Polpak

EIC

Rafko

niedziela, 7 marca 2021

PMC cor, wzmacniacz zintegrowany



Trzy zdjęcia ze strony Professional Monitor Company Ltd.

 

Słowo "cor" w łacinie oznacza serce.

Wstęp
Warszawski dystrybutor EIC Sp. z o.o. przysłał mi na testy wzmacniacz zintegrowany o nazwie PMC Cor (pisany oryginalnie jako "cor", zobacz TUTAJ i TUTAJ). W tej informacji nie byłoby nic nadzwyczajnego (bo przecież wzmacniaczy zintegrowanych na świecie jest całe multum), gdyby nie jeden fakt. Nietypowe jest to, że wzmacniacz ten został od początku do końca wyprodukowany przez brytyjskiego potentata z dziedziny budowy ...kolumn głośnikowych. Tak, te litery nazwy PMC to nic innego jak dobrze znany brytyjski Professional Monitor Company Ltd. (zobacz TUTAJ)! Czyli producent słynący z wytwarzania genialnych głośników używanych dla potrzeb stricte profesjonalnych, ale też do użytku domowego hi-fi. Bardzo intrygująca rzecz.

Oczywiście, PMC od początku istnienia (rok 1991) buduje różne wzmacniacze, ale zazwyczaj były one umieszczane w kolumnach głośnikowych (tzw. głośniki aktywne) - z początku w produktach profesjonalnych, a potem także z przeznaczeniem dla home audio. Oprócz wzmacniacza cor, PMC ma także w ofercie wzmacniacz zintregrowany typowo studyjny - to model Power 2400 (zobacz TUTAJ), czyli monofoniczna końcówka mocy. Wieść gminna niesie, że PMC przetransferował kilka ciekawych rozwiązań technicznych z Power 2400 do tytułowego cor...

Gwoli kronikarskiego obowiązku. Już kilkukrotnie na blogu Stereo i Kolorowo opisywałem głośniki renomowanej firmy PMC - były to trzy różne monitory: PMC DB1 Gold, PMC Twenty5.2 czy PMC Twenty.21, ale także duże podłogówki PMC fact.8. Wiem więc na pewno, że przedsiębiorstwo PMC konstruuje znakomite głośniki - a jak jest z ich firmowym wzmacniaczem? Zapraszam do niniejszej lektury.

Wrażenia ogólne i budowa
Wzmacniacz dostarczany jest w dużym pudle, w którym unieruchomiony i chroniony jest grubymi piankowymi formami. I dodatkowo owinięty jest w foliowy worek. Na wierzchu piankowych form umieszczony został biały kartonik. Wewnątrz znajduje się przewód zasilający, pilot zdalnego sterowania, trzy bateryjki do pilota,  białe, bawełniane rękawiczki, gwarancja producenta oraz instrukcja obsługi. Jest jeszcze klucz imbusowy (? - nie wiem do czego służący).

Design wzmacniacza to osobny temat. I rozległy. Można by z tego materiału napisać pracę magisterską, a nawet sklecić doktorat. Ale dość żartów! Muszę jednak szczerze przyznać, że "czegoś" takiego jak PMC cor jeszcze w życiu u siebie nie miałem. Wzmacniacz ma bardzo nietypową fizis, acz intrygującą. I na swój sposób piękną, choć bardzo nawiązującą wprost do lat 80-tych XX wieku. Obudowa na trzech bokach (razem z frontem, ale bez pleców) ma zainstalowane jakby radiatory - wystające cztery grube poziome żebra z aluminium (albo cztery rowki, jak kto woli). Gdzieś wyczytałem, że PMC projektując COR wzorował się na wintadżowym Playstation 2. Ale taka żłobiona dookoła obudowa oprócz niewątpliwej oryginalnej ozdoby, ma także spełniać swoją konstytucyjną funkcję, czyli odprowadzać ciepło z wnętrza wzmacniacza. 

Z kolei górna pokrywa jest płaska. Płaściusieńka. To gruba aluminiowa płyta przykręcona kilkoma wkrętami do obudowy. Płyta ta ma wymalowany duży napis "PMC 25". Ta liczba oznacza oczywiście 25-lecie przedsiębiorstwa PMC, bo zostało one założone w 1991 roku, zaś wzmacniacz cor został wypuszczony na rynek w zamierzchłym 2017 roku. Na lekko spóźniony jubileusz ćwierćwiecza. 

Na frontowym "ożebrowaniu" wkomponowane są wszelkie regulatory i przyciski. Bardzo pomysłowo i oryginalnie. Po prawej stronie umieszczono duże pokrętło głośności, w miejscu, w którym "żebra" wycięto pod obrys owej gałki. Pokrętło jest aluminiowe, płaskie. Ma wbudowaną małą białą diodę, która to wskazuje położenie gałki (a więc i poziom aktualnej głośności). Tuż obok gałki znajduje się wyjście słuchawkowe 6,35 mm (ponoć cor ma bardzo dobry tor słuchawkowy).

Mniej więcej po prawej stronie (patrząc od centralnego miejsca "frontu") zainstalowano trzy suwaki rodem wprost z konsoli mikserskich - są one wkomponowane pomiędzy poziome "żebra". Odpowiadają one za (od góry do dołu): balans kanałów, regulację wysokich tonów i regulację niskich tonów. W przypadku ustawienia ich w pozycji neutralnej (lub "0") pali się odpowiednia biała dioda (trzy diody umieszczone na trzech kolejnych trzech "żebrach"), zaś w przypadku odstępstw od pozycji neutralnej - diody zmieniają kolor na czerwony. Co istotne, wszystkie trzy suwaki są zmotoryzowane, czyli można sterować balansem i regulować tony za pośrednictwem pilota zdalnego sterowania, a suwaki godnie przesuwają się w rowkach w lewo bądź w prawo. To rozwiązanie żywcem przeniesione ze świata profesjonalno-studyjnego.

