Polpak

EIC

Rafko

wtorek, 2 lutego 2016

Słuchawki Krüger&Matz KM 665






Wstęp
Ostatnie słuchawki wyprodukowane przez polską firmę opisywałem na blogu jakieś 5-6 lat temu. Były to nieodżałowane Tonsil Sd-426. Piszę: "nieodżałowane", bo zapewniały rewelacyjną proporcję jakość dźwięku/cena - i to pomimo, że ich z lekka toporna budowa pozostawiała wiele do życzenia. Niestety, na tym modelu historia stricte polskich słuchawek niejako zakończyła się. Deus ex machina, kilka lat temu polska firma Lechpol stworzyła markę Krüger&Matz oferującą rozmaite urządzenia audio hi-fi. I jak okazało się, posiadała ambicje także słuchawkowe - zaczęła prezentować coraz to ciekawsze modele słuchawek. Tak też dochodzę do clou niniejszego tekstu, albowiem w zeszłym roku Krüger&Matz wypuściło na rynek nowy model słuchawek oznaczony jako KM 665, który nie dość, że prezentuje się wyjątkowo godnie, to do tego jeszcze całkiem nieźle gra. Co prawda, produkcja owego modelu odbywa się w Państwie Środka, a nie w Polsce, lecz właścicielem projektu jest krajowa firma (Lechpol), można więc uznać, że po kilku latach przerwy mamy godnego następcę słuchawkowego Tonsilu.

Kilka słów wyjaśnienia dlaczego testuję akurat słuchawki KM 665, a nie inny model. Regularnie otrzymuję od firmy Krüger&Matz informacje prasowe. Pewnego razu uwagę moją przykuły nowe słuchawki Prestige, poprosiłem więc o przesłanie pary do recenzji. Po ich otrzymaniu okazało się (moje gapiostwo, bo otrzymałem Prestige Game), że model ten przeznaczony jest głownie dla graczy komputerowych, a nie dla miłośników hi-fi. Napisałem więc do firmy o podmianę na model KM 665, na który już wcześniej mnie zainteresował. Jednak Krüger&Matz zdecydował o pozostawieniu mi obu egzemplarzy do testów. I tak przez ponad miesiąc miałem możność zapoznawania się  dwoma modelami. Jako że nie jestem komputerowym graczem, nie przetestowałem dokładnie Prestige Game, tak więc nie napiszę ich recenzji. Postanowiłem skupić się wyłącznie na KM 665.

Krüger&Matz
Krüger&Matz to polska marka, choć obcobrzmiąca. Należy do firmy Lechpol prowadzonej przez pana Zbigniewa Leszka. Przedsiębiorstwo mieści się we wsi Miętwe k/Garwolina w województwie mazowieckim. Nie jest tajemnicą, że Krüger&Matz zleca produkcję elektroniki swoim dalekowschodnim partnerom, lecz przez 25 lat działalności Lechpol wypracował sobie w tym fragmencie świata wiarygodnych i solidnych dostawców, wyselekcjonowanych.

Krüger&Matz to obecnie prawdziwy potentat w dziedzinie telefonów komórkowych, tabletów, samochodowego hi-fi, telewizorów oraz sprzętu audio-video. Oferuje całą masę kolumn głośnikowych, wzmacniacze i amplitunery, miniwieże, a także kilkanaście, o ile nie kilkadziesiąt (!) modeli słuchawek. Od podstawowych, budżetowych, aż do klasy średniej, których reprezentantem są tytułowe, ale także KM 660, czy KM 880 oraz Prestige. Wybór jest zdumiewająco szeroki i bogaty.

Co by nie powiedzieć i napisać o Krüger&Matz, myślę, że należy się tu, na Stereo i Kolorowo, wreszcie zająć jej produktami, bo ostatnio coraz głośniej o tej marce, rozpycha się łokciami w świecie audio i video, a niedawno zaczęła zaglądać już nawet w wyższy segment hi-fi.

Wrażenia ogólne i budowa
Słuchawki dostarczane są w estetycznym pudełku z ekologicznej tektury. Na nim wyrysowane są podstawowe informacje o słuchawkach, a także zamieszczone zdjęcie modelu. Bardzo estetycznie to wygląda. KM 665 spoczywają pośród szarej, wyciętej na jego kształt, gąbce. Po wysunięciu wytłoczki z tworzywa sztucznego, oczom ukazuje się całkiem solidne, czarne etui transportowe. To spory atut, bo w nim bezproblemowo można przewozić/przenosić słuchawki bez obawy o ich uszkodzenie. To duży plus, bo nie każdy producent decyduje się takowe dołączać (podrożenie kosztów) – i to nawet tych renomowanych firm.

Pokrowiec zamykany jest na okrętkę na zamek błyskawiczny. Tworzywo etui jest solidne i twarde. Zdaje się optymalnie chronić słuchawki przed przypadkowym zgnieceniem, czy otarciem. W pokrowcu znajdują się słuchawki i jeden zwykły, krótki (1,2 m) przewód słuchawkowy zakończony mini jackiem. I  tyle. Brak drugiego, dłuższego przewodu, czy kabla z możliwością regulacji smartfonu, choć jest to obecnie w zasadzie światowy standard. Nie ma też w komplecie adaptera 3,5 mm - 6,3 mm. W opakowaniu słuchawek znajdują się jeszcze instrukcja i gwarancja. Podsumowując, wyposażenie jest dostateczne, a zważywszy na obecność solidnego etui – przyzwoite.

