Polpak

EIC

Rafko

środa, 16 października 2013

Wzmacniacz Hegel H80 - zapowiedź testu

Niezmiernie miło mi poinformować Szanownego Czytelnika, że dzisiaj rano odebrałem przesyłkę zawierającą norweski wzmacniacz zintegrowany Hegel H80. Jest to absolutna światowa nowość, zresztą długo oczekiwana przez wielu melomanów. Oczekiwana, bo ma to być "coś" pośredniego (i w dobrej cenie) pomiędzy kapitalnym dźwiękowo wzmacniaczem o symbolu H100, a podstawowym, lecz też świetnym - H70. Jednak, porównując oba te wzmacniacze, okazuje się, że H100 ma bardziej dojrzały dźwięk, a H70 natomiast większe bogactwo wejść (ponieważ są tu wejścia cyfrowe optyczne, elektryczne i USB). Z kolei H80 ma już większą moc (niż H70) - 2 x 75 Wat przy obciążeniu 8 Ohm, a także bardzo rozbudowaną sekcję wejść i wyjść. Są tu dwa wejścia cyfrowe koaksjalne, dwa optyczne i jedno USB. Wśród wejść analogowych jest też wejście zbalansowane XLR. H80 otrzymał całkowicie nowy wyświetlacz - duże cyfry wyświetlane bardzo wyraźnie.

Podłączyłem już wzmacniacz Hegel H80 do prądu oraz do głośników - wygrzewam go sygnałem pochodzącym z tunera analogowego. Wieczorem zabiorę się za pierwsze odsłuchy. Jak widać na kilku zdjęciach poniżej, H80 będę porównywał bezpośrednio z H100. Czy nowość z Norwegii okaże się lepsza dźwiękowo od H100? Czy dorówna rewelacyjnemu dźwiękowi integry H100? Czy jest o wiele lepsza od H70? Jak H80 gra? - podobnie do poprzednich modeli (czyli H70, H100 i H200), czy też konstruktorzy zdecydowali się przemodelować firmowy dźwięk?

Po odpowiedzi na powyższe pytania zapraszam Drogiego Czytelnika na początku listopada, kiedy to planuję opublikować test. Na pewno zdążę przed wystawą Audio Show 2013 odbywającą się w dniach 9 - 10 listopada w Warszawie.

Dodam, że wcześniej "Stereo i Kolorowo - Underground" testowało następujące modele Hegla: wzmacniacze H70, H100 i H200, a także przetworniki c/a - HD2 i HD11.

Hegel H80 został wypożyczony od polskiego dystrybutora marki - firmy Moje Audio z Wrocławia.



Dostępna jest wersja jedynie w czarnej obudowie - zupełnie jak Ford T... 

Wyświetlacz ma duże i rozdzielcze, niebieskie cyfry/litery 


Bogactwo wejść cyfrowych

Hegel H100 kontra Hegel H80

wtorek, 15 października 2013

Monitory Martin Logan Motion 15










Wstęp
Po raz pierwszy testuję sprzęt firmy Martin Logan. Jednakowoż wielokrotnie miałem kontakt z jej produktami, które zawsze wywierały na mnie piorunujące wręcz wrażenie. Dlaczego? – pewnie Czytelnik zapyta. Ano dlatego, że Martin Logan jest liderem konstruowaniu hybrydowych kolumn głośnikowych często zwanych elektrostatycznymi. Pamiętam, jak słuchałem modelu Martin Logan Ethos, który łączy w sobie klasyczną niskotonową membranę bierną, aktywny głośnik niskotonowy (subwoofer) zamontowane w szerokiej podstawie, wraz z wystającym z niej wysokim, cienkim stojakiem (panel) z zamontowaną w nim folią, która pełni rolę przetwornika elektrostatycznego. Wrażenia zarówno wizualne, jak i dźwiękowe były wspaniałe. Wobec tego, kiedy zatelefonował do mnie przedstawiciel polskiego dystrybutora marki, firmy Polpak z Warszawy z propozycją testu kolumn Martin Logan, bardzo ucieszyłem się. Oczami wyobraźni widziałem już wielkie kolumny elektrostatyczne stojące w moim pokoju odsłuchowym, a siebie – siedzącego na kanapie przed nimi i upajającego się ich dźwiękiem niczym Wokulski absyntem. Jednak podczas rozmowy, okazało się, że mają to być małe monitory o nazwie Motion 15...  Poczułem się nieco rozczarowany, ale szybko stało się jasne, że było to całkowicie niesłusznie odczucie, bo te maluchy są więcej niż zachwycające. Ale należy zacząć tę historię od początku.