Idąc dalej z opisem panelu frontowego. Po prawej stronie suwaków piętrowo umieszczono trzy przyciski (w głębi rowków). Odpowiadają one za aktywację trybu mono, wyciszenie (mute) oraz funkcję "by-pass" ("by-pass" odcina regulację wysokich i niskich tonów). Po włączeniu przycisku zapala się właściwa mu biała dioda. Regulacje te są dostępne także z poziomu zdalnego sterownika. W lewym, górnym roku (w pierwszym rowku patrząc od góry) zainstalowano kolejnych sześć identycznych przycisków. Pięć z nich służy do wyboru źródła (cztery wejścia analogowe RCA i jedno XLR), a szóste aktywuje tryb "Direct". Pod nimi, na dolnym "żebrze" znajdują się odpowiednie im białe diody.

W dolnym, lewym rogu zamontowano stosunkowo duże podświetlane "okienko" z napisem "PMC". To sensoryczny włącznik zasilania. Kiedy wzmacniacz jest w trybie uśpienia, napis pali się na czerwono-pomarańczowo, a w trybie gotowości - na biało. Rewelacyjnie to wygląda! (tuż obok sensora zasilania umieszczono "oko" podczerwieni).

Plecy wzmacniacza są najbardziej konserwatywnym jego miejscem. Tu już nie ma żadnych ekstrawagancji. Są tu zamontowane normalne gniazda - ale wyłącznie analogowe, cor nie ma wbudowanego DAC-a. Zresztą przedwzmacniacza gramofonowego także nie. Po lewej stronie umieszczono parę wejściowych gniazd symetrycznych XLR, zaraz potem, w dwóch rzędach, sześć par gniazd RCA. Cztery pierwsze z nich to gniazda wejściowe, piąte to wyjście z pozycji przedwzmacniacza (pre-out), zaś szóste to wejście typu "direct-in". Po prawej od centralnej osi zamontowano dwie pary terminali głośnikowych, a na skrajnej prawej stronie gniazdo zasilania IEC zintegrowane z komorą bezpiecznika. Zaraz obok znajduje się centralny włącznik zasilania.  

Jak podaje PMC Ltd.: "COR to zintegrowany, w pełni analogowy, wzmacniacz stereo o mocy wyjściowej 2 x 95 W/8 Ω i 2 x 140 W/4 Ω. Do jego konstrukcji wykorzystano najnowocześniejsze elementy pochodzące z urządzeń profesjonalnych. Po wielu testach różnych topologii wzmacniacza powstało urządzenie całkowicie przezroczysty akustycznie, cechujący się nieprawdopodobną szczegółowością i precyzją w budowaniu sceny stereofonicznej. Wielką wagę przyłożono do eliminacji negatywnego wpływu na jakość dźwięku jakie ma zjawisko interferencji częstotliwości radiowych".

Specyfikacja techniczna
Moc wyjściowa przy 8 Ω 95 W
Moc wyjściowa przy 4 Ω 140 W
Maksymalne wzmocnienie 15 dB
Kontrola barwy +/- 10 dB
Pasmo przenoszenia 20 Hz - 20 000 Hz +0/-0,2 dB
5 Hz - 80 kHz +0/-1 dB
Impedancja wejściowa (wejście niezbalansowane) 25 kΩ
Impedancja wejściowa (wejście zbalansowane) > 14 kΩ
Zniekształcenia harmoniczne 0,001% przy 1 kHz < 0,005%, 20 Hz - 20 kHz, 80 kHz zakres pomiarowy
IMD < 0,001% SMPTE
Maksymalny poziom wejściowy 5,5 Vrms
Maksymalny poziom wyjściowy 10 Vrms
Wymiary (S x W x G) 432 x 87,5 x 401 mm
Masa 12,00 kg




Doskonały sposób pakowania


Akcesoria


Kosmiczny design!


Trzy suwaki - regulacji balansu, wysokich i niskich tonów; wszystkie zmotoryzowane

Przyciski selekcji źródeł wkomponowane zostały w "żebra"

100% aluminium

Podświetlone logo PMC to w rzeczywistości sensoryczny włącznik zasilania

Tył urządzenia

Proszę zwrócić uwagę na numer seryjny - to "No 000004"!


Porównanie z dzielonym wzmacniaczem YBA Genesis

PMC 25


Zmotoryzowane suwaki działają też z pozycji zdalnego sterowania (regulację wysokich i niskich tonów można dezaktywować stosownym przyciskiem "by-pass") 

Podświetlane logo PMC to miły akcent na "groźnym" obliczu frontu

I na koniec robocik z La Palma

Rzut okiem na cały system odsłuchowy



Wrażenia dźwiękowe
Do wzmacniacza PMC cor przyłączałem przede wszystkim podłogowe kolumny AudioSolutions Overture O305F, ale także Living Voice Auditorium R3. Przewody głośnikowe to w każdym przypadku Cardas Clear Cygnus 2 x 3 m. Wzmacniacze porównawcze to zintegrowany Creek Voyage i20 oraz dzielony YBA Genesis PRE5A/A6. Pełna lista sprzętu towarzyszącego wymieniona jest na końcu niniejszego tekstu. 

Po przypięciu głośników, źródła (streamer Rose RS150) i włączeniu wzmacniacza od razu musiałem przyznać, że PMC cor to wyjątkowo mocarny i ultra-wydajny zawodnik. Już po niewielkim odkręceniu potencjometru pokazuje na co go stać i co potrafi. Gra w sposób bardzo energetyczny i rozbudowany. Atletycznie i ekspansywnie nawet już nie do kwadratu, a do sześcianu. Oj, nie bierze jeńców! Jakby amplifikacji dźwięku nie dokonywały klasyczne tranzystory a elektrownia atomowa, która dysponuje nieograniczoną wydajnością prądową (oczywiście, elektrownią jakoś odpowiednio zminiaturyzowaną, aby zmieściła się w obudowie). 

To bardzo intensywne zjawisko realnej "ściany dźwięku" albo fali uderzeniowej. Można je odczuć szczególnie po wejściach XLR, na RCA jest mniej natężone, ale również o energii równej eksplozji broni jądrowej. Jakieś 5 kiloton w równoważniku trotylowym. Przy czym nie jest to (za przeproszeniem) chamskie granie "na twarz", bo choć krytycznie bezpośrednie, to również głęboko wysublimowane. Potrafiące zadbać o godny cyzelunek detali, rafinację tonów i ogólną elegancję brzmienia. Cor umie bezceremonialnie uderzyć dźwiękiem z dużą siłą przebicia, ale jest również w stanie opatulić uszy milusim łkaniem lub aksamitnym motylkiem. Taki to z niego dwubiegunowy typ, jak nie przymierzając - dr Jekyll i mister Hyde.

Aby jakoś dostosować głośność wzmacniacza do racjonalnej, czyli takiej nadającej się do zwykłego użytkowania, obniżyłem poziom wyjściowy w streamerze Rose RS150 do 80% wolumenu. Wówczas dopiero mogłem poczuć co naprawdę potrafi brytyjski cor, a jego potencjał jest wprost fenomenalny. (Ale nie ma co się dziwić tej ekstremalnie wysokiej energii grania, przecież ten wzmacniacz ma rodowód stricte profesjonalny! - na pewno z powodzeniem nagłośni i ze 100 m2 sali balowej. Albo i znacznie większy metraż).

Wzmacniacz pomimo że dysponuje potężnym dźwiękiem (i ogromną potencjalną energią podskórnie przyczajoną, gotową na sygnał do spożytkowania), to jest całkowicie tonalnie neutralny, pozbawiony własnego charakteru. Nie barwi, nie ociepla, nie oziębia, nie pogrubia, nie osładza i nie rozwleka nagrań (Ale nie jest w żadnym stopniu kliniczny bądź techniczny!). Po prostu je znakomicie amplifikuje bez dokładania im żadnych sygnatur czy właściwości. Tylko tyle i aż tyle - ale należy pamiętać, że taka umiejętność jest cechą najlepszych wzmacniaczy. Jest pożądana i oczekiwana. Z drugiej strony zwolennicy grania ocieplonego czy pogrubionego (lub tzw. lampowego) mogą nie odnaleźć się w stylistyce brzmieniowej PMC. Tak to już jest w hi-fi. Wszystkich gustów jednym urządzeniem się nie zadowoli, na szczęście oferta w świecie audio-stereo jest bardzo szeroka. Jest z czego wybierać. 

Cor umiejętnie uwidacznia tekstury instrumentalne i wydobywa na powierzchnię sporą ilość szczegółów. Odsłania wymiary, detale i dużą scenę dźwiękową - ale czyni to w bardzo spójny i wciągający sposób. Ujmuje słuchacza soczystym, wręcz esencjonalnym przekazem i wzorową organizacją w pokazywaniu struktury poszczególnych dźwięków. Te jego cechy z powodzeniem można nazwać wybitnymi - PMC wzorcowo oddaje brzmienie instrumentów (szczególnie  akustycznych, ale paradoksalnie i elektronicznych) - ich autentyczną barwę, przyrost natężenia, głębię struktury i agogikę. Wszystko. 

Wiele pozytywnego można również napisać o stereofonii i zjawiskach przestrzennych. Scena jest rozległa - szeroka i mocno rozciągnięta w głąb. Źródła pozorne ogniskowane są precyzyjnie, do tego poziomu, że nie ma się najmniejszego problemu z wiarygodną lokalizacją poszczególnych instrumentów lub ludzkich głosów. Dużo można by o tym powiedzieć, ale sądzę, że nie ma po co. PMC bardzo dobrze sobie radzi i ze stereofonią, i z rozkładem przestrzennym.

Na koniec tradycyjne pytanie - z jakimi głośnikami zgra się optymalnie tytułowy wzmacniacz? To pytanie stawiam jedynie pro forma, bo odpowiedź jest oczywista. PMC niechybnie zagra z każdym głośnikiem - z monitorem, z kompaktowym i bardzo dużym. Myślę że nawet gigantycznymi skrzyniami Vox Olympian by zatrząsł niczym młody dzik rosłym dębem. Ale już na poważnie - cor ma w sobie tak duże pokłady energii oraz wielką chęć do grania, że wydaje się, iż bez problemu napędzi i wysteruje z 95% światowej populacji głośników. Konstruktorzy PMC tworząc go na pewno brali pod uwagę, że będzie musiał współpracować z ich firmowymi głośnikami PMC, a te, jak powszechnie wiadomo, nie są łatwe do optymalnego wysterowania. To są silne robocze konie, które do pracy potrzebują dużą dawkę pożywienia i paliwa, zaś PMC cor takie bezsprzecznie zapewnia. I to bez najmniejszych oznak zmęczenia. Bo to jest wyczynowy wzmacniacz!

I już na ostateczny finał - PMC cor wyposażony jest w znakomite wyjście słuchawkowe (6,35 mm). Nie słuchałem na nim zbyt długo, ale to, co usłyszałem budzi duże uznanie i przynosi satysfakcję. Podpinałem tu przede wszystkim referencyjne słuchawki Meze Empyrean - i to był bardzo dobry dźwięk! Dlatego tymi niniejszymi kilkoma zdaniami podkreślam, że cor ma wyjście słuchawkowe godne uwagi i eksploracji.

