Polpak

EIC

Rafko

piątek, 17 lutego 2012

Stopy antywibracyjne Rogoz Audio BW40 - wkrótce test!

Po platformie antywibracyjnej Rogoz-Audio 3SG40 kolejnym testowanym na "Stereo i Kolorowo - Underground" produktem tej katowickiej firmy będą stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, których to będę używał jako podstawy pod nóżki następujących wzmacniaczy: Hegel H70, Xindax XA-6900 (wersja 2011r) oraz Accuphase E-213!


Zapraszam PT. Czytelników do lektury pełnej recenzji w przyszłym tygodniu. 

Platforma antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 - zapowiedź testu

Niniejszym zapowiadam Szanownym Czytelnikom bloga test platformy antywibracyjnej Rogoz-Audio 3SG40, który postaram się zakończyć w ciągu kilku następnych dni. Jak widać na zdjęciu, platformę mam zamiar wykorzystywać jako solidną podstawę do gramofonu Clearaudio Emotion, który przedtem stał na górnym blacie (szklanym, niestety) stolika VAP TR-S1 plus TR-S2, co było niezbyt korzystnym rozwiązaniem.


Zapraszam!

czwartek, 16 lutego 2012

Kolumny podstawkowe Pylon Pearl Monitor



Wstęp
Po raz drugi mam sympatyczną możliwość bliskiego kontaktu z produktem polskiej firmy Pylon SA - poprzednio były to kolumny podłogowe Pylon Pearl, które opisałem TUTAJ. Wówczas testowałem je w połączeniu z wzmacniaczami Accuphase E-213, lampą Yaqin MC-100B oraz dzielonym zestawem Rotel RC-03/RB-03/RB-03, a także ze wzmacniaczem Yamaha A-S500 (recenzja TU). Muszę przyznać, że byłem wtedy pod dużym wrażeniem tych głośników, bo każdorazowo zagrały co najmniej dobrze, a przy uwzględnieniu ich dość umiarkowanej ceny wręcz wybitnie. Rzadko zdarzają się takie przypadki, aby tani produkt bez kompleksów mógł być zestawiany z konstrukcjami o wiele droższymi jeśli chodzi o dźwięk, bo budowa i wykończenie Pylonów Pearl już zdradzają poczynione oszczędności. Tak, czy inaczej Pylony zaoferowały rasowy i w pełni zharmonizowany oraz angażujący dźwięk, a przez to, że są niedrogie mogą być dostępne dla wielu początkujących adeptów dobrego hi-fi. I chwała za to.

Pylony Pearl Monitor są w zasadzie konstrukcją bliźniaczą do podłogówek Pylon, bo te duże są właściwie też monitorami, bo ich wielkie skrzynki przedzielone są na wysokości 2/3 stałą przegrodą wewnątrz co czyni je monitorami w skórze podłogówek. Jednak pomimo tych wielu podobieństw mogą te dwie pary charakteryzować się inną sygnaturą dźwięku. Kiedy więc przedstawiciel producenta Pylon SA zaproponował mi monitory do testu od razu je przygarnąłem, by móc zaspokoić ciekawość co do brzmienia „mniejszych braci”.

Pylon S.A.
Pylon Audio to firma, mająca swój zakład produkcyjny w Przyborkach koło Wrześni, a siedziba zarządu mieści się w Warszawie. Firma od lat specjalizuje się w produkcji obudów głośnikowych, które wytwarza dla odbiorców zarówno w Polsce jak i za granicą. W zeszłym roku zaś rozpoczęto ze sporym sukcesem wytwarzać własne konstrukcje kolumn. W chwili obecnej w ofercie jest już całkiem pokaźna kolekcja, a na dniach ma nastąpić premiera nowego modelu – Amber opartego głośnikach na własnej konstrukcji.

Budowa
Dla przypomnienia, jeszcze raz napiszę, że Pylon Pearl oraz Pylon Pearl Monitor to jest konstrukcja nieomal tożsama, ponieważ model Pylon Pearl to są monitory osadzone na zabudowanej podstawie, z zewnątrz wyglądające jak kolumny podłogowe. Po odjęciu tej podstawy otrzymuje się właśnie …Pylony Pearl Monitor. Wartością dodaną projektu dużych Pylonów jest to, że w komplecie otrzymuje się monitor w dużej skrzynce, a za osobną porządną podstawę do Monitora trzeba jednak zapłacić kilkaset złotych.






Zastosowane głośniki (w obu parach Pearl identyczne): Tonsil GDN 17/40 i Tonsil DWK 10/80/26. Wysokość 39 cm to dość dużo jak na monitory, a dodatkowo szerokość – 20 cm i głębokość - 25 cm czyni je naprawdę dużymi skrzynkami, które zestawione np. z Usher S-520 zdecydowanie dominują rozmiarami. Producent udziela 36 miesięcznej gwarancji na kolumny. Tu także zastosowano ciekawy zabieg wizualny polegający na wysunięciu rantu bocznych ścianek do przodu, co dodaje kolumnom wintadżowego charakteru i zdecydowanie sprzyja ogólnej estetyce. Monitory są zgrabne, o klasycznych proporcjach i wizualnie sprawiają bardzo korzystne wrażenia – nie czuć w najmniejszym stopniu ich „taniości”. Zastosowane materiały do ich budowy są przyzwoite - folia winylowa imitująca okleinę drewnianą nie razi sztucznością, a można w niej doszukać się nawet pewnej elegancji i szyku. Przynajmniej mi do gustu bardziej przypadła właśnie ta drewnopodobna okleina, niż wykończenie tzw. na połysk, które, pomimo, że droższe to dla mnie mniej imponujące i korzystne dla kolumn tego typu jak Pearle.
Z dołu frontu zamontowano logo Pylon w kolorze srebrnym. Z tyłu umieszczono parę pojedynczych terminali głośnikowych, wylot bass-refleksu oraz tabliczkę znamionową. Brak w komplecie kolców tak jak to miało miejsce w Pylonach Pearl.

