Polpak

EIC

Rafko

piątek, 25 sierpnia 2017

Przewód zasilający DC-Components Power 4


Wstęp
Pod koniec lipca przyjechał do mnie na testy nowy przewód sieciowy. To przewód o nazwie DC-Component Power 4, produkowany przez kłodzką firmę DC-Components. Przypomnę, że kilka lat temu opisywałem budżetowe kable tej firmy (zobacz TUTAJ); interkonekty RCA i sieciówkę używam do dziś.

DC-Components zajmuje się różnorodnymi modyfikacjami urządzeń audio takich jak na przykład wytłumianie obudowy, przeniesienie „wnętrzności” sprzętu do nowej obudowy, konstrukcje obudowy na zamówienie, apgrejd układu zasilania, instalacja zewnętrznych modułów zasilania, wymiana rezystorów i kondensatorów, montaż precyzyjnych zegarów taktujących, różne przeróbki układów cyfrowych i analogowych. W ofercie firmy można też znaleźć renowację starych sprzętów audio takich jak amplitunery, wzmacniacze lampowe i inne. DC-Components także nie gardzi odtworzeniami istniejącej obudowy, a również proponuje takie usługi jak: fornirowanie, malowanie, polerowanie, grawerowanie sprzętu audio, etc. Zakres serwisu jest doprawdy imponujący. Ponadto DC-Componets ma w ofercie mnóstwo podzespołów elektronicznych przeznaczonych do audio. Można tu znaleźć kondensatory, wtyki, gniazda, potencjometry, przewody, akcesoria gramofonowe i wiele, wiele innych. Firma zajmuje się również wytwarzaniem własnych przewodów opartych na sprawdzonych surowcach i materiałach. Stąd w portfolio szeroka oferta przewodów typu interkonekty, głośnikowe, cyfrowe, czy zasilające z logo DC-Components. Wszystkie one skonstruowane są na wtykach, które są w dystrybucyjnej ofercie, czyli takich firm jak: Wattgate, Schurter, Furutech, Balls, Neutrik i Cardas.

Wrażenia ogólne i budowa
"Power 4" dostarczany jest w sporawej skrzynce z tworzywa sztucznego, która prezentuje się niczym opakowanie wkrętarko-wiertarki. Jednakże wewnątrz wyścielona jest miękką gąbką, która bezpiecznie i stabilnie unieruchamia przewód kiedy skrzynka jest zamknięta. Bardzo praktyczne i pomysłowe rozwiązanie. I przy okazji ekonomiczne oraz poręczne. Przewód prezentuje się bardzo solidnie i estetycznie. Jest gruby, ale elastyczny. Pokryty jest czarnym oplotem ochronnym. Wtyki amerykańskiej firmy Wattgate obciągnięte są tworzywem termokurczliwym. Nie ma więc możliwości ich rozkręcenia. Mniej więcej na środku przewodu umieszczono dodatkową koszulkę termokurczliwą, na której widnieje napis "Power 4", zaś na koszulce wtyku IEC - "DC-Components". Na wtyku IEC oznaczono polaryzację konektorów za pomocą czerwonej kropki.

Kilka słów od producenta o sieciówce: "Przewód powstał według naszego najnowszego opracowania; ma konstrukcje wielożyłową przestrzenną, która spowodowała zwiększenie średnicy zewnętrznej kabla. Elementem przewodzącym są przewodniki z najwyższej jakości miedzi, każda z grup przewodników jest indywidualnie ekranowana i posiada konstrukcję minimalizującą negatywne wibracje. Dodatkowo użyto w kablu filtrów pasywnych eliminujących zakłócenia i negatywny wpływ czynników zewnętrznych. Kabel wyposażono w modyfikowane wtyki amerykańskiej firmy Wattgate. Wszystkie elementy przewodzące zostały specjalnie wypolerowane dla uzyskania jednolitej powierzchni i zwiększenia przewodności."



