Polpak

EIC

Rafko

wtorek, 23 lutego 2016

Wzmacniacz Audio Analogue Puccini Anniversary - zapowiedź testu

Po testach urządzeń włoskiej marki Audio Analogue reprezentujących solidny poziom średni audio hi-fi, obecnie przyszła pora na wyższy pułap. Niedawno recenzowałem zestaw (wzmacniacz i odtwarzacz CD/DAC) Audio Analogue Fortissimo (czytaj TUTAJ), a także przetwornik cyfrowo-analogowy Audio Analogue Vivace (czytaj TUTAJ). Zaś kilka dni temu przyjechała do mnie, póki co, topowa firmowa propozycja wzmacniacza zintegrowanego, czyli Audio Analogue Puccini Anniversary. Piszę "póki co", albowiem firma zapowiada rychłą premierę modelu jeszcze wyższego - będzie to referencyjny wzmacniacz Maestro.

Audio Analogue Puccini Anniversary to niejako hołd dla najlepiej rozpoznawanego i najbardziej popularnego firmowego wzmacniacza Puccini. Został on wprowadzony do sprzedaży równo 20 lat temu. Szybko osiągnął reputację jednego z najlepiej brzmiących wzmacniaczy, ze wspaniałym stosunkiem jakości do ceny, zapewniającym najwyższą wydajność. Można napisać, że kultowy już Puccini ugruntował markę Audio Analogue, mocno ją utrwalił na mapie audio high-end. Dziś, po 20 latach od premiery wzmacniacza Puccini, wspólnie z inną włoską firmą AirTech, został od nowa zaprojektowany, skonstruowany i wprowadzony na rynek jego następca nazwany Audio Analogue Puccini Anniversary.

Projektant i kierownik techniczny projektu z firmy AirTech, Andrea Puccini (zbieżność nazwisk przypadkowa) i jego zespół, spędzili wiele miesięcy nad ponownym zaprojektowaniem nowej konstrukcji. Po wielu złożonych eksperymentach podjęto śmiałą decyzję o stworzeniu wzmacniacza pozbawionego sprzężenia zwrotnego. Albowiem dobrze zaprojektowane wzmacniacze bez sprzężenia zwrotnego uznawane są za posiadające cechy czysto audiofilskie, takie jak przejrzystość i szczegółowość oraz holograficzną, głęboką scenę dźwiękową. Efektem końcowym jest dźwięk, który jest bardziej muzykalny i realistyczny w wielu aspektach.

Puccini Anniversary to konstrukcja w pełni dual-mono. Zamontowany transformator toroidalny 700 VA wraz z trzema parami tranzystorów mocy dla każdego kanału, pozwalają na bezproblemowe dostarczanie 80 W przy 8 omach, dochodząc do 300 W na 2 omów, dzięki czemu wzmacniacz nie obawia się nawet najtrudniejszych obciążeń.

Oczywiście, wzmacniacz otrzymał zupełnie nowy design, który trudno nie określić jak doskonałą syntezą oszczędnej elegancji, pięknego włoskiego stylu oraz wyrafinowanej subtelności. Zapewniam, że na żywo efekt jest jeszcze bardziej oszałamiający estetyką niż na moich zdjęciach.

Dane techniczne
Układ z zerowym sprzężeniem zwrotnym
Moc wyjściowa dla 8 Ω: 80 W @ 1% THD+N
Moc wyjściowa dla 4 Ω:  160 W @ 1% THD+N
Moc wyjściowa dla 2 Ω:  300 W @ 1% THD+N
Impedancja wejścia: 47 kΩ
Impedancja wyjściowa: 0,17 Ω
Poziom szumu: < -110 dBV
Stosunek sygnału do szumu: 110 dB
Wejścia: 4 wejścia liniowe RCA , 1 wejście zbalansowane XLR
4 skale narastania głośności do wyboru
Podświetlany pilot systemowy z sensorem ruchu
Przewód zasilający AirTech ALFA w komplecie
Zaprojektowany i wyprodukowany we Włoszech

Do wzmacniacza Audio Analogue Puccini Anniversary przyłączyłem kolumny Avcon Avalanche Reference Monitor za pośrednictwem przewodów głośnikowych XLO UltraPLUS U6-10. Jako źródło zastosowałem gramofon Nottingham Analogue Horizon wraz z wkładką Ortofon 2M Black. Odsłuchy trwają... Zapraszam do lektury testu za kilkanaście dni.












