Polpak

EIC

Rafko

niedziela, 17 września 2017

Odtwarzacz sieciowy Auralic Aries Mini

Aries mini w czarnej wersji (zdjęcie ze strony Auralic)


Wstęp
Bardzo mi wstyd. Warszawski dystrybutor MIP.bz dostarczył mi kostkę odtwarzacza sieciowego Auralic Aries Mini (zobacz TUTAJ) jeszcze na początku czerwca br. Zgodnie z umową, miałem napisać jego test w ciągu około miesiąca. Dziś mamy już połowę września, czyli przeciągnąłem to testowanie na ponad trzy miesiące. Na swoje usprawiedliwienie napiszę że już kilka razy zabierałem się za pisanie tekstu recenzji; ciągle miałem ją w głowie, ale wciąż nie mogłem przelać jej na "papier". Dla pewności napiszę więc jasno: Aries Mini to kapitalny sprzęt za umiarkowane pieniądze. Jestem nim urzeczony. Brzmienie, obsługa, ergonomia zasługują na najwyższe uznanie. W rezultacie tego zamówiłem dla siebie egzemplarz Auralic Aries Mini u dystrybutora. Na razie czekam, bo zamówiłem wersję białą, a ta ma przyjechać dopiero za około dwa tygodnie. I w zasadzie na tym mógłbym zakończyć niniejszy post, ale dla porządku napiszę jeszcze kilka słów. Do dzieła więc!
Auralic Limited
Firma została założona w 2009 roku w chińskim Hong-Kongu przez dwóch panów: Xuanqian Wang i Yuan Wang. Nie, to nie są bracia, zbieżność nazwisk jest przypadkowa. Pierwszy z nich jest inżynierem elektronikiem, a jednocześnie realizatorem dźwięku oraz, co ciekawe, profesjonalnym pianistą. Natomiast drugi pan Wang studiował w USA socjologię i zarządzanie, a po powrocie do kraju zajął się produkcją narzędzi precyzyjnych oraz zaawansowanymi technologiami. Jak podaje firmowa historia, obaj spotkali się po raz pierwszy na festiwalu w Berlinie i tam w 2008 roku wykiełkował pomysł założenia firmy oferującej nową jakość w dziedzinie audio; sprzęt Auralic ma przenosić użytkownika wprost do sal koncertowych, przy czym ma się to odbywać się bez konieczności zarządzania skomplikowanymi ustawieniami, albowiem jednym z priorytetów firmy jest nadzwyczajna prostota obsługi sprzętów. Jak podają panowie Wang, sprzęt i oprogramowanie firmy Auralic ułatwiają melomanom odtwarzanie muzyki w wysokiej rozdzielczości w każdym pokoju w domu, przynoszą sterowanie wszystkimi urządzeniami audio za pomocą jednego kliknięcia na przenośnych urządzeniach, zapewniają odtwarzanie muzyki z dowolnych usług internetowych lub z lokalnej pamięci masowej, pozwalają odkrywać zupełnie nową muzykę, na podstawie własnego upodobania. Jednakże czego by nie napisać, przyznać trzeba, że Auralic wszedł łatwo i głęboko w światowy rynek audio hi-fi niczym nóż w masło.

Obecny katalog Auralic jest szeroki, choć zawężony do kilku segmentów. Koncentruje się na urządzeniach adresowanych do cyfrowego strumieniowania sieciowego, ale także zajmuje się wzmacniaczami słuchawkowymi (Aries, Aries Mini, Altair, Polaris). Ma w ofercie również zaawansowane końcówki mocy oraz przedwzmacniacz liniowy (Merak i Taurus Pre), a także procesor cyfrowy (Vega). Generalnie urządzenia z logo Auralic to poziom wysokiego high-fidelity z mocną predyspozycją i nawiązaniem do high-endu.
Wrażenia ogólne, budowa i obsługa
Jako że powłoka cielesna Aries Mini jest bardzo skromna (mała kostka z tworzywa sztucznego o wymiarach 13,5×13,5×2,8 cm, przy 0,8 kg masy), więc najpierw napiszę czym w istocie rzeczy jest to urządzenie i co potrafi. Zapewnia przede wszystkim szybki bezprzewodowy streaming, pozwalający przesyłać muzykę przechowywaną na dysku sieciowym, dysku USB albo w pamięci wewnętrznej urządzenia (opcjonalnie). Obsługuje takie serwisy strumieniujące muzykę jak Tidal, Qobuz, Spotify, czy Deezer. Wspiera również  inne źródła takie jak vTuner Internet Radio, AirPlay z urządzeń Apple oraz Songcast dla systemu Windows i Mac. Ma zaimplementowane oprogramowanie "AURALiC Lightning DS", które jest dostępne zarówno na iPada oraz na urządzenia z systemem Android. Do bezprzewodowego odtwarzania muzyki Aries wykorzystuje technologię Lightning Streaming, zaś gniazdo pamięci masowej pozwala obsługiwać zarówno 2,5 calowe dyski, jak i dyski SSD, które mogą być wykorzystywane do przechowywania własnej biblioteki muzycznej. Co istotne, odtwarzacz wyposażony jest w: 1) 32-bitowy czterordzeniowy procesor ARM Coretex-A9 z taktowaniem 1 GHz, 2) 512 MB wbudowanej pamięci RAM DDR3 oraz 3) 4 GB pamięci wewnętrznej. Z kolei zastosowana technologia AURALiC Tesla pozwala odczytywać bardzo szerokie spektrum różnych formatów audio. Watro wiedzieć, że platforma Tesla zapewnia moc obliczeniową na poziomie 25 000 MIPS (Million Instructions Per Second), która pozwala dekodować szerokie spektrum formatów audio, w tym AAC, AIFF, ALAC, APE, DIFF, DSF, FLAC, MP3, OGG, WAV, WMA i WV
Aries Mini może pochwalić się bardzo szybkim bezprzewodowym streamingiem muzyki w praktycznie każdej aktualnie dostępnej częstotliwości próbkowania, w tym w formatach Quad-Rate DSD i DXD. Dzięki wspominanemu już oprogramowaniu "AURALiC Lightning DS" streamer bezproblemowo może przesyłać muzykę przechowywaną na dysku sieciowym, zewnętrznym dysku USB albo w pamięci wewnętrznej urządzenia. Bezproblemowo można też strumieniować dźwięk z dowolnego sprzętu marki Apple via AirPlay.