Konkluzja
PMC cor to brytyjski wzmacniacz zintegrowany klasy wyczynowej high-fidelity. Bezkompromisowy, mocarny i żywiołowy. Ma niesamowitą chęć do grania, ale to granie choć atletyczne oraz wysoce energetyczne, to głęboko wyrafinowane i doskonale ułożone. Neutralne i przejrzyste do fantastycznego stopnia. Ale należy podkreślić - to wzmacniacz z gatunku "kochaj albo rzuć". Można w nim zakochać się aż do szaleństwa, można odrzucić ze względu na jego bezgraniczną dźwiękową neutralność. Stawiam więc tezę, że PMC cor to urządzenie dla prawdziwych znawców i tych, którzy wiedzą, czego szukać w brzmieniu. Dla mnie ów wzmacniacz to była spora przygoda, która pokazała sens muzyki i jej autentyczne oblicze. Wzięte wprost z profesjonalnego studia nagrań.

Cena w Polsce - 24 000 PLN.

System odsłuchowy
Pomieszczenie 30 m2 z częściową adaptacją akustyczną, ustroje Vicoustic Wave Wood - 10 sztuk.
Wzmacniacze: YBA Genesis PRE5A/YBA Genesis A6 (test TU), Creek Voyage i20, Haiku-Audio Origami 6550 SE (test TU) i Pathos Classic One MKIII (test TU).
Kolumny podłogowe: Living Voice Auditorium R3 (test TU) i AudioSolutions Overture O305F (test TU).
Kolumny podstawkowe: Martin Logan Motion 35XTi (test TU) i Guru Audio Junior (test TU).
Odtwarzacze CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO (test TU) i Creek Voyage CD.
Odtwarzacze sieciowe: Auralic Aries Mini (test TU), Audiolab 6000N Play (test TU), Volumio Primo (test TU), Rose RS150, Rose RS201E i CocktailAudio N25 (test TU).
DAC-i: NuPrime DAC-10H (test TU), Audio Analogue AAdac (test TU), S.M.S.L. M400 (test TU), SPL Phonitor One d, Lampizator Amber 3 DAC (test TU) oraz Encore mDSD (test TU).
Komputery: Dell Latitude 7390 i MacBook Apple Pro.
Smartfon/tablet: iPhone XR i iPad Air 2.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładka gramofonowa: Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU) i Musical Fidelity M6x Vinyl (test TU).
Radioodbiorniki: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Tivoli Model One (test TU).
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Głośnik bezprzewodowy Bluetooth: Mooer Silvereye 10 (test TU).
Odbiornik Bluetooth/DAC: iFi Audio ZEN Blue + zasilacz iFi Audio iPower X (test TU).
Słuchawki: Fostex TH610 (test TU), Meze 99 Neo (test TU), Meze Empyrean (test TU) i MTX Audio iX3BT (test TU).
Listwy sieciowe: Solid Core Audio Power Supply (test TU) i ZiKE Labs Powerbox (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech Radius Stand, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU), mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU) i krążek dociskowy do gramofonu Clearaudio Clever Clamp (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper oraz adaptery głośnikowe bi-wire Perkune Audiophile Cables (test TU).



piątek, 5 marca 2021

YBA Genesis PRE5A i YBA Genesis A6, przedwzmacniacz i końcówka mocy


Dwa zdjęcia ze strony YBA


Wstęp
Pod sam koniec stycznia br. załoga zaprzyjaźnionego sopockiego salonu Premium Sound przywiozła do mnie, do Gdyni, duży, dzielony wzmacniacz stereofoniczny. To francuski YBA serii Genesis konstrukcji pana Yves-Bernarda André'a: przedwzmacniacz z DAC - YBA Genesis PRE5A (zobacz TUTAJ i TUTAJ) oraz stereofoniczna końcówka mocy - YBA Genesis A6 (zobacz TUTAJ i TUTAJ). DAC w przedwzmacniaczu to dobrze znany i lubiany Cirrus Logic CS4398.

Nie ukrywam, że byłem bardzo ciekawy tych sprzętów - przypomnę, że całkiem niedawno na Stereo i Kolorowo testowałem integrę z serii Genesis, czyli YBA Genesis IA3A (czytaj recenzję TUTAJ). Wzmacniacz ten baaardzo przypadł mi do gustu! Tak więc o nim napisałem w podsumowaniu testu: "To oryginalny wzmacniacz z silnym charakterem. Zapewnia atletyczny i energetyczny, acz harmonijny przekaz o sporej autentyczności i niezłej selektywności. To dźwięk bardzo efektowny i atrakcyjny - wspaniale przejrzysty i barwny. Majestatyczny. Sto procent rekomendacji dla Genesis IA3A - rewelacyjny wzmacniacz!". Ciekawe czy może być jeszcze lepiej? Otóż może - zestaw YBA Genesis PRE5A i YBA Genesis A6 gra na zdecydowanie wyższym pułapie zaawansowania niźli Genesis  IA3A...

Wrażenia ogólne i budowa
Przedwzmacniacz i stereofoniczna końcówka mocy dostarczane są naprawdę sporych kartonach, bo oba to masywne i konkretne konstrukcje. Przedwzmacniacz ma całe10 kg żywej wagi, zaś końcówka mocy aż 21 kg, czyli w sumie powyżej 30 kg. To są już całkiem godziwe wartości. Oba urządzenia w kartonach zabezpieczone i unieruchomione są piankowymi formami. W zestawie producent dostarcza jedynie pilot zdalnego sterowania (do przedwzmacniacza), dwa przewody zasilające oraz komplet dokumentów. I to wszystko.

Jak prezentują się tytułowe urządzenia YBA? To charakterystyczny styl przez lata wypracowany przez francuskiego konstruktora - pana Yves-Bernarda André'a. Zarówno końcówka, jak i przedwzmacniacz mają płyty czołowe (z grubych płyt metalowych), które zostały niejako "przecięte" na pół - jedna połówka to szczotkowane aluminium, a druga - czarny akryl. Łączą się ze sobą w połowie czołówki, ale zestawione są po łuku nie linią prostą. Pod górną akrylową płytą (obu sprzętów), umieszczono pomarańczowe wyświetlacze - w przedwzmacniaczu po obu jego stronach, zaś w końcówce mocy - idealnie po środku. 

Na froncie przedwzmacniacza umieszczono pięć przełączników hebelkowych - dwa po lewej, które odpowiadają za wybór odpowiedniego wejścia (pod akrylową płytą nad nimi zapala się odpowiedni symbol źródła), zaś kolejne trzy przełączniki zamontowano po prawej stronie. Dwa z nich regulują wzmocnienie siły głosu, zaś trzeci to przełącznik fazy. Aktualne natężenie siły głosu wyświetlane jest cyframi na wyświetlaczu wmontowanym pod górną płytą akrylową frontu. Dodatkowo na jej środku, po włączeniu do sieci, wyświetlana jest nazwa modelu "GENESIS PRE5A". Z kolei sam włącznik zasilania ukryto pod dolną płytą obudowy - dlatego, aby włączyć przedwzmacniacz należy wsunąć palce pod obudowę i wymacać włącznik.

Końcówka mocy A6 stylistycznie w większości odpowiada przedwzmacniaczowi. Płyta czołowa jest wzorniczo identyczna, ale już obudowa jest inna. Jak przedwzmacniacz ma prostą, stalową obudowę, tak końcówka po obu bokach ma zainstalowane bardzo rozbudowane, wręcz barokowe radiatory. Układają się one w szereg powtórzonych napisów "YBA". Niesamowicie to wygląda. Z kolei płyta czołowa oprócz "przecięcia" akrylu i aluminium łukowo połączonego, nic innego nie ma. Za wyjątkiem dużego, podświetlanego napisu "GENESIS A6" wyświetlanego pod warstwą akrylu (po włączeniu do sieci). Włącznik sieciowy, identycznie jak w przedwzmacniaczu, przeniesiono na spód obudowy. Trzeba tam wsunąć palce i wyczuć włącznik.  

Tył przedwzmacniacza jest gęsto zabudowany różnymi gniazdami (i nie tylko). Lewa strona to sekcja gniazd cyfrowych, środkowa - gniazd analogowych, zaś prawa - zasilania. Sekcja cyfrowa zawiera aż pięć wejściowych gniazd cyfrowych - optyczne, koaksjalne, AES/EBU, BNC i USB. Jest też jedno gniazdo cyfrowe koaksjalne wyjściowe. I gniazdo anteny Bluetooth. Co bardzo istotne i nietypowe, YBA zamontował przełącznik "Digital Power" odcinający lub aktywujący sekcję gniazd cyfrowych przedwzmacniacza. Po aktywacji tej funkcji przedwzmacniacz działa wyłącznie w domenie analogowej. Gniazda cyfrowe (i sam układ DAC-a) są zdezaktywowane. Uwaga! Nie należy dokonywać przełączenia cyfra/analog podczas pracy PREA5! 

Końcówka mocy ma znacznie mniej zamontowanych gniazd niźli przedwzmacniacz. To dwie pary bardzo solidnych terminali głośnikowych umieszczonych po obu stronach tylnego panelu. Wewnątrz przestrzeni obwiedzionej terminalami można znaleźć symetrycznie zamontowane dwie pary wejściowych gniazd wejściowych - RCA i XLR. Zaś po środku, na dole panelu, zamontowano gniazdo zasilania IEC zintegrowane z komorą bezpiecznika.

Mniej więcej po środku tylnego panelu zamontowano dwa rzędy sześciu par gniazd analogowych. Trzy pary wejściowych i trzy pary wyjściowych. A w nich parę symetryczną XLR i dwie pary niesymetrycznych RCA. Nie wiem po co producent zamontował aż tyle gniazd wyjściowych (kosztem wejściowych), ale widać przyświecał mu jakiś cel. Opis tylnej płyty kończy gniazdo sieciowe umieszczone po prawej, skrajnej stronie. To gniazdo zasilania IEC zintegrowane z komorą bezpiecznika.

Zarówno przedwzmacniacz, jak i końcówka spoczywają na trzech (a nie czterech!) stopach. Dwie tylne to klasyczne stopy typu nóżki z podbiciem z gumy, lecz o przednich (frontowych) należy napisać kilka słów więcej. To są całkowicie stalowe stopy z zaokrągloną (kulistą) podstawą, na która kontaktuje się z podłożem. Uczyniono to oczywiście celem eliminacji rezonansów - to są pełnoprawne stopy antywibracyjne. Należy jednak pamiętać, że taka metalowa stopa może niechcący porysować albo blat szafki, albo górę obudowy, a której będzie stawiana. W przypadku ustawiania przedwzmacniacza na końcówce YBA, warto po przednią stopę przedwzmacniacza podkleić lub podłożyć fragment np. filcu. A najlepiej ustawiać przedwzmacniacz i końcówkę obok siebie (co i rekomenduje producent), a nie jeden na drugim.  

Przedwzmacniacz Genesis PRE5A był jednym z pierwszych produktów YBA oferujących rewolucyjną opcję cyfrowego wyłączania zasilania. Przy tak wielu dostępnych wejściach cyfrowych i analogowych zawsze znajdą się właściciele, którzy będą chcieli używać przedwzmacniacza wyłącznie do celów analogowych. Możliwość wyłączenia całego zasilania sekcji cyfrowej zapewnia poprawę reprodukcji analogowej. Zasilanie cyfrowe można ponownie włączyć w dowolnym momencie.

W sumie jest pięć wejść cyfrowych - plus Bluetooth i jedno wyjście cyfrowe. Jeśli jesteś użytkownikiem systemu Windows, konieczne jest pobranie sterownika dla wejścia USB (24/192 KHz). Użytkownicy MAC nie muszą pobierać plików.

Wzmacniacz wyposażony jest w jedno zbalansowane wejście audio XLR i 2 RCA. Wejście wideo ma funkcję bypass, która jest kontrolowana za pomocą pilota zdalnego sterowania. Dwie pary wyjść RCA i 1 para zbalansowanych XLR podnoszą wszechstronność przedwzmacniacza.

Dane techniczne Genesis PRE5A
Wyjścia audio: 2 x RCA, 1 x Balanced, 1 x S/PDIF
Wzmocnienie: +6 dB
SNR: >105 dB
Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz (-0,5 dB)
THD+N (20 Hz - 20 kHz): <0,003 %
Wejścia: AES/EBU, Optical, Coaxial, BNC, USB, Bluetooth, 2 x RCA Analog Signal Inputs, 1 x Balanced Analog Signal Input
Wyjścia: 2 x RCA, 1 x Balanced, 1 x Digital
DAC: Cirrus Logic CS4398
Wyłączenie zasilania sekcji cyfrowej: tak
Zasilanie: 2 liniowe zasilacze z wysokowydajnymi transformatorami 190VA
Kolor/Wykończenie: czarne aluminium z czarnym panelem akrylowym
Wymiary (w x d x h): 430 x 388 x 115 mm
Masa: 10 kg

Dane techniczne Genesis A6
Moc wyjściowa: 150 W @ 8 Ω na kanał, 250 W @ 4 Ω na kanał
SNR: >95 dB
Pasmo przenoszenia: 20 Hz – 20 kHz (-0,5 dB)
THD+N (20 Hz - 20 kHz): <0,1%
Wejśćia: 1 x RCA, 1 x XLR
Zasilanie: Liniowe zasilanie z wysokowydajnym transformatorem UI-Core 500VA
Kolor/ Wykończenie: Czarne aluminium z czarnym panelem akrylowym
Wymiary (w x d x h): 430 x 402 x 175 mm
Masa: 21 kg


Design YBA Genesis trudno pomylić z innym

Stylu vintage nadają hebelkowe przełączniki na froncie przedwzmacniacza (włączniki zasilania przeniesiono na spód obudowy)


Do połączenia przedwzmacniacza i końcówki mocy użyłem przewód Cardas Clear Cygnus na wtykach XLR


Zestaw YBA Genesis zajmuje sporo miejsca na szafce audio - a producent rekomenduje stawiać urządzenia obok siebie, a nie jeden na drugim

W towarzystwie zestawu Creek Voyage

Podczas intensywnych testów...

Po lewej głośnik AudioSolutions Overture O305F; głośniki AudioSolutions rewelacyjnie zgrywają się z YBA Genesis


Kilka spojrzeń na cały system odsłuchowy



Wrażenie dźwiękowe
Zestaw YBA Genesis łączyłem przede wszystkim przewodem symetrycznym Cardas Clear Cygnus Interconnect XLR 1m, zaś głównie wykorzystywane w czasie testu głośniki AudioSolutions Overture O305F przewodami Cardas Clear Cygnus Speaker 2 x 3 m. Wzmacniacze porównawcze to PMC COR oraz Creek Voyage i20. Pełna lista sprzętu towarzyszącego wymieniona jest na końcu niniejszego tekstu.

Jak już wspominałem we wstępie, podczas wcześniejszego testu wzmacniacza zintegrowanego YBA Genesis IA3A skonstatowałem, że urządzenie to dostarcza bardzo zaangażowany i dojrzały dźwięk wysokiej klasy high-fidelity. Dźwięk na tyle fenomenalny i holistyczny, iż wydawało się mi, że trudno będzie z YBA Genesis "wyciągnąć" zdecydowanie lepszy - nawet jeżeli będzie to zestaw pre/końcówka mocy. Natomiast tytułowy zestaw YBA Genesis PRE5A/A6 z łatwością przebił te moje hipotezy, które okazały się być całkowicie nieuprawnione. Dziś mogę z całym przekonaniem napisać, że "dzielonka" YBA Genesis oferuje nie tyle dźwięk fantastyczny, co "fantastycznie fantastyczny". W stu procentach autentyczny, doskonale nasycony i kompletny (pełny). Kiedy raz takie brzmienie usłyszeć, trudno się od niego uwolnić. Zastąpić czymś innym. Zaraz tę myśl rozwinę.

Mogę zaryzykować następujący opis. Dźwięk zestawu YBA zajmuje całą percepcję słuchacza - totalnie angażuje jego narząd słuchu. Wciąga w spektakl absolutny i skończony, pochłania w swoją głębię tonalną. Tu nie ma miejsca na swobodę albo niedopowiedzenia - słuchacz odbiera i czuje prawdziwą muzykę, wnika w jej otchłań, staję się jej realnym uczestnikiem. Przy czym przekaz YBA nie atakuje ani przesadną bezpośredniością, ani nie naprzykrza się zbyt rozbudowanym i przenikliwym stylem gry. Pomimo że jest to brzmienie niezwykle angażujące i zaprzęgające uwagę, to w najmniejszym stopniu nie jest ordynarne czy efekciarskie. To w pełni kulturalny i ułożony dźwięk o atrakcyjnym i powabnym charakterze. Brzmienie wysoce performatywne, acz budujące kojący krajobraz muzyczny.

Powyższa charakterystyka brzmienia jest oczywiście nieco literacko przerysowana, czy wręcz hiperboliczna, ale, w moim przekonaniu, dobrze oddająca clou i sens. Optymalnie opisująca sound  francuskiego YBA Genesis.  Zestaw ten pierwszorzędnie wydobywa wszelkie barwy i tekstury zawarte w nagraniach, tym samym tworząc wyjątkowo wciągającą, a równolegle kojącą prezentację muzyczną. To taka "zmiękczona" ściana dźwięku. Fizjologiczna.

YBA to także znakomita poprawność barwy instrumentów i wokali, do tego piękna przejrzystość tonalna, a także rozciągnięta dynamika i przykładna łatwość grania. Reprodukcja wszelkich dźwięków jest referencyjna. Bez problemu można usłyszeć bogactwo nawet gęstych i zawiłych nagrań. Ich głęboką substancję i realistyczny materiał. Nośność i precyzja przekazu są wprost fantastyczne! Dodatkowo na to nakłada się wręcz olśniewająca dźwięczność. Każdy ton ma zapewnioną kompletną swobodę i przestrzeń, aby móc w pełni wybrzmieć, rozwinąć się i wyraźnie zaistnieć w czasoprzestrzeni spektaklu muzycznego. Grać do końca - do czasu, kiedy musi skończyć się i zgasnąć ostatnia nuta.

Co istotne, poszczególne dźwięki przekazu szybko narastają, mają wyraźne kontury i treściwą substancję. Organiczne napełnienie oraz analogowy połysk. I, jak już pisałem, nie gasną od razu, a trwają aż do końca wybrzmień. Do czasu, kiedy ich muzyka zdąży przeminąć, a muzyk ponownie naciśnie klawisz fortepianu, zadmie w trąbę czy uderzy w werbel, itp. To jest zjawisko charakterystyczne dla najlepszych wzmacniaczy - typowo high-endowych. Zaś YBA Genesis gra każdą muzykę bez żadnych ograniczeń, zapewniając jednorako unikatową koegzystencja ciepła i precyzji.

Gdyby chcieć rozłożyć na jakimś hipotetycznym grafie ciepło, precyzję i substancjalność brzmienia YBA Genesis, to wskaźniki i parametry musiałyby być lekko przesunięte w stronę substancjalności i ciepła, zaś precyzja byłaby od nich ciut oddalona. Nie chcę przez to napisać, że tytułowy zestaw nie jest precyzyjny w tym, co robi, a jedynie to, że niekiedy owa cecha jest składana na ołtarzu realizacji innych celów muzycznych. Osiągania pełnej wierności barw, organicznej struktury czy wyrafinowanej namacalności źródeł pozornych. Zaś dokładność i pedantyczność dźwięku stoją w drugim szeregu tonalnym. To gładkość i kompletność przekazu, a nie rygorystyczna prawda. Dzięki temu wszelka muzyka, jej odmiany i rodzaje zawsze brzmią realistycznie i plastycznie - nie drażnią, a są ultra-atrakcyjne w odbiorze. Tu "wszystko gra"!

Na koniec wypada napisać kilka słów o wewnętrznym DAC-u zainstalowanym w Genesis PRE5A. Producent podaje, że jest oparty na kości Cirrus Logic CS4398. Nie jest to ultra-wyczynowy przetwornik cyfrowo-analogowy, ale całkiem rzetelny i wiarygodny. "Dobrze grający". Jego umiejętności na pewno są w 100% wystarczające dla przepuszczania przezeń sygnału cyfrowego pochodzącego ze streamingu muzyki, zaś w innych przypadkach (np. materiały wysokiej rozdzielczości) trzeba by się zastanowić nad innym, zewnętrznym tego typu urządzeniem.

Konluzja
YBA Genesis PRE5A i YBA Genesis A6, czyli przedwzmacniacz i stereofoniczna końcówka mocy to zestaw wzorowo grający muzykę. W stylu klasycznej, starej i dobrej szkoły dźwięku, gdzie wszystko jest na swoim miejscu, gdzie instrumenty mają autentyczne wypełnienie i szczerą chęć do grania (a wokaliści prawdziwie śpiewają), zaś żywość i wiarygodność przekazu są bliskie są tym rzeczywistym. Jestem pod dużym wrażeniem niecodziennych umiejętności YBA Genesis - tego brzmienia chce się słuchać godzinami, a nawet całymi dniami - i to bez przerwy na sen! 

Ceny w Polsce: YBA Genesis PRE5A - 19 099 PLN; YBA Genesis A6 - 17 199 PLN. 

System odsłuchowy
Pomieszczenie 30 m2 z częściową adaptacją akustyczną, ustroje Vicoustic Wave Wood - 10 sztuk.
Wzmacniacze: PMC COR, Creek Voyage i20, Haiku-Audio Origami 6550 SE (test TU) i Pathos Classic One MKIII (test TU).
Kolumny podłogowe: Living Voice Auditorium R3 (test TU) i AudioSolutions Overture O305F (test TU).
Kolumny podstawkowe: Martin Logan Motion 35XTi (test TU) i Guru Audio Junior (test TU).
Odtwarzacze CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO (test TU) i Creek Voyage CD.
Odtwarzacze sieciowe: Auralic Aries Mini (test TU), Audiolab 6000N Play (test TU), Volumio Primo (test TU), Rose RS150, Rose RS201E, CocktailAudio N25 (test TU) i Cyrus Stream Xa (test TU).
DAC-i: NuPrime DAC-10H (test TU), Audio Analogue AAdac (test TU), S.M.S.L. M400 (test TU), SPL Phonitor One d, Lampizator Amber 3 DAC (test TU) oraz Encore mDSD (test TU).
Komputery: Dell Latitude 7390 i MacBook Apple Pro.
Smartfon/tablet: iPhone XR i iPad Air 2.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładka gramofonowa: Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU) i Musical Fidelity M6x Vinyl (test TU).
Radioodbiorniki: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Tivoli Model One (test TU).
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1 (test TU).
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Głośnik bezprzewodowy Bluetooth: Mooer Silvereye 10 (test TU).
Odbiornik Bluetooth/DAC: iFi Audio ZEN Blue + zasilacz iFi Audio iPower X (test TU).
Słuchawki: Fostex TH610 (test TU), Meze 99 Neo (test TU), Meze Empyrean (test TU) i MTX Audio iX3BT (test TU).
Listwy sieciowe: Solid Core Audio Power Supply (test TU) i ZiKE Labs Powerbox (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech Radius Stand, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU), mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU) i krążek dociskowy do gramofonu Clearaudio Clever Clamp (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper oraz adaptery głośnikowe bi-wire Perkune Audiophile Cables (test TU).


poniedziałek, 1 marca 2021

Plan recenzji - marzec 2021 r.


Te dwa zdjęcia dzielą niewiele więcej niż dwa tygodnie, ale aż całe 30 stopni Celsjusza! Przyroda oszalała! Powyższe koreańskie streamery Rose RS150 oraz Rose RS210E będą głównymi bohaterami wielu marcowych recenzji...

Na szczęście wyraźnie już widać oraz czuć wiosnę. Dni zrobiły się dłuższe, a słońce mocniej grzeje. Zaś załoga Stereo i Kolorowo będzie witać wiosnę po swojemu, czyli kolejnymi recenzjami urządzeń audio-stereo. Plan na marzec prezentuje się następująco:

1. Na "pierwszy ogień" recenzji pójdą dwa wzmacniacze - pierwszym z nich będzie dzielony francuski YBA Genesis. To zestaw przedwzmacniacz/DAC/stereofoniczna końcówka mocy: YBA Genesis PRE5A oraz YBA Genesis A6 (czytaj TUTAJ). Bezkompromisowe konstrukcje.



2. Zaraz potem planuję opisać kolejny wzmacniacz. Mam na myśli semi-profesjonalny wzmacniacz zintegrowany PMC COR (zobacz TUTAJ). To brytyjska konstrukcja rodem z Professional Monitor Company Ltd. Tu chyba jakiekolwiek dodatkowe komentarze są zbędne - to bardzo energetyczna maszyna!


3. W lutym bardzo dużo słuchałem muzyki z koreańskiego strumieniowca Rose RS150 (zobacz TUTAJ), który całkowicie mnie przekonał. Bajecznie łatwą obsługą, referencyjnym dźwiękiem oraz nieprawdopodobnym designem. Tak powinien wyglądać, tak powinien grać i tak intuicyjną powinien mieć obsługę nowoczesny streamer godny lat 20-tych XXI wieku.


4. Skoro zapowiedziałem już streamer Rose RS150, to muszę pójść za ciosem i przedstawić też jego "mniejszego brata", czyli stumieniowiec "all-in-one" Rose RS201E (czytaj TUTAJ). Oprócz tego, że jest to pełnoprawny odtwarzacz sieciowy, to ma także wbudowany wzmacniacz 2 x 50 Wat...



5. Następnie chciałbym zająć się sprzętem słuchawkowym. W lutym przyjechał do mnie premierowy, niemiecki SPL Phonitor One d (zobacz TUTAJ). To wzmacniacz słuchawkowy z DAC USB o studyjnej proweniencji, ale który z powodzeniem może być wykorzystywany i w domowym audio hi-fi.



6. Później przyjdzie czas na amerykańskie słuchawki bezprzewodowe Shure AONIC 50 Wireless (czytaj TUTAJ) z aktywną redukcją szumów. Mam je od ponad tygodnia i wciąż na nich słucham muzyki...


7. Kolejne urządzenie "słuchawkowe" to ALO Audio Pilot (zobacz TUTAJ), czyli mobilny USB DAC PCM/DSD/MQA. Ma rozmiary przejściówki słuchawkowej, ale to pełnowartościowy DAC na zaawansowanej kości ESS Sabre 9281c Pro.




8. Nie zapomnę też o przewodach audio, a tych mam kilka na testach. Cieszyński Voice Sp. z o.o. w połowie lutego dostarczył zestaw kabli amerykańskiego Cardasa. To przewody głośnikowe Cardas Clear Cygnus Speaker 2 x 3 m. i łączówki analogowe Cardas Clear Cygnus Interconnect XLR 1m (czytaj TUTAJ).



9. Mniej więcej w tym samym czasie co powyżej wspomniane przewody Cardas, przyjechał także do mnie na testy przewód zasilający Perkune Audiophile Cables "Matrix Power Cable" (zobacz TUTAJ) skonstruowany przez pana Paula Goodwina z Wilna na Litwie.



10. Last but not least - premierowy zestaw brytyjskiego Creek Audio. Całkiem niedawno na testy otrzymałem zestaw Creek Voyage i20 oraz Creek Voyage CD (zobacz TUTAJ), czyli wzmacniacz z DAC oraz odtwarzacz CD. Bardzo ciekawe urządzenia!


Tak wygląda plan testów Stereo i Kolorowo na marzec. Zapraszam do wiosennej lektury bloga!