Kilka dni temu - 8 stycznia, David Bowie obchodził swoje 66 urodziny. Wówczas niespodziewanie ogłosił, że 11 marca 2013 r. ukaże się nowy od 10 lat album zatytułowany „The Next Day”. Tego dnia (czyli 8 stycznia) światło dzienne ujrzał także nowy utwór promujący tę płytę: „Were Are We Now?”. Kapitalny prezent urodzinowy, ale jeszcze większy dla fanów Bowiego.

Natomiast 50-te urodziny David Bowie uczcił koncertem w Nowym Jorku. Celebracja ta odbyła się dokładnie 9 stycznia 1997 roku w Madison Square Garden. Zaproszonych na scenę zostało wielu znakomitych gości, a byli to: Frank Black z The Pixies, Robert Smith z The Cure, Lou Reed, zespół Foo Fighters, Dave Grohl z Foo Fighters i Nirvana, zespół Sonic Youth, Gail Ann Dorsey oraz Billy Corgan ze Smashing Pumpkins. Cóż za wyborowa lista wykonawców!

W 2011 roku ukazał się 2 płytowy album (2 x CD) z zapisem urodzinowego koncertu oraz DVD nakładem holenderskiej wytwórni płytowej IMA. Zaś w 2012 roku ukazała się wersja na winylu (3 x LP) sygnowana marką holenderskiej firmy Vinyl Passion. Wszystko wskazuje, że wszystkie powyższe pozycje są nieoficjalne. Są klasycznymi bootlegami, innymi słowy. Ale sądzę, że każdy prawdziwy fan Bowiego powinien zapoznać się z tą pozycją.
Mi udało nabyć się trzy-płytową wersję David Bowie & Friends „Live in NYC – Birthday Celebration” na czarnym winylu. Jakość dźwięku jest całkiem niezła jak na bootleg, a wartość artystyczna – wybitna. Polecam.

Szczegółowa lista utworów oraz wykonawców dostępna jest na discogs.com TUTAJ.







wtorek, 15 stycznia 2013

Odtwarzacz plików HiFiMan HM-601 Slim






















Wstęp
Od daty premiery pierwszego iPoda, czyli przenośnego odtwarzacza plików minęło już kilkanaście lat (było to dokładnie 23 października 2001 roku), choć formalnie palmę pierwszeństwa dzierży tu mało znany Audible.com Mobile Player (1998 rok). Od tego czasu mobilne odtwarzacze plikowe podbiły świat – trudno dziś wyobrazić sobie słuchanie muzyki podczas podróży, czy po prostu na spacerze po mieście, bez takowego urządzenia. Zaś mnogość wyboru przenośnych odtwarzaczy dosłownie przeraża i poraża – jest ich na rynku oszałamiająca ilość. Tu prym nadal wiedzie firma Apple ze swoimi iPodami, iPhonami i iPadami. Jednak są też i firmy, których celem jest zawojowanie rynku ambitniejszego, konstruują one odtwarzacze, które mogą zadowolić wybredniejszego klienta. Klienta, którego można nazwać audiofilem lub wyrafinowanym melomanem, bowiem taki potrzebuje do słuchania muzyki wyższej jakości niż tej, którą dostarcza większość „empetrójek”. Do takich ambitnych firm należy także HiFiMan.

HiFiMan
Firmę HiFiMan opisywałem bliżej podczas testu słuchawek HiFiMan HE-500 TUTAJ. Napisałem wówczas, że ogólnie patrząc na firmowe produkty, HiFiMan łączy nowoczesność z tradycją. Ponieważ design urządzeń jest bardzo tradycyjny, osadzony w przeszłości, natomiast zastosowane rozwiązania techniczne, wysoka jakość dźwięku i innowacyjność, daleko i śmiało wpisują się w XXI wiek.

Nie inaczej jest i z linią odtwarzaczy plikowych, których HiFiMan ma w ofercie kilka. W przygotowaniu jest premiera HM-901 wraz z dedykowaną stacją dokującą. Najnowszy zaś odtwarzacz to model HM-601 Slim, który jest bohaterem niniejszego tekstu.

HiFiMan HM-601 Slim został wypożyczony od polskiego dystrybutora marki HifiMan, firmy Rafko.

Budowa, ergonomia i wrażenia ogólne
HiFiMan HM-601 Slim w porównaniu do innych przenośnych odtwarzaczy plikowych jest stosunkowo duży i ciężki. Trudno jednak nazwać go wielkim – to małe kształtne pudełeczko z czarnego, twardego plastiku swobodnie mieszczące się w dłoni lub w kieszeni.