Wrażenia z odsłuchu
Na początek podłączyłem je do wzmacniacza Accuphase E-213, który od kilku lat jest moim ulubionym. Tu nie było niespodzianek – Monitory okazały się, podobnie jak wcześniej podłogówki, grać bardzo przyjemnie, w ciekawej pełnej manierze wrażenia dużej obfitości dźwięku, który można prosto scharakteryzować jako kulturalny, z wieloma cechami stabilnej dojrzałości i pełnej harmonii. Naprawdę, nie wiem skąd patent na tak dobre dźwięki, jaki tajemny sekret, posiadają konstruktorzy Pylona? Być może tym sposobem na dobry sound jest po prostu prostota budowy? Żadnych wygłuszeń, niepotrzebnych elementów, zbędnych filozofii? Prosta skrzynka i proste, choć przyzwoite głośniki. To wszystko. A w rezultacie powstały monitory o dużej dozie naturalności w wielu fazach i pasmach. Np. soprany nie kłują w uszy, (czego organicznie nie znoszę), ale jednocześnie są wyraźne i czuć ich silną obecność.

Na płycie Torda Gustavsena „The Well” (ECM/Universal) czynele słuchacz odbiera jakby siedział zaraz obok perkusisty, bo dookolnie i prawdziwie. Fortepian Torda brzmi z ciepłą i wielowymiarową plastyką znaną mi z wielu droższych i renomowanych konstrukcji, bo namacalnie i pełnym wypełnieniem/reprodukcją klawiatury z odczuwalnymi mikrowybrzmieniami i tonami. Klasowo. W ogóle średnica to królestwo Monitorów – dużo dobrego tu się dzieje i co ważne, że pomimo jej dużego zagęszczenia nie ma większych kłopotów z precyzją i rozdzielczością. W tym miejscu muszę dodać, że jak na pułap do 1000zł średnica jest wybitna, ale dla obiektywności testu nadmienię, że np. monitory Xavian XN 125 SE mają średnie tony więcej rozbudowane i brzmią bardziej zaawansowanie, ale i kosztują 7. razy drożej. To była dygresja dla właściwego pozycjonowania niniejszego opisu Pylonów.




Monitory podłączone do wzmacniacza hybrydowego Xindak XA-6900 (wersja 2011r) zaskoczyły bardzo pozytywnie piękną homogeniczną barwą reprodukowanej muzyki. Dodam, że wzmacniacz Xindak w stopniu przedwzmacniacza posiada dwie lampy elektronowe 6922, a końcówkach mocy po dwie pary tranzystorów Toshiba, które dają moc 2 x 100 Wat przy obciążeniu 8 Ohm. Ta malownicza barwa na pewno częściowo pochodzi z lamp Xindaka, owego „przetarcia” przez bańki 6922, jednak duża jej część jest konstytucyjną własnością Pylon Monitor, które mają umiejętność dostosowywania się do jakości amplifikacji, innymi słowy Monitory przystosowały się w sposób idealny do wzmacniacza hybrydowego Xindak produkując pełnopasmowy i całkowicie dojrzały dźwięk o przyjemnej gładkiej sygnaturze i niosący w sobie wiele informacji o nagraniu. Być może nie jest on tak analityczny jak z Accuphase E-213, ale nadal na istotnym poziomie dokładności z dużą dozą wglądu wewnątrz zapisu nutowego. Co ciekawe, pomimo tego, że są to monitory to mają pokaźny szkielet basu, na którym opiera się pozostała część konstrukcji dźwięku. Niskie tony bez wysiłku wyznaczają puls, są przy tym szybkie i sprężyste, a za tym pulsem idzie reszta pasma – środek i góra. Średnica jest aksamitna/kremowa, ale i ciut przyciemniona (w Xinadaku więcej niż w E-213), wyraźnie nieco wyoblona do przodu i dobrze pozszywana z resztą zakresów – trudno tu cokolwiek w tej kwestii zarzucić Pylonom, choć są oczywiście konstrukcje bezwzględnie lepsze (np. Paradigm Monitor v.7), to w tej cenie na próżno by szukać czegoś obiektywnie lepszego. Góra niedominująca, bez słyszalnych szelestów, perlista – atrakcyjna. Jedno, czego brakuje to niekiedy rozciągnięcia przestrzeni w głąb, bo z szerokością sceny Monitory radzą sobie dobrze, lecz przy kolumnach na około 900zł należy zrekalibrować percepcję i nie mieć zbytnich wymagań, bo ostatecznie Pylony produkują bardzo zdrowy i jędrny dźwięk o przyjemnym charakterze.

Z przedwzmacniaczem Rotel RC-03 oraz dwiema końcówkami mocy Rotel RB-03 o mocy 170 Wat na kanał małe „perełki” zagrały bez żadnych kompleksów. Dźwięk był mocny i dynamiczny, ze sporym nasyceniem szczegółami i wyrazistością, bez przesadnej transparentności, co może przeszkadzać przy nagraniach bardzo gęstych, ale dla 95 % słuchanego repertuaru jest całkowicie wystarczające. Co istotne, balans tonalny był więcej niż poprawny, a bas miał odpowiedni ciężar i zwinność, lecz był bez pełnego spektrum, bo obcięty w mniej więcej 2/3 od dołu, co czasami przy partiach np. kontrabasu nie dawało pełnej informacji o nagraniu, a jedynie jego dość istotną część. Dla uczciwości opisu, muszę dodawać, że to zjawisko jest typowe dla większości monitorów, więc można rzec, że normalne, ale z drugiej strony są kolumny podstawkowe, które pozwalają cieszyć się niższym basem.



