Polpak

EIC

Rafko

piątek, 18 maja 2012

DAC Hegel HD11 - zapowiedź testu!

Jestem właśnie w trakcie zapoznawania się z norweskim przetwornikiem cyfrowo-analogowym - Hegel HD11.  To najnowszy DAC tej firmy, a co istotne HD11 przetwarza sygnały do 24 bit/96 kHz przez USB i do 24 bit/192 kHz przez łącze optyczne lub elektryczne SPDIF. Natomiast układ przetwornika ma aż 32 bity! 

Będę go testował w następującym zestawie:
1. źródło główne MacBook Apple oraz pomocniczo - odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO,
2. wzmacniacz Hegel H100,
3. kolumny Vienna Acoustics Mozart Grand i zamiennie - Amphion Helium 510.

Zapraszam na stronę za kilka dni.



wtorek, 15 maja 2012

Kolumny Bodnar Audio Sandglass Fantasy


Wstęp
Nie mam w zwyczaju opisywać na blogu przedmiotów, których nie miałem u siebie w domu na testach, ale dziś muszę zrobić w tej kwestii wyjątek. Bowiem pojechałem oddać kolumny Audio Academy Phoebe III (TU) po testach do salonu audio Hi Fi Ja i Ty w Gdańsku i akurat trafiłem na prezentację kolumn Bodnar Audio Sandglass Fantasy. I tak mocno mnie te kolumny urzekły dźwiękiem, że postanowiłem na gorąco, ad hoc napisać kilka o nich słów.

Bodnar Audio
Bodnar Audio to polska firma z Katowic, która produkuje wyłącznie kolumny szerokopasmowe, czyli takie, które mają w skrzynce zainstalowany jeden głośnik typu full range, czyli szerokopasmowy. Firma wykorzystuje w swoich konstrukcjach rewelacyjne węgierskie głośniki z manufaktury Sonido.




Sandglass Fantasy
Model Bodnar Audio Sandglass Fantasy to typowe horny i jeden ze sztandarowych produktów firmy. Ma 160 cm wysokości, szerokość - 37 cm, a głębokość - 45 cm - są więc więcej niż duże, bo olbrzymie. Bardzo zwraca uwagę wielki "talerz" (miska?) po środku frontu, a w nim głośnik wykonany z drewna i celulozy. Kopułka rozpraszająca też wykonana jest z drewna. Można nazwać wykończenie kolumn luksusowym, a jak podaje producent na swojej stronie, możliwe jest zamówienie obudowy w wielu odmianach kolorystycznych oraz jakościowych, bo może być to nawet welur czy skóra. Co istotne, kolumny Sandglass Fantasy mają przy oporności 8 Ohm aż 95 dB efektywności, stąd szczególnie zalecane są do wzmacniaczy lampowych o mocy od 5 do 25 Wat. To dobra informacja dla posiadaczy urządzeń typu SET. Oczywiście, brak tu zwrotnic.
Muszę szczerze przyznać, że estetyka Bodnarów stoi na bardzo wysokim poziomie - wszystko jest dopasowane idealnie, a kolumny, choć duże to nie przytłaczają swą wielką masą. Warto też, zwrócić uwagę, na fakt, że pomimo tego że ma się do czynienia z produktem z bardzo wysokiej półki, to cena jest wyjątkowo rozsądna - 11 900 PLN.