Nazwa przedsiębiorstwa pochodzi od (drugich) imion dwóch założycieli: Gayle Martina Sandersa oraz Rona Logana Sutherlanda, którzy w 1979 roku zarejestrowali firmę w mieście Lawrence w stanie Kansas (USA). Obaj panowie już wcześniej dzielili pasję konstruowania kolumn elektrostatycznych i z tą myślą powołali do życia firmę. Opracowanie pierwszego prototypu zajęło im około rok – w tym celu zorganizowali zespół badawczo – rozwojowy. W 1980 roku gotowy był prototyp kolumn elektrostatycznych – dźwięk był wielce zadowalający, jednak przy wyższych poziomach głośności następowało iskrzenie wewnątrz paneli elektrostatycznych. Zaczęto więc doświadczenia z nowymi materiałami, w tym takimi stosowanymi w przemyśle lotniczym. Jako nośnika dla natryskiwanego metalu użyto folii mylarowej, którą rozciągnięto na dwóch stojanach z perforowanej stali. W 1982 roku projekt ten został nagrodą podczas Consumer Electronic Show w Chicago, a rok później na kolejnej edycji tej wystawy – panowie Sanders oraz Sutherland zaprezentowali pierwszy gotowy produkt: pełnozakresowe kolumny hybrydowe wykorzystujące ideę elektrostatyczności. Kolumny te nosiły nazwę Moonlight. W tym samym roku, założyciele postanowili nazwać swoją firmę od swoich imion: Martin Logan. Opracowano kolejne modele kolumn, zbudowano nowe montownie i magazyny. Przedsiębiorstwo bardzo szybko rozrastało się, a w 1989 i 1990 roku zostało uznane jako jedne z najszybciej rozwijających się w USA.

W 1997 roku skonstruowano najbardziej ambitne modele elektrostatyczne Statement e2, a w 1999 roku – Prodigy, które wykorzystywały rozwiązania zaaplikowane w poprzednim modelu flagowym. Natomiast Prodigy zainspirowały całą nową generację produktów elektrostatycznych: Odyssey, Acsent, Aeon i Theater. W 2003 roku wdrożono do produkcji bardziej przystępne cenowo modele pod wspólną nazwą Design Series. Były to Clarity, Mosaic, Fresco, Vignette i kilka innych. W 2005 roku nastąpiła premiera serii ESL – pojawiły się kolumny Vista, Vantage, Descent i inne. W październiku 2005 roku Martin Logan zostało przejęte przez inwestora pasywnego ShoreView Industries, który zasilił przedsiębiorstwo poważnym zastrzykiem finansowym, jednocześnie nie uczestnicząc w codziennych działaniach przedsiębiorstwa.

Dziś Martin Logan zatrudnia ponad 70 pracowników i jest ciągle intensywnie rozwijającym się przedsiębiorstwem w branży audio. W ofercie można znaleźć cztery serie kolumn: Reserve ELS (modele CLX Art, Summit X, Ethos, Montis), ELS (Theos, EFX, Stage X, Motif X), ElectroMotion (ElectroMotion ESL, ElectroMotion C2, ElectroMotion FX) oraz bardzo rozbudowaną serię Motion, do której przynależy również bohater niniejszego tekstu Motion 15. Rodzina Motion to kolumny podłogowe 10, 20 i 40 i uzupełniający je głośnik centralny Motion 30. Dostępne są również kolumny kompaktowe oznaczone kolejno numerami: Motion 2, 4 i 6 oraz kilka innych. Jak widać, firmowa oferta jest bardzo rozbudowana.
 
Oprócz klasycznych kolumn głośnikowych, Martin Logan produkuje także całe mnóstwo subwooferów, głośników montażowych i instalacyjnych. Od niedawna Martin Logan to także producent słuchawek.

Aktualna oferta wraz z cenami w PLN dostępna jest TUTAJ.

Budowa i wrażenia ogólne
Monitory Martin Logan Motion 15 w wersji high-gloss i wybarwieniu cherrywood przedstawiają się rewelacyjnie – są wykonane luksusowo i pięknie. Lakier fortepianowy rzeczywiście połyskuje jak na prawdziwym fortepianie koncertowym – jest wypolerowany na gładko. Wspaniale to wygląda. Amerykańskie kolumny mogą być ozdobą niejednego gabinetu. Ponadto montaż skrzynek, osadzenie głośników, a nawet niezwykle estetyczne maskownice (co jest rzadkością) powodują, że Martin Logan przynależą wizualnie do klasy wyższej. Warto w tym miejscu dodać, że kolumny te są wykonywane ręcznie w fabryce w Kansas w USA przez renomowanych pracowników firmy.