Z zestawem Yamaha PianoCraft E810 Pylony Monitor stworzyły sympatyczną synergię, o dużej muzykalności i z rozsądną dawką szczegółowości. PianoCraft jest dość grymaśny względem towarzystwa innych kolumn niż dedykowane firmowe, ale Monitory zostały przyjęte przez jednostkę centralną Yamahy swobodnie i naturalnie. Być może znaczenie tu ma impedancja kolumn 6 Ohm, czyli identyczna jak monitorów Yamahy? Tak, czy inaczej mogę śmiało zarekomendować Pylony jako ewentualne zastępstwo dla kolumn Yamaha. Wydatek niewielki, a słyszalny progres dla dźwięku jest spory. Szczególnie pojawiło się więcej świeżego basu o sporej jędrności i dużym zróżnicowaniu. Ponadto, poszerzyła się przestrzeń, a średnica stała się bardziej nasycona tonami oraz mikrotronami. Wydaje się, że może to być racjonalny zestaw - Yamaha PianoCraft plus Pylon Pearl Monitor, tym bardziej, że elektronika PianoCrafta ma swoje ograniczenia typowe dla budżetowych miniwież: braki w średnicy, niedoskonała rozdzielczość oraz ubytki w najniższym basie, a Monitory jako kolumny bardzo uniwersalne i łatwo przystosowujące się do elektroniki umiejętnie te wady/niedociągnięcia Yamahy maskują (ukrywają) – ich wspólny dźwięk wydaje się być wyższej klasy niż każdego elementu z osobna, występuje tu specyficzna synergia, a może nawet idiosynkrazja (?). Nawiasem mówiąc, niełatwo dobrać optymalne głośniki do PianoCrafta – te droższe, z klasy wyższej niż sama Yamaha, mówiąc krótko – marnują się w takim zestawie, ponieważ nie mogą pokazać wszystkich swoich zalet – swoją przygodę z próbą doboru innych niż firmowe kolumny do Yamaha PianoCraft E810 opisałem TUTAJ, dlatego przed ewentualnym zakupem innych niż oryginalne namawiam do ich odsłuchów.

Podsumowanie
Pylony Pearl Monitor to przykład udanej konstrukcji, o estetycznym klasycznym kształcie kolumn podstawkowych, bez wrażenia wizualnej taniości. Oferujące wyważony dźwięk – efektowny i rozbudowany, ale nie efekciarski. Monitory generują przyjemnie zharmonizowany dźwięk o wielu cechach predysponujących je do klasy wyższej, ładnie budujące przestrzeń. Głośniki w sam raz na początek przygody z audio lub jako monitory do drugiego systemu audiofila np. do miniwieży, gdzie mogą wybornie sprawdzić się, ponieważ posiadają one dużą umiejętność elastycznej adaptacji do elektroniki - maskowania kiedy potrzeba, jej niedociągnięć oraz ukrywania własnych wad wynikających z taniości konstrukcji, co jest ewidentną zaletą tych głośników i ten fakt jako taki zasługuje na duże uznanie dla konstruktorów firmy Pylon.

W porównaniu do dużych Pylon Pearl grające niemal identycznie, więc ewentualny wybór najprawdopodobniej zależeć będzie od indywidualnych preferencji oraz ilości miejsca w pomieszczeniu odsłuchowym. Osobiście, gdybym miał wybrać tylko jedną z tych par to zdecydowałbym się na wersję Monitor, ponieważ lubię kształty klasycznego monitora stojącego na podstawkach, ewentualnie na półce nad biurkiem, gdzie podczas intensywnej pracy można słuchać miłego i relaksacyjnego dźwięku Pylonów…


Specyfikacja techniczna:
Impedancja    6 Ohm
Pasmo przenoszenia     47 - 23 000 Hz 
Efektywność    88dB 
Wymiary [W x H x D]     200 x 390 x 250 mm
Waga    7 kg / sztuka
Głośnik niskotonowy    GDN 17/40 4 Ohm
Głośnik wysokotonowy    GDWK 10/80/26 8 Ohm
Gwarancja 36 miesięcy
Wybarwienie: czarny, orzech, wenge
Wybarwienie specjalne: biały oraz czarny wysoki połysk
Link do omawianego modelu TUTAJ

poniedziałek, 13 lutego 2012

Salon Muzyczny "Puls" w Gdyni

Przedstawiam P.T. Czytelnikom kolejne interesujące miejsce dla melomanów. Tym razem jest to Salon Muzyczny "Puls" w Gdyni, który mieści się w Centrum Kultury i Rozrywki "Gemini" przy ul. Waszyngtona 23. Na ponad 100 m2 znajdziecie, to czego nie oferują sieciowe sklepy - dużo pozytywnego klimatu czci dla muzyki i artystów. Salon posiada ponad 20 000 tytułów płyt na CD oraz około 1000 na winylach i kasetach magnetofonowych (sic!), a na zamówienie załoga sprowadzi dowolną płytę ze świata. Można tu przesłuchać każdą płytę na kilku stanowiskach odsłuchowych, kupić bilety na koncerty, etc. Piszę o "Pulsie" na blogu, ponieważ w Trójmieście jest to zdaje się ostatnie takie miejsce, gdzie bez skrępowania i profesjonalnie załoga sklepu płytowego zagada o każdym rodzaju muzyki, o każdej płycie, a także doradzi bez zbędnej nachalności odpowiedni tytuł, którego się akurat szuka - tu nie rządzą prawa "Top Ten", tu do muzyki podchodzi się po "staroświecku", czyli z odpowiednią galanterią i z pełnym znastwem.

Gorąco polecam i rekomenduję!

Zapraszam na krótką fotorelację.









sobota, 11 lutego 2012

Wzmacniacz hybrydowy Xindak XA-6900 (2011) - zapowiedź testu

Właśnie otrzymałem przesyłkę ze wzmacniaczem zintegrowanym Xindak XA-6900 (wersja 2011r.). Łączy on w sobie zalety wzmacniacza lampowego z mocą tranzystora. W sekcji przedwzmacniacza pracują dwie lampy elektronowe 6922, a w końcówkach mocy dwie pary tranzystorów Toshiba - co przekłada się na dużą moc 2 x 100W.

Za kilka dni opublikuję pełny test tej ciekawej konstrukcji. Zapraszam!



