Polpak

EIC

Rafko

środa, 24 października 2012

Monitory Guru QM10 Two - zapowiedź opisu!

Otrzymałem dziś przesyłkę z dwoma dużymi kartonami. Przyszła prosto ze Szwecji nadana pocztą kurierską FedEx, a zawierała dwie kolumny podstawkowe o intrygującej nazwie ...Guru QM10, w zasadzie Guru Quality Manager 10 Two, gdzie to ostatnie słowo oznacza drugą ich generację.  Guru Audio to innowacyjna szwedzka firma produkująca niekonwencjonalne kolumny do zastosowania profesjonalnego oraz domowego.
W komplecie z monitorami Guru QM10 przyjechały też dedykowane podstawki Atacama. Ładne. Aby od razu zaspokoić ciekawość Drogich Czytelników, dodam że taki komplet wyceniany jest w Polsce na około 8 000 zł, czyli najtaniej na świecie.
Kolumny Guru QM10 wywierają piorunująco korzystne wrażenie estetyczne - ciekawe jak grają? Dziś zaczynam ich wygrzewanie, a  za kilka dni - testowanie.
Po pierwszych kilku chwilach odsłuchu, na pewno zaskakuje nieprawdopodobnie mocny, jak na monitory, bas.

Monitory Guru QM10 to absolutna nowość w Polsce. Ich dystrybutorem jest warszawska firma This.plAudio i stąd też zostały wypożyczone.

Wklejam tylko dwa własne zdjęcia, bo ciemno dziś okrutnie w Gdyni.



poniedziałek, 22 października 2012

Zestaw Naim XS – wzmacniacz Nait XS oraz odtwarzacz CD5 XS







Wstęp
Prawdopodobnie, kiedy każdemu audiofilowi wymienić nazwę kraju „Wielka Brytania”, od razu do głowy przychodzi mu całe mnóstwo pozytywnych skojarzeń ze sprzętem audio. Począwszy od takich marek jak Linn, Spendor, Harbeth, ATC, Cyrus, Tannoy, SME i PMC, poprzez Rega, Creek, Audiolab, KEF, czy Musical Fidelity, a kończąc na Roksan, Arcam i Mordaund-Short oraz Cambridge Audio i Naim, naturalnie. Tak, Wielka Brytania, pod tym względem, jest prawdziwą potęgą w świecie audio-stereo. W latach 60-tych, 70-tych i 80-tych XX wieku wykuwało się mnóstwo brytyjskich marek audio. To wówczas powstały Harbeth, Linn, Creek, Rega, SME, Arcam, Cyrus, czy właśnie Naim.

Wiele powyższych firm ma obecnie już status kultowych lub legendarnych, a ich produkty są obiektem pożądania wielu melomanów – choćby duże monitory Harbeth, gramofon Linn Sondek LP-12 lub kolumny Tannoy Glenair. Sprzęt audio-stereo z Wielkiej Brytanii ma to, czego wielu innych producentów nie ma i nigdy nie będzie miało – brytyjski prestiż, wyspiarski styl i klasę, a także wysoką jakość - połączone w jednym miejscu, w konkretnym urządzeniu. One mają audiofilską duszę. Nie inaczej jest i w przypadku firmy Naim - jest kultowa, ma ciekawą historię i produkuje sprzęt audio najwyższej próby jakościowej i dźwiękowej.

Naim Audio
Przedsiębiorstwo istnieje od 1973 roku, zlokalizowane jest w angielskim mieście Salisbury. W 2011 roku Naim Audio zostało przejęte przez francuską firmę Focal - JMLab.

Generalnie patrząc na ofertę Naim, jest ona niezwykle rozbudowana – dostępnych jest około 60 pozycji pogrupowanych w różnych kategoriach klasowych oraz cenowych, od flagowej serii 500 do średnio-budżetowej 5i, od analogu do cyfry, od odtwarzaczy sieciowych do kolumn głośnikowych. Są tu także systemy nagłośnieniowe dla samochodów Bentley, czym firma szczególnie się szczyci. Naim to także liczący się wydawca muzyki – posiada swoje studio nagrań i wytwórnię płyt „Naim Label”, dla której nagrywa słynny gitarzysta Antonio Forcione, grupa Acoustic Alchemy, czy Dominik Miller lub zespół Phantom Limb. Nie trzeba, zdaje się dodawać, że firma ma własny sklep internetowy z muzyką, skąd można pobrać (za opłatą) pliki hi-res lub po prostu kupić zwykłą płytę CD. Zwykłą płytę, ale o wysokiej, referencyjnej jakości nagrania.

Seria XS to druga „od dołu” propozycja w katalogu firmy Naim. Oprócz tu opisywanych wzmacniacza zintegrowanego Nait XS oraz odtwarzacza płyt CD5 XS, przynależą także do niej między innymi tuner NAT05 XS, zasilacz FlatCap XS, odtwarzacz sieciowy ND5 NS, a także dwa przedwzmacniacze oraz końcówka mocy.

Opisywany zestaw Naim XS został wypożyczony z salonu audio Premium Sound w Gdańsku.

Budowa oraz wrażenia ogólne
Komplet Naim XS zbudowany jest typowo po angielsku. I to dosłownie. Obowiązuje, panuje tu „ruch lewostronny” – no może nie wszędzie, ale ten na pewno zwraca od razu uwagę, kiedy użytkownik sprzętu Naim próbuje przyłączyć kable głośnikowe do wzmacniacza. Bo lewy głośnik przyłącza się tu do prawej pary zacisków głośnikowych, a prawą kolumnę do lewej pary zacisków. W ten sposób zachodzi konieczność krzyżowania kabli z tyłu urządzenia. Ciekawa koncepcja. Można ją obejść (w przypadku niechęci krzyżowania kabli głośnikowych) za pomocą odwrotnego przyłączania sygnału do wzmacniacza, czyli lewy kanał np. z odtwarzacza CD5 XS  do prawego w Naim Nait XS, prawy do lewego i tak dalej. Takich oryginalnych rozwiązań jest tu oczywiście więcej. Nie ma tu także „normalnych” terminali głośnikowych – ich rolę pełnią po prostu „otwory” w obudowie otoczone małym plastikowym pierścieniem czerwonym lub czarnym. Inżynierowie Naim uważają, że taki sposób montowania zacisków (?) głośnikowych jest najlepszy dla dźwięku. W związku z powyższym, aby podłączyć głośniki trzeba użyć (po stronie wzmacniacza) końcówek kabli zaopatrzonych w tzw. banany. Inna wersja wykluczona.