Z przodu znajduje się wyświetlacz (raczej niewielki) z niebieskim tłem. Ma ograniczoną skalę kolorystyczną, jest jednak wystarczająco kontrastowy, aby nawet w pełnym słońcu móc odczytać nazwy ścieżek, choć jest to dość trudne. Generalnie, wyświetlacz nie poraża wyrafinowaną jakością typu Retina montowanego w iPadach. Mówiąc krótko, wyświetlacz jest archaiczny – wyjęty jakby żywcem z epoki „wczesnego komputera”. Nie muszę, zdaję się, dodawać, że ekran nie jest dotykowy…

Na wyświetlaczu pojawiają się następujące podstawowe informacje: 1. Nr ścieżki, format pliku (MP3, WAV, etc) 2. Tytuł utworu, 3. Wykonawca, 4. Czas trwania utworu i jego upływ, 5. Poziom naładowania baterii, funkcje 'play' i 'pause'.

























Poniżej wyświetlacza, po lewej stronie umieszczono przycisk nawigacyjny do obsługi odtwarzacza – jego ergonomia jest intuicyjna, a przez to (raczej) nieskomplikowana. Po prawej stronie zamontowano trzy suwaki. Pierwszy od góry, przesunięty w prawo i przytrzymany kilka sekund włącza lub wyłącza odtwarzacz. Drugi odpowiedzialny jest za blokowanie funkcji przycisków, a trzeci to przycisk ‘mute’, czyli skokowego wyciszenia. Niestety, nawigacja klawiszami jest dość toporna. Przyciski i suwaki stawiają duży opór i nie są przyjazne. Sterowanie przypomina zabawę radzieckim kalkulatorem z lat 70-tych XX wieku – klawisze chodzą ciężko, niezgrabnie, choć swoje funkcje spełniają poprawnie.

Na prawym boku znajduje się slot na kartę SD – dzięki temu wewnętrzną pamięć (tu 4 GB, ale jest też wersja 8 GB) można bezproblemowo (i tanio) rozszerzyć nawet o kolejne 32 GB. Obok portu kart SD umieszczono przełącznik służący do wyboru rodzaju przyłączanych słuchawek: małe i dokanałowe lub pełnowymiarowe. Bardzo przydatna funkcja. Na lewym boku zamontowano gniazdo mini USB oraz gniazdo sieciowe 5 V do ładowania baterii odtwarzacza. Naładowana bateria wystarcza na mniej więcej 9 godzin grania. Nie jest to dobry wynik.

Na górnym boku umieszczono pokrętło (mini-walec?) potencjometru (znowu a’la lata 70-te XX wieku) oraz gniazdo słuchawkowe (3,5 mm, czyli tzw. mini jack), a także wyjście audio.
Ogólnie, pomimo niejakiej toporności w działaniu przycisków oraz wrażeń estetycznych przywołujących skojarzenia ze wczesną fazą elektroniki użytkowej, trudno odtwarzaczowi HiFiMan HM-601 Slim zarzucić brak solidności, czy rzetelności wykonania. Zgadza się – player wygląda, jak wygląda, niemniej jednak wykonany jest porządnie. Z tyłu zamontowano porządną metalową obudowę, a pozostała jej cześć wykonana jest z twardego, mocnego tworzywa sztucznego, które nie wygląda na tanie (na szczęście).

Dodam jeszcze, że mi powyższa estetyka bardzo odpowiada. Jest skromna i użytkowa. Bez zbędnych „bajerów”. Urządzenie to ma być w założeniu proste w obsłudze, mieć proste sterowanie, prostymi przyciskami, suwakami i pokrętłami. I tak też jest w rzeczywistości.

Jako kość przetwornika cyfrowo-analogowego konstruktorzy HiFiMan zastosowali słynny DAC TDA1543 firmy Philips. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że owa kość nie jest już produkowana od …20 lat, a największe triumfy święciła w latach 80-tych XX wieku (sic!). Warto też dodać, że TDA1543 jest przetwornikiem typu NOS, czyli non-oversampling lub nie nadpróbkowujący, pisząc po polsku. Zastosowanie tego typu DACa wymaga dużej wiedzy i doświadczenia w aplikacji przetworników, bowiem tu jest wyłącznie filtr dolnoprzepustowy, bez oversamplingu. Ponadto TDA1543 obsługuje sygnał do 16 bitów/44 kHz, co zestawione z umiejętnościami współczesnych DACów może rozśmieszać. Jednak, pomimo niedoskonałości technicznych (z dzisiejszego punktu widzenia) kość TDA1543 ma status kultowej w środowisku audiofilów. Jest ceniona za swój ciepły, analogowy, gładki, a nawet słodki styl gry – zbliżony do naturalnego dźwięku zawierającego parzyste harmoniczne. TDA1543 z powodzeniem jest używana w wielu nowoczesnych (współczesnych) urządzeniach typu DACi czy odtwarzacze płyt CD. Zastosowany wzmacniacz słuchawkowy to Burr-Brown OPA2107.

