Polpak

EIC

Rafko

czwartek, 17 marca 2016

Wzmacniacz zintegrowany Audio Analogue Puccini Anniversary



Wstęp
Po kilku testach urządzeń włoskiej marki Audio Analogue reprezentujących solidny poziom średni audio hi-fi, przyszedł czas na wyższy pułap. Niedawno opisywałem zestaw (wzmacniacz i odtwarzacz CD/DAC) Audio Analogue Fortissimo (czytaj TUTAJ), a także przetwornik cyfrowo-analogowy Audio Analogue Vivace (czytaj TUTAJ). Zaś obecnie przyszła pora na test, póki co, topowej firmowej propozycji wzmacniacza zintegrowanego, czyli Audio Analogue Puccini Anniversary. Piszę "póki co", albowiem firma zapowiada rychłą premierę modelu jeszcze wyższego - będzie to referencyjny wzmacniacz Maestro.

Wrażenia ogólne i budowa
Warto wiedzieć, iż Audio Analogue Puccini Anniversary to niejako hołd dla najszerzej rozpoznawanego i najbardziej popularnego firmowego wzmacniacza Puccini. Został on wprowadzony do sprzedaży równo 20 lat temu. Szybko osiągnął reputację jednego z najlepiej brzmiących wzmacniaczy, ze wspaniałym stosunkiem jakości do ceny, zapewniającego najwyższą wydajność. Można napisać, że kultowy już Puccini ugruntował markę Audio Analogue, mocno ją utrwalił na mapie audio high-end. Dziś, po 20 latach od premiery wzmacniacza Puccini, wspólnie z inną włoską firmą AirTech, został od nowa zaprojektowany, skonstruowany i wprowadzony na rynek jego następca, nazwany jako Audio Analogue Puccini Anniversary.

Projektant i kierownik techniczny projektu z firmy AirTech, Andrea Puccini (zbieżność nazwisk przypadkowa) i jego zespół, spędzili wiele miesięcy nad ponownym zaprojektowaniem nowej konstrukcji. Po wielu złożonych eksperymentach podjęto śmiałą decyzję o stworzeniu wzmacniacza pozbawionego sprzężenia zwrotnego. Albowiem dobrze zaprojektowane wzmacniacze bez sprzężenia zwrotnego uznawane są za posiadające cechy czysto audiofilskie, takie jak przejrzystość i szczegółowość oraz namacalną, holograficzną, głęboką scenę dźwiękową. Efektem końcowym jest dźwięk, który jest bardziej muzykalny i realistyczny w wielu aspektach.

Puccini Anniversary to konstrukcja w pełni dual-mono. Zamontowany transformator toroidalny 700 VA wraz z trzema parami tranzystorów mocy dla każdego kanału, pozwalają na bezproblemowe dostarczanie 80 W przy 8 omach, dochodząc do 300 W na 2 omów, dzięki czemu wzmacniacz nie obawia się nawet najtrudniejszych obciążeń.

Oczywiście, wzmacniacz otrzymał zupełnie nowy design, który trudno nie określić jak doskonałą syntezę oszczędnej elegancji, pięknego włoskiego stylu oraz wyrafinowanej subtelności. Zapewniam, że na żywo efekt jest jeszcze bardziej oszałamiający estetyką niż na moich zdjęciach. To bez żadnych wątpliwości dzieło sztuki użytkowej, jak to tylko potrafią zrobić Włosi. Wspaniała linia, czysta i precyzyjna. Symetryczna i wysmakowana, a równolegle minimalistyczna. Cała obudowa i front wykonana jest z wysokogatunkowego aluminium, satynowo-perlistego jak MacBook firmy Apple.

Gruby aluminiowy front (14 mm) centralnie przyozdobiony jest dużą, płaską gałką w kształcie dysku. Odpowiedzialna jest za wzmocnienie sygnału kiedy nią obracać, zaś kiedy ją przycisnąć i przytrzymać, staje się włącznikiem/wyłącznikiem zasilania. Z kolei jedno krótkie przyciśnięcie skutkuje wyborem źródła. Pomysłowa rzecz. Oczywiście, równolegle tymi funkcjami można sterować z poziomu pilota zdalnego sterowania.

Wracając do panelu frontowego. Jest wykonany z aluminiowej płyty, po środku ma dwa wcięcia, w które wkomponowana jest gałka potencjometru. To w zasadzie jedyna ozdoba, albowiem piękno frontu tworzy doskonale wykonana wspomniana surowa aluminiowa płyta. W niej znajdują się (po obu stronach gałki) mikroskopijne nawierty, za którymi kryją się białe diody. Po prawej stronie jest ich aż 16. Podczas wzmacniania sygnału stopniowo zapalają się. Z kolei z lewej strony umieszczono takich diod sześć. Pięć z nich sygnalizuje wybrane źródło, a skrajna, szósta to dioda sieciowa. W pozycji stand-by pali się na czerwono. Po włączeniu wzmacniacza przestrzeń dookoła gałki wzmocnienia przez kilka sekund rozświetla się na biało, potem po wstępnym rozgrzaniu wzmacniacza, gaśnie. Trochę szkoda, że nie pali się cały czas, bo nadzwyczaj efektownie to wygląda. Kończąc opis frontu, należy odnotować, że na skrajnym, prawej jego stronie zamontowano oko odbiornika podczerwieni. Na lewym, górnym rancie frontowej płyty wybito dużymi literami nazwę Audio Analogue, a na przeciwległym AirTech.