Kilka słów o dźwięku
Tak, jak napisałem we wstępie - Sandglass Fantasy urzekły mnie dźwiękiem, a ten krótko mówiąc, jest fantastyczny i uderzający rasową dojrzałością. Zazwyczaj do wielu kolumn trzeba kilka razy podejść, posłuchać - potem zastanowić się, pomyśleć, czy to co się słyszało będzie dobre, optymalne do systemu audio, etc. A tu, szerokopasmówki z Katowic od razu totalnie i całkowicie zafascynowały mnie swoim brzmieniem. Tak, ich nazwa "Fantasy" nie jest na wyrost. Ujmująca jest przede wszystkim ich piękna barwa - naturalna, ale dobrze wysycona jędrną muzyką oraz wieloma szczegółami. Poza tym, bardzo ciekawie i intrygująco budowane są zjawiska przestrzenne - ma się wrażenie, że scena jest przeogromna, a muzycy i wokaliści realnie przebywają w pomieszczeniu odsłuchowym. Dźwięk, pomimo, że generowany jedynie przez dwa niewielkie głośniki to substancjalny, zawiesisty i dość silny. Pięknie harmonijny. Gradacja planów wyśmienita, dźwięk mocny i klarowny, z obfitym wypełnieniem - a dodam, że jako wzmacniacz posłużyła konstrukcja DIY typu SET o mocy 2 x 16 Wat. Myślę, że kolumny te zagrają jeszcze lepiej z porządniejszą amplifikacją pod względem jej jakości budowy. Dodam jeszcze, że stereofonia była niemal idealna - kolumny mimo, że gigantyczne pod względem wymiarów to całkowicie "zniknęły" z pomieszczenia - pozostał tylko ich dźwięk: dojrzały, zniuansowany, wysmakowany...
Trzeba jeszcze napisać, że głośniki szerokopasmowe mają swoją indywidualną i specyficzną naturę, sposób grania - najbardziej skupiają się na wyrażaniu zjawisk odbywających się w średnicy, czyli tym co jest esencją dźwięku, a basy i wysokie tony pomimo, że występujące realnie i w nienachalnej ilości, to o innej strukturze niż te znane z "normalnych" kolumn. Mniej żywiołowe i mniej zdysocjowane. Myślę, że "prawdziwsze".

Moim zdaniem, horny na głośnikach szerokopasmowych to kwintesencja muzyki i ideał, do którego należy dążyć w audio stereo jak do Nirwany. I jeszcze do wzmacniacza lampowego typu SET na lampach 300B, ma się rozumieć, bo to też audio raj.





Dane techniczne
Dostępne na stronie firmowej Bodnar Audio: TUTAJ

Sprzęt użyty podczas testu
Serwer muzyczny Olive 4HD
DAC Antelope Zodiac z zasilaczem Tomanek
Wzmacniacz lampowy DIY - SET o mocy 2 x 16 Wat

Odsłuch odbył się w salonie audio Hi Fi Ja i Ty w Gdańsku-Oliwie.

poniedziałek, 14 maja 2012

Monitory Amphion Helium 510 - wkrótce opis!



Zawiadamiam Szanownych Czytelników, że właśnie pracuję nad opisem monitorów z Finlandii - Amphion Helium 510. Będę je porównywał z następującymi głośnikami:

1. Audio Academy Phoebe III
2. Vienna Acoustics Mozart Grand oraz
3. Usher S-520

Jako wzmacniacze wykorzystywał będę:

1. Hegel H100
2. Xindak MT-3 oraz, być może -
3. Roksan Caspian M2.

Zapraszam za kilka dni.





niedziela, 13 maja 2012

Kolumny Audio Academy Phoebe III





Wstęp
Na światowym rynku audio dostępny jest olbrzymi wybór konstrukcji kolumn wolnostojących, a na rynku polskim występuje szczególne zagęszczenie w tym segmencie ze względu na to, że Polska od lat słynęła i słynie z wielu zdolnych konstruktorów budujących ciekawe tego typu sprzęty. Istnieje tu bowiem, co najmniej kilkanaście polskich firm, które produkują wysokiej jakości kolumny głośnikowe. Wiele z nich, popularnością oraz jakością dorównuje, a nawet przewyższa konstrukcje tzw. zachodnie. Jedną z takich jest manufaktura z Łodzi – Audio Academy.

Audio Academy to przedsiębiorstwo formalnie założone w 2001 roku, lecz główny konstruktor i właściciel firmy - pan Michał Kęcerski już znacznie wcześniej zajmował się budową kolumn. Obecnie w katalogu Audio Academy znajdują się dwa sztandarowe modele: Phoebe III oraz Hyperion IV, czyli kolejne, ulepszone generacje pierwotnych konstrukcji. Dla kupujących dostępne są różne możliwe odcienie drewnianych oklein. Warto zaznaczyć, że produkty firmy cieszą się dużym uznaniem wśród polskich audiofili i melomanów, a także i coraz częściej zagranicznych, czego najlepszym przykładem jest prężnie działający „Klub Miłośników Audio Academy” na forum internetowym audiostereo.pl: TU.