Zdjęcie wnętrza ze strony Audio Analogue

poniedziałek, 22 lutego 2016

Monika Wolińska & Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej: Bronisław Kaper / Jan A. P. Kaczmarek - "Spotkanie" (Limited Deluxe Edition) [CD]


CEA – Filharmonia Gorzowska w Gorzowie Wielkopolskim (autor zdjęć TUTAJ)

 Monika Wolińska, dyrygent i dyrektor artystyczna Filharmonii Gorzowskiej

List przewodni, który otrzymałem wraz z płytą

W kilku ostatnich latach w Polsce powstało od nowa kilka gmachów filharmonii i to niekoniecznie w jedynie tych największych miastach jak Katowice, Wrocław, czy Kraków, bo w mniejszych również. Na przykład w Wejherowie została zbudowana Filharmonia Kaszubska (ZOBACZ), w Białymstoku – Opera i Filharmonia Podlaska, zaś w Gorzowie Wielkopolskim – CEA - Filharmonia Gorzowska.

Centrum Edukacji Artystycznej - Filharmonia Gorzowska zainaugurowała działalność koncertową w maju 2011 roku. Od kwietnia 2013 roku Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej pracuje pod dyrekcją Moniki Wolińskiej, która jednocześnie jest dyrektorem artystycznym Filharmonii. Pani Wolińska w 2015 roku na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina w Warszawie otrzymała stanowisko doktora habilitowanego, profesora nadzwyczajnego UMFC w Katedrze Dyrygentury Symfoniczno-Operowej. Warto też wiedzieć, że jej Orkiestra Filharmonii Gorzowskiej to młody, międzynarodowy i bardzo ambitny zespół. Muzycy pochodzą praktycznie z całego świata: z Polski, Niemiec, Belgii, Portugalii, Japonii i Chin.

Projekt Kaper / Kaczmarek był inicjatywą Moniki Wolińskiej, dyrygent i dyrektor artystycznej Filharmonii Gorzowskiej, która zrodziła się podczas jej rozmów z Janem A.P. Kaczmarkiem o twórczości Kapera. Dzieła Bronisława Kapera (unikatowe zapisy nutowe wybranych utworów) zostały w jakiś cudowny sposób odszukane i uratowane przez dyrektora Polish Music Center w Los Angeles Marka Żebrowskiego i przekazane Filharmonii Gorzowskiej, a następnie opracowane na orkiestrę przez Krzesimira Dębskiego. Z kolei Jan A.P. Kaczmarek pieczołowicie doń dobrał swoje kompozycje, tak aby współgrały i uzupełniały utwory Bronisława Kapera.

Oczywiście, Bronisław Kaper i Jan A.P. Kaczmarek nigdy tak naprawdę nie spotkali się, albowiem różni ich w metryce ponad 50 lat. Aczkolwiek są sobie na pewno intrygująco bliscy dzięki polskiemu pochodzeniu, muzyce filmowej znanej z wielkich światowych produkcji, obaj też za swoją twórczość muzyki filmowej otrzymali prestiżową Nagrodę Akademii Filmowej USA, czyli Oscara. Bronisław Kaper został uhonorowany Oscarem w za  muzykę do filmu „Lili” Charlesa Waltersa w 1954 roku. Natomiast Jan A.P. Kaczmarek  za muzykę do filmu „Finding Neverland” („Marzyciel”) Marca Forstera w 2004 roku.

Album „Spotkanie” stanowi retrospektywę twórczości obu kompozytorów oraz muzyczne podsumowanie ich światowych sukcesów; pozwala też na porównanie i przenikanie się tradycji oraz indywidualnych estetyk obu twórców. Warto wiedzieć, że Bronisław Kaper jest autorem kilku ogólnoświatowych jazzowych standardów, w tym dwóch szczególnie znanych: "On Green Dolphin Street" i "Invitation" spopularyzowane przez Milesa Daviesa  i Johna Coltrane’a.