Dźwięk
Jako słuchawki używałem głównie Sennheiser PX100 oraz Sennheiser HD650. Pliki wgrałem do odtwarzacza w różnych formatach: od FLAC, poprzez WAV, aż do MP3 w różnych bit-rate.

Od razu napiszę, że wszelkie niedoskonałości budowy, toporna obsługa i nawigacja giną, stają się nieważne – drugo-, trzecio-planowe zestawione z dźwiękiem HiFiMan HM-601 Slim, bo ten mówiąc krótko i rzeczowo – jest uwodzicielski. Tak, to jest doskonałe słowo na określenie stylu gry testowanego odtwarzacza.

Odtwarzacz zaskakuje przede wszystkim pełnością, obfitością dźwięku. Ma się wrażenie niesamowitej gęstości przekazu. Co istotne, niskie tony są podobnie pełne, nasycone oraz mocno ekspresyjne przy jednoczesnej kulturze i braku maniery rozlewania się na boki. Niskie tony są kapitalnie mocne i ekspresyjne. Sam przekaz jest bardzo plastyczny, wielokolorowy w strukturze i ingrediencjach. Gęstość tonów i ich bogactwo oraz wielowarstwowość zachwyci nie jednego audiofila. Przestrzeń jest głęboka i szeroka, z wiarygodnym lokowaniem instrumentów.

Obecność kości TDA1543 powoduje, że dźwięk jest bardzo miły dla uszu – bliski pojęcia analogowy, ciepły, a nawet słodki. Ale te cechy nie powodują paradoksalnie podkolorowania dźwięku, a jedynie jego ciepłe podkreślenie, przyjemne wypełnienie nutami. Przekaz lokuje się zaś w sferach naturalności, choć nie jest to prawdziwa neutralność.

Średnica podobnie jak reszta zakresów – jest lekko ocieplona w sensie destylowania parzystych harmonicznych, ich uwidaczniania i pchania do przodu. To powoduje, że wokale brzmią bardzo przekonująco, wiarygodnie i wybornie. Przyjemnie. Śpiewu można słuchać godzinami (o ile bateria na to pozwoli) bez śladów zmęczenia uszu. Słuchanie muzyki na HM-601 Slim to poezja dla uszu. Poezja, czyli coś uduchowionego, wzniosłego. Stojącego w opozycji do prozy, czyli prawdziwego opisania świata.

Warto podkreślić, że powyższy odtwarzacz radził sobie znakomicie zarówno ze słuchawkami Sennheiser PX100 (co zrozumiałe) jak i z dużymi Sennheiser HD650 o oporności 300 Ohm. Bezproblemowo i w pełni skutecznie.

Podsumowanie
1. Budowa zewnętrzna i funkcjonalność stoją na poziomie wczesnych lat 80-tych. Solidne i trwałe użyte materiały. Stylistyka anachroniczna, choć przez to nawet przyjemna, bo sentymentalna.
2. Wnętrze zawiera kultową kość DACa TDA1543 Philips oraz wyborny wzmacniacz słuchawkowy Burr-Brown OPA2107 – żadne słuchawki nie są dla niego problemem.
3. Dźwięk duży i masywny. Gęsty. Kolorowy i plastyczny. Żywy. Z obszernymi jędrnymi basami. Całość przekazu bardzo przyjemna dla uszu; barwa analogowa, lekko słodka, ciepła. 
4. Pewne zastrzeżenia w kwestii ergonomii odtwarzacza z nawiązką rekompensuje wysoka kategoria firmowego dźwięku.
5. Jakość dźwięku wykracza poza zwykłe kryteria spotykane w przenośnych odtwarzaczach plikowych – pod tym względem HiFiMan MH-601 Slim przynależy do rzetelnej klasy high-fidelity.


