Polpak

EIC

Rafko

piątek, 16 sierpnia 2013

Ming Da MC88-PL – wzmacniacz lampowy










Wstęp
To już czwarty z kolei wzmacniacz Ming Da, który mam przyjemność przedstawiać P.T. Czytelnikom na łamach „Stereo i Kolorowo – Underground”. Poprzednio były to modele (chronologicznie): MC34-A (test TU), MC84-A (test TU) oraz MC368-BSE (test TU). To jednak tylko cząstka oferty sprzętu audio firmy Mei Xing (Ming Da to marka), bo w katalogu można znaleźć około 50 pozycji. Są tu przede wszystkim wzmacniacze lampowe, ale także i przedwzmacniacze gramofonowe i słuchawkowe, odtwarzacze płyt CD, a od niedawna odtwarzacz plikowy.

Przedsiębiorstwo Mei Xing/Ming Da to własność rodzinna, prowadzone od wielu lat przez pana Jigui Xiao, który jest nie tylko prezesem tytularnym, ale przede wszystkim zapalonym melomanem i dużym zwolennikiem dobrego dźwięku, a szczególnie technologii lampowej. Zajmuje się osobiście projektowaniem nowych urządzeń, wdrażaniem ich do produkcji, nadzorem nad procesem produkcji, montażu i kontroli. To prawdziwy spiritus movens marki Ming Da.

Firma szczyci się (jak można przeczytać TUTAJ na stronie Mei Xing) następującymi cechami swoich produktów:
1. Całe okablowanie wewnętrzne wykonywane jest ręcznie metodą „point to point” (czyli wykluczającą zastosowanie płytek drukowanych) za pomocą drutów miedzianych oraz srebrnych w izolacji z oryginalnego teflonu.
2. Podzespoły konstrukcyjne pochodzą od renomowanych dostawców takich jak: Alps, Jansen, Philips, czy Aerovox.
3. Wykorzystywane lampy elektronowe kupowane są wyłącznie u sprawdzonych producentów (Sovtek, JJ, Electro-Harmonix i Shuguang) – są starannie dopasowywane, testowane, a następnie wstępnie wygrzewane przez 60 h przed implementacją w urządzeniach audio
4. Transformatory wykonywane są na miejscu w firmie; są nawijane ręcznie na rdzeń z najwyższej jakości japońskiej stali, a następnie wyprażane.
5. Terminale wejściowe i wyjściowe produkowane są na Tajwanie. Wykonywane są z miedzi, pokrywane galwanicznie warstwą złota zapewniającą dobre parametry styku oraz odporność na utlenianie.
6. Produkty Ming Da dostępne są na całym świecie – posiadają wszelkie wymagane certyfikaty, w tym i europejskie CE i RoHS.

Polskim dystrybutorem marki jest od kilku lat firma Elektropunkt z Bydgoszczy. Jest równocześnie dystrybutorem i dilerem - można tu kupować sprzęty Ming Da zarówno w ilościach hurtowych, jak i pojedynczo (istnieje też osobna strona Ming Da.pl). Dzięki temu Elektropunkt ma bardzo atrakcyjne ceny, ale aby zwiększyć dostępność urządzeń dla szerszej grupy odbiorców, niedawno zdecydował się na zamówienie dwóch serii wzmacniaczy w fabryce Mei Xing specjalnie na polski rynek: MC34-PL i MC88-PL. Są identyczne jak „światowe”, pozbawione jedynie zdalnego sterowania, a przez to tańsze o 600 - 1500 zł. Bardzo rozsądna polityka, bo za „normalny” Ming Da MC88 trzeba dziś zapłacić w Polsce około 5 500 zł, a tak – MC88-PL kosztuje 4 000 zł. Podobnie jest z modelem MC34-A versus MC34-PL – 3 300 zł i 2 700 zł, czyli 600 zł różnicy.

Ming Da MC88-C

Ming Da MC34-A w białej wersji

Ming Da MC368-BSE

Testowany Ming Da MC88-PL został wypożyczony od polskiego dystrybutora marki, firmy Elektropunkt z Bydgoszczy.

Budowa i wrażenia ogólne
Generalnie, MC88-PL jest to lekko zmodyfikowana (i „odchudzona”) wersja doskonałego wzmacniacza MC368-BSE – przełożona także do obudowy MC34-A. Ming Da MC88-PL kontynuuje linię wzorniczą modelu MC34-A. To identyczny panel frontowy z grubej aluminiowej płyty anodyzowanej na czarno. Po jej środku brak jednak wskaźnika wychyłowego (jak w MC34-A) – tu jest niebieska dioda (w moim przekonaniu, ta wersja jest nawet ładniejsza, bo skromniejsza wizualnie). Takie same są natomiast dwie gałki rozmieszczone na skrajach obu stron frontu – jedna odpowiada za selekcję źródeł, druga zaś na wzmocnienie sygnału. MC88-PL pozbawiony jest zdalnego sterowania.

Po środku pokrywy wierzchniej zbudowanej z grubej metalowej płyty osadzono dwa rzędy lamp elektronowych: cztery duże bańki KT88 oraz po dwie mniejsze 6N8 i 6N9 produkcji chińskiej firmy Shuguang. Lampy przykryte są estetyczną klatką ochronną wykonaną z żółtawego przezroczystego tworzywa sztucznego uformowanego po bokach w szczebelki, a na górze w taflę grubego plastiku z powycinanymi otworami wentylacyjnymi. Klatka montowana jest w obudowie kilkoma zaciskami – jej montaż/demontaż  trwa sekundę, góra dwie. Tył obudowy okupują trzy wielgachne puszki transformatorów. Z lewego boku umieszczono przełącznik trybu pracy wzmacniacza – ultralinearny lub triodowy. Zaraz obok zamontowano duży włącznik sieciowy.

Z tyłu znajdują się pojedyncze, ale solidne terminale głośnikowe a’la WBT – osobne odczepy dla impedancji kolumn 4 Ohm i 8 Ohm. Do wzmacniacza można przyłączyć 4. źródła do 4. par złoconych gniazd RCA. Na zewnątrz nie ma wyprowadzonych punktów regulacji BIAS – najprawdopodobniej są one umieszczone wewnątrz. W tym celu należy odkręcić dolną pokrywę wzmacniacza.

Masa urządzenia to 35 kg. Pobór mocy 250 Wat. Moc 2 x 35 Wat w trybie triodowym i 2 x 50 Wat w ultralinearnym.


















Od lewej: Vienna Acoustics Mozart Grand, Taga Harmony Platinium F-90 SL i Definitive Technology BP-8060 ST

Wrażenia dźwiękowe
Od razu napiszę, że MC88-PL zadziwia mocnym i dynamicznym dźwiękiem. Jest to jednak dźwięk, który można bezproblemowo określić jako zdrowy, dobrze wyważony - z pełnym pulsem, dobrym rytmem i świetnym wypełnieniem. Uwagę zwraca przede wszystkim bardzo kaloryczny, mocny i prężny bas o pięknej, aczkolwiek typowo lampowej strukturze – ciepły i wysycony. Okrągły i „mlaskający”. Poza intrygującymi niskimi tonami przyciąga słuch (a nawet hipnotyzuje) wysoka jakość średnich tonów – te wydają się być napełnione dźwiękiem aż po menisk wypukły. Kipią emocjami, bogatą kompozycją i gorącą harmonią, która wspaniale oddaje realizm wokali i instrumentów typu fortepian, gitara, czy saksofon. Brzmią one po prostu pięknie i pasjonująco – piszę te słowa bez żadnej przesady. Do tego dźwięk jest nieźle szczegółowy i selektywny (jak na lampę). MC88-PL jest mistrzem oddawania emocji muzyki i jej ekspresji oraz naturalnej barwy dźwięku z wyeksponowanymi parzystymi harmonicznymi.

Kiedy nastawiłem płytę winylową Kari Bremnes „Og sa kom resten av livet” (Kirkelig Kulturverksted – 2012) od razu stało się jasne, że wzmacniacz nie ma problemów z ukazywaniem prawidłowej, dużej, a nawet rozbudowanej sceny, na której odciskane są liczne detale zarówno tła, śródpola, jak i frontu. Głos norweskiej wokalistki brzmi czysto i wyraźnie po środku przestrzeni, charyzmatycznie wręcz – chociaż z lekkim podkreśleniem dzięki „ciepłocie” lamp. Brzmienie instrumentów można opisać jako pełne energii i entuzjazmu, charakteryzujące się właściwym ciężarem oraz proporcją; Ming Da potrafi zbudować realistyczną ścianę dźwięku, koncertowy styl gry. Warto zauważyć, że czyni to bez wysiłku i zupełnie naturalnie – swobodnie. Nuty brzmią wiernie i plastycznie – po prostu dźwięcznie. Klasowo.




Kolejny czarny krążek to reedycja albumu niemieckiego zespołu Kraftwerk „Techno Pop” (Kling Klang/EMI - 2009). Bardzo ciekawy byłem jak lampy KT88 poradzą sobie z elektronicznym, odhumanizowanym brzmieniem płyty – bądź co bądź, przecież surowym i sterylnym, ale i niezwykle przestrzennym oraz plastycznym. Uwagę zwraca tu mocny i zwarty bas, kapitalnie elastyczny oraz rozciągnięty - ze słyszalnymi wieloma warstwami, o gęstej strukturze. Z lampowym drivem, czyli lekko zaokrąglony, ale z tym nieokreślonym pięknym „czymś”, co potrafi ukazać jedynie lampa elektronowa. To „coś” to dopełnienie basu, wyraźne jego „pyknięcie”, nasycenie.  Ming Da bez problemu odwzorowuje elektroniczne instrumenty Kraftwerku – dźwięk jest szybki i dynamiczny, dobrze dopełniony i odpowiednio dociążony. Góra wyraźna – gładka, ale kolorowa. Dla sopranów najważniejszą cechą jest przejrzystość i szczegółowość, a nieco mniej gęstość, przez co to pasmo wydaje się być mniej nasycone tonami niż pozostałe.




Następnie przyszła pora na płytę analogową włoskiego wokalisty Mario Biondiego „Sun” (Sony Italy – 2013). Mario Biondi dysponuje niskim głosem, barytonem podobnym do Barrego White’a i Isaaca Heyesa - jest ciepły, głęboki i charyzmatyczny. Ming Da MC88-PL bardzo korzystnie eksponuje wokal Biondiego – czyni to z uczuciem, z klasą. Dodaje blasku, koloru i piękna, tak istotnego dla właściwej sugestywności prezentacji, ale także ukazania subtelności i niuansów wokalistyki. Podobnie rzecz ma się z pozostałymi dźwiękami w obszarze średnich tonów: są obrazowo kreślone na szerokiej i głębokiej scenie – mają energetyczne wypełnienie, są solidne i spójne. Co istotne, wszystko jest na swoim miejscu, pokazane efektownie i z niezłą szczegółowością, a wzmacniacz nie ma tendencji do efekciarstwa, nienaturalnego podkręcania dźwięków.



Konfiguracje
Ming Da MC88-PL podłączałem przede wszystkim do następujących kolumn: 1. Vienna Acoustics Mozart Grand, 2. Definitive Technology BP-8060 ST i 3. Taga Harmony Platinium F-90 SL oraz sporadycznie do 4. Studio 16 Hertz Canto Two. Przewodami głośnikowymi były na zmianę: Audiomica Laboratory Dolomit Reference, Audiomica Laboratory Diamond Transparent oraz Nameless Black Classic Line SP.

Najbardziej do gustu przypadło mi zestawienie wzmacniacza z Taga Harmony Platinium F-90 Slim. Taga podkreśliły immanentnie przymgloną górę MC88-PL, otwarły ją – uczyniły bardziej czytelną i jaskrawą, można rzec. Ponadto, F-90 Slim świetnie współpracowały z Ming Da pod względem przekazywania dynamiki dźwięku, ukazywania naturalnej energii nagrań, przyrostu głośności oraz koncertowej sugestywności, co miało znaczenie szczególnie przy mocniejszym repertuarze typu płyty Depeche Mode, Bruce Springsteena, czy Davida Bowiego. Natomiast w łagodniejszej muzyce F-90 Slim dodawały przekazowi plastyczności i zdolności analitycznych – potrafiły zadziwiająco sporo detali wydobyć na powierzchnię. Piszę „zadziwiająco”, bo patrząc na umiarkowaną cenę kolumn Taga Harmony trudno było się tego po nich spodziewać – a jednak.

Z Definitive Technology BP-8060 Super Tower Ming Da stworzył zgrany i udany duet. Warto pamiętać, że BP-8060 ST mają aż 92 dB skuteczności przy obciążeniu 8 Ohm, więc MC88-PL to dla nich teoretycznie wymarzony kompan. W praktyce okazało się nie inaczej – zestaw ów zagrał lekko i swobodnie, ale jednocześnie mocno i dobitnie. Aż chce się użyć słowa: definitywnie. Nie trudno się domyślić, iż przestrzeń była nieomal hektarowa i dookolna – słuchacz ma wrażenie realnego uczestnictwa w koncercie, czy spektaklu. Przekaz jest dociążony, z mocnym bitem – gęsty od nut. Wiarygodny.

Z kolei Studio 16 Hertz Canto Two proponuje żywiołowy dźwięk z silnym basem, ale jest to przekaz dojrzały, rasowy. Najwięcej uwagi Canto Two poświęca różnicowaniu średnich tonów, bo to właśnie na nich najbardziej koncentrują się. Ujawniają je. Poza tym Ming Da plus monitory Studio 16 Hertz to piękna stereofonia oraz nieomal holograficzna przestrzeń. Każdy dźwięk odrywa się od powierzchni skrzynek lekko, a następnie swobodnie penetruje pokój odsłuchowy. Jest to znakomite połączenie.

Natomiast austriackie Vienna Acoustics Mozart Grand  skupiają się na średnicy: przemawiają za jej pośrednictwem do słuchacza - są wymowne najbardziej w tym paśmie. Jest to przekaz niezwykle plastyczny, głęboki – w klasowym stylu hi-fi, który można określić jednym celnym słowem: audiofilski. Dużo tu powietrza, słyszalnych subtelności, mikrotonów i niuansów dźwiękowych. Ming Da wraz z wiedeńskimi głośnikami czarują brzmieniem – jest to dźwięk przyjemny i jednocześnie wysokiej jakości. Obfity i bogaty strukturalnie, ale jednorodny. Esencjonalny. Piękny.

Strony ujemne
Jak Drogi Czytelnik zauważył, koncentruję się głównie na opisie zalet MC88-PL, chociaż wzmacniacz ten ma oczywiście też swoje ograniczenia jak: mniejsza selektywność, czy gorsza głębia sceny w porównaniu z droższymi urządzeniami. Jednakże w cenie 4 000 zł, jakie należy w Polsce za to urządzenia zapłacić uważam, że niesprawiedliwe by było na siłę wyszukiwać wad, czy stron ujemnych wzmacniacza, po to jedynie, aby pokazać, że jest się obiektywnym. Tym razem postanowiłem być bardziej niż zwykle subiektywny – opisywana Ming Da niezwykle podoba mi się! I koniec, kropka.

Podsumowanie
1. Ming Da MC88-PL to „uboższa” wersja znakomitego modelu MC368-BSE – w obudowie z MC34-A, lampami KT88 oraz pozbawiona zdalnego sterownia. Dzięki tym zabiegom nabywca otrzymuje solidny dźwięk w rozsądnej cenie.

2. Stylistyka typowa dla wzmacniaczy lampowych – z tyłu pokrywy rząd olbrzymich puszek transformatorów, a przed nimi stojące na sztorc lampy elektronowe. Front z grubej anodyzowanej na czarno aluminiowej płyty, na niej zaś dwa pokrętła. Całość estetyczna i ładnie dopasowana, poskręcana, etc. Krótko mówiąc: surowo, ale estetycznie.

3. Dźwięk wyraźny, pięknie głęboki i nasycony - ze wspaniałą rasową barwą. Przestrzeń i stereofonia pierwszorzędna jak na tę klasę cenową. Średnica gęsta, bogata w detale, lecz wystarczająco selektywna. Przekaz należący do typu ciepłych, czy zwartych, jednak pomimo mocnego dociążenia dźwięku, pozostający lekki i proporcjonalny. Żywy i swobodny – nie lepki, czy „przesłodzony”.

4. Co istotne, nabywca może samodzielnie ingerować w strukturę dźwięku poprzez wymianę poszczególnych lamp – tu pole dla eksperymentu jest naprawdę spore.

5. Ming Da MC88-PL najpełniej współpracuje z kolumnami o wysokiej skuteczności. W teście używałem wiec przede wszystkim kolumny podłogowe o czułości ≥ 90 dB jak Vienna Acoustics Mozart Grand (90 dB), Taga Harmony Platinium F-90 Slim (91 dB) oraz Definitive Technology BP-8060 ST (92 dB), a także monitory Studio 16 Hertz Canto Two (86 dB). Wszystkie pary doskonale współpracowały z Ming Da różnice dotyczyły głównie jakości poszczególnych podzakresów, bo jedne kolumny bardziej eksponują soprany (Taga), a inne średnicę (Canto Two i Vienna Acoustics), z kolei Definitive Technology koncentrują się na realistycznym (koncertowym) oddaniu struktury dźwięku. Każda para przyłączanych kolumn nie pokazywała niedoborów amplifikacji, braku mocy – grała pełnym i soczystym dźwiękiem o sporej energii.

6. Dla piszącego te słowa, Ming Da MC88-PL to wzmacniacz, który bardzo przypadł mu do gustu, cieszący uszy zdrowym i bogatym dźwiękiem o wysokiej klasie jakościowej – o wiele wyższej niż by wskazywała jego polska umiarkowana cena 4 000 zł. Pełna i zasłużona rekomendacja!



Ming Da MC88-PL to wybór roku 2013 w dziedzinie wzmacniaczy lampowych do 5 000 zł

Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacze: Hegel H100 (test TU), Dayens Ampino (test TU) i Sherwood R-807 (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Definitive Technology BP-8060 ST (test TU), Studio16 Hertz Canto Two (test TU), Pylon Topaz 15 (test TU) i Taga Harmony Platinium F-90 Slim.
Okablowanie: Audiomica Laboratory, DC-Components (test TU) oraz Nameless Black Classic Line.
Źródła cyfrowe: odtwarzacz Musical Fidelity A1 CD-PRO, iPad 3 Apple (test TU) oraz NuForce Air DAC (test TU).
Źródła analogowe: gramofon Clearaudio Emotion wraz z przedwzmacniaczem Ri-Audio PH-1 (test TU), a także magnetofon Nakamichi Cassette Deck 1.
Akcesoria: panele akustyczne Vicoustic Wave Wood (10. sztuk) na ścianach (test TU), podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU) pod gramofonem, stopy antywibracyjne BW40 Rogoz-Audio (test TU) pod wzmacniaczem, DC-Blocker firmy Tomanek (reduktor zakłóceń sieci 230 V) oraz zatyczki do gniazd RCA Sevenrods Dust Caps RCA (test TU).

Dane techniczne
Dostępne na stronie polskiego dystrybutora, firmy Elektropunkt TUTAJ.
Link na stronę firmy Mei Xing/Ming Da TUTAJ.


środa, 14 sierpnia 2013

Sony HP-188 Stereo - retrospekcja



Otrzymuję sporo listów, w których Czytelnicy pytają dlaczego "stronę tytułową" Stereo i Kolorowo - Underground zdobi czarno-białe zdjęcie (a nie jakieś inne kolorowe) ukazujące znudzonego pana w towarzystwie dwóch pań. Dżentelmen ten jednak wydaje się bardziej niż damami zainteresowany słuchaniem muzyki ze stojącego na pierwszym planie systemu Sony FP-188 Stereo. Tak, wiem - jest to stylistyka dość wintażowa, ale taką obrałem jako przewodnią na audio-blogu, stąd takie i inne zdjęcia (na dole) utrzymane w staroświeckim duchu: magnetofonów szpulowych Telefunken i Tesla.

Gwoli wyjaśnienia, zdjęcie kompaktowego zestawu Sony FP-188 Stereo to reklama, która ukazywała się w magazynach drukowanych na przełomie lat 1969/1970. Udało mi się znaleźć kilka informacji o Sony HP-188 Stereo, choć są one dość skąpe. Był produkowany w dwóch wersjach - z wbudowanym stereofonicznym tunerem radiowym FM/AM (HP-188) i bez (HP-155). Każda z nich zawierała wzmacniacz stereo z krzemowymi tranzystorami oraz dwie dwudrożne kolumny podstawkowe w komplecie. Na górze znajdował się zintegrowany talerz gramofonu z czterema prędkościami obrotów. Obsługa gramofonu była typu automatycznego. HP-188 kosztował w USA 234 $, a HP-155 - 180 $. Co ciekawe, pomimo że, modele HP-155/188 są praktycznie niedostępne na rynku wtórnym, to do dziś można bez problemu nabyć nową wkładkę gramofonową wraz z igłą pasującą do nich (TU).

Reklama Sony HP-188 Stereo ukazywała się między innymi w amerykańskiej wersji czasopisma Playboy w roku 1970 z hasłem "Stereo for the man who has nothing", czyli w przekładzie na język polski: "Zestaw stereo dla mężczyzny, który nie ma niczego". Patrząc na to zdjęcie, tytuł ów jest naprawdę przewrotny i zabawny - tak samo jak i sama fotografia.

 Reklama Sony HP-188 z 1970 roku umieszczona w magazynie Playboy: "Stereo for the man who has nothing"

 Instrukcja obsługi Sony HP-188

Igłę do HP-188 można kupić do dziś

sobota, 10 sierpnia 2013

Sherwood R-807 - amplituner AV i odtwarzacz sieciowy










Wstęp
Najprawdopodobniej większości  P.T. Czytelników nazwa Sherwood przywodzi skojarzenia przede wszystkim z angielskim królewskim lasem, gdzie dawno temu grasował rozbójnik Robin Hood ze swoją drużyną. Jednak Sherwood to także zasłużona marka dla audio, istniejąca nieprzerwanie dokładnie od 60 lat. Została założona w 1953 roku w Chicago w Stanach Zjednoczonych przez inżyniera Eda Millera z myślą o budowie wzmacniaczy zintegrowanych. Marka Sherwood otrzymała taką nazwę właśnie na cześć wspomnianego Lasu Królewskiego w Nottinghamshire w Anglii.

Współcześnie Sherwood Audio wchodzi w skład gigantycznej koreańskiej firmy Inkel PA Corporation, chociaż adres jej kwatery głównej pozostał amerykański (Buena Park w Kalifornii). Ma więc (zdaje się) nadal sporą niezależność od firmy-matki. Inkel PA wytwarza całą masę wzmacniaczy, amplitunerów – głównie na rynek profesjonalny. Natomiast Sherwood koncentruje się na rynku domowego audio. Powoli, lecz skutecznie rozwija się, modernizuje produkty, choć porusza się przede wszystkim na poziomie „entry-level” audio hi-fi.

Niedawno zaprezentowano cztery nowe amplitunery, których to R-807 jest przedstawicielem; moim zdaniem – najciekawszym, bo za rozsądne pieniądze oferuje intrygujący dźwięk oraz mnóstwo funkcji. Po konkrety zapraszam Czytelnika do kolejnego podrozdziału.

Sherwood R-807 pochodzi od polskiego dystrybutora marki Sherwood, firmy Polpak z Warszawy.

Budowa i wrażenia ogólne
Na początek nadmienię, że amplituner kosztuje w Polsce 1 500 zł. Dlatego uważam, że nabywca za tę cenę otrzymuje naprawdę dużo. A nawet - zaskakująco dużo. Bo już po rozpakowaniu kartonu i wyjęciu sprzętu, zdałem sobie sprawę, że mam do czynienia z interesującym i nietypowym przypadkiem w audio. Zaraz tę myśl rozwinę.

Sherwood R-807 jest estetyczny, w ogóle nie wygląda na „tani”. Design przywodzi skojarzenia z niektórymi modelami amplitunerów firm Yamaha lub Harman-Kardon. To podobny styl wizualny, ale także i wykonie, dbałość o szczegóły wykończenia. Bezpretensjonalna uroda – skromna, ale całkiem atrakcyjna.

Panel przedni to gruba akrylowa płyta, lekko centralnie efektownie "przełamana", wzdłuż całej krawędzi. Po środku, u góry znajduje się niebieski wyraźny wyświetlacz, który można przyciemnić lub całkowicie wyłączyć. Po dwóch stronach panelu umieszczono duże gałki wytoczone z anodowanego na czarno metalu. Lewa służy do wyboru źródła, a prawa odpowiada za wzmocnienie sygnału. Na froncie w lewym, górnym rogu znajduje się firmowe logo (przyklejone), a poniżej włącznik/wyłącznik sieciowy. W panel przedni, na środkowej linii wmontowano rząd 9. przycisków funkcyjnych, którymi można regulować i ustawiać podstawowe opcje takie jak: strojenie tunera, tryb stereo lub wybranie kodowania przestrzeni, etc. Co istotne, amplituner (oprócz wyświetlacza oraz włącznika sieciowego) pozbawiony jest  jakichkolwiek podświetlanych klawiszy, lapmek i diod. Ascetycznie to wygląda, ale może podobać się, bo przecież urządzenia wyższej klasy mają tą sprawę często rozwiązywaną podobnie – redukcja zbędnych świecidełek.

Wracając do budowy. Z przodu zamontowano dodatkowe 4. gniazda. Po prawej stronie jedno USB do odtwarzania plików (gniazdo nie komunikuje się z aparaturą Apple) i po lewej kolejne trzy. Wejście słuchawkowe na tzw. duży jack i dwa gniazda mini-jack – do przyłączenia mikrofonu kalibrującego ustawienie układu głośników 7.1 oraz wejście do przyłączenia odtwarzacza plikowego.

Z tyłu znajduje się gęstwina wejść i wyjść. Z istotniejszych wymienię 4. wejścia i jedno wyjście HDMI, a także 2. wejścia cyfrowe – jedno optyczne Toslink i jedno elektryczne koaksjalne. W amplitunerze zamontowano przetwornik cyfrowo-analogowy o maksymalnej częstotliwości sygnału 192 kHz/24 bit.











Automatyczna kalibracja akustyki
Jak wspomniałem, R-807 wyposażony jest w system kalibracji akustyki pomieszczenia. Taka funkcja polega na tym, że do amplitunera podłącza się mikrofon na przewodzie i ustawia się go w miejscu, w którym, mówiąc kolokwialnie – ma być najlepiej słychać, czyli w tzw. sweet-spocie. Następnie uruchamia się (z poziomu pilota zdalnego sterowania) automatyczną kalibrację kolumn – sprzęt generuje różnego rodzaje dźwięków, po kolei na przemian z każdego podłączonego głośnika, potem "na krzyż" i w innych konfiguracjach. Po kilku minutach, amplituner ostatecznie ustawia najbardziej optymalne natężenia dźwięku dla każdej kolumny, tak aby dźwięk dookolny był najlepszy. Oczywiście, można ustawienie automatyczne korygować pod własne preferencje – np. dać więcej wzmocnienia głośnikowi centralnemu, mniej efektowym, etc. Piszę o systemie kalibracji, bo zazwyczaj są w niego wyposażane droższe urządzenia niż opisywany Sherwood. Pamiętam jak dobrych kilka lat temu, podczas kupowania kina domowego, musiałem wyłożyć więcej niż 5 000 zł na amplituner Yamaha klasy średniej, bo wszystkie tańsze pozbawione były automatycznej korekcji akustyki pomieszczenia, a jest to rzecz naprawdę przydatna w praktyce.

Wi-Fi Direct
Kolejną intrygującą funkcją urządzenia jest moduł Wi-Fi Direct. Pozwala na bezprzewodowe komunikowanie się dwóch (lub więcej) urządzeń bez konieczności posiadania domowej (ewentualnie biurowej) sieci Wi-Fi. Tu napowietrznie porozumiewają się Sherwood R-807 oraz tablet, smartfon, etc.

Użyłem iPad 3 Apple, na który wcześniej pobrałem z Sieci (bezpłatnie) odpowiednią aplikację firmy Sherwood/Inkel PA. W ustawieniach tabletu włączyłem tryb Wi-Fi; wyświetlił się komunikat, że R-807 jest widoczny. Po wpisaniu odpowiedniego kodu, iPad 3 zawiadomił, że program sterujący gotowy jest do użycia. Z poziomu tabletu można sterować większością funkcji amplitunera, włączając w to obsługę drugiej strefy, ustawienie stacji radiowych, tryb kina domowego i wiele innych. W zasadzie pilot w takim przypadku staje się zbędny; iPadem włącza się i wyłącza się także amplituner. Aplikacja bezprzewodowa jest bardzo łatwa w obsłudze, bo całkowicie intuicyjna. Jest także ładna graficznie, co widać na poniżej zamieszczonych zdjęciach.

Warto dodać, że Wi-Fi Direct spotyka się w urządzeniach znacznie droższych niż tu opisywany.









Wrażenia dźwiękowe
Do amplitunera przyłączałem najczęściej dwie, a maksymalnie - cztery kolumny głośnikowe. Jako frontowe posłużyły na zmianę Vienna Acoustics Mozart Grand, Definitive Technology BP8060 ST, Pylon Topaz 15 oraz Taga Harmony Platinium F-90 SL, zaś tylnymi, efektowymi były (sporadycznie) Usher S-520 i Studio 16 Hertz Canto Two.

Jak na budżetowe urządzenie kosztujące w Polsce 1 500 zł, styl gry proponowany przez amerykański amplituner można określić sformułowaniem: "dźwięk całkowicie bez kompleksów". Jest to przekaz nienachalny, aczkolwiek komunikatywny i otwarty – z dobrze zestrojonymi pasmami, niezłym wypełnieniem oraz, co zaskakujące – z pełnym i masywnym basem. Dźwięk jest przyjemny, bez oznak „taniości”, czy jakichkolwiek braków, które powodowałyby ubytki w przekazie. Jest homogeniczny, dobrze poskładany. Koherentny.
Przestrzeń jest kreślona wyraźnie, instrumenty są czytelne, zaś głos ludzki pozbawiony krzykliwości, choć jest też lekko ocieplony. Naturalnie, konstruktorzy R-807 proponując go w tak atrakcyjnej cenie rynkowej musieli pójść na pewne ostateczne ustępstwa dźwiękowe, bo cudów nie ma, lecz uczynili to w sposób łaskawy dla słuchacza. Tak jak napisałem, brzmienie jest czytelne i spójne, ale kiedy bardziej wsłuchać się w dźwięk widać, że amplituner ma problemy z dokładnym różnicowaniem poszczególnych  instrumentów w dużych składach orkiestrowych, nie określa też bardzo dokładnie sceny w głąb, nie jest zbyt rozdzielczy, ma lekkie dysproporcje barw, czyli odbiegające od rzeczywistości (lub będące podkolorowane, jak kto woli). Jednak w ogólnym odbiorze dźwięku R-807 te powyższe braki nie przeszkadzają, nie decydują o swobodnym odbiorze muzyki. Owszem, Sherwood ma swoje budżetowe ograniczenia, ale w normalnym użytkowaniu (a nie audiofilskim) nie stanowią one problemu.

Dużą zaletą jest żywość dźwięku, mocna jego ekspresja, przy jednoczesnym ograniczeniu ataku wysokich tonów, czy szklistości. Przekaz jest proporcjonalny, dobrze wyważony, z lekko podkreśloną średnicą.

R-807 świetnie sprawdza się w oglądaniu filmów oraz słuchaniu koncertów. Pełno tu dynamiki i ekspresji, wiarygodnie są przekazywane skoki głośności – Sherwood nieźle reaguje na wszelkie zmiany w natężeniu przekazu.  Wielkie uderzenia w skali makro są czytelne i i czyste, lecz niekiedy przydałby się dedykowany subwoofer dla spotęgowania efektu. Przestrzeń budowana jest namacalnie, scena zaś jest szeroka i dobrze zorganizowana. W sam raz do kina, ale przy odbiorze muzyki w trybie 2.0 też nieźle broni się.



Od lewej: Vienna Acoustics Mozart Grand, Definitive Technology BP8060 i Taga Harmony Platinium F-90 SL 

 iPadem 3 Apple łatwo można sterować amplitunerem, ale powyżej służy jako źródło dźwięku z serwisu Deezer

Taga Harmony Platinium F-90 SL plus Sherwood R-807 to doskonały zestaw z pułapu "entry-level" 

Kolumny Taga Harmony Platinium F-90 SL wraz z przewodem głośnikowym Nameless Black Classic Line SP - będą one przedmiotami kolejnych recenzji

Podsumowanie
1. Sherwood R-807 reprezentuje estetyczny design z nienachalną urodą - skromną, ale atrakcyjną wizualnie. Dostępna jest jedynie wersja czarna frontu i obudowy.

2. R-807 to niedrogi, a muli-funkcyjny amplituner 7.1 i odtwarzacz internetowy. Oprócz standardowych opcji amplitunera AV, posiadania wielu wejść i wyjść oraz wbudowanego DACa i łączności Wi-Fi oferuje także moduł zdalnego sterowania Wi-Fi Direct. Na pokładzie jest również automatyczna kalibracja akustyki pomieszczenia.

3. Dźwięk jest żywy i dynamiczny, ale nie przesadzony. Instrumenty definiowane są równo, wyraźnie i mocno, z dobrym wypełnieniem. Przekaz jest zharmonizowany, z namacalną sceną, z zaskakująco poprawnymi niskimi składowymi. W swoim przedziale dźwiękowym Sherwood gra całkowicie bez kompleksów – choć jest to brzmienie uniwersalne, czyli zawierające kompromis pomiędzy wiarygodnością, wiernością i selektywnością dźwięku, a atrakcyjną ceną urządzenia.

4. W proporcji cena/jakość dźwięku i wyposażenie Sherwood R-807 wybija się na tle konkurencji w podobnej kwocie. To dowód na to, ze niedrogie urządzenie też może dobrze grać, mimo, że jest to dźwięk charakterystyczny dla pułapu „entry-level”.

5. Jednym słowem: rekomenduję!

Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacze: Hegel H100 (test TU), Dayens Ampino (test TU) i Ming Da MC88-PL.
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Definitive Technology BP8060ST (test TU), Pylon Audio Topaz 15 (test TU), Usher S-520, Studio 16 Hertz Canto Two (test TU) i Taga Harmony Platinium F-90 Slim.
Okablowanie: różne komplety Audiomica Laboratory, DC-Components (test TU) oraz głośnikowy Nameless Black Classic Line SP 2 x 2,5 m i IC Nameless Black Classic Line mk II..
Źródła cyfrowe: odtwarzacz Musical Fidelity A1 CD-PRO, Yamaha DVD-S1500, iPad 3 Apple (test TU) oraz NuForce Air DAC (test TU).
Źródła analogowe: gramofon Clearaudio Emotion wraz z przedwzmacniaczem Ri-Audio PH-1 (test TU), a także magnetofon Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU) pod gramofonem, stopy antywibracyjne BW40 Rogoz-Audio (test TU) pod wzmacniaczem oraz zatyczki do gniazd RCA Sevenrods Dust Caps RCA (test TU).

Dane techniczne
Dostępne są na stronie polskiego dystrybutora marki Sherwood, firmy Polpak z Warszawy.

Link na amerykańską stronę Sherwood TUTAJ