Przewód słuchawkowy o długości 1,2 m pokryty jest materiałowym oplotem, który nieco przy ocieraniu się o odzież mikrofonuje. Nie jest to zbytnio dokuczliwe zjawisko, ale odczuwalne. Kabel po jednej stronie zakończony jest kątowym, gumowanym wtykiem 3,5 mm, a po drugiej (po rozwidleniu w splitterze) dwoma mini-jakami wpinanymi do muszli. Wtyki te mają metalowe tulejki, opisane jako R i L. Na firmowych zdjęciach widnieją także wtyki drewniane, do mnie jednakowoż dotarły metalowe.

Jeśli chodzi o design słuchawek, to jak widać na zdjęciach – stoi na wysokim poziomie, choć nie jest to jakość luksusowa. Lepiej napisać, iż prezentują się zacnie - bardzo galanteryjnie. KM 665 są po ładne i zgrabne; od razu przyciągają uwagę. Duży w tym mają udział wyjątkowo estetyczne drewniane muszle wykonane z prawdziwego hebanu, choć dostępnych jest kilka innych odmian drewna. Obecność naturalnego drewna w przedziale reprezentowanym przez Krüger&Matz to spora niespodzianka, albowiem do tej pory czymś takim mogły się poszczycić konstrukcje powyżej 1 000 PLN lub nawet znacznie droższe (patrz firmy Grado, Audeze, czy Audio-Technica). Ponadto słuchawki stylizowane są z lekka na vinage. To styl lat 70-tych XX wieku, ale zaprawiony współczesnością.

Konstrukcja KM 665 jest solidna, konkretna i wytrzymała, choć nie przekraczająca jeszcze granicy toporności. Pałąk wykonany jest z trwałego metalu, ale nie jest to lekki stop, a raczej zwykła stal. Krokowa regulacja objętości pałąka odbywa się w dwóch „guzikach” z czarnymi plastikowymi wstawkami. Mechanizm ten chodzi dość ciężko, ale też nie ma tendencji do samoistnego poluzowania. Tak, czy inaczej, przydało by się tu ciut więcej finezji. Podobnie jak mechanizmowi obręczy regulacji poziomych obrotów muszli. Stalowe obręcze przymocowane są do wspomnianych „guzików” pałąka; trzymają się po obu bokach muszli pojedynczymi nitami. Muszle obracając się w nich mogą wykonać bardzo ograniczone obroty, które są dodatkowo dość mało płynne, by nie napisać – oporne. Na szczęście uwaga ta nie dotyczy regulacji pionowej muszli – ta jest precyzyjna i lekka.

Jak już napisałem, muszle wykonane są z naturalnego drewna (tu heban). Oczywiście, nie całe muszle są drewniane, a jedynie ich fragmenty, ale i tak to rzecz chwalebna. Drewno polakierowane na wysoki połysk pokrywa większą część muszli, układa się w kształt klepsydry. Po bokach owej klepsydry znajdują się metalowe siateczki wentylujące przetworniki (najprawdopodobniej, bo nie znalazłem potwierdzenia tej informacji). Muszle wbudowane są w chromowaną ramkę najpewniej z tworzywa sztucznego. Pady wykonane są z miękkiej syntetycznej skóry (podobną obszyto centralną część pałąka). Na uszach leżą poprawnie, nie cisną zbytnio, nie uwierają. Tłumienie środowiska zewnętrznego jest poprawne, aczkolwiek raczej ograniczone.

Ergonomia i użytkowanie
Trzeba przyznać, że ergonomia KM655 stoi na co najmniej zadowalającym poziomie. Zapewnia ją przede wszystkim wielce elastyczny, stalowy pałąk, który pozwala na dokładne dopasowanie słuchawek do rozmiaru czaszki, jednocześnie nie powodując zbyt silnego na nią nacisku. Drugi mocny punkt to miękkie pady muszli, delikatnie osiadające na uszach oraz identyczny materiał wewnętrznej części pałąka, który łagodnie osiada na sklepieniu czaszki. Strony ujemne to dość spora masa własna słuchawek związana z drewnianymi, ciężkimi wstawkami w muszlach, a także niezbyt precyzyjna regulacja pozioma muszli.

Wcześniej wspominałem już, iż słuchawki nie są wyposażone w możliwość regulacji funkcjami smartfonu, mikrofonu, etc., i to pomimo, że ich przeznaczeniem jest właśnie ten segment audio, a nie stacjonarne hi-fi. Generalnie rzecz biorąc, KM 665 to wygodne w użytkowaniu słuchawki, choć daleko im do super komfortu kompaktowych Beyerdynamic, czy Sennheiser. Na ich obronę można napisać, że nawet długotrwałe odsłuchy nie męczą zbytnio ani uszu, ani głowy – pod warunkiem, że odsłuchy przebiegają w temperaturze zewnętrznej nie wyższej niż 20 – 22 stopnie C. Potem pady ze sztucznego tworzywa mogą zanadto grzać uszy.

Przewód ma tendencję do lekkiego mikrofonowania; podczas jego ocierania o odzież można usłyszeć lekkie szumy i trzaski. Brak wymiennego przewodu i funkcji sterowania smartfonem.

