S

S

MA

Planeta Dźwięku

Premium Sound

Polpak

poniedziałek, 9 maja 2016

Wzmacniacz zintegrowany Musical Fidelity M6si



Wstęp
W połowie kwietnia br. białostocki dystrybutor Rafko przysłał mi na testy wzmacniacz zintegrowany Musical Fidelity M6si (zobacz TUTAJ). Jest to kolejny, po Musical Fidelity MX-DAC (czytaj test TUTAJ) i Musical Fidelity MX-VYNL (czytaj test TUTAJ), opis na Stereo i Kolorowo sprzętu owej renomowanej brytyjskiej manufaktury. Przypomnę też, że jestem od dobrych kilku lat szczęśliwym posiadaczem top-loadera Musical Fidelity A1 CD-PRO opartym na kultowym, bo doskonałym, lecz już nieprodukowanym, napędzie Philips CD-pro2LF. Nie ukrywam, że od wielu lat jestem wielkim fanem Musical Fidelity. To, co ta firma proponuje najczęściej w stu procentach pokrywa się z moim gustem i oczekiwaniami wobec sprzętu hi-fi. Albowiem filozofię dźwięku Musical Fidelity można streścić w trzech słowach: muzykalność, organiczność i barwa. Nie inaczej jest w przypadku wzmacniacza M6si, przy czym należy tu dodać jeszcze jedno określenie: MOC!

Wrażenia ogólne i budowa
M6si przynależy do serii M6, czyli do linii średniej. Oprócz niego są tu odtwarzacz płyt kompaktowych/DAC M6scd, potężny wzmacniacz M6-500i oraz urządzenie „all-in-one” M6s Encore 225. Powyżej serii M6 jest jeszcze M8 oraz referencyjna Nu-Vista. Z kolei poniżej plasują się podstawowa V90, wspomniana we wstępie MX, a następnie wyższe M3 i M5. Obok nich znajduje się osobna seria Merlin oraz słuchawki. Musical Fidelity ostatnio uprościł swoją nomenklaturę, dzięki czemu stała się logiczniejsza i bardziej przejrzysta.

Jak można przeczytać na firmowej stronie: "Musical Fidelity M6si to wzmacniacz o olbrzymiej mocy pół kilowata, którą to dostarcza bez wysiłku i jakiegokolwiek wyczuwalnego w dźwięku napięcia. Potężny zapas mocy oraz stabilność elektryczna pozwala mu wysterować praktycznie każde kolumny. W stosunku do poprzednika M6si stanowi zupełnie nową jakość. Bezkompromisowe starania działu projektowego sprawiły, że nowy model jest mocniejszy (o 10 %), a przy tym aż o 7 decybeli lepiej separuje sygnał od szumu, co jest wynikiem absolutnie rekordowym, kilkukrotnie lepszym od poprzedniego modelu. Oznacza to zupełnie nowy poziom dynamiki dźwięku i absolutnie rozdzielcze brzmienie. Kolejne zalety M6si to lepszy poziom tłumienia oraz blisko stukrotnie niższy poziom  zniekształceń THD (z 0.01 na 0.007 %), kluczowy dla reprodukcji wysokich tonów. M6si to wzmacniacz, który jest w 100 % konstrukcją dual mono blok zamkniętą w jednej obudowie. Jego przewagą nad dzielonymi systemami jest perfekcyjne dopasowanie A-klasowego przedwzmacniacza z w pełni niezależnymi zasilaniem wraz z potężnymi końcówkami mocy napędzanymi w pełni niezależnymi sekcjami zasilania.

Kolejna nowość to przedwzmacniacz gramofonowy gwarantujący świetny odsłuch winylów. Także tutaj producent zaskoczył jakością parametrów oferując stosunek sygnału do szumu na poziomie 84 dB, co jest wynikiem znanym dotychczas z hi-endowych urządzeń, które sprzedawane były oddzielnie. Kompletnym zaskoczeniem jest fakt, że w przeciwieństwie do praktycznie każdego wzmacniacza na rynku M6si nie ma tendencji do obniżania separacji kanałów wraz ze wzrostem częstotliwości dźwięku - dźwięk stereo w wykonaniu M6si jest prawdopodobnie najdoskonalszą i najbliższą ideałowi reprodukcją faktycznie zarejestrowanej w studio sceny dźwiękowej". Tyle, dość nieskromnie, mówi producent, czas na własne obserwacje.