Kolumny Audio Academy Phoebe III zostały wypożyczone z salonu Hi Fi Ja i Ty w Gdańsku.







Budowa
Phoebe III to proste skrzynki w kształcie regularnych prostopadłościanów o klasycznej budowie i minimalistycznym wzornictwie. Są raczej niskie i dość krępe, bo przy swoim niewysokim wzroście – 830 mm mają aż 190 mm szerokości. Ranty są proste, żadnych skosów – wyłącznie 90 stopniowe kąty. Jakość zastosowanej okleiny i sposób jej położenia nie budzi żadnych zastrzeżeń - regularne słoje drewna sapeli ładnie uwidaczniają się pod warstwą matowego lakieru. Porządna robota, choć nie aż tak finezyjna jak w produktach np. czeskiego Xaviana. Przednia ścianka oddzielona jest od pozostałej części skrzynek cienką szparą, która nadaje kolumnom wizualnej dostojności. Phoebe III posadowione są na grubym, z lekka ściętym cokole pomalowanym na kolor czarny. Natomiast w cokół wkręcane są wysokie kolce (ze śrubą dystansującą) o zaokrąglonych końcach. Na przedniej ściance cokołu umieszczona jest metalowa tabliczka z firmowym logo. Z tyłu znajdują pojedyncze metalowe terminale przyłączeniowe, dość solidne. Nad nimi zaś metalowa tabliczka znamionowa. Kolumny nie są zbyt ciężkie, bo jedynie 14 kg sztuka daleko im więc do potężnej masy np. niedawno opisywanych przeze mnie Studio 16 Hertz Minas Anor IIIs – 35 kg (TU).

Otrzymałem następujące informacje od projektanta kolumn – pana Michała Kęcerskiego: „kolumny są dwudrożne. Zastosowane głośniki to papierowy nisko-średniotonowy popularny Visaton W 170S, a wysokotonowy to Seas H1148. Zwrotnica to filtr pierwszego rzędu dla Visatona, a drugiego dla Seasa. W torze sygnału znajdują się kondensatory polipropylenowe. Dla głośnika nisko-średniotonowego użyto korektor impedancji”.

Od siebie dodam, że Phoebe III sprawiają korzystne wrażenie estetyczne – klasycznego głośnikowego piękna formy. Prosto, ale logicznie i poprawnie. Całość wygląda schludnie i estetycznie, choć i surowo jednocześnie, bo trochę zahacza o standard wizualny DIY. Jedyne, do czego można mieć zastrzeżenia, to fakt, że do mocowania obręczy czarnych tarcz głośników użyto mosiężnych wkrętów i to do tego zwykłych z nacięciem typu PH , a nie imbusowych. Poza tym, spokojną linię panelu frontowego psują 4. duże otwory mocowania maskownicy, a także surowy plastik wylotu rury bass-refleksu. Ale coś, za coś, bo jeżeli popatrzeć na niewygórowaną cenę zestawu, to można zrozumieć te pewnego rodzaju oszczędności. Lecz tych wkrętów nie jestem w stanie wybaczyć – na szczęście z dystansu kilku metrów nie jest to aż tak rażące uczucie jak z bliska…










Dźwięk
Te moje powyższe marudzenia a’propos estetyki wkrętów, etc przestają być ważne/istotne na tle jakości umiejętności gry opisywanych kolumn, bo głośniki te, zapewniam, o wiele lepiej grają niż wyglądają, choć, jak zwykle, to indywidualny gust decyduje o tym co jest ładne, a co nie. Dlatego nie napiszę, że Phoebe III są niezbyt piękne, bo wiem, że mogą się podobać.