Dane techniczne
Typ słuchawek: dynamiczne, nauszne, zamknięte
Pasmo przenoszenia: 20 Hz - 20 kHz
Impedancja: 32 Ohm
Czułość: 110 dB
Długość kabla: 1,2 m
Rodzaj wtyku: 3,5 mm





Karton i jego zawartość po odchyleniu frontowej klapki


Solidne i trwałe etui transportowe




Słuchawki ułożone w etui w pozycji embrionalnej


Przewód słuchawkowy

KM 665 w pełnej krasie




Hebanowe drewno wkomponowane w muszle - trudno nie powiedzieć, iż ładnie to wygląda


Miękkie pady z ekologicznej skóry



KM 665 ze smartfonem Samsung J7...

...oraz dodatkowo wzmacniacz/DAC Cayin C5 DAC


KM 665 to ładne słuchawki, choć obdarzone lekko ciężkawym stylem vintage

Prestige Game pozostawiam graczom, czekam na Prestige hi-fi... 


Wrażenia dźwiękowe
Słuchawki używałem jako podstawowe przez okres dwóch tygodni. Zabrałem ja na wakacje, a wraz z nimi także Koss PortaPro, Sennheiser PX100 oraz Final Adagio V. Porównań dokonywałem również ze słuchawkami Final Pandora Hope VI, AKG K545 oraz Oppo PM-3 (ale w domu). Na wakacjach jako odtwarzacze posłużyły mi różne smartfony z serwisem Tidal Hi-Fi oraz z zainstalowanymi różnymi plikami o rozdzielczości 16 – 24 bit i częstotliwości 44,1 – 192 kHz. Do dyspozycji miałem również dwa iPody Apple 4G, a także wzmacniacz/DAC Cayin C5 DAC. Ponadto, wcześniej odsłuchiwałem KM 665 przy użyciu kilku wzmacniaczy słuchawkowych. Pełna lista sprzętu towarzyszącego dostępna jest na końcu niniejszego tekstu.

Na samym początku testu warto napisać, iż KM 665 mają swój indywidualny styl gry, trudno porównywalny z takimi modelami jak na przykład AKG K545, Beyerdynamic DT880, czy DT990, a nawet Sennheiser PX100 lub Koss PortaPro. Pisząc „indywidualny”, nie mam na myśli, ani gorszy, ani lepszy. Po prostu inny, z kilkoma charakterystycznymi elementami brzmienia, o których zaraz napiszę. Z pewnością na pochwałę zasługują dynamika, energia i ogólna spójność przekazu. Najbardziej jednak zwraca uwagę niski bas, mocny, ale nie rozlewający się, utyty. Twardo i miarowo uderzający, choć raczej płaski niż głęboki.

Trzeba podkreślić, iż niskie tony pomimo że przebijają się swoją dużą siłą przez wszystkie inne zakresy, a nawet dominują i stanowią mocny fundament dźwięku, to są niewątpliwie wysokiej jakości. Dobrze skonstruowane. Tu skojarzenia mogą podążać ze stylem gry takich słuchawek jak Beats by dr. Dre, czyli nieźle. Z kolei tony średnie charakteryzują się sporą gęstością, są zwarte i szybkie, kolorowe i wypełnione. Jednakowoż bliżej im do kremowości i ekspansywności, niż dużej precyzji i napowietrzenia. Niosą spory ładunek informacji o nagraniach, lecz jest to informacja ciut zawoalowana, trochę zdystansowana. Innymi słowy KM 665 nie cechują się wybujałą analitycznością, nie zaglądają w każdy zaułek muzyki, ale przedstawiają jej ogół, całość i kompletność. Przy czym jest to brzmienie harmonijne, mimo że nie pogłębione szczegółowością. Można napisać, że Krüger&Matz grają średnimi nieco oddalonymi, jakiś krok dalej niż wiele innych słuchawek. Podobna uwaga dotyczy sopranów. Są wyraźne  i szczere, dobrze określone, ale nie zanadto doświetlone, są przyciemnione – tak jakby stały w drugim szeregu, za niskimi i średnicą. W tle. Dzięki temu nie narzucają się uszom ani krzykliwością, ani ostrością, jednakże niekiedy przydałoby się im więcej dosadności i lepiej wyrażanych dźwięków metalu blach.

Przestrzeń jest wyraźnie zaznaczona, ale jest ograniczona zarówno w szerz, jak i w głąb, ale nie jest ściśnięta, czy niedopełniona. Nie ma się poczucia jej niedomogów, tym bardziej, że stereofonia jest precyzyjna i wiarygodna. Dobrze wyrażona i równa. Zaskakująco zbilansowana.

Generalnie KM 665 mają przyjemny i muzykalny charakter brzmienia, są wyjątkowo „łatwe”, ich styl gry jest od razu przyswajalny i akceptowany, przy czym nie jest to styl typowy dla zaawansowanego hi-fi, bo nie ma tu zbytniej wierności, a tym bardziej naturalności. Ich atutem jest fakt, iż każdy gatunek muzyki podadzą atrakcyjnie i smacznie. Bez fochów i udawania, że są czymś lepszym niż są. Podpięte do smartfonu lub tabletu zapewnią barwny i radosny spektakl, przeniosą w świat emocji i radości grania, dostarczą równy i muzykalny dźwięk o miłej aparycji oraz dużym nasyceniu tonalnym. Zagrają równo i precyzyjnie zarówno rock, jak i elektronikę, czy jazz. Nieco gorzej rozbudowaną klasykę, ale całkiem akceptowanie. 

