Polpak

EIC

Rafko

niedziela, 27 listopada 2016

Cayin DAC11

Srebrna wersja DAC11 (zdjęcie ze strony Cayin)

Wstęp
Wielokrotnie na Stereo i Kolorowo opisywałem sprzęty marki Cayin. Przede wszystkim były to pełnowymiarowe wzmacniacze lampowe (MT-35S czytaj TUTAJ, CS-55A czytaj TUTAJ i A-55TP czytaj TUTAJ), ale także mini-system audio, jak i rozmaite wzmacniacze przenośne. Wspomnę też, że na stałym wyposażeniu mam wzmacniacz lampowy Cayin CS-55A (czytaj TUTAJ). Jednak nigdy do tej pory nie recenzowałem przetwornika cyfrowo-analogowego tej marki. Czas to zmienić.

Niedawno dotarł do mnie przetwornik cyfrowo-analogowy Cayin DAC11 oparty o dwie lampy elektronowe 6922EH. Jako kość DACa zastosowano ceniony scalak Burr-Brown PCM1792 wspierający sygnał o rozdzielczości do 24 bit/192 kHz. Układ konstrukcyjny przetwornika jest całkowicie symetryczny, zasilany z transformatora toroidalnego. Cayin DAC11 wyposażony jest również w wysokiej jakości wzmacniacz słuchawkowy z gniazdem 6,3 mm. Owszem, nie jest to najnowsza konstrukcja (na rynku obecna już ze trzy lata), ale niewątpliwie interesująca, warta bliższej uwagi (najnowszy przetwornik to Cayin iDAC-6)

Zanim przejdę do clou, przypomnę, że właścicielem marki Cayin jest chińskie przedsiębiorstwo Zhuhai Spark Electronic Equipment Co. LTD zlokalizowane w mieście Zhuhai w prowincji Guangdong (pol. Kanton) w południowych Chinach. Przedsiębiorstwo zostało założone w 1993 roku jako inwestycja gigantycznej chińskiej firmy AVIC International Co., LTD z myślą o projektowaniu i wytwarzaniu profesjonalnych urządzeń audio klasy hi-fi. Z czasem utworzono własną markę Cayin, która często funkcjonuje na rynku pod nazwą Cayin Spark. Warto wiedzieć, że przedsiębiorstwo wytwarza rozmaite urządzenia audio-stereo dla tak renomowanych producentów jak japońskiego TRI, czy holenderskiego Prima Luna, ale to opowieść zasługująca na osobny artykuł…

Wrażenia ogólne i budowa
DAC11 (zobacz TUTAJ) dostarczany jest w podwójnym kartonie, typowym dla marki Cayin. Wewnątrz, w gąbkowych ochraniaczach, znajduje się DAC11. W komplecie producent dostarcza przewody USB i sieciowy. W komplecie znajduje się instrukcja obsługi, gwarancja, bawełniane rękawiczki oraz płyta instalacyjna do komputera, która jest niezbędna dla pobrania sterowników, bo te nie występują na stronie Cayin.

Dodatkowe lampy 2 x NOS Philips E88CC SQ (Special Quality) polski dystrybutor Studio 16 Hertz sprzedaje osobno – to wydatek około 500 PLN. Do mnie dotarła wersja standardowa na lampach Electro-Harmonix 6922EH, z dodatkowymi lampami NOS. Są to lampy Philips SQ Gold Pin (które zamontowałem po zapoznaniu się z brzmieniem lamp wersji stockowej). Lampy te są mierzone w kraju, a wynik wzmocnienia i krzywej nachylenia użytkownik dostaje wraz z lampami. Nie muszę dodawać, że są to bardzo cenione lampy w audiofilskim świecie.

Estetyczna stylistyka DACa nawiązuje do wzmacniaczy lampowych Cayin, z kolei szerokość obudowy (35 cm) jest identyczna jak lampowców. Można więc na DAC11 ustawić dowolny wzmacniacz lampowy (np. Cayin CS-55A).  Front jest analogiczny jak w większości wzmacniaczy lampowych – to gruba aluminiowa płyta (tu anodowana na czarno). Po prawej stronie zamontowano dość spora gałkę (charakterystyczną dla Cayin) wzmocnienia głośności wzmacniacza słuchawkowego, a zaraz obok gniazdo słuchawkowe 6,3 mm. Pośrodku umieszczono niewielki wyświetlacz informujący o aktywnym wejściu, częstotliwości próbkowania oraz zastosowanym filtrze. Po jego lewej stronie umieszczono dwa małe przyciski i jeden większy. Ten większy to włącznik sieciowy, a małe selektor źródeł i aktywator filtra ASPC.