Pilot zdalnego sterowania zasługuje na osobną monografię, albowiem jest nie tylko uniwersalny i wielofunkcyjny, ale także wyposażony w sensor ruchu. Poruszony lub nawet tylko dotknięty palcem, natychmiast wzbudza się, co objawia się łagodnym podświetleniem wszystkich przycisków. Po zakończeniu sterowania, wygasza się automatycznie po kilku sekundach. Intrygująco to wygląda, ale ma też znaczenie praktyczne. Po zmroku, w półmroku, sterowanie wzmacniaczem nie wymaga dodatkowego zewnętrznego oświetlenia, albowiem przyciski są podświetlone. Pilotem sterować można nie tylko standardowymi funkcjami wzmacniacza jak wybór źródła lub regulacja głośności, ale również zagłębiać się w rozmaite dodatkowe atrakcje typu wyboru odpowiedniej skali regulacji głośności, ustawiania balansu i intensywności iluminacji frontowych diod, wraz z ich całkowitym wygaszeniem. Istnieje wiele opcji regulacji i nastawów wzmacniacza, ale w tym celu należy głęboko zapoznać się z instrukcją obsługi, czego jednak szczegółowo nie wykonałem.

Trzeba zauważyć, że producent standardowo wyposaża wzmacniacz w lepszej jakości sieciówkę niż tylko tzw. komputerową. To solidny przewód włoskiej firmy AirTech (wchodzącej w skład tej samej grupy co Audio Analogue). To AirTech Alfa o długości 1,5 m. w cenie kataogowej 120 Euro. Miły dodatek ubarwiający brzmienie.

Z tyłu panuje szyk, porządek, pełna symetria. Lewa część jest lustrzanym odbiciem prawej i odwrotnie. Gniazda wejściowe RCA (cztery pary) i XLR (para) ułożone są symetrycznie na górze tylnego panelu. Analogicznie terminale głośnikowe. Umieszczone są po dwa z na obu krawędziach; to wysokogatunkowe zaciski motylkowe, których nie powstydziłby się nawet jakiś topowy wzmacniacz z pułapu high-end. Gniazdo sieciowe IEC umieszczone jest centralnie, zaraz obok zamontowano włącznik sieciowy. Włącznik ten nie jest, być może, umieszczony ergonomicznie, ale po włączeniu, za jego pośrednictwem, wzmacniacza, praktycznie można o nim zapomnieć. Albowiem Puccini rutynowo uruchamiany jest za pomocą frontowego przycisku/pokrętła lub pilota, a w zasadzie wybudzany z trybu stand-by.

Dane techniczne
Układ z zerowym sprzężeniem zwrotnym
Moc wyjściowa dla 8 Ω: 80 W @ 1% THD+N
Moc wyjściowa dla 4 Ω:  160 W @ 1% THD+N
Moc wyjściowa dla 2 Ω:  300 W @ 1% THD+N
Impedancja wejścia: 47 kΩ
Impedancja wyjściowa: 0,17 Ω
Poziom szumu: < -110 dBV
Stosunek sygnału do szumu: 110 dB
Wejścia: 4 wejścia liniowe RCA , 1 wejście zbalansowane XLR
4 skale narastania głośności do wyboru
Podświetlany pilot systemowy z sensorem ruchu
Przewód zasilający AirTech ALFA w komplecie
Zaprojektowany i wyprodukowany we Włoszech







Trudno nie nazwać Puccini Anniversary inaczej jak pięknym i efektownym



Dużo aluminium

Centralny aluminiowy dysk; to włącznik/wyłącznik sieciowy, selektor źródeł i pokrętło głośności

Ozdobne wytłoczenie na rancie aluminiowego frontu


Otwory wentylacyjne na bokach górnej pokrywy

Pełna symetria: prawa strona jest lustrzanym odbiciem lewej - i odwrotnie


Motylkowe zaciski głośnikowe

Zdalny sterownik, czyli tzw. pilot


Przewód sieciowy AirTech Alfa 1,5 m fabrycznie dokładany do wzmacniacza Puccini

Zbliżenie na Avcon Avalanche Reference Monitor


Po bokach kolumny Triangle Esprit Antal EZ


Avcon Avalanche Reference Monitor w roli głównej

Grają kolumny Audiovector Ki 3 Super (to te w środku)