Sprzęt wyposażony jest w dwa analogowe wyjścia wysokiej jakości wykorzystujące technologię ESS SABRE DACchip: ES9018K2M. Streamer wyposażono również w wejścia Gigabit Ethernet, port na dwupasmowe WiFi 802.11ac, wejścia USB i dla opcjonalnego zewnętrznego dysku 2,5’ HDD lub SSD. Ponadto urządzenie oferuje wyjście USB audio, które jest kompatybilne z przetwornikami DAC (sic!) i nie wymaga dodatkowego sterownika, by działać na komputerach Mac. Streamer posiada również cyfrowe wyjścia audio na kable koncentryczne oraz Toslink z możliwością obsługi maksymalnej częstotliwości próbkowania 24 bit/192 kHz. Pojedyncze analogowe wyjście prowadzące do wbudowanego przetwornika DAC obsługuje wszystkie częstotliwości próbkowania, w tym formaty Quad-Rate DSD i DXD. 


Na górnym rancie frontu znajdują się trzy przyciski służące do bezpośredniej obsługi urządzenia -  w zasadzie niepotrzebne albowiem całe sterowanie odbywa się za pomocą tabletu. W tym celu używałem iPad Air 2 na zmianę z iPad Air. Wystarczy pobrać aplikację "AURALiC Lightning DS" z App Store i już. Po kliknięciu w ikonkę "Device List" cały proces inicjalizacji, konsolidacji i łączenia następuje automatycznie i intuicyjnie. Auralic sam wszystko wyszukuje i proponuje rozwiązania. Może najwyżej zapytać o hasło do Wi-Fi i o podobne rzeczy (oczywiście, warto najpierw go przypiąć do zasilania i, ewentualnie, do sieci internetowej). Prowadzi odbiorcę jak dorosły prowadzi dziecko za rękę. Nie spotkałem się dotychczas z tak nieskomplikowanym urządzeniem pod względem aplikacji i uruchamiania. (Aktywne połączenie sygnalizuje zapalona biała dioda na korpusie). Kiedy już ten proces zakończy się (a trwa nie dłużej niż kilka minut), można rozpocząć strumieniowanie muzyki: z dysku, z komputera, z radia internetowego lub dowolnego serwisu streamingowego. Wybrałem Tidal HiFi/Master. I tu niespodzianka. Aries bez problemu odtwarza pliki MQA do częstotliwości 24 bit/192 kHz! Można poszaleć wśród kilka tysięcy obecnie dostępnych albumów HD w Tidal. Aktualny natężenie strumieniowania wyświetlane jest na ekranie tabletu.


Jakość i łatwość obsługi aplikacji "Lightning DS" na iPad Apple zasługuje na osobny elaborat. Jest nie tylko w pełni dopracowana estetycznie i plastycznie, ale także niezwykle logiczna, intuicyjna do kwadratu - czytelna i dostępna w wielu ustawieniach, poziomach, konfiguracjach. Menu jest wyraźne i poukładane. Np. Tidal jest pobierany niezależnie od własnego programu głównego (firmy Tidal). Auralic tworzy własną wersję aplikacji Tidal na ekranie tabletu - zarówno stronę startową, podstrony, wizualizacje okładek albumów, ich opisy, powiązania z innymi albumami, etc. I są one o niebo lepsze niż te proponowane oryginalnie przez Tidal! To zaawansowanie i ergonomia oprogramowania "Lightning DS" nałożone na Tidal jest fascynująca. Nijak ma się do oprogramowania proponowanego przez takich tuzów jak Onkyo, czy Pioneer. Te zestawione z aplikacją Auralica prezentują się niczym ubodzy i brzydcy krewni.