Sprzęt testowy
Odtwarzacze: iPad 3 oraz iPod nano 3 i iPod nano 4 firmy Apple.
Słuchawki: Sennheiser HD438 (test TU), Sennheiser PX100, Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream (test TU), Koss PortaPro oraz Creative Aurvana Live! z kablem Sennheiser HD650 i Beyerdynamic DT 990.

Dane techniczne
Dostępne na stronie polskiego dystrybutora HiFiMan, firmy Rafko TUTAJ.











poniedziałek, 7 stycznia 2013

Klika dni przerwy...

Kiedy Drogi Czytelnik przeczyta ten post, autor audio-bloga będzie już w drodze na dość egzotyczny wyjazd.
Oczywiście, zabieram ze sobą dużo muzyki wgranej do dwóch iPodów, iPada 3 oraz do odtwarzacza HiFiMan HM-601 Slim! Par słuchawek pakuję do torby tylko trzy.

Wracam za tydzień.

niedziela, 6 stycznia 2013

Przedwzmacniacz gramofonowy Ri-Audio PH-1








Wstęp, czyli kilka słów o dwóch Czechach i firmie Clearaudio
Pewnie Drogi Czytelnik zastanawia się dlaczego zabrałem się za opis w zasadzie nieznanego sprzętu jakim jest Ri-Audio PH-1? – no, może poza kręgiem winylo-maniaków. Jednak zapewniam – Ri-Audio PH-1 to urządzenie kultowe, by nie napisać – legendarne. Ale od początku.

Czech, pan Petr Král od lat konstruuje sprzęty audio-stereo. Wyspecjalizował się szczególnie w budowaniu wzmacniaczy, w tym i przedwzmacniaczy gramofonowych. Od 1993 do 1998 roku firma, którą prowadził w spółce z innymi udziałowcami nosiła nazwę Fox Audio, jednak na skutek pewnych komplikacji, postanowił samodzielnie kontynuować przedsięwzięcie. W związku z tym, założył w mieście Hranice własną markę, którą nazwał Ri-Audio, zaś firmę PEKRA (skrót od Petr Král). Produkuje ona różnorodne kable, zasilacze, wzmacniacze, etc. 

PEKRA zasłynęła konstrukcjami przedwzmacniaczy gramofonowych o nazwie Ri-Audio PH-1 (z wyjściami XLR i RCA) oraz PH-2 (tylko RCA), które szybko zdobyły uznanie wśród melomanów, bo jakością dźwięku w swojej klasie cenowej na głowę biły konkurencję, a i z wieloma droższymi phono-stage potrafiły bez kompleksów śmiało zmierzyć się. Niestety, nie odnotowały wielkiego sukcesu rynkowego – były to produkty stricte niszowe.

W tym miejscu tej historii pojawia się drugi Czech, pan Peter Suchy, właściciel i założyciel niemieckiej firmy gramofonowej Clearaudio. Peter Suchy na początku lat 70-tych XX wieku wyjechał z Czechosłowacji do Niemiec, gdzie w 1978 roku w Erlangen założył manufakturę Clearaudio z myślą o produkcji gramofonów. Jak wiadomo, obecnie Clearaudio Electronic to światowy lider w produkcji gramofonów, wkładek gramofonowych, przedwzmacniaczy gramofonowych, etc. Śmiało można powiedzieć, że Clearaudio to prawdziwy gigant i potentat technologii gramofonowej.

Wracając do pana Perta Krála, konstruktora Ri-Audio. Pan Peter Suchy z Clearaudio zaproponował mu, aby nawiązać współpracę, która miała polegać na tym, że przedwzmacniacze gramofonowe Ri-Audio PH-1 oraz PH-2 będą sprzedawane pod logo Clearaudio, ale nadal będą produkowane w Czechach w PEKRA. Podpisano stosowną umowę – modele Ri-Audio PH-1 i PH-2 w 2003 roku zniknęły z rynku. Pojawiły się modele Clearaudio Symphono i Symphono +. Wewnętrznie, pod względem konstrukcyjnym – identyczne z PH-1 i PH-2. (Późniejsza) różnica zewnętrzna dotyczyła natomiast tylko użytej innej obudowy – ze szczotkowanego, białego aluminium, typowego dla Clearaudio. Choć na początku zmieniono jedynie logo na froncie. Co istotne, zmieniła się także cena, bo wzrosła z około 2000 zł za PH-1, do około 6000 zł za Symphono + z logo Clearaudio.

Warto też wiedzieć, że cała produkcja przedwzmacniaczy gramofonowych Clearaudio została przeniesiona do Czech, do firmy PEKRA pana Perta Krála. Taka to historia dwóch Czechów, naszych Braci zza południowej granicy…

Naturalnie, powyższa historia, jest opowieścią jedynie "zasłyszaną". Dowodów na piśmie brak.