Xindak XA-6900, a na pierwszym planie Pylon Pearl Monitor.

wtorek, 7 lutego 2012

Plan recenzji - luty 2012 r.

Dzień dobry.

Mam potwierdzone na luty 2012 r. następujące recenzje:

1. Pragnę sprawdzić we własnym systemie głośniki Pylon Pearl Monitor - polskie monitory, o których ostatnio bardzo głośno w prasie audio.



2. Wzmacniacz zintegrowany Hegel H70 - wielofunkcyjna i omnipotentna integra z Norwegii.



3. Pułapki basowe Vicoacustic Vari Bass



4. Coś z nowej oferty wzmacniaczy lampowych firmy Xindak.



5. Podstawy anytwibracyjne Rogoz-Audio.

Ponadto pragnę zająć się regeneracją gramofonu Unitra-Bernard, wymienić jego oryginalną wkładkę na Audio-Technica. Rezultaty opiszę na blogu - ciekawy jestem bardzo tego eksperymentu.



Niestety, nie będę mógł zrecenzować nowych wzmacniaczy lampowych firmy Yaqin, które to miałem obiecane do testów z Yaqin Polska - wszystkie lampowce "na pniu" sprzedały się. Trzeba czekać na nową dostawę z Chin, która ma dotrzeć do portu w Gdyni gdzieś w marcu. Poczekam z przyjemnością - tym bardziej, że będę mógł przedstawić Szanownym Czytelnikom od razu kilka nowości z Yaqin.

Prawdopodobnie mój plan nieco będzie różnił się od realiów, ale o tym będę na bieżąco informował PT. Czytelników.

sobota, 21 stycznia 2012

Ferie zimowe




Walizka już spakowana – wyjeżdżam na dwa tygodnie w dalekie ciepłe kraje, a może i nawet gorące… Do bagażu oczywiście zapakowałem dwa iPody z wgranymi wieloma nowymi płytami, a także moje ulubione słuchawki – Koss Porta Pro oraz Sennheiser PX100 (recenzja TU) jako zapas.

Mam nadzieję uzupełnić braki w lekturze książek – o ile znajdę na to wystarczającą ilość czasu. Póki, co  zabieram następujące tytuły:

  1. Marek Niedźwiecki „Nie wierzę w życie pozaradiowe”
  2. Tomasz Stańko „Desperado. Autobiografia”
  3. Christoph Cox, Daniel Warner „Kultura Dźwięku. Teksty o muzyce nowoczesnej”
  4. Mario Vargas Llosa „Marzenie Celta”.


Po powrocie mam zamiar zabrać się wreszcie za testy pułapek basowych Vicoustic Vari Bass oraz za nowe modele wzmacniaczy lampowych Yaqin. W przygotowaniu mam także kilka niespodzianek.

Do zobaczenia za dwa tygodnie!

PS. Być może, w międzyczasie, nadam jakąś korespondencję, reportaż.

piątek, 20 stycznia 2012

Wzmacniacz Ibuki-Amplifier firmy Musica




Wstęp
Nigdy nie przypuszczałem, że będzie mi dane pisać o tak nietypowym urządzeniu jak Ibuki-Amplifier. Jego gabaryty są niezwykle małe - wygląda najwyżej na przedwzmacniacz gramofonowy lub ewentualnie mały DAC. Na pewno nie ma prezencji prawdziwego, normalnego wzmacniacza, a zabaweczki. Moja pierwsza myśl, po wyjęciu go z pudełka to - o, jaki ładny - szkoda malucha, bo zaraz polegnie z kretesem w konfrontacji z Heglem H200, którego właśnie testowałem oraz, że, po wpięciu do niego kolumn podłogowych Vienna Acoustic Mozart Grand „udusi się” biedaczek nimi. Nic bardziej mylnego, proszę Państwa! Ale od początku.





Musica Corporation
Ibuki jest produkowany przez japońską firmę Musica Corporation, która, jak do tej pory, mało znana jest w Polsce, a posiadająca w swojej ofercie dużo sprzętu hi-fi. Ibuki-Amplifier przynależy do serii, do której zaliczają się także przedwzmacniacz gramofonowy oraz DAC zamknięte w takich samych małych obudowach jak Ibuki. Oprócz tego w Musica produkowanych jest wiele innych sprzętów audio o bardziej klasycznych rozmiarach, a zdobionych japońską symboliką. Główna siedziba przedsiębiorstwa mieści się w Sekigahara, będący częścią miasta Ogaki (prefektura Gifu) - niedaleko wysokich gór oraz malowniczego szczytu o nazwie …Ibuki o wysokości 1 377 m n.p.m.



Budowa - kilka słów 
Jak napisałem we wstępie, Ibuki jest śliczny. Przypomina dużą podłużną czarną kostkę wykonaną z czystej laki. Na górnej pokrywie znajdują się złocone malunki (przypominające inkrustacje)  kwiatków, listków oraz nazwa wzmacniacza i kilka japońskich symboli. Na froncie umieszczono pokrętło potencjometru zamontowane na drewnianej płytce z widocznym usłojeniem. W tejże płytce wkomponowano mały hebelkowy selektor dwóch wejść oraz włącznik sieciowy w jednym. Z tyłu jest bardzo mało miejsca, ale konstruktorom udało się tam umieścić dwie pary bardzo porządnych metalowych terminali głośnikowych, dwie pary złoconych gniazd RCA oraz wtyk sieciowy (zakręcany) zewnętrznego zasilacza. Do wzmacniacza dołączana jest podkładka z czarnego polerowanego marmuru ze złotym grawerunkiem. Piękna rzecz.

Ibuki-Amplifier, jak pisze producent, to wzmacniacz o czysto analogowej budowie – bez procesu wzmacniania cyfrowego. Osobny zewnętrzny zasilacz ma odseparowywać urządzenie od szumów cyfrowych. Deklarowana moc wzmacniacza to 2 x 20W.