Na płycie znalazło się osiem kompozycji Bronisława Kapera i dziesięć Jana A.P. Kaczmarka. Płyta została wydana w nakładzie tysiąca egzemplarzy. W styczniu 2015 r. planowano wznowienie nakładu. Krążek dostępny jest nie tylko w ogólnopolskiej, ale także w ogólnoświatowej dystrybucji; pojawi się między innymi w Stanach Zjednoczonych. Wydawcą jest CEM – Filharmonia Gorzowska, a za sprawy dystrybucyjne odpowiada Warner Music Polska.

Trzeba wspomnieć o wręcz ponadzwyczajnej poligrafii oraz wybornym edytorskim dopracowaniu albumu. To pięknie wydana płyta. Okładka wykonana jest z czerwonego aksamitnego flokowanego papieru, na nim wytłoczone są delikatne złote litery. Jak czerwone dywany oscarowych uroczystości i złota statuetka nagrody. Do płyty dołączona jest ponad stu stronicowa książeczka zawierająca dokładne opisy twórców oraz ich życiorysy, historię powstawania płyty, notę o Filharmonii Gorzowskiej, jej Orkiestrze i oczywiście dyrygent Monice Wolińskiej.

Nagrań dokonano w CEA – Filharmonii Gorzowskiej w dniach 25 – 28 sierpnia 2015 roku. Reżyser nagrania – Rafał Paczkowski, asystent reżysera nagrania, mastering i montaż – Przemysław Nowak. Premiera 4 grudnia 2015 roku.

Jakość nagrania – referencja.

Lista utworów
1.    Hi-Lili, Hi Lo (Lili)
2.    Walc (The Glass Slipper)
3.    Chase  (Green Mansions)
4.    Temat z filmu Invitation
5.    Temat z fillmu The Stranger
6.    Temat z filmu The Way West
7.    Temat z filmu On Green Dolphin Street
8.    Temat z filmu Tobruk
9.    Goodbye (Hachi: A dog’s tale)
10.    Dancing with the Bear (Finding Neverland)
11.    Impossible Opening (Finding Neverland)
12.    Unfaithful (Unfaithful)
13.    Irena (The Courageous Heart of Irena Sendler)
14.    Interlude for orchestra (Interlude City of a Dead Woman)
15.    Prayer at the Lake (The Third Miracle)
16.    Meeting Mouna (The Visitor)
17.    Actors Arrive! (Karamazovi)
18.    Nowa Huta (Karamazovi)

Przy pisaniu tekstu wykorzystałem materiały prasowe Warner Music Poland, PAP oraz informacje dostępne na stronie CEA – Filharmonii Gorzowskiej.















niedziela, 21 lutego 2016

Avcon Avalanche Reference Monitor - zapowiedź testu

Wczoraj odwiedził mnie w Gdyni pan Przemysław Nieprzecki, konstruktor i właściciel firmy Avcon z Błonia pod Warszawą. Przywiózł swoje najnowsze konstrukcje, czyli duże monitory Avcon Analanche Reference Monitor. Umawialiśmy się na ich test jeszcze na ubiegłorocznej wystawie Audio Video Show w Warszawie, ale nawał obowiązków i pracy nie pozwalał nam na szybkie spotkanie. A, ot tak, po prostu, kolumn Avalanche wysłać kurierem nie można, bo są zapakowane w dwa gigantyczne i dwa mniejsze pudła. Zaś jedna kolumna (wraz z podstawą) waży ponad 41 kg!

Avcon to producent nie tylko kolumn głośnikowych (ma obecnie w portfolio dwa modele), ale także uznany i popularny wytwórca paneli akustycznych według własnej koncepcji. Ma w ofercie również rozmaite meble przeznaczone dla sprzętu audio hi-fi, a tym i platformy antywibracyjne z zaaplikowanym oryginalnym rozwiązaniem technicznym (zobacz TUTAJ).

