Polpak

EIC

Rafko

piątek, 7 września 2012

Słuchawki HiFiMan HE-500







Wstęp
Firma HiFiMan jest firmą chińską, lecz oficjalnie zarejestrowaną w USA i tam posiadająca biuro handlowe, przedstawicielstwo oraz główny adres. Została założona przez Chińczyka - pana Fang Bian (i za chińskie pieniądze) w 2008 roku w Nowym Jorku. HiFiMan produkuje sprzęty w dwóch fabrykach w Chinach i tam też ma biuro R&D. Hurtownia zaś znajduje się w stanie Illinois w USA, a biuro klienta, serwis - w Nowym Jorku. Bardzo rozsądne posunięcie, strategiczne, można rzec. Bo w ten sposób, firmowe produkty mają od razu „obywatelstwo” amerykańskie, choć projektowane i produkowane są w Państwie Środka. Innymi słowy, HiFiMan jest firmą z amerykańską twarzą, powłoką zewnętrzną, ale z chińskim ciałem i taką duszą. Ot, signum temporis…

Obecnie, HiFiMan koncentruje się głównie na sprzęcie słuchawkowym – ma w ofercie 6. modeli słuchawek tzw. pełnowymiarowych, a także kilka dousznych. Poza tym dostępnych jest kilka odtwarzaczy plikowych, trzy stacjonarne wzmacniacze słuchawkowe i parę przenośnych. Portfolio uzupełnia także DAC i kilka akcesoriów typu torby na słuchawki, kable, przewody, etc. Naprawdę, spory i zróżnicowany wachlarz produktów, jak na firmę o 5 letnim stażu rynkowym. Co istotne, wytwory HiFiMan, a szczególnie słuchawki, odznaczają się dużą innowacyjnością budowy oraz nietypowym, z lekka archaicznym wzornictwem. Ponadto, w konstrukcjach odtwarzaczy plikowych używane są równie oldschool’owe przetworniki cyfrowo-analogowe. Są to kultowe kości Philipsa TDA1543, które niedawno opisywałem TUTAJ. Ale wracając, do HiFiMan - można śmiało napisać, że firma łączy nowoczesność z przeszłością. Bo zewnętrzny design zarówno słuchawek, jak i odtwarzaczy plikowych jest staroświecki, podobnie używane kości DAC, ale myśl techniczna jest już nowożytna, a nawet futurystyczna, gdy popatrzeć na ideę słuchawek elektromagnetycznych, o czym szczegółowo napiszę w dalszej części tekstu.

Słuchawki HiFiMan HE-500 oraz wzmacniacz HiFiMan EF5 (+ DY-1) zostały wypożyczone z salonu audio Premium Sound w Gdańsku.

Budowa i ergonomia
Jak napisałem powyżej, słuchawki projektem przypominają konstrukcje z lat 70-tych XX wieku, jednak materiały użyte do ich produkcji są osadzone w technologii high-tech XXI wieku. Pałąk i muszle wykonane są lekkiego stopu metali, na zewnątrz pomalowane proszkowo lub niektórych miejscach - drapane. Pałąk obszyty jest wysokogatunkową skórą, podobnie jak pady. W komplecie zresztą znajduje się i ich druga para – z weluru. W zestawie jest też kabel ze srebrnej plecionki (3 metrowy), zakończony z jednej strony tzw. dużym jackiem 6,3 mm, a z drugiej – miedzianymi wkrętkami, które należy przykręcić do muszli. Całość spoczywa w poręcznym pokrowcu, walizeczce. Wykończenie słuchawek, bez wątpliwości jest luksusowe. Cieszą oczy niczym wyrób jubilerski.

Najważniejsza jednak część - ich serce, czyli specjalna membrana ukryta jest w muszlach, dzięki czemu nazywa się ten typ słuchawek magnetoelektrycznymi, planarnymi lub ortodynamicznymi. Słuchawki HE-500 różnią się w tej kwestii od „normalnych” słuchawek dynamicznych, gdzie rolę przetwornika pełni zwykły głośnik, taki jak spotyka się w kolumnach, lecz oczywiście mniejszy. Tu zastosowano formułę magnetoelektryczności. Stąd funkcję przetwornika spełnia cienka błona (folia) z myalaru, na którą napylono film z czystego aluminium lub, innymi słowy, nadrukowano ultra-cienką cewkę elektryczną. Ta zaś została rozciągnięta pomiędzy (lub wewnątrz, jak kto chce) dwoma płaskimi perforowanymi arkuszami magnesów. Dostarczany prąd elektryczny ze wzmacniacza pobudza powyższy układ tworząc dzięki temu ciśnienie akustyczne, czyli dźwięk. Niezwykle ciekawa koncepcja i jakże odmienna od klasycznych przetworników dynamicznych stosowanych w przeważającej części słuchawek. Co istotne, HiFiMan HE-500 są pierwszym firmowym modelem planarnym, który można podłączyć bezpośrednio do zwykłego wzmacniacza słuchawkowego lub nawet do urządzenia typu iPod czy iPad.