Szczególną troskę brytyjscy konstruktorzy poświęcili izolacji gniazd sygnałowych i innych od masy obudowy. Z tym, że są to gniazda typu pięcio-bolcowe DIN, klasyczne i dla reszty świata - w zasadzie historyczne, bo już nieużywane od lat. A u Naima z powodzeniem wciąż implementowane. I nie bez racji, warto dodać. Bo tak, jak przed chwilą wspomniałem, są one całkowicie izolowane od masy obudowy – są montowane na listwie umieszczonej wewnątrz sprzętu, DINy nie stykają się z obudową – w miejscu ich wyprowadzenia na zewnątrz obudowa jest odpowiednio wycięta. Dlatego Naim zaleca łączyć swoje urządzenia wyłącznie kablami DIN. Poza tym zacisk DIN oprócz przewodzenia sygnału, ma też inne zadanie – jeden z jego bolców odpowiedzialny jest za uziemienie. Oczywiście, sprzęt Naima posiada też gniazda RCA – te jednak nie są izolowane od obudowy urządzeń. Jednakowoż zewnętrzne wyjście przedwzmacniacza i końcówki mocy w Naim Nait XS połączone są zworką typu DIN. Opcji RCA – brak. I bardzo dobrze. Mówiąc szczerze, taka logika bardzo mnie przekonuje i to dobrze, że pod tym względem Naim jest aż tak konserwatywny (podobnie zresztą jak i Linn).








Co do wnętrza, to niezwykły jest gigantyczny transformator toroidalny wzmacniacza – nie dość, że zajmuje nieomal połowę jego objętości to jest jeszcze przytwierdzony „na luźno”, a nie sztywno. Kiedy potrząsnąć wzmacniaczem - słychać lekki klekot. Taki sposób montażu ma zmniejszać ewentualne wibracje. Toroid ma moc 380 Wat, przy deklarowanej mocy wzmacniacza Nait XS zaledwie 2 x 60 Wat przy 8 Ohm. Te liczby mówią wiele o potencjale prądowym – moc impulsowa może być gigantyczna.

Pozwolę sobie nie opisywać wszystkich elementów budowy kompletu Naim Nait XS i CD5 XS – są one dostępne w sieci. Napiszę jeszcze kilka słów o wrażeniach ogólnych.

Jak prezentuje się zestaw Naim Nait XS plus CD5 – każdy widzi. Tak, jak są tradycjonalistyczne gniazda w Naim oraz podejście do sprawy zasilania, tak samo i ortodoksyjna jest estetyka wizualna. Od lat niezmieniana, a raczej tylko lekko korygowana. Naim to zawsze duże firmowe logo (podświetlane na zielono) umieszczone na panelu przednim. Wieczorem wygląda to więcej niż fascynująco – hipnotyzująco wręcz. Lewa strona panelu to regulator głośności we wzmacniaczu oraz szuflada na płytę – w odtwarzaczu CD. Oczywiście, szuflada otwierana (i zamykana) ręcznie – żadnej mechaniki. Po jej otwarciu, płytę kompaktową nakłada się na napęd, a następnie przykrywa krążkiem z magnesem. I zamyka. To coś w stylu odtwarzaczy CD typu „top-loader” (np. Musical Fidelity A1 CD-PRO), ale bez wkładania płyty od góry obudowy, a ze strony jej frontu. Zresztą, moim zdaniem, rozwiązanie takie jest bardzo funkcjonalne i niekłopotliwe w użytkowaniu.

Wracając do panelu przedniego. Prawą jego część zawsze zajmują przyciski funkcyjne – guziki te naciśnięte stawiają dostojny lekki opór i momentalnie zapala się pod nimi zielone firmowe światełko. Piękna rzecz. Podświetlenie zarówno przycisków, logo „Naim”, wyświetlacza odtwarzacza CD można modyfikować lub całkowicie wyłączyć.

Warto jeszcze dodać, że wzmacniacz przyłączony do sieci, nagrzewa się przez kilkanaście sekund i dopiero po tym czasie zaczyna grać, jest gotowy do pracy.

Pilot zdalnego sterowania wykonany jest z plastiku. Za jego pomocą można obsługiwać wszystkie funkcje zestawu, a także i w dedykowanym tunerze radiowym. Sterowanie jest proste, ale wymaga trochę nauki, a także przyzwyczajenia, bo też jest nietypowe. Na przykład, by obsłużyć CD trzeba najpierw wybrać owe źródło (pilotem, oczywiście) we wzmacniaczu, a następnie przycisnąć guzik „CD” na pilocie, by sterować odtwarzaczem. Urocza sprawa.

Ogólnie, design Naima bardzo mi się podoba, przypada do gustu. Jest oszczędny stylistycznie, ale niewątpliwie piękny w swej skromności i prostej logice funkcjonalności.











Dźwięk
Na początek przesłuchałem winyl Davida Bowiego „The Rise and Fall of Ziggy Sturdust and the Spiders from the Mars”, remaster z 2012 roku (test TU). Gitara basowa Trevora Boldera zabrzmiała dostojnie i bardzo realistycznie – jej struny wręcz porażały dosadnością i mocą obecności. Do tego ich stan skupienia był nieprawdopodobnie gęsty, z fascynującym poczuciem realnego grania, a nie jego odtworzenia z płyty. Z kolei wokal Bowiego wydał się wspaniale wycięty z przestrzeni i zogniskowany w jednym miejscu, solidnie podkreślony i wybornie kolorowy, z intrygującą teksturą. Sam dźwięk winylu był nisko schodzący, nieprawdopodobnie masywny („mięsisty”) z olbrzymią dynamiką. Szokująco dużą dynamiką, trzeba podkreślić. Uderzenia pałeczek w perkusję były solidnie atakujące oraz z odczuwalnym dużym bitem. Natomiast gitary miały niesłychanie rozwibrowane struny, więcej niż zdyscyplinowane i rytmiczne – fascynujące. Niewyobrażalnie dźwięczne.