Wrażenia dźwiękowe
Doprawdy, lubię takie sytuacje, kiedy po przyłączeniu do wzmacniacza kolumn, źródła i po uruchomieniu go, od razu wszystko koncertowo gra, pasuje do siebie i w pełni kooperuje. Niczego nie trzeba dodatkowo dopasowywać, żmudnie dobierać głośników, żonglować kablami, jeździć kolumnami po podłodze, etc. Taki charakter i osobowość ma właśnie Puccini Anniversary - usposobienie i temperament typu plug&play. Co więcej, lubi się praktycznie z każdą parą kolumn, w stu procentach ją opanowuje, optymalnie zarządza rytmem, basem i stereofonią. Rysuje zjawiskową przestrzeń, dobrze ułożoną, z odpowiednimi gradientami tonalnymi. A przyłączałem do wzmacniacza co najmniej pięć par głośników: od wymagających Avcon Avalanche Reference Monitor, do wysoko-skutecznych Triangle Esprit Antal EZ (pełen wykaz kolumn - patrz spis sprzętu testowego na końcu tekstu). Takie zjawisko nazywa się dopracowaną i synergiczną amplifikacją. Bezwarunkowym porozumieniem i bezwzględnym współdziałaniem. To duża, ale nie jedyna zaleta włoskiego wzmacniacza.

Firmowy dźwięk Audio Analogue można opisać jako substancjalny, soczysty i plastyczny, nieco ocieplony i osłodzony, lecz precyzyjny i dynamiczny. Organiczny i przejrzysty – w pełni analogowy. Taką prezencję mają testowane przeze mnie wcześniej sprzęty linii Fortissimo i Vivace. W taki styl celuje również Puccini Anniversary, przy czym jest to brzmienie jeszcze bardziej wyszukane, wycyzelowane, z głębokim podkładem tonalnym, z większym rozmachem. Puccini dysponuje dźwiękiem silnie wysyconym, wypełnionym i strukturalnym; operuje dużą lekkością i swobodą przekazu, wspaniałą ekspresją i pełną paletą barw. Czuć w nim spory zapas mocy, zapał i podskórną siłę, które bezproblemowo budują „ścianę dźwięku” jak i również odwzorowują delikatne brzęknięcia talerzy, czy muśnięcia miotełek, dalsze pogłosy i trzaski, itp. Można napisać, że za pośrednictwem włoskiego wzmacniacza słychać dużo i dobrze. Daleko i głęboko. Bezpośrednio i namacalnie. Wiernie i przejrzyście.

Jeżeli ktoś poszukuje wzmacniacza, który pierwszorzędnie oddaje i przekazuje muzyczne emocje, to Audio Analogue będzie właściwym adresem. Można być pewnym, że uczyni to żywiołowo i kompletnie, zadba o prawidłową masę i wymiar dźwięku, pokaże jego zróżnicowanie, ale także sensualizm wokali, czar naturalnego brzmienia saksofonów, ekscytujące wibracje strun gitar, czy rewolwerowe wystrzały perkusji. Puccini zrobi to bezproblemowo i bezpretensjonalnie, proporcjonalnie - jeden do jednego. Albowiem jest nie tylko mocarną maszyną do grania, ale również transparentnym przewodnikiem po świecie muzyki. Zwielokrotnia przyjemność odsłuchów, potęguje dźwięk, kumuluje nastrój. Owszem, trochę odchodzi od neutralności, pogrąża słuchacza w ciepłym analogowym klimacie, lecz to jest harmonijne i uporządkowane brzmienie kierujące się w stronę dojrzałości i referencji. Dźwięk jest organiczny, ale przejrzysty. Ekspresyjny i barwny, lecz symetryczny. To przyczółek high-endu – albowiem włoski wzmacniacz wręcz czaruje bardzo solidnym, zaangażowanym i namacalnym przekazem, które równolegle cechuje się zrównoważeniem i precyzją; zaprawiony jest brzmieniem koherentnym, plastycznym i autentycznym. Wielu słuchaczy będzie pod dużym wrażeniem ułudy realności dźwięku instrumentów akustycznych; z kolei elektronika nie ma aż takiej prawdziwej eufonii i emfazy, ale w końcu są to syntetyczne brzmienia.

Kilka słów należy się opisowi poszczególnych pasm. Generalnie rzecz biorąc Puccini Anniversary zapewnia wyrównany, koherentny i gładki dźwięk, bez specjalnej faworyzacji któregoś z zakresów – bas jest żywy i akuratny, soprany doświetlone, ale nie syczące sybilantami. Jednakże z uwagi na lekko ocieplony styl gry, może wydawać się, iż średnica jest nieco uprzywilejowana, lecz w rzeczywistości tak nie jest. Miłe uszom analogowe i organiczne podgrzanie barw sprzyja lepszej dostrzegalności średnich pasm, koncentracji dźwięku, ujawnianiu złożoności owego podzakresu. Fortepian Eltona Johna na jego ostatniej płycie „Wonderful Crazy Night” (Mercury Records/Universal – 2016 r.) zabrzmiał nie tylko wyraziście i śpiewnie, plastycznie oraz przestrzennie, ale także miał wysoki stopień dyspersji, słyszalną głębię oraz wyraźne określenie przestrzenne. Natomiast głos Eltona uzyskał swobodę, charyzmę oraz dodatkowe aksamitne ciepło. Nie muszę dodawać, że włoski wzmacniacz bez problemów poradził sobie z precyzyjną lokalizacją całego bandu na scenie. Zrobił to jednoznacznie, wnikliwie i kompletnie.