Ri-Audio PH-1 wrażenia ogóle i budowa
Drogi Czytelnik już wie, że model Ri-Audio PH-1 został zewnętrznie „przemieniony” w Clearaudio Symphono + (obecnie, Clearaudio Symphono + nie jest już produkowany, lecz ciągle można kupić nowe jego egzemplarze).

Ich wnętrza są identyczne, tory są całkowicie symetryczne - zamontowane na jednej płytce. Analogiczny jest też zestaw wejść i wyjść na tylnej ściance. Zamontowano tam zarówno wyjścia zbalansowane na gniazdach XLR (Neutrik), jak i zwykłe RCA. Od spodu jest zamontowany przełącznik dla wkładek MC i MM – to są dwie potrójne zworki (osobna dla lewego i prawego kanału), które należy przełożyć w odpowiednie miejsce. Podobnie jest z filtrem subsonicznym – nałożone zworki wyłączają go, zdjęte – uruchamiają.

Do pre załączany jest specjalny firmowy zasilacz, który posiada wtopiony transformator 10VA, dwudrożny prostownik i system „przedfiltracji”. Filtracja główna około 18mF i stabilizacja są częściami składowymi płyty głównej.

Urządzenie waży niecałe 2 kg, rozmiarami jest szersze i głębsze niż np. Pro-Ject Phono Box SE II, ale ten drugi jest wyższy.


Ri-Audio PH-1 prezentuje się korzystnie. W pełni spełnia standardy designu domowego sprzętu hi-fi. Skromnie, aczkolwiek użytecznie. Obudowa wykonana jest z aluminium z masywnym panelem przednim. Płyta frontowa jest wykonana z duraluminium, szczotkowana.









Wnętrze Cleraraudio Symphono + jest identyczne z Ri-Audio PH-1


Dźwięk
Jako przedwzmacniacze gramofonowe odniesienia używałem PreAmplifikator II oraz Pro-Ject Phono Stage SE II. Gramofon to Clearaudio Emotion. Dokładna lista sprzętu dostępna jest na końcu tego tekstu.

Dźwięk nie jest spektakularny, ale przyjemnie ofensywny. Na pierwszy plan wysuwają się pięknie ułożone basy – te są sprężyste i żywe, z dużym poczuciem ich bogactwa. Niskie tony są dobrze kontrolowane, silnie trzymane w ryzach. Warto zaznaczyć, że to z reprodukcją niskich tonów najczęściej trudno radzi sobie wiele przedwzmacniaczy – w Pro-Ject Phono Stage SE II jest z tym nieco gorzej, lecz poprawnie. Mistrzem obszerności, ale i pokazywania subtelności i niuansów basów jest za to PreAmplifikator II.

Bardzo podoba mi się stopień nasycenia dźwięczności, jej wielowymiarowa kolorystyka. Przyjemna barwa. Czuć, że ma się do czynienia z zaawansowanym urządzeniem – może nie klasy high-end, ale stojący w hierarchii bardzo wysoko. Ri-Audio można nazwać dojrzałym i rasowym. Potęga dźwięku i jego namacalność często mnie zadziwiała. Podobnie jak wspaniałe szeroka (otwarta) przestrzeń - swobodna.

Dzwony kościelne w utworze na płycie Dead Can Dance "Within the Realm of a Dying Sun" są wyraźne, choć odzywają się z tyłu, gdzieś w tle nagrania, to jednak są dokładnie wyodrębniane, maja dużą dozę sugestii. Trzeba w tym momencie nadmienić, że PreAmplifikator II owe dzwonienie jeszcze bardziej, dokładniej wydobywał (prawdziwiej).

Głos Lisy Gerard nie jest łatwy do przedstawienia na pozornej scenie odsłuchowej, z uwagi na jej manierę koturnowego śpiewania, nieomal operowego, na pograniczu histerii. Jednak mały czech poradził sobie z tym trudnym zadaniem więcej niż dobrze – pokazał rzeczywistą skalę wokalu pani Gerard. Jej głos brzmiał czysto, swobodnie i był wiarygodnie osadzony w przestrzeni, choć brzmiał raczej dalej, niż bliżej. Jednakowoż jego koncentracja i niewymuszony charakter (podkreślony przez Ri-Audio) może być uznany za wzór precyzji. A trzeba wiedzieć, że płyty Dead Can Dance nie należą do najlepiej zrealizowanych technicznie; dla przedwzmacniacza nie było to (na szczęście) ograniczeniem.

