Polpak

EIC

Rafko

sobota, 29 października 2016

Polski Klaster Audio



Polski Klaster Audio (PEKA) to nieformalne zrzeszenie polskich producentów sprzętu audio. Ta ciekawa i nowatorska inicjatywa powstała z inspiracji pana Karola Zieleźnika - właściciela salonu audio HiFi Studio w Bielsku-Białej, potem projekt zasilili o własne pomysły pan Krzysztof Grabowski - właściciel firmy Encore Seven z Bielsko-Białej oraz pan Łukasz Mika z firmy Audiomica Laboratory z Gorlic. To działo się dokładnie dwa lata temu, czyli w październiku 2014 roku. Idea, jaka przyświecała powstaniu Klastra, było stworzenie grupy lub stowarzyszenia polskich firm producentów audio - tak, aby współpracować ze sobą dla wspólnego rozwoju oraz móc zdrowiej konkurować z dużymi podmiotami oraz by zwiększyć potencjał oddziaływania i promocji polskiej produkcji zarówno w kraju, jak i na rynkach zagranicznych. Polskie firmy mają ogromny potencjał i pierwszorzędne know-how, lecz często pozostają niezauważone wśród konkurencji zagranicznej. Klaster ma to pomóc zmienić, większy więcej może.

Obecnie w skład Polskiego Klastra Audio wchodzą: wspomniane Encore Seven (marka Egg-Shell – głównie wzmacniacze lampowe) i Audiomica Laboratory (przewody audio), a także Bodnar Audio (kolumny oparte na głośnikach szerokopasmowych), Audio Cave (wydawca płyt kompaktowych i analogowych), Edis Andrzej Ogonowski (producent transformatorów i dławików do zastosowań audio z ukierunkowaniem na sprzęt lampowy), elinsAudio (producent wysokiej jakości wzmacniaczy audio), hORNS by Auto-Tech (tubowe kolumny głośnikowe), Pre-audio (przede wszystkim gramofony tangencjalne), Projekt Nostromo (głównie przetworniki cyfrowo-analogowe i wzmacniacze słuchawkowe), Shape of Sound (ręczna produkcja gramofonów), VAP - Voltec Audio Product (szafki audio i akcesoria) oraz Yayuma (procesory dźwięku).

Warto wiedzieć, że w ramach wewnętrznej współpracy między członkami powstają kompletne systemy audio. Tegoroczna wystawa Audio Video Show 2016 w Warszawie będzie pierwszą okazją do spotkania się z większością tworzących obecnie Klaster producentów. W dwóch pokojach (# 518 i # 306) hotelu Sobieski będzie można zobaczyć i usłyszeć premierowe systemy audio zbudowane całkowicie na bazie komponentów pochodzących od polskich producentów zrzeszonych w Klastrze. To Dream Reference #001 (komponenty Egg-Shell, Bodnar Audio, Pre-Audio i Audiomica Laboratory) oraz Dream Reference #002 (Gramofon Shape of Sound Skalar, przedwzmacniacz Egg-Shell Prestige PS5, wzmacniacz Egg-Shell Prestige 12WKT i kolumny głośnikowe hORNS Mummy oraz kable Audiomica Laboratory Excellence/Ultra Reference).

Stereo i Kolorowo z całego serca kibicuje powyższej inicjatywie; cieszę się, że powstał taki podmiot, który może dać silny impakt dla dalszego rozwoju polskiej przedsiębiorczości w sferze audio-stereo i pozwoli pełniej zaistnieć na rynkach zagranicznych. Nieskromnie dodam, że i piszący te słowa ma też pewnego rodzaju udział w duchu Polskiego Klastra Audio, albowiem kilkakrotnie na łamach bloga opisywałem wzmacniacze i przedwzmacniacze Egg-Shell, rozmaite przewody Audiomica Laboratory, jak i kolumny Bodnar Audio oraz stoliki audio VAP.