Skrzynka z DC-Components Power 4





"Power 4" bezpiecznie spoczywa pomiędzy dwiema warstwami gąbek





Zbliżenie na wtyk amerykańskiej firmy Wattgate

Solidny gruby, przewód w czarnym oplocie 

Czerwona kropka na wtyku Wattgate oznacza polaryzację

Wtyk Wattgate


Dwa spojrzenia na system odsłuchowy

Wrażenia dźwiękowe
Najpierw przewód sieciowy "Power 4" wpiąłem pomiędzy kondycjoner Xindak PC-200V a wzmacniacz lampowy Synthesis A100 Titan, potem to samo uczyniłem wpinając Power 4 bezpośrednio do gniazda sieciowego w ścianie. Potem użyłem go po kolei do wzmacniaczy: Audion Sterling 20th Anniversary EL34, Pathos Classic One MKIII, Cayin A-55 TP, Cyrus ONE oraz Hegel H160 i rozpocząłem odsłuchy. Przyłączałem też go do źródeł takich jak odtwarzacz sieciowy Onkyo NS-6170, DAC Questyle CMA400i i odtwarzacz płyt CD Musial Fidelity A1 CD-PRO. Pełna lista sprzętu towarzyszącego dostępna jest na końcu niniejszego testu. 

Przewody zasilające odniesienia to: XLO PRO (test TUTAJ), Hiend-Audio Ziggy Cheetah (test TUTAJ), KBL Sound Fluid (test TUTAJ), Perkune Audiophile Cables PRO (test TUTAJ), a także Audiomica Laboratory Excellence w modyfikacji Amber (zobacz TUTAJ). Pomocniczo stosowałem też przewód zasilający DC-Components serii budżetowej "1" oraz zwykłe sieciówki "komputerowe".

Od razu napiszę, że największy progres i korzyść z zastosowania "Power 4" występuje w przypadku wpięcia go do wzmacniacza - niezależnie lampowego, czy tranzystorowego, czy hybrydowego. Wydaje się, iż przewód ten jest w taki sposób skonstruowany, że najbardziej "lubi" silny prąd i w takim środowisku "czuje się" optymalnie. Jakie zmiany następują po aplikacji sieciówki DC-Components? To przede wszystkim niejakie pogrubienie przekazu, jego dociążenie i wysycenie (ale nie przeciążenie!). Dzięki temu przekaz staje się nie tylko większy i bliższy, ale również różnorodniejszy i bardziej substancjalny. Lepiej odczuwalny, rzeczywistszy. Poza tym "Power 4" czaruje dużą żywiołowością i energią, wiele w nim tzw. chęci do grania. Napędza, popycha i akceleruje dźwięk, dodaje mu dynamiki i szybkości, przy jednoczesnym odciążeniu istniejących hamulców i opóźnień w przekazie. To tak jakby udrożnić koryto strumienia, w którym zalegały muł i gałęzie powodujące zawirowania, lokalne spiętrzenia i blokady. Główny nurt staje się rączy i harmonijny, a także czystszy i przezroczysty. Niosący więcej masy i życia. Przy czym substancja ta jest uregulowana, dobrze kontrolowana i kształtna. Dobrze skanalizowana, uporządkowana, składająca się z wielu warstw i poziomów.

Powyższy charakter soniczny "Power 4" świetnie koresponduje z wzmacniaczami, o czym już napisałem wcześniej. Nagrania otrzymują więcej życia i energii, lecz również są dosadniej odkrywane i mają lepszą strukturę. Widać w nich więcej i głębiej. Łatwiej je usłyszeć, bo są powiększone i przybliżone. Prezentacja dźwięku czyniona przez kłodzką sieciówkę powoduje, że także przestrzeń jest wirtualnie poszerzana i pogłębiana, zaopatrzona w bogactwo tonalne i spójność, bez równoległej agresywności, czy nachalności, co jest bardzo pożądaną cechą świadczącą o zaawansowaniu "Power 4". Przynosi miłą dynamikę, gładkość i uporządkowanie brzmienia, przy temperowaniu nadmiernego harcowania sopranów i ogólnej szklistości oraz ostrości. Przy czym właściwy (poprawny) atak metalu talerzy typu hi-hat, ride i crash jest jak najbardziej zachowany i dźwięczny, a nawet wzmacniany i wyodrębniany (ale już nie podbijany). Podobnie rzecz ma się z niskimi tonami. Są rytmizowane i kanalizowane, ale zabezpieczone dodatkową sprężystością oraz korygowane wyższa energią i pozytywnym wymiarem 3D. Bez tendencji do niekontrolowanego rozlewania się, czy puchnięcia. Bas przenosi się na wyższy poziom jakości i sprawności. To kolejny atut opisywanego kabla sieciowego.

Tak, "Power 4" kapitalnie współpracuje ze wzmacniaczami. Sprawdza się tu idealnie. Jednakże do niektórych źródeł może być nieoptymalny, nie predysponowany. Dlaczego? Albowiem ma nieco niżej wyrażone aspiracje do ukazywania pełnej oraz zróżnicowanej rozdzielczości, a także określania rozbudowanej selektywności źródeł. Przy np. nagraniach wysokiej rozdzielczości może nieco brakować nie tyle ekspresji (bo ta będzie ponad zwyczajna), ale jasnego światła i dalszej detaliczności. Tak, czy inaczej "Power 4" to pierwszorzędny kabel. Polecam z całym przekonaniem, tym bardziej, że jego cena na tle jakości i solidności budowy, jak i super korzystnego wpływu na dźwięk są fantastyczne. Naprawdę warto posłuchać DC-Components Power 4!

Cena w Polsce - 2 400 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Syntesis A100 Titan (test TU), Audion Sterling 20th Anniversary EL34, Cyrus ONE, Pathos Classic One MKIII (test TU) oraz Cayin A-55 TP (test TU).
Kolumny: Living Voice Auditorium R3 (test TU), Pylon Diamond 28 (test TU), Inaudio FB200 C (test TU), Studio 16 Hertz Canto Grand (test TU) i Guru Audio Junior (test TU), a także kolumny aktywne Fostex PM0.5d (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.
Odtwarzacze sieciowe: Onkyo NS-6170 (test TU) i Auralic Aries Mini.
DAC: Questyle CMA400i (test TU) i iFi micro iDSD Black Label (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro i Dell Latitude E6440.
Gramofon: Nottingham Analogue Horizon (test TU).
Wkładki gramofonowe: Goldring 1042 (test TU) i Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: Musical Fidelity MX-VYNL (test TU) i 1ARC Arrow SE (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Sansui TU-5900 i Revox B 261.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: Fostex TH-610 (test TU), Fostex TH-7 (test TU), Meze 99 Neo (test TU), MEE Audio Matrix 2 (test TU) i Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU).
Wzmacniacz słuchawkowy/DAC: Questyle CMA400i (test TU).
Kondycjoner sieciowy: Xindak PC-200V (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper.



poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Kolumny podstawkowe Wigg Art Elodie - zapowiedź testu

Wigg Art Elodie (zdjęcie ze strony producenta)


Niedawno bydgoski producent Wigg Art dostarczył mi parę swoich nowych kolumn podstawkowych o wdzięcznej nazwie Elodie. Przypomnę, że wcześniej testowałem już dwie pary kolumn podłogowych Wigg Art. Były to modele Enzo (czytaj test TUTAJ) oraz Arvil (czytaj test TUTAJ). Uważam kolumny Wigg Art za doskonały przykład solidnej roboty konstrukcyjnej oraz wybitnego wykonania (firma używa wyłącznie naturalne forniry) przy zachowaniu rozsądnych, polskich cen. Oczywiście, ich brzmienie również jest wyborne, o czym można było się przekonać między innymi na ubiegłorocznej wystawie Audio Video Show w Warszawie.

Tak producent opisuje swoje nowe modele: „Kolumna podstawkowa ELODIE kształtem odbiega od poprzednich konstrukcji WIGG ART. Przednie jak i górne ścianki są lekko pochylone. Jest to konstrukcja od podstaw zaprojektowana i wykonana w całości przez firmę WIGG ART. Kolumny wykończone są głównie okleinami naturalnymi w wypadku ELODIE jest to orzech amerykański. Sama konstrukcja, czyli obudowa ELODIE wykonana jest z cienkich warstw drewna  połączonych z utwardzanym MDF-em. Drewno z MDF-em klejone są przemiennie. Taka technologie pozwoliła na jeszcze większe zredukowanie rezonansów samej obudowy. Bas-reflex został wykonany z polerowanego aluminium w tylnej części obudowy.