Podstawowe dane techniczne

•Obsługa serwisów streamingowych TIDAL, Qobuz, Spotify
•Lokalna biblioteka uPnP/DLNA z dysku NAS/USB/SATA
•Radio internetowe
•AirPlay i Songcast
•Obsługa formatów AAC, AIFF, ALAC, APE, DIFF, DSF, FLAC, MP3, OGG, WAV, WV and WMA
•Częstotliwości próbkowania: PCM 44.1 kHz – 384 kHz 32 bits, DSD64, DSD128, DSD256
•Wejścia: RJ45 Gigabit Ethernet, Dual-Band WiFi, USB 2.0 dla pamięci masowej
•Wyjścia: USB 2.0 Audio do DAC-a, coax, toslink, analogowe stereo



Auralic Aries Mini to mała, czarna kostka z tworzywa sztucznego

Z tyłu jest dość gęsto; zastosowane przewody to interkonekty Haiku-Audio i optyczny Belkin Pure AV Optic (skądinąd fantastyczny kabel świałowodowy)

Po lewej dwa wzmacniacze tranzystorowe: Hegel H160 i Hegel Röst; po prawej - hybrydowy Pathos Classic One MKIII

Po prawej kolumna Inaudio FB 200C na głośniku szerokopasmowym

Na podstawkach monitory aktywne Fostex PM0.5d


Spojrzenie na cały system odsłuchowy


Podstrony w aplikacji "Lightning DS"; nie spotkałem bardziej dopracowanej i przyjaznej aplikacji - no może poza porównywalną w urządzeniach Lumin

Dostęp do wielu stacji radiowych

"Moje ulubione" w Tidal HiFi/Master

Biblioteka plików MQA w Tidal



Trzy wersje graficzne odtwarzanego albumu


Pliki wysokiej częstotliwości MQA to dla Aries Mini bułka z masłem






Kilka przykładów strumieniowanych albumów

Wrażenia dźwiękowe

Auralic Aries Mini używałem głównie jako streamer Tidal HiFi/Master wykorzystując zarówno jego wyjścia analogowe, jak i cyfrowe (USB, optyczne i elektryczne). Jako zewnętrzne DACi posłużyły: Questyle CMA400i oraz iFi iDSD Black Label i wzmacniacze z wbudowanymi konwerterami c/a - Hegel Röst, Hegel H160 i Synthesis A100 Titanium. Okablowanie to XLO serii PRO. Sterowanie i obsługę zapewniały tablety iPad Air i iPad Air 2. Pełna lista sprzętu towarzyszącego dostępna jest na końcu niniejszego tekstu.

Od razu przejdę do konkretów. Auralic Aries Mini ma dwa oblicza dźwiękowe, w zależności w jakiej aplikacji go używać. (W domenie analogowej, czy cyfrowej). Z wyjść analogowych Aries Mini proponuje brzmienie atrakcyjne w odbiorze - pełne i radosne, plastyczne i angażujące. Rozbudowane i konkretne. Dźwięk okazał się być świetnie napowietrzony, odpowiednio dociążony i co najważniejsze - kompletny i żywy. Bez odczuwalnych kompresji, niedostatków dynamiki, czy płaskości - z klarowną głębią i super przestrzenią. Strukturalny. Basy są elastyczne i sprężyste, średnica - gęsta i nasycona z kapitalną projekcją wokali, zaś soprany - doświetlone i rozdzielcze (przejrzyste). Całość muzyki brzmi organicznie i namacalnie. Muzykalnie. A do tego fantastycznie dynamicznie i wysoce energetycznie. To przedział dobrego, choć budżetowego odtwarzacza płyt CD (z poziomu 2 000 - 3 000 PLN). Jednakże używany jako punkt odniesienia streamer Onkyo NS-6170 na wyjściach analogowych okazał się pokazywać więcej szczegółów, prezentował wyższą klasę, brzmiał całościowo dostojniej i czyściej. Bardziej gładko, bardziej aksamitnie.


No dobrze, ale co się stanie z brzmieniem kiedy do wyjść cyfrowych Ariesa Mini podłączyć pełnowymiarowy zewnętrzny DAC? Czy wolumen ogólnej poprawy dźwięku będzie realnie odczuwalny? A jeżeli tak, to o jaką wartość? Odpowiedź na powyższe pytania jest prosta - tu zachodzi duża zmiana. Aries Mini przepoczwarza się w rasowy i stylowy transport, który dostarcza wysokogatunkowy cyfrowy sygnał, następnie "obrabiany" przez dodatkowy DAC (im wyższej klasy, tym proporcjonalnie korzystniej). Dzięki temu dźwięk zyskuje na wierności, na masie, na rozmachu i na żyzności. Zdecydowanie polepsza się także selektywność i rozdzielczość dźwięku. Uwalniane są mniejsze detale, poszerza i pogłębia scena, wzbogaca się bujność i eufonia tonalna. Pojawia się dodatkowy blask w muzyce, uwidacznianych więcej jej kolorów i odcieni, polepsza się kontrast, dodawane jest powietrze pomiędzy dźwiękami, odrywane są od siebie pojedyncze, sąsiadujące z sobą tony, itp.