Potem przyszła pora na płytę CD z kompilacją muzyki etnicznej z dominacją hinduskiej „Doosha Project” (Sony Polska – 2006 r.). Tu rzecz miała się podobnie jak poprzednio. Nieprawdopodobnie skupiony, ciężki dźwięk, lecz jednocześnie z wyborną lekkością.  Pasmem, które najbardziej (i najwcześniej) dało o sobie znać były basy. Ale jakie basy! Stan nasycenia niskich tonów był niezwykle gęsty i sprężysty. Mówiąc szczerze, dawno nie słyszałem tak wysokiej jakości tego zakresu, no chyba, że były to konstrukcje o wiele, wiele droższe. Grupa wokalna z Republiki Tuwa (Federacja Rosyjska) - Huun-Huur-Tu zaśpiewała swymi nosowo-krtaniowymi (gardłowymi) alikwotowymi głosami tak realistycznie, że miałem silne wrażenie bycia na ich prawdziwym koncercie. Ich śpiew był bliski i wiarygodny. Aksamitnie gładki i niepopadający w szorstkość, ostrość. Dobrze zróżnicowany.

Gdybym w tym miejscu zakończył opis, Drogi Czytelnik pomyślałby, że testowany zestaw Naima jest doskonały i całkowicie bez wad. A tak nie jest. Pierwszy kontakt sensoryczny jest tu bardzo fascynujący, emocje wielkie, a dźwięk rozległy i spektakularny. Żywy i dynamiczny. Tłusty i kaloryczny, można rzec. I co ważne, ta dynamika i emocje idą w parze – po drodze im z poczuciem tempa i ruchu; można zaryzykować sformułowanie dla właściwego opisania tego zjawiska - „wierna rytmiczność”. Zaś dźwięk instrumentów i wokale są odbierane jak prawdziwe – wyodrębnione każdy z osobna i kreślone niczym na koncercie. Po prostu wspaniale.

Niestety, pomimo tego, że scena jest bardzo szeroka, rozległa i sięgająca daleko poza linię kolumn, to można ją nazwać płaską lub spłaszczoną. Głębia sceny jest mocno ograniczona – większość źródeł pozornych znajduje się na przedzie, blisko. Dalsze plany są trudne do uchwycenia. Oświetlenie tyłu sceny jest umiarkowane, bo to śródpole jest głównym królestwem Naima. Często miałem wrażenie, jakby ktoś włączył hipotetyczny przycisk „surround”, a nawet „loudness”. Dźwięk jest niezwykle bogaty i wiarygodny, ale przesunięty do przodu. Może to przeszkadzać, ale można też przyzwyczaić się do tej maniery – jeżeli taka definicja przekazu komuś przypadnie do gustu, to na zawsze pokocha Naima, a w zasadzie jego firmowy styl grania. Natchniony, lecz napompowany. Taka jest cena kompromisu pomiędzy wiarygodnym dźwiękiem, a jego rozciągnięciem w głąb i przy (relatywnie) umiarkowanej cenie zestawu.

Idąc dalej a propos dźwięku. Do powyższego opisu należy dodać także odczuwalny mniejszy błysk instrumentów na wysokich rejestrach, umiarkowaną rozdzielczość sopranów - walutą jest tu namacalne ciepło, ale nie przesadna szczegółowość. Analizowanie dźwięku, pochylanie się nad każdym tonem, czy mikro-tonem nie jest w stylu Naima. Detale słabiej odciskają się na czarnym, dalekim tle. Tu jest raczej ogólne nakreślenie dźwięku, jego wiarygodna obecność, a nie lupa powiększająca – Naim nie wyciąga na zewnątrz szczegółów i szczególików, nie podkreśla złych realizacji dźwiękowych (nagrań), a te rewelacyjne nieco spłaszcza. Uśrednia.

Konfiguracje
Zestaw Naima przyłączałem do trzech par kolumn: monitorów PMC Twenty.21 oraz Divine Acoustics Alya, a także do podłogówek Vienna Acoustics Mozart Grand.

Vienna Acoustics Mozart Grand to kolumny lubiące dużo watów dostarczanych ze wzmacniacza – im więcej, tym lepiej dla ich pełnego wysterowania. Wiele wzmacniaczy nie udźwignęło tego zadania w całości, a kilka poległo. Naim Nait XS mimo, że dysponujący zaledwie mocą 2 x 60 Wat opanował w całości prądożerne wiedeńczyki, nadał im swój ton i rytm. Ujarzmił bez problemu. Wspaniale napełnił basem i wielokolorową średnicą, nie zapominając o wysokich tonach. Rewelacja, choć przy głośniejszych odsłuchach ta magia ginęła. Dodatkowo, przestrzeń rysowana była horyzontalnie i wertykalnie, a nie w głąb. To raczej 2D, a nie 3D.

Co do monitorów PMC Twenty.21 to dokładniej je opisałem TUTAJ, a Divine Acoustics Alya TUTAJ. Na podstawie tych obserwacji mogę napisać, że wzmacniacz Naim Nait XS radzi sobie wyśmienicie z różnymi kolumnami, nie jest wybredny, czy trudny przy wyborze głośników.









Konkluzja
1. Zestaw Naim XS – wzmacniacz Nait XS oraz odtwarzacz CD5 XS to solidna budowa, znakomite materiały użyte do konstrukcji, a także ortodoksyjne podejście do zasilania, przesyłu sygnału (gniazda DIN). „Lewostronny” sposób podłączenia głośników.

2. Konserwatywna brytyjska szkoła designu oraz definicji dźwięku - do przesady poprawna, ale ze swoją charakterystyczną manierą – dużej ekspresji, mocnego bitu, bardzo rozbudowanej komunikatywności w średnicy, przy jednoczesnym zdystansowaniu krzykliwości, zbytniej przesadzonej ekspresji. Bogactwo barw i pogłosów.

3. Wybitna dynamika, scena pozorna niezwykle szeroka, ale z ograniczoną głębią, a nawet jej brakiem. Dźwięk silnie wypchnięty do przodu, przez to odbierany jest jako bliski i wiarygodny, ale też i płaski. Liniowy. Zestaw Naim nie jest mistrzem ukazywania szczegółów nagrań, nie jest analityczny.

4. Wzmacniacz Naim Nait XS nie jest wymagający, co do przyłączanych kolumn – w teście bez problemu wysterował każdą parę, choć nie jest mistrzem głośnego grania, a do średnich pułapów natężenia dźwięku.

5. Czy Naim Nait XS oraz Naim CD5 XS to dobry sprzęt hi-fi? Tak – to wybitny komplet, trzeba jednak lubić firmowy styl gry. Jedno jest pewne, Naim to marka, którą można tylko nienawidzić lub uwielbiać. "Kochaj albo rzuć" - innych, pośrednich opcji - brak.

Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacze: Amplifikator G (test TU), Hegel H100 (test TU) oraz Dayens Ampino (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacze CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, komputer MacBook Apple, a także przetwornik cyfrowo-analogowy Matrix Quattro DAC (test TU).
Źródła analogowe: gramofon Clearaudio Emotion oraz magnetofon kasetowy Nakamichi Cassette Deck 1, a także Referencyjny Tuner UKF FM Amplifikator.
Przedwzmacniacz gramofonowy: PreAmplifikator.
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, PMC Twenty.21 (test TU), Divine Acoustics Alya (test TU) oraz Usher S-520.
Okablowanie: Audiomica Laboratory oraz Ear Stream, a także Oyaide Tunami Terzo RR (test TU).
Akcesoria: panele akustyczne Vicoustics Wave Wood (10. sztuk) - (test TUTAJ), platforma antywibracyjna Rogoz-Audio3SG40 (test TU) pod gramofonem, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40 (test TU) pod wzmacniaczem Hegel H100, stoliki audio Ostoja T3 oraz VAP, standy pod monitory VAP, a także akcesoria firmy Sevenrods – zatyczki do gniazd RCA oraz jumpery do terminali głośnikowych kolumn (testy TU).

Dane techniczne
Dostępne na stronie firmowej Naim Audio: TUTAJ.



piątek, 19 października 2012

PreAmplifikator, czyli przedwzmacniacz gramofonowy firmy Radicon przybył na testy

Z niekłamaną przyjemnością zawiadamiam Czytelników, że odebrałem już PreAmplifikator firmy Radicon na potrzeby testów. PreAmplifikator to oczywiście przedwzmacniacz gramofonowy firmy Radicon z Gdyni, z serii Amplifikator.

PreAmplifikator służy jako przedwzmacniacz dla wkładek MC lub MM, ma funkcję podłączenia zewnętrznego zasilania bateryjnego (lub naturalnie - sieciowego), ma możliwość doboru impedancji obciążenia dla używanych wkładek gramofonowych - jest tu nawet opcja zdalnego sterowania tą zmienną za pomocą dedykowanego pilota przyłączanego kablem. Wielce oryginalne rozwiązanie, ale bardzo racjonalne. PreAmplifikator jest wyposażony w gniazda wyjściowe RCA oraz XLR - zbalansowane elektronicznie.

PreAmplifikator został wypożyczony bezpośrednio od producenta - firmy Radicon S.C. z Gdyni.

PreAmplifikator będę podłączał do gramofonów Fonica F-600 oraz Clearaudio Emotion. Za wzmacniacze posłużą Naim Nait XS oraz Hegel H100.

Przy okazji, wypożyczyłem też od pana Tomasza Burskiego (a w zasadzie, to pan Burski mi wypożyczył) właściciela i konstruktora Radicon S.C. - "Referencyjny Tuner UKF FM Amplifikator", bo tak brzmi pełna nazwa tego urządzenia. Nieoficjalna, bo tuner ten nigdy, jak do tej pory, nie znalazł się w oficjalnej firmowej ofercie. Mam zamiar dokładniej go poznać, ale to będzie wymagało czasu. Potem przybliżę go szerzej P.T. Czytelnikom osobnym tekstem. Nie ukrywam, że ów tuner bardzo mnie fascynuje, bo po pierwsze od zawsze interesuję się radioodbiornikami, a po drugie, jest to chyba w zasadzie jedyny polski przedstawiciel tunera radiowego i to, do tego, od razu z bardzo wysokiej półki jakościowej. Intrygująca rzecz!

Jak widać na 2. przedostatnich zdjęciach, "Referencyjny Tuner UKF FM Amplifikator" został zamknięty w identycznej obudowie jak Amplifikator G (TU).








czwartek, 18 października 2012

Gramofon Fonica F-600 - testy rozpoczęte!

Zawiadamiam Szanownych Czytelników, że odebrałem dziś gramofon polskiej firmy Audio-Fonica z Łodzi. To model Fonica F-600. Nazwa zbieżna z dawnym przedsiębiorstwem Fonica z Łodzi, które kiedyś produkowało gramofony, nie jest przypadkowa. Bowiem Audio-Fonica nabyła prawa do tej nazwy, a na tej podstawie, właśnie tak nazywają się firmowe modele. Nazwa zresztą bardzo rynkowa, bo oprócz niewątpliwego sentymentu wielu polskich melomanów (szczególnie tych po 40-tce) ma też spory potencjał. Mi kojarzy się także z japońskim gigantem na rynku audio - Audio-Technica, więc to jest dobra asocjacja. Audio-Fonica jest natomiast własnością innej firmy, a mianowicie Complex Holding, czyli dużej spółki notowanej na warszawskiej GPW. Warto zauważyć, że ów holding ma w swoich zasobach przedsiębiorstwo produkujące zaawansowane systemy metalowych łożysk ślizgowych i kulkowych, a także nowoczesny park maszynowy wyposażony w obrabiarki (w tym i tokarki) sterowane numerycznie - zaś stąd do techniki gramofonowej nie jest już wcale daleko...

Kilka dni zajmie mi odpowiednia kalibracja gramofonu, ustawienie oraz rozruch. Potem przystąpię do właściwych testów i odsłuchów. 
Mogę natomiast już napisać, że pierwsze wrażenia wizualne są bardzo korzystne. Zarówno opakowanie, jak i poszczególne elementy gramofonu przedstawiają bardzo wysoki poziom wykonawczy. Nie spodziewałem się od tego produktu, aż takiej dojrzałości pod tym względem. I to przecież w zasadzie - od produktu nieznanego na rynku, oczywiście poza znakiem handlowym "Fonica".





środa, 17 października 2012

Minął rok...

Czas szybko płynie. Dziś wieczorem zdmuchnę świeczkę na torcie. Jedną świeczkę, bo to dopiero pierwsza rocznica - 17 października (zobacz TU) ubiegłego roku zdecydowałem się pisać o swojej krętej drodze audio, zainteresowaniach sprzętem i muzyką na blogu „Stereo i Kolorowo – Underground”. Początki były trudne, bo pierwsze posty to były w zasadzie przeniesienia tekstów z nieczynnego portalu „Stereo Underground”, gdzie pisywałem przez całe dwa lata – dopóki strona nie zawiesiła na długi rok działalności. Trudno mi było także pod względem dostępności urządzeń hi-fi, bo nie jest łatwo wypożyczać sprzęt do testów nie mając za sobą profesjonalnego wydawcy. Przełom nastąpił w okolicy grudnia 2011 roku – udało mi się nawiązać bliższą współpracę z pierwszymi dystrybutorami oraz salonami audio. Dalej to tak naprawdę poszło samo. Ograniczeniem dla zapoznawania się ze sprzętem audio-stereo oraz jego opisywania stał się już tylko jeden element – czas, a raczej jego chroniczny brak.

Tak czy inaczej, przez ubiegły rok kalendarzowy opublikowałem 171 postów, z których dobre ponad 100 to testy i opisy sprzętu audio oraz moich fascynacji muzycznych. Strona zanotowała ponad 150 000 indywidualnych wejść czytelników (bez wejść własnych, naturalnie), co jest ilością gigantyczną jak na polski audio-blog. Rekordowy jest każdy kolejny miesiąc – we wrześniu było to 21 500 wejść. Dziękuję, Drodzy Czytelnicy.

Dziękuję także za liczne listy, komentarze i porady – również za te krytyczne, bo pomagają mi one wszystkie lepiej kształtować teksty, a także i optymalnej dobierać urządzenia do testów, a tych jak wiadomo jest mnóstwo. Lecz nie zawsze jest on interesujący dla wielu, a jedynie dla garstki audiofilów. Generalnie, staram się dobierać sprzęt pod własne zainteresowania i fascynacje, ale czasami dopuszczam wyjątki dla zachowania zdrowej proporcji.

Plan na przyszły rok mam dość prosty – dalej wypożyczać dużo urządzeń audio-stereo, testować je w różnych konfiguracjach, a wyniki w postaci opisów, publikować. To wszystko. W tym miejscu, myślę, że warto podziękować wszystkim producentom, dystrybutorom i salonom audio, którzy zdecydowali się (i decydują się) użyczać mi sprzęt hi-fi do recenzji.

Mam zamiar wreszcie stworzyć spis testowanych urządzeń, o co pyta wielu P.T. Czytelników. Niebawem zabiorę się za testy polskiego gramofonu Fonica z Łodzi, zestawu Rega CD plus wzmacniacz, referencyjnego tunera radiowego firmy Amplifikator z Gdyni, a także przedwzmacniacza gramofonowego Amplifikator. Potem będą to różne ciekawe przewody hi-fi, kilka par słuchawek oraz kolumny ze Szwecji – Guru Audio. To absolutna nowość w Polsce.

Z poważaniem,
Ludwik Hegel

PS. Staram się urozmaicać moje teksty nieszablonowymi zdjęciami z pleneru. Proszę, więc spodziewać się różnych nietypowych planów przyrodniczych dla sprzętu hi-fi.


Matrix Quattro DAC, a w tle ORP "Błyskawica"

wtorek, 16 października 2012

Monitory Divine Acoustics Alya



Monitory Alya pozują w towarzystwie żaglowca "Dar Młodzieży"



Wstęp
Niedawno miałem możność bliższego zaznajomienia się z kolumnami Electra firmy Divine Acoustics. Testowałem je wówczas w towarzystwie kilku wzmacniaczy - były to tranzystorowe: Hegel H100, Dayens Ampino, Atoll IN30 oraz lampowy Xindak MT-3. W związku z tym, że producent zaleca przyłączać Electra do amplifikacji nie mocniejszej niż 60 Wat (a większej niż 4 Wat), skupiłem się na trzech ostatnich, a do Hegla H100 podłączałem jedynie eksperymentalnie. 

Wynik owego doświadczenia opisałem TUTAJ, a podsumowałem je takimi słowami: „Divine Acoustics Electra proponują harmonijny dźwięk z dobrze pozszywanymi podzakresami – wydaje się, że gra jeden głośnik, a nie dwa. Bogata średnica z dużą ilością detali i dobrym nasączeniem skali tonów. Soprany rozdzielcze, aczkolwiek nie przykro dominujące. Niskie tony sprężyste z dobrze zarysowanym wyrazem i masą, choć niezapuszczające się w najniższe rejestry. Kolumny wręcz predysponowane do wzmacniaczy lampowych” – najbardziej wówczas przypadło mi ich zestawienie z Xindak MT-3 na lampach EL34. Intrygujące i gorące granie, a jednocześnie czyste i precyzyjne.

Mając na uwadze powyższe korzystne wspomnienia, bardzo ucieszyłem się kiedy dowiedziałem się, że producent Divine Acoustics zaproponował mniejszą wersję udanych kolumn Electra, czyli monitorów, które otrzymały wdzięczne imię Alya. Alya to zaś tradycyjna nazwa (pochodząca z języka arabskiego) obszaru Theta z Gwiazdozbioru Węża.

Monitory Divine Acoustics Alya zostały wypożyczone z salonu audio Hi-Fi Ja i Ty w Gdańsku-Oliwie.

Budowa i wrażenia ogólne
Jak wspomniałem, model Alya to jest monitorowa wersja kolumn Electra firmy Divine Acoustics. Za funkcjonowanie tej manufaktury odpowiedzialny jest pan Piotr Gałkowski – główny konstruktor i założyciel firmy, która zlokalizowana jest w miejscowości Ozimek niedaleko Opola.

