Polpak

EIC

Rafko

czwartek, 20 lutego 2014

Les Vents Français: French Music for Winds & 20th Century Wind Quintets - dwie płyty CD









Kwintet instrumentów dętych Les Vents Francais tworzy pięciu muzyków: Emmanuel Pahud (flet), Paul Meyer (klarnet), Francois Lelux (obój), Gilbert Audin (fagot) oraz Radovan Vlatkowic (róg francuski). Wszyscy są wybitnymi instrumentalistami rozwijającymi indywidualne kariery. Liderem kwintetu jest Emmanuel Pahud, który urodził się w 1970 roku w Genewie (Szwajcaria). Już w wieku 6 lat zaczął uczyć się grać na flecie w Rzymie u Francoisa Bineta, bowiem rodzice usłyszawszy niepospolity talent syna, rozpoczęli profesjonalną edukację. Pahud pobierał nauki u wielu renomowanych europejskich nauczycieli gry na flecie - między innymi w Brukseli i w Bazylei. W 1990 roku ukończył Konserwatorium Paryskie, lecz w międzyczasie uzyskał wiele nagród podczas międzynarodowych festiwali muzycznych. Pobierał też lekcje stylu i interpretacji u światowej sławy szwajcarskiego flecisty Aurele Nicolet. W 1992 roku objął prestiżowe stanowisko głównego flecisty Berlińskiej Orkiestry Symfonicznej, by w 2000 roku z niego zrezygnować i poświęcić się wyłącznie kwintetowi Les Vents Francais...

Najnowszy album Les Vent Francais jest złożony z dwóch osobnych przedsięwzięć "French music for winds" oraz "20th-Century Wind Quintets". Pierwsza część to hołd złożony francuskim kompozytorom takim jak: Jaques Ibert, Maurice Ravel, Andre Jolivet oraz Darius Milhaud, natomiast druga część poświęcona jest europejskim: Gyorgy Ligeti, Alexander von Zemlinsky, Samuel Barber, Sandor Vress i Paul Hindemith. Wspólnym mianownikiem jest okres wybranych dzieł kompozytorów - oscyluje głównie pomiędzy latami 1930 - 1950 oraz, można rzec, kontemplacyjny, ulotny styl, aczkolwiek wielokolorowy, a często nawet mocno ekspresyjny.

Urocza jest kompozycja Gyorgy Ligetiego "6 Bagateli na kwintet dęty" (słuchaj TUTAJ), napisana w 1953 roku, a zagrana przez zespół lekko i powabnie, w stylu muzyki filmowej. Ligeti jest przecież najbardziej znany z wykorzystywania jego muzyki w filmach - głównie Stanleya Kubricka: Odyseja Kosmiczna 2001, Lśnienie, Oczy szeroko zamknięte i innych.

Coś niesamowitego jest w dziele "Wind Quintet" Paula Taffanela (słuchaj TUTAJ) z 1876 roku (jedyny utwór z XIX wieku wykorzystany na płycie), fundatora i słynnego mentora Francuskiej Szkoły Flecistów w Konserwatorium Paryskim. Podczas słuchania jego interpretacji w wykonaniu Les Vent Francais przed oczami malują się romantyczne obrazy, pastelowe kolory. Dominują ciepłe barwy, które francuski zespół zwinnie eksponuje. Akcentuje.

Wykorzystanie przez kwintet wielu różnych kompozycji z wielu okresów (po sobie następujących) czyni album bardzo wielowątkowym - często stawia w kontrze (lub w przeciwfazie) relacje uczeń - mistrz, które ostatecznie okazują się spójne, bo wzajemnie uzupełniające się. Obie części albumu (francuska i europejska) zawiera wielowymiarowe melodyjne i eleganckie utwory, często w manierze francuskiego neoromantyzmu, które kwintet płynnie spaja, czyni harmonijnym i bardzo sugestywnym. Radosnym. Les Vents Francis gra po mistrzowsku lekko, z pozoru jakby od niechcenia, lecz jest to styl przynależny wybitnym wirtuozom. Piękna płyta - polecam.

Nagrań dokonano pomiędzy 27-31 lipca 2011 roku w Bavaria Musikstudios w Monachium. Producentem płyty był Bernhard Albrecht, zaś inżynierem dźwięku - Stefan Briegel. Album ukazał się nakładem Warner Classics 13 stycznia 2014 roku na płycie kompaktowej, a 1 stycznia - w formacie plikowym w iTunes (TUTAJ).


środa, 19 lutego 2014

M2Tech HiFace DAC - przetwornik c/a USB 32 Bit/384 kHz

Pomarańczowy DAC na pomarańczach (a dokładniej - na pomarańczowych mandarynkach)





Wstęp
Miniaturyzacja sprzętu elektronicznego postępuje, dotyczy to również urządzeń z segmentu audio-stereo. Kiedyś przetworniki cyfrowo-analogowe były dużymi skrzynkami (i niekiedy dalej takowe można spotkać) – obecnie mają rozmiary paczki papierosów, pudełka zapałek lub (o zgrozo!) pendrive’a. Poręczność i niewielkie rozmiary DACów zaczęły mieć decydujące znaczenie użytkowe. Tym bardziej, że wykorzystywane są one najczęściej w tzw. computer audio – stąd ważne jest aby były jak najmniejsze i zawierały jako element konstrukcyjny wbudowane złącze USB. Ale skoro wraz z miniaturyzacją owych urządzeń podąża także wysoka jakość dźwięku, to dlaczego nie? Niedawno opisywałem norweski DAC i wzmacniacz słuchawkowy Hegel Super (test TU), dziś zaś przyszła kolej na włoskiego malucha M2Tech USB DAC 32 Bit/384 kHz.

Sprzęt został wypożyczony od polskiego dystrybutora marki M2Tech - firmy GFmod Audio Research z Częstochowy.

M2Tech
To przedsiębiorstwo stricte włoskie – zarówno biura handlowe, jak i zakład produkcyjny położone są w prowincji Toskania – w mieście Piza znanego na świecie z przechylonej dzwonnicy, zwanej też po prostu krzywą wieżą. Jak można zobaczyć na firmowej stronie (zobacz TUTAJ), M2Tech tworzy zespół uśmiechniętych młodych ludzi, którego podstawowym przedmiotem działalności jest projektowanie, produkcja i sprzedaż innowacyjnych produktów dla segmentu tzw. domowej rozrywki. Biorąc pod uwagę szybki rozwój i zmiany technologii trybu odtwarzania muzyki, misją M2Tech jest oferowanie wyposażenia sprzętowego oraz pakietów oprogramowania dla urządzeń hi-fi, a także przyjemny i łatwy dostęp do zawartości audio w zakresie nowej metodologii oraz zagwarantowanie wysokiej jakości eksploatacyjnej. Stąd główny punkt nacisku stanowi sprzężenie domowego sprzętu audio z komputerem osobistym – M2Tech skupia się na zapewnieniu tym dwóm światom pełnej synergii użytkowej dla dobra wysokiej jakości dźwięku hi-fi.

Oferta M2Tech jest bardzo rozbudowana, lecz koncentruje się głównie wokół konwersji sygnału cyfrowego na analogowy i odwrotnie. W firmowym portfolio można jednak znaleźć sprzęty zarówno budżetowe, jak z bardzo wysokiego pułapu cenowego. Topowym urządzeniem jest przetwornik c/a i wzmacniacz słuchawkowy M2Tech Vaughan DAC/Preamp wspierający gęstość sygnału do 32 Bit/384 kHz. Ciekawym urządzeniem jest M2Tech Joplin – to konwerter analogowo-cyfrowy, czyli przetwornik umożliwiający zamianę sygnału analogowego (np. z płyty winylowej) na wysokiej jakości sygnał binarny o częstotliwości do 32 Bit/384 kHz. 

Z kolei najbardziej znanym, bo najczęściej nagradzanym, jest DAC M2Tech Young – tradycyjnie oferujący rozdzielczość sygnału do jakości 32 Bit/384 kHz (na wejściu USB). Z innych urządzeń warto zwrócić uwagę na serię EVO, w skład której wchodzi przetwornik c/a, konwerter USB-S/PDIF, zewnętrzny zegar taktujący oraz dedykowany zasilacz i przewód zegarowy BNC. EVO proponowane są w niewielkich, kompaktowych obudowach oraz niewygórowanej cenie. Firmowy katalog zamykają dwa maluchy: M2Tech HiFace Two, czyli konwerter USB-S/PDIF 24 Bit/192 kHz oraz M2Tech HiFace USB DAC, który będzie przedmiotem dalszego tekstu.

Firma oferuje także układy cyfrowe (płytki konwerterów c/a) OEM dla innych producentów hi-fi audio. Należy podkreślić, że wszelkie produkty M2Tech są produkowane we Włoszech.

Budowa, wrażenia ogólne i właściwości
Jak wygląda M2Tech HiFace DAC każdy widzi – to niewielki kawałek pomarańczowego tworzywa sztucznego ukształtowanego na podobieństwo pendrive’a. Nic dodać, nic ująć. Z jednej strony sterczy wtyk USB, a z drugiej znajduje się gniazdo na tzw. małego jacka. Jest to analogowe wyjście stereo – można tu przyłączyć bezpośrednio słuchawki lub poprowadzić sygnał przewodem dalej do wzmacniacza (w tym i słuchawkowego) lub kolumn aktywnych, etc. Myślę, że nie ma co opisywać, iż HiFace DAC nie wygląda zbyt okazale, czy materiał z którego jest wykonany, na mało wytrzymały, bo uczyniono to już w wielu recenzjach tego sprzętu. Na pewno trzeba oddać Włochom podziękowania, że zamiast wkładać płytkę DACa w wymyślną obudowę (i drogą), umieścili ją w budżetowym plastiku o prostej konstrukcji. Tak jest rozsądniej, a przede wszystkim taniej – także dla potencjalnego nabywcy.

HiFace DAC dostarczany jest w pudełku wyścielonym ciemną gąbką. Wewnątrz jest tylko on – brak jakichkolwiek adapterów, instrukcji, etc. Na opakowaniu jest napisana informacja, aby odwiedzić firmową stronę M2Tech, gdzie znajduje się zakładka z instrukcjami, oprogramowaniem, driverami, itd. I bardzo dobrze, bo w końcu jest to sprzęt do użytku z komputerem, wiec każdy jego użytkownik wie, jak postępować z kolejnym hardware. Należy pobrać najnowszą wersję driverów (nie dotyczy to sprzętu Apple – ten robi to automatycznie) i rozpakować je w komputerze. To wszystko – wystarczy wsunąć HiFace DAC do gniazda USB i ewentualnie ustawić w ustawieniach dźwięku komputera odpowiednią ikonkę „wybierz M2Tech jako urządzenie wyjściowe”. Można grać. 

Szczegółowa instrukcja obsługi dostępna jest TUTAJ.

Wewnątrz zamontowana jest kość XMOS jako interfejs USB oraz układ konwertera c/a Texas Instrument PCM5101A (zobacz TUTAJ). DAC jest asynchroniczny – obsługuje częstotliwości próbkowania 44,1, 48, 88,2, 176,4, 192, 352,8 oraz 384 kHz, a także rezolucje od 16 do 32 Bitów (wyłącznie PMC).

Jeszcze jedna uwaga – jeżeli ktoś pragnie przyłączać do pomarańczowego M2Tech gruby, ciężki kabel, to powinien od razu zaopatrzyć się w dedykowane podstawki ponieważ urządzenie jest stosunkowo długie, może nawet wyłamać się z gniazda USB pod wpływem za dużej masy przewodów.



DAC spoczywa w opakowaniu opatulony w miękkiej gąbce

Wyjście analogowe na tzw. małego jacka

Wtyk USB


Słuchawki HiFiMan HE-300 wpięte bezpośrednio do M2Tech

Zbliżenie na wtyk słuchawek HiFiMan HE-300

M2Tech w porównaniu z Audinst HUD-mx2...

...i ze wzmacniaczem Ming Da MC66-AE...

...oraz DR.DAC3

Rzut ogólny na duży system odsłuchowy

Przewód wyprowadzony z przetwornika M2Tech zwisa swobodnie - jego potencjalna większa masa (niż ta na fotografii) może okazać się problematyczną


Kilka zdjęć M2Tech zainstalowanego w komputerze

Zdjęcie wnętrza znalezione w tak zwanym Internecie


Dźwięk
M2Tech HiFace DAC używałem jako źródło sygnału bezpośrednio dla słuchawek oraz dla wzmacniaczy słuchawkowych takich jak: Ming Da MC66-AE, Musical Fidelity X-Can v.3 i DR.DAC3.  Porównywałem także z Audinst HUD-mx2. Sporadycznie (na potrzeby niniejszego tekstu) do wzmacniaczy zintegrowanych Hegel H100, Myryad Z240 i PhonoGraph PG60. Przetworniki c/a odniesienia stanowiły: Myryad Z20, DR.DAC3 oraz Audinst HUD-mx2. Wykorzystywałem pliki o rozdzielczości do 24 Bit/192 kHz (bo nie mam na stanie bardziej gęstych nagrań).

Owszem, można wykorzystywać HiFace DAC jako wzmacniacz słuchawkowy, dźwięk jest co najmniej niezły, dobrze zróżnicowany oraz spektakularny, lecz nie zawsze – nie z każdą parą słuchawek tak się dzieje. Najlepiej używać M2Tech jako przetwornik c/a przypięty do komputera, a sygnał analogowy prowadzić dalej albo do wzmacniacza słuchawkowego lub wzmacniacza zintegrowanego. W taki sposób wydobywa się maksimum potencjału dźwiękowego z urządzenia, jego największy poziom, a ten jest, pisząc wprost - zniewalający (jak na tę klasę cenową).

Zachwycające jest przede wszystkim bogactwo ilości informacji muzycznej jaką dostarcza M2Tech – ma się wrażenie dosłownie zatopienia w strumieniu dźwięku. Ten jest żywy, dynamiczny i kapitanie energetyczny – kipiący od emocji, mocny i dobrze dociążony. O wysokiej masie własnej – substancjalny. Doprawdy, zadziwiające są umiejętności tego niepozornego włoskiego „daczka”. Przekaz jest obszerny, dobrze rozbudowany – wręcz „pulchny”, lecz świetnie zorganizowany, uporządkowany i transparentny.

Konwerter zapewnia poczucie realnej sceny, prawdziwych instrumentów i autentycznych wokali – brzmienie ma przymioty dźwięku charakterystycznego dla koncertowego. To taka sama namacalność źródeł pozornych, ich ułuda obecności, a także proporcjonalny rozmiar i pogłos. Trzeba jednak przyznać, że to głównie średnie tony nadają muzyce właściwy rytm i tempo – średnica jest gęsta i nieźle kontrolowana. Ba, jest wprost porywająca! Fortepian brzmi jak …fortepian, poszczególne klawisze (a w zasadzie struny) są dobrze rozróżnialne, nie nachodzą na siebie – są wyraźne i czyste oraz szybkie. 

Soprany są odpowiednio dźwięczne, chociaż nie zawsze mocno zróżnicowane (selektywne) – ale w granicach normy. Ich prezentacja nie jest za to wyostrzona, co przy słuchaniu na słuchawkach ma zasadnicze znaczenie. M2Tech nie ma tendencji do ujawniana sybilantów. Niskie tony mają odpowiednie dociążenie, dużo energii i piękną sprężystość – nie jest to jednakowoż taka waga i moc jaką generuje choćby wzmacniacz lampowy Ming Da MC66-AE. Włoch, można rzec, jest bardziej delikatny w tej kwestii – subtelniejszy. Głęboki bas kontrabasu brzmi jak z dalszej odległości.

Konkluzja
Podsumowując, uczciwie należy przyznać, że M2Tech HiFace DAC w swojej cenie oferuje niezwykle zdrowy, bardzo rozbudowany dźwięk wysokiej jakości. Przekaz jest z gatunku eufonicznych – spektakularny, ale także klasowy. Bez słyszalnego sztucznego podrasowania, czy nietaktownych podkolorowań. Brzmienie jest wystarczająco szczegółowe, by móc cieszyć się bogactwem muzyki, lecz nie jest tak analityczne, żeby usłyszeć najmniejsze niuanse i wybrzmienia. Zresztą konstruktorzy M2Tech nie mieli w tym przypadku takich ambicji – ich celem było stworzenie minimalistycznego przetwornika USB, który odda prawdziwość dźwięku zawartego w plikach cyfrowych i zrobi to w sposób harmonijny, plastyczny i muzykalny. To zadanie udało się wypełnić w 100 %. Brawo!

DAC pełnię swoich umiejętności dźwiękowych ujawnia przyłączony do wzmacniacza stereo, z kolei współpracując bezpośrednio ze słuchawkami nie zawsze to czyni.

Stroną ujemną może być „plastikowy” wygląd i nietrwała obudowa. Jednak takie rozwiązanie pozwoliło dostarczyć zaawansowany produkt hi-fi dla szerszej grupy odbiorców, ponieważ polska cena mniejsza niż 1 000 zł (a konkretnie 950 zł) jest kwotą przystępną.

Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacze: Hegel H100 (test TU), PhonoGraph PG60, Myryad Z240, Dayens Ampino (test TU), a także komplet przedwzmacniacza i dwóch monofonicznych końcówek mocy Rotel RC-03/Rotel RB-03/Rotel RB-03.
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Studio16 Hertz Canto Two (test TU), Indiana Line Diva 255, Pylon Topaz 15 (test TU), Usher S-520 i Pylon Topaz Monitor (test TU), a także Dayens Tizo oraz Dayens Grande Mini.
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, odtwarzacz CD Myryad Z210, iPad 3 Apple (test TU) oraz NuForce Air DAC (test TU).
Źródła przenośne: iPod nano 3G oraz iPhone 5S i iBasso DX50.
Komputery: McBook Apple, Toshiba Satellite S75 i Lenovo ThinkPad X230.
Słuchawki: Harman Kardon CL, Marshall Major Black (test TU), HiFMan HE-300 (test TU), Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream (test TU), Sennheiser PX100 i Koss PortaPro (test TU), a także douszne EarPods Apple.
Wzmacniacze słuchawkowe: Musical Fidelity X-Can v.3 (test TU) z zasilaczem ULPS Tomanek (test TU) oraz Ming Da MC66-AE, a także DR.DAC3 (test TU) i Audinst HUD-mx2.
Okablowanie: Audiomica Laboratory, DC-Components (test TU) i Nameless (test TU).



wtorek, 18 lutego 2014

Zestaw: Myryad Z210, Myryad Z240 i Myryad Z20 oraz Indiana Line Diva 255, czyli odtwarzacz płyt CD, wzmacniacz, DAC i kolumny podstawkowe








Wstęp
Kilka miesiący temu, podczas testu wkładek gramofonowych Goldring (czytaj TUTAJ) wypożyczonych od dystrybutora Rafko, zauważyłem, że ta firma z Podlasia stała się niedawno także polskim przedstawicielem marki Myryad. Od razu umówiłem możliwość użyczenia owego brytyjskiego sprzętu. Niestety, testowe urządzenia Myryad były w ciągłych rozjazdach po redakcjach periodyków audio-stereo, a kiedy wróciły już w styczniu do Rafko, to ja z kolei wyjechałem na dłuższy urlop. Wróciłem na początku lutego, a cierpliwy dystrybutor przesłał mi zestaw Myryad (serii Z) rozszerzony o kolumny podstawkowe Indiana Line Diva 255 - albowiem taki komplet grał podczas ubiegłorocznej wystawy Audio Show w Warszawie. Nie muszę, zdaje się, dodawać, iż warto było poczekać kilka miesięcy na powyższy set, bo to prawdziwy zestaw marzeń.

Myryad Audio
Brytyjskie marki jak Linn, Cyrus, Naim, Rega, AVID, czy Spendor są doskonale znane polskim zwolennikom dobrego dźwięku, natomiast Myryad – jakby mniej. Być może wynika to z faktu, iż firma do tej pory nie miała w Polsce dystrybutora – na szczęście niedawno sytuacja zmieniła się. Od kilku miesięcy markę Myryad reprezentuje firma Rafko.

Myryad Audio została założona w 1995 roku w Portsmouth w Anglii przez dwóch inżynierów: Chrisa Evansa oraz Davida Evansa. Panowie już wówczas mieli długie doświadczenie w dziedzinie hi-fi, pracowali bowiem w takich firmach jak NAD, Arcam, Mordaund-Short i Tannoy. Chris Evans zresztą był jednym z założycieli marki Arcam. Obecnie Myryad audio 90 % swoich produktów eksportuje poza Wielką Brytanię; wchodzi w skład dużej korporacji Armour Group koncentrującej tak renomowane marki jak Goldring, QED, Q-Acoustics, Audica i kilka innych. Jest także dystrybutorem innych firm – np. Grado.

Portfolio obejmuje dwie główne serie: średnią Z i topową MX oraz kilka mini-systemów stereo. MX to osiem różnych komponentów takich jak przedwzmacniacz, końcówka mocy, dwa wzmacniacze zintegrowane, odtwarzacze CD i DVD, a także cyfrowy procesor i odbiornik radiowy. W skład linii oznaczonej dużą literą Z wchodzą: odtwarzacz płyt CD (Z210), wzmacniacz zintegrowany (Z240), tuner radiowy FM (Z230) oraz przetwornik cyfrowo-analogowy (Z20).

Firma szczyci się tym, że we wszystkich swoich produktach wykorzystuje doskonałe konstrukcje, renomowane komponenty, a także wysokie know-how. Każdy element z logo Myryad to owoc żmudnych badań laboratoryjnych, wielogodzinnych odsłuchów oraz takiego ukształtowania dźwięku, które zawsze można nazwać zaawansowanym. Myryad tego typu zaangażowanie technologiczne wykazuje zarówno w serii najwyższej MX (co zrozumiałe), jak i w niższych.

Kilka słów o Indiana Line
Jako że do testu razem z zestawem Myryad otrzymałem także monitory Indiana Line Diva 255, wypada napisać kilka słów o tej włoskiej firmie. Jak sądzę, logo Indiana Line jest już doskonale znane Szanownemu Czytelnikowi – zresztą Stereo i Kolorowo opisywało już kilka sprzętów z jej portfolio. Były to kolumny podłogowe Indiana Line Nota 550 (czytaj TUTAJ) oraz komplet wzmacniacza zintegrowanego i odtwarzacza płyt CD Indiana Line Puro (czytaj TUTAJ).

Produkty Indiana Line są projektowane we Włoszech, reprezentują więc typowe dla tego kraju wzornictwo – efektowne, aczkolwiek gustowne, w dobrym stylu. Wyważone. Firmowe sprzęty hi-fi cechuje także wysoka jakość dźwięku przy zachowaniu rozsądnych (nie przesadzonych) cen. Marka Indiana Line szczyci się tym, że oferuje pierwszorzędne konstrukcje i dobry dźwięk przystępne dla większości melomanów – w konkurencyjnej cenie i wysokiej jakości.

Seria Diva to topowa propozycja wśród firmowych kolumn. W jej skład wchodzi sześć modeli - zarówno podłogowe, jak i podstawkowe, a także głośnik centralny. Diva 255, które są bohaterami niniejszego testu, to klasyczne monitory.

Indiana Line Diva 255
Warto wiedzieć, że stolarka modelu Diva 255 wykonana jest z naturalnego drewna różanego – daje to doskonały efekt wizualny, tym bardziej że stolarka, wykonanie lakieru oraz sam design są po prostu piękne. Wręcz doskonałe. Natomiast front pomalowany jest czarnym fortepianowym lakierem (high-gloss). Wylot rury bass-reflexu umieszczono z tyłu (na górze), tuż pod nim znajduje się płytka z podwójnymi terminalami głośnikowymi wysokiej jakości.

Jak można przeczytać na firmowej stronie: "obudowa z grubej 18 mm płyty MDF wzmacniana wewnętrznymi wieńcami o grubości 15 mm zapewnia przetwornikom wysoką stabilność, która gwarantuje niski poziom zniekształceń. Dodatkowo głośnik wysokotonowy został otoczony specjalną formą gumowego pancerza, który oddziela tweeter od wszelkich drgań obudowy. 14-centymetrowy przetwornik średnioniskotonowy z materiału Curv umieszczony w aluminiowym koszu to konstrukcja absolutnie unikalna w tym przedziale cenowym. Dotychczas tak drogie rozwiązania stosowane były w zdecydowanie droższych zespołach głośnikowych. Zwrotnica głośnikowa 12dB/oct z filtrami o złagodzonych zboczach - przystosowana do pracy z każdym wzmacniaczem o impedancji 4 - 8 Ohm. Głośnik wysokotonowy to 26 mm przetwornik z jedwabiu obrabianego cieplnie; zainstalowany w miękkim gumowym pancerzu, który redukuje wszelkie wibracje przechodzące z obudowy, których źródłem są inne głośniki. Prawidłowa praca głośnika wysokotonowego jest regulowana przez wentylowaną obudowę z podwójnie wygłuszaną komorą rezonansową.

Głośnik średniotonowy 140 mm wyciskany jest z opatentowanego materiału Curv: tkanego czystego polipropylenu poddanego obróbce cieplnej. Materiał Curv to innowacyjny materiał łączący w sobie ultra wysoką sztywność, lekkość i wysoką zdolność do tłumienia niechcianych wibracji. Zapewnia naturalnie zróżnicowany dźwięk bez jakichkolwiek wyostrzeń czy ocieplenia. Curv jest produkowany wyłącznie na terenie Niemiec, stosowany przez najlepszych światowych producentów kolumn hi-end. Głośnik umieszczony w aluminiowych odlewanych koszach dla maksymalnej sztywności i minimalnego poziomu zniekształceń".



Od lewej kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Indiana Line Diva 255 oraz Dayens Tizo

Monitory Diva 255 w maskownicach wyglądają bardzo dobrze...


...ale bez maskownic - jeszcze lepiej!

Lekko czerwonawe drewno różane

Po prawej stronie monitory Dayens Grande Mini i Dayens Tizo

Widok ogólny na system odsłuchowy


Zestaw Myryad – wrażenia ogólne i budowa
Powracając do zestawu Myryad. Seria Z składa się z czterech elementów: odtwarzacza płyt CD Z210, wzmacniacza zintegrowanego Z240, tunera radiowego FM Z230 (nie bierze udziału w teście) oraz przetwornika cyfrowo-analogowego Z20. Ideą nadrzędną, jaka przyświecała konstruktorom, było stworzenie wysokiej jakości komponentów klasy hi-fi w niewygórowanej cenie, aczkolwiek z know-how czerpanego z wyższych modeli linii MX. Rzecz niełatwa, bo każdy by tak chciał – zrobić coś taniej i prościej, a przy okazji równie dobrze. Moim zdaniem, inżynierom Myryad ta sztuka udała się całkowicie, rozwinę tę myśl w rozdziale poświęconemu dźwiękowi.

Projekt zewnętrzny zestawu „Z” jest stonowany, by nie powiedzieć surowy i oszczędny, tym bardziej, iż dostępna jest wersja jedynie w czarnych obudowach. Czarnych jak smoła. Jedyną ekstrawagancją (o ile można tak to nazwać) jest lekkie wyoblenie frontowych płyt do dołu. Ciekawie to wygląda. Na panelach przednich umieszczono mało regulatorów i diod. Wzmacniacz Z240 w ogóle nie ma wyświetlacza, a centralna gałka wzmocnienia nie ma żadnych oznaczeń, podświetleń, etc – nie licząc skromnego nacięcia, które jako tako pokazuje skalę głośności. Trzeba pogłaśniać sprzęt „na ucho” – czyli tradycyjnie, jak to drzewiej w audio bywało. Mi taka niedomoga funkcjonalna nie przeszkadzała, szybko przyzwyczaiłem się do strojenia wzmocnienia na słuch.

Ale wracając do budowy.  Wzmacniacz po włączeniu kilkanaście sekund „nagrzewa się”, co sygnalizowane jest mruganiem białej diody. Kiedy zaczyna palić się ciągłym światłem – urządzenie gotowe jest do pracy. Zarówno wzmacniacz, jak i CD mają zainstalowane białe diody sygnalizacyjne – bardzo oryginalnie to wygląda. Czerwone świecą się jedynie jako oznaczenie trybu stand-by. Warto wspomnieć, że wzmacniacz ma także wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy typu MM oraz podwójną pętlę magnetofonową – umożliwia to podłączenie aż dwóch magnetofonów jednocześnie. Świetna sprawa.

Wewnątrz wzmacniacza zamontowano sporych rozmiarów transformator toroidalny, mostki prostownicze na elementach dyskretnych w torze wysokoprądowym, wysokopojemne kondensatory Rubycon, a także wysokiej jakości potencjometr ślizgowy. Cały układ wewnętrzny wzmacniacza to klasyczna konstrukcja oparta na wysokiej jakości elementach. Do okablowania wewnętrznego użyto przewodów QED Silver Anniversary XT.

Odtwarzacz Z210 (w odróżnieniu od wzmacniacza) wyposażony jest w wyświetlacz. Świeci dyskretnym białym światłem. Można go częściowo lub całkowicie wyłączyć (zgasić). Bardzo podoba mi się mechanizm wysuwania talerza – ten robi to w sposób elegancki: powolny i dostojny. Tak samo wsuwa płytę CD do środka. Żadnych trzasków, drgań, etc. – zupełnie jak w urządzeniach z klasy high-end.

Z210 posiada kość DACa Cirrus Logic CS4392-KZZ (zobacz TUTAJ). Warto podkreślić, iż torze sygnałowym nie zamontowano kondensatorów elektrolitycznych – konstruktorzy zdecydowali się zastosować wyłącznie kondensatory polipropylenowe o małej pojemności pochodzące z renomowanej firmy Wima (a stosowane w bardzo zaawansowanych sprzętach hi-fi).

Myryad zwraca szczególną uwagę w materiałach informacyjnych, że zarówno wzmacniacz, jak i odtwarzacz płyt CD są wyposażone w aktywne filtry sieciowe – nie wymagają więc stosowania żadnych listew sieciowych, kondycjonerów, etc. Myryad najlepiej „odżywia się” czystym prądem elektrycznym – prosto z gniazda sieciowego. Plug and Play.

Osobny akapit należy się przetwornikowi cyfrowo-analogowemu Z20 – został wprowadzony na rynek zaledwie przed kilkoma miesiącami. Ma znacznie mniejsze rozmiary niż pełnowymiarowy wzmacniacz i odtwarzacz (połowę szerokości). Podobnie jak one, czarny aluminiowy front na dolnej części ukształtowany jest w lekki łuk. Wspiera formaty do rozdzielczości 24-bit/192 kHz ze wszystkich źródeł (łącznie z USB) - odpowiednia częstotliwość sygnału jest wyświetlana białą diodą na panelu przednim. Zainstalowany DAC to Cirrus Logic CS4398-CZZ (zobacz TUTAJ) stosowany także w topowych odtwarzaczach CD serii Myryad MX.

Ciekawą sprawą jest sposób nawigacji urządzeń Myryad – przez to, że wyposażone są w system łączności (czyli Myryad Link  - poszczególne elementy systemu spina się odpowiednimi przewodami), jednym naciśnięciem pilota zdalnego sterowania włącza się lub wyłącza wszystkie urządzenia, steruje się jednym pilotem, itd. Bardzo wygodna rzecz (i rzadko spotykana).




Zestaw Myryad tak jak fantastycznie gra, tak bardzo jest nie fotograficzny - wykonanie prawidłowego zdjęcia jego głębokiej czerni jest bardzo trudne

Na czarnej obudowie lubi lądować kurz - wskazane jest posiadanie miotełki antykurzowej

Jeden pilot zdalnego sterowania obsłuży cały zestaw

Na górze DAC, po środku odtwarzacz CD - na dole wzmacniacz

Panele tylne

Wyjście phono przedwzmacniacza gramofonowego MM może być zwykłym wyjściem RCA - wystarczy wcisnąć dedykowany guzik

Pojedyncze terminale głośnikowe wzmacniacza Z240

Przetwornik c/a Myryad Z20 i DR.DAC3

Po lewej DAC Audinst HUD mx2, w tle słuchawki HiFiMan HE-300



Wrażenia dźwiękowe
Bez zbędnych wstępów od razu napiszę, że zestaw Myryad oraz Indiana Line gra wyśmienicie. Nie trzeba być ekspertem, aby po włączeniu systemu (i nastawieniu muzyki) momentalnie przekonać się, że otrzymuje się kapitalny dźwięk – szeroki (a nawet panoramiczny), wypełniony zdrową substancją, a jednocześnie energetyczny i mocny. Sugestywny i organiczny - nasycony i klimatyczny. Występuje tu połączenie wysokiej kultury grania typowej dla brytyjskich konstrukcji, pewnego rodzaju elegancki spokój (i harmonia) Myryada oraz wesoła włoska werwa i żywość oraz piękna dynamika monitorów Diva 255. Można rzec, iż synergia dźwiękowa poszczególnych komponentów jest doskonała. Przy okazji napiszę ważne spostrzeżenie: owszem, jest na świecie mnóstwo dobrych urządzeń hi-fi, lecz tu słuchacz się możliwość obcowania z wybornym dźwiękiem w rozsądnej cenie. Bezdyskusyjnie.

Wzmacniacz Myryad Z240  generuje mocny, mięsisty dźwięk dający poczucie kontroli nad nie tylko nad rytmem i basem, ale nad każdym tonem, nad wszystkimi nutami. Przekaz jest spektakularny (bardzo rozrośnięty), ale spójny i wielce kulturalny. Nie jest jednak wysoce rozdrobniony, nie jest wybitnie analityczny, czy kwantowy – nie ten adres. Średnica obfituje w gęste klimaty (o ile tak można napisać) – jest bardzo nasycona, esencjonalna, lecz lekka i powabna. Jest również lekko mroczna, ciut przyciemniona, co nie przynosi wybitnej szczegółowości, ale na pewno daje dużą dozę wyrafinowania dźwięku (tym bardziej, że najwyższe soprany są przytępione). Z240 po mistrzowsku definiuje basy – te są sprężyste i energiczne, szybko penetrujące przestrzeń, dobrze kontrolowane i punktualne. Z pięknym mocarnym pomrukiem. Niskie tony są wyśmienicie zróżnicowane – pogłębione. Jakby tego było mało, brytyjski wzmacniacz fenomenalnie (jak na tę klasę cenową) organizuje przestrzeń: słuchacz ma poczucie wybornego porządku scenicznego, jednoznacznej lokalizacji źródeł pozornych, kapitalnej stereofonicznej panoramy – te cechy kojarzą mi się na przykład z Naim Nait NX.  Wokale są czytelne, dobrze wykrojone z przestrzeni – wiarygodnie namacalne. Autentyczne. Z240 oferuje bardzo kulturalny dźwięk – nastrojowy.

Odtwarzacz CD Myryad Z210 nie jest nad wyraz szczegółowy, nie jest także zbytnio rozdzielczy – nie mniej jednak potrafi oczarować plastycznością dźwięku, przyjemną jego obszernością, piękną barwą. CD player pomimo, że reprezentuje przecież średni poziom cenowy, ma wiele cech charakterystycznych dla o wiele bardziej zaawansowanych konstrukcji – to przede wszystkim naturalność i swoboda grania. Dźwięk nie jest ani ocieplony, a ani chłodny – jest, można napisać – autentyczny. Kolory są żywe, dobrze naświetlone. Kompozycja przestrzenna przekazu nie budzi żadnych zastrzeżeń – Z210 bardzo dobrze podkreśla ustawienie instrumentów, lokalizację wokali, zaznacza pogłosy i dynamikę brzmienia oraz akustykę nagrań. Może nie wzorowo, ale właśnie bardzo dobrze. Jednakowoż (jak później przekonałem się) dodatek firmowego DACa Z20 przynosi dużą poprawę kilku elementów dźwięku – napiszę o tym w podrozdziale dotyczącym przetwornika.

Przetwornik c/a Myryad Z20 kosztuje w Polsce około 2 000 zł – nie ma wyjść XLR, wyposażony jest dość skromnie. Akceptuje sygnały do 24-bit/192 kHz na wszystkich wejściach (łącznie z USB). Pomimo oszczędności wizualnej oraz funkcjonalnej brytyjski DAC zapewnia bardzo bogaty dźwięk – wręcz eufoniczny. Gra w manierze stymulowania przekazu większą szczegółowością i rozdzielczością, słuchacz ma wrażenie iż „słyszy wszystko”, choć jest to złudzenie – chcę przez to napisać, że Z20 powoduje równe „ułożenie” przekazu – doskonałą jego organizację, lecz analiza niuansów jest jedynie powierzchowna. To zjawisko przypominać może dźwięk jaki może wydobyć (wybrać?) z rowka winylu igła renomowanej marki, zapewniając wielowarstwowy i piękny dźwięk, pomimo że w owym rowku pozostaje jeszcze trochę informacji, których ostrze igły nie jest w stanie technicznie odczytać. W rezultacie dźwięk jest obszerny, mocny i plastyczny, obfitujący w szczegółową i rozbudowaną średnicę, lecz najmniejsze szczegóły nie są ujawniane. Tak to mogę obrazowo porównać.

Myryad Z20 przyłączony pomiędzy odtwarzacz CD Z210 a wzmacniacz Z240 spowodował przede wszystkim bardziej jednorodne ułożenie instrumentów i wokali na scenie, mocniejsze ich zaznaczenie (lub grubszy obrys), większą dźwięczność, a także lepszy blask, bogatszą strukturę tonalną. Zapewnił dźwiękowi specyficzne „expressis verbis” – dobitność, czytelność, mocniejsze akcenty, większe odkrycie. Dał niuansom i szczegółom jakby lekki snop światła – oświetlił je i wydobył przez to na zewnątrz. Jednak uczynił to w sposób racjonalny, przyjemny – bez odczuwanej szklistości dźwięku, bez agresji – naturalnie i czysto, można powiedzieć. Bez szkody dla płynności i harmonii dźwięku. Oczywiście, należy dodać w tym miejscu, DAC Z20 to solidny poziom budżetowo-średni – nie ma ambicji nacierać na wysoki poziom hi-fi. Wyraźnie trzeba podkreślić, że swój pułap cenowy godnie reprezentuje i zajmuje pozycję jednego z liderów. Mam tego głębokie poczucie.

Monitory Indiana Line Diva 255 posiadają nie tylko efektowne i dekoracyjne wzornictwo - piękne wykonanie stolarki z naturalnego drewna różanego. Ich immanentną cechą jest także atrakcyjny dźwięk. Zaskakująco rozbudowany jak na nieduże kolumny podstawkowe – kolumny potrafią zagrać naprawdę głośno  i szeroko, bez objawów zmęczenia, zadyszki. Diva 255 generują przyjemny dla ucha dźwięk, nie ingerując przy tym zanadto w strukturę muzyki. No może, trochę ocieplają i osładzają przekaz, ale nie jest to duży poziom zmian. W konsekwencji tego brzmienie jest wciągające, pełne emocji – wyraziste i kolorowe. Wokale i instrumenty są dobrze dociążone – mają odpowiednią iluminację oraz intonację. Nagrania są odpowiednio ekspresyjne, z mocnym basem, a także dynamiczną średnicą z dużą ilością szczegółów. Pisząc lapidarnie – Indiana Line Diva 255 są niezwykle muzykalne, a przy tym dysponujące otwartym dźwiękiem. Subtelnym i ekspresyjnym jednocześnie.

Podsumowanie
Uważny Czytelnik na pewno zorientował się na podstawie powyższego opisu, że zestaw elektroniki Myryad serii Z oraz monitorów Indiana Line Diva 255 to przykład doskonałej synergii dźwiękowej. Myryad połączony z Indiana Line powoduje, że słuchanie muzyki przynosi odbiorcy wiele niekłamanej radości i satysfakcji - przywraca wiarę, że prawdziwe stereo hi-fi oraz rasowy dźwięk wciąż mają się dobrze. Opisywany zestaw to nie inaczej jak fascynujący „zestaw marzeń”. Gorąco polecam posłuchać!  

Sprzęt używany podczas testu
Wzmacniacze: Hegel H100 (test TU), PhonoGraph PG60, Dayens Ampino (test TU), a także komplet przedwzmacniacza i dwóch monofonicznych końcówek mocy Rotel RC-03/Rotel RB-03/Rotel RB-03.
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Studio16 Hertz Canto Two (test TU), Pylon Topaz 15 (test TU), Usher S-520 i Pylon Topaz Monitor (test TU), a także Dayens Tizo oraz Dayens Grande Mini.
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, iPad 3 Apple (test TU) oraz NuForce Air DAC (test TU), a także Audinst HUD-mx2, M2Tech Hiface DAC oraz DR.DAC3 (test TU).
Komputery: McBook Apple i Toshiba Satellite S75 i Lenovo ThinkPad X230.
Gramofon: Clearaudio Emotion.
Przedwzmacniacz gramofonowy: Ri-Audio PH-1 (test TU).
Wkładki gramofonowe: Audio-Technica AT-F3/III (test TU) oraz Clearaudio Aurum Classic Wood.
Słuchawki: Marshall Major Black (test TU), HiFMan HE-300 (test TU) oraz Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream (test TU) i Harman Kardon CL (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Musical Fidelity X-Can v.3 (test TU) z zasilaczem ULPS Tomanek (test TU), Ming Da MC66-AE oraz Hegel Super (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory, DC-Components (test TU) i Nameless (test TU).
Akcesoria: podstawki pod monitory Solid Tech, panele akustyczne Vicoustic Wave Wood (10. sztuk) na ścianach (test TU), podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU) pod gramofonem, stopy antywibracyjne BW40 Rogoz-Audio (test TU) pod wzmacniaczem oraz zatyczki do gniazd RCA Sevenrods Dust Caps RCA (test TU), a także reduktor zakłóceń sieci elektrycznej DC-Blocker DCB1 firmy Tomanek (test TU).

Link na stronę Myryad Audio UK: TUTAJ.
Link na stronę Indiana Line: TUTAJ.