Polpak

poniedziałek, 18 marca 2024

Naim Nait 50, wzmacniacz zintegrowany



 
Naim Nait 50, czyli "powrót do przeszłości" (zdjęcia za Naim Audio)





Wstęp
Coraz częściej wielu różnych producentów sprzętów hifi (i nie tylko hifi!) decyduje się na wskrzeszenie lub przywrócenie do produkcji dawnych modeli swych urządzeń albo konstruuje nowe, ale w znacznym stopniu na nich oparte bądź przynajmniej do nich nawiązujące. Niekiedy więc są to nieomal kopie 1:1 (co jest trudne technologicznie, bo przecież niełatwo dziś o oryginalne komponenty/podzespoły, które były dostępne na rynku jakieś 30-40 lat temu) lub przynajmniej jakaś wariacja, "remake". Zdarzają się także urządzenia, które są zupełnie nowe, a tylko stylistycznie nawiązujące do lat minionych - wzornictwem, technologią, stylem gry etc.

Dlaczego tak się dzieje? Najczęściej głównym powodem jest zapotrzebowanie rynku na urządzenia vintage spowodowane nostalgią użytkowników hifi za tym, co było kiedyś, chęcią kupna tego, co się kiedyś miało, albo chciało się mieć, ale nie można było mieć itp. Poza tym można też zaobserwować modę na dawne sprzęty. Ale niekiedy kopiowanie dawnego sprzętu hifi ma rzeczywisty sens i uzasadnienie. Dużą wartość. Tu dobrym przykładem mogą być głośniki BBC (np. model LS3/5A) - ten standard nigdy się nie zestarzał. Wciąż zadziwia znakomitym dźwiękiem, budzi respekt wzorcową reprodukcją wokali i instrumentów.
 
Podsumowując, powodów dla przywrócania do życia dawnych urządzeń hifi jest bardzo wiele, są różnie motywowane i są bardziej lub mniej udane, ale chyba każdy z powodów jest równie ważny i uzasadniony. Nic tylko - nam melomanom-audiofilom - cieszyć się z możliwości większego wyboru, poszerzonej oferty i dostępności wielu różnych ciekawych sprzętów audio-stereo.

Całkiem niedawno dotarł do mnie na testy nietypowy przybysz - to brytyjski "neo-retro" wzmacniacz zintegrowany Naim Nait 50 (zobacz TUTAJ i TUTAJ). Naim Nait 50 (albo Naim NAIT 50), czyli "50th Anniversary", bo w założeniu mający upamiętniać 50. jubileusz powstania firmy Naim w 1973 roku - dlatego też został wyprodukowany jedynie w limitowanej ilości 1 973 egzemplarzy. Jednakże Nait 50 jest bezpośrednim uhonorowaniem kultowego wzmacniacza zintegrowanego Nait 1 (i pochodzącego nie z 1973 roku, a z 1983 roku), bo właśnie na nim konstrukcyjnie i wzorniczo został oparty. Nota bene, Nait 1 był historycznie pierwszym wzmacniaczem zintegrowanym w historii Naim.

Wrażenia ogólne i budowa
Jak podaje producent, Nait 50 jest konstrukcyjnym następcą modelu Nait 1, czyli wzmacniacza zintegrowanego Naima z 1983 roku. Każda część Nait 50 została zaprojektowana na nowo. Jest to audiofilski wzmacniacz zintegrowany Naim "big box" w małej obudowie. Niektóre z nowych funkcji tej rocznicowej edycji obejmują nowy dyskretny tranzystorowy wzmacniacz słuchawkowy, który można znaleźć w serii New Classic. Co ciekawe, Naim Audio podkreśla, że niezależnie od wszelkich nawiązań wzorniczych i funkcjonalnych, nie zamierzał kopiować brzmienia historycznej konstrukcji.