M6si dostarczany jest w gigantycznym pudle, albowiem wzmacniacz ma naprawdę spore gabaryty: 12,5 x 44 x 40 cm (W x S x G) i masę 16,6 kg, czyli nie jest to ułomek. Jest nawet nieco większy od topowej integry Hegel H360. Wzmacniacz w kartonie spoczywa w powycinanych gąbkach, chroniących go w stu procentach przed uszkodzeniem. W komplecie użytkownik otrzymuje pilot zdanego sterowania (wyjątkowo brzydki), przewód sieciowy, gwarancję i instrukcję obsługi. Innymi słowy, wyposażenie jest standardowe, ale w zupełności wystarczające.

Wzmacniacz reprezentuje stylistykę typową dla Musical Fidelity ostatnich lat. Można rzec, że to już klasyczne wzornictwo MF. Płyta czołowa designersko skromna, ale estetyczna, nieprzeładowana. Brak na niej jakichkolwiek wyświetlaczy, diody też są dawkowane oszczędnie. Na bokach obudowy znajdują się duże żebra radiatorów, charakterystyczne dla prawie wszystkich urządzeń MF (nie mają ich w zasadzie tylko sprzęty z linii V90 oraz oczywiście słuchawki i głośniki).

Wracając do panelu frontowego. To czarna, gruba płyta z lekko chropowatą powierzchnią; odlana jest ze stopu metali lekkich - super to wygląda. Centralne miejsce okupuje duża gała potencjometru wykonana z czystego, jasnego-białego aluminium. Po jej lewej i prawej stronie rozciąga się rząd ośmiu niewielkich identycznych przycisków (siedem to przyciski wyboru źródła, a ósmy, lekko oddalony od pozostałych – to włącznik sieciowy), także z jasnego aluminium. Nieomal białe aluminiowe gałka i przyciski tworzą duży kontrast na czarnej jak smoła przedniej płycie. Aktywowany przycisk źródła sygnalizuje zapalenie się niebieskiej diody tuż nad nim. Kiedy zaś wcisnąć guzik zasilania, najpierw zapala się czerwona dioda oznaczona jako „mute”, a po kilku sekundach niebieska „power”. Po wyłączeniu wzmacniacza świeci się pomarańczowa „stand-by”. Kończąc opis płyty czołowej, na jej lewej stronie, powyżej przycisku sieciowego umieszczono metalową wstawkę z nazwą wzmacniacza oraz napisem „Dual Mono Integrated Amplifier”. Z kolei po prawej, skrajnej stronie zamontowano „oko” podczerwieni.

Tył podzielono na kilka sekcji. Górę zajmują dwie pary terminali głośnikowych umieszczonych na przeciwległych skrajach. Dzięki temu łatwo ułożyć za wzmacniaczem przewody głośnikowe, które nie plączą się i nie krzyżują. Pomiędzy terminalami znalazło się miejsce dla gniazd „Trigger” (służących dla integracji firmowych urządzeń), a także dla zacisku uziemienia gramofonu. Lewą, dolną stronę okupują dwa wejścia symetryczne XLR oraz zaraz obok nich cyfrowe wejście USB do wewnętrznego DACa (asynchroniczny przetwornik 24 bit/96 kHz). W centralnym miejscu zamontowano aż siedem par gniazd RCA. Lewa skrajna to wejście do wewnętrznego przedwzmacniacza gramofonowego MM i MC, wyboru rodzaju wkładki dokonuje się suwakiem MM/MC. Kolejna para RCA to gniazda liniowe AUX1 lub dla kina domowego. Właściwy tryb wybiera się kolejnym suwaniem AUX1/HT. Zmyśle rozwiązanie. Następne gniazda oznaczone są jako wejściowe: AUX2, CD i Tuner oraz wyjściowe: Line-Out (z przedwzmacniacza) i Pre-Out (do zewnętrznej końcówki lub końcówek mocy). Na prawej skrajnej stronie zamontowano wejście zasilania, czyli gniazdo IEC. Nad nim widnieje napis: „Power Consumtion 680 Wat”. Nieźle. Jednakowoż ekolodzy nie będą zadowoleni.