Oczywiście wybieram się na tegoroczne Audio Video Show do Warszawy, skąd zamieszczę obszerną relację z wystaw Polskiego Klastra Audio, zaś w listopadzie będę u siebie gościć cały system złożony z poszczególnych sprzętów różnych wytwórców. Będzie to najpewniej większa część systemu Dream Reference #002.











czwartek, 27 października 2016

Agnes Obel „Citizen of Glass” (PIAS – 2016 r.) - LP



„Citizen of Glass” to już trzeci album duńskiej artystki. Ukazał się 21 października, czyli prawie trzy lata od premiery poprzedniego zatytułowanego „Aventine” (czytaj TUTAJ). Klimatem i nastojem płyta Agnes Obel jak zwykle doskonale wkomponowuje się w jesienne melancholijne koloryty. To muzyka barwna i impresyjna, operująca plamami i smugami. Refleksyjna i krucha.

Tytuł płyty „Citizen of Glass” pochodzi od niemieckiego określenia „Gläserner Bürger”, co dosłownie oznacza „szklany człowiek”, czyli przezroczysty dla prawa, dla innych ludzi, ale także nieskazitelny. Artystka we wszystkich utworach nawiązuje tekstowo do szkła, jego struktury, delikatności; buduje chłodny, niejako szklany klimat, a nawet wykorzystuje instrumenty brzmiące jak uderzenie o szkło (czelesta). Muzycznie album porusza się wokół muzyki klasycznej, używane są takie instrumenty jak fortepian (gra na nim Obel, lekko i lirycznie niczym sam Erik Satie), skrzypce i wiolonczele, ale także rzadko spotykany Tratonium (instrument z lat 30 ubiegłego wieku, który brzmi podobnie do współczesnych syntezatorów), czy renesansowy klawesyn.

Dominują kompozycje minimalistyczne, zamglone i liryczne, ale aranżacyjnie rozbudowane. Zarejestrowane w taki sposób, jakby grała duża orkiestra symfoniczna, a nie mały skład (winyl brzmi doskonale!). Królują wystudzone emocje zakotwiczone w poezji, wielowarstwowe wątki, pozakręcane melodie, a także aura tajemniczości i głębokiej refleksji. Z muzyką pierwszorzędnie koresponduje wokal Agnes – miękki i łagodny, aczkolwiek zdystansowany. Przejmujący, dojrzały album!

9/10

Wydawca: PIAS Recordings, nośnik: LP plus kod dla pobrania MP3.

 strona A:
1. Stretch Your Eyes 5:11           
2. Familiar 3:55
3. Red Virgin Soil 2:43  
4. It's Happening Again 4:20     
5. Stone 3:56   
 Strona B:           
1. Trojan Horses 5:33   
2. Citizen Of Glass 2:49
3. Golden Green 3:59  
4. Grasshopper 2:38     
5. Mary 5:47








środa, 26 października 2016

Monitory PMC DB1 Gold

PMC DB1 Gold w całej krasie (zdjęcie ze strony PMC Ltd.)


Wstęp
Dopiero co testowałem fenomenalne monitory PMC Twenty5.22 (czytaj test TUTAJ), a tym razem opisuję kolumny podstawkowe PMC DB1 Gold (zobacz TUTAJ). To limitowana wersja głośników profesjonalnych PMC DB1, wyprodukowana na okoliczność 20-lecia przedsiębiorstwa PMC Ltd. The Professional Monitors Corporation Limited to szacowna brytyjska firma słynącej z wytwarzania referencyjnych monitorów (i nie tylko). Zaś DB1 Gold to monitory ze stricte profesjonalną genealogią, o czym za chwilę. Dodam jeszcze, iż słowo "Gold" w nazwie manifestuje się złotymi wkrętami na frontowych ściankach oraz złoconymi tabliczkami znamionowymi na tylnych.

Wrażenia ogólne i budowa
Jak można przeczytać na firmowej stronie: „PMC z dumą prezentuje ręcznie wykonaną kolumnę głośnikową DB1 Gold – najdoskonalszą wersję spośród dotychczasowych monitorów studyjnych DB1. Ten udoskonalony model udostępnia wytrawnym wielbicielom muzyki okno na świat profesjonalny, zapewniając im dostęp do balansu dźwięku i wrażeń zgodnych z intencjami nagrywającego artysty, bez utraty najmniejszego, pojedynczego niuansu.

Kolumna głośnikowa DB1 Gold posiada te same osiągi dźwiękowe wysokiej jakości oraz wyrafinowanie co dotychczasowe linie profesjonalne, do których dodany został wyrafinowany wygląd. Obudowa posiada odziedziczoną po wersjach studyjnych teksturowaną ściankę przednią i smukły, jedwabisty korpus. A nasza pewność w tworzeniu kolumn najwyższej jakości i inżynieryjna wybitność pozwalają nam na wydłużenie gwarancji na fenomenalne 20 lat”.

Pomyślałby kto, że powyższe zdania to jakieś czcze marketingowe przechwałki, ale nie w przypadku firmy PMC. Kiedy spojrzeć, na monitory BD1 Gold od razu widać, że ma się do czynienia z wyjątkowo rzetelną konstrukcją. To klasyczne skrzynki dwudrożnych monitorów o tradycyjnych proporcjach i rozmiarach (wymiary 155 x 290 x 234 mm). Na frontowych ściankach umieszczono po dwa głośniki: 27 mm wysokotonowy produkcji Scan-Speaka oraz własny 14 cm średnio-niskotonowy. Uwagę zwracają złote główki śrub, którymi przykręcone są ramy głośników do skrzynek. To oczywiste nawiązanie do nazwy „Gold”. Na samym dole zamontowano tabliczkę z logo PMC (także złoconą). Monitory oczywiście zaopatrzone są w maskownice (montowane na wcisk), ale fronty lepiej prezentują się bez nich.

Z tyłu monitorów, tuż przy górnej krawędzi wykrojono duże prostokąty ujść bass-refleksów szczelnie zapchane czarną gąbką. To wyjście wewnętrznej linii transmisyjnej, zdradzające studyjną proweniencję BD1 Gold. Linia transmisyjna zwie się ATL (ATL, czyli Advanced Transmission Line) i zawiera aż półtorametrowy (!) labirynt. Na dole tylnych ścian w zagłębieniach wmontowano podwójne metalowe terminale głośnikowe połączone sztywnymi blaszkami (szkoda, że nie jumperami). Pośrodku ścianek przylepiono złocone tabliczki znamionowe. Wokół nich znajdują się po cztery duże, czarne łepki śrub mocujące najprawdopodobniej listwy wewnętrznej linii transmisyjnej.

Oczywiście, design i wykonanie BD1 Gold to bardzo wysoka półka. Galanteryjno – luksusowa. Jedynym mankamentem jest fakt, że dostępne wykończenie drewnianego forniru skrzynek i lakierowanych frontów to wyłącznie głęboka …czerń. Wybarwienie to zwie się „Neo Black”.

Parametry techniczne
Skuteczność - 87 dB 1 W/1 m
Zalecana moc wzmacniacza - 30 - 150 W
Impedancja - 8 Ω
Pasmo przenoszenia - 50 Hz – 25 kHz.
Wymiary (S x W x G) - 155 x 290 x 234 mm
Masa jednej sztuki - 4,5 kg.


W związku ze swoją głęboką czernią, PMC wyjątkowo trudne są do fotografowania 

Dbałość o detale


Czarna okleina skrzynki "Neo Black"


Monitor stoi na podstawce Solid Tech

U góry duża szczelina ujścia linii transmisyjnej ATL

Podwójne terminale głośnikowe łączone blaszkami



Widok ogólny systemu odsłuchowego


Wrażenia dźwiękowe
Monitory przyłączałem przede wszystkim do dzielonego tranzystorowego wzmacniacza (i DACa) Pathos Converto Evo i Pathos Ampli D, do też tranzystorowego Hegel H160 oraz hybrydowego Pathos One Classic MKIII.

Od razu warto napisać, że PMC DB1 Gold łase są na prąd, jak niedźwiedzie na miód. Najlepiej przyłączać je do mocnych wzmacniaczy, słabe lampy i niemrawe tranzystory nie ukażą całego potencjału monitorów. Owszem, producent zaleca moc amplifikacji w przedziale od 30 do 150 Wat, ale moim zdaniem powinno to być co najmniej  2 x 50 Wat, o ile nawet nie 2 x 70 Wat. Wówczas kolumny zagrają najpełniej, najbarwniej, na full-drive. Dopiero wtedy ich dynamika jest fantastyczna, a energia – ponad zwyczajna. Brytyjskie monitory z mocnym wzmacniaczem pokazują wszystkie swoje atuty, a jest ich niemało. To przede wszystkim soczysty i żarliwy dźwięk, bardzo transparentny i plastyczny. Typowo monitorowy – w najlepszym znaczeniu tego słowa. Czyli referencyjna stereofonia i pełna przestrzenność, niczym nie udawana naturalność, doskonałe nasycenie, jak i stu procentowa koherencja.