Innymi słowy, Naim Nait 50 jest oryginalnym uczczeniem dla 50. jubileuszu marki Naim Audio (1973-2023) - acz jest bezpośrednim nawiązaniem wzorniczym i konstruktorskim względem modelu z 1983 roku, czyli modelu Nait 1 z 1983 roku. Jednocześnie jest zaopatrzony w nowe rozwiązania technologiczne i "zaprojektowany na nowo", grający inaczej niż historyczny model. Dodatkowo został wyposażony w zupełnie współczesny wzmacniacz słuchawkowy wzięty z serii "New Classic". Czyli model Nait 50 to taki "staro-nowy" konglomerat, choć zaproponowany w wintadżowej obudowie zapożyczonej wprost z modelu pochodzącego sprzed 40. lat. Z drugiej strony wszystkie współczesne urządzenia Naim Audio trudno uznać wzorniczo za nowoczesne, bo silnie są zanurzone w przeszłości brytyjskiego designu / konceptu audio. I w specyficznych dlań rozwiązaniach, o czym potem.
Design. Produkty Naim są zarazem współczesne i ponadczasowe. Rezygnujemy z wszelkich zbędnych elementów ozdobnych które nie służą celom związanym z parametrami i jakością brzmienia. (Cytat za Naim Audio).

 

Pierwotny model Naim Nait 1 z 1983 roku (zdjęcie za Naim Audio, zobacz TUTAJ)

Porównanie modelu Nait 1 z 1983 roku z następną wersją, czyli Naim 2 z 1988 roku (zdjęcie pożyczone z forum Naim Audio, zobacz TUTAJ)


Dla zainteresowanych. Pełną historię modelu Naim Nait / NAIT, począwszy od Nait, poprzez Nait XS, aż do Supernait 3, można prześledzić TUTAJ na stronie Naim Audio. Polecam.

Wracając do tytułowego wzmacniacza. Naim 50 dostarczany jest w zgrabnym i estetycznym pudle o średnich rozmiarach. Pudło prezentuje się zupełnie jak klasyczne kartony sprzed pięćdziesięciu lat - z designerskimi nadrukami i wyraźnymi graficznymi odniesieniami do lat 70-tych XX wieku. Wzmaczniacz w kartonie jest unieruchomiony i zabezpieczony dwoma dużymi piankowymi formami oraz dodatkowo owinięty w folię. W zestawie nabywca otrzymuje przewód zasilający, adaptery na wtyki głośnikowe bananowe, instrukcję obsługi w eleganckim kartonowym etui. I to wszystko. Brak pilota zdalnego sterowania, brak adapterów dla gniazd DIN 5-pin (na wtyki RCA).

Design Nait 50 to typowa brytyjska prostota i styl - brak ekstrawagancji, wizualne umiarkowanie, minimum przełączników, czystość stylu oraz praktyczne rozwiązania. Wysokiej jakości materiały i pierwszorzędne wykonanie o konwencjonalnym wzornictwie hifi. Co ciekawe, Naim w modelu Nait 50 nawiązuje do brytyjskiej tradycji urządzeń o korpusach o rozmiarze połowy szerokości - zupełnie jak robił to (i wciąż robi) Cyrus, ONIX, Rega czy Exposure. 

Jak już wspominałem wcześniej, Nait 50 z 2023 roku wzorniczo jest oparty nieomal w całości na modelu Nait 1 z 1983 roku (ale także na modelu Nait 2 z 1988 roku). To taka sama kompaktowa obudowa typu "pudełko na buty" wykonana z efektownego szczotkowanego aluminium, identyczny front malowany na czarno, jednakowe cztery przyciski i podobna starodawna gałka głośności w stylu retro. Podobieństwo jest uderzające, ale są też niewielkie różnice. W miejscu pokrętła balansu obecnie jest wyjście słuchawkowe 3,5 mm, zaś dioda zasilania, kiedyś czerwona, teraz jest biała (świeci mniej intensywnie w trybie czuwania).

Poza tym opis dwóch z czterech przycisków też jest odmienny - zamiast poprzednich "tuner" i "tape" teraz są "stream" i "aux". Duża gałka głośności (usytuowana po lewej stronie frontu) jest identyczna. Karbowana, z białym promieniowym nacięciem wskazującym położenie oraz otoczona białymi kreskami skali bez opisu. Co ciekawe, producent, tak jak w wersji starodawnej Naim 1, nie zaopatrzył współczesnej w zdalne sterowanie.