Jak widać, wyposażenie i funkcjonalność M6si są ponadstandardowe, bo jest i przedwzmacniacz gramofonowy (MF chwali się, że jest to wysokiej klasy urządzenie), jest i DAC USB, są także wejścia symetryczne XLR. Brak jest jedynie wyjścia słuchawkowego, co nieco dziwi, bo przecież Musical Fidelity jest specjalistą w tego typach konstrukcjach.

Pilot zdalnego sterowania jest. I jak jest funkcjonalny, bo ma wszystkie wymagane przyciski i możność sterowania kilkoma sprzętami MF naraz, tak jest wyjątkowo nieurodziwy. Z czego zresztą MF „słynie”. Nie widziałem żadnego ładnego pilota Musical Fidelity. Mój dyżurny do odtwarzacza Musical Fideliy A1 CD-PRO leży więc ukryty głęboko w szufladzie. Obsługi odtwarzacza dokonuję innym (od wzmacniacza Hegel H160).

Dane techniczne
Moc ciągła (RMS) 220 W
Typ tranzystorowy
Klasa wzmacniacza AB
Wbudowany DAC Tak
Przedwzmacniacz gramofonowy Tak
Stosunek sygnał/szum 107 dB
Zniekształcenia THD 0.007 %
Pasmo przenoszenia 10 – 20 000 Hz
Napięcie wejściowe MM 3 mV
Napięcie wejściowe MC 0,4 mV
Impedancja wejściowa MM 47 000 Ohm
Impedancja wejściowa MC 47 000 Ohm
Stosunek sygnał/szum MM 84 dB
Stosunek sygnał/szum MC 84 dB
Impedancja wejściowa 40 000 Ohm
Wejście USB DAC Tak
Wyjścia 2 x RCA liniowe 1
Wejścia 2 x RCA liniowe 4
Wejścia 2 x XLR 1
Wyjście słuchawkowe Brak
Trigger Tak
Wyjścia głośnikowe 1 komplet
Wyjście pre-out 1 (2 x RCA)
Asynchroniczne wejście USB-B 24 bit/96 kHz
Zużycie prądu maks. 680 W
Wysokość 12,5 cm
Szerokość 44 cm
Głębokość 40 cm
Masa 16,6 kg
Kolor Ciemny/Jasny
Gwarancja 24 miesiące



Wzornictwo typowe dla Musical Fidelity; klasyczne i efektowne

Musical Fidelity M6si to naprawdę duży wzmacniacz

Duże żebra bocznych radiatorów


Płyta czołowa odlana jest ze stopu metali lekkich; ma nieco chropowatą strukturę

Tył urządzenia

M6si stoi na stoliku Solid-Tech z drewnianymi blatami

Po lewej - gramofon Nottingham Analogue Horizon; po prawej - wzmacniacz lampowy Cayin CS-55 A

Na zewnątrz moje ulubione kolumny - białe Triangle Esptit Antal EZ; wewnątrz - polskie Pylon Opal 23 

W środku stoją kolumny Audiovector Ki 3 Super

Do wzmacniacza przyłączone są monitory Q-Acoustics 3020 kosztujące niecałe ...1 200 PLN za parę. Co za dźwięk!


Wrażenia dźwiękowe
Do brytyjskiego wzmacniacza przyłączyłem kablami XLO UltraPLUS przede wszystkim kolumny Triangle Esprit Antal EZ, a potem Pylon Opal 23 oraz Audiovector Ki 3 Super. Wzmacniacze porównawcze to Hegel H160 oraz Audia Flight FL Three S. Źródło to głównie gramofon Nottingham Analogue Horizon z wkładką MM Ortofon 2M Black i przedwzmacniaczem Trilogy 906. Interkonekty to XLO UltraPLUS. Dokładna lista sprzętu towarzyszącego dostępna jest na końcu niniejszego tekstu.

Już powyżej, we wstępie, scharakteryzowałem brzmienie typowe dla Musical Fidelity. Świetnie opisują je trzy słowa: muzykalność, organiczność i barwa, przy czym należy tu, w przypadku M6si, dodać jeszcze jedno określenie: moc! Jak wzmacniacz oferuje bardzo zaawansowaną muzykalność sprawiającą, że odsłuchy brzmią niczym na żywo i równolegle dostarcza fizjologiczną organiczność, a także piękną, bo polichromatyczną barwę, tak to wszystko podparte jest dużym kwantem energii dźwięku, silnym podskórnym potencjałem zapewniającym poczucie, iż w każdym momencie, wraz z podkręceniem potencjometru lub głośniejszym fragmentem nagrania, wybuchnie armatnią potęgą. Taki mocarny charakter wzmacniacza powoduje, że odsłuchy każdego rodzaju muzyki stają się dla niego błahą igraszką, niewielkim wysiłkiem, czy lekką rozgrzewką. Wydaje się, że dysponuje wręcz nieograniczoną mocą mogącą bez problemu nagłośnić i Stadion Narodowy. Trochę przerysowuję, ale zapewniam, że duże dynamika i energia Musical Fidelity umożliwiają brzmienie lekkie i swobodne, typowe dla koncertowego. Pojawia się sowity ciężar muzyki, obfitość i nasycenie brzmienia instrumentów, wyrazistość wokali, a jednocześnie bliskość i autentyzm dźwięku. Jednocześnie cały przekaz ma cechy wyrafinowania i subtelności typowej dla high-endu. To dbałość nie tylko o temperament brzmienia, ale i o jego dopełnienie, o wszelkie szczegóły tonalne, o porządek i szyk. Troska o zapewnianie dźwięku kompletnego i skończonego. Bezkompromisowego i wycyzelowanego.

Napisałem, że silną stroną wzmacniacza M6si jest jego barwa, warto więc rozwinąć to zdanie. Pisząc o barwie jako atucie, nie mam na myśli, że Musical Fidelity jakoś ją rasuje, podkręca. M6si ma miłą cechę ukazywania naturalnej barwy muzyki, jej soczystości i kwiecistości, ujawniania wielokolorowości, czy różnokolorowości. Dzięki temu słuchacz bez problemu różnicuje niuanse pomiędzy dźwiękami instrumentów, nawet tych bardzo brzmieniowo do siebie podobnych (np. wiele par skrzypiec w orkiestrze, kilka gitar, etc). Analogicznie dzieje się z wokalami; z łatwością można dostrzec ich rozmaite subtelności, zawiłości koloraturowe, dokładną fakturę, głoski syczące, itp. Musical Fidelity niejako doświetla i dobarwia dźwięk, a równolegle czyni to zupełnie neutralnie - obojętnie względem temperatury i słodkości brzmienia, bo te pozostają niezmienne. Nie następuje ani podgrzanie, ani osłodzenie tonalne. Tu występuje constans. Umożliwia to ukazanie prawdy zgodnej z rzeczywistością zapisu źródłowego nieprzekłamywanego przez amplifikację. Musical Fidelity dąży tym samym w stronę ideału zakładającego, że wzmacniacz doskonały powinien po przede wszystkim wzmacniać sygnał, a nie modulować go.

Brytyjski wzmacniacz nie tylko gwarantuje wyborną barwę dźwięku, dba o jego plastyczność, czy dostarcza dużą moc sprawiającą, że każde nagranie brzmi jakby było wykonywane na żywo. Otóż Musical Fidelity zapewnia również pierwszorzędnie uporządkowaną scenę – zarówno wszerz, jak i w głąb. Jest to scena wybornie precyzyjna, poukładana z wielką dbałością o każdy instrument, każdy detal, każdy ton. Przyporządkowanie i lokalizacja źródeł pozornych są wyśmienite. Wysoką klasą wykraczają daleko poza poziom cenowy M6si. Do tego dochodzi też łatwość operowania basem, który jest mocny i elastyczny, lecz nieprzeładowany. Nie przykrywa swoim wymiarem i rozmachem innych pasm, bo te koegzystują z nim na równych prawach i zasadach. Warto także podkreślić wysoką rozdzielczość dźwięku, umożliwiającą zagłębienie się w materię muzyczną, jej głęboką oraz daleką eksplorację, odkrywanie dużej ilości szczegółów nagrań, itd. Podsumowując akapit, Musical Fidelity buduje trójwymiarową scenę, żywe na niej instrumenty oraz wysoką tonalność dźwięku, a także wręcz referencyjną rozdzielczość. Dominują porządek, kunszt i detal.

Na koniec kilka słów o wbudowanym przedwzmacniaczu gramofonowym. Jak wiadomo, obsługuje oba typy wkładek gramofonowych (MM i MC), co już jest sporym atutem. Musical Fidelity od zawsze słynął (i do dziś słynie) z konstruowania solidnych przedwzmacniaczy gramofonowych. Buduje je ze dużym znawstwem i zasadami analogowej sztuki. Cieszy więc fakt, że do M6si został takowy zaimplementowany. Nie jest to jedynie czczy dodatek, tanie uzupełnienie, a pełnoprawne urządzenie. Wewnętrzny phono-stage może nie dorównuje klasą modelowi Musical Fidelity MX-VYNL, ale i tak jest co najmniej dobrze. Dźwięk proponowany przez przedwzmacniacz jest pełny, korpulentny, szybki i plastyczny. Winyle brzmią żywo i energicznie. Ich dźwięk ma duży wymiar, żar i emocje. Szczegółowość na zadowalającym poziomie. Do gramofonów okolic 5 000 – 6 000 PLN firmowy przedwzmacniacz w zupełności wystarczy, potem należałoby rozejrzeć się za wyższej klasy urządzeniem. Idealny będzie Musical Fidelity MX-VYNL.

Podsumowanie
Konkluzja nie może być inna: Musical Fidelity M6si to pierwszorzędny wzmacniacz zintegrowany. Ma wszystko to, co powinno mieć współczesne urządzenie hi-fi: dużą moc pozwalającą wysterować większość głośników, dużo gniazd (w tym XLR), wewnętrzny DAC USB, a także doskonałej jakości przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek MM i MC. Do ideału brakuje jedynie wyjścia słuchawkowego.

Dźwięk M6si można scharakteryzować jako pełny, żywy i mocarny. Bardzo przestrzenny i detaliczny. Dodatkowo brzmienie cechuje się piękną barwą – polichromatyczną i naturalną, organiczną i plastyczną. M6si zapewnia unikalną muzykalność oraz klarowność przekazu, które stawiają brytyjski wzmacniacz w panteonie urządzeń high-fidelity.

Ode mnie Musical Fidelity M6si otrzymuje bezwarunkową rekomendację! Jestem pod wrażeniem jego zaawansowanego dźwięku. Wielki wzmacniacz - dosłownie i w przenośni.

Cena w Polsce – 14 995 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU), Musical Fidelity M6si, Audia Flight FL Three S (test TU), Cayin CS-55 A (test TU) oraz Dayens Ecstasy III (test TU).
Kolumny: Triangle Esprit Antal EZ (test TU), Audiovector Ki 3 Super (test TU), Pylon Opal 23 (test TU), AudioSolutions Overture O203F (test TU), Q-Acoustics 3020, Guru Audio Junior (test TU) i Cabasse Surf (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, Musical Fidelity MX-DAC (test TU), S.M.S.L. M8 (ES9018 24 Bit/384 KHz DSD DAC) i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro, Asus Pro P43E i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nottingham Analogue Horizon z Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Primare R32 (test TU), Musical Fidelity MX-VYNL (test TU) i Trilogy 906 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Pioneer SE-Master1 (test TU), RHA MA750 (test TU), Audeze LCD-3 (test TU), Final Sonorous II, Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Pioneer XDP-100R (test TU), Cayin C5 DAC (test TU), S.M.S.L. sAp-8, Taga Harmony THDA-500T (test TU), Divaldi AMP-01 (test TU) i Olasonic Nano-UA1 (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewód zasilający KBL Sound Fluid (test TU). Kabel zasilający, przewody głośnikowe i interkonekty RCA Perkune Audiophile Cables. Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU), Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU) i Taga Harmony Platinium-18 (test TU). Seria XLO UltraPLUS.
Akcesoria: filtr sieciowy Xindak XF-2000E, podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki Sevenrods Speaker Jumper.


2 komentarze:

  1. A cóż się stało z Vienna Acoustics ?

    OdpowiedzUsuń
  2. VA Mozart Grand odjechały do innych, dobrych ludzi.
    Zostały zastąpione przez Trangle Esprit Antal EZ.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...