Najbardziej podobało mi się połączenie Aries Mini wraz z Questyle CMA400i (w czasie testu nie dysponowałem wyższej klasy przetwornikiem c/a). Questyle, można rzec, narzucił Ariesowi swój organiczny charakter brzmienia, określił i wytyczył kierunek dźwięku. Dźwięku harmonicznego i konsonansowego z równoległym dogłębnym wysyceniem i piękną analogową barwą. Świetne rezultaty otrzymałem także pod wpięciu Aries Mini do wewnętrznych DACów wzmacniaczy Hegel H160 i Hegel Röst. Do Aries Mini warto dodawać przetworniki w cenie od 1 000 PLN w górę. Przyrost jakości jest już wtedy odczuwalny. Ale najlepsze rezultaty brzmieniowe uzyskać można przy bardziej zaawansowanych konwerterach c/a. Widziałbym tu takie jak: Audiobyte Black Dragon, Hegel HD12 i HD25, tańszy Musical Fidelity MX-DAC, czy nawet polski STELaudio DAC 04.

Jedyną sprawą, do której można się przyczepić to fabrycznie dołączany zasilacz. To marnej jakości, zwykły zasilacz impulsowy. Swoją podstawową funkcję spełnia oczywiście bardzo dobrze, ale można mieć wątpliwości co do faktu, czy przypadkiem "nie sieje" zanieczyszczeniami prądowymi. Auralic oferuje jako opcję dodatkowy zasilacz liniowy, lecz jego koszt to 1 299 PLN, czyli, w porównaniu do ceny samego streamera, niemało. Na szczęście takowy można zamówić w Polsce - np. w firmie Tomanek, gdzie ceny zasilaczy do Aries Mini kształtują się od już od 300 do 500 PLN maksymalnie. Polecam.

Konkluzja
Aurlic Aries Mini to produkt zaawansowany, wszechstronny i w pełni dopracowany, a do tego fantastycznie prosty w obsłudze. Wyprzedza w tym konkurencję o kilka lat. To małe pudełeczko nie dość, że potrafi odczytać i przetworzyć chyba każdy sygnał cyfrowy (włączając w to DSD) i strumieniować wszelkie dostępne serwisy streamingowe, to jeszcze zapewniające wysoce kaloryczny dźwięk oparty o pełną harmonię, głęboką analogowość i bajeczną barwę. Dodatek zewnętrznego DACa pozwala ujawnić jeszcze więcej zalet Ariesa Mini - dotyczy to szczególnie poprawy selektywności, głębi tonalnej oraz wierności brzmienia. Tak, czy inaczej - Auralic Aries Mini to znakomite urządzenie. Genialna proporcja jakość/umiejętności/cena. Jestem nim zafascynowany!

Cena w Polsce - 2 249 PLN.

Epilog
W rezultacie powyższego testu zdecydowałem o pozostawieniu u siebie Ariesa Mini. Zamówiłem u dystrybutora MIP.bz nowy egzemplarz w kolorze białym. Na adresowany dla niego zewnętrzny DAC wybrałem Pioneer U-05 (czytaj test TUTAJ). Ich wspólnie połączone siły przenoszą dźwięk, może jeszcze nie na wyżyny high-endu, ale z pewnością na poziom rasowego odtwarzacza płyt kompaktowych zahaczającego nawet o pułap cenowy około 10 000 PLN. 

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Synthesis A100 Titan (test TU), Hegel Röst, Cyrus ONE (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU) oraz Cayin A-55 TP (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU), Pylon Diamond 28 (test TU), Inaudio FB 200C (test TU), Studio 16 Hertz Canto Grand (test TU), Definive Technology BP9060 i Guru Audio Junior (test TU), a także kolumny aktywne Fostex PM0.5d (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.
Odtwarzacz sieciowy: Onkyo NS-6170 (test TU).
DAC: Questyle CMA400i (test TU) i iFi micro iDSD Black Label (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Dell Latitude E6440.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładki gramofonowe: Goldring 1042 (test TU) i Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU), 1ARC Arrow SE (test TU) i Synthesis Roma 79DC.
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900, Tivoli Model One (test TU) i Luxman 5T10.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH-610 (test TU), Fostex TH-7 (test TU), Meze 99 Neo (test TU), MEE Audio Matrix 2 (test TU) i Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU).
Wzmacniacz słuchawkowy/DAC: Questyle CMA400i (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper.



wtorek, 12 września 2017

Kolumny Definitive Technology BP9060 - zapowiedź testu

BP9060 (zdjęcie ze strony Definitive Technology)

Białostocki dystrybutor Rafko dopiero co dostarczył do mnie amerykańskie kolumny Definitive Technology BP9060 (zobacz TUTAJ). Nie są to zwykłe kolumny pasywne, ani nawet typowo aktywne. To kolumny hybrydowe - bipolarne pasywne z wbudowanym subwooferem aktywnym. Czyli grają "do przodu", do "tyłu", a także zieją prądowym basem. Nieczęsto taką głośnikową "chimerę" można spotkać, ale dla Definitive Technology to codzienność. Od lat firma specjalizuje się w produkcji kolumn bipolarnych dodatkowo wspieranych wewnętrznym aktywnym głośnikiem basowym. Model BP9060 to stosunkowo nowe konstrukcje, pojawiły się na rynku w okolicy połowy zeszłego roku. Nie ukrywam, że od razu mnie zaciekawiły, tym bardziej że kilka razy miałem już do czynienia z hybrydami kolumnowymi Definitive Technology (czytaj testy TUTAJ). Atomowe uderzenie wysokogatunkowego basu połączone ze świetną ogólną czytelnością muzyki wraz z hektarową przestrzenią.