W kolumnie ELODIE zastosowane zostały głośniki dwóch firm: Seas i SB Acoustics.  Głośnik wysokotonowy to Seas z serii Excel  26 mm tekstylna kopułka wykonana z Sonomex-u. Front głośnika wysokotonowego wykonany jest z odlewanego aluminium o grubości  6 mm. Głośnik niskośredniotonowy to SB Acoustics  17 cm stożek z membraną z modyfikowanej celulozy. W zwrotnicy wykorzystano wysokiej jakości cewki Jantzen Audio. Zastosowano tylko i wyłącznie kondensatory polipropylenowe firmy Clarity Cap.

Również stand do kolumny podstawkowej ELODIE został specjalnie zaprojektowany aby był uzupełnieniem pod względem  estetycznym jak również brzmieniowym. Sam rdzeń standu został wykonany w takiej samej technologii jak obudowa kolumny czyli klejone na przemiennie - cienkie warstwy drewna z utwardzanym MDF-em. Część standu polakierowana jest elastycznym lakierem w kolorze czarnym pozostała część wykończona jest w kolorze kolumny. Standy wyposażone zostały również w kolce z podstawkami zabezpieczającymi".

Dane techniczne
- typ 2-drożna podstawkowa, bass-reflex
- impedancja 8 Ohm
- moc wzmacniacza min. 25 W
- pasmo przenoszenia 48 - 25 000 Hz
- częstotliwość podziału 2 600 Hz
- efektywność 87 db/2,8 V
- masa jednej sztuki 9 kg
- wymiary 20 x 36 x 35 cm (szer.x gł.x wys.)
- terminale głośnikowe przystosowane są do podłączeń widełkowych, bananowych, samych kabli
- cena detaliczna  za parę kolumn: 12 500 PLN
- cena detaliczna za parę standów: 2 500 PLN









niedziela, 20 sierpnia 2017

Mata do wkładki gramofonowej - Dereneville Headshell-Contact-Mat



Dziś kilka słów o dość nietypowym akcesorium adresowanym dla gramofonów. To Dereneville (zobacz TUTAJ) - mata anty-rezonansowa do główek ramion gramofonowych (nie wiem jak lepiej przetłumaczyć na polski określenie "Headshell-Contact-Mat") albo mata anty-rezonansowa do wkładek gramofonowych. Jej przeznaczeniem jest aplikacja pomiędzy wkładką a headshell’em ramienia gramofonowego. Ma eliminować rezonanse gramofonu i łożysk ramienia, a także znacząco poprawiać pracę wkładki gramofonowej, optymalizując rezonans wkładki odsprzedając ją od reszty układu. Warto podkreślić, że ze względu na ultra-cienką strukturę oraz zoptymalizowane właściwości mechaniczne nie zmienia kąta VTA ramienia (grubość maty to jedynie 0,38 mm).

Mata produkowana jest w Niemczech (w Lippstadt) przez AVDesignHaus (zobacz TUTAJ), czyli firmę wyspecjalizowaną w technologii gramofonowej. Jednak AVDesignHaus wytwarza tę matę na zlecenie innego gramofonowego tuzy, a mianowicie dla Dr.Feickert Analogue - i to w ofercie tej firmy mata znajduje się. Dereneville występuje również w postaci dużej maty na talerz gramofonu, a także jako mniejsza dla sub-talerza gramofonów firmy Rega.

Powierzchnia maty obustronnie pokryta jest substancją silikopodobną, dzięki czemu ewentualne zanieczyszczenia nie przywierają do jej struktury. Jest obecność ma korzystnie wpływać na eliminacje mikro-rezonansów, poprawiając kontakt wkładki z ramieniem, a przez to wpływać na brzmienie analogów. Poprawiać ma definiowanie niskich tonów, ogólną czytelność brzmienia w całym zakresie częstotliwości. Rezultat jej zastosowania to dokładniejszy, lepiej zdefiniowany obraz muzyczny. Redukcja zniekształceń oraz lepsze pasmo przenoszenia. Szczególnie rekomendowana przez producenta w przypadku metalowych korpusów wkładek gramofonowych, gdzie metal wkładki przylega bezpośrednio do metalowej główki ramienia. Na logikę rzecz biorąc, zastosowanie podkładki headshellowej ma uzasadnione zastosowanie w przypadku większości ramion albowiem skutecznnie odprzęga wkładki od ramienia.

Użyłem Dereneville Headshell-Contact-Mat pomiędzy wkładkę Ortofon 2M Black a główkę ramienia gramofonowego Iterspace 10'' gramofonu Nottingham Analogue Horizon (czytaj test TUTAJ). Mata okazała się być nieco większa (dłuższa) niż górna powierzchnia kontaktowa wkładki Ortofon. Jednak nie uciąłem jej, wystawała trochę do przodu i do tyłu. Czasem może pojawić się problem z właściwym wyregulowaniem wkładki, albowiem jej główka jest ciut przysłonięta matą. Naturalnie, po montażu maty, należy ponownie ustawić siłę nacisku igły, bo przecież mata tez ma swoją masę. Niewielką, ale ma. A to wpływa na nieduże siły ustawienia. Ortofon zaleca siłę nacisku wkładki 2M Black wyregulować na 1,5 grama.

Jakie są wrażenia dźwiękowe? Może nie są one wysoce spektakularne, lecz są rzeczywiście odbierane. Są nieduże, ale idące w korzystną stronę zmian. Warto zauważyć, że niektóre akcesoria tego typu zamiast autentycznie poprawiać dźwięk, "mulą" go i ograniczają. Ale nie w przypadku maty Dereneville. Na pewno poprawie ulegają niskie tony, które zdają się być obszerniejsze i z lepszą kontrolą. Dodatkowo struktura muzyczna lekko wyostrza się, staje się bliższa i czytelniejsza. Ma nieco grubsze rysy, obrys. Ogólnie po zaaplikowaniu maty uzyskuje się uspokojenie i harmonizację brzmienia. Niejako wyższą czystość. A to wszystko dzięki eliminacji rezonansu w punkcie kontaktu body wkładki z metalową główką ramienia. Owszem, cena jednej maty nie jest niska, bo to koszt aż 185 PLN, ale warto taką inwestycję przedsięwziąć. Korzyść dla dźwięku płyt analogowych murowana.  

Cena w Polsce - 370 PLN (opakowanie zawiera dwie podkładki do headshella).


Opakowanie zawiera dwie maty

Made in Germany

Na czarnej gąbce, czarna mata


Mata ma strukturę włóknistego materiału, z obu stron powleczonego silikopodobną substancją

Gramofon Nottingham Analogue Horizon przed aplikacją maty; mata na talerzu to Harmonix TU-800EXi


Siłę nacisku igły wyregulowałem ciut powyżej rekomendowanych 1,5 grama

Mata nieco wystaje poza obrys powierzchni kontaktowej wkładki Ortofon 2M Black

Gramy!


sobota, 19 sierpnia 2017

Słuchawki Fostex TH7



Cztery wersje kolorystyczne TH7 (zdjęcie ze strony Fostex Japan)

Wstęp
Słuchawki Fostex TH7 to już kolejny sprzęt kultowego japońskiego Fostexa, który testuję w tym roku. Namnożyło się nowości, więc jest co opisywać. Niedawno recenzowałem słuchawki Fostex TH-610 wraz ze wzmacniaczem słuchawkowym/DACiem Fostex HP-A4BL (czytaj TUTAJ), potem był cały set monitorów aktywnych Fotsex PM0.5d i Fostex PM0.4c wraz z regulatorami Fostex PC-1e oraz Fostex PC-1000USB-HR2 (czytaj TUTAJ). Poza tym, nie ma co ukrywać, bardzo lubię produkty marki Fostex/Foster, o czym wielokrotnie pisałem na blogu, nie ma więc co tego powtarzać.

W połowie czerwca br. warszawski dystrybutor MIP przesłał mi najnowsze słuchawki Fostex TH7 (zobacz TUTAJ), abym je przetestował. Słucham więc na nich muzyki już od około dwóch miesięcy, dopiero dziś publikuję test. Nie wynika to ani z opieszałości, ani z niechęci do Fostex TH7, a niestety z ciągłego braku czasu. Z drugiej strony przez te dwa miesiące osłuchałem się dość dobrze z nimi, tak więc mam nadzieję, że test będzie rzetelny i prawdziwy do kwadratu.

Wrażenia ogólnie i budowa
To jedne z tańszych słuchawek Fostexa, przeznaczone głównie do zastosowania tzw. mobilnego. Jak podaje producent, to zmodyfikowani następcy modelu Fostex TH-7B i TH-7W, które z kolei zastąpiły wcześniejsze Fostex T5 i T7. Dawno temu TUTAJ opisywałem Fostex T7.
Najważniejsze cechy w porównaniu do wcześniejszych modeli Fostex TH-7B i TH-7W to:
• Na nowo zaprojektowana zamknięta obudowa, która daje doskonałą izolację akustyczną. Przetworniki 40 mm zapewniają nie tylko bardziej dynamiczny dźwięk, ale także bardziej naturalne wysokie tony.
• Kabel o długości 1,2 m, zakończony pozłacanym wtykiem stereo 3,5 mm.
• Wysokiej jakości skórzane nausznice, pozwalają na długi i wygodny odsłuch.
• Gumowa obudowa dostępna jest w czterech kolorach: czarnym, czerwonym, białym oraz turkusowym. 

Niewielkie, aczkolwiek estetyczne opakowanie, kryje jedynie słuchawki wraz z przymocowanym do nich na stałe przewodem 1,2 m z wtykiem 3,5 mm. Brak przejściówki na 6,3 mm i innych akcesoriów. Oczywiście, instrukcja obsługi i gwarancja są w kartonie. Wizualnie nowe Fostex mało różnią się od poprzedniego modeli Fostex TH-7B i TH-7W, a nawet jeszcze wcześniejszych Fostex T7 i T5. To w zasadzie identyczne muszle w kształcie kwadratów obwiedzione widełkami oraz podobny pałąk. Różnice dotyczą kilku detali. W TH-7B i TH-7W nasadki po obu stronach pałąkach (i przewody) były fioletowe lub żółte, tu w TH7 są w kolorze muszli i mechanizmu trzymającego je, czyli w tym przypadku białym. Poza tym nieco odmienne są napisy na muszlach. Zrezygnowano też z różnych kolorów padów i pałąków - w TH7 zawsze są czarne, niezależnie od wersji kolorystycznej. 
Ogólnie rzecz biorąc, TH7 utrzymane są w stylistyce studyjno-profesjonalnej, bo takie funkcje pełniły pierwowzory, czyli model T7. (Dziesięć lat temu urządzania i słuchawki mobilne były jeszcze raczej mało popularne). Nowe słuchawki Fostexa są, czego by nie powiedzieć, ładne i estetyczne. Mają swój unikalny design i trudno je pomylić z innymi. Tworzywa sztuczne są wysokiej jakości, trwałe, bardzo precyzyjnie obrobione, nie trzeszczące i nie brudzące się. Przewód, pomimo że, nie wypinany, to nie plącze się. Jest raczej sztywny, więc nie ma tendencji do samozwijania. Wtyk 3,5 mm ma złocone konektory. Zalany jest białym, gumowatym tworzywem sztucznym. Słuchawki produkowane są w chińskich zakładach Fostera.

Ergonomia
Ponieważ zarówno muszle, jak i pady są raczej szerokie, tak więc uszy prawie w całości w nich się mieszczą. Może się zdarzyć, że część małżowin usznych nie zmieści się, ale wówczas pady łagodnie je przykrywają, nie uciskając zanadto. Pałąk leży stabilnie i pewnie na sklepieniu czaszki, nie ściskając jej zbytnio. Regulacja mechanizmów pałąka i muszki jest całkowicie wystarczająca dla wygodnego ułożenia i optymalnego dopasowania. Fostex TH7 jako słuchawki o studyjnej proweniencji są tak skonstruowane, aby nawet wielogodzinne odsłuchy fizyczne nie męczyły ani uszu, ani czaszki, a równolegle zapewniały dość przyzwoitą izolację od akustycznych warunków zewnętrznych. Całość dopełnia fakt, że słuchawki mają niską masę 265 gram. Ergonomię używania TH7 oceniam na wzorową. Przykładną.

Dane techniczne
Typ: zamknięte słuchawki dynamiczne
Przetwornik: dynamiczny, 40 mm
Impedancja: 70 Ohm
Zakres częstotliwości: 10 - 35 000 Hz
Maksymalna moc wejściowa: 100 mW
Wtyk: prosty, pozłacany stereo 3,5 mm
Długość kabla: 1,2 m
Masa: 265 g

Słuchawki od razu po wyjęciu z opakowania

Klasyczny design Fostex rodem ze studia nagrań

Bardzo solidne białe tworzywo sztuczne: ten biały kolor jest bardzo ...biały (słuchawki leżą na białej szybie blatu stołu)

Duże wygodne pady i pałąk z poduszeczką od wewnątrz

Muszle od zewnątrz mają kształt kwadratu z zaokrąglonymi kątami

Fostex TH7 i odtwarzacz Questyle QP2R




Fostex TH7 i iFi micro iDSD Black Label

Fostex PC-1000USB-HR2 na froncie ma jedynie dużą gałkę siły głosu (i zieloną diodę)

Fostex PC-1000USB-HR2 ma wejście USB, parę wyjść RCA i gniazdo słuchawkowe 3,5 mm


Fostex TH7 w systemie nabiurkowym z regulatorem Fostex PC-1000USB-HR2 i monitorami aktywnymi Fostex PM.05d (zdjęcie powyżej) lub Fostex PM.04c (zdjęcie jeszcze wyżej)


Wrażenia dźwiękowe
Jako źródło używałem przenośny odtwarzacz Questyle QP2R (test TUTAJ), stacjonarny wzmacniacz słuchawkowy i DAC Questyle CMA400i (test TUTAJ) oraz iFi micro iDSD Black Label (test TUTAJ), a także iPhone 6S oraz iPad Air 2. Stosowałem też regulator głośności wraz z DAC (i wyjściem słuchawkowym) Fostex PC-1000USB-HR2 (test TUTAJ). Słuchawki porównawcze to Fostex TH-610 (test TUTAJ), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TUTAJ), MEE Audio Matrix 2 (test TUTAJ) oraz Meze 99 Neo (test TUTAJ). Używałem również komputery MacBook Pro i Dell Latitude E6440 wraz z serwisem streamingowym Tidal HiFi/Master.

Fostex/Foster zna się na produkcji słuchawek i przetworników słuchawkowych jak mało kto na świecie. Jest to jedna z niewielu firm, która w swoich produktach montuje wyłącznie własne przetworniki. Fostex wytwarza całą masę słuchawek przeznaczonych na rynek profesjonalny, a od kilkunastu lat także dla zastosowań hi-fi. Można napisać, że w modelu TH7 te dwa światy łączą się i przenikają wzajemnie. Są to słuchawki o profesjonalnym rodowodzie, ale "udomowione" - przystosowane dla domowego audio, w tym tego mobilnego. Nie mają więc płaskiej charakterystyki typowej dla monitorów studyjnych przeznaczonych stricte do kontrolowania rzeczywistego brzmienia, a przyprawione są dodatkowym basem oraz lekkim wyprofilowaniem średnicy. W związku z powyższym, dźwięk ma bardziej przyjazną definicję niż profesjonalna. Więcej tu plastyczności i żyzności, ale selektywność i czystość pozostają niezmienne. Panują ład i porządek oparte o obfity bas i kolorową średnicę. Co istotne, przestrzeń kreowana przez TH7 jest wyjątkowo rozbudowana, a do tego przykładnie i harmonijnie poukładana. Scena jest bardzo precyzyjna i przejrzysta. Wyraźna. Może nie jest to referencja, ale w cenie słuchawek nie ma zupełnie do czego się przyczepić.

Miłą cechą Fostex jest ich dynamiczne i mocne brzmienie, wysoce energetyczne. Pozwala to bezproblemowo obcować z każdym gatunkiem muzycznym - od symfoniki, poprzez elektronikę, aż do rocka. Słuchawki wytrawnie i lekko przekazują moc instrumentów, żar wokali, a także wszelkie wybrzmienia akustyczne. Kiedy potrzeba, pompują bas, a kiedy nie potrzeba - obchodzą się z nim delikatnie. Są zrównoważone i wyważone. Nie mają odczuwalnie podkręconych basów, co jest zaletą. Z kolei w średnicy daje się słyszeć lekkie "wypchnięcie" do przodu, co jest pochodną wyraźnego uprzywilejowania tego zakresu. W konsekwencji tego średnie tony wydają się być bliskie i bezpośrednie, lecz także gęste i nasycone. Dodatkowo występuje tu lekko "słodkawa" barwa, ale nie słodka! W związku z tym ogólna charakterystyka słuchawek jest fizjologiczna, bo jakby bardziej organiczna, niż analityczna. Może to być atutem przy odsłuchach bezpośrednio z takich urządzeń przenośnych jak smatrfony, gdzie lekkie "przetarcie" o ciepło przynosi dobroczynne rezultaty ożywienia i ubogacenia nagrań, w tym tych gorzej zrealizowanych.

Słuchawki pomimo dość wysokiej (jak na sprzęt mobilny) impedancji 70 Ohm bezproblemowo współpracują z takimi urządzeniami jak iPhone 6S, czy iPad Air 2. Dźwięk jest mocny, dynamiczny i pełny. Równolegle nie powodują przyśpieszonego rozładowania baterii ww. sprzętów. Innymi słowy, Fostex TH7 są dobrze przystosowane do współpracy ze smartfonami. Najwyższy poziom dźwięku uzyskać jednak można dopiero po zastosowaniu dodatkowego wzmacniacza słuchawkowego. Oczywiście, nie namawiam nikogo do zakupu takiego wzmacniacza jak Questyle CMA400i, czy mobilnego odtwarzacza Questyle QP2R, bo ich cena oscyluje około 4 000 PLN. A to przy cenie słuchawek 400 PLN będzie sporym mezaliansem, choć dźwięk będzie najlepszy. Rozsądnym wyborem dla TH7 będzie tzw. regulator głośności ...Fostex PC-1000USB-HR2, który w zasadzie jest mini-przedwzmacniaczem wraz z konwerterem c/a USB HD (24 bit/96 kHz) z wyjściem słuchawkowym - jego koszt to 429 PLN (zaś wersja 16 bit/44,1 kHz nawet tańsza, bo 289 PLN). Urządzenie to wpięte do komputera (np. z uruchomionym serwisem Tidal) dostarcza czysty i żywy sygnał słuchawkom, zaś Fostex TH7 wydają się dlań wprost komplementarne. Świetny dźwięk wysokiej klasy. Bez kompleksów trafiający w sedno przekazu hi-fi. Harmonijny, energetyczny, muzykalny.

Konkluzja
Fostex TH7 to wyjątkowe słuchawki - produkowane przez kultowego japońskiego producenta Fostex/Foster wyspecjalizowanego w technologii słuchawkowej. Owszem, TH7 to nie jest referencyjna propozycja, ani nawet średnia. To pozycja budżetowa w katalogu Fostex, lecz ze wszech miar warta uwagi. Dlaczego? Pierwszorzędny projekt i wykonanie wyprowadzone wprost z linii profesjonalnej Fostex, lecz stricte osadzone w segmencie hi-fi. TH7 wyewoluował z monitorowych, profesjonalnych T7 (po drodze były jeszcze pośrednie TH-7B i TH-7W). W konsekwencji TH7 przynoszą bogaty i eufoniczny dźwięk o energetycznym charakterze i żywej strukturze, lecz nie zapominający o wyraźnym detalu i szerokiej oraz głębokiej scenie. Pierwszorzędne słuchawki do iPhone'ów i innych smatrfonów, choć nie brzydzące się dobrym wzmacniaczem słuchawkowym lub przenośnym odtwarzaczem. Doskonała proporcja jakość budowy/dźwięk/cena. Z mojej strony stuprocentowa rekomendacja!

Fostex TH7 cena w Polsce - 399 PLN.