Otrzymałem następującej treści list od pana Piotra á propos monitorów Alya, wyjaśniający idę budowy Alya i ich funkcjonalność. Cytuję go w całości. "Długo wahałem się, czy obudowy mają być zamknięte, czy bass-reflex. Użyty głośnik szerokopasmowy posiada parametry, które pozwalały na zastosowanie obu rozwiązań. Jego pasmo użyteczne sięga aż 10 kHz, ale jest łagodnie tłumiony, żeby zgrać się z wysokotonówką gdzieś w okolicach 6 kHz. Głośnik ma membranę papierową niepowlekaną, przetłaczaną z papierową nakładką, wentylowanym układem magnetycznym i „strojonym” koszem. Chciałem, aby Alya była uniwersalna pod względem ustawienia, żeby mogła grać w zestawie kina domowego i w stereo… Dużo tego – im więcej możliwości, tym robi się trudniej.

Priorytetem stała się komunikatywność, otwartość brzmienia i prawidłowa reprodukcja głosu. Alya nie będzie miała przepastnego basu, bo to niemożliwe. Oczywiście, można stłumić wyższą średnicę i przytępić górę, żeby basu było „więcej”, ale wtedy to byłoby brzmienie głuchego radyjka. A przecież nie o to chodzi. Dla głośników Alya wymyśliłem trzy zadania:

1. Zestaw miniaturek stereo, grający z małą lampką, w małym mieszkaniu w bloku. Dla kogoś, kto lubi słyszeć dużo w dźwięku, przebierać między kablami, pielęgnować swój system, ale ograniczony jest miejscem, ma pokój 10 – 12 metrów (jakich pełno w naszych polskich blokach) i ważniejsza jest dla niego transparentność i wykorzystanie pierwszego wata ze wzmacniacza wieczorem, gdy ma chwilę spokoju, niż moc i wielkie poziomy głośności (sam często słuchałem tych maluchów koło 2 -3 w nocy z potencjometrem prawie na minimum – niech będzie to konfiguracja większych wieczornych słuchawek).

2. Drugi zestaw do sypialni – szeroka komoda, głośniki postawione po bokach, stojące niemal przy ścianie, a żona nie marudzi, że coś kanciastego stoi jej w sypialni i zajmuje dużo miejsca… Dźwięk nie męczy, a odpowiednio dobrany repertuar staje się „prorodzinny”.

3. Salon, zestaw kina domowego, który znika w pomieszczeniu. Wtedy z zestawie znajdują się 4 sztuki Alya i centralny Maia (premiera niebawem). Wszystkie głośniki wiszą na ścianach, są płaskie i nie zajmują dużo miejsca. Do tego zestawu dołączony jest subwoofer, wtedy basu nie brakuje, a Alya potrafi zagrać głośno, więc stworzy całkiem przyzwoitą przestrzeń i wrażenia podczas oglądania filmów nawet w 35 metrach powierzchni. A co najważniejsze, dialogi będą zrozumiałe.

Wybór padł na obudową zamkniętą, wtedy Alya powieszona na ścianie nie zmienia wiele w barwie głosu ludzkiego i pozwala na dość swobodne jej ustawienie (powieszenie). W konfiguracji pierwszej, z dobrą lampą i precyzyjnie ustawiona stworzy dobrą scenę i uzyska równowagę w paśmie”.

Od siebie dodam, że podobnie jak Electra, tak i Alya reprezentują wysoki poziom estetyczno – montażowy. Te kolumny są po prostu piękne. A projekt, trzeba przyznać – bardzo nietypowy; nie przychodzi mi do głowy żaden analogiczny przykład. Spłaszczony monitor (a w zasadzie płaski) z zaokrąglonymi bokami w obudowie zamkniętej. Taka mini-odgroda. Do tego przyozdobiona wysmakowanym wzornictwem – imitacja skóry położona na dużej powierzchni i wkomponowana w okleinę drewnopodobną, dobrze drewno naśladującą. Zaś po środku frontów – głośniki przysłonięte metalową, matową siateczką. 

Takie coś musi podobać się naszym kobietom, które zazwyczaj kręcą nosem na zbyt duże konstrukcje kolumn i za bardzo odsłaniające widok, który najbardziej fascynuje audiofilów – nagie membrany głośników. Alya tą cechę ma dyskretnie ukrytą, a same głośniki są wysokiej jakości – pochodzą od renomowanych producentów europejskich - modyfikowane przez Divine Acoustics na potrzeby własne. Monitor można przysunąć blisko ściany – na przykład po postawieniu go na szerokiej komodzie, a nawet zawiesić na ścianie. Z tyłu są przyczepione specjalne zawieszki.

Alya mogą posłużyć jako główne zestawy stereo (raczej w mniejszym pomieszczeniu do 9 – 14 m2) lub jako głośniki efektowe. Producent zapowiada niebawem premierę kolumn centralnych Maia do tej serii. Monitory rekomendowane są do słabych (pod względem generowanej mocy) wzmacniaczy – od 4 do 60 Wat. Ten parametr predysponuje przyłączanie do wzmacniaczy lampowych, wzmacniaczy tranzystorowych pracujących w klasie A i podobnych (nie za mocnych). Co bardzo ważne - aby Alya zagrały pełnią swych możliwości niezbędne jest ich odpowiednie tak zwane wygrzanie, czyli dopasowanie (i optymalne „rozhuśtanie”) mechaniki zawieszenia głośników, elementów elektrycznych i cewek do wzmacniacza. Może to potrwać nawet do kilku tygodni.

Producent podczas konstruowania i montażu kolumn stosuje własne technologie i systemy – w modelu Alya są używane: CRC Design, RF Path, BAD, SGP. Czytelnika zainteresowanego szczegółami zapraszam na stronę firmową do zakładki „Technologie”: TUTAJ. Warto zaznaczyć, że firmowe produkty Divine Acoustics sprzedawane są oprócz Polski, także w Wielkiej Brytanii, Norwegii, Finlandii, Turcji, Rosji i w jeszcze kilku krajach.

Wymiary to: 38 x 26 x 10 cm (wysokość x szerokość x głębokość) – czyli, jak widać, monitory wcale nie są małe, lecz na pewno są niezwyczajnie płaskie. Masa jednej sztuki to 5 kg. Pasmo przenoszenia 55 kHz – 2 kHz. Zalecana moc amplifikacji 4 – 60 Wat.








Wrażenia dźwiękowe
Jako, że otrzymałem monitory nieomal nowe, dałem im czas na adaptację, czyli na wygrzanie – grały kilkanaście godzin przyłączone do wzmacniacza Dayens Ampino (test TU) o mocy 2 x 25 Wat, który sączył sygnał z tunera analogowego.

Na początek odsłuchów postawiłem monitory Alya na szerokiej komodzie w sypialni o powierzchni 18 m2. Jako źródło posłużył serwer muzyczny CocktailAudio X10 (test TU), z którego kablem optycznym sygnał został wyprowadzony do zewnętrznego przetwornika cyfrowo-analogowego Muse Audio Mini TDA1543 DAC (test TU), a stamtąd kablem analogowym do wzmacniacza Dayens Ampino. Nawiasem mówiąc, ten wzmacniacz jest jednym z moich ulubionych.

Dźwięk z Divine Acoustics Alya okazał się być wyjątkowo żywy i zwarty. Bez problemu napełniający szczelnym przekazem cały pokój odsłuchowy. Co ciekawe, szerokość sceny wydawała się być bardzo panoramiczna, a głośniki zupełnie „zniknęły” z pomieszczenia. Źródła pozorne często lokowały się poza linią kolumn, na ich obwodzie – scena natomiast kreślona była z realną ułudą rzeczywistej - na poziomie rzetelnych kolumn klasy średniej. Wiarygodnie i dobrze rozdzielczo. Instrumenty były dobrze odseparowane od siebie i otrzymały ściśle przyporządkowane miejsce w przestrzeni – na tyle dobrze, na ile pozwalał im wzmacniacz, czyli całkiem dobrze jak na standardy audiofilskie, lecz nie wybitnie. Optymalnie, można rzec, bo Dayens Ampino stoi po stronie syntezy, a nie analizy dźwięku – tu nie ma znaczenia jakiej muzyki się słucha, bo zawsze podawana jest ona ze zbliżoną stylistyką tonalną – przyjemną i łatwo akceptowalną, wpadającą w ucho. W związku z powyższym, chcę powiedzieć, że wzmacniacz Ampino i monitory Alya bardzo przypadły sobie wzajemnie do gustu. Wzmacniacz różnicuje nagrania w stopniu, w jakim to jest wymagane, a monitory otrzymawszy taki sygnał reprodukują go na wysokim poziomie spójności, z dobrą równowagą i sporą rozdzielczością.

Tak, jak pisał pan Piotr Gałkowski w swoim liście, nie należy spodziewać się mocarnego basu z Alya, bo nie to było priorytetem w ich konstrukcji. Niskie tony oczywiście są obecne w przekazie i całkiem nie mało ich jest, ale rzeczywiście bas jest mocno ograniczony. W żadnym stopniu to nie przeszkadza w klarownym i pełnym odbiorze muzyki, szczególnie przy niższych natężeniach głośności. Bas w dużym stopniu jest typowy dla takiej konstrukcji skąpy, ale coś za coś – tu dźwięk jest niezwykle komunikatywny, otwarty, a nawet szczery, ale za tą cenę pozbawiony sztucznie napompowanych niskich tonów. Ten kompromis jest korzystny dla wydobywania emocji zawartych w nagraniach, kreowania intymnego nastroju muzyki i jej ogólnej plastyki. Esencji przekazu.

Wokal Diany Krall z płyty "Glad Rag Doll” (Universal - 2012 r.) zabrzmiał soczyście, z wybornym nasyceniem i przekonująco, a zespół towarzyszący przestrzennie i z wiarygodną obecnością instrumentów. Czytelnie. Entuzjastycznie, lecz nie z gigantyczną dynamiką. Perfekcyjnie prawdziwa reprodukcja głosu to silna strona opisywanych kolumn – Diana zaśpiewała w mojej sypialni bardzo charyzmatycznie i intymnie, jednocześnie.

Alya zapewniają wierne odwzorowanie sceny, ale nie lubią zbytniego rozkręcania gałki potencjometru lub w stopniu umiarkowanym. Ten fakt, nie oznacza, że monitory Divine Acoustics nie potrafią zagrać głośniej (bo potrafią), a jedynie, że optymalne umiejętności pod tym względem umiejscowione są po stronie budowania wyważonego i proporcjonalnego klimatu i nastroju, a nie monumentalności, czy efekciarstwa.






Kilka dni później przeniosłem kolumny Alya do większego pokoju (około 30 m2) zaadoptowanego akustycznie 10. panelami rozproszająco - absorbującymi Vicoustic Wave Wood. Postawiłem je (a w zasadzie przykręciłem) na dedykowanych podstawkach, które otrzymałem bezpośrednio od producenta - firmy Divine Acoustics. Przy okazji warto wspomnieć, że podobnie jak monitory, tak i podstawki reprezentują ten sam, wysoki poziom montażowo – estetyczny. Utrzymane są w tej samej stylistyce – dużo czarnej skóry oraz efektownej imitacji drewna. Wszystko ładnie poprzyklejane i skręcone. Super.
 
Podstawki w środku zasypane są wyprażonym piaskiem, więc ich masa jest dość duża. Od dołu przykręcone są do okrągłego cokołu o owalnym kształcie, do którego od spodu wkręca się 4. wysokie kolce. Cokół pokryty jest czarną skórą (a raczej jej dobrym substytutem). Może być ustawiany szerszą lub węższą częścią do przodu – w zależności od upodobań oraz ilości wolnego miejsca za podstawkami. Wybrałem tę pierwszą wersję, by móc kolumny przysunąć jak najbliżej stolika audio, który tworzył naturalną barierę od tyłu.

Głośniki Alya na firmowych podstawkach stoją bardzo stabilnie (przykręcone 4. długimi śrubami każda), a także, co tu dużo mówić – prezentują się wizualnie atrakcyjnie. W stylu designu włoskiego. Niestety, żadne moje zdjęcie nie jest w stanie oddać ich prawdziwej urody – czarna skóra i ciemny materiał okleiny nie sprzyjają fotoamatorom, dlatego w tym celu posiłkuję się zdjęciami z firmowej strony.

Alya zostały przyłączone do wzmacniacza Naim Nait XS o mocy 2 x 60 Wat, a za źródło posłużył odtwarzacz płyt Naim CD5 XS oraz gramofon Clearaudio Emotion.

System Naima XS wydobył z monitorów dodatkowe warstwy rozdzielczości, zbudował szerszą, ale nie głębszą scenę, a instrumenty wyposażył w bogatszą aurę i pogłosy. Jednak trzeba zaznaczyć, że w pomieszczeniu o większej powierzchni konieczne jest precyzyjne ustawienie kolumn, bo optymalne przynosi więcej informacji i lepiej przestrzennie skupionych. Najwyraźniejszym atutem Alya jest zakres średnio-wysokotonowy (o czym już pisałem wcześniej), tu najbardziej imponuje przejrzystość nagrań, a także spójność i plastyczność dźwięku. Jego szczera naturalność oraz, co chyba najważniejsze – przestrzenność. Jest tu doskonała komunikatywność oraz wiarygodność lokalizacji źródeł pozornych - są czytelnie ogniskowane w trójwymiarze. Efektownie i z dużą emfazą. Słuchanie wokali to prawdziwa przyjemność – soczystość, wyraźność i barwa głosu ludzkiego są wysokiej klasy.
Soprany zapewniają duży wgląd w strukturę muzyki, są doskonale wyraziste, lecz nie kłują przykrą ostrością.

Trzeba również mieć na uwadze, że wzmacniacz Naim Nait XS przekazuje Alya dużo swojej endogennej kultury i indywidualnego czaru - specyficznego, bo stojącego po ciemnej stronie dźwięku – lekko zdystansowanego, a nawet flegmatycznego. Ale i pięknego jednocześnie. Polskie monitory ową angielską manierę przyjęły naturalnie i zapewniły większe otwarcie dźwięku, większą jego dyspersję i szybkość niż Naim im dostarczył. Tak, tu nastąpiła pewnego rodzaju synergia dla obopólnych korzyści.

Jeśli natomiast chodzi o niskie tony, to było ich w powyższym zestawieniu mniej niż z Dayens Ampino (i w mniejszym pomieszczeniu, przypominam). Podobnie rzecz miała się z dynamiką i masywnością dźwięku – była, ale nie w nadmiarze. W intymnych ilościach, lecz w stopniu satysfakcjonującym. Akceptowalnym. Z kolei, najlepsza harmonia tonalna (i bit) była odczuwalna przy umiarkowanych poziomach natężenia dźwięku.

Myślę, że warto ustawiać Alya w mniejszych pomieszczeniach, by ich wysoki potencjał brzmienia był w pełni, w 100% wykorzystywany, bo wart jest tego bez żadnych wątpliwości. Na dużej powierzchni powyżej 15 - 20 m2 ich dźwięk może wydawać się „niepełny” – niezbędny jest dodatek skutecznego subwoofera dla zapewnienia komplementarności przekazu i jego odpowiedniego nasycenia.











Podsumowanie
1. Monitory Divine Acoustics Alya to przykład nietypowej konstrukcji á la mini-odgroda, czyli bardzo płaskiej kolumny w zamkniętej w pięknej powłoce. Estetyką przypominającą najlepszą szkołę włoskiego designu i na pewno znajdujące uznanie wśród płci pięknej. Obudowa typu zamkniętego, brak wylotu bass-refleksu. W zestawie dedykowane podstawki (za dodatkową opłatą).
2. Kolumny preferujące zakres górno-średniotnowy. Bas nie jest sztucznie podkolorowany – jest go tyle, ile zdoła wyprodukować głośnik średnio-niskotonowy umieszczony w niedużej obudowie zamkniętej. Można go nazwać fizjologicznym, lecz nienachalnym. Jednak ma miły bit oraz niezłą sprężystość. Alya używane jako głośniki do stereo najbardziej sprawdzają się do pułapu umiarkowanych poziomów głośności – zapewniają gęste, acz harmonijne granie o wspaniałej przestrzeni, bardzo dobrej lokalizacji źródeł pozornych oraz rozciągniętej panoramie stereofonicznej.
3. Alya mogą być aplikowane w różnych konfiguracjach – jako kolumny frontowe w stereo w niedużych pomieszczeniach podłączone np. do wzmacniacza lampowego, jako cztery kolumny powieszone na ścianach w dużym pokoju plus subwoofer i głośnik centralny lub jako zestaw sypialniany zapewniający spokojne, intymne granie. W teście Alya najlepiej wypadły w zestawie z wzmacniaczem niedużej mocy (Dayens Ampino 2 x 25 Wat) w pomieszczeniu około 18 m2. W większym (około 30 m2) brakowało nieco „ciała” oraz niskich zakresów, lecz przekaz przy niższych poziomach głośności można nazwać czarującym.
4. Polski produkt wysokiej klasy, wielofunkcyjny - i co ważne - niebanalnej urody. Szczerze polecam. Najlepiej do niewielkich pomieszczeń.

Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacze: Naim Nait XS, Hegel H100 oraz Dayens Ampino (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacz Naim CD5 XS, serwer muzyczny CocktailAudio X10 (test TU), komputer MacBook Apple, a także przetworniki cyfrowo-analogowe Wyred 4 Sound DAC-2 (test TU) oraz Matrix Quattro DAC (test TU), a także Muse Audio Mini TDA1543 DAC (test TU).
Źródła analogowe: gramofon Clearaudio Emotion oraz magnetofon kasetowy Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, PMC Twenty.21 (test TU) oraz Usher S-520.
Okablowanie: Audiomica Laboratory oraz Ear Stream, a także Oyaide Tunami Terzo RR (test TU).
Akcesoria: panele akustyczne Vicoustics Wave Wood - 10. sztuk (test TU), platforma antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU) pod gramofonem, stoliki audio Ostoja T3 oraz VAP, standy pod monitory VAP, a także akcesoria firmy Sevenrods – zatyczki do gniazd RCA oraz jumpery do terminali głośnikowych kolumn (test TU).

Dane techniczne
Dostępne na stronie producenta Divine Acoustics TUTAJ.

Zdjęcia nr 4, 5 i 6 pochodzą ze strony Divine Acoustics.