Na tylnym panelu panuje pełne ...muzeum. Producent zaimplementował identyczne złącza jak w modelu Nait 1, czyli cofamy się w czasie o 40. lat wstecz do 1983 roku. To terminale głośnikowe typu Naim, czyli tunelowo wprowadzone do obudowy, które akceptują wyłącznie wtyki bananowe (w zestawie są w razie czego odpowiednie adaptery do kabli) oraz dwa starodawne gniazda liniowe typu DIN 5-pin. Nota bene Naim Audio do dziś używa gniazd DIN w swoich konstrukcjach, ale przynajmniej równolegle montuje gniazda RCA, lecz tu w modelu Nait 50 ich nie ma. To znaczy są, ale tylko dla przyłączenia gramofonu (jest też odpowiedni zacisk uziemienia). W przypadku chęci podłączenia jakiegokolwiek źródła (innego niż gramofon) należy posłużyć się odpowiednim adapterem DIN 5-pin - RCA. Innego sposobu nie ma, a producent sam z siebie takich adapterów nie zapewnia (choć Naim Audio ma w ofercie stosowne adaptery RCA na DIN).

Nowością w gniazdach DIN w modelu Nait 50 jest tylko ich opis - zamiast poprzednich "tape" i "tuner" zastosowano opisy "stream" i "aux". Poza tym zamiast przymocowania kabla zasilającego na stałe tym razem zdecydowano się na montaż gniazda IEC (wraz z zintegrowaną komorą bezpiecznika). Oczywiście, zasilanie ma napięcie przystosowane dla wartości 230 V, a nie 220 V - jak to drzewiej bywało. Dodano też przełącznik "Instant On", czyli system czuwania zasilania, który może być aktywny bądź nieaktywny.

Specyfikacja techniczna
Moc wyjściowa: 
- 25 W / 8 Ohm @0,1% THD+N
- 40 W / 4 Ohm @0,1% THD+N
- 60 W / 2 Ohm @1% THD+N
Moc wyjściowa dla słuchawek: 
- 1,5 W / 16 Ohm
Wzmocnienie (Gain):
- Phono: +40 dB (@1 kHz RIAA)
- Przed-wzmocnienie (i słuchawkowe): +16 dB
- Wzmacniacz mocy: +29 dB
Wejścia: 1 x para RCA (47 kOhm), w MM phono poziom 5 mV, 2 x 5-pin DIN (stereo, 47 kOhm) poziom liniowy, MM Phono: 47 kOhm i 100 pF
Pasmo przenoszenia: Linia: -3 dB @ 4 Hz do 45 kHz, Phono: -3 dB @ 6 Hz do 30 kHz
THD+N przy 2/3 pełnej mocy 8 Ohm @1 kHz: 0,015%
Odcięcie sygnału wejściowego (maksymalna głośność): Line: 88 mV, Phono: 710 mV
Przesłuch między kanałami: Line: 85 dB, (przy 1 kHz, 25 Watt 8 Ohm), Phono: 80 dB
Współczynnik tłumienia 8 Ohm: 36
Zużycie energii w typowym użytkowaniu: 20 W
Zużycie w trybie czuwania: < 0,5 W
Zasilanie sieciowe: 115 V lub 230 V, 50/60 Hz
Wymiary (wys. x szer. x gł.): 8,7 x 20,7 x 32,1 cm
Masa (netto): 4,5 kg

Pudło ze wzmacniaczem

A w pudle niewielka kostka wzmacniacza wciśnięta w olbrzymie piankowe formy

Ekologiczna instrukcja obsługi


Zaraz po wyjęciu z kartonu


Biała dioda zasilania

Cztery przyciski w stylu retro

I taka sama retro-gałka głośności



Naprawdę ładny design i super-wykonanie!



Porównanie wielkości obudowy i płyty CD wiele mówi o gabarytach Nait 50

Tylny panel - trzy wejścia analogowe, jedna para RCA, ale tylko dla gramofonu; pozostałe dwa, to klasyczne wejścia DIN 5-pin, a w zestawie niestety brak przejściówki na RCA...

Terminale głośnikowe akceptują wyłącznie wtyki bananowe

Streamer Silent Angel Munich M1

iFi Audio iDSD Diablo 2, Rega io oraz Naim Nait 50


Głośniki Musical Fidelity LS3/5A by BBC

I dodatkowo kwiatek...