Przestrzeń jest bogata – szeroka i głęboka, ale nie jest otchłań jak w PreAmplifikator II. Instrumenty lokowane skutecznie i precyzyjnie, wielowarstwowo i gęsto. Detale nagrań są wydobywane z substancji muzycznej, a następnie wyodrębniane, plastycznie eksponowane na siatce sceny. Co istotne, niezwykle precyzyjnie dopracowywane są pogłosy – czuć je w oddali, lecz tworzą gigantyczną (daleką) strefę za instrumentami.

Na winylu Leonarda Cohena „Old Ideas” gitary zabrzmiały przepięknie, mocno i wyraźnie, ze sporą dokładnością można było odróżnić poszczególne struny. Natomiast wokal Cohena był aksamitny, lecz mocny. Wyraźny i kapitalnie osadzony w bogatej przestrzeni, która zdawała się być bardzo głęboka, wielopoziomowa. Plastyczna.

Testowałem zarówno wyjście zbalansowane, jak i niezbalansowane. Ze zbalansowanego oczywiście jest wyższej klasy dźwięk. Jest odczuwany jakby bardziej żwawy, lepiej poukładany i bardziej rozdzielczy.

Podsumowanie
1. Czeski przedwzmacniacz gramofonowy Ri-Audio PH-1 to obecnie niemiecki Clearaudio Symphono +, który produkowany był w tym samym miejscu w Czechach (co Ri-Audio).

2. Ri-Audio PH-1 to przykład lokalnej rewelacyjnej produkcji, świetnej myśli technicznej, która dopiero z zagranicznym kapitałem (i logo) osiągnęła sukces.

3. Ri-Audio to piękny, obszerny dźwięk, z dużym nasyceniem detalami. Wspaniale przestrzenny, z wiarygodną głębią i świetną namacalnością instrumentów i wokali. Rewelacja w jego poprzedniej, "czeskiej" cenie. W cenie Clearaudio - bardzo dobry.

4. Obecnie za cenę 6 000 zł, jaką trzeba zapłacić za Clearaudio Symphono +, być może warto rozważyć kupno innego phono-stage – na przykład polski PreAmplifikator II, który wraz z zasilaczem bateryjnym kosztuje około 4 700 zł (i też jest podobnie niszowy jak wczesna marka Ri-Audio), a swym brzmieniem celuje prosto w czysty high-end.

Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacz: Hegel H100 (test TU).
Gramofon: Clearaudio Emotion z wkładką MC Audio-Technica AT-F3/III (test TU)
Przedwzmacniacze gramofonowe: Pro-Ject Phono Box SE II oraz PreAmplifikator II (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand.
Okablowanie: Audiomica Laboratory.
Akcesoria: panele akustyczne (10. sztuk) Vicoustic Wave Wood, platforma antywibracyjna 3SG40 Rogoz-Audio pod gramofonem, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40 pod wzmacniaczem Hegel H100, stoliki audio VAP oraz Ostoja T-3. Zatyczki do gniazd RCA - Sevenrods Dust Caps RCA (test TU).

Strona Ri-Audio, PEKRA - TUTAJ.
Specyfikacja Clearaudio Symphono +.


wtorek, 1 stycznia 2013

Styczeń 2013 r. - plan recenzji

1. Jako pierwszy chciałbym opisać, anonsowany już wcześniej TUTAJ, odtwarzacz plików HiFiMan HM-601 Slim, który używam już od ponad tygodnia.



2. Następnie, najprawdopodobniej, zabiorę się za testy mało znanych w Polsce słuchawek Brainwavz HM5, które będą grały również w towarzystwie HiFiMan HM-601 Slim.



3. Potem planuję opisać zastosowanie iPada 3 Apple w audio-stereo, tzn. napisać jak właściwie podłączyć go do zewnętrznego DACa, jak wygodnie używać jako mini-centrum muzyczne, magazynować muzykę, etc.



4. Mam zamiar posłuchać nową wersję Wzmacniacza Elektroakustycznego Mach Audio, a wrażenia naturalnie zamieścić na audio-blogu.

Źródło zdjęcia - salon audio Hi-Fi Ja i Ty w Gdańsku.

5. Być może wystarczy mi czasu, aby przyjrzeć się bliżej amerykańskim wzmacniaczom słuchawkowym firmy Schiit Audio.



Zapraszam do lektury wkrótce.