Jeżeli miałbym do czegoś przyczepić się, to jedynie do faktu, że niekiedy (zwłaszcza przy głośniejszych fragmentach nagrań) blachom może brakować agresji, metalowego posmaku, głębszego wyrafinowania przynależnego muzyce live. Puccini Anniversary jest eleganckim włochem (tak, pisanym z małej litery, bo mowa o wzmacniaczu, a nie o mężczyźnie), który potrafi być agresywny i wyrazisty, ale nie jest bezwzględnym wojownikiem.

Drugi mankament to brak zaimplementowanego wyjścia słuchawkowego. Jak wcześniej przeze mnie opisywane, średnie serie Audio Analogue Fortissimo oraz Vivace wyposażone były w naprawdę przyzwoite wzmacniacze słuchawkowe, tak Puccini Anniversary jest takowego pozbawiony. Szkoda, bo w topowej integrze możliwość odsłuchu na słuchawkach powinna być standardem.

Konkluzja
Podsumowanie będzie krótkie. Audio Analogue Puccini Anniversary czaruje włoskim designem, ujmuje surowym aluminium obudowy, zachwyca symetrią frontu. Ale przede wszystkim dysponuje pierwszorzędnym brzmieniem - skupionym, mocarnym i bezpośrednim, a równolegle nadzwyczaj harmonijnym, wycyzelowanym i barwnym. To dźwięk organiczny, lekko docieplony i zaokrąglony, acz wysoce precyzyjny i holograficzny. To pełnokrwisty wzmacniacz klasy wyższej - polecam!

Cena w Polsce (razem z sieciówką AirTech Alfa 1,5 m) - 15 990 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU), Audio Analogue Puccini Anniversary, Audia Flight FL Three S (test TU), Cayin CS-55 A (test TU) oraz Dayens Ecstasy III (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Avcon Avalanche Reference Monitor (test TU), Triangle Esprit Antal EZ (test TU), Audiovector Ki 3 Super, AudioSolutions Overture O203F (test TU), Zingali Zero Bookshelf (test TU), Zingali Client Nano + Sub, Guru Audio Junior (test TU), Cabasse Surf i Studio 16 Hertz Canto Three SE (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, Musical Fidelity MX-DAC (test TU) i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro, Asus Pro P43E i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nottingham Analogue Horizon z Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Primare R32 (test TU), Musical Fidelity MX-VYNL, Trilogy 906 i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Audeze LCD-3 (test TU), Meze 99 Classics (test TU), Krüger&Matz Prestige Home, Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Audeze Deckard (test TU), Cayin C6 DAC (test TU), Taga Harmony THDA-500T (test TU), Divaldi AMP-01 (test TU) i Olasonic Nano-UA1 (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewód zasilający KBL Sound Fluid (test TU). Kabel zasilający, przewody głośnikowe i interkonekty RCA Perkune Audiophile Cables. Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU), Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU) i Taga Harmony Platinium-18 (test TU). Seria XLO UltraPLUS.
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki Sevenrods Speaker Jumper.



środa, 16 marca 2016

Kolumny Audiovector Ki 3 Super - zapowiedź testu

Niedawno od polskiego dystrybutora - firmy Voice Sp. z o.o. z Cieszyna, otrzymałem ciekawe kolumny podłogowe - to duńskie Audiovector Ki 3 Super w ekskluzywnym wybarwieniu drewnianej okleiny "African Rosewood". Wstyd się przyznać, ale nigdy do tej pory, nie testowałem żadnych produktów tej zacnej firmy, najwyższy czas więc to zmienić. 

Audiovector została założona w 1979 roku w Danii przez pana Ole Klifotha pod nazwą F3/LYD. Ole tak pisze o swoich wczesnych początkach audio hi-fi: „Od 8 lat sprzedawałem głośniki różnych marek. Byłem sfrustrowany faktem, że niektóre z głośników, które oferowałem nabywcom, były w stanie odtworzyć idealnie tylko niektóre aspekty brzmieniowe. Były doskonałe w wielu aspektach, ale nie mogłem znaleźć głośnika, który robiłby wszystko perfekcyjnie, więc postanowiłem zbudować go samodzielnie”. I tak, od 1979 roku, wytwarzane są tu głośniki własnej marki. Co istotne, ponad 85 % wszystkich kiedyś wyprodukowanych głośników Audiovector ciągle jest w użyciu! Na pytanie „Jak długa (ilu letnia) jest techniczna żywotność głośników Audiovector? ", odpowiedź konstruktora, czyli pana Kilfitha brzmi: " Jeszcze nie wiemy!". Z kolei firmowe motto to: „Real music as reference” (pol. Muzyka na żywo jako referencja) i w taki dźwięk firma stara się wyposażać swoje konstrukcje.

Model Ki 3 Super przynależy do linii Ki 3, oprócz niego jest tu też podstawowy Ki 3 oraz topowy Ki 3 Signature. Fizycznie prawie niczym się nie różnią, ale mają zastosowane odmienne materiały do budowy. Innej jakości wewnętrzne okablowanie, wzmocnienia skrzynek, zwrotnice, a nawet głośniki. Myślę, że nie ma co wymieniać wszystkich serii Audiovector, bo jest ich sporo, a każdy model (tak jak Ki 3) jest dostępny w kilku odmianach jakościowych. Referencyjne firmowe kolumny to R11 Arreté za jakieś, bagatela, 800 000 PLN (sic!). W ofercie dostępne są kolumny podłogowe, podstawkowe, centralne, montażowe, bezprzewodowe, subwoofery, etc. Można także zaopatrzyć się w przewody Audiovector, zamówić dowolny upgrade głośników, itd. Przedsiębiorstwo otacza nabywcę pełnym serwisem, długoterminową opieką i troską. Ten program nosi nazwę IUC (Individual Upgrade Concept). Wysyła się kolumny do fabryki, gdzie są poddawane upgrade'owi, ale również odświeżeniu lakieru i stolarki; otrzymują nowe numery seryjne oraz nową gwarancję. Przyjemna sprawa, bo w taki sposób można mieć wciąż i wciąż nowe kolumny. Jedną parę na całe życie.

Podłączyłem już kolumny Audiovector Ki 3 Super do wzmacniacza Audia Flight FL Three S przewodami XLO UltraPLUS U-6-10, a dalej przedwzmacniacz gramofonowy Triogy 906 kablami XLO UltraPlus UP-1A-1M i gramofon Notthingham Analogue Horizon wraz z wkładką MM Ortofon 2M Black. Potem zastosuję wzmacniacze Audio Analogue Puccini Anniversary oraz Pathos Classic One MKIII, a także przewody Perkue Audiophile Cables. Zapraszam do lektury testu za kilkanaście dni.  














niedziela, 13 marca 2016

Interkonekt Perkune Audiophile Cables 2 m. - zapowiedź testu

Kilka dni temu, właściciel i konstruktor Perkune Audiophile Cables, pan Paul Goodwin, przesłał mi z Litwy swój najnowszy interkonekt RCA do odsłuchów. To łączówka Perkune Audiophile Cables z linii Audiophile o długości 2 metry (zobacz TUTAJ). Dlaczego długość przewodów wynosi akurat 2 metry? Otóż Paul ma na ten temat własną hipotezę, którą można streścić w następujący sposób.

"Długość nowego przewodu oferowana jest jako dwa metry, a to dlatego, że łączówki dwumetrowe wydają się znacznie lepsze niż interkonekty metrowe. Paul przeprowadził wiele prób z firmowymi kablami w odniesieniu do optymalnej długości kabla połączeniowego. Uznał, że dwa metry długości pozwalają usłyszeć dużo więcej muzyki". 

I tyle. Pozostaje tylko podłączyć dwumetrowy interkonekt do systemu audio hi-fi i rozpocząć odsłuchy. Póki co, wpiąłem najnowsze Perkune Audiophile Cables 2 m. pomiędzy przedwzmacniacz gramofonowy Trilogy 906 (bo równolegle właśnie przeprowadzam jego odsłuchy i testy), a wzmacniacz Audio Analogue Puccini Anniversary. Gramofon to Nottingham Analogue Horizon z wkładką MM Ortofon 2M Black. Zapraszam do lektury testu interkonektu Perkune na początku kwietnia br.









sobota, 12 marca 2016

Słuchawki Krüger&Matz Prestige Home (KM0891)



Wstęp
Pierwszy mój kontakt ze słuchawkami Krüger&Matz miał miejsce jeszcze w zeszłym roku, bowiem niedawno opisywałem model KM 665 (czytaj test TUTAJ). Nie są to słuchawki stricte audiofilskie, ale warto na nie zwrócić uwagę, gdyż wykonane są solidnie, oferują ciekawy, choć podkoloryzowany dźwięk, a co najważniejsze nie kosztują majątku, bo około 300 PLN. Po ich teście zwróciłem się z prośbą do ich producenta - firmy Lechpol spod Warszawy, o udostępnienie kolejnej pary, tym razem najnowszych Prestige Home.

Wrażenie ogólne i budowa
Słuchawki Krüger&Matz Prestige występują w dwóch odmianach: przeznaczonej do gier (czyli tzw. gamingowe) Prestige Game (KM0890) oraz adresowane do słuchania w domu Prestige Home (KM0891). Odróżnia je jedynie fakt, iż te pierwsze mają wbudowany mikrofon w jedną z muszli oraz rozdwojony na końcu przewód z dwoma wtykami (do mikrofonu i do wyjścia słuchawkowego). Pozostałe parametry są identyczne.

Prestige Home dostarczane są w dość sporym pudełku wykonanym z ekologicznego kartonu. Na nim na czarno nadrukowane są podstawowe informacje o słuchawkach, etc. Estetycznie to wygląda. Wewnątrz, w dwóch specjalnych formach wyłożonych gąbkami, spoczywają słuchawki. W opakowaniu jest jeszcze skrócona instrukcja obsługi i gwarancja. To wszystko. Brak etui transportowego, czy nawet woreczka. Nie ma także adaptera na duży wtyk.

Prestige Home prezentują się raczej tradycyjnie. Dwie duże muszle bezpośrenio połączone podwójnym pałąkiem ze stali nierdzewnej. Pałąk pokryty jest złotawą, metaliczną farbą. Pod nim umieszczono regulowaną opaskę osiadającą na czaszce słuchacza. Opaska wyposażona jest w mechanizm autoregulacji, służą temu dwa elastyczne paski wszyte po jednej stronie do opaski pod pałąkiem, a z drugiej do muszli. Muszle to duże (szerokie i głębokie) miseczki z czarno-złotego tworzywa sztucznego. (Nie mają poziomej regulacji, o czym za chwilę). Od zewnątrz mają efektowne wytłoczenia/grille. W zewnętrzny ich pierścień, spod którego widać złotą powierzchnię, nałożony jest czarny plastikowy grill. Zaś wewnętrzny pierścień zakryty identycznym grillem to wentylacja przetwornika. Należy przyznać, iż owa spora porcja złotego koloru dość odważnie wygląda, ale granica tandety nie zostaje przekroczona.

Pady wykonane są z grubych poduszek pokrytych miłą w dotyku czarną ekologiczną skórą. Obszycie padów i ich jakość są bez zastrzeżeń. Lewa muszla wyposażona jest w niewielkie pokrętło wzmocnienia głośności. Można dzięki temu nastawić np. smartfon na maksimum głośności, a regulacji wzmocnienia dokonywać właśnie tym pokrętłem. Niegłupi pomysł.

Do lewej muszli doprowadzony jest przewód słuchawkowy o długości 230 cm. Przewód ten przytwierdzony jest na stałe, nie można go odpiąć, by przypiąć np. inny, krótszy. Przewód pokryty jest czarnym tworzywem przypominającym gumę. Kabel nie skręca się samoistnie, nie mikrofonuje, choć wygląda tak sobie. Przewód zakończony jest metalowym złoconym wtykiem zintegrowanym ze sprężynką ochraniającą końcówkę przewodu łączącego się z wtykiem. Niefortunnie część chwytna wtyku jest dość szeroka, uniemożliwi to zamocowanie wtyku w wąskich gniazdach wielu urządzeń lub otworów pokrowców smartfonów, etc. Konektor wtyku pokryty jest warstwą prawdziwego złota.

Ergonomia
Niestety, ergonomię słuchawek Prestige Home można ocenić co najwyżej na stopień dostateczny. Jak sam mechanizm regulacji pałąka jest precyzyjny, bo pasek pod pałąkiem dobrze dopasowuje się do kształtu i rozmiaru czaszki słuchacza, tak regulacja pozioma muszli jest niedostateczna. Bowiem regulacji poziomej w ogóle tu nie ma! Po prostu nakłada się słuchawki na głowę i uszy, pasek pod pałąkiem osiada na czaszce, lecz muszle nie dopasowują się do krzywizny uszu. Pozostają w jakimś dziwnym skręcie. Jedynie, co można uczynić w takim przypadku, to próbować przesuwać pałąk do przodu czaszki licząc na lepsze dopasowanie muszli do uszu. Jednakowoż po pewnym czasie powyższe ułożenie męczy, staje się niewygodne. Trudno, więc uznać Prestige Home za specjalnie ergonomiczne, a tym bardziej za komfortowe w użytkowaniu. Czarę goryczy przepełnia również przewód słuchawkowy, nieodpinany, nie wymienny, a liczący sobie dziwną długość 230 cm. Ani to długość dla domowych odsłuchów, gdzie zazwyczaj to 300 cm, ani mobilnych, przy rutynowych 120 - 150 cm.

Dane techniczne
Rodzaj: Słuchawki nauszne
Technologia: Przewodowe
Mikrofon: Nie
Materiał: Tworzywo sztuczne
Kolor: Czarny/złoty
Rozmiar głośnika: Ø 50 mm
Napęd: Głośnik dynamiczny
Pasmo przenoszenia: 20 ~ 22 000 Hz
Impedancja: 32 Ohm
SPL (Sound pressure level): 110 dB (SPL/V)
Kabel: 230 cm
Wtyk: Jack 3,5 mm, pozłacany


Estetyczny karton

Najważniejsze parametry techniczne nadrukowane są na tyle pudła

Solidne opakowanie

Metalowy wtyk z pozłacanym konektorem

Na górze muszli widoczne jest pokrętło wzmocnienia siły głosu

Wentylowane muszle; grille wykonane są tworzywa sztucznego


Słuchawki podłączone do wzmacniacza Cayin C5; źródło to smartfon Samsung z serwisem Tidal HiFi


Wrażenia dźwiękowe
Słuchawki przyłączałem przede wszystkim do przenośnego wzmacniacza/DACa Cayin C5 DAC oraz kilku smartfonów, ale także do wzmacniaczy stacjonarnych typu Audezee Deckard, Olasonic Nano-UA1 i Divaldi AMP-01. Słuchawki porównawcze to AKG K545, Final Audio Design Pandora Hope VI oraz Sennheiser PX100 i Koss PortaPro. Pełna lista sprzętu towarzyszącego dostępna jest na końcu niniejszego tekstu.

W rozdziale poświęconemu ergonomii napisałem, że Prestige Home niestety nie należą do najwygodniejszych i podtrzymuję tę opinię. Jednak po przyłączeniu ich do źródła okazuje się, że jak mało są wygodne, tak równolegle dysponują naprawdę przyzwoitym dźwiękiem. To brzmienie zaskakująco detaliczne, wypełnione masą, a jednocześnie dobrze ułożone – harmonijne. Żadne z pasm nie dominuje, stoją w równym szyku i porządku, nawet basy karnie są zdyscyplinowane i punktualne. Mają dużą moc i niezłe rozciągnięcie, ale nie dominują jak w innym modelu Krüger&Matz, wspomnianym KM 665. Niskie tony są sprężyste i atakujące, ale są dobrze ułożone. Proporcjonalne.

Opisywane słuchawki dobrze organizują przestrzeń, a dodatkowo jest ona całkiem nieźle napowietrzona. Innymi słowy, budowana scena jest nie tylko wyraźna, z łatwo rozpoznawalną lokalizacją instrumentów, ale jest także nasycona głębią oraz pogłosami. Instrumenty nie kleją się do siebie, są selektywne, mają dobrą strukturę oraz solidną substancję. Usłyszenie wielu szczegółów nagrań nie jest problemem, choć droższe słuchawki czynią to precyzyjniej i wiarygodniej.

Średnica jest wystarczająco klarowna, aby pokazać pełnię piękna ludzkich głosów, ich złożoność i teksturę. Ponadto wszelkie instrumenty koncentrujące się w tym paśmie przedstawiane są bezpośrednio i autentycznie, bez większego podkolorowania, czy ocieplenia. Brzmienie średnicy bliskie jest naturalnemu, co można uznać za spory plus, dużą zaletę Prestige Home. W związku z powyższym każdy gatunek muzyki brzmi przekonująco i autentycznie, przyjaźnie. Generalnie rzecz biorąc, Krüger&Matz reprezentują więcej niż przyzwoity poziom brzmieniowy, choć bardzo zaawansowanym nazwać go nie można. To rzetelny dźwięk poziomu około-budżetowego.

Powyższy dźwięk byłby jeszcze wyższej jakości, gdyby muszle wraz z padami miały szansę precyzyjniej leżeć (i przylegać) do uszu. Brzmienie byłoby bliższe i wyraźniejsze, nie uciekałoby na boki.

Konkluzja
Słuchawki kosztują około 400 PLN nie jest to więc mało. W tej cenie nabywca otrzymuje estetycznie i nowocześnie, solidnie i z niezłej jakości materiałów wykonany produkt. Design wyważony, ale przepleciony złotymi ozdobnikami, które najpewniej nie każdemu przypadną do gustu. Ergonomia stoi na mało zadowalającym poziomie – auto-regualcja pałąka jest optymalna, lecz brak jest mechanizmu dopasowywania muszli w poziomie. W rezultacie muszle leżą na uszach „jak chcą”. Miłą rekompensatą niewygody użytkowania słuchawek jest ich zaskakująco dobry dźwięk. Mocny i soczysty, ale wyjątkowo urodziwy i dobrze ułożony. Harmonijny i spójny, z niezłą przestrzenią i przyzwoitą panoramą stereo. To brzmienie żywe i bogate, choć nie stricte high-fidelity. Pozytywnie budżetowe.

Cena w Polsce – 399 PLN.

System testowy
Wzmacniacze: Hegel H160 (test TU), Pathos Classic One MKIII (test TU), Audio Analogue Puccini Anniversary, Audia Flight FL Three S (test TU), Cayin CS-55 A (test TU) oraz Dayens Ecstasy III (test TU).
Kolumny: Vienna Acoustics Mozart Grand, Avcon Avalanche Reference Monitor (test TU), Triangle Esprit Antal EZ (test TU), AudioSolutions Overture O203F (test TU), Zingali Zero Bookshelf (test TU), Zingali Client Nano + Sub, Guru Audio Junior (test TU), Taga Harmony Platinium One (test TU) i Studio 16 Hertz Canto Three SE (test TU).
Źródła cyfrowe: odtwarzacz CD Musical Fidelity A1 CD-PRO, Musical Fidelity MX-DAC (test TU) i NuForce Air DAC (test TU).
Komputery: MacBook Apple Pro, Asus Pro P43E i Toshiba Satellite S75.
Gramofony: Clearaudio Emotion z wkładką Goldring Legacy (test TU) i Nottingham Analogue Horizon z Ortofon 2M Black (test TU).
Przedwzmacniacze gramofonowe: iFi Phono (test TU), Primare R32 (test TU), Egg-Shell Prestige PS5 (test TU), Trilogy 906 i Ri-Audio PH-1 (test TU).
Tunery: Rotel RT-1080, Yamaha T-550 i Sansui TU-5900.
Magnetofon kasetowy: Nakamichi Cassette Deck 1.
Minisystem: Pioneer P1-K (test TU).
Słuchawki: RHA MA750 (test TU), Audeze LCD-3 (test TU), Meze 99 Classics (test TU), Krüger&Matz Prestige Home, Final Audio Design Adagio V (test TU), Final Audio Design Pandora Hope VI (test TU), Oppo PM-3 (test TU) i AKG K545 (test TU).
Wzmacniacze słuchawkowe: Audeze Deckard (test TU), Cayin C6 DAC (test TU), Taga Harmony THDA-500T (test TU), Divaldi AMP-01 (test TU) i Olasonic Nano-UA1 (test TU).
Okablowanie: Audiomica Laboratory serie Red i Gray, DC-Components (test TU) oraz Harmonix CI-230 Mark II (test TU). Przewód zasilający KBL Sound Fluid (test TU). Kabel zasilający, przewody głośnikowe i interkonekty RCA Perkune Audiophile Cables. Przewody głośnikowe Cardas 101 Speaker (test TU), Melodika Brown Sugar BSC 2450 (test TU) i Taga Harmony Platinium-18 (test TU). Seria XLO UltraPLUS.
Akcesoria: podstawa pod gramofonem to Rogoz-Audio 3SG40 (test TU), podstawy głośnikowe Rogoz-Audio 4QB80 (test TU), stopy antywibracyjne Rogoz-Audio BW40, szafka audio Solid-Tech Radius Duo 3 (test TU) i mata gramofonowa Harmonix TU-800EXi (test TU). Zatyczki do gniazd RCA Sevenrods. Zworki Sevenrods Speaker Jumper.



czwartek, 10 marca 2016

Przedwzmacniacz gramofonowy Musical Fidelity MX-VYNL - zapowiedź testu

Już jest. Wreszcie dotarł, bo spodziewałem się go jeszcze na początku stycznia. Niestety, silne światowe zapotrzebowanie na solidnie zbudowany i dobrze wyceniony analogowy produkt zrobiło swoje. Polski dystrybutor Rafko musiał poczekać, więc i ja również. Wydawało się, że w audio hi-fi jest spora nadprodukcja i ciasnota, a tu proszę - kolejka i reglamentacja!

Tym produktem oczywiście jest najnowszy brytyjski przedwzmacniacz gramofonowy firmy Musical Fidelity, czyli Musical Fidelity MX-VYNL. Niedawno opisywałem inny produkt serii MX, a mianowicie świetny przetwornik c/a Musical Fidelity MX-DAC (czytaj TUTAJ).

Jak można przeczytać na firmowej stronie:
"Musical Fidelity MX-VYNL to w pełni zbalansowany, uniwersalny przedwzmacniacz gramofonowy z najwyższej półki. Urządzenie jest przystosowane do współpracy z praktycznie każdą wkładką gramofonową typu MM i MC. Obok tradycyjnych złącz RCA Musical Fidelity wyposażył nowy produkt w swoją specjalność - autorskie w pełni zbalansowane złącza XLR, dzięki czemu do MX-VYNL można podłączyć dwa gramofony jednocześnie.

MX-VYNL jest owocem wieloletniego doświadczenia brytyjskiej firmy, której założyciel i prezes, Anthony Michaelson, nie kryje swojej pasji do analogowego brzmienia. Przedwzmacniacz oferuje szerokie możliwości współpracy z wkładkami gramofonowymi. Duży potencjometr umieszczony po prawej stronie służy do wyboru wielkości impedancji w przypadku wkładek MC oraz impedancji dla wkładek MM. W przeciwieństwie do wielu konkurencyjnych urządzeń MX-VYNL pozwala na wygodną regulację tych ustawień podczas odsłuchu. Dzięki temu można niemal dowolnie eksperymentować w poszukiwaniu optymalnego brzmienia swojego zestawu.

Urządzenie korzysta również z regulacji RIAA, która pozwala na osiągnięcie wyjątkowo precyzyjnych wyników przenoszenia powyżej 80 kHz. Tak wysoki poziom może brzmieć nierealnie, ale szerokie spektrum korekcji umożliwia jednocześnie jak najlepsze dostrojenie częstotliwości powyżej 20 kHz. Wyjątkowo niski poziom szumów oraz bardzo duża tolerancja napięciowa sprawiają, że jest to świetny partner dla nawet najbardziej wymagających wkładek, zdolny swoim brzmieniem usatysfakcjonować najbardziej wymagających koneserów analogowego brzmienia."

Niezła laurka, ale warto wiedzieć, że MX-VYNL korzysta z rozwiązań i topologii najwyższego firmowego modelu Nu-Vista. Nie pozostaje więc nic, jak tylko wypróbować powyższy sprzęt we własnym systemie. Zastosuję dwa gramofony: Nottingham Analogue Horizon z wkładką MM Ortofon 2M Black oraz Clearaudio Emotion z wkładką MC Goldring Legacy. Najpierw użyję wzmacniacz Audio Analalogue Puccini Anniversary, a potem Audia Flight FL Three S. Kolumny to Avcon Avalanche Reference Monitor na zmianę z Triangle Esprit Antal EZ. Okablowanie XLO UltraPLUS oraz AirTech. Zapraszam do lektury testu za kilkanaście dni.



Dwa powyższe zdjęcia ze strony Musical Fidelity