Z tyłu znajdują się dwie pary wyjść analogowych – niesymetryczne RCA oraz symetryczne XLR, a także wejścia cyfrowe: dwa koaksjalne i po jednym optycznym i USB. Po prawej stronie zamontowano wejście sieciowe IEC wraz z zintegrowanym zeń pomieszczeniem bezpiecznika. Producent nie przewidział wyjść omijających lampy elektronowe. Sygnał wychodzący z DAC11 zawsze „przepuszczany” jest przez szklane bańki.

Dane techniczne
* wejście coaxialne i optyczne 75 Ohm
* częstotliwość przetwarzania 16 - 24 bit
* częstotliwość próbkowania 44.1, 48, 88.2, 96, 176.4 i 192 kHz
* wejście USB 2.0 High Speed kompatybilne z audio class 1.0 i audio class 2.0
* Obsługuje asynchroniczne zegary długości słowa 16 - 24 bitów
* System operacyjny Windows ® XP, Windows Vista ®, Windows 7 ® i Mac OS (10.6.3 i nowsze)
* wyjścia analogowe RCA i XLR
* Napięcie wyjściowe: 2.2 V RMS RCA, XLR 4.4 V RMS
* Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 35 kHz (± 0,5 dB, 24 bit/192 kHz)
* Stosunek sygnału do szumu 93 dB
* Pobór mocy: 30 W
* Całkowite zniekształcenia harmoniczne (THD): 0.5 % (wyjście lampowe)
* Wyjście słuchawkowe
* Wymiary: 350 × 256 × 74 mm (S x G x W)
* Masa: 4 kg

Akcesoria: płyta instalacyjna, gwarancja, instrukcja obsługi oraz bawełniane rękawiczki


Estetyka typowa dla Cayin; schludnie, czysto i logicznie


Do DACa używałem polskie interkonekty RCA Haiku-Audio

Bardzo czytelny wyświetlacz

Cztery wejścia cyfrowe, dwie pary wyjść analogowych - RCA i XLR

Przyłączone przewody - Melodika Purple Rain MD2X20 i Haiku-Audio


Aby dostać się do środka wystarczy odkręcić cztery śruby; wnętrze cieszy oczy porządkiem i wysokiej klasy komponentami

Dwie lampy Electro-Harmonix 6922EH; zaraz je wymienię na NOS Philips E88CC

Transformator toroidalny - brawo!


Serce układu, czyli scalak Burr-Brown PCM1792

Szyk i ład jakiego nie powstydziłaby się jakaś japońska konstrukcja

Odsłuch na słuchawkach HiFiMan HE-1000

Lampy Philips E88CC dostarczane są w twardej tulei


NOS E88CC Philips SQ zaraz po wypakowaniu z tulei


Zamontowane E88CC Philips SQ Gold Pin; to wręcz niewyobrażalne ile przynoszą korzyści w dźwięku

Pierwsze spojrzenie na system odsłuchowy...

...i drugie spojrzenie


Wrażenia dźwiękowe
Tytułowy DAC używałem głównie jako przetwornik USB w tzw. computer audio, choć testowałem też jego wejścia cyfrowe koaksjalne i optyczne. Kolumny to przede wszystkim Living Voice Auditorium R3, zaś wzmacniacz to Pathos Classic One MKIII. DACi porównawcze to Pathos Converto Evo i Hegel H160. Interkonekty RCA to Haiku-Audio, a XLR - Melodika Purple Rain MD2X20. Dokładna lista sprzętu towarzyszącego dostępna jest na końcu niniejszego tekstu.

Zastosowana kość przetwornika, czyli Burr-Brown PCM1792 jest dość popularna. Można ją znaleźć ją w takich DACach jak Pro-Ject DAC BOX DS, Asus Xonar Essence STU, Atoll DAC200, Arcam D33, czy Devialet 200/400, czyli w bardzo szerokim przedziale cenowym. Kość ta jest ceniona za wysoką dynamikę i niskie zniekształcenia, jak i również za dużą muzykalność.

Muzyka grana za pośrednictwem DAC11 jest plastyczna i angażująca - gęsta i zwarta. Dominuje poczucie ciepła i organiczności, choć nie można tego zjawiska nazwać ani ociepleniem, ani podgrzaniem. Bardziej to kierunek wskazujący na odkrycie fizjologicznych barw, ujawnianie potencjału chromatyczności, dalszej głębi i szerokiego kolorytu. Przynosi to brzmienie głębokie, pełne i empatyczne. Obfite, ale nieprzesadzone. Owszem, to dźwięk bez podkreślonej selektywności, ale na pewno spójny i harmonijny. Namacalny i autentyczny. Każde nagranie (nawet to nie najlepsze technicznie) „przepuszczone” przez DAC11 staje się znośne i akceptowalne. Zaś te perfekcyjne nie są ograniczane, czy przycinane przez Cayina. DAC11 zapewnia dźwięczny przekaz, a równolegle jedwabisty i przyjemnie miękki. Napowietrzony.

A teraz pora na wymianę fabrycznych lamp elektronowych Electro-Harmonix 6922EH na NOS E88CC Philips SQ Gold Pin. Jedna lampa to koszt 250 PLN, czyli dwóch – 500 PLN. Nie jest to mało w stosunku do ceny samego DACa (4 490 PLN), ale nie jest też jakoś specjalnie dużo. Normalnie, można rzec. Czy aby taki upgrade rzeczywiście ma sens, czy jest odczuwalny dźwiękowo? Naturalnie, że tak! Oczywiście, zmiany są dyskretne i subtelne, lecz są wyraźne i jednoznaczne. Poprawa szczególnie dotyczy odbioru przestrzeni. Po zainstalowaniu NOS przestrzeń zyskuje większy oddech i głębszą scenę. Z kolei wokale stają się bardziej ujmujące, a soprany lepiej rozpoznawalne. Pojawia się delikatna otoczka wokół instrumentów. Bas jest ciut szybszy i bardziej wybarwiony bas. Ogólnie pisząc, lampy NOS dostarczają większą precyzję dźwięku i głębsze nasycenie. Wyższy stopień finezji brzmienia. Wydaje się więc, że inwestycja w nie jest jak najbardziej rozsądna i opłacalna.

Podsumowanie
Cayin DAC11 to rzetelnie skonstruowany i tak samo zbudowany przetwornik cyfrowo-analogowy. Do budowy wewnętrznej zastosowano wysokogatunkowe komponenty, nie oszczędzano na wejściach i wyjściach (są nawet XLR), całość zaopatrzono w solidną stalową obudowę i gruby aluminiowy front. Jako bonus zaaplikowano wyjście słuchawkowe 6,3 mm. Brak dekodowania sygnału DSD.

DAC charakteryzuje się płynnym, bardzo plastycznym i organicznym dźwiękiem. Jedwabistym i gęstym. Napowietrzonym i autentycznym. Wymiana lamp elektronowych na lepszej jakości odwdzięcza się większą żarliwością brzmienia, nieco szerszą i głębszą przestrzenią, jak i wyższym poziomem subtelności przekazu.

Cayin DAC11 to rewelacyjny DAC za rozsądne pieniądze. Kiedy podłączyć via wejście USB komputer jako transport, konwerter pierwszorzędnie porządkuje i umuzykalnia dźwięk. Świetne są także wejścia S/PDIF. Polecam koniecznie posłuchać

Cena w Polsce - 4 490 PLN (z lampami Electro-Harmonix 6922EH), wersja z lampami NOS E88CC Philips SQ Gold Pin - 4 990 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU), Audia Flight FL Three S (test TU), Cayin CS-55A (test TU), dzielony Pathos Converto Evo i Pathos Ampli D (test TU) oraz Dayens Ecstasy III (test TU).
Kolumny: Triangle Esprit Antal EZ (test TU), PMC DB1 Gold (test TU), Pylon Diamond 28 (test TU), Pioneer RM-05 (test TU), Klipsch RP-150M, Living Voice Auditorium R3 i Guru Audio Junior (test TU).
Odtwarzacz CD: Musical Fidelity A1 CD-PRO.
Komputery: MacBook Apple Pro, Acer Aspire ES13 i Dell Latitude E6440.
Gramofony: Nottingham Analogue Horizon z wkładką Ortofon 2M Black (test TU), Pioneer PLX-1000 z Goldring Legacy.
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi iPhono2 (test TU), Primare R32 (test TU), ADL Stratos by Furutech (test TU) i Musical Fidelity MX-VYNL (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Kenwood KT-7500 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: HiFiMan HE-1000, Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Blue Mo-Fi (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Cayin C5 DAC (test TU), Musical Fidelity MX-HPA (test TU) i Trilogy 931 (test TU).
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper. 


niedziela, 20 listopada 2016

Pioneer NC-50DAB: wzmacniacz, DAC, odtwarzacz sieciowy i CD oraz tuner DAB+



Trzy zdjęcia NC-50DAB ze strony Pioneer

Wstęp
Tak to się ostatnio porobiło w audio hi-fi, że czasem trudno precyzyjnie nazwać jedno urządzenie. Dziś recenzuję Pioneer NC-50DAB (zobacz TUTAJ), który właśnie nie jest łatwo w skrócie opisać. To typowy sprzęt "All-in-One", a więc w jednej obudowie zawartych jest niejako kilka układów spełniających różne funkcje. To przede wszystkim zaawansowany streamer sieciowy z obsługą serwisów Tidal, Spotify, czy Deezer. Ma wbudowany tuner internetowy TuneIn, jak i tuner cyfrowy DAB+ oraz analogowy FM. Poza tym zaopatrzony jest we wzmacniacz cyfrowy (klasy D) o mocy 2 x 50 Wat przy obciążeniu 4 Ohm. Urządzenie wyposażone jest w wysokogatunkowy SABRE32 DAC ES9016 z obsługą plików PMC i DSD do 11,2 MHz. Ponadto producent zaopatrzył też to urządzenie w klasyczny napęd płyt kompaktowych, a także w obsługę łączności Wi-Fi (Dual Band 5 GHz/2.4 GHz) jak i Bluetooth (Version: 4.1, Profile: A2DP/AVRCP, Codec: SBC/AAC), jak i AirPlay, co umożliwia strumieniowanie sygnału ze smartfonu lub innego sprzętu przenośnego.

Co więcej, można też tu przyłączyć via gniazdo USB dowolną zewnętrzną pamięć, etc. Na pokładzie są liczne wejścia cyfrowe i analogowe, co pozwala podłączyć praktycznie każde urządzenie - naturalnie, gniazdo słuchawkowe też jest. Warto podkreślić, iż z pozycji smartfonu można w pełni sterować NC-50DAB, choć pilot zdalnego sterowania jest w zestawie. Aby całkowicie pogrążyć Czytelnika nadmienię, że powyższy kombajn Pioneera ma również wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek MM! Co za gigantyczna wielofunkcyjność.

Wrażenia ogólne i budowa
Czytelnik już wie, że Pioneer NC-50DAB to niejako zamknięte w jednej obudowie kilka osobnych urządzeń: wzmacniacz zintegrowany, odtwarzacz CD i sieciowy, DAC PMC i DSD (SABRE32 Ultra DAC ES 9016), przedwzmacniacz gramofonowy, tuner analogowy i DAB+. Należy więc napisać, że sprzęt dostarczany jest w dość sporawym pudle. Pośród powycinanych styropianów można znaleźć NC-50DAB oraz kilka akcesoriów. To przede wszystkim pełnowymiarowy pilot zdalnego sterowania, antena radiowa, kilka przewodów (RCA, sieciowy, USB), a także instrukcja obsługi oraz gwarancja.

NC-50DAB reprezentuje wzornictwo typowe dla Pioneera ostatnich lat. To zgrabna skrzynka z grubym aluminiowym frontem anodowanym na czarno (istnieje także wersja srebrno-aluminiowa). Pomimo że tytułowe urządzenie jest multi-funkcyjne, płyta czołowa nie jest jakoś specjalnie przeładowana. Dominują nań duże aluminiowe pokrętło głośności (zamontowane na skrajnej prawej stronie) oraz 3,5-calowy kolorowy wyświetlacz ciekłokrystaliczny (LCD), który jest głównym źródłem informacji. Po lewej stronie umieszczono szufladę napędu CD, a obok niej przyciski sterujące mechanizmem CD. Na skrajnej lewej stronie zamontowano metalowy przycisk sieciowy z niebieską diodą pośrodku. Poniżej umieszczono „oko” podczerwieni, gniazdo słuchawkowe 6,3 mm i gniazdo USB dla zewnętrznych pamięci. I tyle. Większą część funkcji uruchamiać należy z poziomu pilota zdalnego sterowania lub aplikacji zainstalowanej na smartfonie.

Z tyłu uwagę zwracają dwie pary metalowych (mosiężnych?) terminali głośnikowych. Są wysokiej jakości i wydają się być znacznie solidniejsze niż takie z tworzywa sztucznego. Obok nich, po lewej stronie znajduje się gniazdo sieciowe IEC. Prawą stronę tylnego panelu zajmuje gęstwina wejść i wyjść. Można tu znaleźć dwa wejściowe gniazda cyfrowe (optyczne i cyfrowe), które prowadzą do DAC PMC i DSD. Brak gniazda USB DAC. Tuż obok znajdują się gniazda analogowe RCA: para wejściowych dla źródła, para do wewnętrznego przedwzmacniacza gramofonowego MM (!) oraz pojedyncze wyjściowe dla subwoofera. Nad gniazdami phono zamontowano zacisk uziemienia, zaś obok gniazdo antenowe tunera FM/DAB. Z tyłu umieszczono również gniazdo sieciowe LAN oraz USB 5 V/1A. Obraz uzupełniają dwie antenki Wi-Fi i Bluetooth.

Tak pisze producent o Pioneer NC-50DAB: "W czasach, gdy świat HiFi opanowały gramofony, radia FM i odtwarzacze kasetowe, dobre sprzęty muzyczne były duże, drogie i skomplikowane. Z odtwarzaczem NC-50 DAB zbierasz owoce cyfrowej rewolucji i odzyskujesz sporo miejsca w salonie. W eleganckiej obudowie, w klasycznej formie, znajdziesz tutaj wszystko w jednym miejscu, czego dziś potrzebuje wymagający sprzęt: odtwarzacz CD, odtwarzacz sieciowy, radio cyfrowe i internetowe, serwisy muzyczne oraz wszystkie standardy streamingowe na smartfony i tablety. Wszystkie cyfrowe źródła – czy to zintegrowane, czy podłączone za pomocą wejść cyfrowych – wykorzystują audiofilski silnik DAC odtwarzacza N-50 DAB, technologię SABRE32 firmy ESS. Również wbudowany wzmacniacz jest bardzo nowoczesny: Własny wzmacniacz Direct-Energy-HD firmy Pioneer zapewnia przejrzyste, naturalne brzmienie oraz rezerwy mocy, które w przypadku konwencjonalnych urządzeń wypełniłyby całą obudowę. Wzmacniacz o dużej mocy ułatwia podjęcie jedynej decyzji, jaką trzeba podjąć samodzielnie w przypadku odtwarzacza NC-50 DAB: wystarczy po prostu połączyć go z głośnikami, które optymalnie pasują do Twojego gustu, muzycznego i estetycznego. Otrzymujesz urządzenie, które łączy doskonałą jakość i różnorodność funkcji systemu HiFi. A gdy nagle ogarnie Cię nostalgia, nic nie stoi na przeszkodzie, aby podłączyć do wieży gramofon. Przy całej różnorodności rozwiązań cyfrowych, pomyśleliśmy o wejściach analogowych, a nawet o wejściu phono".

Kilka spraw użytkowych
Do Pioneer NC-50DAB wystarczy podłączyć parę dobrych kolumn głośnikowych i to wszystko. Cała muzyka świata jest dostępna na wyciągnięcie ręki lub za jednym naciśnięciem guzika na pilocie zdalnego sterowania. Programowanie, stremowanie, ustawianie programów internetowych, etc. są bardzo  latwe i intuicyjne. Na przykład aby rozpocząć strumieniowanie z Tidal najpierw należy przyłączyć NC-50DAB do domowej sieci Wi-Fi (wpisać hasło z poziomu pilota), wybrać Tidal w opcjach internetowych (spośród TuneIn Radio, Spotify i Deezer) zalogować się do swojego konta. Zapamiętana muzyka na innych urządzeniach (np. Moja Muzyka, Playlisty, itd) jest widoczna na wyświetlaczu. Można grać. Fascynująca sprawa.

Jako że wewnętrzny wzmacniacz nie jest jakoś specjalnie mocny, ani wydajny (2 x 50 Wat przy obciążeniu 4 Ohm) warto zastanowić się nad doborem optymalnych kolumn do Pioneera. Myślę że właściwe będzie tu towarzystwo przede wszystkim monitorów, a nie kolumn podłogowych. W przypadku gdyby komuś brakowało basu przewidziano możliwość przyłączenia subwoofera. Z kolumn podstawkowych dobrałem ostatecznie Klipsch RP-150M ze względu: 1) na ich wysoką skuteczność 92 dB, 2) rozsądną cenę około 1 700 PLN (droższych nie ma co przyłączać), 3) dobrego firmowego brzmienia Klipsch oraz ciekawego designu. Oczywiście, mogą też być takie kolumny jak polskie Pylon Topaz Monitor i Pylon Pearl Monitor, czy Taga Harmony Platinium B-40 v.2, Tannoy Mercury 7.2 oraz Cabasse Surf.

 



Czarny aluminiowy panel frontowy; czarna obudowa 




Design typowy dla Pioneer; schludny i estetyczny, ale oszczędny

W tle kolumny Living Voice i Triangle

Wybór funkcji sieciowych: radio TuneIn, Spotify, Deezer i Tidal

Logowanie do konta Tidal; należy wpisać login i hasło - to wszystko

Polskie Radio Trójka via streaming TuneIn


Gram z Tidal Hi-Fi (FLAC 16 bit/44,1 kHz)

Wyświetlacz jest bardzo kontastowy



Pioneer jako system nabiurkowy; kolumny to Klipsch RP-150M


Wrażenia dźwiękowe
Do Pioneer NC-50DAB przyłączałem dwie pary kolumn: wspomniane powyżej Klipsch RP150M (cena to 1 700 PLN) oraz eksperymentalnie, droższe monitory Guru Junior (4 500 PLN). Przewody głośnikowe to Perkune Audiophile Cables.

Myliłby się ten, który pomyślał, że "sprzęt do wszystkiego jest do niczego". Japoński system udowadnia, że jest wręcz odwrotnie. Pomijając jego oczywistą multi-funkcjonalność, łatwość dostępu do muzyki, etc., Pioneer po prostu dobrze gra. Zapewnia pełny i masywny dźwięk, który równolegle jest plastyczny, gładki i czysty. To brzmienie kaloryczne, doprawione niezłą analitycznością i dużą dozą miękkiej analogowości. To wszystko osadzone jest na mocnych i sprężystych basach, pięknie rozłożystych i całkiem nisko schodzących. Całość brzmienia jest harmonijna i proporcjonalna. Nie odchudzona, ale też nie przeładowana. Czuć, że japońscy inżynierowie Pioneera zaaplikowali w NC-50DAB rozwiązania amplifikacji z droższych i bogatszych urządzeń. Nie słychać zbytnich oszczędności. Dźwięk jest dobrze skrojony i zaadoptowany. Owszem, można czepić się mniejszej (niż w droższych urządzeniach) detaliczności i selektywności, czy niezbyt szerokiej sceny, ale i tak jest bardzo dobrze.

Odtwarzacz płyt kompaktowych odpowiada jakością wzmacniaczowi, nie jest mistrzem analityczności, ale gra zupełnie poprawnie, dobrze oddaje klimat i zawartość nagrań. Wyższą jakość dźwięku zapewniają odtwarzane pliki FLAC (chociażby z serwisu Tidal) 16 bit/44,1kHz. Więcej w nich życia, namacalności, subtelności i gęstości brzmienia. Tuner FM, DAB+ i internetowy TuneIn działają bez zarzutu, trudno zdecydować się, który brzmi lepiej, choć osobiście preferuję tradycyjny FM. Zamontowany przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek MM może okazać się całkiem dobry dla wkładek cenowo nie przekraczających jakichś 200 - 300 PLN, potem będą widoczne ograniczenia i uproszczenia. Nie testowałem wbudowanego DACa.

Na koniec jedna z niewielu uwag. Szkoda, że producent nie przewidział wejścia USB do DACa, bo wówczas funkcjonalność Pioneera byłaby wprost szokująco fantastyczna, a tak jest tylko rewelacyjna.

Podsumowanie
Pioneer NC-50DAB to wielofunkcyjne urządzenie godne XXI wieku; to spełnienie marzeń wielu melomanów. Jest wyposażone we wszystkie nowoczesne rozwiązania typu łączność Wi-Fi, Bluetooth i AirPlay, swobodnie łączy się z Internetem skąd pobiera nie tylko całą nieomal światową muzykę (via Tidal, Spotify i Deezer), ale także nieograniczoną ilość audycji radiowych (tuner FM, DAB+ oraz radio internetowe TuneIn). Ma zamontowany dobrej jakości wzmacniacz cyfrowy (2 x 50 Wat), DAC DSD (!), a także, jakby komuś było mało, tradycyjny odtwarzacz płyt kompaktowych. Ponadto posiada wyjście słuchawkowe 6,3 mm, co umożliwia dyskretne odsłuchy, wejścia USB dla zewnętrznych pamięci, liczne gniazda wejściowe (cyfrowe i analogowe), a także wbudowany przedwzmacniacz gramofonowy dla wkładek typu MM. Wystarczy do NC-50DAB podłączyć parę kolumn (oraz Internet, oczywiście) i cała muzyka świata jest dostępna na wyciągnięcie ręki. Pioneer NC-50DAB to fenomenalne urządzenie, a do tego rozsądnie wycenione. Pełna rekomendacja!

Cena w Polsce - 3 299 PLN. 

sobota, 19 listopada 2016

[Audio vintage]: tuner radiowy Kenwood KT-7500



Kilka słów o Kenwood Corporation
Kenwood Corporation (jap. 株式会社ケンウッド) to japońska firma założona w 1946 roku w Tokio jako Kasuga Radio Co. Ltd. W 1960 roku zmieniono nazwę na TRIO Electronics Inc., aby w roku 1986 przyjąć ostatecznie Kenwood Corporation. (Do tego czasu oficjalna nazwa to TRIO Electronics, Inc., a Kenwood to marka). Na początku firma zajmowała się głównie importem elektroniki, a potem wytwarzaniem tanich radioodbiorników. Nazwa „Kenwood” pochodzi od amerykańskiej marki Kenmore (którą Kenwood handlował w Japonii) oraz od końcówki słowa „Hollywood”. Taka ciekawostka. W 2008 roku Kenwood stał się częścią innej japońskiej korporacji, a mianowicie JVC. Dziś wspólnie tworzą JVC Kenwood Holding.

Na lata 70-te i 80-te dwudziestego wieku przypada gwałtowny rozwój firmy Kennwood, jak wielu innych podobnych japońskich, by wymienić tylko kilka z brzegu Sansui, Nakamichi, JVC, czy Akai. Dziś te firmy są jedynie wspomnieniem dawnych lat, wegetują gdzieś na peryferiach świata elektroniki i audio hi-fi. Ale pozostawiły po sobie mnóstwo doskonałych produktów. Nie inaczej jest w przypadku Kenwood. Z okresu lat 1970 – 1990 pochodzi wiele interesujących wzmacniaczy stereo, amplitunerów, magnetofonów kasetowych, czy tunerów radiowych i gramofonów. 

Do najciekawszych modeli należą między innymi amplitunery KR-10000 i KR-9600, wzmacniacze zintegrowane KA-9100 i KA-9150 oraz gramofon KD-990. Kenwood wypuścił także linię luksusową Supreme, do której należą modele 700M, 700C i 700T. Istniały też serie wypuszczane pod nazwą TRIO. Sprzęty Kenwooda wyróżniały się pięknym designem, czystą linią oraz wybornym dźwiękiem, często przewyższającym jakością większość europejskich, czy amerykańskich w porównywalnej cenie. Dziś urządzenia marki Kenwood/TRIO to często perełki audio vintage.

Warto wiedzieć, że do 1972 roku głównym inżynierem Kenwood był pan Jiro Kasuga, który w tym czasie odszedł aby założyć w 1973 roku własną firmę Kensonic (razem z bratem Nakaichi). W następnych latach nazwa Kensonic została zamieniona na …Accuphase. Do tego przedsiębiorstwa wkrótce dołączyli inni japońscy inżynierowie Shigemasa Saito i Yasumasa Ishizuki pochodzący z Marantza i Luxmana. Co istotne, Kensonic/Accuphase do późnych lat 80-tych był współwłasnością Kenwood Corporation. Istniała pełna kooperacja i wymiana technologiczna pomiędzy firmami. Niektóre modele Accuphase i Kenwood z lat 70-tych i 80-tych mają wspólny design, a nawet takie same gałki, czy identyczne wyświetlacze (patrz Accuphase E-405 versus Kenwood L-A1). Dopiero w latach 90-tych XX wieku Accuphase stało się niezależne. Ale to już zupełnie inna historia. Trzeba jednak podkreślić, że wiele know-how Accuphase było wykorzystywane w urządzeniach hi-fi marki Kenwood/TRIO i to szczególnie elektroniki budowanej w latach 70-tych i 80-tych.

Kenwood KT-7500
Kenwood KT-7500 produkowany był w latach 1977 – 1979. Kosztował 310 USD, co było dość sporą kwotą jak za tuner analogowy. Kenwood wytwarzał kilka serii tunerów nazywanych cyframi od 30XX do 90XX. Osobne tunery to topowa linia L, z ultra-referencyjnym L-01T. 

Ale wracając do KT-7500. Posiada 5-cio gangową głowicę i 5 filtrów. Jeden filtr jest stosowany do szerokiego pasma IF i 4 ustawienia dla trybu wąskiego pasma. KT-7500 ma regulator poziomu wyjściowego na przednim panelu, a także filtr FM MPX. Posiada oddzielną funkcję wyciszana i przełączników auto/mono. Na tylnym panelu są gniazda do oscyloskopu i kilku rodzajów anten. Jest też przełącznik deemfazy. Tuner ma dwie pary wyjść audio: „variable” i „fixed”.

KT-7500 występuje w wersji metalowej obudowy, jak i w drewnianej „szafce”. Ta druga (oryginalna) jest znacznie droższa. Co ciekawe, KT-7500 istnieje też w odmianie z brązowym frontem. To model KT-7550, który pojawił się na rynku w 1978 roku jako edycja specjalna.

Tytułowy radiooodbiornik, co tu dużo pisać, ma bardzo efektowny design, dodatkowo wspierany oryginalną drewnianą skrzynką obudowy w kolorze brązowym (ramka dookoła panelu frontowego) oraz czarnym (pozostała część). Na froncie dominuje szeroko rozciągnięta skala częstotliwości podświetlana żółto-bursztynowym światłem. Fenomenalnie to wygląda. Co istotnie, wszystkie napisy na panelu są najpierw wygrawerowane, a dopiero potem w zagłębieniach pomalowane czarnym lakierem. Dzięki temu chyba nigdy nie zetrą się.

KT-7500 jest poszukiwany przez znawców radia ze względu na jego bardzo niski poziom zniekształceń w szerokim paśmie, przy równoległej doskonałej selektywności. Dźwięk tunera jest bardzo szeroki i głęboki, plastyczny i żywy. Pięknie selektywny i detaliczny.

Kenwood KT-7500 został wypożyczony z warszawskiego Nomos Audio Vintage. 

















piątek, 18 listopada 2016

Wzmacniacz słuchawkowy HiFiMan EF-6 i słuchawki magnetoplanarne HiFiMan HE-1000 - zapowiedź testu

We wrześniu br. od białostockiego dystrybutora Rafko miałem otrzymać do testów najnowsze HiFiMan Edition X, ale cała nowa partia sprzętu HiFiMan gdzieś zaginęła po drodze do Polski. Trzeba było czekać na odnalezienie przesyłki. W zamian Edition X dojechały do mnie inna para, a mianowicie HiFiMan HE-560. Co prawda nie są to premierowe słuchawki, bo do sprzedaży trafiły jakieś półtora roku temu, ale moim zdaniem, jak najbardziej warte uwagi i przypomnienia. Pisząc wprost, HE-560 całkowicie mnie oczarowały i zahipnotyzowały (czytaj test TUTAJ). W rezultacie przedłużyłem ich obecność u mnie aż do dwóch miesięcy. Oddałem je dystrybutorowi dopiero przed warszawskim Audio Video Show.

Po Audio Video Show Rafko miał od razu wysyłać do mnie wspomniane na początku HiFiMan Edition X, ale efektem warszawskiej wystawy, było to że, wszystkie Edition X szybko rozeszły się po Polsce. Tak więc znowu zostałem bez tych słuchawek. Jednak Rafko jako swoistą "rekompensatę" zaproponował wysyłkę na testy komplet wzmacniacz słuchawkowy HiFiMan EF-6 (zobacz TUTAJ) oraz słuchawki HiFiMan HE-1000 (zobacz TUTAJ). To zestaw referencyjny, jego cena zahacza o 24 000 PLN.

Tak opisuje producent HiFiMan EF-6: „Jeden z najmocniejszych i najlepszych wzmacniaczy słuchawkowych na świecie. Zamiast klasycznego potencjometru - drabinka rezysotorowa - 24 krokowy ręcznie produkowany tłumik oparty na rezystorach DIP na wejściu i wyjściu obwodu. Wydzielona sekcja przedwzmacniacza wyposażona w op-ampy Texas instruments OPA627 (wejście) i typu FET OPA2604 (wyjście). Topologia wzmacniacza: 3-stopniowy obwód wyposażony w op-ampy Burr-Brown OPA627AP z mosfetami wyjściowymi Toshiba 2SK214 i 2SJ77. Sekcja zasilania oparta na filtrze CLC. Rozmiar, jakość i sztywność obudowy lepsza niż w wielu wzmacniaczach stereo.

Z kolei HiFiMan HE-1000 to: „Pierwsze w historii słuchawki wykonane z wykorzystaniem nanotechnologii! Ultraprecyzyjnie wykonana membrana HE-1000 ma grubość jednego nanometra, tj. 0.000001 mm – jednej milionowej milimetra! Oznacza to, że jest praktycznie niewidoczna gołym okiem. Masa takiego przetwornika jest praktycznie zerowa. Precyzyjna technologia gwarantuje niespotykane w innych słuchawkach szerokie pasmo przenoszenia oraz niezwykłą energię brzmienia i siłę membran, które potrafią wprowadzić w drganie nie tylko przepływające powietrze, ale poruszyć nawet całą obudowę słuchawek”. 

Zapraszam do lektury testu tego intrygującego zestawu za kilkanaście dni.