Przy pierwszych kilkudniowych odsłuchach zanotowałem następujące uwagi: otwarty dźwięk z mocnym i wyjątkowo sprężystym basem, ale nieschodzącym za nisko – w wystarczającym jednak stopniu by odwzorować nawet silne uderzenia stopy w nagraniach rockowych. Co istotne, nie zauważałem poluzowania basu, jakiegoś nieznośnego buczenia, „bumbania” czy charkotania. Niskie tony generowane przez głośniki są szybkie i twarde, a jednocześnie o sporym ataku i dużej masie. To na pewno jest ich duży atut. Ujemną stroną jest niezbyt niskie zejście basu, bo nie należy tu spodziewać się sejsmicznych pomruków, czy atomowych czy huraganowych jego wystrzałów. Można go natomiast przyrównać do basu występującego w większych monitorach – kultura i realizm na pierwszym miejscu, a dopiero potem żywioł i subsoniczne podmuchy, pomruki. Dźwięk kolumn można opisać jako energiczny – promieniujący swobodnie w każdą stronę. Nie jest to co prawda taka czysta siła i masa zdyspergowanych dźwięków jak z np. ze słuchanych przeze mnie ostatnio fińskich Amphion Argon 3L, ale są one dobrze wyrażone w swej obfitości, kapitalnie porozkładane w przestrzeni, a jednocześnie nie przykro nachalne. Przyjemne. Subtelności i smaczki pozostają na dalszych planach, lecz są nadal wyczuwalne

Kolumny AA charakterem najbardziej przypominają mi Vienna Acoustics Bach Grand, które znam więcej niż bardzo dobrze. Kolumny z Łodzi to piękna barwa, dźwięczność, a do tego spora spektakularność, rozmach plus rozbudowana scena (szeroka i głęboka), są żywo grające i z polotem, ale pełna precyzja nie jest (dla nich) ich priorytetem. Phoebe III są dojrzałe i rzetelne, ale nie do końca wyrafinowane w stylu produktów high-end. Jednocześnie trzeba napisać, że AA to nie są w żadnym razie klony Bachów, a raczej kolumny wpisujące się w ich styl gry, charakterystykę.

Co istotne, Phoebe III bez problemu nasączają pełnym dźwiękiem duże powierzchnie. Miałem ustawione te kolumny w około 30 m2 – duży pokój z wnęką oraz z aneksem kuchennym  i do tego z jednej strony otwarty na obszerny korytarz. AA poradziły sobie z tą niemałą powierzchnią i nieregularnością kształtów pomieszczenia więcej niż dobrze – nie dało się odczuć niedomagań w barwie, czy małości przekazu. Nic z tych rzeczy – dźwięk był dosadny i bliski. Wystarczająco dynamiczny i o dużym wolumenie. Innymi słowy, wydaje się, że łódzkie kolumny zostały tak skonstruowane, by minimalizować wpływ pomieszczenia na brzmienie. Muszę, jednak zaznaczyć, że pokój mam wygłuszony/rozproszony 10. panelami akustycznymi Vicoustic Wave Wood (TU), a same kolumny ustawiłem lekko skręcone w stronę słuchacza w odległości około 2,5 m wzajemnie od siebie oraz 2,5 m od miejsca odsłuchowego.

Warto podkreślić, że AA każdy rodzaj muzyki równie dobrze odwzorowywują - radzą sobie doskonale zarówno z mocnym gitarowym rockiem, akustycznym jazzem, czy delikatnie śpiewającymi wokalistkami typu Anna Maria Jopek lub Natasha St. Pierre. Trzeba jednak zaznaczyć, że kolumny wszystkie te nagrania na swój uśredniają lub intrerpoluja, jak kto woli. Ta uwaga oznacza, że gorzej zrealizowane płyty Phoebe III podają w sposób niejako ulepszony, czyli tak, że nie razi (nie kłuje w uszy) ich niedoskonałość realizatorska. Np. wczesne płyty zespołu U2 zagrane na AA dostały więcej plastycznej przestrzeni i zróżnicowania basów, a głos Bono był więcej niż wyraźny oraz nareszcie nie krzykliwy. Natomiast gęste płyty takie jak np. duńskiej wytwórni Stund Records kolumny odtwarzają z pewnym uproszczeniem, bo gdzieś po drodze nikną najmniejsze mikrowybrzmienia oraz specyficzna aura wokół instrumentów, ale i tak większość informacji zapisanych na płytach jest słyszalna, choć nie zawsze jest to pierwszy plan czy zdecydowane ich zaakcentowanie. Dla uczciwości opisu, dodam, że nie jest to wada, a jedynie najprawdopodobniej celowy zabieg konstrukcyjny, stylistyka dla dobra trójstronnego kompromisu pomiędzy muzykalnością, naturalnością, a przyjemnością odsłuchu, bo ta ostatnia cecha przecież jest wzorowa.

