Polpak

EIC

Rafko

piątek, 14 września 2012

Wzmacniacz słuchawkowy Yaqin PH-5L






Wstęp
Firma Yaqin (a w zasadzie - YaQin) ciągle poszerza swoją ofertę. Niedawno zaprezentowała kilka nowych zintegrowanych wzmacniaczy lampowych, jeden z nich premierowo w Polsce opisywałem TUTAJ (trochę się pochwalę, a co!) – to model MC-13S. Wśród nowości można też znaleźć monumentalne MC-550B (TU) i MS-650B (TU) – to już wysoka liga. Co interesujące, Yaqin skonstruował pierwszy raz w swojej historii przetwornik cyfrowo-analogowy DAC-K9. Niestety, w Polsce jeszcze niedostępny. Natomiast mnie, bardzo zainteresował wzmacniacz słuchawkowy Yaqin PH-5L. Z kilku powodów. Po pierwsze, dlatego, że akurat testowałem słuchawki planarne HiFiMan HE-500 (wraz z dedykowanym wzmacniaczem HiFiMan EF5) (test TU) i ciekawy byłem jak one zagrają z budżetowym (patrząc na cenę) słuchawkowcem. Po drugie, postanowiłem ocenić na większej próbie dźwięk kabla słuchawkowego firmy Ear Stream do słuchawek Sennheiser HD650 i na końcu - z potrzeby eksperymentu i dla jego dobra. Innymi słowy: bo lubię eksplorować nowe urządzenia, poznawać je i ich dźwięk - sprawia mi to dużą przyjemność. Po prostu.

Opisywany wzmacniacz został wypożyczony od polskiego dystrybutora Yaqin Polska.

Budowa, a także słowo o lampach 6J1
Wzmacniacz zbudowany jest w stylu typowo „yaqinowskim”, czyli prosto i logicznie, ale w manierze estetycznej z lekka chińskiej – myślę tu o okienku będącym przedłużeniem panelu przedniego i o pokrywie klatki z transformatorami. Zawsze koniecznie z efektownej, wypolerowanej na glanc, blachy. Taki design i już. Generalnie, PH-5L wygląda atrakcyjnie i schludnie, a sprzyja temu również anodyzowana czerń stali frontu i obudowy, a także szczotkowane aluminium na osłonie transformatorów. Ładne i kształtne są też wytoczone w metalu dwie gałki na przedzie – jedna odpowiedzialna za wzmocnienie, a druga za wybór oporności: 32 Ohm lub 300 Ohm. Świetna funkcja i, jak się okaże później, niezwykle przydatna. Na dole, pomiędzy gałkami umieszczono gniazdo na tzw. dużego jacka 6,3 mm.

Na pokrywie umocowano dwie pentody 6J1 produkcji chińskiej (fabryki Shuguang). 6J1 zaś to współczesny chiński odpowiednik dawnej konstrukcji lampy elektronowej Tungsol 6AK5, znanej też w wersjach EF95 Mullard-Philips lub Amperex 5654, obecnie nieprodukowane. Lampa też ma (miała) radziecki klon militarny Wostok (ang. Voshkod) 6ZH1P-EV, podobno o najlepszych parametrach i dźwięku. Przy okazji warto wspomnieć, że owe lampy są do dziś z powodzeniem stosowane w wielu urządzeniach hi-fi, a do kupienia na eBay lub tubedepot.com (TU).
Wracając do budowy. Na dalszej części pokrywy, w głębi, tuż za lampami spoczywa wielki transformator sieciowy, który odpowiedzialny jest, zdaje się, za połowę masy wzmacniacza. Przykryty jest metalową ozdobną puszką. 

Z tyłu znajduje się gniazdo sieciowe IEC, obok przełącznik hebelkowy zasilania 115V/230V. Po prawej stronie zamontowano tylko jedną parę wejść RCA. Przelotki – brak. Szkoda. Włącznik sieciowy umieszczono po lewej stronie obudowy. Pracę urządzenia sygnalizuje (oprócz żarzących się lamp, naturalnie) niebieska dioda znajdująca się tuż pod prawą lampą. Ciekawie to wygląda. Wzmacniacz spoczywa na 4. wysokich gumowych nóżkach. Warto także zwrócić uwagę, że pokrywy obudowy i transformatorów, a także mocowania lamp przykręcone są estetycznie i równo wkrętami imbusowymi.
Masa to 3 kg, a wymiary 17 x 20 x 12 cm (szerokość x głębokość x wysokość). Całkiem sporo jak na wzmacniacz słuchawkowy. HiFiMan EF5 (z zasilaczem DY-1) ma mniejsze gabaryty.












Warunki testu i używany sprzęt
Do wzmacniacza przyłączałem 3. pary słuchawek:
- Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream  (test TU) o oporności 300 Ohm,
- HiFiMan HE-500 (test TU), magnetoplanarne o oporności 38 Ohm oraz
- Grado SR-60i  (test TU) 30 Ohm.

Jako wzmacniacze słuchawkowe używałem:
- Musical Fidelity X-Can v.3 wraz z zasilaczem ULPS firmy Tomanek (test TU) i
- HiFiMan EF5 z dedykowanym zasilaczem HiFiMan DY-1.