W brzmieniu DB1 czuć profesjonalny rodowód, albowiem PMC nie mają tendencji do podkręcania dźwięku – ani nie przyśpieszają, ani nie spowalniają, nie ocieplają, nie pogrubiają. Podają całą czystą energię otrzymaną od wzmacniacza i przekazują ją dalej niczym optymalne pudła rezonansowe i linie transmisyjne. Ukazują prawdę o nagraniu, rzeczywisty dźwięk, czas i przestrzeń. Może to wydawać się nieprawdopodobne, lecz większość producentów kolumn, w mniejszy lub większy sposób, ingeruje w barwę, czy w strukturę niskich tonów. PMC pewnie też to robi, ale w możliwie minimalny sposób. Inteligentny sposób. Stąd brzmienie wydaje się być czyste i otwarte, analityczne i odkrywcze (ale do rozsądnych granic). Proporcjonalnie dostrojone.
   
Brytyjskie monitory dostarczają całkiem sporą selektywność, ale nie przesadzoną. To rzadko spotykana precyzja w odtwarzaniu impulsów i ich równomiernego wygaszania. Bezproblemowo można usłyszeć pojedyncze smyczki w orkiestrze kameralnej, ale już niekoniecznie w rozbudowanej symfonicznej. Struny gitar są odseparowane, dźwięczą osobno, ale we wspólnej harmonii. Widać poszczególne plany, czuć ich gradację i zagęszczenie, lecz daleka głębia jest nieco ograniczona. Co istotne, soprany pomimo, że jasne i rozdzielcze, to nie atakują ostrością. Są na swój sposób wyrafinowane, bo atak blach przekazują pierwszorzędnie, a równolegle nie syczą metalem. Ich czystość fazowa jest urzekająca. Z kolei średnica jest dopełniona, dobrze zróżnicowana, nie wypchnięta to przodu. Bezpośrednia, ale współistniejąca z pozostałymi pasmami. Jest swobodna i naturalna. 

And last, but not least – bas. Profesjonalna linia transmisyjna o długości wewnętrznego labiryntu 1,5 metra robi swoje. Mówiąc krótko, dawno nie słyszałem tak obfitego, wielopłaszczyznowego i żyznego basu, a jednocześnie punktualnego i sprężystego jak z tytułowych, bądź co bądź, niewielkich przecież monitorów PMC. No chyba że były to referencyjne kolumny podstawkowe …PMC Twenty5.22. Jakość niskich tonów jest kapitalna! Może nie jest to bas najniższy, ani najbardziej obszerny, lecz posiadający piękny kontur i doskonałe wypełnienie. Moc i ciało.

Konkluzja
PMC DB1 Gold to rasowe monitory dla znawców. Adresowane do melomanów, którzy mają już za sobą etap zachwytu efekciarskimi monitorami o podkręconej plastyczności i zamazanym dźwięku. Tytułowe monitory to wulkany energii, ostoja naturalności i holograficznej przestrzeni, podparte ponadnaturalną czystością brzmienia oraz nieprzesadzoną analitycznością. Warunkiem powyższego jest posiadanie mocnego wzmacniacza o organicznym, fizycznym stylu gry.

Cena w Polsce - 6 000 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU), Audia Flight FL Three S (test TU), Cayin CS-55 A (test TU), dzielony Pathos Converto Evo i Pathos Ampli D (test TU) oraz Dayens Ecstasy III (test TU).
Kolumny: Triangle Esprit Antal EZ (test TU), Pioneer RM-05, Pylon Diamond 28 (test TU), Taga Harmony TAV-616F (test TU) i Guru Audio Junior (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro, Acer Aspire ES13 i Dell Latitude E6440.
Gramofony: Nottingham Analogue Horizon z wkładką Ortofon 2M Black (test TU), Pioneer PLX-1000 z Goldring Legacy oraz Pioneer PLX-500 (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi iPhono2 (test TU), Primare R32 (test TU), Haiku-Audio Sol MM i Musical Fidelity MX-VYNL (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Blue Mo-Fi (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Cayin C5 DAC (test TU), Musical Fidelity MX-HPA (test TU) i Trilogy 931 (test TU).
Okablowanie: Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU) i Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU). Seria XLO UltraPLUS. Pełne okablowanie AirTech seria Evo oraz Perkune Audiophile Cables.
Akcesoria: podstawa antywibracyjna Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), podstawy głośnikowe Solid Tech, stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki głośnikowe Sevenrods Speaker Jumper.



wtorek, 25 października 2016

Głośniki komputerowe USB Olasonic TW-S9


Olasonic TW-S9 (zdjęcia z firmowej strony)

Wstęp
Tak, dziś na Stereo i Kolorowo opisuję głośniki komputerowe. W tej chwili pewnie niejeden audiofil złapał się za głowę. Jak to tak? Jak można zawracać sobie głowę jakimiś głośniczkami komputerowymi na blogu głównie adresowanym dojrzałym urządzeniom audio hi-fi? Otóż po stokroć zapewniam Czytelnika, że jak najbardziej głośniki Olasonic TW-S9 (zobacz TUTAJ) zasługują na osobną monografię, bo to nie są zwyczajne głośniki komputerowe, a konstrukcje innowacyjnej japońskiej firmy Olasonic/Towa. Grają jak złoto!

Głośniki TW-S9, póki co, nie są jeszcze dostępne w Europie, a jedynie w Japonii. Na pewno będą prezentowane na tegorocznym Audio Video Show w Warszawie. Oprócz modelu TW-S9 Olasonic produkuje też nieco mniejsze TW-S7 i TW-S5. Wszystkie one zasilane są z poziomu gniazda USB komputera. Są dostępne także głośniki rożne głośniki wykorzystujące łączność Bluetooth i kilka innych odmian (zobacz TUTAJ). 

Wrażenia ogólne i budowa
Myślę, że japońska marka Olasonic, będąca własnością firmy Towa Electronics z Tokio, jest już bardzo dobrze znana w Polsce. Kilkukrotnie opisywałem sprzęty serii Olasonic Nanocompo (czytaj TUTAJ). Bezsprzecznie są to urządzenia zasługujące na bliższą znajomość i duże uznanie. Wiele dobrego w tej sprawie czyni polski dystrybutor marki Olasonic (i równolegle słuchawek Final Audio), czyli podwarszawska firma Fonnex (zobacz TUTAJ). Nie inaczej jest w przypadku głośników komputerowych (zasilanych z poziomu portu USB komputera) Olasonic TW-S9. 

Głośniki dostarczane są w jednym, dość lekkim, niedużym pudełku. Wewnątrz, pośród kartonowych wytłoczyn, bezpiecznie spoczywają jajkowate głośniki oraz kilka przewodów. W komplecie znajduje się oczywiście instrukcja obsługi oraz gwarancja.

Olasonic TW-S9 to niewielkie głośniki, mają wysokość kilkunastu centymetrów (dokładne rozmiary to 113 x 162 x 117 mm) oraz masę 1,1 kg. Mają wydłużone, jajowate kształty. Krótko pisząc, prezentują się niczym czarne strusie jaja, od spodu posadowione na niewielkich podstawkach. Głośniki koaksjalne zajmują dużą część frontów, przykryte są metalową siateczką, która obejmuje sporą powierzchnię „jaj”. Umożliwia to szeroką propagację dźwięku. Z tyłu głośniki mają powycinane specjalne otwory wentylujące głośniki. Powietrze bardzo aktywnie z nich uchodzi.

Przekrój TW-S9

Zasada działania Super Charged Drive System


Monitorki Olasonic zawierają nowatorskie rozwiązanie wzmocnienia „Super Charged Drive System” (SCDS). Pisząc w skrócie, system ten można przyrównać do zasady działania układu napędowego silnika hybrydowego (spalinowo-elektrycznego). Ładunek elektryczny z magistrali USB jest magazynowany w kondensatorze wysokiej mocy w okresach niskiego zapotrzebowania na prąd, a uwalniany w czasie podwyższonego w celu uzyskania większej mocy i dynamiki w sposób ciągły. Olasonic nazywa ten system także jako ACDCS (Automatic Current Detection Conversion System). Stąd też TW-S9 dysponują zadziwiającą mocą 2 x 12,5 Wat. Zasilane są z poziomu portu USB komputera, lecz ładunek elektryczny jest przechowywany i stopniowany, przyrasta niczym niewielki strumień za tamą, a energia uwalniana jest gwałtownie, z dużą siłą i mocą. Leje się jak wodospad. To oczywiście jedynie kolokwialne porównanie, ale dobrze opisujące zagadnienie.

Podsumowując, Olasonic TW-S9 do pracy potrzebują być jedynie podłączone do magistrali USB komputera. Oczywiście muszą być połączone wspólnym przewodem. Po przyłączeniu do komputera, ten automatycznie je rozpoznaje, konfiguruje i przestawia system audio na TW-S9. Na prawym głośniku znajduje się biała dioda. Zapalona sygnalizuje gotowość głośników do pracy. Regulacji głośności dokonuje się za pomocą pokrętła umieszczonego na prawym głośniku. Do Olasonic można też dostarczyć zewnętrzny sygnał analogowy (do gniazda audio-in 3,5 mm). Co istotne, TW-S9 są głośnikami „Hi-Res”, czyli odczytują sygnał PCM do częstotliwości 96 kHz/24 bit. Są łatwe w obsłudze, a do tego estetyczne. Po prostu rewelacja w skali mikro.



















Wrażenia dźwiękowe
Pierwsze wrażenia, po podłączeniu głośników do komputera, pisząc wprost, są znakomite. Owszem, to na pewno nie jest liga stricte audiofilska, ale Olasonic TW-S9 wykraczają znacząco daleko poza zwykłe określenie "głośniki komputerowe". Brzmienie jest pełne, obfite i bardzo nasycone. Potrafią bez zniekształceń zagrać bardzo głośno. Aż dziw bierze, że grają takie małe głośniczki, a nie duże monitory... To spektakularna energia, sprężyste basy, gęsta średnica. Można napisać, że TW-S9 grają całym ciałem, całą swoją powierzchnią i strukturą, dźwięk zdaje się wydobywać nie tylko z frontowych membran i tylnych bass-reflexów, ale również z każdego fragmentu korpusu. Zadziwiające zjawisko.

Kiedy ustawić TW-S9 na biurku, po obu stronach laptopa i uruchomić je, do uszu dociera dookólny dźwięk. Żarliwy i dynamiczny, bardzo wyraźny. Głośniki rozlewają przed słuchaczem niejako obszerną muzyczną plamę, w której fizycznie istnieją poszczególne instrumenty, wokale, etc. Są bliskie, precyzyjnie umieszczone, mają kapitalną stereofonię. Ludzkie głosy są esencjonalne i barwne, mają swoje indywidualne, bogate wybrzmienia. Z kolei instrumenty są zaskakująco dźwięczne i stosunkowo duże. Przestrzeń odsłuchowa jest bardzo szeroka i wysoka, Olasonic nie mają żadnych problemów, aby zbudować rzeczywistą panoramę i scenę, choć oczywiście nie jest ona tak dokładna i zorganizowana jak umieją to uczynić duże kolumny podłogowe, czy nawet monitory. Niemniej jednak TW-S9 czynią to z przekonaniem, aktywnie i plastycznie. Nie nudno.

Sposób gry głośników Olasonic najlepiej przyrównać do mini-monitorów aktywnych, czyli z wbudowanymi własnymi wzmacniaczami. W skali mikro TW-S9 brzmią doskonale - to prawdziwe komputerowe high-fidelity. W ich dźwięku nic nie uwiera, niczego nie brakuje – brzmienie wydaje się być całościowo pierwszorzędnie zgrane i dopełnione. Proporcjonalne.

Polecam odsłuchy Olasonic TW-S9, bo może okazać się, że zagrają one lepiej niż nie jedne większe monitory pasywne. I to stwierdzenie wcale nie jest absurdalne.

Cena w Polsce nieustalona. Cena w Japonii - 23 500 JPY.

Wykorzystywałem trzy laptopy: MacBook Apple Pro, Acer Aspire ES13 i Dell Latitude E6440. Muzyka w większości pochodziła z serwisu Tidal Hi-Fi (FLAC 16 bit/44,1 kHz).