Dźwięk
Maciupeńki, niezbyt silny wzmacniacz i duże kolumny podłogowe Vienna Acoustic Mozart Grand – czy to może dobrze zagrać? Otóż może! Po podłączeniu interkonektami odtwarzacza płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO (i głośników, oczywiście), a następnie po przełączeniu mikroskopijnego hebelka na właściwe ustawienie do uszu dociera bardzo pełny dźwięk, wielce nasycony nutami, gęsty i harmonijny, z nieprawdopodobnie dużym i obfitym basem. Szlachetny. Czary, czy co? Po większym odkręceniu potencjometru dźwięk nadal zachowuje się nadzwyczaj poprawnie – nic nie buczy, wzmacniacz trzyma całkowitą kontrolę nad kolumnami. Bardzo zwraca uwagę prawdziwość odwzorowywania basu, kontrabas brzmi jak prawdziwy kontrabas, struny drgają i przekazują niskie tony powietrzu. Dawno nie słyszałem tak wiernego „double bassu”.

Dźwięk jest bardzo przyjazny i miły, bez skrępowania budujący szeroką scenę – z rozmachem i odpowiednią detalicznością. Bardzo ładnie, niczym dobra lampa 300B, filtruje średnicę od innych podzakresów i ładnie wypycha ją trochę do przodu, przez co wokale odbierane blisko i czysto, z właściwymi emocjami i prawdziwą słodyczą - choć, w związku z tym, z lekko zaburzoną naturalnością. Co istotne, cały dźwięk jest bardzo kulturalny, o wysokiej jakości – charakterystyczny dla urządzeń zbliżonych do sfer high-endu. Czarujący.

Zestawienie z kolumnami
Wzmacniacz podłączałem do różnych kolumn – zarówno monitorów, jak i podłogówek. Na przykład z podstawkowymi Klipsch Synergy B2 było całkiem nieźle, ale to nie była ta wysoka jakość i pełnia dźwięku jak w zastawieniu z Viennami. Z innymi monitorami – Usher S520 było już znacznie lepiej, choć dalej nie do końca przekonująco. Myślę, że szkoda „psuć” Ibuki mezaliansem głośników z niższych sfer, bo on, jako arystokrata, zasługuje wyłącznie na towarzystwo klasy wyższej. Z dużymi kolumnami Harpia Acoustics  300B Mini lub Vienna Acoustics Mozart Grand – było wspaniale i detalicznie, z rozmachem i z precyzją, spektakularnie, lecz czuć, że te głośniki stać by było na jeszcze więcej (z innym wzmacniaczem). Bardzo dobrze Ibuki zagrał także z monitorami Xavian XN 125SE (recenzja TU), które mają bardzo dojrzałe i rozbudowane brzmienie, a są wymagające – wzmacniacz z wielką klasą je wysterował i opanował, przekaz okazał się być bardzo obszerny i spójny, z dużym basem i nisko schodzącym, czasami jedynie przy wyższych poziomach dźwięku czasami tracący z lekka kontrolę.  Podsumowując, uważam, że warto próbować podłączać Ibuki do dużych kolumn, a niekoniecznie do monitorów, które paradoksalnie najczęściej do prawidłowego odwzorowania dźwięku potrzebują dużo prądu, dopiero wówczas ukazują cały swój potencjał. Inaczej jest w przypadku podłogówek, które wyposażone są w głośniki niskotonowe o dużej średnicy – aby uzyskać z nich odpowiednie nasycenie i zejście basu wcale nie trzeba dużo mocy i co istotne, nawet przy niewielkim poziomie głośności można uzyskać pełnozakresowy dźwięk. To, co piszę, to nie herezja, a obserwacje własne poparte tezami pana Koji Okazaki – głównego konstruktora kolumn Soavo firmy Yamaha. I choć, stoi to w sprzeczności z powyższymi uwagami, to ostatecznie najbardziej do gustu przypadło mi połączenie Ibuki plus Xavian XN 125 SE, a następnie Vienna Acoustics Mozart Grand oraz Harpia Acoustics 300B Mini.




Konfrontacji z kolumnami Harpia Acoustics 300B Mini oraz Xavian XN 125SE dokonałem dzięki uprzejmości salonu audio Premium Sound w Gdańsku. 

David kontra Goliat
Tak, jak napisałem w zapowiedzi testu, postanowiłem porównać ze sobą bezpośrednio wzmacniacze Ibuki i Hegel H200 (recenzja TU). Zestawienie, z pozoru całkowicie nieuprawnione to przyniosło bardzo pozytywne niespodzianki. Hegel gra bardzo mocno, muskularnie, lecz nie agresywnie, z polotem i detalicznością, z dużą masą i mnóstwem dźwiękiem, ale przy okazji bardzo przyjemnie. To trudny zawodnik do pokonania, więc Ibuki-Amplifier nie miał łatwego zadania. Ale w tym porównaniu „japończyk” poradził sobie nadzwyczaj dobrze – jego sposób budowania sceny - niesłychanie obszernej i głębokiej oraz perfekcyjnie zorganizowanej, wyznaczył bardzo wysoki pułap jakościowy. Warto zwrócić uwagę, że Ibuki ma tak wciągający i angażujący emocjonalnie dźwięk, że wprost trudno się od niego uwolnić, tak jest hipnotyzujący. Ach, te namacalne basy i nieprawdopodobnie dźwięczne tony! Rewelacja w każdym względzie. Ibuki gra bardzo przymilnie – jak świetna lampa, ciepło, ale i z olbrzymią ilością szczegółów. Niestety, Hegel H200 swą wysokim poziomem i kulturą gry z lekka „przykrył” malucha, a powyżej pewnych poziomów głośności – zostawiał w tyle mięsistością i realizmem barw. Podsumowując, Ibuki to czysta przyjemność odsłuchów, dojrzałość i pełna scena, a Hegel wielka moc, niesamowita precyzja i szczegółowość. Trzeba ponadto mieć na uwadze, że Ibuki-Amplifier kosztuje około 4 000 zł, a Hegel – 15 000 zł.