Konkluzja
Krüger&Matz KM 665 to solidnie zaprojektowane i tak samo wykonane słuchawki. Na pochwałę zasługuje zastosowanie naturalnego drewna jako budulca muszli (fragmentów), co przyczynia się przy okazji do zwiększenia ogólnej masy własnej. Design nawiązujący do stylu vintage, ładny i oryginalny.

Brzmienie można scharakteryzować jako dynamiczne i energiczne, z dobrą ogólną spójnością przekazu. Najbardziej zwraca uwagę niski bas, mocny, ale nie rozlewający się, czy utyty. Twardy i miarowy – rytmiczny. Pozostałe zakresy pozostają nieco w jego cieniu, choć także mają sporo do zaoferowania, bo są muzykalne i miłe w odbiorze.

KM 665 to słuchawki o łatwo przyswajalnym brzmieniu, które niekoniecznie jest w stu procentach wierne i precyzyjne, ale na pewno atrakcyjne. Nie audiofilskie. To dźwięk kaloryczny, lecz łatwostrawny. Współgrający w połączeniu z niezbyt wymagającym smartfonem lub tabletem. 

Cena w Polsce – 399 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Pathos ClassicOne MkIII, Audia Flight FL Three S (test TU), Fezz Audio Silver Luna (test TU), Cayin CS-55 A (test TU), Pioneer A-70DA (test TU), Dayens Ecstasy III (test TU) i Audio Analogue Fortissimo (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, AudioSolutions Overture O203F (test TU), Zingali Zero Bookshelf (test TU), Zingali Client Nano + Sub, Guru Audio Junior (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU) i Studio 16 Hertz Canto Three SE (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, odtwarzacz CD/DAC Audio Analogue Fortissimo, DAC Audio Analogue Vivace i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro, Asus Pro P43E i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nottingham Analogue Horizon z Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Primare R32 (test TU), Egg-Shell Prestige PS5 i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Audeze Deckard, Cayin C6, Cayin C6 DAC (test TU), Taga Harmony THDA-500T i Divaldi AMP-01 (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewód zasilający KBL Sound Fluid (test TU). Kabel zasilający, przewody głośnikowe i interkonekty RCA Perkune Audiophile Cables. Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU), Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU) i Taga Harmony Platinium-18 (test TU).
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods.


poniedziałek, 1 lutego 2016

Plan recenzji - luty 2016 r.

Przerwa wakacyjna niespodziewanie przedłużyła się. Zaplanowałem siedem dni urlopu, ale tegoroczne niesamowicie intensywne słońce i wysoka temperatura panująca na Wyspach Kanaryjskich sprawiły, że wypoczynek przedłużył się aż do piętnastu dni. W lutym mam zamiar wszelkie zaległości testowe nadrobić, tym bardziej że udało mi się nieco napisać recenzji na wakacjach.

Wyspy Kanaryjskie, Fuerteventura, widok na Playa de Cofete


Lutowy plan testów przedstawia się następująco:

1. Mam już gotową do publikacji recenzję polskich słuchawek Krüger&Matz KM 665, które zabrałem na dwa tygodnie wakacji. Zapowiedź ich testu opublikowałem jeszcze w grudniu (czytaj TUTAJ).




2. Zaraz potem mam zamiar przybliżyć Czytelnikowi nowy polski lampowy przedwzmacniacz gramofonowy Egg-Shell Prestige PS5, który wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie i dobrze zgrał się z gramofonem Nottingham Analogue Horizon wraz z wkładką typu MM Ortofon 2M Black (zapowiedź TUTAJ).




3. Następnie opublikuję test ciekawego i bardzo wizualnie atrakcyjnego hybrydowego "lampowo-tranzystorowego) wzmacniacza zintegrowanego Pathos ClassicOne MkIII (anons TUTAJ). Jestem pod jego wielkim wrażeniem - co za urzekające urządzenie!



 
4. Potem przystąpię do testów i publikacji opisu słuchawkowego wzmacniacza tranzystorowego (i jednocześnie DACa) Audeze Deckard (zapowiedź TUTAJ).




5. W międzyczasie chciałbym znaleźć trochę czasu na opis nowego polskiego kabla sieciowego Vein Audio Indigo (czytaj TUTAJ). Przewód przyszedł do mnie już pod koniec listopada, ale grudzień i styczeń miałem tak bardzo przeładowane, że wrócę do Indigo dopiero w lutym. I zrobię to z przyjemnością, bo to świetna siecówka w rozsądnej cenie.




6. W planach testowych mam również nowy przetwornik cyfrowo-analogowy Musical Fidelity MX-DAC (TUTAJ). Powinien przyjść do mnie z Rafko jeszcze w tym tygodniu.




7. Paul Goodwin z firmy Pekune Audiophile Cables na luty zapowiada wysyłkę do mnie nowych kabli do testów - trzymetrowej sieciówki i dwumetrowych interkonektów. 

8. Pozostałe sprzęty są w fazie uzgodnień wypożyczeń do testów, tak więc ich zapowiedzi umieszczę stopniowo w miarę uzyskania ostatecznych potwierdzeń. Zajmie mi to kilka dni, ale zapewniam, że będą to bardzo ciekawe urządzenia.