Wzmacniacz stoi na szafce audio VAP

Spojrzenie na cały system odsłuchowy



Wrażenia dźwiękowe
Do wzmacniacza Nait 50 podłączałem cztery pary głośników: dwie podłogowe - Living Voice Auditorium R3 (o skuteczności 94 dB) i Pylon Audio Diamond 28 mkII (89 dB) oraz dwie podstawkowe - Morel Avyra 622 (88 dB) i Musical Fidelity LS 3/5A (82,5 dB). Wzmacniacze porównawcze to: Haiku-Audio Origami 6550 SE, Fezz Audio Titania EVO, Matrix Audio Element X2 Pure/Element P2 (przedwzmacniacz i końcówka mocy), Rega io i Pathos Classic One MKIII. Przewody głośnikowe to za każdym razem XLO UltraPLUS U6-10. Pełna lista sprzętu towarzyszącego została wymieniona na końcu niniejszego tekstu.

Na sam początek odsłuchów musiałem zaopatrzyć się w odpowiedni adapter DIN 5-pin - 2 x RCA. Bo choć w przypadku chęci słuchania z gramofonu nie ma problemu ze standardowymi złączami (bo są zainstalowane gniazda RCA), to w przypadku innych źródeł analogowych Nait 50 akceptuje wyłącznie wtyki na gniazda DIN 5-pin. Masz babo placek! Proszę spróbować pójść do sklepu RTV i kupić od ręki stosowny adapter - a gdzie tam, figa z makiem. Byłem w czterech w Trójmieście i żaden na półce takiego adaptera nie miał. Pozostał Internet. I to najlepiej oferta sklepów dalekowschodnich. Bo Naim Audio za swoje oryginalne przejściówki woła dość spore pieniądze. Ostatecznie kupiłem w Polsce (w jakimś sklepie w Katowicach) zwykły adapter kablowy DIN 5-pin - 2 x RCA o długości 1 m. Całkiem przyzwoity, choć podstawowy - cena wraz z przesyłką 35 PLN. Można było zaczynać testy.

Ale wracając do głównego tematu rozdziału, czyli wrażeń dźwiękowych. Naim Nait 50 ma rozmiary kompaktowe, parametry mocy też nie są duże - 25 W / 8 Ohm i 40 W / 4 Ohm. Wydaje się, że takie niewielkie "pudełko" o teoretycznie skromnej mocy nie może w pełni wydajnie i produktywnie grać. A tymczasem przedmiotowy Nait 50 to prawdziwy demon siły, energii i potęgi dźwięku. As pulsującego rytmu i dynamicznej motoryki. Może nie wstrząśnie każdymi głośnikami podłogowymi, ale na pewno je mocno i skutecznie rozrusza. Napełni atletycznym impetem. Szczególnie te o wysokiej efektywności, czyli co najmniej 90 dB. Taka sprawność przetwarzania mocy elektrycznej (pochodzącej ze wzmacniacza) na moc akustyczną w przypadku Naim 50 jest bardzo przydatna i opłacalna, choć wcale niekonieczna. O czym dalej.

Już na początku skali odkręconego potencjometru jest naprawdę głośno, energetycznie i żywiołowo, a dalej jest jeszcze lepiej - dźwięk jest mocny, żywy i efektywny. Emocjonalny. O przyzwoitym ciśnieniu akustycznym i słusznym uderzeniu. Nie jest to oczywiście poziom sali koncertowej, lecz rzetelne nagłośnienie całego pokoju odsłuchowego o klasycznych, średnich rozmiarach / kubaturze. Inna sprawa, że wzmacniacz już w okolicy połowy skali potencjometru zaczyna się zdeczka dusić i brakuje mu utrzymania proporcji i równości. Rozlewa się. Bardzo głośno nie da się słuchać bez zniekształceń. Ale cicho, umiarkowanie głośno i głośno jak najbardziej tak. Przekaz do tego poziomu jest fantastyczny, potem trzeba uważać na przestery. Zapas mocy we wzmacniaczu jest duży, ale nie największy.

Dźwięk jubileuszowego Naima najprecyzyjniej można określić jako szybki, entuzjastyczny oraz angażujący. Bardzo muzykalny, obecny i ekspresyjny, ale także szczegółowy i przejrzysty. Pogłębiony. Budujący realistyczne i nasycone obrazy dźwiękowe - sugestywne i plastyczne kompozycje. Otóż moc znamionowa nie zawsze idzie w parze z mocą rzeczywistą / praktyczną. Te z pozoru niewiele 25 watów mocy (przy głośnikach 8 Ohm) przynosi relatywnie bardzo dużo dobrego dźwięku o autentycznym wyrazie i strukturze. Warto też przypomnieć, że dawny wzmacniacz Naim Nait 1 dysponował jedynie skromną mocą 15 watów...

Tytułowy Naim lubi eksponować średnicę, ale czyni to elegancko i z rozmysłem. W sposób wyrafinowany. Wokale, trąbki, saksofony czy fortepiany mają podkreśloną tonalność, są mocniej akcentowane, wyróżniane z tła. Dzięki temu przekaz jest dość bezpośredni, obejmujący i wciągający słuchacza w muzykę. Średnie tony są klarowne i żywe, sprężyste. Bardzo dźwięczne i rytmiczne. Kształtne oraz foremne. Umięśnione. Ich rozkład na scenie jest szeroki, wręcz panoramiczny, nieco gorzej sprawa wygląda z głębią, bo ta nie jest zbyt przepastna. Przekaz koncentruje się na pierwszych planach, mniej na drugich, a trzecie stanowią jedynie dalekie tło. Horyzont zdarzeń, dystans odległości. Ale ogólnie trójwymiar ma przyzwoite rozmiary i zapewnia optymalną ułudę 3D. Dobrze się tego słucha.

Zaletą wzmacniacza Nait 50 jest jego szczera bezpretensjonalność dźwiękowa - brzmienie jest naturalne, soczyste, kaloryczne, dopełnione, ale nie przepakowane i nie przeładowane. Całkowicie zrównoważone i uniwersalne, choć też rytmiczne i motoryczne, co zresztą jest cechą charakterystyczną wszystkich wzmacniaczy Naim Audio. Można stwierdzić, iż brzmienie jest potężne i subtelne jednocześnie. A przy tym pozbawione ostrości, ale równolegle dość dobrze wnikliwie i nieźle analityczne (ale tylko do pewnej ograniczonej granicy). Precyzyjne i płynne. 

Przekaz jest obiektywnie czysty i transparentny - jest też ładnie barwny i kolorowy, acz nie czuć dodatkowego barwienia dźwięku, posłodzenia, podniesienia temperatury. To jakby ekspozycja barw bez ingerencji w ich ciepłotę i suplementacji nasycenia. Delikatne przyprawienie. Naim gra bardzo analogowo, klimatycznie, akustycznie. W starodawnym stylu. Satysfakcjonująco. 

Trzeba odnotować też strony słabsze. Nait 50 nie jest tak przejrzysty i dokładny, jeśli chodzi o przekazywanie różnic w jakości nagrań i obrazowania ich dogłębnej struktury, jak czynią to najlepsze produkty konkurencji w porównywalnej cenie (około 14 500 PLN) jak np. Fezz Audio Titania EVO czy TEAC AP-701. Tamte są w stanie zapewnić dźwięk na większą skalę, z większą ilością szczegółów i bardziej rozległym niskim tonem. Głębszym basem.

Tak, to prawda - szczegółowość i analityczność nie są najmocniejszymi atutami Nait 50, ale to nie na te właściwości konstruktorzy stawiali główne akcenty, a przede wszystkim na dobrą grywalność wzmacniacza, optymalny "performance", żwawość i dokładność dźwięku. Na okazałe walory autentyzmu i namacalność przekazu, a te są doskonałe. Wybitne. Magiczne.

Wzmacniacz słuchawkowy zaimplementowany w Nait 50 pochodzi wprost z serii "New Classic" Naim Audio i należy uczciwie podkreślić, że jest to przyzwoity wzmacniacz, ale nie najlepszy. Po prostu średni. Jakość odsłuchów na słuchawkach jest dobra, przyjemna. Jednak nie jest to tak wyraźny i szczegółowy wzmacniacz słuchawkowy jakim Nait 50 jest wzmacniaczem w porównaniu z sygnałami wyjściowymi na głośniki. Wzmacniacz słuchawkowy należy tutaj traktować jako element pomocniczy, drugorzędny wzmacniacza zintegrowanego, a nie jako równoległej jakości. 

Fakt, odsłuchy nie na słuchawkach nigdy męczą, są satysfakcjonujące, aczkolwiek każdy z moich wzmacniaczy słuchawkowych porównawczych był obiektywnie lepszy (w czasie testów używałem Ferrum ERCO z zasilaczem Ferrum HYPSOS, ONIX Miracle , iFi Audio iDSD Diablo 2 oraz FiiO K9 Pro ESS). Ale tak czy inaczej, to dobrze, że producent zdecydował się na montaż wyjścia słuchawkowego, bo rozszerza to uniwersalność Naim 50 o możliwość podłączenia słuchawek, nawet jeżeli jakość tego wyjścia jest przeciętna, standardowa.

Na koniec tradycyjne pytanie: jakie głośniki podłączać do Nait 50? Po części odpowiedzi udzieliłem już na początku niniejszego rozdziału, ale teraz rozwinę wcześniejszą wypowiedź. Wzmacniacz dysponuje relatywnie niewygórowaną mocą 25 watów (przy obciążeniu głośników 8 Ohm), a więc nie są to porażające wartości techniczne. Jednakowoż owe 25 watów z powodzeniem i kulturą trzęsie nawet dużymi głośnikami podłogowymi. Skutecznie, żywo i energetycznie. Ze sporym drajwem. Motorycznie. Z optymalnym przyśpieszeniem. Ale czyni to w ograniczony sposób - na początkowych poziomach głośności jest bardzo dobrze, znakomicie. I tak dzieje się aż do umiarkowanego poziomu natężenia głosu, potem robi się średnio, a przy dużym odkręceniu potencjometru w prawo - pojawiają się przesterowania. Dlatego warto wiedzieć, że Naim 50 ma pewien limit, poza który nie przejdzie. Nie przekroczy.

Stąd, kiedy chcieć naprawdę głośno słuchać (ale bez przesady), warto do Naim 50 podłączać głośniki o wysokiej skuteczności powyżej 90 dB. Wówczas może być znakomicie, genialnie. Zupełnie jak przy wzmacniaczach lampowych. Podczas swoich testów podłączałem cztery pary głośników: dwie podłogowe Living Voice Auditorium R3 (o skuteczności 94 dB) i Pylon Audio Diamond 28 mkII (89 dB) oraz dwie podstawkowe - Morel Avyra 622 (88 dB) i Musical Fidelity LS 3/5A (82,5 dB). Muszę przyznać, że wszystkie cztery pary zagrały przyjemnie, żywo i radośnie. Z bogatym i plastycznym dźwiękiem, ale ja nie słucham głośno. A na umiarkowanej skali siły głosu. 

Jeżeli natomiast ktoś lubi koncertowe, wypełnione granie (i koniecznie chce słuchać na Naim 50, a nie na innym, mocniejszym wzmacniaczu), to zdecydowanie polecam głośniki typu Living Voice Auditorium R3 o efektywności 94 dB na papierowych przetwornikach. Dopasowanie i kompatybilność dźwięku jest ważna przy wzmacniaczu Nait 50 dla osiągnięcia kompletu synergii na linii głośniki / amplifikacja.

Konkluzja
Naim Nait 50 to wzmacniacz przygotowany na jubileusz 50-lecia firmy Naim Audio, konstrukcyjnie i wzorniczo oparty na kultowym modelu Nait 1 z 1983 roku. Wyprodukowany w limitowanej ilości 1 973 egzemplarzy. Zaopatrzony we współczesne rozwiązania technologiczne i "zaprojektowany na nowo", grający nieco inaczej niż historyczny model. Nait 50 oferuje nad wyraz angażujący i efektywny dźwięk o spontanicznej sygnaturze - żywy, nasycony, dynamiczny. Z super-efektowną średnicą, motorycznymi basami i nieco oddalonymi sopranami. Detaliczność poprawna, ale nie najwyższa. Poza tym ograniczony zapas mocy powoduje konieczność rozważnego doboru głośników. Jednakże w ogólnym rozrachunku "staro-nowy" Nait 50 reprezentuje "100 % Naima w Naimie", czyli dźwięk, który od razu się podoba i zapewnia znakomite wrażenia odsłuchowe. Moja szczera rekomendacja!

Cena w Polsce - 14 499 PLN.

Rekomendacja dla Naim Nait 50!!!

Za:
- model kolekcjonerski, wyprodukowany w limitowanej ilości 1 973 sztuk
- wysoka renoma Naim Audio
- znakomite wykonanie, perfekcyjny montaż i wykończenie
- aluminiowa obudowa
- kompaktowe wymiary
- ponadczasowy design, wysmakowane wzornictwo
- choć też oszczędne, zrównoważone
- pokładowy przedwzmacniacz gramofonowy MM
- oraz wzmacniacz słuchawkowy (zaczerpnięty z serii New Classic Naim)
- dwa solidne wejścia liniowe DIN 5-pin
- oraz para wejść RCA dla przyłączenia gramofonu 
- w zestawie adaptery na "gołe" kable
- efektowne brzmienie typu high-fidelity 
- rasowy / ponadczasowy dźwięk Naim
- nawiązujący do legendarnego / kultowego modelu Nait 1 z 1983 roku
- z którego czerpie brzmieniowe inspiracje, ale nie naśladuje
- motoryczny, żywy i dynamiczny przekaz
- który szybko przejmuje kontrolę nad głośnikami
- brzmienie nasycone, soczyste i plastyczne
- rewelacyjna średnica!
- głęboka, gładka, ciepława, gęsta
- znakomity rozkład przestrzenny instrumentów na scenie (szczególnie na pierwszym planie)
- wyjątkowo angażujący przekaz, ale nie męczący, kulturalny
- klasyczny dźwięk Naim, który jest niepodrabialny, bardzo charakterystyczny, uzależniający
- w całości wyprodukowano ręcznie w UK, w Europie
- rekomendacja Stereo i Kolorowo!

Przeciw:
- brak pilota zdalnego sterowania
- w zestawie brak adaptera na gniazda DIN 5-pin - RCA
- specyficzna odmiana brzmienia "sound by Naim", która znacząco odbiega od audiofilskiej neutralności
- przekaz w starodawnej sygnaturze nie każdemu przypadnie do gustu
- scena szeroka, ale nie głęboka
- ograniczona selektywność i analityka brzmienia
- pokładowy wzmacniacz słuchawkowy jedynie poprawny, przyzwoity
- niska moc amplifikacji powoduje konieczność bardzo rozważnego doboru głośników
- nie jest tanio.

System odsłuchowy
Pomieszczenie odsłuchowe: 30 m2, z częściową adaptacją akustyczną - ustroje Vicoustic Wave Wood - 10 sztuk.
Wzmacniacze: Haiku-Audio Origami 6550 SE (test TU), Fezz Audio Titania EVO (test TU), Matrix Audio Element X2 Pure/Element P2, Rega io i Pathos Classic One MKIII (test TU).
Kolumny podłogowe: Living Voice Auditorium R3 (test TU) i Pylon Audio Diamond 28 mkII (test TU).
Kolumny podstawkowe: Martin Logan Motion 35XTi (test TU), Morel Avyra 633, Musical Fidelity LS3/5A i Paradigm Founder 40B (test TU).
Monitory aktywne: SoundRite SB26 (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-Pro (test TU).
Odtwarzacze sieciowe: Rose RS150 (test TU), ONIX Miracle (test TU), Matrix Audio Element S (test TU), Matrix Audio Element X2 Pure i Silent Angel Munich M1 (test TU).
Platformy strumieniujące: Qobuz, Apple Music i Tidal; aplikacja Roon Lab. 
DAC-i/wzmacniacze słuchawkowe: Ferrum ERCO z zasilaczem Ferrum HYPSOS (test TU), ONIX Miracle, FiiO K9 Pro ESS i Lampizator Amber 3 DAC (test TU).
Komputer: Dell Latitude 7390.
Smartfony / tablet: iPhone 13, iPhone XR oraz iPad Air 4.
Gramofony: Nottingham Analogue Horizon (test TU) i New Horizon GDS II.
Wkładki gramofonowe: Ortofon 2M Black (test TU), Ortofon 2M Red (test TU) i Goldring Elite.
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU) i Gold Note PH-10/PSU-10. 
Radioodbiorniki: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Tivoli Model One (test TU).
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Głośnik bezprzewodowy: Mooer Silvereye 10 (test TU).
Odbiornik Bluetooth/DAC: iFi Audio ZEN Blue + zasilacz iFi Audio iPower X (test TU).
Słuchawki: Fostex TH610 (test TU), Meze 99 Neo (test TU), Final ZE8000 (test TU), Spirit Torino Pulsar Aluminium (test TU), FiiO FT3 (test TU), GoldPlanar GL850 i Final Audio UX3000 (test TU).
Listwy sieciowe: Solid Core Audio Power Supply (test TU) i ZiKE Labs Powerbox (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech Radius Stand, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU), mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU) oraz krążek dociskowy do gramofonu - Clearaudio Clever Clamp (test TU).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarz będzie oczekiwać na moderację