Cechy BP9060
  • głośniki wysokotonowe: 2 x 1 cal (2 x 25.4mm) z kopułką wykonaną z czystego aluminium obrabianego cieplnie z ruchomą cewką i tłumieniem cieczą magnetyczną - jeden umieszczony z przodu obudowy, drugi z tyłu obudowy;
  • głośniki średniotonowe: 3 x 4.5 cala (3 x 114 mm) zbudowane w oparciu o opatentowaną technologię Balanced Dual Surround System (BDSS) II generacji oraz o technologię Linear Response Waveguide dla jak najlepszego odtwarzania mikrodetali i lepszego rozpraszania fal dźwiękowych w celu uzyskania w pełni trójwymiarowej sceny muzycznej z czego jeden z tyłu obudowy;
  • głośniki niskotonowe: subwoofer aktywny 10 cali (25.40 cm). Membrany pasywne: 2 membrany pasywne 10 cali (25.40 cm);
  • obudowa: niskodyfrakcyjna typu Slim Designer z MDF medite o grubości 1 cala (2.54 cm).
Definitive Technology podłączyłem do wzmacniacza hybrydowego Pathos Classic One MKIII, potem je przypnę do tranzystorowego Hegel Röst. Przewody połączeniowe to Perkune Audiophile Cables serii Elite. Oj, super to gra! Zapraszam do lektury testu za kilkanaście dni. 


Aluminiowa rama podstawy, kolce, ślizgacze, śruby i instrukcja - konfekcja typu bombonierka


Aluminiowa nakładka na górną część kolumny; pod nią znajdują się konektory dla ewentualnego nałożenia kolejnego elementu głośnika, czyli rozbudowy



Czarna, gruba tkanina szczelnie okrywa kolumnę ze wszystkich czterech stron (przepraszam za tzw. łapkę na muchy w tle, ale trwa zmasowana napowietrzna inwazja komarów na Gdynię) 

Trudno BP9060 odmówić zarówno oryginalności, jak i urody


Definitive Technology w systemie

niedziela, 10 września 2017

Wzmacniacz Hegel Röst (black version) - zapowiedź testu


Kilka dni temu krakowski dystrybutor Camax (zobacz TUTAJ) dostarczył mi nowy model wzmacniacza zintegrowanego Hegel Röst (zobacz TUTAJ). Do tej pory Röst proponowany był jedynie w kolorze białym, kolor czarny to zupełna nowość. Nie muszę przypominać, że Röst niedawno otrzymał prestiżową nagrodę "EISA Award" dla najlepszego wzmacniacza zintegrowanego roku 2017/2018. To wydarzenie mówi samo za siebie.

Producent wiele pisze o swoim nowym produkcie: "Hegel Rost to wzmacniacz stereofoniczny, oparty na rozwiązaniach flagowej integry Hegel H360. Inspirację dla nazwy można tłumaczyć dwojako. Röst to nazwa norweskiej wyspy położonej na dalekiej północy w archipelagu Lofoty i znanej z walorów krajobrazowych. Röst może oznaczać także głos.

Tor audio swoją genezę ma we wzmacniaczach H360 i H160. Układy analogowe są zasadniczo oparte na konstrukcji H360, ale przeskalowane na mniejszą moc. Natomiast z H160 zaczerpnięto konwerter cyfrowo-analogowy. Oprócz tego wdrożono też kilka usprawnień dla dalszej optymalizacji brzmienia. Zastosowno nową wersje firmowego układu SoundEngine. Jest on o 50% szybszy i szczególnie skutecznie radzi sobie z minimalizacją zniekształceń powstających gdy jeden element kończy przewodzenie, a drugi przewodzenie zaczyna (ang. crossover distortion). SoundEngine eliminuje te zniekształcenia w sposób dynamiczny i oprócz tego pozwala na uzyskanie wysokiego współczynnika tłumienia. Hegel zastosował we wzmacniaczu Röst nowe tranzystory wyjściowe, są one szybsze od poprzednio stosowanych i mogą dostarczyć prąd nawet do 50% większy. W stopniu wejściowym pracują ręcznie dobierane tranzystory FET. Do regulacji głośności zastosowano układy zaczerpnięte z wysokoprecyzyjnego sprzętu pomiarowego.

Zapożyczona z modelu H160 część cyfrowa pozwala na obsługę Apple AirPlay. Na wyposażeniu jest cyfrowe wejście koncentryczne RCA, trzy wejścia optyczne, wejście USB typ B i gniazdo Ethernet do połączenia z siecią (dla sterowania i strumieniowania audio). Zastosowano też firmową technikę regeneracji zegara. Dla sygnałów analogowych są trzy wejścia - jedno XLR i dwa RCA. Oprócz terminali głośnikowych jest też wyjście RCA o regulowanym poziomie i wyjście słuchawkowe. Röst wyróżnia się możliwościami współpracy z systemami automatyki. Ma on zainstalowane oprogramowanie Control4, czyli jednego z wiodących dostawców systemów automatyki. Takie funkcjonalności są spotykane w sprzęcie audio-wideo, ale nie w urządzeniach z kręgu audiofilskiego hi-fi. Sterowanie IP wzmacniacza Hegla jest w pełni otwarte, co pozwala na pisanie sterowników dla systemów automatyki takich jak Crestron czy Savant, czy na potrzeby innych aplikacji.

Obudowa została wykonana ze stali i aluminium i pomalowana na biało lub czarno. Gałki również zostały wykonane z aluminium. Wyświetlacz OLED świeci białym światłem. Do wyposażenia Rösta należy wykonany z bloku aluminium pilot zdalnego sterowania, ale sterowanie może się także odbywać poprzez domową sieć. Istnieje także wspomniana wyżej możliwość integracji z systemami inteligentnego domu".

Specyfikacja techniczna:
- Moc 2 x 75 W przy 8 ohm
- AirPlay
- UPnP / DLNA
- Control4
- Streamowanie muzyki z serwisów Tidal, TuneIn oraz z sieci domowej
- wejścia XLR, RCA oraz asynchroniczne USB-B
- Pasmo przenoszenia 5 Hz - 180 kHz
- Odstęp sygnał/szum > 100 dB
- Przesłuch między kanałami <  -100 dB
- Współczynnik tłumienia ponad 2 000
- Wymiary (z nóżkami) 430 x 100 x 310 mm
- Masa 12 kg



Pilot zdalnego sterowania dostarczany jest w eleganckim pudełku wraz z instrukcją obsługi


Front to klasyczny minimalizm estetyczny typowy dla Hegla; w Röst niespodzianka - wyjście słuchawkowe 6,3 mm


Bardzo wyraźny wyświetlacz OLED


Z Rösta można grać bezprzewodowo na dowolnym urządzeniu Apple via AirPlay

Dwa Hegle - na górze Röst, a na dole mój H160

sobota, 9 września 2017

Kolumny podstawkowe Wigg Art Elodie



Kilka zdjęć Wigg Art Elodie wraz z firmowymi podstawkami (zdjęcia otrzymane z Wigg Art)


Wstęp
Jeszcze w te wakacje polski producent Wigg Art dostarczył mi do recenzji parę swoich najnowszych kolumn podstawkowych (wraz ze standami) o wdzięcznej nazwie Elodie, czyli francuskiego kobiecego imiona. Przypomnę, że wcześniej testowałem już dwie pary kolumn podłogowych Wigg Art. Były to modele Enzo (czytaj test TUTAJ) oraz Arvil (czytaj test TUTAJ). Uważam kolumny Wigg Art za doskonały przykład solidnej roboty konstrukcyjnej oraz wybitnego wykonania (firma używa wyłącznie naturalne forniry oraz przetworniki od renomowanych producentów) przy równoległym zachowaniu rozsądnych, polskich cen. Oczywiście, ich brzmienie również jest wyborne, o czym można było się przekonać między innymi na ubiegłorocznej wystawie Audio Video Show w Warszawie.
Wigg Art
Przy okazji wcześniejszych testów kolumn sporo już napisałem o firmie Wigg Art. Dziś więc przypomnę wyłącznie najważniejsze informacje. Wigg Art to polska manufaktura, z Bydgoszczy w Kujawsko-Pomorskiem. Właścicielem i konstruktorem jest pan Grzegorz Wielogórski. Pan Grzegorz założył firmę dziesięć lat temu, bo w roku 2007, choć oczywiście i wcześniej konstruował rozmaite kolumny. Warto podkreślić, że wszystkie prace wykonywane są od początku do końca w bydgoskim zakładzie – włączając w to cały proces stolarki wraz z okleinowaniem. To w stu procentach ręczna, wysokogatunkowa i czasochłonna precyzyjna robota! Do skrzynek wkładana jest starannie dobrana elektronika pochodząca od renomowanych producentów oraz takie same przetworniki – używane są produkcji skandynawskiej. To najczęściej norweski Seas lub duński Scan-Speak, czyli wysoka liga.
Firmowa oferta obejmuje trzy modele podłogowe: 2-drożne Axel, 2,5-drożne Enzo, 2-drożne Arvil oraz 3-drożne Yves. Jest też subwoofer Luc 250. Jak widać, poszczególne kolumny otrzymały nazwy pochodzące od francuskich imion męskich. Co istotne, firma może zastosować indywidualnie wybrany fornir przez klienta, a wybór oklein jest fantastyczny, bo niezwykle bogaty i szeroki.

„Podmarką” Wigg Art jest Vein Audio, czyli firmowy dział zajmujący się wytwarzaniem przewodów audio. Póki co, wyłącznie zasilających. Stereo i Kolorowo miało z nimi styczność - test przewodu Vein Audio Indigo przeczytaj TUTAJ.

Wrażenia ogólne i budowa
Mówiąc szczerze, trudno mi sobie przypomnieć jakieś kolumny, które byłyby tak doskonale wykończone jak te pochodzące z Wigg Art, a jednocześnie nie kosztowały kroci. Tak, Wigg Art przykłada bardzo dużą uwagę i wiele zaangażowania w proces cyzelowania powłoki zewnętrznej swych produktów (i wnętrza także). W rezultacie takie głośniki jak Enzo i Arvil trudno nie nazwać inaczej jak arcydzieła sztuki użytkowej - i piszę te słowa bez zbytniej emfazy, zresztą wystarczy popatrzeć na ich zdjęcia. Nie inaczej jest w modelu podstawkowym Elodie. Design i wykonanie najwyższej próby. Piękny, lekko pochylony kształt, wspaniały drewniany fornir z orzecha amerykańskiego.

Elodie to całkiem spore kolumny. Mają wysokość 36 cm przy porównywalnej głębokości 35 cm i szerokości 20 cm. Masa jednej sztuki wynosi aż 9 kg. Widać, że jest to rzetelna i masywna budowa. Fronty są nieco pochylone do tyłu celem korekcji spójności fazowej przetworników, ale taki zabieg dodaje również szyku i stylu. Drewniany fornir frontu i wierzchnich części położony jest w taki sposób, że usłojowanie na górnym płynnie układa się/przechodzi w jeden wzór. Żmudna robota, ale efekt jest doskonały. Co istotne ściany skrzynek klejone naprzemiennie - cienkie warstwy drewna z utwardzanym MDF, czyli kanapki. Nieczęsto taką technologię można spotkać we współczesnych produkcjach.

Do Elodie jako opcję można dokupić specjalne firmowe standy produkowane przez Wigg Art. Są zbudowane bardzo solidnie i precyzyjnie. Stopy oklejone są takim samym drewnianym fornirem jak skrzynki głośników tworzą więc wizualnie jeden wzór i komplet. Górna i dolna platforma wyposażone są w wysokie kolce. Górna platforma, na której za pośrednictwem kolców stoi kolumna wykonana jest z przezroczystego grubego akrylu. Z kolei dolna to masywna płyta MDF.
Tak producent opisuje swój nowy model: „Kolumna podstawkowa Elodie kształtem odbiega od poprzednich konstrukcji WIGG ART. Przednie jak i górne ścianki są lekko pochylone. Jest to konstrukcja od podstaw zaprojektowana i wykonana w całości przez firmę WIGG ART. Kolumny wykończone są głównie okleinami naturalnymi w wypadku Elodie jest to orzech amerykański. Sama konstrukcja, czyli obudowa Elodie wykonana jest z cienkich warstw drewna połączonych z utwardzanym MDF-em. Drewno z MDF-em klejone są przemiennie. Taka technologie pozwoliła na jeszcze większe zredukowanie rezonansów samej obudowy. Bas-reflex został wykonany z polerowanego aluminium w tylnej części obudowy.

W kolumnie Elodie zastosowane zostały głośniki dwóch firm: Seas i SB Acoustics.  Głośnik wysokotonowy to Seas z serii Excel  26 mm tekstylna kopułka wykonana z Sonomex-u. Front głośnika wysokotonowego wykonany jest z odlewanego aluminium o grubości 6 mm. Głośnik niskośredniotonowy to SB Acoustics - 17 cm stożek z membraną z modyfikowanej celulozy. W zwrotnicy wykorzystano wysokiej jakości cewki Jantzen Audio. Zastosowano tylko i wyłącznie kondensatory polipropylenowe firmy Clarity Cap.

Również stand do Elodie został specjalnie zaprojektowany aby był uzupełnieniem pod względem  estetycznym jak również brzmieniowym. Sam rdzeń standu został wykonany w takiej samej technologii jak obudowa kolumny, czyli klejone naprzemiennie - cienkie warstwy drewna z utwardzanym MDF-em. Część standu polakierowana jest elastycznym lakierem w kolorze czarnym pozostała część wykończona jest w kolorze kolumny. Standy wyposażone zostały również w kolce z podstawkami zabezpieczającymi".

Dane techniczne
Typ - 2-drożna podstawkowa, bass-reflex
Impedancja 8 Ohm
Moc wzmacniacza - min. 25 Wat
Pasmo przenoszenia - 48 - 25 000 Hz
Częstotliwość podziału - 2 600 Hz
Efektywność - 87 dB/2,8 V
Masa jednej sztuki - 9 kg
Wymiary - 20 x 36 x 35 cm (S x G x W)
Terminale głośnikowe przystosowane są do podłączeń widełkowych, bananowych i samych kabli.










Wrażenia dźwiękowe
Elodie najpierw przyłączyłem do wzmacniacza hybrydowego Pathos Classic One MKIII, a potem do tranzystorowego Hegel H160. Przewody głośnikowe (i inne też) to XLO serii PRO. Dokładna lista sprzętu towarzyszącego wymieniona jest na końcu niniejszego tekstu.

Podczas wcześniejszych testów modeli Enzo i Arvil podkreślałem ich niepospolicie piękną barwę brzmienia oraz wysoki stopień zróżnicowania tonalnego, w którym było nie tylko słychać doskonałą muzykalność, ale też wręcz duszę dźwięku. Wskazywałem też na wyjątkowo esencjonalną i żyzną średnicę ujawniającą mnóstwo detali i subtelności tonalnych. Dokładnie tak samo jest w Elodie. Ujmująca, bo polichromatyczna barwa, średnica nasączona po brzegi muzyką, jak i precyzja w oddawaniu większych i mniejszych pierwiastków tonalnych. Ale Elodie idzie jeszcze dalej. Kapitalnie ujawnia i operuje ładunkiem emocjonalnym zawartym w substancji nagrań, dociąża substancję muzyczną, dopełnia średnicę żarem i siłą, koncentruje ją i upłynnia. Średnica to pasmo, w którym bydgoskie skrzynki równają się z high-endem. Pokazują prawdziwe instrumenty, dbają o wielowarstwowość i heterogenność brzmienia oraz wydobywają świeżą soczystość średnich tonów.  Dzięki temu wokale i instrumenty brzmią wielce przekonująco, bo namacalnie i fizycznie. Z autentycznym pogłosem, dużą ilością powietrza dookoła, natlenowaniem i lekkością obrazu. Cały ich rysunek jest nie tylko wiarygodny i kompletny, lecz również finezyjny oraz wycyzelowany niczym Koh-i-noor.

Na duże uznanie zasługuje też przestrzeń kreowana przez podstawkowe Wigg Arty. To, że kolumny całkowicie "nikną" w pomieszczeniu odsłuchowym, a dźwięk z łatwością odrywa się od krawędzi skrzynek, to oczywistość. Istotne jest to, iż scena pozorna rozciąga się szerokim półkolem daleko w głąb linii głośników oraz szeroko na boki, poza boki kolumn. Całość sceny jest uporządkowana, harmonijna i holograficzna. Źródła pozorne są solidnie zogniskowane i precyzyjnie zlokalizowane - bez problemów można usłyszeć każdy pojedynczy instrument, czy wokal. A przy tym mają wyraźny obrys i wypełnienie, świetny koloryt oraz pierwszorzędną dźwięczność. Do tego dochodzi perfekcyjne stereo, jakie występuje wyłącznie w zaawansowanych monitorach. Zaś Elodie budują zjawiska stereofoniczne z lekkością i przekonaniem. Wręcz od niechcenia, jakby na luzie, a przecież to mistrzostwo świata w dziedzinie stereo.

Wartym podkreślenia jest duża energia grania tytułowych kolumn. Dynamika i ekspresja stoją na wysokim poziomie natężenia i jakości. Wszystko tu gra, wibruje i rwie się do tańca. Muzyka przekazywana jest z rozmachem, z całym przekonaniem, pełnym ciałem oraz sporą masą i substancją. Pomimo że Elodie to monitory, a nie podłogówki, to nie mają ani zahamowań, ani problemów by energetycznie grać. Z dużym przekonaniem i zaangażowaniem, lecz nie przekraczając ani razu norm kultury. Co istotne, niskie tony są przekonująco obfite i sprężyste, choć typowo monitorowe (czyli nieco od dołu przystrzyżone). Z kolei soprany są wysoce selektywne i jasne, lecz nie kolące uszu sybilantami. Wysokie są fantastycznie zszyte z pozostałymi zakresami, stanowią silną opokę dla energii kolumn.

Konkluzja
Jeżeli ktoś poszukuje monitorów do zaawansowanego systemu hi-fi, które będą charakteryzować się przede wszystkim gęstą i nasączoną tonami średnicą, a także wybitną selektywnością oraz taką samą stereofonią i holografią grania uzupełnione wysmakowaną barwą, to wybór Wigg Art Elodie będzie więcej niż optymalny. To kolumny podstawkowe o pełnokrwistym brzmieniu celującym wprost w serce high-endu. Te cechy dźwiękowe uzupełnione są piękną stolarką oraz perfekcyjnym wykonaniem. Brawo Wigg Art!

Cena detaliczna  za parę kolumn: 12 500 PLN.
Cena detaliczna za parę standów: 2 500 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Cyrus ONE (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU) oraz Cayin A-55 TP (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU), Pylon Diamond 28 (test TU), Inaudio FB 200C (test TU), Studio 16 Hertz Canto Grand (test TU) i Guru Audio Junior (test TU), a także kolumny aktywne Fostex PM0.5d (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.
Odtwarzacze sieciowe: Onkyo NS-6170 (test TU) i Auralic Aries Mini.
DAC: Questyle CMA400i (test TU) i iFi micro iDSD Black Label (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Dell Latitude E6440.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładki gramofonowe: Goldring 1042 (test TU) i Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU), 1ARC Arrow SE (test TU) i Synthesis Roma 79DC.
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Revox B 261.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH-610 (test TU), Fostex TH-7 (test TU), Meze 99 Neo (test TU), MEE Audio Matrix 2 (test TU) i Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU).
Wzmacniacz słuchawkowy/DAC: Questyle CMA400i (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper.