RMS

MIP

Polpak

piątek, 18 grudnia 2020

HiFiMan Deva: słuchawki planarne z odbiornikiem Bluetooth i USB DAC

Zdjęcia ze strony HiFiMan

Wstęp
Całkiem niedawno z białostockiego RAFKO dojechały do mnie na testy premierowe słuchawki HiFiMan Deva (stylizowane jako HiFiMAN DEVA, zobacz TUTAJ i TUTAJ). To bardzo nietypowy model słuchawek - pomijając już nawet fakt, że mają one zaaplikowane przetworniki magnetostatyczne. Albowiem można je używać w dwóch/trzech trybach - jako przewodowe lub bezprzewodowe (w standardzie Bluetooth Qualcomm aptX HD). Służy do tego specjalna przystawka (adapter) "Bluemini", czyli odbiornik Bluetooth, ale równolegle także pełnowartościowy DAC USB. Słuchawki przyłączone przewodem typu USB do np. komputera spełniają rolę przetwornika cyfrowo-analogowego dla wyjścia USB. Ale kiedy chcieć używać Deva wyłącznie jako klasyczne słuchawki przewodowe, adapter "Bluemini" można zdemontować, tym samym zmniejszając masę słuchawek o 35 g. Bardzo sprytne rozwiązanie. I wysoce ergonomiczne.

W tym roku opisywałem inny model HiFiMan o podobnym rozwiązaniu bezprzewodowym jak w Deva, a mianowicie HiFi Ananda-BT (czytaj TUTAJ), jednakże owe słuchawki to koszt około 5 300 PLN (versus 1 700 PLN za Deva). Oczywiście, na Stereo i Kolorowo testowałem też liczne inne słuchawki HiFiMan, ale wszystkie one były przewodowe.

Wrażenia ogólne i budowa
Słuchawki dostarczane są w czarnym kartoniku z odchylanym wiekiem. Wewnątrz, na czarnej, satynowej "pościeli", spoczywają tytułowe nauszniki (dodatkowo jeszcze chronione warstwą pianki przyklejonej od spodu do wieka). W zestawie znajduje się przystawka "Bluemini", przewód słuchawkowy, przewód USB-A/USB-C, adapter na 6,3 mm, instrukcja i inne zwyczajowe dokumenty.

Najpierw zajmę się przystawką zwaną "Bluemini", bo jest to rzecz dość nietypowa w słuchawkowym hi-fi. Oryginalna. To niejako niewielki adapter. Wykonany został z tworzywa sztucznego w kształcie półksiężyca - kształtami odpowiadający obrysowi dolnej krawędzi muszli słuchawek. Tam, gdzie ów adapter styka się z powierzchnią muszli (a dokładniej - w miejscu ich gniazda słuchawkowego), zamontowano na sztorc wtyk słuchawkowy 3,5 mm. Oczywiście, by urządzenia pracowało, ten wtyk należy umieścić w gnieździe słuchawkowym. (Po włożeniu wtyku do gniazda, specjalny klips blokuje urządzenie uniemożliwiając jego wypadnięcie). 

Od spodu "Bluemini" zamontowano dwa mini-przyciski, dwie diody i gniazdo USB-C. Przyciski służą do włączenia urządzenia, aktywacji Bluetooth celem parowania z innym sprzętem i odcinania zasilania w przypadku połączenia USB. Diody wskazują poziom naładowania, cykl samego ładowania i funkcje Bluetooth. (Niebieska dioda, moim zdaniem, zbyt nachalnie świeci, ale nie da się jej wyłączyć).  Jest jeszcze mikro-otwór mikrofonu. Według deklaracji HiFiMan, czas działania adaptera wynosi od 7 do 10 h. Nieźle. Inna sprawa na ile taki moduł będzie niezawodny w perspektywie dłuższego czasu? Nie wiadomo. Wiadomo zaś, że w razie czego można będzie go wymienić - w przypadku wbudowania w muszle, nie było by to takie proste...

Jak podaje producent, słuchawki Deva - dzięki odbiornikowi "Bluemini" - łączą się przy pomocy modułu Bluetooth z dowolnym urządzeniem nadawczym. Wysoka jakość dźwięku oraz minimalizacja opóźnień są możliwe dzięki wykorzystaniu najnowocześniejszych i najpopularniejszych kodeków Qualcomm aptX HD oraz LDAC. Adapter "Bluemini" podłączany jest do słuchawek za pomocą tradycyjnego gniazda analogowego. Czarny moduł odbiornika został dopasowany do kształtu lewego nausznika, w którym znajduje się gniazdo mini-jack. Dzięki wbudowanemu przetwornikowi, Deva umożliwia także transfer plików w jakości do 24 bit/192 kHz za pomocą kabla USB typu C, dzięki któremu bez problemu odczytamy pliki muzyczne z telefonu czy komputera. Użytkownikom pozwoli to wyeliminować konieczność użycia zewnętrznego DAC-a, a tym samym uzyskanie wysokiej jakości brzmienia bez dodatkowych akcesoriów.

A teraz czas na opis samych słuchawek Deva. Od razu się rzuca w oczy, że ich design jest nieco odmienny od tego, do czego HiFiMan przyzwyczaił swoich użytkowników. To wzornictwo stricte life-stylowe. Generalnie Deva prezentują się naprawdę nieźle, zaś ich wykonanie jest wręcz znakomite. Nie ma więc co się czepiać, że droższe modele HiFiMan wyglądają lepiej i są porządniej wykończone. Ale to w 100% zrozumiałe.

Pałąk (wraz z gąbką pod nim) jest w całości obciągnięty jasno-brązową sztuczną skórą. Identycznym materiałem pokryto pady (bardzo miękkie i przyjemne w dotyku). Mocowanie pałąka z muszlami zrealizowano półokrągłym mechanizmem zakotwiczonym w pałąku (po jego obu stronach). Widełki do muszli przytwierdzone są śrubami. Muszle są owalne, nieco wydłużone w linii góra-dół. Kształtem przypominają "łzę". Maskownice wykonane są z metalowej siateczki. Obramowanie siateczek to twarde tworzywo sztuczne malowane srebrnym lakierem imitującym metal. 

Jak podaje producent, do budowy słuchawek wykorzystano znaną i sprawdzoną już w innych konstrukcjach membranę NsD (NEO supernano Diaphragm), która jest aż o 80% cieńsza od poprzednich projektów marki. Taka konstrukcja ma zapewniać wysoką responsywność dźwięku i dokładne obrazowanie przestrzenne.

Ergonomia
Należy przyznać, że konstruktorzy HiFiMan bardzo postarali się, aby ich nowe słuchawki Deva były bardzo wygodne. Komfort ich użytkowania jest bardzo wysoki (co jest też bezpośrednią pochodną ich bezprzewodowości), zaś wygoda noszenia na głowie i uszach - wprost znakomita! Muszle są obszerne więc bez problemu mieszczą małżowiny uszne, zaś mięciuśkie pady delikatnie obejmują powierzchnię czaszki dookoła uszu. Gąbka pałąku jest gruba i nie uwiera, regulacja objętości pałąka - optymalna. Nie ma się wrażenia zbyt dużego ściskania głowy. Zaś słuchawki są stosunkowo (jak na planary) lekkie, bo mają masę jedynie 360 gram. Jedynym minusikiem może być zanadto wystający wtyk przewodu USB w przypadku wpinania go do modułu "Bluemini" (może szurać po ramieniu). Ale ogólnie oceniam ergonomię na stopień celujący.

Specyfikacja techniczna
- Typ: nauszne
- Przetworniki: magnetostatyczne (wstęgowe)
- Konstrukcja otwarta
- Impedancja: 18 Ohm
- Skuteczność: 93,5 dB
- Stosunek sygnał/szum: Bluemini: 95 dB
- Zniekształcenia THD: Bluemini: < 0.1%
- Pasmo przenoszenia: 20 - 20 000Hz
- Bluetooth: Bluemini
- Złącze słuchawkowe: 3,5 mm mini jack
- Regulacja głośności
- Czas działania: od 7 do 10 h
- Obsługiwane kodeki Bluetooth: aptX, aptX HD, AAC, SBC, LDAC
- Odbiornik Bluetooth posiada mikrofon
- Praca jako USB DAC z telefonem i komputerem
- Masa słuchawek bez kabla: 360 g.





















Wrażenia dźwiękowe
Bezprzewodowo via Bluetooth tytułowe słuchawki łączyłem z iPhone XR oraz z iPad Air 2. Z kolei przewodowo via USB z komputerem Dell Latitude 7390, zaś klasycznym przewodem słuchawkowym ze wzmacniaczem Cyrus i9-XR lub NuForce DAC-10H. Źródłem natomiast był odtwarzacz strumieniujący Cyrus Stream Xa z Tidal HiFi. Słuchawki porównawcze to Fostex TH610, Meze 99 Neo, Focal Listen Professional oraz Sendy Audio AIVA.

Najpierw kilka słów o brzmieniu słuchawek Deva przy trybie bezprzewodowym Bluetooth (czyli z zastosowaniem modułu "Bluemini"). Muszę szczerze przyznać, że aplikacja kodeku Bluetooth jest tutaj wręcz znakomita. Mimo że używałem urządzeń przenośnych Apple, a więc takich, które nie potrafią (póki co) dostarczać sygnału 16 bit/44,1 kHz, to i tak dźwięk zawsze był wprost fantastyczny! To bardzo angażujące, acz atrakcyjne granie o sporym wypełnieniu tonalnym, dobrym (a nawet więcej niż dobrym!) nasyceniu, trójwymiarowej przestrzeni, znakomitej zrywności, a także o elastycznych basach. Brzmienie można określić jako bezpośrednie i szczegółowe, a do tego selektywne. Kompleksowe i uniwersalne.

Jeżeli skrótowo miałbym określić styl gry nowych HiFiMan, to najprecyzyjniej było by o nich tak napisać: to pozytywny kompromis pomiędzy brzmieniem efektownym, substancjalnym i plastycznym (w ogólnym wyrazie) z przekrojową, bo optymalną porcją szczegółowości - co przynosi subiektywnie właściwą rozdzielczość i szczerą przejrzystość. To wyraźna lekkość i znaczna przezierność dźwięku, z poszanowaniem balansu pomiędzy detalicznością a masywnością przekazu. Bilans tonalny zdecydowanie leży po stronie bezpośredniości połączonej z adekwatną muzykalnością. A to musi się podobać. (I doskonale współgra z przenośnymi źródłami transmitującymi sygnał muzyczny poprzez Bluetooth). 

W takim układzie średnica jest dość uprzywilejowana (bliska i namacalna), lecz różnicowanie sopranów jest rzetelne i systematyczne. Są dobrze doświetlone i precyzyjne eksponowane, niemniej jednak stoją w drugim rzędzie, a nie froncie (jak średnica). Natomiast basy są dość gęste i masywne, a także rozciągnięte. Bynajmniej nie dominują - nie narzucają ani swego tempa, ani zbytniej obfitości. Słuchawki planarne mają taką cechę, że dokładnie obrazują niskie tony, czynią to precyzyjnie i wnikliwie, jednakowoż nie powodują (jak słuchawki z przetwornikami dynamicznymi) hekatomby basowej lub ostrzału artyleryjskiego niskimi. Tu bardziej liczy się ich dokładność, a nie surowa masa czy gruba postura. W rezultacie tego basy w HiFiMan zapewniają dużo efektownych brzmień, umocowanych harmonijnie tuż pod średnicą. Nie natarczywych i nie rozlazłych.

Sygnatura dźwięku nieco się przeformowuje kiedy podłączyć Devy za pomocą przewodu USB do komputera (i z tej pozycji odtwarzać muzykę). W aplikacji USB odłączany jest Bluetooth, uruchamia się DAC wbudowany w moduł "Bluemini". (Dobrze jest wyłączyć zasilanie via USB - do tego służy mały przycisk na adapterze).  Oczywiście, całościowy charakter brzmienia nie ulega zmianie, zmieniają się (czyli - poprawiają się) jedynie opisy owego brzmienia. Jego perspektywa i przedstawienie. Ogólna barwa, tempo, cechy średnicy i basów, etc., pozostają takie same. (Oczywiste jest, że to nie tylko zasługa konstrukcji samych słuchawek, ale także immanentna cecha DAC-a).

W trybie USB brzmienie jest mocniejsze i szybsze - z odczuwalnie większą dynamiką i wyższą energią. A równolegle nieco lepiej ułożone, precyzyjniej określone w przestrzeni i w czasie. Ma większy wolumen i zasobność, wyraźniejszą substancję i dokładniejsze faktury. Ponadto zyskuje selektywność grania jako taka, więcej słychać i można głębiej zajrzeć w strukturę nagrania. Do pewnego zakresu rozrasta się również scena, zaś instrumenty i wokale zyskują na przyporządkowaniu, czytelności oraz namacalności. Można napisać, że przestrzeń staje się bardziej harmonijna, przechodzi na wyższy stopień usystematyzowania i stabilizacji.

Podsumowując opis dwóch trybów pracy (Bluetooth i przewodowy USB DAC), chciałbym mocno podkreślić, iż oba reprezentują wysoki poziom jakościowy, zapewniając całościowo dźwięczny i trójwymiarowy dźwięk o znakomitej kulturze i dobrej selektywności. Aczkolwiek te dwa tryby trochę się od siebie różnią tonalnie - całościowy charakter jest ten sam, ale liczne szczegóły już nie. Czy to dobrze, czy źle - nie mi oceniać. Na szczęście to nabywca HiFiMan Deva otrzymuje indywidualną możliwość i komfort wyboru jaki tryb jest dla niego wygodniejszy i bardziej dźwiękowo optymalny. Zawsze jest też dostępna trzecia droga - klasyczne połączenie przewodowe ze źródłem (czego nie opisuję w niniejszej recenzji). Taka mnogość opcji zasługuje na duże uznanie i pochwałę!

Konkluzja
HiFiMan Deva to wyjątkowo uniwersalne słuchawki magnetoplanarne, bo łączące w sobie aż trzy opcje pracy: bezprzewodową w opcji Bluetooth, przewodową z zastosowaniem wbudowanego USB DAC i klasycznie przewodową (przewodem słuchawkowym bez DAC). Pod względem brzmieniowym słuchawki reprezentują styl pełnego nasycenia, dźwięczności i przestronności. To przekaz całościowo spójny z dużą muzykalnością oraz niezłą precyzją grania. Z wykorzystaniem DAC USB dźwięk ma nieco lepsze parametry tonalne niż z funkcją Bluetooth, aczkolwiek w obu przypadkach jest to brzmienie niezwykle atrakcyjne - takie, którego chce się słuchać godzinami. Tym bardziej, że Deva przynależą do słuchawek super-wygodnych w użytkowaniu. Wyróżnienie roku dla HiFiMan Deva!

Cena w Polsce - 1 695 PLN.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz będzie oczekiwać na moderację