Udało się nam z panem Nieprzeckim wyładować kolumny z jego auta, przenieść je na wózek i następnie przewieźć windą do mojego mieszkania. Tu resztę działań pozostawiłem konstruktorowi, który osobiście wybrał optymalne dla nich miejsce i ustawienie w pokoju odsłuchowym. Na podłogę najpierw położył po cztery Vibrapody (zobacz TUTAJ), a na nie dopiero podstawy głośników. Potem na nie nałożył kolumny Avcon. Nie była to lekka praca, bo jedna kolumna waży 35 kg, a podstawa - 6 kg. Ale ostateczny efekt okazał się oszałamiający, bowiem Avalanche Reference Monitor cechują się niebanalnym designem, a dodatkowo wykonane są z litego drewna, bardzo efektownie zaaplikowanego. Boki kolumn to precyzyjnie wycinane na obrabiarce CNC, klejone i następnie prasowane cienkie drewniane paseczki, co można nazwać sandwichem albo odmianą sklejki. Zaś fronty i tyły skrzynek wykonane są także ze sklejki, ale uwidoczniona jest już wyłącznie struktura pełnego naturalnego drewna. Skrzynki mają na górze i dole lekkie ścięcie lub pochyłość, jak kto woli. Dolne ścięcie nakładane jest na podstawę, która ma odwrotne, symetryczne ścięcie, zestawione więc razem tworzą idealny pion. Choć tak naprawdę to jedynie zabieg wizualny, albowiem podstawy mają specjalne łoże, na które równo i stabilnie nakładana jest kolumna. Całość prezentuje się bardzo intrygująco i nietypowo.

Jak można przeczytać na firmowej stronie:
"Monitory AVALANCHE to duże kolumny podstawkowe. Klasyczny układ 3 głośników zamknęliśmy w obudowie wykonanej z wielu warstw sklejki. Poszczególne elementy warstwy wycięto na maszynie CNC. Obudowa posiada dwie komory pozwalające oddzielić głośnik średniotonowy od sekcji niskotonowej. Zastosowany materiał oraz sposób łączenia poszczególnych warstw minimalizuje drgania i szkodliwe rezonanse obudowy.

Kolumny  posiadają bardzo wygodne terminale przyłączeniowe współpracujące z kablami niezarobionymi lub posiadającymi szpilki, widełki lub wtyki bananowe. Ze względu na nietypowy kształt monitory sprzedawane są w zestawie z dedykowanymi podstawkami.  
Zakres niskotonowy obsługiwany jest przez głośnik o średnicy 26 cm z membraną wykonaną z powlekanego papieru.

Średnica także odtwarzana jest przez głośnik o lekkiej papierowej membranie, natomiast wysokie częstotliwości - tak jak w większości zestawów firmy AVCON - reprodukowane są przez głośniki wstęgowe".

Przyłączyłem już kolumny do wzmacniacza Audia Flight FL Three S przewodami XLO Ultra PLUS U6-10 i rozpocząłem odsłuchy. Potem przełączę je do wzmacniacza Audio Analogue Puccini, który to niedawno do mnie dotarł. Jak zwykle, jako główne źródło będzie królować gramofon Nottingham Analogue Horizon wraz z wkładką Ortofon 2M Black. Zapraszam do lektury testu za kilkanaście dni.













sobota, 20 lutego 2016

Musical Fidelity MX-DAC



Wstęp
Kilka tygodni temu przyjechał do mnie najnowszy DAC brytyjskiej firmy Musical Fidelity, czyli Musical Fidelity MX-DAC. To zbalansowany przetwornik cyfrowo-analogowy o umiejętnościach dekodowania sygnału do 32 bit/192 kHz, a także obsługi plików DSD. Warto widzieć, że Musical Fidelity to producent pierwszego na świecie konwertera cyfrowo-analogowego dla użytku domowego - był to model Digilog, zaś rok – 1987. (Równolegle zresztą debiutował DAC firmy Arcam nazwany jako BlackBox). Wkrótce Musical Fidelity zaprezentował kolejny DAC - tzw. prosiaczka, czyli Musical Fidelity X-DAC (zobacz TUTAJ) wprowadzony w 1995 roku, tak więc 21 lat temu.

Przy okazji nadmienię, że i ja byłem właścicielem jednego z X-DAC; wspominam go więcej niż bardzo dobrze. Jego brzmienie można opisać jako lekko ocieplone, ale bardzo plastyczne i organiczne. Przesycone słodyczą, niezwykle muzykalne. Taki dźwięk zapewniała oczywiście kultowa kość Philips TDA1543A. Nie wiem ile w tych reminiscencjach jest sentymentu, a ile prawdy, ale na pewno podówczas był to solidny DAC.

Mój Musical Fidelity X-DAC/prosiaczek sprzed dobrych kilku lat

Musical Fidelity X-DAC stał się nie lada rynkowym przebojem i wraz z drugim, niezwykle wówczas popularnym, urządzeniem Musical Fidelity X-10D (bufor lampowy) był firmową dźwignią do świata największych graczy na rynku audio hi-fi. Firma była na topie przez co najmniej kolejnych 10 lat. Późniejsze losy Musical Fidelity były różne. Trafiały się ślepe uliczki, a nawet niepowodzenia, ale nie ma co o tym pisać. Ważne jest, że po kilku słabszych latach, ta zacna brytyjska firma odzyskała należne jej wysokie miejsce. Na pewno ugruntowuje ją nowa seria MX, do której oprócz tytułowego DAC-a przynależą także przedwzmacniacz gramofonowy MX-VNYL i wzmacniacz słuchawkowy MX-HPA. Te zaś okazały się na tyle oczekiwane i wchłaniane przez rynek, że dostępne są, póki co, jedynie na zapisy.

Dodam jeszcze, że do Musical Fidelity mam bardzo emocjonalny stosunek. Od ponad 7 lat moim dyżurnym odtwarzaczem płyt kompaktowych jest Musical Fidelity A1 CD-PRO, czyli top-loader z profesjonalnym napędem Philips CD-Pro2M (napęd już od kilku lat nie produkowany). Odtwarzacza tego nawet nie myślę wymieniać. Ponadto przez prawie 10 lat używałem wzmacniacz słuchawkowy Musical Fidelity X-Can v.3, który uważam za wybitną konstrukcję w swojej cenie. Ale dosyć już tych łzawych wspomnień, czas wrócić do teraźniejszości.

Musical Fidelity MX-DAC został udostępniony do testów przez polskiego dystrybutora marki – firmę Rafko z Białegostoku.

Wrażenia ogólne i budowa
Jak można przeczytać na stronie producenta: "Musical Fidelity MX-DAC zapewnia bezkonkurencyjny w swojej cenie stosunek sygnał szum na poziomie 116 dB. To praktycznie perfekcyjna linearność pasma przenoszenia +/- 0.2 dB, niesłyszalne dla ludzkiego ucha zniekształcenia THD 0.00025 % oraz zapewniająca audiofilską scenę separacja kanałów na poziomie 110 dB. Znakomite parametry MX-DAC wynikają z zastosowania w pełni zbalansowanej konstrukcji analogowej oraz sekcji cyfrowej opartej na 32-bitowym przetworniku DAC o charakterystycznym delikatnym analogowym brzmieniu: Burr-Brown PCM1795 w trybie Multi-bit-Sigma-Delta. W celu korekcji górnego pasma zastosowano dwa tryby filtrowania z ostrzejszym i łagodniejszym roll-offem. Całość zamknięto w super sztywnej aluminiowej obudowie dedykowanej do zastosowań militarnych".

Urządzenie zapakowane jest w solidny, biały karton, opatrzony charakterystycznym logo Musical Fidelity, czyli nazwą firmy wpisaną w dwie poziome niebieskie linie. Wewnątrz pudła, w białej gąbkowej formie, stabilnie i bezpiecznie spoczywa MX-DAC. Tuż obok, w osobnej piankowej przegródce, znajduje się zewnętrzny zasilacz sieciowy 5 V/2 A. W komplecie są także płytka instalacyjna oraz instrukcja obsługi. Jak można przeczytać na obudowie, sprzęt został zaprojektowany w Wielkiej Brytanii, a wyprodukowany w Unii Europejskiej. Czyli Musical Fidelity nie wytwarza już na Tajwanie?