Poza tym w lutym nastąpi kilka zmian w działalności Stereo i Kolorowo - Underground. O szczegółach poinformuję niebawem. Zapraszam do lektury.

wtorek, 19 stycznia 2016

Przerwa urlopowa

Załoga Stereo i Kolorowo wyjechała na ferie zimowe w dalekie, ciepłe strony świata. Przerwa urlopowa potrwa kilka dobrych dni. Do zobaczenia wkrótce!


sobota, 16 stycznia 2016

Wzmacniacz słuchawkowy Audeze Deckard - zapowiedź testu

Po serii testów czterech par słuchawek magnetoplanarnych amerykańskiej firmy Audeze (czytaj TUTAJ) przyszła wreszcie pora na najnowszy firmowy wzmacniacz słuchawkowy - Audeze Deckard. Oczywiście, dla każdego wielbiciela filmu "Blade Runner" (pol. Łowca androidów) nazwa Deckard jednoznacznie kojarzy się z nazwiskiem głównego bohatera granego przez Harrisona Forda.

Audeze Deckard to tranzystorowy wzmacniacz słuchawkowy klasy A, ale także pełnoprawny DAC i przedwzmacniacz. Obudowa została zaprojektowana (podobnie jak słuchawki Audeze EL-8) przez studio BMW Design Works USA. To pięknie wykończona, aluminiowa obudowa, która zapewnia intensywne odprowadzanie ciepła i jednocześnie tłumienie zakłóceń. Zaimplementowany wewnętrzny przetwornik obsługuje pliki audio o rozdzielczości od 16 do 32 bitów i częstotliwości próbkowania od 44.1 do 384 kHz. Co istotne, wzmacniacz obsługuje impedancję słuchawek: 8 - 600 Ohmów.

Zapraszam do lektury testu w lutym.









piątek, 15 stycznia 2016

Wzmacniacz hybrydowy Pathos Classic One MKIII - zapowiedź testu

Zdjęcie ze strony Pathos Acoustics


Bardzo mi przyjemnie móc zapowiedzieć test nowej wersji, wielce interesującego, a przy okazji - bardzo ładnego urządzenia prosto ze słonecznej Italii. To Pathos Classic One MKIII, czyli hybrydowy wzmacniacz zintegrowany. Hybrydowy więc posiadający przedwzmacniacz lampowy w klasie A, zaś końcówki mocy klasy AB oparte o tradycyjne tranzystory. Pomimo niewielkich rozmiarów dysponuje całkiem sporą mocą: 2 x 70W @ 8 Ohm i 2 x 140W @ 4 Ohm, a w trybie mono aż 270 W.

Pathos Acoustics to zasłużona dla audio hi-fi firma z Włoch. Została założona w 1994 roku przez trzech panów: Gaetano Zanini, Gianni Borinato i Paolo Andriolo w mieście Vicenza. Motto, jakie przyświecało powstaniu przedsięwzięcia brzmi "the unorthodox approach", czyli "nieortodoksyjne podejście", w domyśle - do sprawy audio hi-fi. Stąd w obecnej ofercie wiele wielce oryginalnych rozwiązań technicznych, których na próżno szukać u innych producentów. Pathos Acoustics to także synonim wielce estetycznego, często bardzo nietypowego wzornictwa, które mocno jest jednak głęboko osadzone w włoskiej szkole designu. Większość portfolio reprezentuje pułap wyższy hi-fi, a nawet high-endowy, ale są również i bardziej przystępne cenowo urządzenia. Takim też jest tytułowy wzmacniacz.

Pathos Classic One MKIII to już trzecia wersja wzmacniacza (o czym mówi symbol MKIII). Jak można przeczytać na firmowej stronie: "W Classic One MKIII zastosowano wysokiej jakości op-amp dla wzmacniaczy mocy MOSFET. Zapewniają bardzo niski poziom hałasu, wysoką liniowość i bardzo niskie zniekształcenia. To lepsza definicja dźwięku, lepsza rozdzielczość i czystość brzmienia.

Została zaimplementowana nowa regulacja głośności z Burr-Brown IC, która jest bardziej liniowa i może przyjąć do +/- 12 V sygnał. W ten sposób można uniknąć nasycenia sygnału wejściowego, gdy odtwarzacz cd ma wysokie napięcie wyjściowe (5 V). Jest również nowy zasilacz.

Dodano również: wysokiej klasy zabezpieczenie końcówek mocy przed zwarciem na złączach głośnikowych; nowe wysokiej jakości złącza głośnikowe, które całkowicie chronią przed zwarciem; nową pokrywę ze stali nierdzewnej dla transformatora; i w końcu - nowy transformator mocy, który jest mniej wrażliwy na różnicę napięć".

Jak widać na zdjęciach, Pathos Classic One MKIII wręcz zachwyca swoją niepospolitą urodą. Jest bardzo ładny, a równolegle - oryginalny. Dziś wieczorem przyłączę doń kolumny AudioSolutions Overture O203F, gramofon Notthingham Analogue Horizon (z wkładką Ortofon 2M Black) i przedwzmacniacz gramofonowy Egg-Shell Prestige PS5. Wszystko razem połączę przewodami Perkune Audiophile Cables. I rozpocznę odsłuchy. Zapraszam do lektury testu na początku lutego.







czwartek, 14 stycznia 2016

David Bowie - "Blackstar", płyta winylowa - ISO/Sony 2016 r.