Konkluzja
Ibuki-Amplifier gra naprawdę nieźle, a uwzględniając jego mikroskopijne rozmiary – wspaniale. Bezkompleksowo przekazuje całą paletę dźwięków, gęsto, dobitnie i namacalnie. Posiada referencyjną barwę przekazu, kapitalnie ukazuje przestrzenność nagrań. Bardzo ładnie rysuje bas – sprężyście i wiernie, świetnie oddaje wokale – w sposób wiarygodny i emocjonalny, z ciepłem i z wysublimowaniem. Zasłużona rekomendacja!

Najlepiej zestawić go z dużymi kolumnami podłogowymi, (ale nie z za dużymi – optymalne to kompaktowe rozmiary) - o ile pomieszczenie odsłuchowe to nie będzie hala w lofcie, a normalny pokój około 25-30 m2.

Ibuki-Amplifier z porównania z norweskim gigantem Hegel H200 wyszedł obronną ręką i bez wstydu, choć ten drugi okazał się być bardziej naturalny i przejrzysty, lecz słodycz i przyjemność odsłuchów to na pewno duża i niezaprzeczalna zaleta całościowo wspaniałego Ibuki.  

System testowy
Źródła: odtwarzacz płyt CD – Musical Fiedlity A1 CD-PRO, serwer muzyczny – Olive 04HD, gramofon – Clearaudio Emotion
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Harpia Acoustics 300B Mini, Xavian XN 125 SE, Usher S-520 i Klipsch Synergy B2
Wzmacniacze: Accuphase E-213, Hegel H200 i Yaqin MC-100B
Kable: różne

wtorek, 17 stycznia 2012

Wzmacniacz zintegrowany Hegel H200




Wstęp
Norwegia Polakowi kojarzy się prawdopodobnie najczęściej z fiordami, łososiem oraz z ropą naftową. Niektórym, być może jeszcze z Telemarkiem i Narvikiem. Audiofilom natomiast, Norwegia kojarzyła się (lub nadal kojarzy się) z kultową marką Tandberg – do niedawna producentem wielu referencyjnych i niezniszczalnych wprost urządzeń audio, które do dziś na giełdach osiągają wysokie ceny i są zazwyczaj obiektem westchnień dla wieku miłośników vintage. Obecnie Tandberg to firma będąca częścią amerykańskiej Cisco Systems i działająca w innym segmencie niż audio, bo głównie komputerowo-informatycznym. Jako, że przyroda nie znosi próżni, potencjał intelektualny inżynierów firmy Tandberg pracujących przy projektowaniu sprzętów stereo został w części zagospodarowany przez inną norweską markę – a mianowicie Hegel. Właściciel oraz główny konstruktor tej firmy – pan Bent Holter w latach 90-tych obronił tytuł magistra-inżyniera pracą na temat sprzężenia zwrotnego wzmacniaczy, a przy okazji  magisterium zbudował kilka wzmacniaczy estradowych, a wcześniej (i jednocześnie) także grał w studenckim zespole rockowym o nazwie …Hegel. Stąd wzięła się późniejsza marka przedwsięzięcia, którego rynkowy start datuje się na 1994 rok, kiedy to światło dzienne ujrzał pierwszy produkt manufaktury – odtwarzacz płyt CD. W tym czasie raczkujący biznes pana Holtera solennie zasilił koronami potentat norweskiej branży telekomunikacyjnej – Telenor. Oczywiście, nie charytatywnie, lecz w zamian za stosowny udział, który w roku 2000 Bent odkupił i rozpoczął powolny, acz stanowczy oraz konsekwentny kurs na innowację i nowe projekty. I tak, przez ostatnie lata po cichu, powolutku i niepostrzeżenie Hegel zaistniał na wszystkich rynkach, a jego urządzenia zaczęły seryjnie i lawinowo zdobywać nagrody czasopism hi-fi, że aż co niektórzy, bardziej podejrzliwi audiofile zaczęli odbierać ten sukces jako spisek i nachalny marketing, bo otworzywszy strony jakiegoś branżowego magazynu audio trudno nie natknąć się było na firmowe logo…

Wzmacniacz został wypożyczony do testów z salonu audio Premium Sound w Gdańsku.





Wrażenia ogólne
Pod względem wzornictwa Hegel H200 reprezentuje typowy skandynawski styl: surowy, ascetyczny, lecz praktyczny i solidny. Logiczny. H200 to duża muskularna bryła z pięknie anodyzowanego na czarno aluminium. Wzmacniacz jest bardzo ciężki – ma aż 25 kg, ale wizualnie sprawia wrażenie lekkiego. Bardzo podoba mi się minimalizm i prostota przedniej płyty: tylko dwa wielkie pokrętła i jeden duży sieciowy przycisk plus nieduży niebieski wyświetlacz, na którym pojawiają się informacje wyłącznie o sile wzmocnienia oraz wybranym źródle.  Żadnych niepotrzebnych fajerwerków czy świecidełek. Klasa! Niestety, z tyłu Hegla także panuje skromność. Moje zastrzeżenia dotyczą zbyt małej ilości wejść, bo 2 pary RCA i jedno XLR to stanowczo za mało, by móc uczynić ze wzmacniacza prawdziwe centrum dowodzenia muzyką w salonie odsłuchowym. Ponadto, gniazda RCA są ciut za płytkie – niektóre wtyki trudno nasadzić przez to do końca. Niepodoba mi się również to, że po włączeniu urządzenia przyciskiem sieciowym wzmacniacz od razu ustawia się na domyślny poziom głośności „+30”, nawet jeżeli przed wyłączeniem słuchany był na innym (niższym lub wyższym) – niby drobiazg, ale czasami denerwujący, a szczególnie wieczorem, kiedy chce się pewne czynności wykonywać ciszej, dyskretniej. Dodatkowo, po włączeniu urządzenia zawsze rozpoczyna działanie od pozycji „balanced” - trzeba ręcznie przełączyć na żądany tryb pracy – naprawdę, nie wiem po co Norwedzy skomplikowali tę czynność? Wszystkie moje sprzęty audio czy to Accuphase, czy Rotel, czy nawet SABA lub Yamaha zawsze po słuchaniu np. tunera, następnie wyłączeniu wzmacniacza i po ponownym włączeniu, ustawiają tryb pracy na ostatnio słuchany, czyli w tym przypadku na tuner – a w Heglu jest inaczej.
Dobrym i pożytecznym jest obecność wejść „home cinema” – za pomocą, których można łatwo wpiąć H200 do systemu kina domowego i uczynić ze wzmacniacza mocną końcówkę mocy napędzającą przednie głośniki stereo. Stopki, na których stoi urządzenie są wysokie na około 3 cm, zbudowane z twardego plastiku, a nie z gumy. Konieczne jest więc podłożenie pod nie miękkich podkładek, aby zapobiec ewentualnemu negatywnemu wpływowi zewnętrznych drgań. Nie mając aktualnie żadnych innych zastosowałem gumowe podkładki kupione kiedyś w Castoramie za około …10 zł (oryginalnie przeznaczone pod pralkę dla wyeliminowania przekazywania na podłoże jej wibracji). Sprawdziły się wybornie! Co prawda wcześniej napisałem, że producent uniknął montażu niepotrzebnych świecidełek w postaci np. diody sieciowej, ale Hegel H200 nocą świeci – roztacza się wokół niego lekka poświata pochodząca z białych diod zamontowanych w układzie elektronicznym w środku, a na zewnątrz ich światło wydobywa się poprzez nacięcia górnej pokrywy. Przypomina to trochę aurę wokoło lamp elektronowych – bardzo przyjemne zjawisko, być może nieprzypadkowe, o czym napiszę w dalszej części.





Odsłuch
Na początek nieskromnie napiszę, że jestem osobą dość dobrze osłuchaną ze sprzętem audio - wiele z nich „gościłem” u siebie w domu, kilka opisałem na niniejszym blogu, a olbrzymią ilość słuchałem bądź to u znajomych, bądź to w salonach audio. Po pewnym czasie człowiek uodparnia się już na ciągłe nowinki konstrukcyjne mające niby to polepszać dźwięk, a zapowiadane przez producentów jako rewolucja, przełom i nowa epoka w postępie techniki audio. Ponadto, obecna mnogość sprzętów w sklepach, a przez to ciągle ścieśniający się rynek i konkurencja wymusza na firmach redukcję kosztów budowy przy jednoczesnym zapewnieniu zadowalającego uszy audiofili dźwiękiem ich konstrukcji. Stąd najczęściej bezkompromisowe urządzenia kosztują krocie, a na wysoki standard przy optymalnym dźwięku stać jedynie najbogatsze i największe firmy, które mają odpowiednie środki oraz rozbudowany marketing by produkować i sprzedawać seryjnie. Taką firmą jest np. Yamaha – wytwarza cały wachlarz różnorodnych urządzeń audio, które są porządne i ładne, ale brak im najczęściej jednej rzeczy – ducha. Innymi słowy, są przeciętne i nudne, wysterylizowane oraz zaprogramowane dla mas, bo są bezpłciowo uniwersalne. Zgoła odmienną strategię przyjęła firma Hegel. Minimalizm pod względem wzornictwa użytkowego, ale dźwięk bogaty w każdym zakresie i podzakresie, do tego spektakularnie przejrzysty, wyróżniający się pod względem rozdzielczości i jej skali, obfity przekaz – nieomal koncertowy, ale nie nachalny, czy agresywny. Czy to jest właściwy sposób na rynkowy przebój? Moim zdaniem – tak. Norwegom udało się na przykładzie Hegel H200 stworzyć konstrukcję wybitną, choć nie uniwersalną, tuzinkową. Wymagającą trochę dobrej woli i odpowiedniego sprzętu, by odkryć wszystkie jego walory. Ale do rzeczy.





We wstępie opisałem kilka drażniących mnie cech użytkowych wzmacniacza jak zbyt małą ilość wejść, czy niepotrzebną komplikację selektora, ale po włączeniu sprzętu i wsłuchaniu się w jego barwę, powyższe drobiazgi przestają być ważne, maleją i wręcz zanikają w perspektywie wysokiej jakości gry wzmacniacza. Słuchałem wiele wzmacniaczy, ale zapewniam, że ten prawdziwie zadziwia – swym spektakularnym rozmachem i namacalnym sposobem gry wprowadza słuchacza w odmienny stan świadomości, w ekstazę powodującą przyśpieszenie rytmu serca i oddechu… Hegel nie wydestylowywuje emocji z nagrań jak czyni to np. Musical Fidelity, nie pokazuje ogólnej plastyczności muzyki jak stara się robić Yamaha w A-S2000, nie skupia się na szczegółach i detalach jak Accuphse. To nie jest ten styl. Hegel dokonuje całościowej analizy muzyki, jej transformację w angażujący i pełny spektakl w pokoju odsłuchowym, w ścianę dźwięku, w którym każdy detal jest równouprawniony i jednakowo ważny, pielęgnowany. Zwraca uwagę punktualny i świetnie zorganizowany bas – referencyjny w tempie i natężeniu ciśnienia akustycznego, które jest odbierane organicznie (jak pisze producent), a nawet, powiedziałbym - somatycznie, bo jest cieleśnie prawdziwe, z dużym wrażeniem rzeczywistości. Takie cudowne dociążenie basu słyszałem ostatnio we wzmacniaczu Adagio Amp Pi, który jednak kosztuje około 3. razy drożej. Muszę koniecznie dodać, że bas nie jest jakoś sztucznie napompowany powietrzem jak ponton, czy podobny do tego przeskalowanego w słuchawkach Creative Aurvana Live! lub nie daj Boże - Monster Beat by Dr. Dre. Nie, - bas z Hegla jest twardy i sprężysty, nisko schodzący, ale nie rozlazły. Fizjologiczny, a przy głośniejszych odsłuchach masujący brzuch słuchacza.

Co ważne i interesujące, dźwięk w swojej naturze bardzo podobny jest do lampowego w jego przyjaznej charakterystyce i ciepłej miękkości, a także obszerności przekazu, ale już szybkość i klarowność typowa jest jak dla dobrego tranzystora. Myślę, że określenie konstruktora, że tworzy urządzenia organiczne w tym przypadku jest jak najbardziej uprawnione, bo słuchacz odbiera bardzo dużo parzystych harmonicznych, a te nieparzyste pozostają w ukryciu - w tym sensie „lampowy” charakter i organiczność H200 decydują o charakterze barwy oraz jej rasowości oraz dojrzałości. Osobnego omówienia wymaga umiejętność budowania przestrzeni. To, że głośniki napędzane tym wzmacniaczem całkowicie „znikają” w pokoju to oczywistość w tym pułapie cenowym, ale skala rozciągnięcia dźwięku wszerz i w głąb wydaje się być zgoła nieprawdopodobna. Poza tym, można śmiało nakreślić (poczuć) rozchodzenie się sceny w górę i w dół – pełna holografia, trójwymiar, 3D! Kiedy słuchałem płyty Kyle Estwooda (nota bene, syn tego słynnego Clinta) „Metropolitain” (Candid, 2009) perkusja Manu Katche wydawała się grać u mnie w pokoju, a kiedy Till Bronner znienacka zagrał na trąbce, to aż podskoczyłem na kanapie z wrażenia rzeczywistości barwy i naturalności tonów tego instrumentu. Struny fortepianu są cudownie dźwięczne, przepięknie rozwibrowane, ze słyszalnymi mikrotonami i wszelkimi smaczkami. Hegel konstruuje świetnie zogniskowane plany i umiejscowienie poszczególnych muzyków, trudno mi ten niezwykle wierny stopień przyporządkowania nawet z jakimś innym urządzeniem porównywać – no, może z jakimś Brystonem lub Conradem Johnsonem.  Muzyka płynie bardzo swobodnie z głośników, wylewa się z nich równą falą, napełnia nutami cały pokój – bezproblemowo i skutecznie, a jednocześnie w niesłychanie naturalny sposób. Izotoniczny, można rzec. Wzmacniacz ma gruby dźwięk w sensie pełnej i niezawodnej umiejętności nasycania brzmieniem powierzchni odsłuchowej i jakości tego napełniania – muzykalnie i kulturalnie, ale nie pomijając subtelności, mikrowybrzmień. Myślę, że można nazwać to brzmienie Hegla atomowym nie tylko w rozumieniu jego siły i skali, ale także atomizacji, czyli rozbijaniu na poszczególne składowe zakresów dźwięku, które swobodnie i w całości penetrują przestrzeń odsłuchową docierając w każdy, nawet najmniejszy zakątek.




Konkluzja
Urządzenie ma kilka wad, a skupiają się one głównie w funkcjonalności selektora wejść, jego niepotrzebnej komplikacji. Niepokojąca jest też mała ilość wejść liniowych, bo są tylko trzy oraz płytkość gniazd RCA (całość moich zastrzeżeń opisałem w akapicie „wrażenia ogólne”).

Na szczęście żadne defekty nie dotyczą jakości dźwięku - Hegel H200 to jest z całą pewnością urządzenie klasy high-end i choć trudno, być może, wielu P.T. Czytelnikom będzie w to uwierzyć, to ostatnimi czasy nie słyszałem obiektywniej i całościowo lepiej grającego wzmacniacza do pułapu 25 000 - 30 000 zł – włączając w to również kultowe sprzęty typu Accuphase oraz McIntosh. Hegel jest uczciwy, pokazuje dźwięk takim jakim jest, amplifikuje emocje zawarte w nagraniach, w muzyce i czyni to w sposób bliski doskonałości, a jednocześnie daleki jest od zimnej kliniczności lub brutalności przekazu. Dodatkowy plus to rozsądna cena około 15 000 zł, proporcja jakość/cena – wręcz okazyjna.

Podsumowując, Hegel H200 to świetny przykład wzmacniacza zintegrowanego, który gra w taki sposób, w jaki wielu melomanów i audiofili marzyło – bezproblemowo osiąga klasę, skalę i natężenie dźwięku, któremu niedaleko bezwzględnego wzorca idealnego, jakim jest muzyka grana i słuchana na żywo. Hegel gra wiernie i rozdzielczo. Czysto i silnie jak nurt wody w norweskim potoku. Krystalicznie. 

Dane techniczne
Tutaj

System testowy
Wzmacniacze: Accuphase E-213, Yaqin MC-100B oraz Ibuki-Amplifier
Odtwarzacz płyt CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO
Gramofon: Clearaudio Emotion
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1
Radioodbiornik: Rotel RT-1080
Kolumny: Vienna Acoustic Mozart Grand oraz Usher S-520
Kable: różne

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Ibuki-Amplifier - zapowiedź testu

Dziś odebrałem paczkę z niezwykle ciekawą zawartością - wzmacniaczem Ibuki-Amplifier japońskiej firmy Musica. Wygląda nadzwyczajnie - obudowa jakby odlana w lace, a w komplecie podstawka z polerowanego czarnego marmuru. Piękna rzecz!

Ibuki w najbliższym czasie będę porównywał ze wzmacniaczem Hegel H200. To będzie prawdziwy pojedynek Dawid kontra Goliat, drobny samuraj z Japonii versus muskularny wiking z Norwegii - intrygujące oraz  interesujące zestawienie. Poza tym będę podłączał "japończyka" pod kilka kompletów kolumn: Usher S-520, Xavian XN 125 SE, Klipsh Synergy B2, a także pod Vienna Acoustics Mozart Grand. Co z tego wyjdzie? Jaki będzie rezultat tej niecodziennej konfrontacji? Zapraszam za parę dni do lektury pełnego testu.



Powyższe zdjęcia są mojego autorstwa i podlegają ochronie zgodnej z Creative Commons