Odsłuchy trwały 6. dni. Głównie wieczorami, po około 2-3 godziny. Nie dokonywałem zmian w substancji zastosowanych lamp elektronowych – były to firmowe 6J1.

Za źródło posłużył za każdym razem odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO. Kable połączeniowe RCA to Ear Stream Signature (test TU) oraz Audiomica Laboratory Rhod Reference, a zasilające: Audiomica Laboratory Jasper Reference (do Yaqin PH-5L) oraz Audiomica Laboratory Volcano Transparent (do CD) (testy kabli zasilających Audiomica Lab. - TU). Akcesoria to stojak do słuchawek Voo Audio oraz stolik audio VAP.

Słuchane płyty widoczne są na zdjęciu poniżej.




Dźwięk
Na początek nadmienię, że dobrze znam styl gry wzmacniaczy słuchawkowych Yaqin, tych zamontowanych w integrach MS-34D (test TU) oraz MS-20L (test TU), bo przez dłuższy czas gościłem je u siebie w domu, a efekt tych wizyt umieściłem pod przytoczonymi linkami. Nie ukrywam, że wówczas bardzo ich przekaz mnie zafascynował, urzekł, dlatego teraz niezwykle intrygująca była dla mnie obecna konfrontacja z dawnym, pozytywnym wrażeniem sensorycznym.

Yaqin PH-5L ma swój indywidualny czar, sposób prezentacji nagrań. Podczas słuchania testowych płyt CD, które przecież dobrze znam (nieomal na pamięć) uwagę zwraca fakt, że wzmacniacz przyciąga uwagę na inne elementy nagrań, niż zazwyczaj. Instrumenty, do tej pory oczywiście obecne i tworzące tło, z lekka wypychane są na front, na przód – polepsza się ich widoczność, czytelność, można napisać. Podobnie dzieje się z tymi tworzącymi główną linię melodyczną, a także rytmiczną. Gitary i skrzypce mają mocniej rozedrgane struny, otoczone zostały też lekką mgiełką słodyczy, którą najłatwiej zdefiniować określeniem: plastyczna lub kolorowa. Natomiast kontrabasy otrzymały pełnię i głębię, choć też nieco przykryte błogim i czarującym dymkiem, który określa ich aurę, ale także i ciut rozmazuje lokalizację niskich tonów. Nie mniej jednak – w granicach dopuszczalnej normy oraz, z pewnością, z korzyścią dla komfortu słuchania, lecz z krzywdą dla naturalności. Coś, za coś. Na szczęście powyższe zjawisko nie odbywało się kosztem sekcji czytelności linii melodycznej, bo ta jest czarująca. Sprzyja temu duża namacalność dźwięku, jego swoboda, bez cech poluzowania czy spowolnienia, a wiele lamp elektronowych ma przecież takie nieprzyjemne zapędy. Yaqin swoimi lampami wyciąga z nagrań kwintesencję muzyki, jej prawdziwy sens, gorący sublimat a robi to w sposób mocno transparentny, a przy okazji płynny i pełen uroku, ale jednocześnie nieprzesadzony, czy zbyt sentymentalny, polukrowany. W wiarygodnej formie. Co istotne, dźwięk jest subtelnie otwarty, ale dynamiczny, ze świetnie określonym (podawanym) tempem i z mocnym atakiem. 

Przestrzeń oraz panorama stereofoniczna są budowane wiarygodnie i dużą głębią, ale znam też i wzmacniacze słuchawkowe, które robią to perfekcyjnej – z większą gradacją planów i oddaniem ich skali, ale te drugie, kosztują niestety o wiele drożej niż opisywany Yaqin. A ten, w swojej kategorii cenowej, powyższe umiejętności ma doskonałe. Wszelkie niuanse dźwiękowe decydujące o poziomie rozciągnięcia dźwięku, klasie dostrojenia i konstrukcji niskich tonów, a także moc uderzeniowa (atak) przynależą do high-endu, trudno więc oczekiwać od sprzętu stricte budżetowego takich cudów, że zagra jak urządzanie, za które trzeba zapłacić 5 - 10 x więcej. Natomiast Yaqin PH-5L oferuje uczciwy dźwięk, dobrze spreparowany, o harmonijnym charakterze oraz wybornej gorącej dynamice, która sprzyja oddaniu nastroju nagrań, eksplikuje zapis muzyki na płycie – a przy tym robi to ochoczo, z dużą energią i bez warunkowo. Jednocześnie, nie skupia się na zbyt dokładnej analizie, laboratoryjnym spectrum muzyki, a upłynnia ją, czyni naturalną i przyjmowaną przez słuchacza wiarygodnie. Szczegółowość nie jest tu najważniejszym priorytetem; odpowiedni klimat, nastrój – tak.

Co istotne, wzmacniacz wyposażony jest w „przekładkę”, która pozwala dostosować się do oporności przyłączanych słuchawek. Są tu dwa poziomy: 32 i 300 Ohm. Bardzo przydatna funkcja, jeżeli dysponuje się kilkoma parami o różnych opornościach. Podczas testu, miałem 300 Ohmowe Sennheiser HD650, 30 Ohmowe Grado SR-60i, a także 38 Ohmowe HiFiMan HE-500, więc swobodnie mogłem przełączać wzmacniacz na odpowiednie pułapy. Jeżeli natomiast wetknąć np. Sennheiser HD650 do PH-5L i słuchać na poziomie 30 Ohm, to objawia się takie połączenie cichszym dźwiękiem – po przekręceniu gałki na „300 Ohm” staje się głośniejszy.

Nie piszę, które konkretnie testowe słuchawki grały lepiej ze wzmacniaczem, bo to oczywiste, że na miejscu pierwszym bezwarunkowo stały HiFiMan HE-500 – ich dźwięk po prostu zachwyca, a dokładniej już je opisałem TUTAJ, więc nie uważam za stosowne powtarzać się. Na pozostałych miejscach uplasowały się Sennheiser HD650 (z kablem Ear Stream) oraz Grado SR-60i. Na pewno warto wspomnieć, że Yaqin PH-5L z każdą parą zagrał zgodnie, bez wysiłku oraz dynamicznie. Nie grymasił, nie stroił fochów, co do jakości słuchawek (ich klasy), bo każdej dał, to co miał najlepsze – umiejętność całościowego pokazywania muzyki, harmonijnego oraz melodyjnego, z dużą sceną, rozbudowanym basem. Pięknie portretowanymi wokalami. Krótko mówiąc – atrakcyjnie.

Podsumowanie
1. Yaqin PH-5L to wzmacniacz słuchawkowy o dobrej konstrukcji, estetycznym projekcie wizualnym, a także o dobrym wykonaniu. Zawiera tylko jedną parę wejść RCA (dla jednego źródła), ale za to posiada regulator oporności – 30 lub 300 Ohm.
2. Dźwięk rozbudowany, ze sporą emfazą, ale nieprzesadzony. Wyborna dynamika, duża scena dźwiękowa – instrumenty wyraźne, choć bez nadmiernej precyzji i klinicznej sterylności tonów. Bas zwarty, a góra wystarczająco rozdzielcza. Zastosowane lampy 6J1 w układzie przedwzmacniacza nadają dźwiękowi specyficzny aromat i przyjemną żarliwość, którą można nazwać błogą lub sentymentalną. Słuchanie płyt z żeńskimi głosami, to upajające przeżycie. Wciągające.
3. Zalecany do wielu par słuchawek, zarówno tych droższych, jak i tańszych, bo z każdymi współpracuje rzetelnie i z korzyścią dla dźwięku, któremu oferuje muzykalny przekaz. Dobrze zestrojony.
4. Cena około 900zł, czyni z Yaqin PH-5L wzmacniacz słuchawkowy o rewelacyjnej proporcji cena/jakość. Trudnej do pobicia.

Dane techniczne
Dostępne na stronie Yaqin Polska TUTAJ.

czwartek, 13 września 2012

Winyle z mojej płytoteki - część 1





Postanowiłem, co jakiś czas, lecz bardziej nieregularnie, niż cyklicznie, pisać kilka słów o nowych płytach w mojej płytotece, a które, w moim mniemaniu, warte są rekomendacji lub popularyzacji. Dużo kupuję płyt, szafy od nich już puchną, składuję je, więc w różnych dziwnych miejscach – nawet w piwnicy, ale nałóg słuchania muzyki, pomimo okresowo wdrażanych odwyków, narasta, wzmaga się. Od pewnego czasu, ilościowo nabywam więcej płyt winylowych, niż CD, ale te drugie nadal stanowią pokaźną część płytozbioru. Jednak kupuję je znacznie rzadziej niż kiedyś (jeszcze 2-3 lata temu), na rzecz, jak napisałem, czarnych krążków, ale także i plików cyfrowych.

W związku z powyższym - dziś pierwsza część cyklu „Winyle z mojej płytoteki”, (czyli Ludwik Hegel poleca!). Bo początkowo takim tytułem chciałem tę serię nazwać, ale wydał mi się przesadzony, zbyt bombastyczny. Krótsza forma jest lepsza i dlatego nie planuję zbytnio rozpisywać się o płytach. A dostarczać Drogim Czytelnikom jedynie zwięzłą informację, sygnał. I kilka zdjęć poglądowych, jak zwykle.

Nowe płyty to:
1. The XX „Coexist” LP + CD (wytwórnia Young Turks),
2. Bon Iver “Bon Iver” LP + digital download (4AD),
3. Ariel Pink’s Hounted Graffiti “Mature Themes” LP + CD (4AD).

The XX „Coexist” to płyta wydana 10 września 2012 roku, czyli jest to świeża pozycja, a zaledwie drugi album w dyskografii zespołu. Nagrywana była w Londynie od listopada 2011 do maja br. The XX tworzy trzech brytyjskich muzyków: Romy Madley Croft (to kobieta), Oliver Sim oraz Jamie Smith. Ich muzykę można scharakteryzować jako delikatną, aczkolwiek hipnotyczną elektronikę z pięknymi nastrojowymi żeńsko-męskimi wokalami oraz nietypowym użyciem sampli niskotonowych, choć oficjalnie przyporządkowana do szeroko znaczeniowo pojęcia „indie pop”. Album charakteryzuje się melodyjną strukturą z ograniczoną, stonowaną dynamiką. Często senną.
O ich wysokich umiejętnościach niech świadczy fakt, że zostali uhonorowani kilkoma ważnymi branżowymi nagrodami, włączając w to Mercury Prize dla najlepszego brytyjskiego (i irlandzkiego) debiutu. W tym roku The XX odwiedzili Polskę – dali świetny koncert podczas Heineken Open’er Festival w Gdyni.
Oficjalna storna internetowa zespołu TUTAJ.






Bon Iver „Bon Iver” (4AD) nie jest, aż tak nowo wydaną płytą jak The XX, bo pojawiła się na rynku 17 lipca zeszłego roku. Za Bon Iver odpowiedzialny jest w zasadzie jeden człowiek – Amerykanin Justin Edison Vernon, który przyjął taki pseudonim artystyczny. Bon Iver to żartobliwa nazwa, bo fonetycznie (z języka francuskiego) oznacza „dobra zima” lub, lekko przekręcona - „nieźle pijany”. W zespole oprócz Vernona gra też kilka osób, ale składy, z płyty na płytę, zmieniają się. W tym roku, Bon Iver zdobył dwie nagrody Grammy w kategorii Nowy Artysta oraz Najlepszy Album Alternatywny. Zbiera też garściami pozytywne recenzje periodyków muzycznych, a krytycy dookoła wyją z zachwytu, co może być czasem też niebezpieczne dla przyswajalności muzyki. Tu, na szczęście, tak nie jest. Materiał na albumie „Bon Iver” jest spójny i melodyjny, a najlepiej określić ten gatunek jako połączenie neo-folku, folk-rocka, a także i poezji śpiewanej. Muzyka na płycie jest nietypowa stylistycznie, ale zapewniam, że piękna, nastrojowa. W klimacie wytwórni 4AD. W nagraniu wzięło udział wielu muzyków, w tym taka gwiazda jak mistrz gitary „pedal-steel” Greg Leisz. Ponadto jest tu duża sekcja dęta, a także aranżacje smyczkowe.
Strona internetowa Bon Iver TUTAJ.








Album Ariel Pink’s Haunted Graffiti „Mature Themes” ukazał się 20 sierpnia br pod szyldem wytwórni 4AD. Amerykanin Ariel Pink (a właściwie Ariel Rosenberg) to, na tle dwóch poprzednich pozycji, prawdziwy weteran, bo wydał już sporo płyt, z tym, że pod różnymi pseudonimami lub składach. Często jego nagrania miały edycję stricte undergroundową, stąd trudne są do jednoznacznego skatalogowania. Ariel Pink miał zamiar nagrać 10 płyt pod nazwą Hounted Graffiti. Dokonać tego chciał na 8. ścieżkowym magnetofonie Yamaha śpiewając i grając samodzielnie na wszystkich instrumentach i samemu je nagrywać, a następnie edytować. Niestety, w trakcie projektu magnetofon zepsuł się a projekt Hounted Graffiti przekształcił się ostatecznie w żywy zespół składający się z normalnych muzyków. Tyle mówi „legenda”, bo wiele albumów nigdy nie ujrzało światła dziennego lub została wydana na płytach CD-R. Ile w tym performance, eksperymentu i prowokacji artystycznej – nie wiadomo, ale trzeba pamiętać, że Ariel Pink jest artystą, który ukończył California Institut of Arts na wydziale Sztuk Wizualnych, więc nic nie jest tu wykluczone. Tak, czy inaczej to artysta totalny, a jego płyty gwarantują muzykę niesztampową, z wielce oryginalną psychodelią, ale i przystępną jednocześnie. Szczerze polecam, bo album „Mature Themes” jest doskonały, choć do Ariel Pink zdążyła się przykleić etykieta „hipster”. Jest ikoną tego nieformalnego środowiska.
Strona Ariel Pink’s Hounted Graffiti na 4AD: TUTAJ.







środa, 12 września 2012

Wzmacniacz lampowy Ming Da MC368-BSE - zapowiedź testu!

Dzień dobry,

Zawiadamiam Szanownych Czytelników, że odebrałem już wzmacniacz zintegrowany Ming Da MC368-BSE od polskiego dystrybutora tej marki - firmy TubeAudio.pl. Testy trwają.
Jednocześnie wyjaśniam, że początkowo miałem w planach opisać ten sprzęt dopiero w październiku, lecz w  związku z tym, że nie udało mi się (na razie) pozyskać od dystrybutora kolumn Swans, wziąłem na tapet Ming Da. Może to i dobrze, że kolejność się zmieniała, bo w ten sposób mam możliwość posłuchać bezpośrednio obok siebie wzmacniacze Ming Da i Roksan Caspian M2.

Jak widać na zdjęciach poniżej, MC368-BSE jest solidnej postury, rozmiarów, bo zajął cały górny blat stolika audio VAP, a w właściwie - ledwo tam się mieści. Nie jest też małej masy, bo waży nieomal 35 kg! Co zwraca uwagę, to nietypowy kształt zastosowanych lamp elektronowych KT90 oraz szczególnie 6NS7 - przypominają bryłą (formą) cebulę. Wzmacniacz może pracować w trybie triodowym lub ultralinearnym, zwanym też pentodowym (nie do końca słusznie). W pierwszym trybie Ming Da produkuje 2 x 40 Wat mocy, a w drugim - 2 x 75 Wat.

Ming Da MC368-BSE będę porównywał ze wzmacniaczami Roksan Caspian M2 oraz HegelH100.

Zapraszam wkrótce!





wtorek, 11 września 2012

Roksan Caspian M2, wzmacniacz zintegrowany







Wstęp, czyli kilka słów o Persji
Roksan Audio Limited to bardzo zasłużona dla audio firma wywodząca się z Wysp Brytyjskich, a konkretniej z Anglii – z Londynu, bo tam ma główny adres. Istnieje od 1985 roku, kiedy to została założona przez panów: Touraja Moghaddama oraz Tufana Hashemi - obywateli brytyjskich, absolwentów Uniwersytetu Londyńskiego, lecz perskiego pochodzenia (lub irańskiego, jeżeli używać obecnej nazwy kraju). Stąd, zarówno w nazwie firmy, jak i jej produktach dominuje nomenklatura, która wykorzystuje perskie słowa – najczęściej oznaczające postacie historyczne, mityczne lub regiony, miasta. Roksan to imię córki króla Dariusza I Wielkiego (550 p.n.e. – 485 p.n.e.), władcy staroperskiego, który panował nad połową ówczesnego świata. Oprócz córki Roksan, Dariusz, miał także i syna Xerxesa, który toczył zacięte boje ze starożytną Helladą.

Natomiast Roksan Xerxes to nazwa pierwszego firmowego produktu (gramofon), który na rynku pojawił się w 1985 roku, a już rok później został wprowadzony Darius, czyli kolumny. Kolejne urządzenia, które ujrzały światło dzienne to: Shiraz (wkładka gramofonowa), Artemiz (ramię gramofonowe), Artaxerxes (przedwzmacniacz gramofonowy), a w roku 1998 roku, po raz pierwszy, został zaprezentowany system Caspian. Caspian wziął swoją nazwę od … Morza Kaspijskiego (ang. Caspian Sea), czyli największego jeziora na świecie, reliktu Oceanu Tetydy. Morze Kaspijskie oblewa brzegi współczesnego Iranu, Rosji i jeszcze kilka państw. Zaś seria Kandy źródłosłów ma w staroperskim słowie „quand” lub „qand”, które oznacza …cukier.

Obecnie marka Roksan jest silnie osadzona na światowym rynku audio, cieszy się dużą renomą krytyków redakcji branżowych periodyków i uznaniem wśród melomanów-audiofilów. Wiele z jej produktów nosi miano „kultowych” – tak dzieje się na przykład z gramofonem Xerxes (w kilku odmianach), kolumnami Caspian FR-5, czy wzmacniaczem zintegrowanym Caspian M1, który kilka lat temu przeszedł reinkarnację w model Caspian M2, któremu przyjrzę się bliżej w dalszej części tekstu.

Obrazkową historię firmy można prześledzić TUTAJ.

W bieżącym roku 2012, zarząd Roksana zdecydował o rozszerzeniu firmowej oferty o sprzęt zahaczający o segment lifestyle audio, czyli o serię Oxygene (TUTAJ). Uczynił to, przejmując innowacyjną duńską firmę Artora Audio. I tak Roksan stał się właścicielem, po raz pierwszy w swojej historii, wzmacniaczy cyfrowych (klasy D). Ciekawe, co z tego przedsięwzięcia o nazwie Oxygene wyjdzie, bo jest to, delikatnie mówiąc – „ciało obce” w jego ofercie. Ale, być może, zostanie szybko oswojone lub otorbione, jak kto woli. Jednak patrząc na projektantów tej serii, czyli Duńczyków inżyniera Bo Christiansena oraz artystę-malarza Nielsa Bjorndahla, jest to całkowite odstępstwo od klasycznego audio, a wejście już w pułap tzw. design-audio, co oczywiście, nie oznacza, że ten sprzęt nie może grać dobrze, bo najpewniej może (i gra), niemniej jednak jest to duża odmiana w dotychczasowym firmowym, „perskim” prortfolio, nawet słowo „oxygene” jest już greckiej proweniencji, a nie perskiej.

Roksan Caspian M2
Drogi Czytelnik już wie, że Roksan to imię córki Dariusza, antycznego władcy Persji, a Caspian to słowo pochodzące od Morza Kaspijskiego (ang. Caspian Sea) oblewającego tę krainę – teraz czas, więc przejść do opisu sprzętu. Ale zanim to uczynię, wspomnę jeszcze, że model M2 to następca integry M1, która okazała się być sporym firmowym przebojem, uzyskała też masę różnorodnych nagród i wyróżnień. Zaś Roksan M to seria obejmująca całą rzeszę sprzętów. Począwszy od tunera radiowego, poprzez odtwarzacze płyt CD, aż do przedwzmacniacza i monofonicznych końcówek mocy. Następcy - modele M2, pojawiły się w 2010 roku i od razu podbiły serca (i uszy) wielu odbiorców, do których trafia firmowy styl gry. Wzmacniacz M2 uzyskał już status nieomal „legendarnego”. Natomiast po weryfikację tej opinii zapraszam P.T. Czytelników do dalszej części.

W Polsce dystrybutorem marki Roksan Audio Limited jest firma Polpak z Reguł pod Warszawą, a opisywany egzemplarz został właśnie stamtąd wypożyczony.

Budowa i wrażenia ogólne
Jak wzmacniacz wygląda – każdy widzi. Do jednych przemawia firmowa estetyka, do innych – nie. Na pewno design Caspian M2 jest oryginalny, nietypowy. Mi taka stylistyka odpowiada, lubię technicyzujący, surowy projekt, który często jest mylony z brzydotą, a tu, w moim mniemaniu, o czymś takim nie ma mowy. Owszem, bryła jest skromna i prosta, ale dzięki temu i piękna. Szykowna, aczkolwiek wielce charakterystyczna. Zresztą w audio-stereo (na pewnym, wyższym poziomie zaawansowania) obowiązuje inna reguła niż w normalnym świecie: „im sprzęt brzydszy, tym ładniejszy”. OK, dosyć żartów!

Caspian jest ładny, ale i z lekka groźny w formie, w swoim wyrazie, definicji piękna. Wzrok przykuwa nietypowy kształt obudowy – po bokach ścięty. Pokrywa z grubej szczotkowanej i polerowanej stalowej blachy jest fantazyjnie powyginana, po dwóch stronach na górze ma podłużne wgniecenia, a po bokach, jak już wspominałem - pościnana pod kątem 45 stopni. Poza tym na pokrywie dużo jest małych podłużnych otworów wentylacyjnych. Największe jednak wrażenie wywiera wielki napis „Roksan M2 Series” wyciśnięty (wypolerowany?) na pokrywie. Wspaniale i efektownie to wygląda. Panel frontowy wykonany jest z grubej płyty szczotkowanego aluminium, anodyzowanego na czarno. Po bokach umieszczono dwie chromowane gały z toczonego metalu, ta druga z czerwoną diodą wewnątrz. Pierwsza, po lewej, odpowiedzialna na selekcję źródeł (i włączenie/wyłączenie), a druga za regulację wzmocnienia. Oprócz wspomnianych pokręteł, po obu stronach panelu symetrycznie umieszczono dwa małe przyciski. Pierwszy ma za zadanie przyciszać skokowo wzmocnienie, a przytrzymany dłużej – wyłączyć wzmacniacz. Drugi, po prawej stronie uruchamia pętlę magnetofonową. Po środku frontu znajduje się wyświetlacz źródeł z lustrzanym tłem. Bezpośrednio pod nim, przyklejono duże firmowe logo.

Warto w tym miejscu dodać, że Caspian M2 ma sporo wejść liniowych, bo aż 6, z czego 1. para to XLR (tylko dla odtwarzacza CD) i 5. par RCA. Oprócz tego – 3. pary wyjść: 1. para dla pętli magnetofonowej, a kolejne 2. dla przedwzmacniacza lub subwoofera. Poza tym jest para RCA dla podłączenia końcówki mocy oraz zacisk uziemienia. Wyposażenie w gniazda – zdecydowanie ponad standardowe. Niestety, można podłączyć tylko jedną parę kolumn – producent nie przewidział funkcji biwiringu, ale za to terminale głośnikowe są solidne i akceptujące chyba każdy rodzaj wtyków kabli głośnikowych, jak i nagie kable.

Masa urządzania to 13 kg, a rozmiary - 432 x 330 x 70 cm (szerokość x głębokość x wysokość), jest więc raczej niewielki, mając na uwadze wzmacniacz zintegrowany – można napisać, że jest kompaktowych rozmiarów.
Deklarowana moc to 2 x 85 Wat przy obciążeniu 8 Ohm i 125 Wat przy 4 Ohm.
Wnętrze podzielono po połowie na dwie sekcje: zasilającą oraz, oddzieloną sporym radiatorem, z układami wzmacniającymi oraz sekcją przedwzmacniacza. Tę pierwszą w większości okupuje masywny transformator toroidalny (350 VA) zasilający końcówki mocy, a także drugi, mniejszy toroid (60 VA) zasilający sekcję przedwzmacniacza. Wnętrze prezentuje się niezwykle logicznie, czysto i estetycznie. Duża klasa projektu i wykonania.
W komplecie jest oczywiście pilot zdalnego sterowania. Samouczący się. Z kablem USB, który można przyłączyć do komputera i w ten sposób uzyskiwać dodatkowe jego funkcje, rozszerzenia programowe. Ciekawa rzecz. Obsługa M2 jest prosta i całkowicie intuicyjna. Tak nieskomplikowana, że nie ma o czym pisać. Od razu więc przejdę do kolejnego rozdziału – o kaspijskim dźwięku.








(powyższe zdjęcie pochodzi ze strony techradar.com)


Dźwięk
Pierwsze wrażenie po włączeniu M2 – dźwięku jest bardzo dużo i jest bardzo silny. Ofensywny. Gęsty, substancjonalny – bogaty. Wyłącznie sama esencja, koncentrat. Przekaz jest mocny i potężny niczym gigantyczna armia Kserksesa atakująca Grecję i Spartę. Dookolny, ale jednocześnie z dużym rozdrobnieniem dźwięku. Jego specyficzną atomizacją, przybierającą często formę włóczni i strzał. Szybkich, szarżujących rydwanów zaprzęgniętych w tony i nuty. Kawalerię basów i sopranów. Zwarte natarcie piechoty średnicy. Tak, początkowy kontakt z Caspianem to prawdziwa dźwiękowa batalia. Spektakl, ale niezwykle uporządkowany. Strukturą przypominający żywy organizm regularnych perskich oddziałów „nieśmiertelnych”. Mam nadzieję, że Czytelnik wybaczy mi te antyczne odniesienia.

Kiedy natomiast dłużej wsłuchać się w dźwięk Caspiana, staje się jasne, że jego przekaz jest mocno komunikatywny, niosący duże kwanty informacji o nagraniach. Wystarczająco szczegółowy, by precyzyjnie oddać głębię sceny, pogłosy i informację o rozmiarach instrumentów. Ich rzeczywistą skalę. Roksan M2 z pewnością nie ma w swojej sygnaturze zbytniego ocieplenia dźwięku, chociaż początkowo może tak się wydawać – ma za to ową gładkość, która skutkuje fizycznym odczuwaniem wielu szczegółów dźwięku. Namacalną obecnością instrumentów oraz głosów. Szczegółowość okazała się być ponadprzeciętna, zapewniająca analityczny wgląd w zarówno dobrze znane, jak i mniej znajome nagrania. 

Podobnie odbiera się cały przekaz – spektakularnie i całym ciałem, bo Caspian generuje dużo dźwięku, który jest dobrze zestrojony i harmonijny, ale przy okazji nieco szorstki na brzegach, co czasami może drażnić – szczególnie w trakcie słuchania muzyki fortepianowej, gdzie pełna i naturalna kolorystyka jest bardzo pożądana. Nie jest to jednak zarzut, bo wiele wzmacniaczy ma problemy z oddaniem prawdziwej plastyki instrumentów klawiszowych. Po stronie zalet Roksana należy położyć dobrze rysowaną przestrzeń, szeroką i z dużym pogłębieniem oraz angażującym, przekonującym charakterem z wyborną i pełną barw, teksturą tła. Następnie, trzeba zwrócić uwagę na doskonałą lokalizację jak i separację instrumentów – są zogniskowane perfekcyjnie, z dużą autentycznością prezentowane na, jakby specjalnie dla nich wycinanym z przestrzeni, fragmencie sceny. Bezpośrednio.

Bardzo podobały mi się wokale – czarujące i perliste, gładkie, ale też bliższe niż zazwyczaj. O lampowym sznycie, bo przypominające te z lamp elektronowych KT90, wzmacniacza Ming Da MC368-BSE, który równolegle testuję. Głos ludzki prezentowany był śpiewnie (choć to oczywisty pleonazm, lecz właściwy w tym miejscu), naturalnie, ale też emocjonalnie i żarliwie.

Niestety, wzmacniacz nie zawsze dobrze radził sobie z reprodukcją najniższego basu kolumn VA Mozart Grand, które są bardzo, ale to bardzo wymagające pod tym względem, więc nie była to specjalna porażka, choć Hegel H100 czynił to znacznie lepiej, lecz też nie perfekcyjnie.

Z monitorami niższej klasy (tu Usher S-520, nawiasem mówiąc - moje ulubione kolumnienki) poradził sobie bezproblemowo – całkowicie je opanował i nadał swój rytm, władzę. Co ciekawe, dźwięk z głośników odrywał się swobodnie i bez „klejenia się”. Monitory Usher S-520 zupełnie znikły z przestrzeni odsłuchowej, stały się niewidzialne.

Generalnie, co do konstruowania niskich tonów to Roksan robił to znakomicie. Bas był zwarty, punktualny – o doskonałym timingu i z dużą werwą penetrujący przestrzeń. Doskonale rytmiczny. (Jak wspominałem, moje zarzuty budził jedynie najniższy bas, który czasami po prostu uciekał, rozlewał się zbytnio, ale nie "buczał").

Co istotne, Caspian M2 potrafił grać zarówno cicho jak i bardzo głośno. Bez przesterowania (kompresji) radził sobie z głośno odtwarzaną muzyką rockową reprodukując wyraźne dźwięki o dobrej stereofonii, z ciszej nastawioną płytą z walcami wiedeńskimi przekaz nie ucierpiał na komunikatywności, czy spójności, bo na energetyczności, co oczywiste – tak.

Wzmacniacz okazał się bardzo podatny na przyłączany kabel zasilający – a ten im wyższej klasy, tym lepszy, gładszy (czystszy) dźwięk. Użyłem ostatecznie przewód sieciowy firmy Audiomica Laboratory Jasper Referecnce, w moim przekonaniu, dostarczający najbardziej klarowny i transparentny przekaz w tym połączeniu.

Angażujący styl gry (spektakularny) oprócz wrażenia rozbudowanego dźwięku, może też niekiedy przytłaczać, męczyć – szczególnie, jeżeli zestawi się go z ostrymi krawędziami wysokich tonów, które są dźwięczne, ale i ostre. Dlatego pomimo moich powyższych zachwytów, namawiam każdego zainteresowanego Czytelnika tym wzmacniaczem do indywidualnych odsłuchów, bo Roksan Caspian M2 ma swój styl, rogaty charakter, z którym trzeba samemu się zmierzyć, ujarzmić go. Albo innymi słowy, zaadoptować, oswoić w swoim systemie, ale jeżeli ta sztuka uda się, to będzie bardzo wierny towarzysz każdego gatunku muzycznego i nierozłączny przyjaciel odtwarzacza płyt CD oraz kolumn głośnikowych.

Roksan Caspian M2 kontra Hegel H100
Takie porównanie ma sens. Jest uprawnione, ale trzeba zwrócić koniecznie uwagę na fakt różnic cenowych pomiędzy tymi dwoma urządzeniami. Koszt nowego Caspiana M2 to około 8000-8500zł, a H100 – 10 500zł, czyli ten drugi jest o 20 % droższy. Taka uwaga na początek.

Główna różnica dotyczy sposobu budowania sceny – Roksan czyni to bardziej dookolnie, szeroko, a Hegel – plastycznie i wielokolorowo. Ponadto, Hegel więcej uwagi poświęca kontrolowaniu basów, które nie są aż tak fizycznie (cieleśnie) obecne jak w Caspianie, ale za to są niewątpliwie głębsze i bardziej rozciągnięte. Poza tym są ciut szybsze. Jeżeli chodzi o bezpośredniość grania oraz rytmiczność, tempo, czy żywość brzmienia to są one podobne w wyrazie, choć nie takie same. Nie chcę oceniać, które lepsze, bo tu decyduje już indywidualny gust słuchacza. Na pewno bardziej podobała mi się współpraca Hegla (niż Roksana) z gramofonem Clearaudio Emotion. Więcej tu było namacalnych szczegółów, doskonalsza precyzja brzmienia, a także i obszerniejsza przestrzeń, z dużym pogłębieniem i emfazą. 

Dodatkowo, bas był bardziej skupiony, prężniejszy. Wydaje mi się za uprawnione subiektywne stwierdzenie, że w połączeniu z analogowym źródłem Hegel H100 jest ogólnie muzykalniejszy od Roksana, bo plastycznością dźwięku mocniej przekonuje, angażuje. Co do współpracy z odtwarzaczem płyt CD nie było aż takich różnic - oba wzmacniacze zapewniły sporą dozę wyrafinowanego przekazu, atrakcyjny dźwięk, który można od razu polubić, pokochać. Emocjonalny. Wysokiej klasy, choć i nie referencyjny. Hegel H100 okazał się być jednak bardziej rasowy - bliższy definicji hi-fi.











Podsumowanie
1. Roksan Caspian M2 to wzmacniacz zintegrowany o perfekcyjnej budowie wewnętrznej oraz o atrakcyjnej powłoce zewnętrznej, choć nietypowej urodzie. Wysokiej jakości zastosowane komponenty, mnogość wejść i wyjść oraz samouczący pilot zdalnego sterowania czynią go groźnym rywalem dla konkurencji.

2. Dźwięk nieprawdopodobnie ofensywny, szybki i angażujący. Piękny. Wierny i naturalny, z doskonałą kontrolą i dynamiką w całym zakresie. Duża szczegółowość przekazu, a także precyzja. Czasami braki w ujarzmianiu najniższych pasm basu, szczególnie w połączeniu z bardziej wymagającymi kolumnami.

3. W porównaniu z Heglem H100 wychodzący raczej obronną ręką, choć ten drugi może być nazwany bardziej muzykalnym i dojrzalszym, jednak jest też o 20% droższy.
4. Wzmacniacz ze wszech stron godny uwagi i bliższej znajomości. Niewątpliwie należy wziąć go pod uwagę przy wyborze integry do 9 000 PLN. Mocny i oryginalny wzmacniacz. Uczciwy i rzetelny. Solidny wół pociągowy.

5. Roksan Caspian M2 ma własny charakter, finezyjną osobowość - swój styl gry, który może się podobać lub nie. Innych opcji nie ma – wyłącznie: „tak” lub „nie”, nic po środku. Mi do gustu przypadł, więc go polecam. Szczerze rekomenduję – wielki wzmacniacz, choć zmanierowany. W jego cenie można znaleźć też wiele innych ciekawych urządzeń, które mogą bardziej przypaść do gustu lub nie. A przecież "De gustibus non dispudandum est" -  używając łacińskiej mądrej sentencji...

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H100 (test TU), Ming Da MC368-BSE i Dayens Ampino (test TU).
Źródła: odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO oraz gramofon Clearaudio Emotion.
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand i Usher S-520 (ze standami VAP).
Okablowanie: przewody zasilające Audiomica Laboratory Volcano Transparent i Jasper Reference (test TU), interkonekty Ear Straeam Signature (test TU) oraz Audiomica Laboratory Rhod Reference i Mica Transparent GLD, a także kable głośnikowe Audiomica Laboratory Dolomit Reference oraz Siltech Amsterdam.
Akcesoria: panele akustyczne (10. sztuk) Vicoustic Wave Wood (test TU), platforma antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU) pod gramofonem oraz stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40 (test TU) pod wzmacniaczem HegelH100.
Stoliki audio: Ostoja T3 i VAP TR-S1/S2 (test TU).

Dane techniczne
Dostępne na stronie dystrybutora marki Roksan – firmy Polpak TUTAJ.