Niestety, zastosowane magnesy są ciężkie, w związku z tym i masa całkowita słuchawek nie jest mała, bo aż 502 gramy, czyli znacznie więcej niż Sennheiser HD650, które ważą 260 gram. Fakt ten wpływa na komfort odsłuchów, bo przy wielogodzinnych półkilogramowe obciążenie na głowie może męczyć, a na pewno powodować konieczność przerwy, odpoczynku. Inna sprawa, że pady są wystarczająco szerokie, by schowały się pod nimi każde uszy. Nawet chyba największe. Dzięki temu słuchawki opierają się nie tylko na górze głowy pałąkiem, ale i też miękko układają się padami na skórze czaszki dookoła uszu (a precyzyjniej  - na kościach skroniowych). Jednocześnie HE-500 nie ściskają głowy zbyt mocno, ale wystarczająco, aby nie mieć poczucia, że spadną przy gwałtowniejszym ruchu.




















Dźwięk
Po przełożeniu na uszy (ze słuchawek Sennheiser HD650) HiFiMan HE-500 pierwsze wrażenie jest takie, że dźwięk jest nieprawdopodobnie przejrzysty, czysty i klarowny. HD650 zresztą mają taką manierę firmową, polegającą na tym, że wysokie tony są lekko przygaszone, a bas – „poprzepalany”, co skutkuje jego dodatkową głębią, ale też i czasami spowolnieniem. Wiele osób określa ten model Sennheiserów jako „ciemny” i rzeczywiście, w moim mniemaniu jest to trafne określenie. W HE-500 takiego zjawiska nie ma. Soprany są bardzo wyraziste i ekspresyjne, ale absolutnie niedominujące w przekazie, nie krzykliwe, natomiast bas jest silny, substancjonalny i świetnie artykułowany, z solidną dozą przyjemnego ciepła. Natomiast słyszalna przestrzeń jest bardzo daleka, ułuda szerokości i głębi sceny – fenomenalnie gigantyczna, nieomal nieograniczona. Nie spodziewałem się, aż tak spektakularnie dojrzałego dźwięku z HE-500, a jest to przecież dopiero średni model w firmowej ofercie. Ciekawe, nawiasem mówiąc, jak w takim razie gra flagowy HE-6 (?).

Co istotnie, przekaz jest bardzo żywiołowy i dosadny, ale nieprzesadzony w tym względzie, nie napastliwy, czy agresywny. Z dobrze zestrojonym balansem pomiędzy ekspansywnym atakiem, a energetyczną swobodą, która sprzyja relaksacyjnym odsłuchom – z dużą dozą realistyczności, choć niekoniecznie perfekcyjnej naturalności. Jak napisałem, dźwięk jest żywy, z dużą szybkością i mocno zaznaczonym (a nawet wyrafinowanym) timingiem, który uzyskiwany jest dzięki dużej precyzji średnicy, która pozwala odkrywać wiele szczegółów nagrań, a często niesłyszanych na kolumnach. Warto zaznaczyć, że tony średnie są niezwykle precyzyjne, świetnie zróżnicowane i doskonale poukładane, a także i odseparowane od siebie. Wsłuchując się dokładniej, można zauważyć dobrze obrysowane kontury instrumentów z dużą dozą powietrza dookoła, aurę, która zaświadcza o wysokiej klasie sprzętu, – bo ta kwalifikuje go wprost do pułapu high-end. I tak tu właśnie jest. HiFiMan HE-500 produkują spektakularnie otwarty dźwięk z mnóstwem szczegółów i dużą dozą precyzji. Przy tym wszystkim przekaz nie jest nieprzyjemnie agresywny, ale z pewnością jest angażujący, emocjonalny. Z ostrą, rozdrobnioną górą, ale niewyostrzoną. Poza tym soprany kapitalnie zintegrowane są z pozostałymi zakresami. Nie ma tu żadnego słyszalnego rozwarstwienia podzakresów. Pełna symbioza!

Bardzo podobały mi się słuchane na HiFiMan nagrania stricte fortepianowe. Kiedy Glenn Gould uderzał palcami w klawisze swojego Steinwaya (model D Concert Grand), dźwięk jego instrumentu był wielokolorowy, świetnie przestrzennie plastyczny oraz wybornie wciągający. Angażujący. Wydawało się, że ten fortepian stoi rzeczywiście w pokoju, jego przekaz był silnie sugestywny, realny. A do tego roztaczający czar, któremu można było szybko ulec, zatopić się w nim. W owej trójwymiarowej przestrzeni, z kapitalną atmosferą. Holistycznym trójwymiarze. Podsumowując, słuchawki pana He reprezentują naturalną prezentację, która sprzyja muzyce akustycznej (w tym fortepianowej) dzięki niezwykle transparentnej i soczystej średnicy. Wielowymiarowej średnicy.

Konfiguracje
Słuchawki przyłączałem do 4. wzmacniaczy słuchawkowych:
1. Musical Fidelity X-Can v.3 z zasilaczem ULPS firmy Tomanek,
2. HiFiman EF5 z dedykowanym zasilaczem DY-1 oraz
3. Yagin PH-5L na lampach 6J1, a także dla porównania, do serwera muzycznego
4. Olive 06HD, który ma wbudowany fantastyczny wzmacniacz słuchawkowy.

Pierwsze trzy powyższe wzmacniacze w sekcji przedwzmacniacza mają zamontowane lampy elektronowe, które niewątpliwie dodawały dźwiękowi testowanych słuchawek naturalnej gładkości, dźwięki czemu przekaz otrzymywał sporą dozę miękkości i płynności, lecz także i odbierał ciut bezpośredniości, ale nie melodyjności, bo ta była, mówiąc krótko – perfekcyjna. Wysokiej klasy. Najbardziej do gustu przypadł mi przekaz budowany przez Musical Fidelity X-Can v.3 z zewnętrznym zasilaczem ULPS Tomanek. Tu najwięcej było spektakularnej energii i gorących muzycznych emocji. Dźwięk był bogaty i plastyczny. Podobało mi się to, że wszystkie detale po prostu były i nie musiałem się specjalnie wysilać, aby je usłyszeć. Mogę napisać, że przekaz był podobny do tego „na żywo” (live).
Yaqin PH-5L dostarczył, niezależnie od przyjętych standardów brzmienia „lampowego”, dużo dźwięku, który najłatwiej opisać przymiotnikami: czyste i neutralne, a zarazem pełne mocy i dynamiki. Być może bas mógłby być obszerniejszy i z większą siłą przebicia, ale nie jest to nic uwłaczającego nagraniom, ich naturalnemu realizmowi, a także rytmice i energii, bo te były po prostu – rewelacyjne. Niebawem zresztą opiszę to urządzenie szczerzej.
Podobał mi się dźwięk firmowego wzmacniacza HiFiMan EF5 wraz z zasilaczem DY-1. Po prostu, odnalazłem się w jego sygnaturze. Niewątpliwie jest to dobry sprzęt i z mojej dźwiękowej „bajki”. Chociaż jest najmniejszy gabarytowo wśród pozostałych testowych towarzyszy, to nie z „małym” dźwiękiem, bo ten buduje spory, substancjalny, a także – żarliwy, co jest zasługą zastosowanej lampy 12AU7 (chińskiej firmy Fullmusic) w układzie przedwzmacniacza, która nadaje charakterystycznego spulchnienia przekazu, nasycenia, ale nie jego rozdrobnienia. Trzeba taki dźwięk lubić. A ja lubię. Jednak HiFiMan EF-5 znacznie ustępuje jakością, pod względem dźwięku, słuchawkom HE-500.
O, dziwo – bardzo dobrze słuchało się z Olive 06HD, który wręcz zaskoczył mnie wysoką jakością dźwięku, który był szybki i mocny, ale też proporcjonalny i kapitalnie harmonijny. Dynamiczny i głęboki. Brawo!

Niestety, nie dysponowałem w czasie testów wzmacniaczem słuchawkowym, który klasą odpowiadałby referencyjnemu dźwiękowi HE-500, bo sądzę, że zasługują one na takie urządzenie, by wydobyć z nich jeszcze więcej. Bo potencjał tych słuchawek jest olbrzymi, możliwości, zdaje się, też, więc śmiało można je przyłączać (i trzeba) do wzmacniaczy klasy high-end. Mam nadzieję niebawem to uczynić, wówczas postaram się też powrócić do tematu, ale osobnym już tekstem.













Konkluzja
1. HiFiMan HE-500 to słuchawki magnetoelektryczne, gdzie funkcję przetwornika spełnia folia aluminiowa rozpięta pomiędzy dwoma elektromagnesami.
2. Budowa niezwykle solidna i wyszukana, zastosowane materiały – wysokiej próby, a wykończenie, mówiąc krótko – luksusowe. Design a’la retro.
3. Dźwięk nieprawdopodobnie przestrzenny, z dużą ułudą realizmu i cielesności. Przekaz niezwykle żywy, dynamiczny i spektakularny, ale nieprzesadzony, bez sztucznego „napompowania” któregokolwiek z zakresów, czy podzakresów. Naturalny. Średnica klarowna, wielokolorowa, dźwięczna – z pięknie namacalnymi wokalami. Niskie tony sprężyste i mocne, ale nieprzerysowane. Wysokie tony wyraźne, sugestywne i z kapitalnym rozdrobnieniem sprzyjającym detaliczności, a jednocześnie nie przykre, bez śladów szklistości, kłucia w uszy. Super!
4. Słuchawki im do wyższej klasy wzmacniacza przyłączone, tym bardziej odwdzięczające się rasowym dźwiękiem (i podobnie z sygnałem źródłowym). Tu obowiązuje zasada bezpośredniego przyrostu proporcjonalności. Im lepszy dostarczony sygnał do słuchawek, tym bardziej rasowy i dojrzały dźwięk HE-500 generują.
5. HiFiMan HE-500 mają jedynie dwie wady, które jednak można pokonać. Pierwsza, to ich spora masa – ponad 500 gram, lecz ich dźwięk rekompensuje z nawiązką tę niedogodność. A droga strona ujemna, to nieumiarkowana cena około 4000zł, którą też można znieść. Warto poświęcić te nieważne, marne kilka złotych na ołtarzu świątyni dźwięku, który w tym przypadku bezdyskusyjnie jest wart takiej błahej ofiary. Bo te słuchawki przenoszą człowieka w inny wymiar czasoprzestrzeni – bliżej Nieba. Audiofilskiego Raju.

Sprzęt testowy
Wzmacniacze słuchawkowe: Musical Fidelity X-Can v.3 wraz z zasilaczem ULPS firmy Tomanek (test TU), Yaqin PH-5L oraz wewnętrzny w serwerze muzycznym Olive 06HD.
Źródła: odtwarzacz płyt kompaktowych Musical Fidelity A1 CD-PRO, komputer Apple MacBook oraz gramofon Clearaudio Emotion.
Okablowanie: interkonekty - Ear Stream Signature (test TU), a także Audiomica Laboratory Rhod Reference oraz Mica Transparent GLD. Kable zasilające Audiomica Laboratory Jasper Reference oraz Volcano Transparent (test TU).
Słuchawki: Sennheiser HD650 z kablem firmy Ear Stream (test TU) oraz Grado SR-60i (test TU).
Akcesoria: stojak na słuchawki Woo Audio oraz stolik VAP (test TU).

Dane techniczne
Dostępne są na stronie firmowej HiFiMan TUTAJ.

I jeszcze jedno zdjęcie. Jak widać poniżej, słuchawki HiFiMan HE-500 są naprawdę "wysokich lotów".


czwartek, 6 września 2012

Wzmacniacz słuchawkowy Yaqin PH-5L - przybył!

Niniejszym zawiadamiam P.T. Czytelników, że zgodnie z planem na wrzesień, do redakcji dotarł wzmacniacz słuchawkowy Yaqin PH-5L oparty na lampach elektronowych 6J1. Ciekawa konstrukcja, interesujący dźwięk. Testy trwają. W tym i porównawcze. Jako wzmacniacze słuchawkowe odniesienia używam Musical Fidelity X-Can v.3 z zasilaczem ULPS firmy Tomanek, a także HiFiMan EF5 z zasilaczem HiFiMan DY-1. Zaś słuchawki to HiFiMan HE-500, Sennheiser HD650 z kablem Ear Stream oraz Grado SR-60i.

Wzmacniacz pochodzi od dystrybutora Yaqin Polska.

Zapraszam do lektury w przyszłym tygodniu.




wtorek, 4 września 2012

Wzmacniacz zintegrowany Roksan Caspian M2 - testy trwają!

Bardzo miło mi zaanonsować test wzmacniacza zintegrowanego pochodzącego z Anglii, a konkretnie z Londynu.  To kultowy Roksan Caspian M2, który zdobył uznanie wśród audiofili na całym świecie, a także jest zwycięzcą wielu testów porównawczych periodyków audio-stereo.

Jak widać na zdjęciach poniżej, u mnie Roksan Caspian M2 będzie musiał stanąć do rywalizacji z moim ulubionym (do tej pory) wzmacniaczem Hegel H100. Innymi słowy, nie będzie miał łatwego zadania...

Opisywany wzmacniacz pochodzi od polskiego dystrybutora marki Roksan - firmy Polpak.

Zapraszam do lektury recenzji, za kilka - kilkanaście dni.




poniedziałek, 3 września 2012

Kolumny Pylon Sapphire






Komentarz od redakcji
Tytułem wyjaśnienia. Kolumny do testów otrzymałem już 22 czerwca (TU), jednak na prośbę Prezesa Zarządu firmy Pylon Audio - pana Mateusza Jujki, znacznie opóźniłem publikację niniejszego opisu. A stało się to z prostej przyczyny - równolegle testował te kolumny (nie te same, co ja, a inne egzemplarze, ma się rozumieć) pan Wojciech Pacuła z  High Fidelity.pl dla amerykańskiego czasopisma internetowego Enjoy the Music.com, gdzie poproszono z kolei o recenzję premierową Pylon Sapphire. Po opublikowaniu owej recenzji (dostępnej TUTAJ) pana Wojciecha, wklejam teraz moją, ale napisaną już jakiś czas temu…

Wstęp
Pylon Sapphire zostały po raz pierwszy publicznie zaprezentowane w listopadzie 2011 roku na warszawskiej wystawie „Audio Show”. Wzbudziły wówczas spore zainteresowanie zwiedzających, z których spora część z trudem przyjmowała do wiadomości, że polskie kolumny, z mało jeszcze wówczas znanej wytwórni, mogą tak inspirująco zagrać, a przy tym nie kosztować majątku (bo, około 3000 zł).

Opisywane kolumny pochodzą bezpośrednio od producenta – firmy Pylon Audio.

Budowa i wrażenia ogólne
Otrzymałem list z Pylon Audio następującej treści, a opisujący główne cechy kolumn.

„W modelu Sapphire warto zwrócić uwagę na ścięcia frontu zmniejszające szkodliwe dyfrakcje sekcji średnio-wysokotonowej, a także na solidną obudowę wykonaną z płyt MDF o grubości 18 mm z ukośną przegrodą oddzielającą sekcję średnio-wysokotonową. Przegroda ta pełni funkcję wzmocnienia, wydziela optymalną objętość dla głośnika niskotonowego oraz minimalizuje niekorzystne zjawiska związane z powstawaniem fal stojących wewnątrz konstrukcji. Kolumny wyposażone są w trzy rodzaje głośników. Głośnik wysokotonowy (25 mm) ma tekstylną (jedwabną) kopułkę oraz wzmocniony układ magnetyczny wyposażony w pierścienie Faradaya redukujące zniekształcenia harmoniczne. Z kolei głośnik średniotonowy (14 cm) wyposażony jest membranę celulozową oraz analogiczny, jak poprzednio układ magnetyczny z pierścieniami Faradaya, a także wentylowany kosz. Natomiast głośnik niskotonowy (22 cm) także posiada membranę z celulozy, a wentylowany kosz głośnika pod dolnym zawieszeniem, co redukuje zjawisko kompresji przy większych wychyleniach. Zwrotnica montowana jest metodą „point to point” bez zbędnego wydłużania ścieżek sygnałowych wewnątrz kolumny, a okablowanie wewnętrzne wykonane jest przy użyciu linki z miedzi beztlenowej. Kolumny wyposażone są w wysokiej klasy terminale głośnikowe, akceptujące dowolne wtyki kabli, jak i nagie przewody. Cały zestaw zoptymalizowano pod kątem zespolenia fazowego przetworników i naturalności”.

Od siebie dodam, że okleina choć z folii winylowej, a nie z naturalnego drewna, to wywierające przyjemne wrażenie estetyczne. Jest ładnie położona - czysto, równo i bez szpar na krawędziach. Jak się dowiedziałem, niebawem producent będzie oferował także wersję kolumn z okleiną drewnianą, choć oczywiście będzie ona nieco droższa od podstawowej. Doskonale prezentuje się kontrast pomiędzy czarnym, matowym frontem, a pozostałą częścią skrzynek w okleinie drewnopodobnej. Taki zabieg nadaje Sapphire intrygującej dostojności i monumentalności. Trzeba przy okazji dodać, że kolumny nie są małe, a wręcz odwrotnie, w związku z czym, trudno je będzie wstawić do pomieszczenia mniejszego niż 20 – 25 m2, a optymalnie, co najmniej 30 m2 – u mnie właśnie na takiej powierzchni grały. W komplecie znajdują się bardzo solidne i wysokie (około 4 cm) metalowe kolce, niestety – bez podkładek.

Z tyłu zamontowano porządne (i ładne) pojedyncze metalowe terminale głośnikowe, których jakość przypomina mi te stosowane w brytyjskich Spendor. Ładna rzecz! Galanteryjna. Nie opisuję dokładnie zastosowanych głośników w kolumnach, bo są one przytoczone w liście od Pylon Audio, dodam jedynie, że zostały wykonane na zamówienie i wg. własnego projektu w firmie STX Soundstation.

Po bokach frontów, na górnym i dolnym ich skraju, kolumny są nieco ścięte, co trochę upodabnia je do brył kolumn typu Avalon Time, lecz jest to oczywiście dalekie skojarzenie, analogia, ale coś na rzeczy jest. Naturalnie, owe ścięcia mają na celu lepszą propagację dźwięku, łatwiejsze jego odrywanie się od powierzchni obudowy skrzynek i zapobieganie szkodliwym rezonansom.














Warunki testu i używany sprzęt
W związku, z tym, że test bardzo „przedłużył się” (szczegóły na początku tekstu) i ostatecznie gościłem kolumny w domu nieomal dwa miesiące, miałem sposobność przyłączać je do dość pokaźnej rzeszy wzmacniaczy i porównywać je z zastępem różnorodnych kolumn.

Wzmacniacze:
- Hegel H100 (test TU),
- Dayens Ampino (test TU),
- Atoll IN30 (test TU),
- Yaqin MC-13S (test TU),
- Ming Da MC34-A (test TU) oraz
- Ming Da MC84-A (test TU).

Kolumny:
- Vienna Acoustics Mozart Grand,
- Spendor A5 (test TU),
- Pylon Topaz (test TU),
- Usher S-520,
- Koda K-2000B (test TU),
- Pylon Amber (test TU),
- Pylon Pearl Monitor (test TU),
- Klipsch Synergy B2 oraz
- Divine Acoustics Electra 2 (test TU).

Jako źródła wykorzystywane były:
- gramofon Clearaudio Emotion,
- odtwarzacz płyt CD Musical Fidelity A1 CD-PRO,
- modyfikowany przez Ear Stream odtwarzacz płyt DVD Harman/Kardon DVD-20 (test TU),
- komputer MacBook Apple,
- magnetofon kasetowy Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU),
- przetwornik c/a N-Audio DAC-3 Plus (test TU),
- DAC Hegel HD11 (test TU) oraz
- Muse Audio Mini TDA1543 DAC (test TU).

Zastosowane kable to:
- głośnikowe Audiomica Laboratory Celes Excellence (test TU), Dolomit Reference i Diamond Gold oraz Siltech Amsterdam,
- interkonekty Audiomica Laboratory Erys Excellence (test TU), Rhod Reference i Mica Transparent GLD, a także  Ear Stream Signature (test TU),
- sieciowe Audiomica Laboratory Ness Excellence (test TU) oraz Jasper Reference i Volcano Transparent (test TU).

Akcesoria:
- panele akustyczne (10. sztuk) Vicoustic Wave Wood (test TU),
- platforma antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU) pod gramofonem i stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40 (test TU) pod wzmacniaczem Hegel H100,
- stoliki audio – Ostoja T3 oraz VAP (test TU).

Pomieszczenie odsłuchowe o powierzchni około 30 m2, otwarte na korytarz z jednej strony. Ogólnie słabo wytłumione. Podłoga drewniana, na niej dywan wełniany IKEA 2x3m. Mało mebli, dużo okien - 7. sztuk.

Dźwięk
Kolumny są duże i masywne, więc takim z pozoru wydaje się być i ich dźwięk – olbrzymi i potężny. Ale to tylko ułuda, złe przekonanie, bo przekaz Sapphire jest owszem – potoczysty, sprężysty i dynamiczny, ale nie zbyt masywny, czy bombastyczny. Gdy popatrzeć na wielki głośnik niskotonowy o średnicy 22 cm, to może się wydawać, że głośniki będą bardzo grały dołem, a tymczasem balans tonalny Pylonów jest wyrównany – spójny. Nie mają one żadnych zbyt forsownie wypchniętych pasm – są harmonijne, lecz i z dużą wyrazistością, zaangażowaniem. Z charakterem, który można określić jako silny, ale i realistyczny, bliski naturalności. Można jednak tu i ówdzie doszukać się lekkich podbarwień – szczególnie na przełomie wyższej średnicy i sopranów, co nie wpływa negatywnie na odbiór muzyki, bo dzięki temu zabiegowi wokale są komunikatywne i dobrze osadzone w przestrzeni odsłuchowej, choć też i lekko przez to z przypaloną głębią, bo trójwymiarowość przez to nieco traci – ale w granicach akceptacji. Pylony mają ładną barwę – dźwięk jest raczej czysty i słodki, niż wycofany i ciepły, ale ostateczna charakterystyka zawsze zależała od danej amplifikacji, o czym później. Niskie tony, jak już wspominałem, są ładnie sprężyste i mocno atletyczne, punktowe, ale w żadnym razie nie za bardzo rozbudowane, za obfite. Są porządne i potrafią uderzyć silnie, lecz bas jest dobrze kontrolowany, chodzący na uwięzi wzmacniacza, nawet jeżeli ten nie jest mocarny (myślę tu o Dayens Ampino, który był, o dziwo, świetny z połączeniu z Sapphire). Nie lubię nadmiaru basu, jego rozlewania się, jakiejś za przeproszeniem - „buły”. Pylony na szczęście pozbawione są tej nieprzyjemnej maniery. Niskie tony są szybkie, żywe i spontaniczne, choć też i z głębią, odczuwalnym istnieniem, jednak czasem przydałoby się im więcej kolorów, zróżnicowania w mikroskali.

Co do sopranów, to są śpiewne i z blaskiem, a co najważniejsze, bez tendencji do sybilizownaia. Są lekko ucięte od góry, przygaszone lub powściągliwe, jak kto woli. Ale coś, za coś – Pylony nie tną żyletkami po uszach, ale też nie charakteryzują się przez to referencyjną przejrzystością i ekspozycją wszelkich detali. Może tu, więc niektórym osobom brakować nieco blasku, czy powietrza wśród wysokich tonów, otwartości, ale ostatecznie przemawia do mnie taka konstrukcja dźwięku. Wolę prezentację typu lekkiego „przymazania” góry, dla większego komfortu niemęczących odsłuchów, szczególnie tych wielogodzinnych.

Co istotne, kolumny trzeba prawidłowo (precyzyjnie) ustawić w pomieszczeniu odsłuchowym. Ich duża masa i wysokość, a także wycięcia po bokach powodują, że należy trochę nimi poobracać wokół osi dla znalezienia optymalnego, pełnego dźwięku i wyrównanego basu. Mi najbardziej podobało się ustawienie z lekkim (około 20 stopni) skręceniem do środka. W takim położeniu scena miała najszersze parametry, a stereofonia – najlepszą panoramę.
















Konfiguracje
Kolumny mają aż 90 dB skuteczności (efektywności) parametr ten, więc bardzo je predysponuje do łączenia ze wzmacniaczami lampowymi, które zazwyczaj mają mniej mocy niż konstrukcje tranzystorowe. Dlatego też, przyłączałem Sapphire po kolei do następujących urządzeń lampowych: Ming Da MC34-A, Ming Da MC84-A oraz Yaqin MC-13S. Powyższe wzmacniacze bez najmniejszych problemów w pełni i z dużą swobodą wysterowały duże Pylony. Większość lamp ma raczej ekspansywny dźwięk, o gorącym temperamencie i dużej dozie słodyczy, emocji. Emfazie. Potrzebują, więc zazwyczaj raczej przezroczystych kolumn, pozbawionych własnych specyficznych ingrediencji, by ich wspólny przekaz nie był za gęsty, kleisty. Sapphire, choć mające swój własny charakter grania, to jednak jest on na tyle umiarkowany, że z „gorącym” dźwiękiem płynącym ze wzmacniaczy lampowych niebędący problemem, a uzupełnieniem. Komplementarnością i synergią. Bas zawsze był mocny, ale utemperowany. Szybki i klarowny. Niski. Średnica była oczywiście żarliwa i ciut wyoblona do przodu, to nigdy nie nachalna. Soczysta i wielokolorowa. Wysokie tony, wystarczająco rozdzielcze, ale bez słyszalnych niuansów w rozbudowanych składach instrumentalnych. Ale za to bez syczenia sybilantów. Kulturalnie i powabnie, lecz i z lekkim ograniczeniem od góry. Sapphire to bardzo dobre kolumny do średnio-budżetowych wzmacniaczy lampowych!

Co do wzmacniaczy tranzystorowych, to nie było tak jednorodnie jak z lampami. Od razu napiszę, że nie przypadło mi zbytnio połączenie Hegel H100 plus Pylony. Ogólnie, grało to całkiem dobrze i nawet niekiedy przyjemnie (szczególnie przy cichszym słuchaniu), ale zdecydowany charakter Hegla powodował czasami lekki „bałaganik” w balansie tonalnym Sapphire. Hegel chciał dawać więcej mocy, niż Pylony były w stanie jednorazowo przyjąć. Takie odnosiłem wrażenie. Skutkowało to zjawisko skróceniem basu i jego rozwarstwianiem. Tu spotkały się dwa przeciwstawne osobowości, bez chęci współpracy lub czyniące to opornie. Trudno - i tak bywa. Nie każdy musi się lubić.

Ale aby uspokoić Szanownego Czytelnika, pozostałe używane w teście wzmacniacze tranzystorowe nie robiły już takich „fochów” jak niesforny norweg. Pylony w połączeniu ze wzmacniaczem Dayens Ampino oraz Atoll IN30 grały gładko i powabnie. Z pięknie skupioną na detalach średnicą, choć oczywiście były to większe detale, a nie te mikro. Bo te drugie, często uciekały uwadze Sapphire, a i wzmacniacze niespecjalnie obficie je im dostarczały. Bardzo, ale to bardzo podobało mi się towarzystwo maluśkiego Dayens (test TU) z gigantycznymi Pylonami – mając na uwadze duży kontrast ich gabarytów. Ale zapewniam, serbski maluch-zuch, wysterował Sapphire tak doskonale, że w zasadzie – uwag brak. Dobry, płynny i harmonijny przekaz, z namacalnym, fizycznie obecnym, dźwiękiem. Odpowiednio spulchnionym i rozdrobnionym. Swobodnym i pełnopasmowym. Malina, miód i słodycz. Oj, Wasz recenzent musi już kończyć opis, bo zaczyna pisać wierszem.

Podsumowanie
1. Pylon Sapphire to kolumny o solidnej konstrukcji, wykonaniu i prezencji. Masywne, ale nieprzytłaczające rozmiarami. Zamontowane przetworniki to projekt autorski, ale wykonanie firmy STX. Zastosowana okleina położona jest przednie, lecz nie jest to drewno, a winyl. W planach Pylon ma wprowadzić wersję w okleinie naturalnej, ale oczywiście cena takich egzemplarzy będzie wyższa.

2. Kolumny, choć duże to nieatakujące zbyt obszernym dźwiękiem. Bo ten jest odpowiednio spreparowany, harmonijny i spójny. Rzetelny i klasowy, choć nie referencyjny, oczywiście, ale bezproblemowo plasujący się w mocnym pułapie średnim. Uczciwym.

3. Bas dysponuje sporym potencjałem dynamicznym, jest odpowiednio skupiony, a także i soczysty, sprężysty, z pięknym brzmieniem. Kolorowym, ale nie z pogłębieniem, czy wielowarstwowością. Średnica – śpiewna, substancjalna i z bogactwem dźwiękowym. Góra nieco ścięta, ale w granicach normy - z korzyścią dla uspokojenia przekazu, większej subtelności i płynności tonów, które są potoczyste i wiarygodne, ale nie zawsze mocno szczegółowe, analityczne. Ogólnie, dźwięk Sapphire bliski jest pojęcia: muzykalny.

4. Pylon Sapphire przyłączone do wzmacniaczy lampowych z pułapu średnio-budżetowego okazały pełnię swoich, jak i lampowych towarzyszy, zalet. Dobra synergia, muzykalność na wysokim poziomie. Satysfakcja gwarantowana!

5. Bardzo dobra cena na tle konkurencji - kwota 3100 złotych za tak dojrzały dźwięk kolumn i solidną konstrukcję to nieomal dumping, a na pewno okazja dla klienta. Brawo, Pylon Audio! Tak trzymać!

Parametry techniczne
Dostępne na stronie firmy Pylon Audio TUTAJ.

sobota, 1 września 2012

Plan recenzji - wrzesień 2012r.

Wrzesień zapowiada się bardzo owocnie, jeśli chodzi o ilość potwierdzonych sprzętów audio-stereo do testów. Cieszę się, że coraz więcej dystrybutorów, producentów oraz salonów audio decyduje się użyczać mi urządzenia, które przecież najczęściej nie są tanie.

1. Jako pierwsze mam zamiar opisać słuchawki magnetoelektryczne HiFiMan HE-500, z którymi zapoznaję się już od ponad tygodnia. Okazały się na tyle wyborne, że zdecydowałem się wypożyczyć z gdańskiego salonu audio Premium Sound także i wzmacniacz słuchawkowy tej samej firmy.

2. I to będzie recenzja nr 2, czyli wzmacniacza słuchawkowego HiFiMan EF5 z zasilaczem HiFiMan DY-1.




3. Następnie, zamierzam wkleić opis kolumn Pylon Sapphire, który to mam już gotowy od dłuższego czasu, ale pewne względy, powiedzmy - proceduralne, nie pozwalały mi umieścić testu wcześniej niż we wrześniu. Na zdjęciu poniżej, po lewej stronie i w towarzystwie Vienna Acoustics Mozart Grand oraz Spendor A5.




4. Mam potwierdzone wypożyczenie wzmacniacza zintegrowanego Roksan Caspian M2. Bardzo jestem ciekawy jego dźwięku (TUTAJ).

(zdjęcie z Roksan Forum)

5. W dalszej kolejności zajmę się testem przetwornika cyfrowo-analogowego z USA, firmy Wyred 4 Sound  - W4S DAC-2 (TUTAJ).

(zdjęcie z StereoMojo)

6. Następnie mam w planach opisać monitory Swans. Jeszcze nie wiem, jaki to będzie model, być może M3 (TUTAJ).



7. Być może, wystarczy mi czasu by zapoznać się z intrygującym zestawem odtwarzacz płyt CD i wzmacniacz zintegrowany: Rega Apollo-R i Rega Brio-R. Ładny komplecik! (TU i TUTAJ).



8. Wrzesień chciałbym zakończyć testem wzmacniacza słuchawkowego na lampach 6J1 - Yaqin PH-5L (TUTAJ).



9. Niewykluczone, że uda mi się opisać ciekawe interkonekty RCA Mica Transparent oraz Rhod Reference GLDAudiomica Laboratory.



Oczywiście, to tylko plan - możliwe są jego modyfikacje. Liczba sprzętów może się zmniejszyć, lub, co bardziej prawdopodobne - zwiększyć.

Zapraszam serdecznie!