Rolę głośników wysokotonowych spełniają niewielkie przetworniki elektostatyczne wg. firmowego patentu, wykonane z membrany Folded Motion, czyli są to głośniki wstęgowe. Natomiast średnio-niskotonowe to 13,3 centymetrowe membrany z cienkiego aluminium. Membrana Folded Motion to ultra-cienka błona złożona na wzór harmonijki akordeonu (jego składanej i rozkładanej części), która kiedy porusza się do tyłu i w przód (dzięki dostarczanym impulsom elektrycznym) i wypycha powietrze do przestrzeni odsłuchowej. Warto wiedzieć, że powierzchnia takiej membrany jest około 8 x większa od klasycznych kopułek. Dzięki zastosowaniu takiej technologii uzyskuje się błyskawiczną odpowiedź impulsową tweetera, a także zmniejsza się zakłócenia i jednocześnie zwiększa szerokość przestrzeni prawidłowego odsłuchu. Innymi słowy, sweet spot poszerza się, a zakłócenia, typowe dla klasycznej kopułki, w dużym stopniu są eliminowane. Zarówno sekcja wysokotonowa, jak i średnio-niskotonowa osadzona jest na froncie skrzynek w specjalnych zagłębieniach, które mają za zadanie zwiększać dyspersję dźwięku, ułatwiać jego „odrywanie” od krawędzi.

Osobne słowo należy poświęcić maskownicom. Są zbudowane z lekkiego metalu, który po bokach uformowana jest w ramki, a pozostała część jest perforowana – tworzy równomierną siateczkę. Jedynie miejsce wylotu głośnika wysokotonowego (wstęgowego)  jest wycięte na jego kształt. Maskownice montowane są na magnesy, ukryte na obwodzie frontów.  Mówiąc szczerze, rzadko spotkać można kolumny, które równie dobrze prezentują się z maskownicami, jak i bez nich. Tu, ta sztuka konstruktorom bezsprzecznie udała się. Motion 15 z grillami wyglądają wspaniale, bez nich – pięknie. Trudny wybór.
Zarówno maskownice, jak i fronty kolumn przyozdobione są firmowym, ładnym logo.

Z tyłu zamontowano dość solidne, pojedyncze terminale głośnikowe, ujście bass-refleksu oraz otwór montażowy przeznaczony do podwieszenia monitorów do ściany lub do stojaków. Otwór ten zdradza, że Motion 15, oprócz funkcji klasycznego stereo, przeznaczone są też do systemu kina domowego – jako kolumny efektowe.

Masa jednej sztuki to 5,4 kg. Wymiary: 29 x 17.3 x 24 cm (W x S x G), czułość – 92 dB, impedancja – 5 Ohm. Pasmo przenoszenia rozciąga się od 60 do 25 000 Hz.


 Przetworniki elektostatyczne wg. firmowego patentu, wykonane z membrany Folded Motion złożonej w harmonijkę




Od lewej: kolumny Vienna Acoustics Mozart Grand, Gradient Helsinki 1.5 i Martin Logan Motion 15


Wykończenie skrzynek typu high-gloss w wybarwieniu cherrywood

Maskownice są idealnie dopracowane - monitory w ich towarzystwie prezentują się doskonale

Wrażenia odsłuchowe
Jako wzmacniacze używałem przede wszystkim tranzystorowy Hegel H100 oraz lampowy Egg-Shell Prestige 9WST.

Najczęściej niewielkie monitory mają znacznie obcięty bas od dołu, a także niezbyt dynamiczny dźwięk. Tu, w Martin Logan Motion 15 jest inaczej. Przekaz jest zaskakująco pełny, sowity – o dużej energii, mocy. Jest to jasny, bardzo żywiołowy, detaliczny i obszerny dźwięk. Jednak ta „obfitość dźwięku” jest odbierana jako proporcjonalna, dobrze skrojona, bo jest harmonijna i nie przesadzona. Jest to zdrowy przekaz, o wysokiej kulturze. Co ważne, Motion 15 bardzo dobrze radzą sobie z oddawaniem zjawisk przestrzennych – scena jest dobrze rozciągnięta zarówno w szerz, jak i w głąb. Źródła pozorne są świetnie lokalizowane, mocno i wyraźnie odciśnięte w przestrzeni. Mają odpowiednie rozmiary, dobrą masywność i substancję. Pogłosy są może nie tak jednoznaczne i subtelne jak w droższych konstrukcjach, ale i tak stoją na doskonałym poziomie jakościowym. Trzeba zaznaczyć, że dźwięk swobodnie „odrywa się” od krawędzi skrzynek, nie lepi się do nich. Dzięki temu, monitory „znikają” w pomieszczeniu odsłuchowym, a poziom zjawisk stereofonicznych jest ponadprzeciętny w tej klasie.

W związku z tym, że monitory mają aż 92 dB skuteczności, łatwo je wysterować niezbyt mocnym wzmacniaczem. Nawet ze wzmacniaczem lampowym o mocy 2 x 9 Wat (!) Egg-Shell Prestige 9WST zagrały lekko i bez wysiłku. Swobodnie i pełnozakresowo. Podobnie było z tranzystorem o mocy 2 x 25 Wat Dayens Ampino. O Hegel H100 nawet nie wspominam, bo jego duża moc całkowicie napędziła Motion 15, dostarczając piękną sprężystość i soczystość przekazu.

Przetworniki wysokotonowe w technologii Folded Motion zapewniają rozbudowaną dźwięczność, wysoką selektywność sopranów, a także wyrafinowaną rozdzielczość pozwalającą usłyszeć dużo szczegółów i niuansów nagrań. Jednak charakter przekazu nie jest napastliwy, nie atakujący – nie drażniący. Można napisać, że jest przyjemnie lekki, a nawet relaksujący.

Bardzo podobał mi się odsłuch płyty Kate Bush „Hounds of Love” - winylowy remaster z 2010 roku firmy Audio Fidelity. Wspaniały głos Kate zyskał piękne kolory, plastyczność i podkreślenie barwy. Charyzma i spójność wokalu została dobrze oddana przez Motion 15. Co ciekawe, niskie tony były nieźle sprężyste, prężne, a także – dość nisko schodzące. O wiele niżej, niż w niejednym innym monitorze. Dynamika i energia albumu została wybornie uchwycona, instrumenty towarzyszące - dobrze przekazane przestrzennie, a także dźwięcznie.

Z kolei winyl elektronicznego niemieckiego kwartetu Kraftwerk „Techno Pop” reedycja 2009 r. zademonstrował bogactwo możliwości monitorów Martin Logan. To, że zagrały mocno i dobitnie, to już mnie nie dziwiło, mając na uwadze poprzednie ich dokonania, ale to, że świetnie oddały atomowy bas – już tak. Bowiem niskie tony okazały się być sprężyste, dobitne i świetnie rytmiczne. Z dobrym tempem, wybornym rytmem, kapitalną mocą. Ponadto, średnica była dobrze skomponowana, gęsta i kipiąca od energii. Bardzo rasowa.

Podsumowując, monitory Martin Logan to maluchy, które są stworzone do grania muzyki w sposób żywiołowy i radosny - pełny, a czynią to w wielce klasowy oraz urzekający sposób, wyrównany i barwny - bez odczuwalnych ostrości dźwięku, czy nachalności. To są cechy prawdziwego hi-fi.

Konkluzja
1. Martin Logan Motion 15 to piękne wykonie stolarki w lakierze high-gloss cheryywood, wspaniałe dopracowane detali, wyśmienity, luksusowy projekt. Trudno tymi kolumnami nie zachwycić się. Będą prawdziwą ozdobą każdego pokoju odsłuchowego.

2. Monitory mają zastosowany jako głośnik wysokotonowy cienką folię złożoną w harmonijkę - dzięki takiej konstrukcji uzyskano lepsze parametry dźwięku oraz niższe zakłócenia. Głośnik średnio-niskotonowy wykonany jest z aluminium. Front kolumn zasłonięty jest mocowanymi na magnesy maskownicami z perforowanego cienkiego metalu. Ich wykonanie jest rewelacyjne.

3. Dźwięk jest pełny i obfity – mocny i energetyczny. Są tu silne, sprężyste basy (zadziwiająco nisko schodzące jak na monitory); bogata średnica, o niezłej selektywności i wybornej przestrzeni oraz stereofonii; są dobrze zróżnicowane soprany – dźwięczne i dokładne, lecz przyjazne dla uszu.

4. Owszem, kolumny mają pewne braki w rozdzielczości, niedomogi w oddawaniu bardzo gęstych nagrań, czy deficyt najniższego basu  - lecz te cechy rekompensowane są piękną barwą kolumn, ich żywą spontanicznością oraz ogólną harmonią dźwięku.

5. Monitory Motion 15 świetnie sprawdzą się jako nagłośnienie niewielkiego pokoju (do 20 m2), jako monitory bliskiego pola lub jako uzupełnienie kina domowego (kolumny efektowe).

6. Martin Logan to kultowa marka. Motion 15 to świetne monitory. Piękne wizualnie i tak samo grające. Rekomendacja.

Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacze: Hegel H100 (test TU), Egg-Shell Prestige 9WST (test TU), Dayens Ampino (test TU), a także komplet przedwzmacniacza i dwóch monofonicznych końcówek mocy Rotel RC-03/Rotel RB-03/Rotel RB-03.
Kolumny: AudioSolutions Rhapsody 80 (test TU), Gradient Helsinki 1.5 (test TU), Vienna Acoustics Mozart Grand, Studio16 Hertz Canto Two (test TU), Pylon Topaz 15 (test TU), Rega RS1 (test TU) i Usher S-520.
Źródła cyfrowe: odtwarzacz Musical Fidelity A1 CD-PRO, iPad 3 Apple (test TU) oraz NuForce Air DAC (test TU).
Gramofony: Clearaudio Emotion oraz Roksan Radius 5.2 (test TU).
Przedwzmacniacz gramofonowy: Ri-Audio PH-1 (test TU).
Wkładki gramofonowe: Goldring 2100, 2300 i Legacy (test TU), Audio-Technica AT-F3/III (test TU) oraz Clearaudio Aurum Classic Wood.
Okablowanie: Audiomica Laboratory w tym seria Pirop Reference (test TU), DC-Components (test TU) i Nameless (test TU).
Akcesoria: panele akustyczne Vicoustic Wave Wood (10. sztuk) na ścianach (test TU), podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU) pod gramofonem, stopy antywibracyjne BW40 Rogoz-Audio (test TU) pod wzmacniaczem oraz zatyczki do gniazd RCA Sevenrods Dust Caps RCA (test TU), a także reduktor zakłóceń sieci elektrycznej DC-Blocker DCB1 firmy Tomanek (test TU).

Dane techniczne
Dostępne na stronie polskiego dystrybutora marki Martin Logan, firmy Polpak: TUTAJ.
Link na firmową stronę Martin Logan: TUTAJ.


czwartek, 10 października 2013

Gramofon Roksan Radius 5.2









Wstęp
Po raz kolejny sięgam po sprzęt brytyjskiej firmy Roksan (wcześniej był to wzmacniacz Roksan Caspian M2), która ma szczególny status wśród melomanów. Ową pozycję zawdzięcza specyficznej mgiełce kultu, jaka otacza jej produkty. Naturalnie, lista takich uznanych przedsiębiorstw z Wysp jest więcej, by wymienić kilka z brzegu: Naim, Linn, Cyrus, SME, Rega czy London (Decca).

Gramofon Roksan Radius 5.2 zdecydowałem się wypożyczyć z kilku przyczyn. Po pierwsze potrzebowałem jakiś dobry gramofon porównawczy (do mojego Clearaudio Emotion) podczas testu wkładek gramofonowych Goldring, po drugie – mam miłe wspomnienia sensoryczne związane ze wzmacniaczem Roksan Caspian M2, a po za tym, dystrybutor Polpak akurat organizował wysyłkę do mnie kolumn Martin Logan Motion 15, poprosiłem więc przy okazji o „dorzucenie” gramofonu, co jak niniejszym widać - udało się.

Roksan Audio
Roksan Audio to bardzo zasłużona brytyjska marka dla audio. Założona została w Londynie w 1985 roku przez dwóch inżynierów pochodzenia irańskiego (lub perskiego, jak kto woli). Czytelnika zainteresowanego dokładną historią Roksan Audio zapraszam TUTAJ, gdzie tę kwestię bardziej przybliżyłem przy okazji testu wzmacniacza zintegrowanego Roksan Caspian M2. Dodam tylko, że wszystkie firmowe sprzęty (z małym wyjątkiem dla serii Oxygene) mają nazwy związane z historią lub geografią Persji. Warto wiedzieć, że termin Roksan pochodzi od imienia córki starożytnego władcy Persji Dariusza.

Natomiast nazewnictwo gramofonu Roksan Radius zostało zaczerpnięte od słowa oznaczającego po łacinie „promień”, które w geometrii oznacza odcinek łączący punkt łączący środek koła, okręgu, kuli lub sfery z dowolnym punktem położonym na jej brzegu, a także długość tego odcinka (z Wikipedii: TUTAJ).

Budowa i wrażenia ogólne
Radius 5.2 jest następcą modelu Radius 5, którego zastąpił w 2010 roku. Zarówno poprzedni, jak i obecny otrzymał wiele branżowych nagród i jest wizytówką firmy Roksan. Radius 5.2 może być wyposażony w jedno z trzech ramion Roksan – do testu otrzymałem wersję z ramieniem NIMA.

Gramofon przychodzi zapakowany w duże pudło od wewnątrz wyłożone finezyjnie powycinanymi gąbkami, które całkowicie unieruchamiają poszczególne elementy. Zresztą tych elementów za dużo nie ma, bo znajduje się tu plinta wraz z fabrycznie osadzonym ramieniem (przykręcone śrubą do plinty na czas transportu), talerz, przeciwwaga, nóżki, pudełko z wkładką gramofonową, pasek napędowy i instrukcja obsługi. Montaż jest prosty i intuicyjny, o czym za chwilę napiszę szerzej.

Roksan prezentuje się nadzwyczaj korzystnie – czarne wybarwienie nadaje nie tylko gabinetowej elegancji, ale także powoduje, że urządzenie wygląda solidnie i rasowo. Świetne wrażenie wywiera jego, można napisać – wielowarstwowość. Ponieważ są tu niejako trzy warstwy: podstawa nośna (plinta) stojąca na trzech stalowych nóżkach (od spodu gumowych), na niej zamontowane na elastycznych dystansach (i grubej sprężynie pośrodku) sub-chassis, a na samej górze – akrylowy talerz. Dzięki takiemu zabiegowi, gramofon zyskuje na estetyce, ale co ważniejsze, przede wszystkim uzyskuje rewelacyjne tłumienie wibracji zewnętrznych. Bardzo inteligentna konstrukcja. Dodatkowo, fakt, iż Radius 5.2 stoi na trzech solidnych metalowych nóżkach zakończonych specjalną gumą, również sprzyja zabezpieczaniu przenoszeniu szkodliwych drgań na gramofon.

Silnik zamontowany jest po lewym boku – z tyłu. Jest odsprzęgany od obudowy. Postawiony jest na dolnej plincie i obudowany osłoną wraz górną plastikową pokrywą z firmowym logo. Z pokrywy silnika wystaje jedynie talerzyk obrotowy z dwoma ustawianymi prędkościami: 33 1/3 i 45 RPM – naturalnie wybór danej prędkości wiąże się z manualnym przełożeniem silikonowego paska na odpowiedni tor obrotowy. Ta czynność jest prosta, a nawet przyjemna w swojej instrumentalnej istocie.

Talerz wykonany jest w mlecznobiałego akrylu, który wygląda nieomal identycznie jak konstrukcje tego typu firmy Clearaudio (w moim Emotion talerz jest prawie taki sam). Talerz napędzany jest silikonowym, białym paskiem nakładanym na obręcz talerza – wspaniale to wygląda, szczególnie podczas obracania się. Ponadto, świetnie komponuje się biel talerza z głęboką czernią podstawy. Piękny kontrast.

Ramię to konstrukcja autorska firmy Roksan – model NIMA typu unipivot. Jego cechą jest to, że osadzone jest na jednym punkcie podparcia, którym jest stalowe ostrze zamontowane w akrylowym, przezroczystym walcu. Ramię podpierane jest przez stalowy element, który jest jego częścią. Do akrylowego walca z jednej strony zamontowana jest aluminiowa rurka ramienia, a z drugiej strony trzpień przeciwwagi ze stalowym pierścieniem – niestety, nie gwintowanym. W celu wyregulowania siły nacisku, należy ów stalowy pierścień po prostu przesuwać po trzpieniu.

Headshell wykonany jest z przezroczystego akrylu – ma dużą ilość otworów, więc można do niego zamontować różnorodne wkładki.

Sporą stroną ujemną Radius 5.2 jest brak pokrywy – kurz pięknie pokrywa czarną podstawę gramofonu. Na szczęście, takową pokrywę ze szkła organicznego (czyli pleksiglasu) można zamówić w zakładzie specjalizującym się w obróbce tworzyw sztucznych, czy nawet wytwarzaniu stojaków reklamowych z tzw. pleksi. Koszt nie powinien przekroczyć 150 – 200 złoty. Kable zasilające i sygnałowe są przytwierdzone na stałe do obudowy – nie ma możliwości podłączenia innych przewodów. Szkoda.

Montaż i kalibracja
Montaż gramofonu polega na złożeniu kilku elementów: należy przykręcić nóżki od spodu plinty, nałożyć talerz na trzpień wystający z sub-chassis, zaś silikonowy pasek napędowy zaczepić o talerzyk obrotowy silnika, a następnie omotać nim obręcz talerza. Czynności te są bardzo proste. Oczywiście, warto za pomocą poziomicy ustawić optymalne, czyli równe położenie sprzętu na półce szafki.

Kilka słów o kalibracji ramienia. Ustawienie siły nacisku jest dość proste – wystarczy w miarę dokładna waga jubilerska lub laboratoryjna; naturalnie, może to być także dedykowana waga gramofonowa. Pierścień przeciwwagi ciężko przesuwa się na trzpieniu, trzeba wiec poświecić trochę czasu aby prawidłowo ustawić nacisk igły. Szkoda, że trzpień i pierścień nie są gwintowane – wówczas precyzja kalibracji jest większa. Jednak brak gwintowania wynika prawdopodobnie z faktu, że właściwy azymut ramienia ustawia się regulując położenie pierścienia, gdyby był gwintowany – byłoby to znacznie trudniejsze. Jednak regulacja azymutu wymaga ponownej poprawki siły nacisku igły, bo wszelkie operacje przeciwwagą zmieniają nacisk. Oczywiście, jest tu też antyskating – to klasyczny ciężarek na bawełnianej nitce zawieszony z tyłu ramienia, z lewej jego strony. Tak, czy inaczej kalibracja Radius 5.2 nie jest ani prostsza, ani trudniejsza niż przy innych gramofonach. Trzeba się trochę namęczyć, wykonać kilka – kilkanaście prób regulacji – ale przecież to sama przyjemność dla rasowego audiofila.

Wymiana wkładek w ramieniu NIMA jest na tyle prosta, że nie ma w zasadzie o czym pisać. Potrzebny jest protraktor – opuszcza się (po wcześniejszym wstępnym zamontowaniu wkładki w headshell’u) ramie, tak aby igła trafiła we wzorcowy punkt, reguluje się właściwy kąt wkładki względem protraktora, dokręca się śrubki do wkładki. To wszystko – można grać!

Roksan Radius 5.2 w czarnym wykończeniu "high-gloss" 



Konstrukcja "kanapkowa" - od dołu podstawa stojąca na nóżkach, na niej na sprężynach sub-chassis, a na górze talerz

W zestawie jest silikonowy pasek napędu, przeciwwaga i ciężarek antiskatingu 

Akrylowy walec kryje punkt podparcia ramienia 

 Klasyczny ciężarek antiskatingu

Po lewej: pierścień przeciwwagi - jest przesuwany na metalowym trzpieniu 

Zbliżenie na aluminiowe ramię NIMA typu unipivot


Kalibracja wkładki Goldring 2300 

 Ramię Roksan NIMA - bardzo ładne


Headshell ma z boku zagłębienie na  przewody

Wkładka Goldring 2100 

Wkładka Goldring Legacy 


Kalibracja wkładki Audio-Technica AT-F3/III


Od lewej: gramofon Clearaudio Emotion i Roksan Radius 5.2 

System odsłuchowy

Wrażenia dźwiękowe
Do gramofonu montowałem kilka różnych wkładek, jest naturalne więc, że ich dźwięk nieco różnił się od siebie. Jednakowoż główne różnice dotyczyły precyzji, szczegółowości, czy selektywności brzmienia. Przekładało się to na odmienne pokazywanie (wyodrębnienie) instrumentów, czy wokali z przestrzeni, a także na różnicach w wydobywaniu detali na wierzch. Ogólnie jednak tzw. dźwięk gramofonu, jego barwa i substancja były wspólne niezależnie od rodzaju (i marki) wkładki - o tym więc traktuje następny fragment opisu. Czytelnika zainteresowanego szczegółami opisu wkładek używanych podczas testu gramofonu, czyli Goldring 2100, Goldring 2300 oraz Goldring Legacy zapraszam TUTAJ.

Gdybym napisał jedynie, że Roksan Radius 5.2 ma ładny, atrakcyjny oraz gęsty, eufoniczny dźwięk, to byłoby bardzo lapidarne, aczkolwiek trafne spostrzeżenie. Jednak dla obiektywnej pełni oraz poprawności testu trzeba skreślić jeszcze kilka słów.

Występuje tu prezentacja łącząca w sobie dynamikę oraz równorzędnie delikatność, subtelność. Przestrzeń zorganizowana jest dookolnie  - szeroko i w miarę głęboko. Co istotne, brytyjski gramofon ma przyjemną manierę grania spektakularnie, namacalnie, ale nie jest to przykra cecha, a wręcz odwrotnie – przekaz jest odbierany jako nasycony, mocno emocjonalny i efektowny. Lecz to jest ewidentna radość odsłuchu, bowiem atrakcyjność nie przysłania plastyczności i wiarygodności dźwięku. Pragnę przez to powiedzieć, że dźwięk jest bliski, namacalny – przekonujący realną obecnością, mocnym i realnym stanem skupienia. Instrumenty są tuż obok słuchacza – niedaleko; wokalistki i wokaliści – na wyciągnięcie ręki. Dokładnie czuć ich aksamitny głos, teksturę i finezję wokalu. Natomiast instrumenty dźwięczą autentycznie i powabnie, tuż na linii głośników. Blisko.

Nie trzeba być zbyt odkrywczym, aby szybko przekonać się, że gramofon z Londynu preferuje średnie tony, bo tu ma najwięcej do powiedzenia i odkrycia. Średnica jest przy tym niezwykle wyrafinowana i czarująca. Piękna.

W tym miejscu podkreślę, że Radius 5.2 ładnie definiuje bas, bo ten jest obfity, mocny i wyraźny, lecz niekiedy krótki. Mało zróżnicowany. Nie jest to wada, a jedynie określenie stylu. Dla dobra substancji niskich tonów warto montować wkładki typu MM – ponieważ okazywało się, że bas przez nie produkowany był znacznie masywniejszy niż przy wkładkach MC. Mi najbardziej podobało się zestawienie Roksana z wkładką MM Goldring 2300 – przepyszny komplet: silny, pulsujący bas plus plastyczna, wielopłaszczyznowa średnica. Dla uczciwości, napiszę, iż to zestawienie, choć czarujące koncertowym dźwiękiem, to niestety pomijające dużą ilość szczegółów nagrań – szczególnie tych z tła, pogłosów. Naturalnie, słuchacz nie odczuwa zubożenia dźwięku, lecz przy porównaniu z inną, bardziej zaawansowaną wkładką, to słychać.

Podsumowując, Radius 5.2 to gramofon, który nie zawiedzie słuchacza – pokaże mu muzykę w sposób przyjemny, plastyczny i wiarygodny. Eufoniczny. Zademonstruje prawdziwą muzykalność, wspaniałą dźwięczność i naturalność. Zapewni, że nagrania zawsze zagrają tak wysoce przyjemnie, jak to tylko możliwe. Mnie to przekonuje, podoba się.

Konkluzja
1. Roksan Radius 5.2 reprezentuje brytyjską szkołę gramofonową – ma być maksymalnie prosto konstrukcyjnie, ale nie bardziej. Bardzo ładny projekt, wzorcowe wykonanie.

2. Roksan Radius 5.2 to przemyślana, mądra budowa: podstawa oparta na trzech stalowych, stabilnych nóżkach, a na niej sprężyście osadzone sub-chasis, na które z kolei nałożony jest talerz. Dzięki takiej konstrukcji wpływ wibracji ograniczony jest do minimum. Silnik odsprzęgany od obudowy, schowany z lewej strony.

3. Zastosowane ramię to Roksan NIMA - aluminiowe typu unipivot. Kalibracja ramienia nie jest prosta, ale nie jest też zbyt skomplikowana. Headshell ramienia akceptuje dużą ilość różnych wkładek. Zamontowany talerz wykonany jest z mlecznobiałego akrylu. Napęd paskowy prowadzony jest po obręczy talerza.

4. Wadą jest brak pokrywy. Czarna lakierowana powierzchnia plinty szybko pokrywa się warstwą kurzu... Przewody zasilający i sygnałowy RCA przymocowane są na stałe do obudowy.

5. Gramofon ma bardzo rozbudowany, plastyczny i nasycony muzyką, dźwięk. Dla Radiusa 5.2 najważniejszy jest spektakl, radość odsłuchów – drive muzyki i rytmu. Detale i wyrafinowana precyzja przekazu stoją na drugim miejscu, co nie oznacza, że są nieistotne.

6. Brytyjski gramofon udowadnia, że średnica jest kondensatem zwierającym masę informacji o nagraniu; jest esencją i sublimatem średnich tonów, bo to pasmo ewidentnie jest tu uprzywilejowane. I bardzo dobrze, że tak jest, bo dzięki temu Roksan Radius 5.2 nie jest nudny, ma swój styl i niezaprzeczalny urok - chwała mu za to!

7. To jest rewelacyjny gramofon w swojej polskiej cenie 5 500 złotych (plus cena ramienia NIMA - około 2 800 zł). Szczerze polecam uwadze Drogiego Czytelnika, bo warto go posłuchać, warto mieć.

Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacze: Hegel H100 (test TU), Egg-Shell Prestige 9WST (test TU), Dayens Ampino (test TU), a także komplet przedwzmacniacza i dwóch monofonicznych końcówek mocy Rotel RC-03/Rotel RB-03/Rotel RB-03.
Kolumny: AudioSolutions Rhapsody 80 (test TU), Gradient Helsinki 1.5 (test TU), Martin Logan Motion 15, Vienna Acoustics Mozart Grand, Studio16 Hertz Canto Two (test TU), Pylon Topaz 15 (test TU), Rega RS1 (test TU) i Usher S-520.
Źródła cyfrowe: odtwarzacz Musical Fidelity A1 CD-PRO, iPad 3 Apple (test TU) oraz NuForce Air DAC (test TU).
Gramofon: Clearaudio Emotion.
Przedwzmacniacz gramofonowy: Ri-Audio PH-1 (test TU).
Wkładki gramofonowe: Goldring 2100, 2300 i Legacy (test TU), Audio-Technica AT-F3/III (test TU) oraz Clearaudio Aurum Classic Wood.
Okablowanie: Audiomica Laboratory w tym seria Pirop Reference (test TU), DC-Components (test TU) i Nameless (test TU).
Akcesoria: panele akustyczne Vicoustic Wave Wood (10. sztuk) na ścianach (test TU), podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU) pod gramofonem, stopy antywibracyjne BW40 Rogoz-Audio (test TU) pod wzmacniaczem oraz zatyczki do gniazd RCA Sevenrods Dust Caps RCA (test TU), a także reduktor zakłóceń sieci elektrycznej DC-Blocker DCB1 firmy Tomanek (test TU).

Dane techniczne
Dostępne na stronie polskiego dystrybutora marki Roksan, firmy Polpak TUTAJ.