Na (rewelacyjnej, nawiasem mówiąc – polecam!) płycie zespołu z Alabamy The Black Keys „El Camino” (Nonesuch – 2011r.) silne natężenie emocji muzycznych zostało bardzo ładnie przez kolumny AA uchwycone, podkreślone i przekazane słuchaczowi. Gęste i ostre gitarowe brzmienie zespołu głośniki Phoebe III reprodukowały esencjonalnie i z pełną dynamiką. Wyśmienicie. Pewne różnice w porównaniu z płytami U2 ujawniały się przede wszystkim w zakresie wysokich tonów, a dotyczyły wierniejszego odwzorowania ich mikro-detali i barwy – ale rewelacyjna, wręcz holograficzna przestrzeń wywierała ogromnie pozytywne wrażenie. Bębny zabrzmiały z mocnym bitem, z dużym atakiem oraz pięknie plastyczną sprężystością – blisko realnego koncertowego dźwięku. Trudno uwierzyć, że tak nasycony i zniuansowany bas (choć jednak typowo rockowy) jest produkowany przez tak niewielkie 17 centymetrowe pojedyncze membrany Visatona. Klasa!



Winyl brytyjskiej wokalistki Rumer „Seasons of my Soul” (Atlantic/Warner – 2010r.) ukazał otwartą średnicę z wielkim bogactwem afektywnych namiętności głosu wokalistki, jej subtelny, a komunikatywny wokal z nasyceniem całej palety kolorów pasma. Ogniskowanie poszczególnych instrumentów zespołu towarzyszącego było stabilne, a organizacja sceny – czytelna i czysta. Poza tym ciekawie przedstawiona została dynamiczność – z nią kolumny nie miały problemów, bo nawet duże skoki głośności oddane były wiernie i naturalnie. Realistycznie i uczciwie. Podparcie basowe kontrabasu, choć nie żywiołowe, to także niedominujące, a współistniejące – budujące sporą konstrukcję dla pozostałych podzakresów. Góra pasma dość „przewiewna”, ale harmonijna i spójna – z wieloma detalami (jednak nie można napisać, że ze wszystkimi, bo część ginęła) słyszalnymi w wielu planach i poziomach. Całościowe brzmienie jest odbierane jako szybkie, mięsiste – z elastycznym basem i z wieloma przyjemnymi harmonicznymi. Bezpretensjonalnie gładkie, z dystansem do nachalności. Melodyjne i dźwięcznie wypoziomowane. Jednocześnie bez nadmiernego i głębokiego analitycznego wglądu we wszystkie niuanse nagrań.


I jeszcze kilka zdjęć:






Konkluzja
  1. Kolumny o bardzo harmonijnym dźwięku i urzekającej barwie. Wszystkie podzakresy są spójne i łagodnie przechodzące jeden w drugi – nie ma tu żadnych niedostatków pod tym względem.
  2. Mocny i sprężysty realistyczny bas, ale niezbyt nisko schodzący – trudno go nazwać obszernym. Niemniej jednak, życzyłbym wielu kolumnom takiej jakości niskich tonów, bo te w Phoebe III są po prostu fizjologicznie cielesne (namacalne). Prawdziwe.
  3. Kolumny o własnym indywidualnym charakterze gry, sposobie przekazywania sygnału ze wzmacniacza. Traktujące każdy gatunek muzyki w taki sposób, że zawsze brzmi przyjemnie i niemęcząco, choć trzeba też szczerze przyznać, że nadmierna detaliczność nie jest priorytetem dla Phoebe III. Nie są szkłem powiększającym, a raczej czymś co upiększa to, co gorsze, ale i równocześnie nieco spłaszcza to wybujałe. Mają to coś, co powoduje pełną relaksację i prawdziwą przyjemność odsłuchów
  4. Budowa skrzynek porządna, drewniana okleina estetyczna, design skromny, by nie rzec, że minimalistyczny – proste skrzynki postawione na cokole z kolcami. Pewne detale (jak np. nie estetyczne wkręty mocujące głośniki) na trudno akceptowalnym poziomie.
  5. Cena około 3000 zł w porównaniu do jakości dźwięku więcej niż atrakcyjna – okazyjna. Jeżeli natomiast przyjrzeć się bliżej zastosowanym elementom konstrukcyjnym i ogólnej jakości wykonania, to ta okazja nieco się spłaszcza, ale dalej występuje, jest.
  6. Mówiąc krótko - udane kolumny. Rekomendacja!
Dane techniczne
Dostępne na stronie firmowej Audio Acacemy: TUTAJ.

Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacze: Hegel H100, Xindak MT-3, Rotel RC-03/Rotel RB-03/Rotel RB-03 i Xindak PA-M
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Usher S-520 i Amphion Helium 510.
Źródła: odtwarzacz płyt CD – Musical Fidelity A1 CD-PRO, MacBook Apple, gramofon – Clearaudio Emotion, tuner – Rotel RT-1080
Kable: różne
Akcesoria: platforma antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40, panele akustyczne Vicoustic Wave Wood.






piątek, 11 maja 2012

Zasilacz Tomanek do MF X-Can v.3 - zapowiedź testu

Dziś otrzymałem przesyłkę z zasilaczem firmy Tomanek - dedykowanym do wzmacniacza słuchawkowego Musical Fidelity X-Can v.3. Paczka przyszła bardzo dobrze zapakowana, a w niej estetyczne pudełko z zasilaczem, instrukcją użytkowania, kablem sieciowym 230V, a także bardzo porządnym kablem zasilającym łączącym zasilacz ze wzmacniaczem. Kabel ten jest otulony koszulką ochronną oraz ma wtyki typu DIN, z czego wtyk dochodzący do wzmacniacza jest zaopatrzony w zakręcaną (dokręcaną) nakrętkę. Wszystko to razem wygląda bardzo solidnie i profesjonalnie.

Będę oceniać przez kilka kolejnych dni wpływ zasilacza Tomanek na tor słuchawkowy składający się z ww. komponentów oraz słuchawek Sennheiser HD650 i odtwarzacza płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO. Poza tym będę używał laptop MacBook Apple jako źródło, wzmacniacz Hegel H100 jako DAC, a sygnał z niego (z gniazd pre-out) będę wyprowadzał do wzmacniacza słuchawkowego Musical Fidelity X-Can v.3.

Zapraszam.



wtorek, 8 maja 2012

Kolumny Audio Academy Phoebe III - wkrótce test!

Jest mi niezwykle przyjemnie poinformować P.T. Czytelników o tym, że właśnie otrzymałem do testów polskie kolumny Audio Academy Phoebe III (TU).

Będę je słuchać z następującymi wzmacniaczami:

1. Hegel H100,
2. Xindak MT-3 (tzw. lampa),
3. Xindak PA-M (końcówka mocy),
4. Rotel RC-03 i Rotel RB-03 + Rotel RB-03 (przedwzmacniacz oraz dwie monofoniczne końcówki mocy).

Zapraszam do lektury opisu za kilka dni.






niedziela, 6 maja 2012

Stereo i Kolorowo - Underground na Facebook

Zgodnie z duchem czasu i postępu, postanowiłem dziś powiązać stronę "Stereo i Kolorowo - Underground" z serwisem społecznościowym pana Marka Elliota Zuckerberga - Facebook.

Będę tam równolegle zamieszczać informacje o nowych recenzjach, moich zamiarach, jak i również o sprzęcie przybyłym na testy.

Strona "Stereo i Kolorowo - Underground" na Facebook TUTAJ.



piątek, 4 maja 2012

Pocztówka z Wiednia

W długi majowy weekend wybrałem się w podróż do Wiednia. Głównie w celu zobaczenia wystaw prac genialnego austriackiego malarza Gustava Klimta, którego to miasto, z okazji jego rocznicy 150 urodzin, uczciło specjalnymi wystawami w kilku największych muzeach. Poniżej fragment obrazu zatytułowanego w polskim tłumaczeniu - "Medycyna".



Przy tej okazji postanowiłem pobuszować nieco po centrum Wiednia w poszukiwaniu ciekawej muzyki, klubów jazzowych, etc. Niestety, ku mojemu dużemu zaskoczeniu, nie jest to miasto zbytnio przyjazne eksploratorom chcących kupić płytę czy to CD, czy winylową. Nową lub używaną. Króluje tu sieć sklepów Libro (coś typu polski EMPIK), gdzie dominują tytuły z "Top 10", choć kilka ciekawych pozycji udało mi się znaleźć. Na zdjęciach poniżej, salon Libro przy Waehringer Strasse (po lewej w tle Kościół Wotywny).









Z zasadzie jedynym naprawdę interesującym miejscem (blisko Centrum) z płytami z muzyką okazał się być salon Extraplatte (TU) przy Waehringer Strasse 46. Ciekawy sklep z w miarę dużym wyborem płyt z całego świata. Ale salon ten ma się nijak do olbrzymiej oferty np. poznańskiego Fripp (TU).

Z drugiej strony Wiedeń przepełniony jest wręcz muzyką. Czuć tu wciąż namacalny duch Mozarta, Straussów, Haydna czy Beethovena, czyli tzw. Klasyków Wiedeńskich. Strauss na okrągło jest grany przez orkiestry w strojach z epoki w ogródkach nad Dunajem, a inni kompozytorzy szeroko obecni są w repertuarze wiedeńskich oper, filharmonii, etc. Wybór tych koncertów jest przeogromny.

Przy okazji wspomnę też, że właśnie m. in. od nazwisk Klasyków Wiedeńskich (i malarza Gustava Klimta) firma Vienna Acoustics zapożyczyła nazwy kolejnych serii swoich linii kolumn głośnikowych. Wirtualna wycieczka po Vienna Acoustics dostępna jest TU. Natomiast siedziba oraz zakład produkcyjny położone są przy Rysergasse Strasse 60, czyli na południowo-zachodnich obrzeżach miasta - tuż przy ogrodach drzewnych Lainzer.





Co do obecności "ducha" Mozarta w Wiedniu, to jest on dość denerwujący, bo wszechobecny. Gdzie nie spojrzeć - tam wielki Amadeusz. A to w sklepach spożywczych jako "Mozart Kugeln", czyli czekoladki różnej maści opatrzone twarzą Mozarta. A to liczne, wspomniane już powyżej, koncerty i chodzący po mieście "naganiacze" na nie ubrani w stroje a'la Mozart (na zdjęciu poniżej), czy to sklepy oraz kawiarnie wykorzystujące szczodrze i obficie imię i nazwisko Mistrza. Przerażające zjawisko. Można powiedzieć, że Mozart stał się popkulturową twarzą promocyjną miasta. Strywializowanym jego symbolem.




Dzięki Bogu, w Parku Cesarskim pomnik wielkiego Amadeusza prezentuje się imponująco, a i skromnie jednocześnie.



Bardzo duże pozytywne wrażenie na mnie wywarło Museum Moderner Kunst (w skrócie MUMOK - TU), a w nim prace Andy Warhola. W tym szczególnie seria 8. obrazów pt. Mick Jagger (1975r.), które mnie poraziły wręcz swoim niebanalnym pięknem i szczególnym artystycznym klimatem.






Na zakończenie jeszcze kilka ciekawostek. Trochę mnie zdziwiło, że w większości odwiedzanych muzeów panowała grobowa cisza. Moim zdaniem, podczas kontemplacji sztuki, a przede wszystkim malarstwa, potrzeba trochę muzyki w tle. Tu wyjątkiem jest Leopold Museum (TU), gdzie podczas podziwiania obrazów można było w wielu salach usiąść, wziąć przewodnik do ręki, a na głowę nałożyć słuchawki z muzyką dostarczaną przez muzeum - głównie Haynda i Weberna. Jak widać na zdjęciu poniżej, używane słuchawki w muzeum to stare, dobre i poczciwe Sennheiser HD201...



W Wiedniu w wielu sklepach można kupić pozytywki na korbkę grające muzykę klasyczną. To przyjemna pamiątka z tego wspaniałego miasta, które naprawdę warto odwiedzić. Stolica Austrii przyciąga i kusi niepowtarzalnym pięknem architektury oraz bogatą ofertą kulturalną. Magiczne miasto...