Trzeba przyznać, że wykonanie i jakość obudowy są nadzwyczajne, zresztą Musical Fidelity z tego słynie. Wykonana jest z białego aluminium, po bokach ma niewielkie poziome wytłoczenia/użebrowania. Korpus ma zaokrąglone krawędzie, przedni panel to prostokątna aluminiowa płyta. Na froncie zamiast wyświetlacza zamontowano podłużny, choć przerywany rząd jednakowych niewielkich diod świecących na niebiesko. Jest ich aż piętnaście. Osiem lewych wskazuje częstotliwość próbkowania (PCM i DSD), zaś pięć prawych aktualnie aktywne źródło i kolejne dwa – włączony filtr cyfrowy. Pod wspólną z diodami nadrukowaną czarną linią znajdują się też (na prawym skraju) dwa przyciski – pierwszy to selektor źródeł, a drugi filtrów. Po przeciwległej lewej stronie umieszczono hebelkowy włącznik zasilania, a tuż nad nim dwie diody: niebieską zasilania i żółtą blokowania sygnału (Lock). Na froncie wymalowano też firmowe logo i nazwę urządzenia. Brak pilota zdalnego sterowania, brak wyjścia słuchawkowego.

Tylny panel podzielono na sekcję wejściową i wyjściową, mniej więcej na pół. Z lewej strony zamontowano dwie pary wyjść analogowych: RCA i symetryczne XLR, zaś z prawej aż pięć wejść cyfrowych – USB (asynchroniczne PCM/DSD) oraz po dwa optyczne i koaksjalne. Zaraz obok umieszczono gniazdo sieciowe 5 V/2 A.

Zasilacz impulsowy dodany do MX-DAC jest standardowej jakości. Myślę, że z czasem warto pomyśleć o jego zamianie na lepszy. Dobrym rozwiązaniem może być zakup zewnętrznego zasilacza ULPS opartego na toroidzie, np. rodzimej produkcji firmy Tomanek (zobacz TUTAJ). Polecam, bo optymalne zasilanie ma duży wpływ na jakość sygnału DAC. Wyostrza szczegóły, nasyca brzmienie, polepsza scenę, przybliża obraz dźwiękowy, etc.

Wewnątrz umieszczono najnowszą kość DAC Burr-Brown/Texas Instruments PCM1795 odczytującą sygnał PCM i natywnie DSD. Z kolei sygnał z wejścia USB odbiera układ SMSC USB3318 przy pomocy kości XMOS GT1428L.

Dane techniczne
Filtry cyfrowe: FIR-3 / FIR-1
Procesor sygnału: SRC4392
Przetwornik DAC: Burr-Brown TI PCM1795
Pasmo przenoszenia: 2 - 90 000 Hz
Separacja kanałów: 110 dB
Poziom wyjściowy: 2 V RCA /4 V XLR
Wejście optyczne: 2
Wejścia koaksjalne: 2
Wyjścia: 2 x RCA liniowe : 1
Wyjścia: 2 x XLR 1
Zasilacz :5 V/2 A DC
Zużycie prądu: 1 W
Stosunek sygnał/szum: 116 dB
Zniekształcenia THD: 0, 00025 %
Wysokość: 5,3 cm
Szerokość: 22 cm
Głębokość: 21,5 cm
Masa: 1,9 kg


MX-DAC zamknięty w aluminiowej obudowie



Diody i przyciski są dość miniaturowych rozmiarów

Włącznik sieciowy


Częstotliwości próbkowania i aktualne źródło sygnalizowane są niebieskimi diodami


Symetryczne wtyki XLR zaświadczają o zbalansowanej wewnętrznej budowie MX-DAC 

Po lewej - gramofon Nottingham Analogue Horizon; po prawej - wzmacniacz Pathos Classic One MKIII

Zbliżenie na pracujący DAC

Trzy Eichmann Toppers na obudowie DACa



Spojrzenie na system odsłuchowy


Wrażenia dźwiękowe
Przetwornik MX-DAC przyłączałem przede wszystkim do wzmacniaczy Audia Flight FL Three S oraz Pathos Classic One MKIII. Kolumny to na zmianę Triangle Antal Esprit EZ oraz AudioSolutions Overture O203F, a także Avcon Avalanche Reference Monitor. Porównawcze DAC to wewnętrzne we wzmacniaczach Hegel H160 oraz Audia Flight FL Three S. Przewody to głównie seria XLO UltraPLUS oraz Perkune Audiophile Cables. Dokładna lista sprzętu towarzyszącego dostępna jest na końcu niniejszego tekstu.

Przetworniki Musical Fidelity nigdy nie brzmiały zanadto technicznie, czy analitycznie, co nie oznacza, że nie było słychać szczegółów i niuansów, lecz iż ogólny wymiar dźwięku pomalowany był ciepłą i muzykalną barwą, więc sucha kliniczność nie miała najmniejszej szansy na dominację. Taki także jest MX-DAC. Przede wszystkim daje się odczuć słodką i miłą dla uszu fantastyczną barwę, plastyczność i energię podparte bardzo szeroką akustycznością, dużym wymiarem przestrzeni, na której precyzyjnie i wyraźnie rozmieszczone są instrumenty i wokale. Z kolei te są dociążone i wypełnione, lecz lekkie i doświetlone, mile miękkie. To typ dźwięku namacalnego i masywnego, a jednocześnie lekkiego oraz zręcznego. Soczystego i błyszczącego.

Jak napisałem, brzmienie jest wyraźnie pogrubione, podbudowane masą i ciężarem, dzięki czemu instrumenty brzmią wiarygodnie, mają duży, acz proporcjonalny rozmiar i wypełnienie. Mają też ułamek słodkiej tonalności, co przynosi dodatkową żywość i muzykalność. Równolegle dźwięk jest bardzo czysty i klarowny, bardzo rozdzielczy. Słychać głębokie warstwy nagrań, dużo niuansów i liczne pogłosy. Jakby hipotetyczny ktoś w ciemnawym pokoju otworzył okno i wreszcie zobaczył kontury mniejszych przedmiotów oraz prawdziwą ich barwę. Można to zjawisko nazwać doświetleniem, dookreśleniem lub wejściem w szczegóły, jak kto woli. Dzięki temu MX-DAC ma umiejętność pokazywania więcej, głębiej i szerzej. Kreśli bardzo precyzyjny i wiarygodny obraz, który jest pierwszorzędnie harmonijny i transparentny. To duża zaleta, świadczy o wysokich zdolnościach konstruktorów Musical Fidelity, zaś słuchacz może bez wysiłku zajrzeć w najbardziej skomplikowane struktury muzyczne.

DAC w połączeniu z komputerem pokazuje prawdziwą klasę. O tym, że komputer nie jest najlepszym źródłem napisano wiele. Dużym więc wyzwaniem dla zewnętrznego konwertera jest tak „obrobić” niedoskonały cyfrowy sygnał z komputera, by stał się nie tylko strawny, ale by wzniósł się na audiofilskie wyżyny. Albo innymi słowy, aby komputer (w połączeniu z DACiem) przeistoczył się w źródło, które przewyższy jakością dobry odtwarzacz płyt kompaktowych. Nie chcę popadać w nadmierną emfazę, ale Musical Fidelity swoim DACiem wykonało bardzo porządną robotę. Wejście USB jest doskonałe! Przypomnę, że sygnał z wejścia USB odbiera układ SMSC USB3318 przy pomocy kości XMOS GT1428L. To jest brzmienie naładowane muzykalnością, bardzo czyste, przestronne i z odczuwalnym podskórnym potencjałem, z wewnętrzną siłą. Ładnie i dokładnie pokazujące niuanse i gęstwiny najbardziej skomplikowanych utworów muzycznych.

Musical Fidelity potrafi pojedyncze nuty poodklejać od siebie, ukazać złożoność nagrań, zajrzeć głęboko, nakreślić równy i symetryczny spektakl. Jednocześnie jest to brzmienie uregulowane, spokojne i nie nerwowe. Bezpretensjonalne i radosne. Fizjologiczne i miękkie. Myślę, że dźwięk oferowany przez wejście USB MX-DAC można jakościowo przyrównać do bardzo drogiego CD (około 6 000 - 8 000 PLN). To podobnej klasy perfekcyjne ułożenie dźwięku, doskonała stabilność, łatwość uzyskiwania wysokiego stężenia muzyki, nasycenie detalami i subtelność połączona z żarem i mocą. Brawo Musical Fidelity!

Jedynym moim zastrzeżeniem jest dołączony firmowy zewnętrzny zasilacz impulsowy, albowiem wygląda na marnawej jakości. Ot, zwykły zasilacz. Ma napisy świadczące, że wykonała go jakaś komputerowa czeska firma, ale także podpis "Made in China". Za nieomal 4 000 PLN (bo tyle kosztuje MX-DAC) można by spodziewać się czegoś lepszego. Kiedyś Musical Fidelity dołączał naprawdę solidne zasilacze własnej produkcji (vide wzmacniacz słuchawkowy Musical Fidelity X-Can v.3), szkoda, iż ta praktyka została obecnie zaniechana. W moim przekonaniu, po zakupie MX-DACa, niezbędne jest w dalszej perspektywie dokupienie porządnego zasilacza ULPS typu TeddyPardo lub Tomanek. Wówczas MX-DAC może naprawdę rozwinąć swoje szerokie skrzydła brzmieniowe.

Podsumowanie
Musical Fidelity MX-DAC to bardzo rzetelny przetwornik cyfrowo-analogowy w swojej cenie. Uniwersalny, bo obrabia wszelkie formaty (PCM i DSD) i rozdzielczości (do 32 bit/192 kHz). Piękny design, obudowa w stu procentach wykonana z czystego aluminium dla zastosowań militarnych.

DAC oferuje słodką i miłą dla uszu fantastyczną barwę, a także pierwszorzędną plastyczność i energię podparte bardzo szeroką akustycznością, dużym wymiarem przestrzeni, na której precyzyjnie i wyraźnie rozmieszczone są instrumenty i wokale. Natomiast te są dociążone i wypełnione, lecz lekkie i doświetlone, mile miękkie. To brzmienie w pełni analogowe, jak to tylko potrafi uczynić brytyjskie Musical Fidelity.

Zastrzeżenie budzi jakość załączanego zewnętrznego zasilacza impulsowego. Trochę wstyd do solidnego urządzenia dodawać taką protezę.

Musical Fidelity MX-DAC to wielki powrót firmy do wysokiej kondycji konstruktorskiej i brzmieniowej. Brawo, pełna rekomendacja!

Cena w Polsce - 3 990 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU), Audia Flight FL Three S (test TU), Cayin CS-55 A (test TU), Pioneer A-70DA (test TU), Dayens Ecstasy III (test TU) i Audio Analogue Fortissimo (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Avcon Avalanche Reference Monitor, Triangle Esprit Antal EZ (test TU), AudioSolutions Overture O203F (test TU), Zingali Zero Bookshelf (test TU), Zingali Client Nano + Sub, Guru Audio Junior (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU) i Studio 16 Hertz Canto Three SE (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, odtwarzacz CD/DAC Audio Analogue Fortissimo, DAC Audio Analogue Vivace, Musical Fidelity MX-DAC i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro, Asus Pro P43E i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nottingham Analogue Horizon z Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Primare R32 (test TU), Egg-Shell Prestige PS5 (test TU) i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Audeze LCD-3, Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Audeze Deckard, Cayin C6 DAC (test TU), Taga Harmony THDA-500T i Divaldi AMP-01 (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewód zasilający KBL Sound Fluid (test TU). Kabel zasilający, przewody głośnikowe i interkonekty RCA Perkune Audiophile Cables. Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU), Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU) i Taga Harmony Platinium-18 (test TU). Seria XLO UltraPLUS.
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods.