Polpak

EIC

Rafko

niedziela, 11 marca 2012

Clearaudio Clever Clamp – krążek dociskowy do gramofonu

Źródło zdjęcia Analog Apartment


Wstęp
Wielu użytkowników gramofonu zastanawia się, czy nie można polepszyć parametrów dźwięku z odsłuchiwanej płyty przy pomocy dociśnięcia jej do talerza gramofonu. Zagadnienie to jest bardzo rozległe z punktu fizycznego i dalej – dźwiękowego. W skrócie mówiąc, dociśnięcie winylu do talerza zmniejsza (absorbuje) rezonanse płyty, a poza tym może nieco prostować krzywą, pofałdowaną (wypaczoną) płytę – oczywiście, robi to wyłącznie do pewnego stopnia. Ponadto docisk zabezpiecza przed ewentualnym jałowym obracaniem się talerza pod płytą (rzadko spotykane zjawisko i tylko w ekstremalnych przypadkach, ale jednak).

Kilka rodzajów docisków
1. Docisk zakręcany/dokręcany na gwintowanym szpindlu talerza. Jego zaletą jest to, że dokładnie dociska płytę do talerza jednocześnie, pomimo że sam jest najczęściej dużej masy to jego ciężar jest przejmowany przez szpindel (oś). Naturalnie, dokręcany docisk jest fabrycznie stosowany jedynie w niektórych modelach gramofonów - np. AVID, niektóre Pro-Ject. Trudno we własnym zakresie gwintować szpindel, choć nie jest to rzecz niemożliwa do wykonania. Małą wadą tego rozwiązania jest konieczność przed odsłuchem winylu dokładne jego dokręcanie do płyty, a po – odkręcanie. Zajmuje to trochę czasu, ale może też być przecież i przyjemną częścią rytuału słuchania płyt.

2. Docisk w formie nakładki na talerz, kładziony na szpindel. Najczęstsza postać docisku, która występuje w różnych odmianach i kształtach - mogą to być krążki lub ciężarki wykonane z metalu, szkła, tworzywa sztucznego, etc. Mają zróżnicowaną masę - od kilkudziesięciu gram do nawet kilku tysięcy. Mogą być używane w zasadzie w każdym gramofonie, łatwe i praktyczne w użyciu. Jednak trzeba koniecznie pamiętać o tym, że w gramofonach nieprzystosowanych do ciągłego zwiększonego nacisku na łożysko przez dużą masę dodatkowego docisku może dojść do nadmiernego i zbyt szybkiego zużycia łożyska. Poza tym zbyt duży ciężar talerza z dociskiem obciąża również silnik napędowy gramofonu, a także paski napędowe.

3. Docisk z tworzywa sztucznego zaciskany na szpindlu talerza. Tu jedynym znanym mi reprezentantem jest Clearaudio Clever Clamp. Docisk zaciskany jest na osi gramofonu, a dociska z dużą siłą płytę do talerza jednocześnie nie zwiększając istotnie masy talerza. Do zastosowania w wielu odmianach gramofonów z wyjątkiem tych z gwintowanym szpindlem oraz ze sprężynowym sub-chassis – np. Linn Sondek LP 12.





Clearaudio Clever Clamp
Sprzedawany przez Clearaudio, dodawany jako zwyczajowe wyposażenie gramofonów tej firmy. Nie jest to jednak oryginalny produkt Clearaudio, a patent rodem z USA. Zaprojektowany został przez pana Lou Southera, produkowany zaś jest w USA przez Souther Engineering Corp.

Clever Clamp ma pomysłową i nowatorską konstrukcję. To 20-sto gramowy krążek z twardego przezroczystego tworzywa sztucznego o wyglądzie ekstrawaganckiej popielniczki. Po środku ma wycięcie w kształcie rombu, w które wciska się szpindel gramofonu. Przez to wycięcie przebiega długie podłużne nacięcie (szczelina), a równolegle do niego (po jednej i drugiej stronie) kolejne dwa nacięcia, ale nieco szersze i krótsze. To wszystko. Budowa jest bardzo prosta, ale niezwykle skuteczna.

Krążek bardzo łatwo nasadza się na szpindel gramofonu - wystarczy tu jedna ręka, przy zdejmowaniu zresztą też. Nałożony na winyl dociska  go do talerza niesamowicie mocno – z siłą odpowiadającą co najmniej 1 000 gram lub większą, potrafi więc dość skutecznie rozprostować (do pewnych granic, oczywiście) pofałdowaną płytę. Dodatkową korzyścią z jego użycia jest eliminacja rezonansów przez efektywne zwiększenie masy płyty bez nadmiernego jednoczesnego obciążenia talerza. Zwiększa wydajność gramofonu nie przyczyniając się do niechcianego szybszego zużycia jego elementów, tak jak to mogą czynić inne dociski - nieumiejętnie lub nierozważnie stosowane. Co istotne, docisk jest praktycznie niezniszczalny. Używam go naprawdę bardzo intensywnie od ponad roku w gramofonie Clearaudio Emotion, a nie stwierdziłem praktycznie żadnych śladów zużycia, czy rozluźnienia siły zacisku na szpindlu.

Konkluzja
Stosowanie docisku Clearaudio Clever Clamp zmniejsza i amortyzuje lub całkowicie eliminuje rezonanse płyty, a jednocześnie nie obciąża niepotrzebnie łożyska gramofonu oraz silnika, bo waży tyle, co nic. Zalecany do wielu modelów gramofonów. Łatwy w użyciu. Inteligentny. Potrzebny.

Cena w Polsce - około 110 PLN.

Link do sklepu internetowego Clearaudio TUTAJ.

środa, 7 marca 2012

Magnetofon Nakamichi Casssette Deck 1




Wstęp
Firma Nakamichi oraz Akai to dwie wielkie marki magnetofonów, które kiedyś dominowały jako najwięksi specjaliści od konstruowania mechanizmów magnetofonowych, a dziś już w zasadzie nieliczące się w audio, choć dalej prowadzące działalność. Nakamichi obecnie koncentruje się na systemach audio z segmentu life-style i mini-systemach, bo przestaje się także niestety liczyć jako producent radioodtwarzaczy samochodowych do niedawna seryjnie montowanych w lexusach. Akai zajmuje się natomiast głównie produkcją elektronicznych instrumentów muzycznych oraz telewizorów. Złote lata panowania tych firm w audio-stereo minęły, zdaje się, że bezpowrotnie. Zresztą takich przykładów jest więcej – japońskie Sansui, niemieckie SABA, szwajcarskie Lenco. Kiedyś budowały bardzo zaawansowane technicznie urządzenia, dziś albo nie istnieją lub skupiły się na produkcji jakiejś masowej galanterii. Wielka szkoda.

Nakamichi zawsze był kojarzony głównie z magnetofonami kasetowymi, lecz produkowano tu także niezłe wzmacniacze, tunery, a nawet gramofony. Jednak to magnetofon był głównym motorem rozwoju firmy, a po rozpowszechnieniu się odtwarzaczy płyt CD na świecie w latach 90-tych – przyczyną upadku, bo Nakamichi koncentrując się na kasetowcach, będąc mistrzem w ich konstrukcjach, nie był w stanie podjąć realnej i równej walki z formatem CD. Magnetofony kasetowe poszły, więc do lamusa i dziś używane są tylko przez garstkę melomanów, którzy albo nigdy nie przestali na nich słuchać (z wielu względów) lub zarażeni analogowym wirusem zdecydowali takowy kupić.

Dziś na magnetofonach ponownie słucha muzyki coraz to więcej ludzi na świecie, choć trudno mówić tu o prawdziwym renesansie tego formatu podobnym do gramofonów i płyt winylowych, których sprzedaż w ostatnich 5-10 latach lawinowo rośnie.

Nakamichi to w wielu środowiskach marka kultowa, która ma wielu fanów i wyznawców. Ich nieoficjalna strona to naks.com: TU.

Nakamichi
Firma Nakamichi została założona w Tokio w 1948 roku przez Etsuro Nakamichi. Na początku zajmowała się produkcją radioodbiorników przenośnych, ramion gramofonowych, etc. Począwszy od lat 60-tych w przedsiębiorstwie po kolei wdrażano do produkcji liczne innowacyjne patenty takie jak technologię DAT, trzygłowicowe magnetofony, własne głowice magnetofonowe, autorewes, możliwość kalibracji kąta nachylenia głowicy i wiele innych. Szczytowym osiągnięciem technologicznym był model oznaczony symbolem 1000 ZXL (kosztował 6000 USD!), a potem także słynny i legendarny model Dragon produkowany w latach 1982-1993, który kosztował 2500 USD. Jedną z ostatnich serii była Cassette Deck, do której przynależy także i opisywany model Cassette Deck 1, który był w katalogu w latach 1990-1992. Pożegnalny magnetofon kasetowy zjechał z taśmy Nakamichi w roku 2002…

Nakamichi Cassette Deck 1 to część serii, do której oprócz magnetofonów kasetowych przynależały także i inne sprzęty takie jak Nakamichi Tuner, Nakamichi Receiver, Nakamichi Player, które miały oznaczenia - 1, 2 lub 3.

Magnetofony tej serii były cztery: najwyższy trzygłowicowy - Cassette Deck 1, Cassette Deck 1, 5 (bez funkcji Playback Azimuth) oraz Casette Deck 2 (dwugłowicowy), a także edycja specjalna Cassette Deck 1 Limited odróżniająca się tym, że dostępna była w kolorze srebrnym. Linia ta została wprowadzona do oferty katalogowej w 1990 roku i charakteryzowała się bardzo nowoczesnym wzornictwem jak na tamte czasy. Częścią wspólną jest smukły front (zawsze z anodyzowanego aluminium) oraz podobny układ przycisków w większości przypadków rozmieszczonych przy lewej i prawej krawędzi, a stanowiące zintegrowany fragment panelu przedniego. Bardzo ciekawy zabieg estetyczny.






Kilka słów o budowie
Magnetofon został wyposażony we wszystkie funkcje jakie powinien mieć porządny sprzęt tego typu: trzy głowice (nagrywająca, kasująca oraz odtwarzająca), systemy redukcji szumów Dolby-B i Dolby-C, filtr MPX, możliwość używania trzech odmian taśm (metalowe, żelazowe i chromowe), regulację BIAS, głośność nagrywania, etc.

Cassette Deck 1 jest bezpośrednim następcą modelu Dragon - oczywiście odchudzonym, ale dużo rozwiązań z niego tu zastosowano. Najważniejszym innowacyjnym patentem jest Playback Azimuth – funkcja ta polega na tym, że głowica odtwarzająca zmienia kąt nachylenia podczas odtwarzania taśmy – w tym celu na panelu przednim zainstalowano specjalne pokrętło, którym można ustawić żądany kąt głowicy. Ma to duże znaczenie szczególnie przy odtwarzaniu kaset nagranych na innych magnetofonach niż ten, ponieważ na „obcych” magnetofonach ten kąt nachylenia przy nagrywaniu mógł być inny niż głowicy odtwarzającej – niweluje się tę różnicę właśnie przy pomocy Playback Azimuth i ma to duży potencjalnie korzystny wpływ dla dźwięku.

Wyświetlacz jest niezwykle kontrastowy, wyświetlają się na nim słupki natężenia dźwięku – osobne dla lewego i prawego kanału. Muszę przyznać, że wygląda to niezwykle intrygująco podczas odtwarzania taśmy, a nawet uroczo. Pojawiają się także tu informacje o przesuwie taśmy (w tym licznik), aktywnym filtrze redukcji szumów, etc.
Po prawej stronie panelu przedniego, tuż pod wyświetlaczem znajduje się uchylana metalowa klapka, pod którą znajduje się cała masa regulatorów użytecznych podczas nagrywania (ustawianie siły głosu, balans, BIAS), odtwarzania (przyciski filtrów redukcji szumów Dolby i MPX), a także liczne funkcje licznika – przewijanie taśmy do wybranego miejsca, pamięć, etc. Regulacja Playback Azimuth umieszczona jest na środku frontu, podświetlana zieloną diodą.





Wrażenia z odsłuchu
Ten model jest moim drugim magnetofonem Nakamichi – do niedawna miałem dwu-głowicowiec Nakamichi LX-3 (opis TU). Jest coś niezwykle specyficznego w firmowej sygnaturze dźwięku Nakamichi. Można to opisać jako ciepły i gładki dźwięk, potoczysty i jędrny o wspaniałej scenie. Nakamichi Cassette Deck 1 gra pełnym i otwartym dźwiękiem, bardzo poukładanym, czystym i nasyconym. Jednak to średnie tony są jego głównym atutem – głos ludzki oddawany jest nieprawdopodobnie autentycznie i wiernie, wokale charakteryzują się specyficzną wysoką temperaturą, są energetyczne i powabne jednocześnie. Trudno ten styl nawet do jakiegoś innego sprzętu przyrównać – może trochę do „lampowego” dźwięku, ale tu nie ma tej lampowej okrągłości, a jest duża dosadność i realizm, namacalność. Bas jest twardy i sprężysty, z przyzwoitym kompromisem pod względem dynamiki i masy, lecz muszę przyznać, że nie schodzi tak nisko jak w np. odtwarzaczu płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, jest jednak wystarczająco obfity.

Słuchanie za pośrednictwem magnetofonu złożonych partii instrumentalnych zespołu amerykańskiego puzonisty Trombtone Shorty na albumie „Backatown” (Verve) przyniosło dużą, a wręcz spektakularną dynamiczną grę, o bardzo precyzyjnej scenie i kapitalnej stereofonii. Co istotne, cały przekaz pomimo, że bardzo dokładny (a nawet bardzo „obecny” w pomieszczeniu) i mocny, nigdy nie był agresywny, a raczej ciepły z lekkim rozmiękczeniem, które jak najbardziej w tym przypadku można nazwać analogowym. Tu czuć mistrzostwo inżynierów Nakamichi, którzy potrafili tak dostroić dźwięk swoich produktów w ten sposób, że pokazują one wszelkie szczegóły i detale na pierwszym planie, świetnie rozmieszczone w przestrzeni, ale odbierane jako przyjemne, bez przykrej nachalności.

Konkluzja
Bardzo udany model magnetofonu Nakamichi, choć nie zdobył wielkiej popularności - jego premiera zbiegła się w czasie z największą amplitudą zachwytu płytą CD. Plus to ładne wzornictwo, logiczne. Bardzo dużo funkcji odtwarzania i nagrywania, w tym świetny mechanizm zmiennego nachylenia głowicy odtwarzającej – Playback Azimuth. Gładki i rzetelny dźwięk, barwa średnicy nieomal referencyjna, bas dobry - lekko miękki i wielopoziomowy, lecz bez sejsmicznych umiejętności.

Informacje o opisywanym modelu: TUTAJ.
Tzw. serwisówka: TUTAJ.
Link na stronę producenta Nakamichi: TUTAJ.

Zdjęcia Nakamichi Casette Deck 2, CD Player 3 oraz Receiver 2 pochodzą z serwisu Allegro za zgodą właścicieli aukcji.



poniedziałek, 5 marca 2012

Dział z płytami w Media Markt - Gdańsk

Muszę przyznać, że stoisko z płytami w sklepie Media Markt w Gdańsku - Złotej Karczmie (przy Obwodnicy) jest całkiem nieźle prowadzone i zaopatrzone. Co prawda, są tu liczne wywieszki typu "Top Ten" zachęcające do kupna muzyki, powiedzmy to - mocno popularnej, ale można też znaleźć na szczęście i inne gatunki. Ogólnie dział płytowy wywiera korzystne wrażenie obfitości tytułów, w tym i tych rzadkich i nietypowych. Ceny są umiarkowane, ale na ku radości przeprowadzane są częste "promocje". Nie ma tu oczywiście tej specyficznej  magii i przyjemności nabywania muzyki typowej dla specjalistycznych sklepów typu Puls w Gdyni, ale w końcu to jest regularna "sieciówka". Co cieszy, jest także dość duży wybór winyli w cenach bardzo rozsądnych. Piszący te słowa niedawno nabył tu kilka "mocnych" i gorących pozycji na LP - w tym i reedycję Pink Floyd "The Wall"!

Wiem, że pisanie o "hipermarketach" typu Media Markt nie przynosi zaszczytu i sławy, ze względu na kruchą dość renomę tego typu sklepów wśród melomanów i audiofilów, niemniej jednak są też i wyjątki od tej reguły - takim przypadkiem jest właśnie sklep MM w Gdańsku przy Obwodnicy Trójmiasta. Każdy sklep zawsze tworzą ludzie, a czasami niektórym osobom bardziej zależy, mocniej się chce, więc i wybór płyt oraz ich jakość może być lepsza niż w innych sieciowych supermarketach.

Można udawać i snobować się, że kupuje się płyty z muzyką wyłącznie w CD Japan lub jpc.de, ale fakty są takie, że często łatwiej, szybciej i co istotne - taniej robi się zakupy w supermarkecie, a nie w delikatesach.







niedziela, 4 marca 2012

Wzmacniacz lampowy Xindak MS-8




Wstęp
Po niedawnej recenzji wzmacniacza hybrydowego Xindak XA-6900 (wersja 2011r.) opartego na lampach Electro-Harmonix 6922 w sekcji przedwzmacniacza przyszła pora na prawdziwie kanoniczną lampową konstrukcję – Xindak MS-8 skonstruowaną na słynnych pentodach mocy EL34. Lampa EL34 została   przedstawiona światu przez Philpsa w 1949 roku i była rozwinięciem wypuszczonej rok wcześniej EL60 (też przez Philipsa), która nie przyjęła się na rynku ze względu na nietypowy 9-cio nóżkowy cokół. W USA zaczęto jednocześnie produkcję wiernej kopii EL34 o symbolach 6CA7. Te lampy szybko zdobyły olbrzymią popularność i stosowano je powszechnie we wzmacniaczach audio średniej mocy, a później także we wzmacniaczach gitarowych. Obecnie lampa EL34 i jej odpowiedniki cieszą się ponownie dużym uznaniem wśród melomanów i audiofili ze względu na jej parametry techniczne i dźwiękowe, które cechuje duża możliwa moc do uzyskania oraz ich specyficzne ciepło i słodycz barwy, a także obfity, sprężysty bas. Stąd jest bardzo powszechnie montowana w stopniach wyjściowych współczesnych wzmacniaczy lampowych.  Charakterystyka lampy EL34 dostępna w radiomuseum.org: TU

Wzmacniacz został wypożyczony do testów z firmy Polpak, polskiego dystrybutora marki Xindak.




Budowa
Xindak MS-8 to nowy wzmacniacz w ofercie firmy (i posiadający bliźniaczy model MS-9 z lampami KT88). Działa w konfiguracji push-pull i dysponuje mocą 2 x 32W. Oprócz 4. lamp EL34 (Shuguang) ma także pojedynczą 12AX7 (Shunguang) oraz dwie lampy 6N8 – tu 6SN7GT (też firmy Shuguang). Jest dość ciężki, bo ma aż 28 kg, ale duża masa to standard wśród wzmacniaczy lampowych. Xindak nieco odświeżył design nowej linii wzmacniaczy lampowych oraz tranzystorowych – obecny, moim zdaniem, jest bardziej elegancki, bo skromniejszy i bardziej prosty.

Model MS-8 wygląda dość surowo, ale całkiem wytwornie i stylowo. Ciekawie komponuje się szczotkowane aluminium przedniego panelu z anodyzowaną czernią górnej pokrywy na lampy (którą można zresztą łatwo zdemontować) oraz korpusu. Pod klatką na lampy znajdują się trzy puszki ukrywające transformatory: jedna większa środkowa (z aluminiową płytką na wierzchu i z dodatkowo przykręconą tabliczką znamionową) oraz dwie mniejsze po lewej i prawej stronie. 4. lampy EL34 umieszczono w tylnym rzędzie, a pozostałe 3. - w przednim. Wygląda to schludnie i logicznie. Przednia aluminiowa płyta jest minimalistyczna – można tam znaleźć wyłącznie dwa pokrętła oraz kilka lampek. Jedno pokrętło to potencjometr, a drugie to selektor wejść – do Xindaka można podłączyć 3. źródła poprzez gniazda RCA oraz 1. przez XLR. O aktualnie wybranym źródłu zawiadamia stosowna zielona dioda, a czerwona informuje o przyłączeniu do zasilania. Niestety, włącznik sieciowy umieszczono z tyłu urządzenia – tuż nad gniazdem sieciowym. Bardzo nieporęczne to rozwiązanie, tym bardziej, że nie można włączyć wzmacniacza „z pilota”. Sam pilot zdalnego sterowania jest identyczny jak np. w Xindak XA-6900 – zawiera wszystkie niezbędne funkcje do obsługi sprzętu.

Wracając jeszcze do tylnej części wzmacniacza, dodam, że znajdują się tam odczepy głośnikowe – osobne dla 4 Ohm i osobne dla 8 Ohm. Terminale utrzymane są w stylu WBT. Porządne i solidne. Wzmacniacz stoi na 4. stabilnych nóżkach – od góry metalowych, a od dołu gumowych, z lekka zaokrąglonych.

Ciekawym zabiegiem estetycznym jest przykręcenie do osłony na lampy metalowej owalnej tabliczki z logo „Xindak” – dodaje to wzmacniaczowi szyku i wywiera wrażenie luksusu, dystynkcji.




Wrażenia z odsłuchu
Po przyłączeniu wzmacniacza do zasilania zapala się na froncie czerwona lampka sieciowa, a niebieska dioda obok zaczyna mrugać. Nie wcześniej jak po mniej więcej 30. sekundach urządzenie zaczyna grać. Xindak zdecydował się, podobnie jak i w innych swoich konstrukcjach lampowych, wyposażyć urządzenie w opróżnienie włączenia – najpierw rozgrzewane są lampy prądem stałym, a dopiero później (po ich wstępnym rozgrzaniu) włącza się pozostała część układów wzmacniacza. Ta funkcja ma olbrzymie znaczenie dla trwałości lamp elektronowych.

Przed przystąpieniem do odsłuchów (oprócz oczywistego wygrzania wzmacniacza) wymieniłem fabrycznie zainstalowaną lampę sterującą Shuguang 12AX7 na Tung-Sol 12AX7, a parę Shunguang 6NS7 na radzieckie militarne – 6H8C. EL 34 pozostawiłem bez zmian, czyli tu Shunguang EL34. Dlaczego wymieniłem stockowe na takie właśnie lampy, a nie na inne? Odpowiedź jest prosta - bo je lubię. W trakcie różnych empirycznych moich doświadczeń z lampami elektronowymi, właśnie te powyżej wymienione, wypadały dźwiękowo najlepiej, bo zawsze przyjemnie i dużą muzykalnością.

Na początek muszę napisać, że bardzo, ale to bardzo lubię dźwięk wzmacniaczy lampowych i ich specyficzną ciepłą sygnaturę grania, więc nie spodziewałem się być zaskoczony nowym Xindakiem. I rzeczywiście – nie pomyliłem się! Chiński wzmacniacz gra typowo lampowo – z wyczuwalną dużą słodyczą, z okrągłymi krawędziami nut, emocjonalnie i gorąco. Ale przy tym wszystkim - z dużą masą zawierającą dużo tłuszczu i kalorii, w pięknej żywej manierze ekspresyjności barw oraz wypukłości średnicy, ale równolegle także precyzyjnie i delikatnie, przy czym owa precyzja dotyczy raczej wyobrażenia całościowego przekazu, jego skali i rangi dźwięku, niż pojedynczych mikro-detali. Lampowa poduszka dźwięku przykrywa nieco poszczególne pierwiastki tonów, które są obecne w przestrzeni, ale nie są wysuwane na pierwszy plan, a raczej pozostają w odwodzie, za kotarą. Jednak umiejscowienie instrumentów oraz głosów w przestrzeni jest dokładne - każdy z nich ma swoje ściśle przyporządkowane miejsce, lecz jest to raczej plama na scenie, a nie punkt. Innymi słowy, trójwymiar jest określany skrupulatnie przez wzmacniacz, ale zarysy dźwięków są trochę zaokrąglone, a przez to są wyraźne, lecz nie zawsze wybitnie szczegółowe. Typowa lampowa maniera, która pozwala cieszyć się miękkim, aczkolwiek swobodnym i nienachalnym przekazem, przez co wzmacniacz pokazuje więcej muzyki niż niejeden tranzystor.

Wzmacniacz Xindak posiada w brzmieniu tą lampową specyficzną potoczystość i aksamitność, ale z żadnym wypadku nie można powiedzieć, że jest zbyt ugrzecznione (uładzone), czy nie daj Boże – zbyt rozmiękczone. Przez cały czas emocje utrzymywane są w naturalnej pozycji i nie ma tu za dużego wyostrzenia, czy przesycenia barw, sprawiającego, że brzmienie zaczyna być zbyt wolne i przeciążone.

Osobnego omówienia wymagają niskie tony. Są one odbierane jako substancjonalne, z poczuciem ich dużej masy, dociążenia, a zarazem są ściśle skorelowane z pozostałymi zakresami, bo nie wysuwają się do przodu, przed szereg - są punktualne i ze zgrabną potęgą tworzą konstrukcję podtrzymującą cały pozostały przekaz. Poza tym basy wykazują dużą dozę autentyczności – są muskularne i jędrne, ale gasną dość szybko – nie dudnią, nie rozlewają się niepotrzebnie. Bardzo podobała mi się w nich punktualność i cielesność, poczucie obecności, a także ich dźwięczność wykazująca się dużą kulturą oraz niezwyczajną solidnością.

Cała średnica oddawana jest z dużą otwartością i bezpośredniością. A równocześnie miękko i z wyważeniem. Jak to wzmacniacze lampowe często czynią z dźwiękiem – jest on bliski i z lekka wygięty do przodu, przez co zarówno wokale i instrumenty grające głównie środkiem (np. fortepian lub gitara akustyczna) odbierane są jako niedalekie – wręcz dostępne na wyciągnięcie ręki, co sprzyja ułudzie obecności muzyków w pomieszczeniu odsłuchowym. Nie muszę dodawać, że wokale czarują bezpretensjonalnym ciepłem i są nacechowane dużymi emocjami i temperaturą.

Ogólna klasa dźwięku wzmacniacza jest na wysokim poziomie. Na wyższym niż by wskazywała cena urządzenia. Xindak MS-8 to nie jest jednak przykład urządzenia klasy hi-end, ale nienagannej i uczciwej klasy średniej audio.




Dobór kolumn
Testowałem wzmacniacz z 3. parami kolumn: monitorami tubowymi Xindak MS-1201, podłogowymi Vienna Acoutstics Mozart Grand oraz podstawkowymi Pylon Pearl Monitor. Najwięcej emocji i wrażeń przyniósł zestaw pierwszy.

Tubowe monitory Xindak MS-1201 prawdziwie oczarowały bardzo   zróżnicowaną paletą barw, wielopłaszczyznowymi planami oraz referencyjnymi sprężystymi oraz plastycznymi basami. Xindaki zagrały bardzo, ale to bardzo namacalnie i bezpośrednio. Można było poczuć się jak na sali koncertowej, bo przekaz bliski był autentyczności. Realistyczny.

Z kolumnami Vienna Acoustics Mozart Grand wzmacniacz Xindaka poradził sobie bez żadnych kłopotów – opanował je w całości i nadał im swój rytm oraz tempo. Dźwięk tej pary okazał się być mniej nasycony niż poprzedniego zestawu, ale nadal z pełnym temperamentem dźwięków oraz z dużym nasyceniem masą i dynamiką. Z ładną plastycznością i świetną stereofonią.

Z Pylon Pearl Monitor, pomimo tego, że to najtańsze głośniki używane w powyższym teście wzmacniacz lampowy Xindak także ukazał sporo swoich zalet. Przede wszystkim Pylony nie miały najmniejszych problemów z budową sceny, którą skonstruowały bardzo szeroko, a także dość głęboko. Poszczególni muzycy zostali precyzyjnie na niej poustawiani, a ich instrumenty zabrzmiały żywo i dużą namacalnością. Ponadto brzmienie było swobodne i nacechowane dużą energią, choć nie z taką dużą naturalnością jak z Xindaków czy Vienny. Dużym atutem Pylonów był natomiast fakt, że pomimo swoich niewielkich gabarytów zagrały bardzo obszernym i rozległym dźwiękiem, który wydawał się być większy niż wydobywający się z monitorów. Pełny i dokładny.






Konkluzja
  1. Xindak MS-8 to bardzo udany wzmacniacz na lampach EL34. Rzetelnie i rozmyślnie zbudowany z porządnych materiałów, brak w nim jakiejkolwiek tandety. Jest wspaniale masywny i ciężki. Posiada elegancki design nawiązujący do najlepszych wzorców konstrukcji lampowych – między innymi tych japońskich.
  2. Wzmacniacz o ładnej barwie dźwięku – przyjemnej i przywodzącej na myśl konstrukcje o wiele droższe. Bas wysokiego gatunku, z lekka zaokrąglony, ale z kapitalnym atakiem i nieograniczoną swobodą. Piękna emocjonalna i bogata średnica, ale nieprzesłodzona. Szczegółowość trochę gorsza niż charakteryzująca wzmacniacze tranzystorowe w podobnym pułapie cenowym, ale typowa dla przekazu lampowego.
  3. Urządzenie współpracujące chętnie z różnymi głośnikami, choć najlepiej z wysoko skutecznymi. W tym teście w najwyższym stopniu zgrały się z monitorami tubowymi Xindak MS-1201, ale z pozostałymi używanymi kolumnami w recenzji również nieźle kooperujące. Bez wysiłku i wiarygodnie.
  4. Rekomendacja „Stereo i Kolorowo – Underground”!

Dane techniczne
Konstrukcja: zintegrowany wzmacniacz lampowy, konfiguracja push-pull
Moc wyjściowa: 32 W (8 Ohmów)
Pasmo przenoszenia: 10 Hz – 20 KHz
SNR: > 89 dB
THD: 0,35 % 91 KHz/2V)
Lampy na stopniu końcowym: 4 x EL-34
Lampy w sekji przedwzmacniacza: 1 x 12AX7, 2 x 6N8 (6SN7GT)
Wejścia: 3 x RCA, 1 x XLR
Masa: 28 kg
Wymiary: (W x S x G): 220 x 450 x 375 mm
Wyjścia: złącza głosnikowe WBT dla 8 Ohm i 4 Ohm
Pilot zdalnego sterowania: tak

Link na stronę producenta: TUTAJ

System testowy
Wzmacniacze: Accuphase E-213 oraz Yaqin MC-100B.
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Xindak MS-1201 oraz Pylon Pearl Monitor.
Źródła: odtwarzacz płyt CD - Musical Fidelity A1 CD-PRO, gramofon - Clearaudio Emotion oraz magnetofon kasetowy Nakamichi Cassette Deck 1.
Akcesoria antywibracyjne: Rogoz-Audio.
Kable: różne.

piątek, 2 marca 2012

Hegel HD2 - DAC z Norwegii




Wstęp
Hegel HD2 jest malutki - bez problemu mieści się postawiony na okładce płyty CD. To niewielka czarna metalowa kostka bez dodatkowego zasilacza. Trudno wyobrazić sobie, że taki brzdąc może cokolwiek polepszyć w dźwięku. Ale znając niebywały talent inżynierski pana Bena Holtera, czyli właściciela firmy Hegel i jej głównego konstruktora, nie nastawiałem się negatywnie rozmiarem DACa przyjmując go do testu.

DAC został wypożyczony do testu z salonu audio Premium Sound w Gdańsku.

Budowa
W zasadzie nie ma tu co opisywać. Ot, pudełeczko stojące na trzech gumowych nóżkach, z przodu wymalowane logo Hegel, a pod nim niebieska dioda. Z tyłu wejście USB, para wyjść analogowych RCA i jedno koaksjalne cyfrowe. To wszystko. DAC nie ma osobnego zasilacza - pobiera prąd z gniazda USB. HD2 to urządzenie typu "plug&play" - nie ma konieczności instalowania w komputerze specjalnych programów. Podłącza się przetwornik, a komputer sam rozpoznaje co trzeba. Nawet grymaśny wobec obcych MacBook nie miał z tym żadnych problemów.

Hegel korzysta z technologii pozwalającej przetaktować sygnał wysyłany z komputera, którego problemem jest nierównomierne wysyłanie sygnałów. Zjawisko to, czyli jitter powoduje przyćmienie (wytłumienie) dźwięku - mniejszą jego dynamikę i detaliczność. HD2 jest wyposażony w system, który magazynuje otrzymane dane i odbudowuje je na nowo w odpowiednim dla wzmacniacza stanie i rytmie. Dzięki temu ograniczany jest także wpływ komputera i kabla cyfrowego USB na dźwięk.

Konfiguracje
Hegel HD2 podłączałem do MacBooka Apple kablem USB, a interkonektem analogowym - wzmacniacz Hegel H70 z gniazdami RCA. Norweski przetwornik porównywałem z Matrix mini-i DAC, a także z wewnętrznym DAC'kiem wzmacniacza Hegel H70. Odsłuchiwałem różnego rodzaju pliki w tym MP3 oraz FLAC, a także płyty CD odtwarzane w napędzie MacBooka. Dodatkowo, podłączałem HD2 do wzmacniacza Accuphase E-213.





Odsłuch
Nie jestem entuzjastą słuchania muzyki z komputera, uważam, że komputer to jest narzędzie do pracy lub komunikacji, a nie do odtwarzania (i przechowywania) muzyki. Poza tym takie słuchanie jest wyjątkowo niewygodne - laptop trzeba specjalnie podpinać kablami do systemu audio, przez co mobilność i swoboda idei poręczności komputera zanika lub ulega dużemu ograniczeniu. Wyobrażam sobie jedynie zastosowanie notebooka jako źródła muzyki w przypadku kiedy można usiąść z nim przy biurku, a tu mieć możność ustawienia sprzętu audio i głośników. To tyle, tytułem wstępu do tego akapitu.

Hegel HD2 przyłączyłem na początek z jednej strony kablem USB do MacBooka, a z drugiej interkonektem do wejść analogowych wzmacniacza Hegel H70. Po wybraniu pliku z komputera w formacie FLAC płyty Lenny Kravitza "Black and White America" - (Roadrunner Records) dźwięk okazał się być cichszy niż normalnie z innych źródeł - wymagane było podkręcenie potencjometru by uzyskać optymalne natężenie dźwięku. Jak się okazało, winnym tego zjawiska jest sam DAC, którego konstruktorzy nie przewidzieli zewnętrznego zasilania, a tylko przez USB, co powoduje, że napięcie sygnału jest niższe niż z np. odtwarzacza płyt CD. Sama jakość dźwięku była zaskakująca, jak na tak małe pudełeczko. Hegel zaimponował przede wszystkim sposobem organizacji przestrzeni - bo poukładał dźwięk tak plastycznie i wielowarstwowo (z wieloma planami), że trudno nawet zrozumieć jak to możliwe. Każdy element dźwięku zyskał swoje własne, ściśle przyporządkowane miejsce w trójwymiarze - scena wydawała się być zarówno sięgająca głęboko i szeroko. Wiernie i plastycznie. Bardzo podobały mi się instrumenty perkusyjne oraz perkusja na płycie Lennego - reprodukowane były niesamowicie mocno i dobitnie z dużą sprężystością i jędrnością struktury basów. Klasowo, choć nie jest to high-fidelity, a całkiem rzetelny i przyjemny dźwięk. Należy także zapomnieć o wybujałej detaliczności - DAC trudno eksplikuje szczegóły zarówno pierwszego planu jak i tła. Tworzy raczej ich rysunek, zarys a nie dokładne odwzorowanie całej wielopoziomowej struktury.



Postanowiłem włożyć płytę CD - Mayra Andrade - "Storia, storia" (Sony) do napędu MacBooka, napędu, powiedzmy - mało audiofilskiego, by sprawdzić jak z taką próbą poradzi sobie mały "norweg". Ku mojemu zaskoczeniu - ten test wypadł znakomicie! Jak to możliwe, by mocno budżetowy komputerowy odtwarzacz płyt CD plus DAC grał jak co najmniej sprzęt audio za 3-4 000zł?! Podobnie jak z pliku FLAC, płyta CD w napędzie zabrzmiała z bardzo rozbudowaną przestrzenią o wielu cechach kwalifikujących ją do klasy wyższej. Analogicznie stało się z basami, bo i tu były masywne i mięsiste. Głęboko schodzące, lecz z pełną kontrolą i świetną punktualnością. Ogólnie mówiąc, cały dźwięk był mocno nasycony muzyką, odbierany naturalnie i bez wrażenia "komputerowego" pochodzenia, bez kompresji. Przyjemnie, ale i jednocześnie bez tej szczególnej aury i dokładności z urządzeń klasy wyższej - to nie przytyk, a jedynie określenie pozycji Hegla HD2. To dobry DAC, który z sygnału cyfrowego wysyłanego przez MacBooka tworzy dźwięk rzetelnie poukładany, pokazujący to co w nagraniach najważniejsze: ciało i duszę muzyki.



Hegel HD2 versus wewnętrzny DAC wzmacniacza Hegel H70
Opisując niedawno wzmacniacz Hegel H70 (opis TU) mało miejsca poświęciłem jego wejściu USB do wewnętrznego DACa. Postanowiłem to teraz nadrobić, gdyż mając w tym samym czasie Hegel HD2 trudno było by wybaczyć sobie zaniechanie takiej ciekawej konfrontacji.
Hegel H70 to wielofunkcyjny wzmacniacz z bardzo dobrym dźwiękiem - o wiele lepszym niż by to wskazywała jego cena około 6 000zł. Dysponujący mocą 2 x 70W, ale bez problemu wysterowywujący nawet wielkie kolumny. Jego wewnętrzny DAC można wykorzystać podłączając kabel cyfrowy - optyczny, bądź to elektryczny lub USB. Nie ukrywam, że najbardziej podobał mi się dźwięk z wejścia koaksjalnego, bo z USB ulegałem sugestii, że następuje lekka kompresja - ale przekaz i tak był całkiem klasowy, ładnie uporządkowany w przestrzeni, a jednocześnie nie nachalny, choć mocny i angażujący. Ostatecznie wejście USB we wzmacniaczu bardziej mnie przekonało niż DAC Hegel HD2 ponieważ wewnętrzny DAC posiada swoje zewnętrzne zasilanie - gra przez to obiektywnie głośniej, nie trzeba kręcić potencjometrem w prawo. Oczywiście, nie ta cecha mnie przekonała, ale to że wewnętrzne zasilanie (a nie po USB) jakby pozwalało dźwiękowi być bardziej lotnym, swobodnym - z większą ilością szczegółów. DAC w Hegel H70 produkował dźwięk bardziej czysty i gładki - jednorodny. 

Poniżej zdjęcie DACa w Hegel H70.



Konkluzja
Hegel HD2 to dobry DAC, który ulepsza dźwięk z  komputera w taki sposób, że można śmiało nazwać go klasowym i rzetelnym. O ile dostarczy się mu dobry materiał z dysku twardego lub napędu (np. pliki FLAC lub płytę CD) to sygnał staje się odpowiadający jakością z porządnego odtwarzacza płyt CD z poziomu średnio-budżetowego. HD2 nie jest jednak urządzeniem z przedziału high-end, niemniej jednak ma to "coś" w sposobie grania - jego dźwięk jest nieprawdopodobnie przyjemny i wciągający. Zachęcający do długich odsłuchów. Muzykalny.
W porównaniu do wewnętrznego DACa w Hegel H70 nieco tracący na barwie najprawdopodobniej na skutek braku samodzielnego zasilania a korzystającego z komputerowego.

Hegel HD2 na pewno jest ciekawą propozycją dla osób, które lubią lub preferują z różnych względów komputer jako źródło sygnału cyfrowego. Do mnie jednak bardziej przemawia wielofunkcyjność i związana z tym dowolność (swoboda) wyboru źródeł - wzmacniacza Hegel H70, który pozostał moim faworytem.

Dane techniczne dostępne na stronie producenta Hegel.

czwartek, 1 marca 2012

Plan recenzji - marzec 2012r.

1. Na "pierwszy ogień" przewidziany jest,  wcześniej zresztą już anonsowany, mini-DAC USB Hegel HD2.



2. Następnie planuję zająć się nowym i długo oczekiwanym produktem firmy Xindak - wzmacniaczem lampowym Xindak MS-8 na lampach EL34. Wzmacniacz już wygrzewa się od pewnego czasu, więc niebawem przystąpię do testu.



3. Kolejne do opisu czekają niesamowite wielkie monitory Xindak MS-1201. Już po kilku chwilach ich słuchania  w towarzystwie wzmacniacza lampowego czarują tak mocno emocjonalnym dźwiękiem, że można zapomnieć o całym świecie i chcieć wyłącznie przebywać w ich pobliżu, by móc ciągle sączyć z nich muzykę...




4. Mam obiecany do testu wzmacniacz zintegrowany Hegel H100, który kusi mnie swoim kapitalnym dźwiękiem, tak bardzo, że myślę o tym aby mieć go u siebie na stałe.



5. O ile do Yaqin Polska, zgodnie z planem, w połowie marca dotrze nowa dostawa wzmacniaczy z Chin, będę miał przyjemność zapoznać się oraz opisać dla P.T. Czytelników nowe modele Yaqin.



6. Najprawdopodobniej zajmę się też recenzją nowych kolumn Harpia Acoustics Amstaff Micro.



7. Oczywiście, to są tylko plany, które mogą się nieco zmodyfikować lub rozszerzyć.
Zapraszam!

wtorek, 28 lutego 2012

DAC Hegel HD2 - niebawem test

Po niedawno przeprowadzonych testach wzmacniaczy Hegel H70 oraz H200 mam teraz zamiar zabrać się za przetwornik cyfrowo-analogowy Hegel HD2. Będę go odsłuchiwać w zestawie z komputerem MacBook Apple, wzmacniaczami Hegel H70 i Accuphase E-213 oraz różnymi kolumnami. Planuję porównać Hegel HD2 z wewnętrznym DAC'iem w Hegel H70. Ciekawe, który z tych przetworników okaże się obiektywnie lepszy? A może będzie remis? 

Zapraszam wkrótce do lektury.



poniedziałek, 27 lutego 2012

Stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40



Wstęp
Po teście platformy antywibracyjnej Rogoz-Audio 3SG40 (recenzja TU), po raz drugi mam okazję przedstawić Szanownym Czytelnikom produkt tej zacnej i szybko rozwijającej się katowickiej firmy – tym razem stopy antywibracyjne BW40.

Wielu producentów sprzętu audio nie przykłada zbyt wiele uwagi do konstrukcji stóp swoich urządzeń lub czyni to na niedostatecznym poziomie. Znane są całkiem dobre pod względem jakości dźwięku wzmacniacze lub odtwarzacze płyt CD uznanych światowych marek, ale kiedy przyjrzeć się im podstawom, wydaje się, że te kosztowały 2 zł za sztukę. Są także i liczne pozytywne przykłady implementacji dobrej jakości nóg w audio – tak czyni w większości np. Yamaha, Xindak, Musical Fidelity, czy oczywiście Accuphase. Natomiast niektóre firmy fabrycznie z rozmysłem i premedytacją wyposażają swoje urządzenia w metalowe nogi zmuszając wprost użytkownika do kupna we własnym zakresie specjalnych podkładek. Tak robi np. norweski Hegel – pod metalowe nogi jego wzmacniaczy trzeba „coś” podłożyć, bo inaczej nie tylko wibracje są zagwarantowane, ale także i porysowany blat stolika audio lub, nie daj Boże, korpus urządzenia, na którym ustawić taki sprzęt.

Osobnym zagadnieniem jest konieczność odseparowania kolumn głośnikowych od podłoża. Zarówno monitory ustawione na podstawkach jak i kolumny podłogowe narażone są na wibracje, drgania podłoża, a co za tym idzie - pogorszenie parametrów generowanego dźwięku – głównie niskotonowego pasma. Niestety, zazwyczaj kolce pod kolumnami (lub podstawkami pod monitory) nie do końca skutecznie wywiązują się ze swojej funkcji pełnej izolacji od podłoża. Dlatego w takich przypadkach ważne jest (lub niezbędne) dołożenie dodatkowych podkładek, o takiej konstrukcji, która w sposób właściwy odizoluje kolumny od drgającej podłogi. Takimi specjalistycznymi produktami są np. stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40.

Budowa
Stopy BW40 są wykonane bardzo estetycznie i prezentują się znakomicie – niczym wyrób jubilerski, a nie do zastosowania w audio. Na górze znajduje się warstwa szczotkowanej stali nierdzewnej z wygrawerowanym logo „Rogoz Audio”, po środku – warstwa grubej stali wysokowęglowej oraz warstwa stali stopowej z zewnątrz malowane proszkowo na biało. Warstwy stali przedziela czarna guma polimerowa, która jest także na spodzie. Jedna sztuka waży około 130 gram, czyli dość dużo. Szerokość to 40 mm, a wysokość – 17 mm.





Wpływ na dźwięk systemu audio
Największą korzyść stopy przyniosły zastosowane pod kolumny głośnikowe. Umieszczałem je pod Vienna Acoustics Mozart Grand oraz pod podstawy głośnikowe VAP, na których stały monitory Usher S-520. Najbardziej słyszalną zmianą w dźwięku było uspokojenie niskiego basu, który do tej pory niekiedy był zbyt swobodny – nie utemperowany, można powiedzieć. Jego struktura utwardziła się, stał się bardziej sprężysty i autentycznie szybszy. Bas w Viennach zawsze potrafił zaskoczyć głębią i mocą, ale z podstawkami Rogoz-Audio, przestał zaskakiwać a wreszcie zaczął grać jak powinien. Nie przypuszczałem, że dodatek tak niewielkich ustrojów może przynieść tyle korzyści w dźwięku. Inne zmiany były już bardziej subtelne, ale zauważalne przy większej koncentracji uszu. Wydaje się, że średnica nabrała nieco więcej powabu i ostrości – kontury dźwięków stały się bardziej rozróżnialne i namacalne, o ile takiej konstrukcji słownej można użyć.

Stopy antywibracyjne BW40 okazały się być niezwykle przydatne podczas odsłuchów wzmacniaczy Hegel (o czym już pisałem we wstępie). Modele Hegel H70 (TU), H100 oraz H200 (TU) mają nóżki wykonane z toczonego metalu, a jednocześnie nie posiadają żadnych miękkich podkładek od spodu. Obowiązkowo należy, więc ustawiać te wzmacniacze na dedykowanych specjalnych podkładkach. Wzmacniacz Hegel H70 ustawiłem na stopach BW40 i ta kompozycja utworzyła nierozerwalne już towarzystwo, bo okazały się one być dla siebie jakby specjalnie stworzone. Dodam jeszcze, że wzmacniacz normalnie stał na blacie ze szkła hartowanego stolika VAP, więc dodatek stóp okazał się być więcej niż zbawienny. Racjonalny.






Stopy dokładałem do różnych urządzeń takich jak - odtwarzacze płyt CD, wzmacniacze, a nawet DACi. W każdym przypadku dźwięk uspokajał się, stawał się łagodniejszy – mniej nerwowy. Często pojawiało się więcej szczegółów nagrań, tak jakby BW40 akcelerowały pozytywne elementy dźwięku, eliminując (tłumiąc) te negatywne, złe. Zyskiwała także precyzja w ogólnym przekazie, na wierzch łatwiej wypływały subtelności nagrań. Co istotne, wokale także zyskiwały, bo w wielu przypadkach, na licznych płytach ukazywały się obficiej i z większą artykulacją. Bardziej prawdziwie.



Dla uczciwości opisu dodam, że zastosowanie stóp antywibracyjnych przynosi subtelne jedynie zmiany, które trudno od razu wychwycić - tu trzeba cierpliwości i trochę osłuchania. Nie polecam początkującym adeptom audio-stereo od razu wszędzie je stosować jako podkładki. Nie tędy droga! Akcesoria tego typu są ukoronowaniem długiej drogi ciągłego progresu systemu audio, są jego ukoronowaniem. Kropką nad "i".

Podsumowanie
  1. Stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40 to przykład rzetelnego produktu o wysokiej i innowacyjnej jakości w umiarkowanej, rozsądnej cenie. Wykonany wzorowo i estetycznie.
  2. Przeznaczone do wielu zastosowań – jako podstawki pod kolumny, wzmacniacze, odtwarzacze płyt CD, DACi, etc. Wszędzie tam, gdzie ważna jest izolacja wibracji od podłoża.
  3. Przynoszące korzyści w dźwięku szczególnie, gdy używać je jako stopy pod kolumny – zarówno podłogowe, jak i monitory. Temperujące niski bas, który zamiast wylewać się w sposób niekontrolowany, zostaje skanalizowany, a przez to dostający jędrności i większego powabu. Zastosowane w innych konfiguracjach niż pod głośniki, działające kojąco na dźwięk, który staje się bardziej uporządkowany i relatywnie spokojniejszy. Przyjemniejszy w odbiorze.
  4. Do wielu urządzeń wręcz niezbędne – np. do wzmacniaczy firmy Hegel, które nie posiadają fabrycznie miękkich, a solidne, aczkolwiek metalowe - nogi.
Budowa stóp antywibracyjnych
(wg. strony producenta)
Warstwy (od góry):
1 x stal niemagnetyczna
1 x guma polimerowa
1 x stal wysokowęglowa
1 x guma polimerowa
1 x stal stopowa
1 x guma polimerowa

Link na stronę producenta: TUTAJ