Lazarus (pol. Łazarz)
Spójrz tutaj, jestem w niebie
Noszę blizny, które nie mogą być widziane
Przeżywam tragedię, nikt mi jej nie odbierze
Wszyscy mnie teraz znają

Spójrz tutaj, człowieku, jestem w niebezpieczeństwie
Nie mam już nic do stracenia
Jestem tak wysoko, że kręci mi się od tego w głowie
Upuściłem telefon na sam dół

Czyż to nie jest tak bardzo w moim stylu?

Gdy dotarłem do Nowego Jorku
Żyłem jak król
Potem wydałem wszystkie pieniądze
Rozglądałem się za twoim tyłkiem

Po mojemu, albo wcale
Wiesz dobrze, że będę wolny
Dokładnie jak ten drozd
Czyż to nie jest tak bardzo w moim stylu?

Och, będę wolny
Dokładnie jak ten drozd
Och, będę wolny
Czyż to nie jest tak bardzo w moim stylu?
(tłumaczenie - tekstowo.pl)



* * *

8 stycznia br. ukazała się 28. studyjna płyta Davida Bowiego zatytułowana „Blackstar” (stylizowane na symbol ★) nakładem wytwórni ISO/Sony RCA (UK) Columbia (USA).

Miałem napisać dziś tradycyjną recenzję nowej płyty winylowej Davida Bowiego, lecz w świetle niespodziewanej śmierci Artysty, myślę, że nie wypada. Ograniczę się jedynie do kilku informacji edytorskich i podobnych.

Płytę nabyłem w sklepie internetowym jpc.de za 22,99 EUR, czyli w przeliczeniu na złotówki za niecałe 90 PLN (razem z przesyłką do Polski). Płytę sklep wysłał jeszcze przed oficjalną premierą (8 stycznia), bo dzień wcześniej. Paczkę na poczcie odebrałem w tę środę, czyli płyta szła do Gdyni z Niemiec dokładnie pięć dni roboczych. Niezły wynik jak na zwykłą przesyłkę pocztową, a nie kurierską.

Edycja winylowa cechuje się wysoką jakością edytorską oraz oryginalnym designem. Album to tzw. rozkładówka, czyli dwie koperty rozkładające się na zewnątrz jak książka. Czarny, matowy front zdobi wycięta w okładce pięcioramienna gwiazda, spod której widać fragment winylu – także czarny. Warto zauważyć, że to pierwsza okładka w historii nie zawierająca zdjęcia Bowiego (!). Na samym dole okładki czarnymi, błyszczącymi gwiezdnymi symbolami wypisano nazwisko artysty. Projektantem okładki i opracowania graficznego albumy był Jonathan Barnbrook, który już wcześniej współpracował z Bowiem przy albumach The Next Day, Heathen i Reality oraz zaprojektował grafiki wystawy „Bowie is”. Cały tył okładki (również czarny, matowy) pokryto czarnym, błyszczącym tekstem tytułów utworów oraz informacjami realizacyjno-edytorskimi.

Jedną część rozkładówki zajmuje (czarna, a jakże) mapa nieba, zaś drugą – zdjęcie Bowiego wpisane w motyw czarnej gwiazdy, na tle symboli gwiazdozbioru. Pierwsza koperta zawiera płytę analogową, a druga dużą książeczkę, a w zasadzie – 16-sto stronicowy album. Pięknie wydany album. Można tam znaleźć teksty wszystkich utworów wpisane w elegancką edycję graficzną, a także informacje o muzykach, nagraniach, masteringu, etc. Generalnie rzecz biorąc, wersja winylowa „Blackstar” charakteryzuje się wspaniałą, ponadprzeciętną poligrafią oraz wyborną grafiką i zdjęciami.















niedziela, 10 stycznia 2016

Przewody głośnikowe Perkune Audiophile Cables





Wstęp
Jakieś półtora miesiąca temu opublikowałem test przewodów litewskiej firmy Perkune Audiophile Cables - zasilającego oraz interkonektów (czytaj TUTAJ). Nie ukrywam, że kable te wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie, świetnie wpisały się dźwiękowo w mój główny system hi-fi, a do tego kosztują stosunkowo niewiele (w wartościach audiofilskich, oczywiście), bo około 800 PLN za egzemplarz. Dlatego ich po recenzji zwróciłem się z pytaniem do właściciela Perkune Audiophile Cables pana Paula Goodwina (mieszkającego i tworzącego na Litwie) czy nie wypożyczyłby mi do kompletu kabli głośnikowych. Paul nadał przesyłkę w Wilnie, po kilku dniach odebrałem ją na poczcie w Gdyni.

Przypomnę w skrócie, że Perkune Audiophile Cables to jednoosobowa manufaktura. Wszystkie przewody ręcznie wytwarza pan Paul Goodwin w Wilnie. Obecnie Perkune oferuje kilka rodzajów przewodów: interkonekty RCA i XLR, głośnikowe i zasilające. Ma także kable profesjonalne do wzmacniaczy gitarowych, gitar i inne. Są tu równie kable zasilające tzw. vintage przeznaczone dla starszych modeli wzmacniaczy i amplitunerów audio hi-fi. Generalnie przewody pogrupowane są w cztery serie: Audiophile, Vintage, Computer i Guitar. Warto też wiedzieć, że Paul zajmuje się także modyfikacjami kolumn i wzmacniaczy.

Pan Goodwin zapewnia, iż w przeciwieństwie do innych przewodów na rynku, kable Perkune od razu pozwolą usłyszeć pełny dźwięk, ponieważ są przez trzy dni wygrzewane w odpowiedniej procedurze z zastosowaniem odtwarzacza CD, a następnie poddawane procesom antystatycznym.

Wrażenia ogólne i budowa
Przewody głośnikowe Perkune należą do obecnie najwyższej firmowej serii nazwanej po prostu "The Audiophile Range". Mierzą po 3 metry. Zresztą Paul Goodwin uważa taką długość za optymalną dźwiękowo w przypadku kabli głośnikowych. W stosunku do sieciowych i interkonektów są to odpowiednio długości 2 i 1 metr. Materiał na kable głośnikowy pochodzi z włoskiej wytwórni. Paul wybrał go spośród wielu innych, a następnie przewody odpowiednio zakonfekcjonował, wygrzał i poddał procesom antystatycznym. Kable są kierunkowe. Wyposażone są w pozłacane złącza bananowe lub widełkowe. Paul informuje, iż jego przewody głośnikowe są przezroczyste, co oznacza że wzmacniacz daje dokładny i precyzyjny sygnał do głośników, nic więcej i nic mniej, bo opór wynosi zero, zaś pojemność wynosi zero na długości jednego metra.

O budowie przewodów trudno coś napisać, bo konstruktor nie podaje szczegółowej o tym informacji. Wiadomo jedynie, że są zbudowane na bazie włoskich kabli mikrofonowych. Perkune wykonane są solidnie, są dość giętkie i nie za ciężkie. Prezentują się nieźle, na pewno wyglądają jak wyrób profesjonalny, a nie z pułapu DIY. Szczegóły techniczne TUTAJ.



Perkune Audiophile Cables prezentują się więcej niż przyzwoicie

Zbliżenie na przewody


Pozłacane wtyki bananowe

Przewody zamontowane w kolumnach AudioSolutions Overture O203F


System odsłuchowy - kolumny na zewnątrz to AudioSolutions Overture O203F; wewnątrz - Vienna Acoustics Mozart Grand


Wrażenia dźwiękowe
Podłączyłem przewody Perkune pomiędzy kolumny AudioSolutions Overture O203F (też litewskie!) a wzmacniacz zintergowany Audia Flight FL Three S na zmianę z Hegel H160 i z Dayens Ecstasy III. Potem zastosowałem je do wzmacniacza lampowego Fezz Audio Silver Luna i tranzystorowego Pioneer A-70DA. Na koniec zaś użyłem także lampowy Cayin CS-55A. Kolumny pozostały te same - litewskie Overture O203F. Czyli Litwa w audiofilskim natarciu! Dokładna lista sprzętu towarzyszącego dostępna jest na końcu niniejszego tekstu.

Przewody głośnikowe Perkune o długościach 3 metry kosztują wraz z przesyłką 295 USD, czyli w przeliczeniu na złote około 1 150 PLN. Nie jest to mało, ale w standardach audiofilskich, nie jest to także za dużo. Jest to wartość przyzwoita, dobrze wyceniona.

W zasadzie powinienem napisać identyczny tekst jak przy okazji testu interkonektów i sieciówki Perkune. Wówczas skreśliłem takie słowa: „Optymalne przewody audio nie powinny nic od siebie dodawać w dźwięku, nie mogą podbarwiać, ani rozjaśniać, niedobrze jest jak ocieplają, czy osładzają brzmienie. Perfekcyjne kable hi-fi to takie, które są transparentne, czyli w stu procentach transportują i ujawniają oryginalny dźwięk źródła, wzmacniacza, etc. Innymi słowy, idealne przewody hi-fi charakteryzują się niejako przezroczystością i krystalicznością brzmienia, nie wnoszą nic do dźwięku, ewentualnie podkreślają i akcentują jego charakter. I takie właśnie są Perkune. Litewskie przewody cechują się niebywałą czystością i naturalnością przekazu, co pozwala odkrywać dźwięk kompletny, dopełniony i rozciągnięty na całej skali. Niuanse i detale pochodzące na przykład ze źródła (DAC Audio Analogue Vivace) są opisywane dokładnie i wiernie, mają odpowiednią selektywność i ziarnistość, są wyraźne i jednoznaczne. Mają prawdziwy wymiar, są rysowane na rzeczywiście czarnym tle.” Otóż głośnikowe Perkune cechują się identycznymi przymiotami – są na wskroś transparentne i neutralne. Krystaliczne. Nic od siebie nie dodają, przenoszą czysty sygnał od wzmacniacza do głośników. Tylko tyle i aż tyle.

Perkune Audiophile Cables dalekie są od poprawiania, czy też kamuflowania jakichkolwiek niedoskonałości, czy brudów nagrań; nie rozjaśniają przekazu, ale i nie przyciemniają, nie dodają nic od siebie, ani wysokich, ani tym bardziej basu. Są po prostu optymalną linią transmisyjną sygnału o jakości studyjnej, czyli pokazującej 100 % prawdy i tylko prawdy. Jeżeli coś w przekazie jest nie tak, zostanie to obnażone, a nawet zaakcentowane. Dzięki temu charakter sygnału źródłowego, który jest amplifikowany przez wzmacniacz jest zależny tylko od umiejętności pozostałego toru, ale nie od przewodów Perkune jako takich. Często można przeczytać w różnych miejscach, że komuś jakieś przewody „dodały najniższy bas” albo „rozjaśniły górę”, a tak uczciwie rzecz biorąc rzetelne kable powinny ewentualnie zdemaskować niuanse lub podkreślić walory dźwiękowe systemu, ale nie wpływać na samą istotę brzmienia, bo ta musi pozostać niezmienna. Zaś Perkune dzięki swej pierwszorzędnej przezroczystości mają zdolność ukazywania kompletnego dźwięku pochodzącego ze źródła, przy czym jest to dźwięk dziewiczy, czyli taki, jaki został wytworzony przez wzmacniacz. Nie zabarwiony, nie przyprawiony, nie modulowany. Nieskazitelny i neutralny. To jest bardzo duża zaleta litewskich kabli.

Kilka słów o zestawieniach, bo na pewno warto wiedzieć jaki wzmacniacz najlepiej wypadł w zestawieniu z Perkune. Moim zdaniem, Perkune najbardziej zgrywają się ze wzmacniaczem stricte rozdzielczym, wysoce analitycznym i szybkim. Pod tym względem wzmacniacze lampowe (tu Fezz Audio Silver Luna i Cayin CS-55A) nie brylują. Nie żeby nie sprawdzały się w połączeniu z Perkune, ale te przewody są na tyle daleko detaliczne i analityczne, że nie koniecznie warte lampy. Sądzę, że litewskie druty zasługują na solidny wzmacniacz tranzystorowy z okolic cen 8 000 - 10 000 PLN a nawet wyżej (o ile nie znacznie wyżej). Na przykład japoński Pioneer A-70DA jako wzmacniacz ultra szybki, bardzo neutralny i wybitnie detaliczny w zestawieniu z Perkune otrzymał dopełnienie dźwięku, jego akcelerację, niejakie powiększenie i rozmach, co przeniosło się na wyższy poziom selektywności oraz ogólnie odczuwalnej mocy. Z kolei połączenie z organicznymi i barwnymi wzmacniaczami Audia Flight FL Three S oraz Dayens Ecstasy III przełożyło się na uwypuklenie kolorów, podkreślenie błysku sopranów, oczyszczenie dźwięczności z nalotów, a także lepsze zdefiniowanie przestrzeni. Nie pragnę przez to napisać, że przedtem było źle, czy nie dało się słuchać, bo tak nie było. Niemniej jednak, dodatek Perkune pozwolił ujawnić najlepsze cechy wzmacniaczy, wydestylować ich potencjał, dodać energii, znieść ograniczenia. Owszem, nie są to wielkie zmiany, ale istotnie słyszalne, idące w dobrą stronę dźwięku.

I na koniec wzmacniacz Hegel H160, to moje dyżurne urządzenie. Wzmacniacz ten czaruje wysokokaloryczną energią przyprawioną dużą dynamiką oraz substancjalnym brzmieniem. Wszelkie tony odbierane są jako bardzo dźwięczne, nasycone tonalnie; są pełne, z dużą masą właściwą. Ciężar dźwięku jest jednak wysoce proporcjonalny, nie ma tu żadnego przeciążenia tonalnego, ale dociążenie – jak najbardziej jest. Po dodatku litewskich kabli wolumen brzmienia jakby urósł, stał się potężniejszy, aczkolwiek nasycenie zyskało na masie, a ciężar dźwięku otrzymał wyraźniejszą strukturę i kompozycję. Większą harmonię, ale i zaangażowanie. Ekspansywność. Można napisać, iż głośnikowe Perkune Audiohile Cables są spektakularnie neutralne – obiektywne do kwadratu. Pokazały najlepsze cechy wzmacniacza Hegel H160.

Konkluzja
Podsumowanie będzie krótkie. Przewody głośnikowe Perkune Audiophile Cables to wyjątkowo dobre kable. Pozwalają wyeksponować naturalny i obiektywy dźwięk, ujawniają w nim energię i dynamizm. Są transparentne jak kryształ. Oferują nadzwyczajną proporcję jakość dźwięku/cena. Szczerze polecam!

Przewody głośnikowe Perkune Audiophile Cables, dwa odcinki 3 m - cena 295 USD (razem z przesyłką).

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Audia Flight FL Three S (test TU), Fezz Audio Silver Luna (test TU), Cayin CS-55 A (test TU), Pioneer A-70DA (test TU), Dayens Ecstasy III (test TU) i Audio Analogue Fortissimo (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, AudioSolutions Overture O203F (test TU), Zingali Zero Bookshelf (test TU), Zingali Client Nano + Sub, Guru Audio Junior (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU) i Studio 16 Hertz Canto Three SE (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, odtwarzacz CD/DAC Audio Analogue Fortissimo, DAC Audio Analogue Vivace i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro, Asus Pro P43E i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nottingham Analogue Horizon z Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Primare R32 (test TU), Egg-Shell Prestige PS5 i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Cayin C6, Cayin C6 DAC (test TU), Taga Harmony THDA-500T i Divaldi AMP-01 (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewód zasilający KBL Sound Fluid (test TU). Kabel zasilający, przewody głośnikowe i interkonekty RCA Perkune Audiophile Cables. Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU), Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU) i Taga Harmony Platinium-18 (test TU).

Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods.